niedziela, 5 lutego 2017

Zainwestowałem pieniądze… i co dalej? #1

W obecnym czasie znalezienie dobrej inwestycji, a zwłaszcza zakup obligacji korporacyjnych mimo, że wcale nie należy do rzeczy łatwych - zwłaszcza jeśli dotyczy to ofert prywatnych - nie nastręcza zbyt wielu trudności i zasadniczo posiadanie rachunku maklerskiego, adresu mailowego oraz dostępu do wyszukiwarki czy kilku kontaktów w branży w zupełności wystarczy, by cieszyć się z zakupu.

Zwłaszcza że wielu osobom, które załapały inwestycyjnego bakcyla udział ofercie nabycia akcji czy obligacji przysparza dodatkowego dreszczyku emocji, nutki tajemniczości i niewiadomej mimo że był to zazwyczaj zakup poprzedzony żmudną i czasochłonną analizą.

Później wydawać by się mogło okres  karmienia inwestora odsetkami i wykup w określonym terminie. Co ciekawe zazwyczaj, a przynajmniej w większości przypadków tak to właśnie wygląda! Mając za sobą możliwości jakie dostarcza rynek Catalyst, te "zazwyczaj" da się przekuć w "prawie zawsze", a to już wystarczająca różnica. Celem "Inteligentnego Inwestora" (polecam klasykę od Benjamina Grahama) nie jest nie stracić, ale zarobić więcej niż się straciło, słowem zrealizować zysk.


Do tego zadania potrzeba odpowiedniego horyzontu czasowego, określenia własnej zakładanej stopy zwrotu, tolerancji na ryzyko i wszystkich pozostałych rzeczy składających się na strategię inwestycyjną, a potem wystarczy jej wszystko bezwględnie podporządkować. Proste, więc oczywiście niemożliwe do zrealizowania w 100%, co nie znaczy że nie warto się starać.


W tym artykule jak i wszystkich kolejnych będę zachęcał do proaktywnego inwestowania, polegającego nie tylko na zakupie i odcinaniu kuponów od inwestycji, ale też reagowaniu na to co dzieje się w Spółce, jej otoczeniu, jakie zmiany zachodzą we własnym portfelu oraz w najsłabszym elemencie każdej inwestycji, czyli w nas samych.

Ten ostatni często niedoceniany aspekt warto poruszyć już teraz. Wielu inwestorów, z którymi się spotkałem wskutek jednej porażki inwestycyjnej zaczyna całkowicie porzucać obraną strategię i zastępować ją zupełnie nową, zazwyczaj tylko pozornie lepszą. Idealnym obrazem jest sytuacja gdy wskutek braku wykupu jednej z obligacji high-yield zaczyna się nieuzasadniona wyprzedaż reszty portfela i przejście na obligacje nisko-kuponowe.

Starta z tego typu roszady realizuje się w na wszystkich polach: na sprzedaży poniżej ceny nominalnej,  na niższym zysku z inwestycji, oraz na całkowitym demontażu portfela. Co więcej, w myśl za tym rozpoczyna się dobieranie Spółek patrząc jedynie na poziom oprocentowania bez analizy warunków emisji i finansów czy dywersyfikację (sytuacja nagminna!). Wedle tej zasady jedną z bezpieczniejszych firm na rynku jest dystrybutor sprzętu IT, Spółka Action (oprocentowanie obligacji: WIBOR 6M + 1,4% marży). Szkoda tylko, że wskutek zaledwie jednego "czarnego łabędzia" Spółka została objęta sanacją, a jej obligacje dość wyraźnie zapikowały.

Dlatego też zachęcam by nigdy nie rezygnować z analizy Spółki, niezależnie od tego w jakiej kondycji się obecnie znajduje. Co ważniejsze jednak warto znać też warunki konkretnej emisji, przynajmniej w jej podstawowych aspektach. Brak analizy warunków oferty to ogólna przypadłość polskiego konsumpcjonizmu, z tym że przy inwestowaniu cena jaką zapłacimy może być znacznie dotkliwsza.

Ciekawa sytuacja z tym związana miała miejsce przy emisji innego “pewniaka” Ghelamco, gdzie przy rozbudowanej strukturze grupy kapitałowej Emitenta, trudno było ustalić, której konkretnie Spółki nabywa się obligacje, a jest to przecież najbardziej podstawowa sprawa. Nie znięchęciło to całej listy drobnych inwestorów do wzięcia udziału w emisji, choć często kupowali tak naprawdę na zasadzie kota w worku.

Kolejna odsłona artykułu będzie już dotyczyć konkretnych przypadków i metod skutecznego zarządzania portfelem obligacyjnym. Warto już teraz pamiętać, że za każdą udaną inwestycją stoimy wyłącznie My sami. Za każdą porażkę natomiast odpowiadają zazwyczaj nieuczciwy Zarząd, politycy, sądy i prokuratura, układ, zła koniunktura, pogoda... ale z pewnością nie My. Zasadniczo w jednym i drugim przypadku ewentualna strata dotyczy jednak wyłącznie naszych pieniędzy.

Autor:
Adam Kozłowski – Specjalista ds. inwestycji kapitałowych,
e-mail: Adam.kozlowski{at}cvinvestments.pl
www: Inwestowanie Lubin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz