wtorek, 30 grudnia 2014

Oszczędzanie na ogrzewaniu - zaklejona wentylacja?

Niedawno byłem z wizytą u znajomych. Znajomy pokazał mi pewien patent oszczędnościowy. Ponieważ szacuje się 30% ciepła z domu ucieka przez wentylacje - zakleił kanały wentylacyjne. Zadałem Wam pytanie, czy to aby mądre. Myślę że to się jednak może skończyć źle. Dlaczego?

W łazience, czuć  wilgoć. Łazienka jest dopiero co wyremontowana, mimo wszystko to jest proszenie się o grzyb na fugach. Grzyb trudno usunąć, jest także ryzyko, że grzyb wejdzie w mury.

Dowodów na złą decyzję znajomego nie trzeba daleko szukać, na oknach mocno skrapla się woda. Znalazłem w internecie informację, że jest to dowód na nadmierną wilgotność w domu i niesprawną wentylację. Zasadnicze zagrożenie? Grzyb.

Dobrze i źle działająca wentylacja grawitacyjna.
Fot.Wikipedia.

Znajomych z branży nieruchomości szybko podpytałem. Masakra! Usuwanie grzyba z domu, zwłaszcza kiedy wejdzie w mury to koszta trudne do oszacowania, na pewno jednak idące minimum w tysiące zł, w skali całej nieruchomości. Dodatkowo jest to spadek wartości całej nieruchomości - niedobry pomysł jeśli w przyszłości chcemy na niej zarobić (możliwy najem).

Oszczędność mojego znajomego zatem jest krótkowzroczna, w efekcie może go dużo kosztować w przyszłości.

Problem w tym, że znajomy jest zadowolony ze swojego rozwiązania, pozwalającego obniżyć rachunki... jak komuś odradzić taki "mądry patent" by nie urazić gospodarza?


sobota, 13 grudnia 2014

Lokata na 5% oraz książka do angielskiego za darmo i płyta w prezencie.


Dziś chciałbym Was zaprosić do zapoznania się z ofertą prawdopodobnie najlepszej lokaty na naszym rynku, jest to trzymiesięczna Lokata Happy o dość wysokim jak na obecną sytuację rynkową oprocentowaniu 5%. Minimum do założenia tej lokaty to jedynie 1000 zł bez konieczności bycia klientem IdeaBank oraz bez zakładania konta osobistego.

Tak duży i korzystny procent? Niemożliwe! Mów Remigiusz gdzie tu jest haczyk? 


Owszem, nie ma róży bez ognia, jak to mówi ludowe przysłowie. Lokata jest IMHO ewidentnym narzędziem promocyjnym dla banku, które ma rozpropagować jego pozytywny wizerunek i mamy pewne ograniczenie. Można zainwestować w tę lokatę maksymalnie jedynie 10 tysięcy zł, natomiast tak czy inaczej to oferta godna rozpatrzenia.

Aby zapoznać się ze szczegółami i kiedy już się zdecydujesz, skorzystać z tej oferty wystarczy, że klikniesz na banner poniżej lub na ten link – TUTAJ.




Książka do nauki j. angielskiego ode mnie w prezencie.

Wszystkim osobom, które założą lokatę z mojego linku wyślę w prezencie naprawdę porządne rozmówki, słownik kieszonkowy, fiszki dla dziecka lub książkę do języka angielskiego. Pozycje są nowe i można sobie jedną wybrać (obowiązuję zasada pierwszeństwa w wyborze). Jak dostać książkę? Wyślij mi skan lub zdjęcie potwierdzenia założenia lokaty na LinuxEurope(małpa)gmail(kropka)com razem z adresem do wysyłki.











Każdej osobie, która założy lokatę na blogu Racjonalne Oszczędzanie, gwarantuję możliwość wyboru pozycji książkowej, w przypadku wyczerpania puli nagród przedstawię kolejne nowe książki do wyboru dla Czytelników bloga.

A może chcesz coś na dodatek do powyższych pozycji językowych? Wybierz sobie jeszcze coś z listy poniżej... książki, plyty DVD oraz CD:
















Decyduje pierwszeństwo wyboru. Zapraszam! LinuxEurope(at)gmail(dot)com

środa, 26 listopada 2014

Polskie przedsiębiorstwa inwestują w badania i rozwój.


W 2013 polskie przedsiębiorstw zainwestowały 6,29 mld złotych w badania i rozwój, to ponad 17% wzrost w porównaniu z rokiem wcześniejszym, jak wynika z danych opublikowanych przez GUS. Przyszłości te nakłady prawdopodobnie będą jeszcze większe, bowiem ich zwiększenie w przeciągu następnych dwóch lat deklaruje niemal połowa firm.
Leszek Cieśla – przedstawiciel Narodowego Centrum Badan i Rozwoju (NCBR) – mówi, że polscy przedsiębiorcy coraz chętnie wydają pieniądze na innowacje. Prognozuje też, że w przyszłości Polska może stać się mikro Izrealem w Europie – czyt. pionierem w zakresie innowacji.
Z GUS-owski statystyk wynika, że w 2013 roku nakłady brutto na badania i prace rozwoje kształtowały się na poziomie 14,4 mld złotych. To o 17 mld więcej niż w roku 2012. Wskaźnik GERD – będący odzwierciedlenie wspomnianych nakładów – stanowił 0,87% PKB. Wydatki na rozwój i badania w sektorze przedsiębiorstw – wyrażone współczynnikiem BERD – w 2013 były na poziomie 6,2 mld złotych, w 2012 – 5,3, natomiast w 2010 jedynie 2,7 mld złotych. Sektor ten odpowiada za 43% wszystkich wewnętrznych nakładów ogółem. 
 Porównując te współczynnik do PKB, można uznać, że mamy do czynienia ze stagnacją. Jeśli jednak popatrzymy na stosunek GERD do BERD okaże się, że w latach 2010-2013 nakłady polskich przedsiębiorstw na badania i rozwój wzrosły o 80%.
Swój udział w wydatkach na rozwój i badania mają m.in. konkursy zorganizowane przez NCBR. W przeciągu 3 latach NCBR podpisało 2 755 umów, w tym aż 1 637 w sprawie wsparcia przedsiębiorstw .
Ekspert z NCBR podkreśla, że w sferze prac badawczo-rozwojowych mamy do czynienia z komercjalizacją. Wynalazki są na bieżąco, niemal, wcielane w masową produkcję.
Z przeprowadzonego w tym roku badania Deloitte wynika, że aż 47% polskich firm planu zwiększyć nakłady na badania i rozwój w przeciągu 2 lat, w przeciągu 5 lat aż 61% przedsiębiorstw. Średnia dla Europy Środkowo-Wschodniej to odpowiednio 41% i 57% przedsiębiorstw.

wtorek, 18 listopada 2014

Masz problemy z oszczędzaniem? Wypróbuj aplikacje mobilne.


W tym miesiącu miałem sporo wydatków, ale od następnego z pewnością zacznę oszczędzać” - kto z nas nie składał takiego przyrzeczenia przynajmniej raz w życiu? Permanentny brak czasu i bieżącej kontroli stanu finansów, powodują, że spełnienie tej obietnicy odsuwamy w czasie. Pomocne mogą okazać się aplikacje mobilne, które rozwiążą ten odwieczny problem.

Aplikacje mobilne na dobre zagościły w naszym życiu. Mobilność to już nie tylko moda, lecz prężnie rozwijający się kierunek. Z roku na rok przybywa zwolenników aplikacji, którzy z zainteresowaniem odkrywają ich zupełnie nowe możliwości. Otrzymywanie zniżek, zbieranie punktów lojalnościowych – to tylko niektóre z wielu realnych korzyści jakie czekają na użytkowników nowoczesnych technologii. W internetowych sklepach z aplikacjami np. Google Play, App Store czy Sklep Windows Phone znajdziesz ich tysiące na wyciągnięcie ręki. Czym kierować się przy wyborze aplikacji? Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na liczbę pobrań, a także opinie użytkowników. Niektóre aplikacje dostępne są całkowicie za darmo, za inne należy zapłacić kilka złotych. Warto zauważyć, że aplikacje z Google Play możesz zwrócić w ciągu 15 minut od zakupu.


Co daje korzystanie z aplikacji mobilnych?

Aplikacje sprawdzają się wówczas, gdy masz trudności z analizą wydatków oraz chcesz uzyskać efektywne narzędzie, które pokaże na co wydajesz najwięcej pieniędzy. Ich zaletą jest to, że upraszczają prowadzenie ewidencji finansowej, powiększają twoją świadomość finansową i tym samym motywują do oszczędzania. Za pomocą przejrzystych wykresów możesz też śledzić swoje comiesięczne wydatki, a także przychody. Jedynym mankamentem jest konieczność wyrobienia w sobie kilku prostych nawyków. Aby otrzymać znacznie lepszą kontrolę nad domowym budżetem powinieneś systematycznie wpisywać wydatki do aplikacji, z której korzystasz. 


Nową i bezpłatną aplikacją finansową, która może cię zainteresować jest Finarchy.com. Jej premiera planowana jest w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Jak czytamy na stronie www.finarchy.com aplikacja w przeciwieństwie do konkurencji ma pozwalać na dużo bardziej zaawansowane zarządzanie finansami osobistymi niż konkurencja. Dotyczy to m.in. takich kwestii jak: planowanie długookresowe, a także analiza majątku netto. Finarchy.com rozpatruje różnorodne scenariusze jak np. zmiana formy zatrudnienia w perspektywie bezpieczeństwa i płynności finansowej, choroba, niezdolność do pracy etc. Jednocześnie, jak podkreślają jej twórcy, aplikacja ma być intuicyjna w obsłudze. 




A jakie są Wasze doświadczenia związane z korzystaniem z aplikacji mobilnych? Czy rzeczywiście motywują do oszczędzania, czy wręcz przeciwnie - nie przynoszą oczekiwanego rezultatu?

niedziela, 9 listopada 2014

Rezygnacja z nachalnych SMS-ów "premium", na których możesz stracić Twoje pieniądze.


Zdarzyło Ci się wziąć udział w jakimś konkursie SMS? Uległeś pokusie i sprawdziłeś horoskop, poprosiłeś o wróżbę na przyszłość albo zrobiłeś test na inteligencję emocjonalną? A może przypadkowo zapisałeś do płatnej subskrypcji? Zobacz, jak sobie poradzić z nachalnymi SMS-ami.
Wiesz, jakie jest najpowszechniejsze kłamstwo w XXI wieku? „Przeczytałem i akceptuję regulamin”. Chociaż funkcjonuje to jako żart wśród informatyków, okazuje się mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Ten mechanizm wykorzystują pomysłodawcy różnorodnych, płatnych usług w ramach sieci komórkowych. Z reguły już jedna wiadomość SMS wystarczy, by znaleźć się na liście subskrybentów i ponosić koszty z tym związane. Czasem kilkadziesiąt, a zdarza się, że i kilkaset złotych miesięcznie. Jak się przed tym uchronić?
 Przedstawiciel firmy SMSAPI parającej się wysyłką wiadomości SMS w masowych ilościach – Andrzej Ogonowski – podkreśla, że na każdym organizatorze konkursów, loterii, ankiet i tym podobnych ciąży obowiązek usunięcia numeru telefony z bazy, kiedy jego właściciel wyrazi taką chęć. Zazwyczaj jest to dość prosta procedura polegająca na wysłaniu jednej wiadomość SMS do swojego operatora komórkowego – jednak szczegóły tej operacji różnią się w zależności od operatora.
Kiedy masz podejrzenia, że Twój numer telefonu znalazł się w niechcianej bazie płatnej subskrypcji, jak najszybciej sprawdź, czy to prawda i wypisz się z niej. Większość operatorów umożliwia wykonanie tej procedury bardzo szybko i sprawie, jak podkreśla Ogonowski.
Sprawdźmy zatem, czy tak jest faktycznie. Jak wygląda taka procedura u dostępnych na polskim rynku teleoperatorów?
W Play procedura jest najprostsza. Należy wysłać SMS-a ze słowem „STOP” pod numer 6000, by zrezygnować ze wszystkich, ale to naprawdę wszystkich, subskrypcji i prenumerat podpiętych pod nasz numer telefonu. Zanim jednak dokonamy tak drastycznego kroku, warto wysłać SMS-a o treści „LISTA” pod ten sam numer, by zobaczyć, do jakich subskrypcji jesteśmy zapisani, żeby nie usunąć czegoś ważnego. W przypadku abonamentów jest możliwość zablokowania wszystkich SMS-ów typu Premium. W tym przypadku trzeba wysłać SMS-a pod numer 252 o treści „STOP”.
W Plusie jest kilka opcji. Po pierwsze, SMS o treści „LIMIT SMS 0” pod numer 2601, po którego wysłaniu nie będziesz już dostawał SMS-ów o podwyższonej płatności. Po drugie, jeśli zdarza nam się świadomie korzystać z wiadomości Premium, możemy ustalić miesięczny limit kwotowy – 35,50, 75, 100 oraz 200 złotych. O jego przekroczeniu zostaniesz powiadomiony przez operatora. Żeby uruchomić tę opcję należy wysłać SMS-a pod numer 2601 o treści „ZABLOKUJ (kwota limitu)”.
W T-mobile aby zrezygnować z płatnych subskrypcji musimy skontaktować BOA (Biurem Obsługi Abonenta) – albo telefonicznie, albo przez stronę internetową.
W Orange aby zrezygnować z wiadomości Premium należy wpisać numery, z których one pochodzą, w odpowiedniej zakładce na stronie internetowej operatora. Aby otrzymać ich listę, należy wysłać pod numer 6000 wiadomość SMS o treści „LISTA”.
Gwoli podsumowywania. Zapamiętaj:
  1. Nie odpisuj na podejrzane SMS-y, kiedy nie wiesz, dlaczego zostały wysłane właśnie pod Twój numer.
  2. W SMS-ie inicjującym usługę Premium zawarty jest regulamin (albo odnośnik do niego), informacja o cenie usług, jak i organizatorze usługi. Nie usuwaj tej wiadomości, jeśli chcesz skorzystać z danej usługi Premium.
  3. Wysokość opłat jest zakodowana w numerze telefonu nadawczego i odbiorczego. Jeśli numer, pod który należy wysłać wiadomość SMS, zaczyna się od 7, to następująca po niej cyfra jest tożsama z ceną. Dla przykładu, trzeba wysłać SMS-a pod numer rozpoczynający się od 74, to cena takiego SMS-a to 4 złote. Gdy numer zaczyna się od 9, to dwie następne cyfry oznaczają jego cenę. Za wysłany SMS pod numer rozpoczynający się od 912 zapłacimy 12 złotych.
  4. Jeżeli po rezygnacji z subskrypcji nie uzyskałeś wiadomości to potwierdzającej, dobrze jest się skontaktować BOA operatora.


niedziela, 2 listopada 2014

Ekstra pensja, jak ją można zagospodarować #2


Na jednym z moich blogów pojawiło się już kilka propozycji na zagospodarowanie wygranej w nowej grze losowej prowadzonej przez Totalizator Sportowy – „Ekstra pensji”. Dzisiejszy wpis będzie swoistą kontynuacją, jednak spróbujemy temat ugryźć trochę od innej strony. Spojrzeć na sprawę z większego dystansu – w tym i czasowego. Jak zainwestować te pieniądze, by uzyskać dobrą stopę zwrotu?

W tematyce związanej z zarządzaniem czasem, albo jak kto woli zarządzaniem sobą w czasie, swego czasu dość popularne było hasło „produktywni nie jedzą pianki”. Na potrzeby tego wpisu można by je sparafrazować np. „bogaci nie jedzą pianki”. Bowiem umiejętność odkładania przyjemności na później i znoszenia chwilowej niewygody dla późniejszej długiej, a nawet i trwałej, wygody jest domeną ludzi, którzy osiągają sukcesy. Może nie spektakularne, może nie takie, o których piszą w gazetach, ale te na miarę szarych Kowalskich. Dzisiaj trochę o tym, jak ekstra pensję przekuć w długoterminowy sukces. Nie przejeść wygranej, a ją odpowiednio zainwestować tak, by w przyszłości zyski były wymierne. 

Idąc po linii najmniejszego oporu – umieszczamy wygraną na lokacie bankowej / koncie oszczędnościowym

Poziom stóp procentowych jest najniższy od lat. Z pewnością nie jest to okres, w którym można na lokatach bankowych sporo zarobić. Wciąż jednak można zarobić, a to jest argument, który ciężko podważyć. Efekt kuli śnieżnej i magia procentu składanego potrafią jednak w długim okresie czynić cuda. Jeśli nie masz pomysłu, jak zainwestować ekstra pensję albo masz bardzo niską skłonność do ryzyka, ta opcja jest dla Ciebie optymalna. Przynajmniej na początku, kiedy jeszcze Twoje obycie ze światem produktów finansowych i ogromem możliwości inwestycyjnych nie jest jeszcze na najwyższym poziomie. Lokaty i konta oszczędnościowe nie są novum na polskim rynku i pewnością długo z niego nie znikną. Jednak warto jeszcze raz podkreślić, to dobry krok na start. Im dalej w las, im więcej pieniędzy zaoszczędziliśmy, tym więcej wiedzy na temat zarządzania domowym budżetem i ścieżek inwestycyjnych powinniśmy posiadać. To trochę jak z jazdą samochodem, im więcej koni pod maską, tym lepsze umiejętności powinien posiadać kierowca. Przecięty Kowalski wsiadając do bolidu F1, wcisnąwszy gaz do dechy, wylądowałby na pierwszej bandzie. 

Jeśli nie wiesz w co inwestować, zainwestuj w siebie


Mówią, że wiedza to do potęgi klucz. Moim zdaniem nie tyle akademicka wiedza, co jej praktyczne zastosowanie połączone z elastycznością wobec zmian, jakie niesie życie i koniunktura gospodarcza. Myślę, że już mało kto dzisiaj wierzy w to, że spędzi w jednej firmie, w jednym zawodzie całe swoje życie. Nie teraz, nie w tak dynamicznie się rozwijającym się świecie, nie w przypadku tak dużej, międzynarodowej konkurencji. Świadomość zachodzących zmian, gotowość do wywrócenia swojego życia zawodowego to jedno. Drugie, to część praktyczna. Słowem, nabywanie nowych umiejętności. Oczywiście, można dać się zamknąć na długie wieczory w bibliotece, ale dużo bardziej efektywne okazują się być kursy i szkolenia prowadzone przez praktyków. Ludzi, którzy potrafią odsiać ziarno od plew, mówić prosto o skomplikowanych sprawach i pokazywać możliwie ścieżki zawodowe. Wszystko tak ładnie brzmi, ale swoje kosztuje. Dobre szkolenie kosztuje niemałe pieniądze, kilka a nawet i kilkanaście tysięcy złotych. Czy gra jest wobec tego warta świeczki? Moim zdaniem tak, pod warunkiem, że masz jakiś plan na siebie, że nie działasz po omacku, łapiąc wiele różnych srok za ogon. Inwestycje w siebie z reguły mają bardzo wysokie stopy zwrotu. 

Bądź sobie sterem, żeglarzem, okrętem – załóż własną firmę

Koszty prowadzenia biznesu w Polsce do najniższych nie należą, nie ma co się oszukiwać. Jednak mając co miesięczne, pewne zasilenie konta w wysokości 5000 złotych, dużo łatwiej przychodzi człowiekowi podjęcie ryzyka i rozpoczęcie własnej działalności. Może niekoniecznie wymyślając koło na nowo, ale np. wchodząc w franczyznę. Okazuję się, że odkładając jedynie dwie ekstra pensje, można założyć biznes. Mając 10000 złotych można poznać „know how” wielu firm (http://biznesoweinfo.pl/franczyza-mniej-niz-10-tysiecy-lista-firm/). W zależności od branży koszty wejścia prezentują się na innym poziomie. Stosunkowo nisko kapitałochłonna jest np. branża e-commerce czy zarabianie na stronach internetowych. Tutaj na strat może wystarczyć nawet jedna ekstra pensja, być może nawet coś z tego jeszcze zostanie. Założenie własnej firmy oczywiście wiąże się z kosztami finansowymi, jednak co warto wziąć pod uwagę, to koszty psychologiczne. Z pewnością można zanotować spadek stresu w momencie, gdy na nasze konto wpływa 5 000 złotych miesięcznie w ramach wygranej, a my cały swój czas możemy zainwestować bez wyrzutów sumienia w firmie. 5 000 złotych to naprawdę daje już jakieś poczucie stabilności finansowej w razie W.



Czy w przypadku tych 3 strategii zobaczysz efekty po 3 miesiącach? Raczej nie. Jeśli jednak wszystko dobrze pójdzie, zobaczysz je jakiś czas później. A temu będzie towarzyszyć uczucie dokonania dobrej lokacji ekstra dochodów wpływających co miesiąc na konto.

P.S. Zapraszam:

 

wtorek, 28 października 2014

Parkowanie pod blokiem i supermarketem. Obicia.

Ostatnio podejmuję coraz więcej samochodowych tematów i na pewno bedzie jeszcze wiecej postów na ten temat. Powód jest prosty, myślę o nowym aucie, pytam fachowców, analizuję, dobieram właściwe rozwiązania jeśli chodzi o koszty i oszczędności, ostatnio pisałem dla Was...

Samochód – kilka drobnych oszczędności w sezonie jesiennym.


...a teraz zastanawiam się nad sensownością zakupu samochodu (nowego? lepszej marki?), który i tak parkuję pod blokiem, a który służy także do wyjazdow po zakupy. Czy warto kupować nowe, ładne i wypieszczone auto?

Pokażę Wam stan mojego samochodu po kilku latach parkowania pod blokiem, w mieście i pod marketami.


Powiekszcie sobie i zobaczcie, karoseria to jedno wielkie obicie na obiciu...


Syf, gnój i dziadostwo... nikt nie myśli o innych, ludzie otwierają swoje drzwi jak świnie tłoczące się w chlewie. Ponieważ Ford Focus jak na swoją klasę jest całkiem szeroki łatwo w nim o obicia i zarysowania parkingowe.


Oczywiście zdarzają się inne przygody parkingowe... tutaj ktoś nie umiał wykręcić i mi zarysował i wgniótł zderzak i kawalek karoserii. Takich drobnych uszkodzeń jest dużo.

Pytanie jak do tego podejść. Kiedy byłem na Ibizie czy Majorce zauważyłem, że tam ludzie sie czymś takim nie przejmują i nawet w nowszych i lepszych samochodach mają na luzik, jednak biorąc pod uwagę wydane pieniądze mnie to lekko wnerwia...

Co wy na to?


niedziela, 26 października 2014

Kora zamiast trawnika.

Widzę, że zaciekawił Was poprzedni post o tym, co można zrobić zamiast trawnika i oszczędzić czas i pieniądze na ... późniejszej pielęgnacji...

Zobacz:

Żwir zamiast trawnika.


 ...wspomniałem o tym, że docelowo na geowłokninie i żwirze sasiad planuje  nasadzić jakieś iglaki. 150m dalej na pobliskiej posesji spostrzegłem takie rozwiązanie po kilku latach od nasadzenia. Oto ono:



Nie wydaje mi się, aby ten skwerek był jakoś szczególnie zadbany, leży na trakcie pieszym i ludzie często deptają ten żwir.

OK. W pobliżu, po renowacjach i urządzaniu skweru zauważyłem jeszcze inne rozwiązanie - mianowicie kora + krzewy:

Wygląda eststycznie, a pod korą jest wyłożona geowlóknica, aby chwasty nie przerastały powierzchni:


Co widać na obrazku... przy krawędzi wystaje fragment włókniny.


Kilka lat temu na małym fragmencie trawnika, i tak zupelnie zdewastowanego przez jakieś wykopki, nasypałem kory z marketu, co kosztowało dobre kilkadziesiąt zł. Efekt był dość podobny jak na zdjęciu, jednak nie zastosowalem żadnego zabezpieczenia przed chwastami, po kilku latach mój, ładnie okorowany prostokąt przed biurem wygląda tak....



Równie dobrze mogłem nie robić nic, efekt byłby ten sam. Stracona kasa na chwilową poprawę estetyki.

Całkiem niedaleko tym razem służby miejskie nasadziły niskopienne krzewy oraz wyłożyły korą spory fragment takiej samej przerwy między chodnikiem a parkingiem. Wyglądało to ładnie przez jeden sezon, nie zastosowano geowłókniny i kilka lat później nie ma nawet śladu po krzewach - chwasty zupełnie zdominowały teren. Skoszono to do zera i zarosło czym popadnie.


Upiększenie okolic parkingu bez zabezpieczenia przez chwastami okazalo się slomianą inwestycją na większą skalę, jest tego ze 150 metrów, nie tylko ja popelniłem błąd.


Natomiast wysokopienne krzewy nasadzone z drugiej strony jakoś sobie poradziły i raczej zdominowały ew. chwasty, choć i tak jakieś chwasty widać.

Jakie wnioski? Stosować bezwzględnie geowłókninę zabezpieczającą przed chwastami, nasadzić wysokopienną roslinność, która zabierze światło ew. chwastom. Nie kupować drogiej kory w supermarkecie, bo nawet na obszarze kilku m2 się to już nie opłaca, lepiej załatwić z tańszych źródeł (tartak, zakład stolarski, itp).

Jakie Wy macie wnioski i doświadczenia z "oszczędną" korą zamiast trawnika?

czwartek, 23 października 2014

Żwir zamiast trawnika.

Niedawno zwróciłem uwagę na inwestycję sąsiada, który najwyraźniej zrezygnował z trawnika naokoło obiektu uslugowo-handlowego. W sumie coś w tym jest, trawa wymaga nieustannej pielęgnacji, koszenia, grabienia. Czy nie lepiej wydac trochę więcej, ale docelowo oszczędzić czas? Prezentuję kilka fotek z rozwiązania sąsiada. Ocencie sami jak to wygląda.





W sumie założenie ładnego trawnika także kosztuje, natomiast tu mamy efekt szybko, czysto i schludnie. Podoba mi się to. Sąsiad zapowiedział, że wkrótce nasadzi na tym żwirku (pod nim jest przepuszczalna dla wody geowłóknina) trochę iglaków. Efekt będzie jeszcze lepszy.

Co Wy na to?

niedziela, 19 października 2014

Składam oświadczenie do Orange Polska o zaprzestanie uporczywego nękania, co nie odbywa się bez przeszkód.

Jako bloger od lat jestem skazany na poszturchiwanie z Orange, taką ciuciubabkę z ludźmi z BOK oraz z ich marketingiem. Byłem zasadniczo przekonany, po którejś z odpowiedzi działu marketingu Orange na moim blogu konsumenckim, że problem mamy za sobą i jakiś czas temu niefortunnie przedłużyłem umowę.

Co co chodzi? O męczenie czterech liter? O to, pomijając straszliwe męczydupstwo, że czuję się cały czas oszukiwany przez sprzedawców Orange Polska Tak, takie mam odczucia i nie tylko ja. Typowy telefon, że z uwagi na staż (jestem w tej sieci od początku, a mój pierwszy numer zaczynał się od 501....)... wygrałem, jest dla mnie nagroda....




No właśnie - sprzedawca Orange dzwoni do mnie i zanudza tym samym tekstem... nawijką w stylu wygrał Pan... albo... z uwagi na staż w sieci mamy dla Pana prezent. Okazuje się jednak, że to nie prezent, ani nie wyróżnienie za staż w sieci, tylko próba sprzedania kolejnego telefonu i oczywiście nakłonienia mnie do przedłużenia abonamentu... i to w cenie na ogół gorszej niż w salonie, czy w internecie!!!

Jednym słowem kicha...

Nie to jednakże jest powodem zasadniczym mojej frustracji, tylko to, że w tej sieci, mimo wielu zgłoszeń w BOK, mimo zastrzegania, że nie chce tych telefonów u telekonsultantów... dzwonią, męczą, przeszkadzają.

Zablokujesz numer? Zadzwonią z innego... i tak na okrętkę..

Jakiś czas temu w BOK, przez telefon, powiedzieli mi, że znów mam pójść do salonu i złożyć pismo (mimo, że już przynajmniej 2x pisemnie zastrzegałem, że nie wyrażam zgody.... itp.) Jestem w salonie – tam mówią, że oni nie mogą nic zastrzec, mam sobie dzwonić na BOK. Mówię, że przychodzę do salonu z polecenia konsultanta na BOK. Pani każe mi odejść i jechać 50 km do Głogowa do biura Orange... Upieram się i nie odchodzę. Pani myśli... myśli... w końcu daje mi kartkę A4, długopis i każe napisać pismo...

Piszę zatem.

19.10.2014, Lubin, do Orange Polska...

Proszę o zaprzestanie nękania mnie w uporczywy sposób telefonami od telekonsultantów próbujących mi non stop coś sprzedać.

Nie wyrażam zgody na korzystanie z moich danych w celach marketingowych.

Nie wyrażam zgody na nagrywanie rozmów ze mną przez telemarketerów, waszych akwizytorów, itp.

Nie wyrażam zgody na dzwonienie do mnie przez jakichkolwiek pracowników i sprzedawców współpracujących z Orange Polska.

Remigiusz Witczak, moje dane...

Na koniec muszę się upomnieć o kopię i potwierdzenie nadania pisma. Kiedy każę podstęplować i podpisać też kopię Pani lekko się konsternuję i nie za bardzo jest chętna – tłumaczę, że według Kodeksu Cywilnego kopia podpisu nie jest podpisem i powołuję się na Powiatowego Rzecznika Praw Konsumenta...


Co będzie dalej? Zobaczymy. Mam na razie obietnicę, że w ciągu miesiąca moje podanie trafi do systemu... też refleks... nie ma co...

niedziela, 12 października 2014

Będziemy pracować także w soboty!?


Posłowie Platformy Obywatelskiej wyszli z propozycjami zmian w Kodeksie Pracy. Obowiązkowy dzień wolny od pracy miałby być zastąpiony możliwością uzyskania dodatkowego wynagrodzenia. Zmiana, obok której trudno przejść obojętnie, u jednych powoduje ataki złości, natomiast inni składają ręce do oklasków. Gdyby takie zmiany weszły w życie, pracowalibyśmy sześć dni w tygodniu. Jeżeli pracodawca nie będzie mógł dać nam dnia wolnego w weekend, będzie zobligowany do wypłacenia nam dodatkowego wynagrodzenia.
Wedle szacunków dziennikarzy „Rzeczypospolitej” osoba zarabiająca, na dzień dzisiejszy, 4 000 złotych (brutto) może liczyć na dodatkowy zarobek na poziomie 200 złotych miesięcznie. Rzecz jasna, na sześciodniowym tygodniu pracy zyskuje zarówno ZUS, jak i budżet państwa.

Kilka miesięcy temu podobny postulat zgłosiła Konferencja Lewiatana. Chociaż wtedy chodziło o wyjątkowe sytuacje – kiedy to np. sobota był ostatnim dniem okresu rozliczeniowego. Przedstawicielka Konferencji Lewiatan – Grażyna Spytek-Bandurska – podkreśla znaczenie zwiększenie elastyczności w zarządzaniu czasem pracy pracowników. Wobec takich zmian nie oponuje także prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Cezary Kaźmierczak.
Na szczęście pojawiają się też głosy sprzeciwu. Janusz Śniadek w wywiadzie udzielonym na łamach portalu natemat.pl wyraził swoje obawy, że owe zmiany mogą doprowadzić do powrotu obowiązkowego, sześciodniowego tygodnia pracy. Członek Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, były przewodniczący „Solidarność” wyraźne podkreśla swoje obawy. Zaznacza, że te zmiany mogą wyjść na dobre jedynie pracodawcom, ucierpią natomiast na nich pracownicy.
Istnieje możliwość – o której pisze wielu Internautów w komentarzach pod newsem – że pracodawcy będą stawiać proste ultimatum „jeżeli się nie będziesz pracował w sobotę, wylatujesz”.
Warto podkreślić, że działania polityków PO przeczą ogólnoświatowym trendom – skracaniu czasu pracy, ale równocześnie zwiększaniu efektywności. W Google powoli mówi się nawet o czterodniowym tygodniu pracy. Z badań OECD wynika, że Greccy są o 70% mniej efektywni niż Niemcy, mimo że pracują 600 godzin więcej rocznie.

niedziela, 28 września 2014

Toyota to synonim jakości nie tylko w motoryzacji, ale i w bankowości.

Kiedy rzucisz wśród znajomych hasło „Toyota”, większość z nich pomyśli o marce samochodów. Samochodów bardzo dobrych jakościowo, będących przedmiotem pożądania wielu z moich znajomych, których rodowód sięga kraju kwitnącej wiśni. Mało kto jednak wie, że Toyota to również bank, który istnieje na polskim rynku już ponad dziesięć lat.

Toyota Bank Polska S.A, bo tak brzmi pełna nazwa banku, istnieje na naszym runku dokładnie od 2001 roku. 13 lata działalności, a dla wielu osób to wciąż novum. Dla Ciebie też? Już w 2002 bank rozpoczął działalność leasingową w obrębie spółki Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. Od początku oferta Toyota Banku skupiała się wokół motoryzacji – a dokładniej rzecz biorąc, na finansowaniu nowych samochodów marki Toyota. Z usług banku mogą korzystać zarówno klienci indywidualni, jak i przedsiębiorcy.

Siedem lat temu – w 2007 roku – platforma bankowości elektronicznej Toyoty Bank miała swój debiut. Natomiast sama oferta banku została poszerzona o nowe produkty – konta osobiste, lokaty, konta oszczędnościowe, pożyczki, karty debetowe i kredytowe. Dzisiaj korzystać z Toyota Banku możemy zarówno przez Internet, telefon, jak i za pomocą wiadomości SMS.

Kilka dni temu na blogu newsowym zwróciłem uwagę, że W ofercie Toyota Bank znalazło się jedno z kont oszczędnościowych, na które warto zwrócić uwagę. Mowa o Indeksowanym Koncie Oszczędnościowym, które na chwilę obecną gwarantuje odsetki na poziomie 3,15%.
W ostatnich czasach banki maja kontrowersyjną manierę oferowania super okazji i dobrych ofert tylko nowym, przychodzącym klientom, tych już pozyskanych traktując jak coś oczywistego, „własnego” i wiecznego. Nie zgadzam się z takimi metodami marketingowymi, zatem z przyjemnością obserwuję, że polityka zgodna z moimi oczekiwaniami jest stosowana w przypadku Toyota Banku i polecanego konta. Konto to jest dostępne zarówno dla dotychczasowych, jak i świeżych klientów Toyota Bank bez żadnych ograniczeń.
Po szczegóły zapraszam tutaj:

Oszczędzaj z Toyota Bank – nowe konto oszczędnościowe.



sobota, 27 września 2014

Pożyczki chwilówki – już OK, mój portfelu!


Skąd się wzięło “okay”?

Gest polegający na złożeniu kółka z kciuka i palca wskazującego znamy chyba wszyscy i często korzystamy z niego w codziennym życiu. Choć doskonale wiemy, co on oznacza, to niekoniecznie jesteśmy świadomi jego genezy, jak i etymologii samego słowa “okay”. Okazuje się, że już w latach ’30 XIX wieku wyjątkowo modne było upraszczanie dłuższych fraz. “OK” po raz pierwszy użyto w piśmie 23 marca 1839 r. w bostońskiej gazecie “Morning Post” jako skrótu od “all correct” (wszystko w porządku) pisanego wówczas w nieco dziwacznej formie “orl korrect”. W jakich sytuacjach najczęściej używamy wspomnianego na wstępie gestu? A czy pasowałby on do pożyczki chwilówki? Oczywiście, że tak, wystarczy wybrać odpowiedniego pożyczkodawcę!


Po tym poznasz, że pożyczka chwilówka jest OK

Decydując się na pożyczkę chwilówkę, dajemy jasny sygnał, iż zależy nam na ekspresowej usłudze.
Aby dodatkowo przyspieszyć proces ubiegania się o dodatkowy zastrzyk gotówki, mile widziany jest także łatwy dostęp do wniosku. Ponadto niezwykle ważne jest nasze bezpieczeństwo. Mogłoby się wydawać, że taki idealny scenariusz jest nie do spełnienia, a jednak! Wystarczy skorzystać z bezpłatnej aplikacji internetowej, w której w mgnieniu oka złożymy wniosek, korzystając z zaszyfrowanego połączenia, które ochroni wprowadzane przez nas dane. Decyzje o przyznaniu pożyczki chwilówki wydawane są natychmiast – bez względu na dzień i jego porę. Pieniądze znajdą się na naszym koncie nieco wolniej, ale i tak w iście sprinterskim tempie – nawet w ciągu godziny między 8 a 18 od poniedziałku do piątku. Mamy różne potrzeby, a w zależności od nich interesuje nas mniejsza lub większa kwota pożyczki. Biorąc ją pierwszy raz, możemy liczyć na przyznanie dodatkowych 500 zł. Za drugim razem dostaniemy maksymalnie 800. Im więcej spłacimy pożyczek, tym większe będą dostępne dla nas pieniądze. Możemy liczyć nawet na 3000 zł! Jako wnioskodawcy nie musimy spełniać horrendalnych wymagań, aby otrzymać pomyślną wiadomość o decyzji przyznania nam pożyczki chwilówki. Jedyne co musimy to: być między 18 a 75 rokiem życia, mieszkać na stałe na terenie Polski, posiadać dowód osobisty i numer PESEL, być posiadaczem telefonu komórkowego oraz stałego i udokumentowanego miejsca pracy, a także zaakceptować warunki udzielenia pożyczki. Ponadto nie możemy mieć też negatywnych wpisów w bazie BIK. Ogólnie rzecz biorąc, cały proces ubiegania się o pożyczkę obejmuje cztery szybkie kroki: wypełnienie wniosku online, przelanie 1 grosza na konto pożyczkodawcy celem potwierdzenia naszej tożsamości, w ciągu godziny otrzymujemy gotówkę, otrzymujemy umowę pożyczki, którą podpisujemy i odsyłamy z powrotem. Weźmy pod uwagę też to, że pierwsza pożyczka jest całkowicie gratis, beż żadnych kosztów, po prostu spłacamy tyle, ile pożyczyliśmy… i jest OK!

