niedziela, 28 września 2014

Toyota to synonim jakości nie tylko w motoryzacji, ale i w bankowości.

Kiedy rzucisz wśród znajomych hasło „Toyota”, większość z nich pomyśli o marce samochodów. Samochodów bardzo dobrych jakościowo, będących przedmiotem pożądania wielu z moich znajomych, których rodowód sięga kraju kwitnącej wiśni. Mało kto jednak wie, że Toyota to również bank, który istnieje na polskim rynku już ponad dziesięć lat.

Toyota Bank Polska S.A, bo tak brzmi pełna nazwa banku, istnieje na naszym runku dokładnie od 2001 roku. 13 lata działalności, a dla wielu osób to wciąż novum. Dla Ciebie też? Już w 2002 bank rozpoczął działalność leasingową w obrębie spółki Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. Od początku oferta Toyota Banku skupiała się wokół motoryzacji – a dokładniej rzecz biorąc, na finansowaniu nowych samochodów marki Toyota. Z usług banku mogą korzystać zarówno klienci indywidualni, jak i przedsiębiorcy.

Siedem lat temu – w 2007 roku – platforma bankowości elektronicznej Toyoty Bank miała swój debiut. Natomiast sama oferta banku została poszerzona o nowe produkty – konta osobiste, lokaty, konta oszczędnościowe, pożyczki, karty debetowe i kredytowe. Dzisiaj korzystać z Toyota Banku możemy zarówno przez Internet, telefon, jak i za pomocą wiadomości SMS.

Kilka dni temu na blogu newsowym zwróciłem uwagę, że W ofercie Toyota Bank znalazło się jedno z kont oszczędnościowych, na które warto zwrócić uwagę. Mowa o Indeksowanym Koncie Oszczędnościowym, które na chwilę obecną gwarantuje odsetki na poziomie 3,15%.
W ostatnich czasach banki maja kontrowersyjną manierę oferowania super okazji i dobrych ofert tylko nowym, przychodzącym klientom, tych już pozyskanych traktując jak coś oczywistego, „własnego” i wiecznego. Nie zgadzam się z takimi metodami marketingowymi, zatem z przyjemnością obserwuję, że polityka zgodna z moimi oczekiwaniami jest stosowana w przypadku Toyota Banku i polecanego konta. Konto to jest dostępne zarówno dla dotychczasowych, jak i świeżych klientów Toyota Bank bez żadnych ograniczeń.
Po szczegóły zapraszam tutaj:

Oszczędzaj z Toyota Bank – nowe konto oszczędnościowe.



sobota, 27 września 2014

Pożyczki chwilówki – już OK, mój portfelu!


Skąd się wzięło “okay”?

Gest polegający na złożeniu kółka z kciuka i palca wskazującego znamy chyba wszyscy i często korzystamy z niego w codziennym życiu. Choć doskonale wiemy, co on oznacza, to niekoniecznie jesteśmy świadomi jego genezy, jak i etymologii samego słowa “okay”. Okazuje się, że już w latach ’30 XIX wieku wyjątkowo modne było upraszczanie dłuższych fraz. “OK” po raz pierwszy użyto w piśmie 23 marca 1839 r. w bostońskiej gazecie “Morning Post” jako skrótu od “all correct” (wszystko w porządku) pisanego wówczas w nieco dziwacznej formie “orl korrect”. W jakich sytuacjach najczęściej używamy wspomnianego na wstępie gestu? A czy pasowałby on do pożyczki chwilówki? Oczywiście, że tak, wystarczy wybrać odpowiedniego pożyczkodawcę!


Po tym poznasz, że pożyczka chwilówka jest OK

Decydując się na pożyczkę chwilówkę, dajemy jasny sygnał, iż zależy nam na ekspresowej usłudze.
Aby dodatkowo przyspieszyć proces ubiegania się o dodatkowy zastrzyk gotówki, mile widziany jest także łatwy dostęp do wniosku. Ponadto niezwykle ważne jest nasze bezpieczeństwo. Mogłoby się wydawać, że taki idealny scenariusz jest nie do spełnienia, a jednak! Wystarczy skorzystać z bezpłatnej aplikacji internetowej, w której w mgnieniu oka złożymy wniosek, korzystając z zaszyfrowanego połączenia, które ochroni wprowadzane przez nas dane. Decyzje o przyznaniu pożyczki chwilówki wydawane są natychmiast – bez względu na dzień i jego porę. Pieniądze znajdą się na naszym koncie nieco wolniej, ale i tak w iście sprinterskim tempie – nawet w ciągu godziny między 8 a 18 od poniedziałku do piątku. Mamy różne potrzeby, a w zależności od nich interesuje nas mniejsza lub większa kwota pożyczki. Biorąc ją pierwszy raz, możemy liczyć na przyznanie dodatkowych 500 zł. Za drugim razem dostaniemy maksymalnie 800. Im więcej spłacimy pożyczek, tym większe będą dostępne dla nas pieniądze. Możemy liczyć nawet na 3000 zł! Jako wnioskodawcy nie musimy spełniać horrendalnych wymagań, aby otrzymać pomyślną wiadomość o decyzji przyznania nam pożyczki chwilówki. Jedyne co musimy to: być między 18 a 75 rokiem życia, mieszkać na stałe na terenie Polski, posiadać dowód osobisty i numer PESEL, być posiadaczem telefonu komórkowego oraz stałego i udokumentowanego miejsca pracy, a także zaakceptować warunki udzielenia pożyczki. Ponadto nie możemy mieć też negatywnych wpisów w bazie BIK. Ogólnie rzecz biorąc, cały proces ubiegania się o pożyczkę obejmuje cztery szybkie kroki: wypełnienie wniosku online, przelanie 1 grosza na konto pożyczkodawcy celem potwierdzenia naszej tożsamości, w ciągu godziny otrzymujemy gotówkę, otrzymujemy umowę pożyczki, którą podpisujemy i odsyłamy z powrotem. Weźmy pod uwagę też to, że pierwsza pożyczka jest całkowicie gratis, beż żadnych kosztów, po prostu spłacamy tyle, ile pożyczyliśmy… i jest OK!

Wybierz dobrego pożyczkodawcę

Nie każda pożyczka chwilówka może poszczycić się powyższą charakterystyką. Dlatego też należy bacznie przyjrzeć się ofertom poszczególnych firm zajmujących się tego rodzaju usługami finansowymi. Nic nie liczy się tak bardzo, jak brak ukrytych kosztów, czy to ubezpieczeniowych, czy telefonicznych i smsowych, indywidualne podejście do każdego klienta oraz najwyższy poziom dostarczanych usług i ich bezpieczeństwa. Dodajmy do tego międzynarodowe doświadczenie w obsłudze milionów klientów o podobnych potrzebach finansowych i możemy być pewni, że trafiliśmy pod dobry adres. Takie właśnie jest OK Money należące do koncernu DFC Global Corp. Jeśli skorzystamy z ich pożyczki chwilówki, będziemy mogli być pewni, że wszystko będzie OK.

niedziela, 21 września 2014

Wady i zalety kantorów internetowych.


Prężny rozwój serwisów służących wymianie walut sprawił, że w Sieci pojawiły się strony umożliwiające porównywanie ofert w wielu kantorach internetowych, a przede wszystkim ich weryfikację. Serwisy te określa się mianem porównywarek. Najbardziej znane porównywarki serwisów wymiany walut to m.in. kurencja.com, tanifranek.pl i strefawalut.pl.

Dlaczego warto skorzystać z tego typu portali? Czego możemy się z nich dowiedzieć?

Primo, lwia część serwisów zawiera podstawowe informacje o kantorach czy platformach wymiany walut. Dzięki porównywarkom możemy dowiedzieć się o lokalizacji określonego kantoru, jego statusie prawnym, od kiedy działa, w jakich godzinach działa, ile wynosił kapitał zakładowy. Znajdziemy również dane teleadresowe takie jak numer telefonu czy adres e-mail. Zdarza się, że korzystając z porównywarek, możemy zapoznać się z ofertą danego kantoru. Z reguły jednak jest ona niepełna. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że te dane są z rzadka aktualizowane, dlatego dobrze jest je jeszcze zweryfikować w innym źródle.

Secundo, w porównywarkach platform wymiany walut możemy zostawić swoją opinię o danym kantorze, jak i przeczytać, co o danej jednostce sądzę inni. Co z pewnością pomaga odsiać ziarno od plew i wybrać najlepszą platformę. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że skrajne wartości bardzo zaburzają średnią oraz, że komentarze mogą być tworzone przez pracowników kantoru albo ludzi pracujący na jego zlecenie.

Priorytetem serwisów do porównywania kantorów internetowych jest zamieszczanie informacji o aktualnych kursach oraz spreadach. Mimo że jest to, w większość porównywarek, podstawowa funkcja, okazuje się być jednak zawodna i może zdarzyć się, że nie widzimy rzeczywistej oferty danego kantoru. Z czego to wynika?
  • serwisy nie „ściągają” na bieżąco kursów, które stanowią ofertę kantorów
  • niektóre kursy, które można zobaczyć w porównywarkach, to promocje (np. zerowy spread przy odpowiednio niskiej kwocie – równowartości czterystu euro)
  • niektóre kursy, które są prezentowane w takich serwisach, to kursy dostępne tylko dla bardzo dużych transakcji
  • część porównywarek oferuje serwisom wymiany walut promowane, wyższe miejsca w rankingu
  • oferty nie wszystkich serwisów są dostępne w zestawieniu portali do ich porównywania
  • rozbieżność pomiędzy kursem prezentowanych w porównywarce a kursem realnym może także wynikać z odstępu czasowego od ostatniej aktualizacji w określonym kantorze.

Wymienione wyżej punkty są dowodem na to, że do tego, co jest prezentowane przez serwisy do porównywania kantorów internetowych, należy podchodzić z dystansem i zdrową dozą krytycyzmu. Stwierdzenie jakoby korzystanie z tego typu serwisów było bezsensowne, jest z pewnością sporym nadużyciem. To z pewnością jest przydatne narzędzie, trzeba tylko pamiętać o jego ograniczeniach, weryfikując dostępne tam informacje.


Artykuł został przygotowany we współpracy z kantorem internetowym Liderwalut.pl – Wymiana walut online.- Infolinia:+48 58 5000 108

czwartek, 18 września 2014

Warto od czasu do czasu zrobić porządek w portfelu!


Jesień to dobra pora na porządki, mimo że „jesienne porządki” nie brzmi tak dobrze jak „wiosenne porządki”. Schyłek lat i ostatnie promienie słońca dobrze byłoby efektywnie wykorzystać, zanim zapadniemy w zimowy marazm. Dla mnie przełom wrześni i października od lat rozpoczyna nowy rok, jakoś w Sylwestra nie czuję powiewu świeżości. A piękną, złotą, polską jesienią i owszem. Jako że blog ten traktuje o finansach, to nie będę pisać o praniu firanek, ale o porządkach w portfelu.

Na początek proponuję wyrzucić całą zawartość portmonetki na stół. Zapewne to, co w niej się znalazło, niejednego zaskoczy. Standardem jest dla mnie odnajdywanie paragonu, który kilka miesięcy był na gwałt potrzeby, czy „zgubionych”, cennych drobiazgów. Nie mówiąc już o przeterminowanych karnetach, kartach rabatowych, skasowanych biletach komunikacji miejskiej, od wieków nieużywanych kartach bankowych czy wizytówkach, do których nie jestem w stanie w swej głowie przyporządkować twarzy. Ciężko mi powiedzieć, czy to kobiety czy jednak mężczyźni mają bardziej wypchane portfele. Być może kiedyś taki obrazek budził respekt, dzisiaj coraz więcej towarzyszy mu uśmiech politowania. Pokaż mi swój portfel, a powiem Ci, kim jesteś – zdaje się być niewypowiedzianym tłem i to niezależnie od płci.

Najwyższy czas przejść do meritum. Opowiedzieć parę słów o tym, jak szybko i efektywnie zrobić porządek w portfelu.

Po pierwsze, dokładny przegląd. Być może paragony nadają się tylko do kosza, bo nic już na nich nie widać. Być może karty rabatowe są już nieaktualne. Być może używasz tylko jednej z trzech kart debetowych. Być może refleksja spisana parę miesięcy temu na serwetce dzisiaj już nic dla Ciebie nie znaczy. Zrób dokładną inwentaryzację tego, co znalazło się na stole.

Po drugie, nie miej litości. Jak porządki, to pełną parą. Jeśli nawet nie wiedziałeś, że w portfelu masz wizytówkę dr Jana Chmiela, to nie zachowuj jej, bo kiedyś może się przydać. Wyrzuć ją do kosza. Jeżeli od kilku miesięcy nie używasz karty kredytowej, zastanów się, czy z niej nie zrezygnować. Tym bardziej, jeżeli jej prowadzenie wiąże się z jakimiś opłatami. I tak dalej, i tak dalej.

Mając pod ręką smartphone, naprawdę możemy mieć w portfelu tylko to, co niezbędne. Podstawowe dokumenty (zastanów się, czy musisz nosić je wszystkie), kartę debetową i trochę gotówki. Uwierz mi się, że skórzany, minimalistyczny portfel robi bardzo dobre wrażenie, nie wspominając już o braku efektu wypchania kieszeni w męskich spodniach.

Zaczynając od porządku w portfelu, łatwo można przejść do porządków w domowych finansach. W końcu, jak to mówią, najtrudniejszy jest pierwszy krok.

sobota, 13 września 2014

Budżet państwa: wpływy z mandatów za 2013 rok; prognozy i wplywy z fotoradarów za 2014.

Po ostatnim wpisiena temat ogólnego zachowania policji w Polsce, czyli, moim skromnym zdaniem, ewidentnego nastawienia nie na bezpieczeństwo obywatela, ale na jego łupienie, zadałem sobie trochę trudu, by dotrzeć do informacji na temat tego na ile średnio władza obciąża nas takimi nieprzewidzianymi niespodziankami.

Dotarłem do informacji na temat 25% wzrostu planowanych wpływów budżetowych z tytułu mandatów i grzywien w budżecie za rok 2013. Była to suma ca. 20 miliardów zł, w porównaniu z 16 miliardami z roku poprzedzającego. 



Co to oznacza? Oznacza to, że każdy obywatel Rzeczpospolitej Polskiej, średnio, wliczając w to sędziwych dziadków jak i noworodki średnio został ukarany przez naszą czcigodną władzę w tym jej bohaterskich funkcjonariuszy, mandatami, karami, grzywnami, itp. za sumę ca. 526 zł.

Można szacować, że i w tym roku rząd pragnie ukarać każdego z nas na średnio nieco ponad 500 zł.

W roku 2014, co już nieoficjalnie wiadomo same wpływy do budżetu państwa z fotoradarów wyniosą 120 milionów zł, a jest to zaledwie jeden element układanki. Kierowcy oprócz, młodzieży.... o czym pisałem między innymi w artykule...

(...) „oszczędna” armia



...są oczywiście ulubioną grupą na celowniku władzy dbającej o „domknięcie budżetu”.

czwartek, 11 września 2014

Piotr i Paweł - supermarket dla snobów?

Jakiś czas temu dyskutowaliśmy o supermarkecie Kaufland i opinie są podzielone, z lekką przewagą głosów pozytywnych. Przypominam, że w moim mieście Kaufland ma opinię sklepu dla ludzi biednych, o słabej jakości produktów, natomiast na drugim krańcu plasuje się Piotr i Paweł. Napiszę co nieco o tym.

Ceny w Piotrze i Pawle są zauważalnie wyższe od cen kauflandzkich, ale z reguły nie aż tak radykalnie. Szacuję, że średnio o ok. +5%. Naturalnie zdarzają się ceny naprawdę okazyjne oraz kompletne kurioza cenowe (na małym oleju lnianym 250g zobaczyłem cenę o 30% wyższą niż u konkurencji – szok!). W praktyce należy po prostu patrzeć na cenę produktu i unikać rozczarowań.
Jeszcze niedawno kupiłem w Piotrze i Pawle cały bagażnik (dosłownie i w przenośni) wody Primavera, ponieważ akurat była promocja i wychodziło najtaniej w mieście (poniżej 3 zł za 6 litrów). Warto wspomnieć, że ostatnio dostałem ekstra gadżety promocyjne i szkło do zakupionego sześciopaku regionalnego piwa dla koneserów ;-)

Dosyć wymieniać, supermarket nie jest aż taki strasznie drogi, zwłaszcza z kartą rabatową 3-5% przy progu zakupów 50-100 zł.



Położenie nieco na skraju miasta i dalej od osiedli sprawia, że tzw. menelstwo po prostu nie dochodzi do mojego okolicznego PiP mając po drodze Kaufland i Tesco.  

Sklep jest czysty i zadbany, pilnowany przez widoczną, umundurowana ochronę.
W efekcie czasem robię zakupy w Piotrze i Pawle, mimo iż w mojej okolicy ma opinię sklepu drogiego i dla snobów. Czynnikiem decydującym czasem jest brak czasu. Sklep jest pustawy zazwyczaj i kolejki są minimalne, o ile w ogóle są, a ja czasem mam bardzo mało czasu, który do tego jest dość cenny (moje blogi piszę na pewnego typu bezproduktywnych dyżurach oraz późno po godzinach, także nie marnują mi one czasu, a są rozrywką i źródłem kontaktu z fajnymi ludźmi).

Podsumowując, nie ma z tą siecią handlową dramatu konsumenckiego, ale lepiej dokładnie patrzeć na ceny i porównywać z konkurencją. W PiP zwłaszcza przy produktach specjalistycznych lubią nieźle przesadzić na marży. Robienie większych i częstych zakupów w Piotrze i Pawle nie ma sensu bez założenia karty rabatowej.

P.S. Prowadzę także minibloga konsumenckiego:

pin i zielony


Polskie pospolite ruszenie lub polska gwardia narodowa? ...czyli „oszczędna” armia.

W kontekście ostatnio toczącej się wojny między separatystycznym Donbasem a Ukrainą z wyraźnym pomrukiwaniem rosyjskiego niedźwiedzia w tle niektórzy politycy, publicyści, itp. spojrzeli na naszą wspaniałą armię i doszli do wniosku, że... właściwie jej już nie ma. Polska na własne życzenie pozbyła się klasycznego wojska ograniczając siły zbrojne do korpusu ekspedycyjnego, który nie jest w stanie nawet pełnić tak podstawowego zadania jak ochrona własnej infrastruktury i służba wartownicza.... tę rolę pełnią obecnie zewnętrzne firmy ochroniarskie.

Tak czy inaczej... na wschodzie więc wrze, a mi mamy u siebie niezły bajzel... jest gorzej niż źle, nasza kadra polityczna znów pokłada nadzieję w zachodnich sojusznikach. Nie muszę dodawać, że takie podejście to jest podejście obiboków, co na lekcjach historii w szkole dłubali w nosie... co najwyżej. Poleganie na zachodnich sojusznikach przerobiliśmy w 1939 roku, potem w 1944 i wiemy jak ono wygląda.

Tu i ówdzie zatem pojawiają się różne pomysły odwołania się do patriotyzmu młodych ludzi i stworzenia nowej Armii Krajowej, która w razie wkroczenia Ruskich miałaby podejmować działania obronno-partyzanckie. Ktoś inny mówi o lokalnej Gwardii Narodowej i naborze, szkoleniu ochotników wyposażonych w przenośnie wyrzutnie rakiet.

Ta cała ochotnicza, amatorska zbieranina młodych ludzi miałaby bronić Kraju.

To jest jednak bzdura – jeśli patrzę na młodych ludzi, widzę grupę, która nie tylko nie identyfikuje się ze swoim krajem, myśląc o jak najszybszym czmychnięciu do UK, ale dużą grupę, która Państwo Polskie traktuje wręcz jak wroga!

To co piszę nie jest przesadą, a jest wręcz uzasadnione!



Wczoraj pisałem o zachowaniu Policji, koło mojej firmy – robiącej klasyczną łapankę. Tutaj: 

Policja, drogówka…


1. Jakiś czas temu młodszy kolega z mojego rodzinnego Lubina opisał mi swoją przygodę: Po wyjściu ze sklepu w wietrzny dzień zwinął paragon i chciał wrzucić go do śmieci, z powodu powiewu paragon trafił jednak na chodnik a nie do kosza. Drogę mu zajechał patrol dzielnych policjantów, przebywających gościnnie u nas, z Legnicy i wystawili mu mandat za zaśmiecanie. Argumentacje, że to przypadek zbili tym, że jak ci się nie podoba to Sąd Grodzki i tam szczeniaku popłyniesz...

2. Inny młody kolega przechodził przez przejście na pieszych... na zielonym świetle. Jednak zielone światło szybko zamieniło się na czerwone, kiedy był mniej więcej na środku jezdni. Dzielni policjanci wyskoczyli zza winkla i wręczyli mu mandat za przejście na czerwonym. Na nic tłumaczenia. To jest częsta praktyka odważnych macho w mundurkach, nawet na FB widziałem historię chłopaka z Poznania sądzącego się któryś raz w sadzie dokładnie o to samo... Biedak nie odpuścił.

3. Dopiero co usłyszałem historię syna znajomej, który został ukarany za picie piwa na przystanku. Oczywiście tego nie robił, natomiast na przystanku pod ławką stała niedopita butelka trunku. Trzech rosłych policjantów szybko, sprawnie i bohatersko otoczyło chuderlawego nastolatka jadącego na zajęcia pozalekcyjne "nakłaniając go" do przyjęcia mandatu...

Takich historii można by mnożyć, ja zwracam uwagę tylko, że ta Policja, która powinna rzekomo nas chronić nosi w czapce orla z koroną, to funkcjonariusze Państwa Polskiego, reprezentujący te Państwo na co dzień. Taka pierwsza instancja kontaktu młodego człowieka z Polską...


I jak tu człowiek młody ma czuć dumę na widok munduru, orła w koronie, mieć chęć obrony Polski, kiedy jest tak szykanowany przez funkcjonariuszy tego państwa? Do tego dochodzi widok polityków, którzy jeszcze za swoją niekompetencję otrzymują awanse. Mamy taki orwellowski folwark zwierzęcy, gdzie rządzi elita ze swoimi psami łańcuchowymi w postaci wszelakich rozrośniętych służb, przeznaczonych do nękania obywateli już od najmłodszych lat...

Słabo tu widzę ten mityczny grunt na którym ma rosnąć patriotyzm!

Kto ma tego bronić w razie „niezapowiedzianej wizyty Putina”? „Oszczędna” armia, bez porządnego uzbrojenia, za to z duchem bojowym, którą sobie umyślili różni patrioci-filozofowie od siedmiu boleści? Skąd ta armia miałaby się rekrutować... bo jakoś chętnych nie widzę!

wtorek, 9 września 2014

Ukraina - wieści z frontu? Ekonomiczne podłoże konfliktu.

Często wielką satysfakcją dla autora jest odkrycie i stwierdzenie, że człowiek miał rację, chociaż w tym przypadku większa radość miałbym, gdyby moje przewidywania się nie spełniły. Co jak co, na Ukrainie w Donbasie giną zwykli cywile, dramat ludzki nigdy nie może być powodem do satysfakcji.

O co chodzi? Chodzi mi o moje własne posty na blogu newsowym z 6 marca 2014, gdzie rozszyfrowałem dalszy przebieg konfliktu na Ukrainie: http://oszczedzanie.biz/blog/ukraina-donbas-gaz-lupkowy-i-wegiel-peak-oil/

(to najważniejszy wpis – osobom zainteresowanym tłem konfliktu z separatystami w Noworosji polecam cofnąć się w przeszłość i poczytać)


I tym razem, miałem rację gdy zabrałem się za szersze prognozowanie ekonomiczno-polityczne. Udało mi się przewidzieć dalszy los Donbasu tak samo jak upadek Amber Golda w starych dobrych blogspotowych czasach. Czy mam zadatki na ekonomicznego Nostradamusa?


Na razie powstrzymywałem się od dalszych postów w temacie ukraińskim, powodem jest brak czasu oraz spore spolaryzowanie opinii wśród znajomych na tematy ukraińskie, a nie chciałem jak na razie uczestniczyć w konfliktach (w żadnym razie nie jest tak, że wszyscy stoją „duchem” po stronie rządu w Kijowie).

Czy napiszę coś więcej? Niewątpliwie – szczególnie na temat ew. rosyjskiej agresji na Polskę – na pewno jednak podtrzymuje swoje zdanie, że ekonomia jest zasadniczym podłożem tego konfliktu.

poniedziałek, 1 września 2014

Wszystko jest dla ludzi.

Naczelną regułą moich blogów od jakiegoś czasu jest zdecydowana rozprawa z hejterami. Nie po to robię coś po godzinach by dać poletko do wyżycia się dla nienawistnych krytykantów, choć czasem te komentarze są na swój sposób inspirujące i zachęcają mnie do dalszej twórczości. Na niektóre mimo wszystko odpowiadam.

Tym razem jakiś mądrala wyłożył mi swoje żale, jaki to jestem be, że publikuję posty sponsorowane na temat pożyczek. 

Co mam powiedzieć. Kiedy opublikowałem post na temat e-papierosów odezwały się posty jaki to jestem zły, że w ogóle piszę o paleniu (promuje nałóg). Recenzje kilku ulubionych koneserskich piw oraz następujący po nich artykuł na temat szkła 'barowego' poskutkowały rewią hejtu oraz insynuacji 'alkoholowych', tym bardziej, że artykuł jakiś czytelnik podlinkował ma popularnym forum jedynej słusznej gazety. I tak dalej... i tak dalej... Co by nie napisać, jakiego postu eksperckiego by nie przyjąć, zawsze się komuś nie spodoba. Gdybym chciał wszystkim dogodzić najpewniej musiałbym niezwłocznie skasować bloga. Ludzie... bez żartów ;-).

Cóż ja mam wam powiedzieć, powiem to czego się już domyślacie. Wszystko jest dla ludzi!

Dla ludzi są papierosy, dla ludzi jest alkohol, dla ludzi jest czekolada i słodycze, dla ludzi są durne filmy w TV oraz medialna „poranna owsianka” w stylu „kłamanie na śniadanie”. W programach ostatniego typu ostatnio jest nawet moda na blogerów, swoją drogą. Zauważyliście to?


Oczywiście, że jako bloger oszczędnościowy zawsze mówię, by jeśli to możliwe, najpierw oszczędzać, potem wydawać. Naturalnie, że mówię, by zachować podwójną ostrożność i mierzyć siły na zamiary, kiedy bierzecie kredyt. Z całym zdecydowaniem mówię, by powstrzymać czasem swoje konsumenckie zapędy i unikać brania produktu na raty, co także jest forma pożyczki!

Czy jednak ja mam gruntownie potępiać osobę, która potrzebuje pożyczki, kredytu, albo zakupu na raty? Czy ja jestem jakimś przewodnikiem duchowym, by kogoś umoralniać? Czy mam potępiać tych czytelników, którzy kiedykolwiek pożyczyli pieniądze w lombardzie, dzięki „chwilówce”, itp. Są różne sytuacje życiowe i kto wie w jakiej mi czy Tobie – drogi Czytelniku - przyjdzie się znaleźć.

Jestem zwykłym blogerem-autorem, który sobie pisze na tematy oszczędnościowe i omówione zostaną u mnie różnego typu rozwiązania finansowe, na których temat będę miał ochotę się wypowiedzieć, a także opublikowane zostaną u mnie wszelkie wpisy eksperckie które uznam za sensowne. 

Wszystko jest dla ludzi!