wtorek, 28 października 2014

Parkowanie pod blokiem i supermarketem. Obicia.

Ostatnio podejmuję coraz więcej samochodowych tematów i na pewno bedzie jeszcze wiecej postów na ten temat. Powód jest prosty, myślę o nowym aucie, pytam fachowców, analizuję, dobieram właściwe rozwiązania jeśli chodzi o koszty i oszczędności, ostatnio pisałem dla Was...

Samochód – kilka drobnych oszczędności w sezonie jesiennym.


...a teraz zastanawiam się nad sensownością zakupu samochodu (nowego? lepszej marki?), który i tak parkuję pod blokiem, a który służy także do wyjazdow po zakupy. Czy warto kupować nowe, ładne i wypieszczone auto?

Pokażę Wam stan mojego samochodu po kilku latach parkowania pod blokiem, w mieście i pod marketami.


Powiekszcie sobie i zobaczcie, karoseria to jedno wielkie obicie na obiciu...


Syf, gnój i dziadostwo... nikt nie myśli o innych, ludzie otwierają swoje drzwi jak świnie tłoczące się w chlewie. Ponieważ Ford Focus jak na swoją klasę jest całkiem szeroki łatwo w nim o obicia i zarysowania parkingowe.


Oczywiście zdarzają się inne przygody parkingowe... tutaj ktoś nie umiał wykręcić i mi zarysował i wgniótł zderzak i kawalek karoserii. Takich drobnych uszkodzeń jest dużo.

Pytanie jak do tego podejść. Kiedy byłem na Ibizie czy Majorce zauważyłem, że tam ludzie sie czymś takim nie przejmują i nawet w nowszych i lepszych samochodach mają na luzik, jednak biorąc pod uwagę wydane pieniądze mnie to lekko wnerwia...

Co wy na to?


niedziela, 26 października 2014

Kora zamiast trawnika.

Widzę, że zaciekawił Was poprzedni post o tym, co można zrobić zamiast trawnika i oszczędzić czas i pieniądze na ... późniejszej pielęgnacji...

Zobacz:

Żwir zamiast trawnika.


 ...wspomniałem o tym, że docelowo na geowłokninie i żwirze sasiad planuje  nasadzić jakieś iglaki. 150m dalej na pobliskiej posesji spostrzegłem takie rozwiązanie po kilku latach od nasadzenia. Oto ono:



Nie wydaje mi się, aby ten skwerek był jakoś szczególnie zadbany, leży na trakcie pieszym i ludzie często deptają ten żwir.

OK. W pobliżu, po renowacjach i urządzaniu skweru zauważyłem jeszcze inne rozwiązanie - mianowicie kora + krzewy:

Wygląda eststycznie, a pod korą jest wyłożona geowlóknica, aby chwasty nie przerastały powierzchni:


Co widać na obrazku... przy krawędzi wystaje fragment włókniny.


Kilka lat temu na małym fragmencie trawnika, i tak zupelnie zdewastowanego przez jakieś wykopki, nasypałem kory z marketu, co kosztowało dobre kilkadziesiąt zł. Efekt był dość podobny jak na zdjęciu, jednak nie zastosowalem żadnego zabezpieczenia przed chwastami, po kilku latach mój, ładnie okorowany prostokąt przed biurem wygląda tak....



Równie dobrze mogłem nie robić nic, efekt byłby ten sam. Stracona kasa na chwilową poprawę estetyki.

Całkiem niedaleko tym razem służby miejskie nasadziły niskopienne krzewy oraz wyłożyły korą spory fragment takiej samej przerwy między chodnikiem a parkingiem. Wyglądało to ładnie przez jeden sezon, nie zastosowano geowłókniny i kilka lat później nie ma nawet śladu po krzewach - chwasty zupełnie zdominowały teren. Skoszono to do zera i zarosło czym popadnie.


Upiększenie okolic parkingu bez zabezpieczenia przez chwastami okazalo się slomianą inwestycją na większą skalę, jest tego ze 150 metrów, nie tylko ja popelniłem błąd.


Natomiast wysokopienne krzewy nasadzone z drugiej strony jakoś sobie poradziły i raczej zdominowały ew. chwasty, choć i tak jakieś chwasty widać.

Jakie wnioski? Stosować bezwzględnie geowłókninę zabezpieczającą przed chwastami, nasadzić wysokopienną roslinność, która zabierze światło ew. chwastom. Nie kupować drogiej kory w supermarkecie, bo nawet na obszarze kilku m2 się to już nie opłaca, lepiej załatwić z tańszych źródeł (tartak, zakład stolarski, itp).

Jakie Wy macie wnioski i doświadczenia z "oszczędną" korą zamiast trawnika?

czwartek, 23 października 2014

Żwir zamiast trawnika.

Niedawno zwróciłem uwagę na inwestycję sąsiada, który najwyraźniej zrezygnował z trawnika naokoło obiektu uslugowo-handlowego. W sumie coś w tym jest, trawa wymaga nieustannej pielęgnacji, koszenia, grabienia. Czy nie lepiej wydac trochę więcej, ale docelowo oszczędzić czas? Prezentuję kilka fotek z rozwiązania sąsiada. Ocencie sami jak to wygląda.





W sumie założenie ładnego trawnika także kosztuje, natomiast tu mamy efekt szybko, czysto i schludnie. Podoba mi się to. Sąsiad zapowiedział, że wkrótce nasadzi na tym żwirku (pod nim jest przepuszczalna dla wody geowłóknina) trochę iglaków. Efekt będzie jeszcze lepszy.

Co Wy na to?

niedziela, 19 października 2014

Składam oświadczenie do Orange Polska o zaprzestanie uporczywego nękania, co nie odbywa się bez przeszkód.

Jako bloger od lat jestem skazany na poszturchiwanie z Orange, taką ciuciubabkę z ludźmi z BOK oraz z ich marketingiem. Byłem zasadniczo przekonany, po którejś z odpowiedzi działu marketingu Orange na moim blogu konsumenckim, że problem mamy za sobą i jakiś czas temu niefortunnie przedłużyłem umowę.

Co co chodzi? O męczenie czterech liter? O to, pomijając straszliwe męczydupstwo, że czuję się cały czas oszukiwany przez sprzedawców Orange Polska Tak, takie mam odczucia i nie tylko ja. Typowy telefon, że z uwagi na staż (jestem w tej sieci od początku, a mój pierwszy numer zaczynał się od 501....)... wygrałem, jest dla mnie nagroda....




No właśnie - sprzedawca Orange dzwoni do mnie i zanudza tym samym tekstem... nawijką w stylu wygrał Pan... albo... z uwagi na staż w sieci mamy dla Pana prezent. Okazuje się jednak, że to nie prezent, ani nie wyróżnienie za staż w sieci, tylko próba sprzedania kolejnego telefonu i oczywiście nakłonienia mnie do przedłużenia abonamentu... i to w cenie na ogół gorszej niż w salonie, czy w internecie!!!

Jednym słowem kicha...

Nie to jednakże jest powodem zasadniczym mojej frustracji, tylko to, że w tej sieci, mimo wielu zgłoszeń w BOK, mimo zastrzegania, że nie chce tych telefonów u telekonsultantów... dzwonią, męczą, przeszkadzają.

Zablokujesz numer? Zadzwonią z innego... i tak na okrętkę..

Jakiś czas temu w BOK, przez telefon, powiedzieli mi, że znów mam pójść do salonu i złożyć pismo (mimo, że już przynajmniej 2x pisemnie zastrzegałem, że nie wyrażam zgody.... itp.) Jestem w salonie – tam mówią, że oni nie mogą nic zastrzec, mam sobie dzwonić na BOK. Mówię, że przychodzę do salonu z polecenia konsultanta na BOK. Pani każe mi odejść i jechać 50 km do Głogowa do biura Orange... Upieram się i nie odchodzę. Pani myśli... myśli... w końcu daje mi kartkę A4, długopis i każe napisać pismo...