Wybierz dobrego pożyczkodawcę

Nie każda pożyczka chwilówka może poszczycić się powyższą charakterystyką. Dlatego też należy bacznie przyjrzeć się ofertom poszczególnych firm zajmujących się tego rodzaju usługami finansowymi. Nic nie liczy się tak bardzo, jak brak ukrytych kosztów, czy to ubezpieczeniowych, czy telefonicznych i smsowych, indywidualne podejście do każdego klienta oraz najwyższy poziom dostarczanych usług i ich bezpieczeństwa. Dodajmy do tego międzynarodowe doświadczenie w obsłudze milionów klientów o podobnych potrzebach finansowych i możemy być pewni, że trafiliśmy pod dobry adres. Takie właśnie jest OK Money należące do koncernu DFC Global Corp. Jeśli skorzystamy z ich pożyczki chwilówki, będziemy mogli być pewni, że wszystko będzie OK.

niedziela, 21 września 2014

Wady i zalety kantorów internetowych.


Prężny rozwój serwisów służących wymianie walut sprawił, że w Sieci pojawiły się strony umożliwiające porównywanie ofert w wielu kantorach internetowych, a przede wszystkim ich weryfikację. Serwisy te określa się mianem porównywarek. Najbardziej znane porównywarki serwisów wymiany walut to m.in. kurencja.com, tanifranek.pl i strefawalut.pl.

Dlaczego warto skorzystać z tego typu portali? Czego możemy się z nich dowiedzieć?

Primo, lwia część serwisów zawiera podstawowe informacje o kantorach czy platformach wymiany walut. Dzięki porównywarkom możemy dowiedzieć się o lokalizacji określonego kantoru, jego statusie prawnym, od kiedy działa, w jakich godzinach działa, ile wynosił kapitał zakładowy. Znajdziemy również dane teleadresowe takie jak numer telefonu czy adres e-mail. Zdarza się, że korzystając z porównywarek, możemy zapoznać się z ofertą danego kantoru. Z reguły jednak jest ona niepełna. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że te dane są z rzadka aktualizowane, dlatego dobrze jest je jeszcze zweryfikować w innym źródle.

Secundo, w porównywarkach platform wymiany walut możemy zostawić swoją opinię o danym kantorze, jak i przeczytać, co o danej jednostce sądzę inni. Co z pewnością pomaga odsiać ziarno od plew i wybrać najlepszą platformę. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że skrajne wartości bardzo zaburzają średnią oraz, że komentarze mogą być tworzone przez pracowników kantoru albo ludzi pracujący na jego zlecenie.

Priorytetem serwisów do porównywania kantorów internetowych jest zamieszczanie informacji o aktualnych kursach oraz spreadach. Mimo że jest to, w większość porównywarek, podstawowa funkcja, okazuje się być jednak zawodna i może zdarzyć się, że nie widzimy rzeczywistej oferty danego kantoru. Z czego to wynika?
  • serwisy nie „ściągają” na bieżąco kursów, które stanowią ofertę kantorów
  • niektóre kursy, które można zobaczyć w porównywarkach, to promocje (np. zerowy spread przy odpowiednio niskiej kwocie – równowartości czterystu euro)
  • niektóre kursy, które są prezentowane w takich serwisach, to kursy dostępne tylko dla bardzo dużych transakcji
  • część porównywarek oferuje serwisom wymiany walut promowane, wyższe miejsca w rankingu
  • oferty nie wszystkich serwisów są dostępne w zestawieniu portali do ich porównywania
  • rozbieżność pomiędzy kursem prezentowanych w porównywarce a kursem realnym może także wynikać z odstępu czasowego od ostatniej aktualizacji w określonym kantorze.

Wymienione wyżej punkty są dowodem na to, że do tego, co jest prezentowane przez serwisy do porównywania kantorów internetowych, należy podchodzić z dystansem i zdrową dozą krytycyzmu. Stwierdzenie jakoby korzystanie z tego typu serwisów było bezsensowne, jest z pewnością sporym nadużyciem. To z pewnością jest przydatne narzędzie, trzeba tylko pamiętać o jego ograniczeniach, weryfikując dostępne tam informacje.


Artykuł został przygotowany we współpracy z kantorem internetowym Liderwalut.pl – Wymiana walut online.- Infolinia:+48 58 5000 108