Piszę zatem.

19.10.2014, Lubin, do Orange Polska...

Proszę o zaprzestanie nękania mnie w uporczywy sposób telefonami od telekonsultantów próbujących mi non stop coś sprzedać.

Nie wyrażam zgody na korzystanie z moich danych w celach marketingowych.

Nie wyrażam zgody na nagrywanie rozmów ze mną przez telemarketerów, waszych akwizytorów, itp.

Nie wyrażam zgody na dzwonienie do mnie przez jakichkolwiek pracowników i sprzedawców współpracujących z Orange Polska.

Remigiusz Witczak, moje dane...

Na koniec muszę się upomnieć o kopię i potwierdzenie nadania pisma. Kiedy każę podstęplować i podpisać też kopię Pani lekko się konsternuję i nie za bardzo jest chętna – tłumaczę, że według Kodeksu Cywilnego kopia podpisu nie jest podpisem i powołuję się na Powiatowego Rzecznika Praw Konsumenta...


Co będzie dalej? Zobaczymy. Mam na razie obietnicę, że w ciągu miesiąca moje podanie trafi do systemu... też refleks... nie ma co...

niedziela, 12 października 2014

Będziemy pracować także w soboty!?


Posłowie Platformy Obywatelskiej wyszli z propozycjami zmian w Kodeksie Pracy. Obowiązkowy dzień wolny od pracy miałby być zastąpiony możliwością uzyskania dodatkowego wynagrodzenia. Zmiana, obok której trudno przejść obojętnie, u jednych powoduje ataki złości, natomiast inni składają ręce do oklasków. Gdyby takie zmiany weszły w życie, pracowalibyśmy sześć dni w tygodniu. Jeżeli pracodawca nie będzie mógł dać nam dnia wolnego w weekend, będzie zobligowany do wypłacenia nam dodatkowego wynagrodzenia.
Wedle szacunków dziennikarzy „Rzeczypospolitej” osoba zarabiająca, na dzień dzisiejszy, 4 000 złotych (brutto) może liczyć na dodatkowy zarobek na poziomie 200 złotych miesięcznie. Rzecz jasna, na sześciodniowym tygodniu pracy zyskuje zarówno ZUS, jak i budżet państwa.

Kilka miesięcy temu podobny postulat zgłosiła Konferencja Lewiatana. Chociaż wtedy chodziło o wyjątkowe sytuacje – kiedy to np. sobota był ostatnim dniem okresu rozliczeniowego. Przedstawicielka Konferencji Lewiatan – Grażyna Spytek-Bandurska – podkreśla znaczenie zwiększenie elastyczności w zarządzaniu czasem pracy pracowników. Wobec takich zmian nie oponuje także prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Cezary Kaźmierczak.
Na szczęście pojawiają się też głosy sprzeciwu. Janusz Śniadek w wywiadzie udzielonym na łamach portalu natemat.pl wyraził swoje obawy, że owe zmiany mogą doprowadzić do powrotu obowiązkowego, sześciodniowego tygodnia pracy. Członek Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, były przewodniczący „Solidarność” wyraźne podkreśla swoje obawy. Zaznacza, że te zmiany mogą wyjść na dobre jedynie pracodawcom, ucierpią natomiast na nich pracownicy.
Istnieje możliwość – o której pisze wielu Internautów w komentarzach pod newsem – że pracodawcy będą stawiać proste ultimatum „jeżeli się nie będziesz pracował w sobotę, wylatujesz”.
Warto podkreślić, że działania polityków PO przeczą ogólnoświatowym trendom – skracaniu czasu pracy, ale równocześnie zwiększaniu efektywności. W Google powoli mówi się nawet o czterodniowym tygodniu pracy. Z badań OECD wynika, że Greccy są o 70% mniej efektywni niż Niemcy, mimo że pracują 600 godzin więcej rocznie.