piątek, 28 stycznia 2011

Jak zabezpieczyć kołpaki przed kradzieżą?

Kupując nowy samochód z klasycznymi felgami najczęściej w komplecie dostajemy 4 nowe firmowe, oryginalne kołpaki. Bardzo często cieszymy się nimi jedynie przez kilka dni, a potem... cieszy się nimi złodziej. Potem musimy "odkupić" je na lokalnej giełdzie od paserów, wydać konkretny pieniądz na nowe, albo zadowolić się tańszymi zamiennikami. Zabawa z kołpakami kosztuje - a więc jak możemy na tym oszczędzić.

Uprzedzić złodzieja
To najskuteczniejszy sposób - zdejmujemy kołpaki zaraz po odbiorze autkiem z salonu i jeździmy na gołych felgach. Mimo że jest to popularne w mojej okolicy - dla mnie to nieestetyczne, dlatego proponuję oryginały schować do czasu odsprzedaży auta, a zamontować jakieś w miarę estetyczne zamienniki z supermarketu po 10 zł/szt.


Plastikowe opaski...
...do montowania kabli na pewno będą dodatkowym zabezpieczeniem zarówno oryginalnych kołpaków, jak i tańszych "teskówek", bo te drugie także mogą znaleźć amatora. Najlepiej wybrać długie, grube i twarde opaski, które zawijamy o kołpak i felgę, a nadmiar opaski estetycznie ścinamy. Minimum to 2 sztuki na kołpak - ja jednak u siebie mam aż 4 sztuki na jeden firmowy kołpak. To nie jest zabezpieczenie stuprocentowe, ale najczęściej skutecznie zapobiega szybkiemu zerwaniu kołpaka, a złodziej który nawet przez te kilkadziesiąt sekund dłużej musi popracować, częściej wybierze niezabezpieczone samochody parkujące obok. To także dobre zabezpieczenie przed samoistnym wypadnięcem kołpaka, np. na dziurach w asfalcie.

Grawerowanie, nawiercanie, personalizacja.
O personalizacji pisałem już w poście "Jak zabezpieczyć rower przed kradzieżą". W przypadku kołpaków polecam estetyczne wygrawerowanie, nawiercenie, lub inne trwałe umieszczenie naszego numeru rejestracyjnego na zewnętrznej powierzchni, tak aby było to widoczne dla złodzieja, ale aby z dalszej odległości nie psuło estetyki auta. Tak zabezpieczonych kołpaków złodziej już nie odsprzeda.

Innym sposobem na kradzieże kołpaków jest użycie alufelg, jednak to co rozwiązuje jeden problem zarazem tworzy kolejne, jeszcze bardziej denerwujące, o czym napiszę w kolejnych postach.

czwartek, 27 stycznia 2011

Jak oszczędzić na kosmetykach - Grecy i Rzymianie


Wyspa Rodos, miasto Rodos i takie oto "miejscówki" rzut beretem od mojego hotelu...
...a ja umieram z bólu, i nie wiem co ze sobą zrobić. Schodzę w końcu do recepcji, mówię jaki problem i proszę babkę o tabletkę przeciwbólową, czy inną pomoc, nie pamietam już... W wolnym tłumaczeniu byłoby tak:

- Aaaaa, Pan to ten Niemiec pewnie?
- Nie, no gdzie tam Niemiec zaraz, Polak jestem.
- Aaaaa, wszystko jasne, Polak, kremem z filtrem się nie posmarowało i teraz cierpimy.
- Się posmarowałem... Pani droga... ale kremem z Polski, ale i tak się spaliłem na tym waszym słoneczku i boli straszliwie...
- A trzeba było Grecki krem kupić, z lepszym filtrem..., no dobra, wyjdzie Pan z hotelu, 50m w sklepiku po lewej kupi Pan to... (tutaj babka naskrobała na kartce te ich greckie krzaki)... posmarować kark i plecy, posiedzieć tak przez wieczór...


Kupiłem, nakładłem tego na kark i ramiona, i ufff.. jakoś przeżyłem. Tajemniczy specyfik regeneracyjny na poparzenia słoneczne okazał się ekstremalnie tłustym greckim jogurtem za 1 Euro z groszem... Nie wiem co bym dostał jakbym powiedział, że jestem Niemiec - może wizytę lekarską płatną ekstra i jakiś turbo-dymo krem - ale jak mi potem wyjasniono Grecy Polaków lubią, więc lepiej ich traktują... (Wyjaśniam, że brali mnie za Niemca, bo przyleciałem tam z Drezna, z niemieckiego biura podróży - oczywiście taniej było niż z PL.)



Spartacus: Blood and Sand & Gods of the Arena
To kolejny "rzymski" serial, który "męczę" w wolnych chwilach, i który między innymi stara się dokladnie i naturalistycznie pokazywać rzymskie zwyczaje toaletowe - bardzo ciekawe jest nie tylko wspólne robienie kupy w publicznym przybytku, ale też starożytne mycie się olejem z oliwek. I to jest nie tylko historyczna ciekawostka, ale niezły oszczędnościowy patent (ta druga czynność oczywiście!). Patent już jakiś dłuższy czas temu podłapałem z Discovery Channel i nauczony greckim doświadczeniem podszedłem do sprawy poważnie.

Oliwa z oliwek i olej kukurydziany
Jak pisałem w poprzednim poście o oszczędzaniu na kosmetykach, czasem po pracy (i kompletnym nie dbaniu o skórę) potrzebne mi są kremy regeneracyjne do rąk. Z powodzeniem zastępuje te specyfiki olejem kukurydzianym, czasem oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia, których to w kuchni u mnie nie brakuje. Nie trzeba zaraz myć całego ciała olejem, wystarczy umyć ręcę małą ilością oleju, dać mu chwilę wchłonąć i wytrzeć nadmiar oleju z dloni papierowym ręcznikiem. Ewentualnie wziąć wacik i naoliwić inne zniszczone i przesuszone obszary skóry. Efekt jest absolutnie cudowny.

Uciąłem sobie na ten temat pogadankę ze znajomą lekarką i istotnie - czasem nawet zaleca się dodawanie oliwy z oliwek (szczególnie dzieciom) do kąpieli. Czy użyć extra virgin oil, czy rafinowanej oliwy - to już kwestia indywidualna. Analiza składu drogich kremów pokazuje, że wiele z nich, oprócz masy konserwantów i emulgatorów, zawiera po prostu rafinowaną oliwę z oliwek i/lub rafinowany olej kukurydziany.

Nihil novi sub sole, jak to Rzymianie mawiali.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Recykling - PRL i czasy obecne

Poniższy post będzie rozwinięciem mojego komentarza z artykułu "Jedzenie ze śmietnika" na agepo.pl. Mimo prowokacyjnego tytułu rzecz jest o marnowaniu żywności oraz ewentualnej możliwości jej wykorzystania do karmienia zwierząt gospodarskich (co jest nielegalne wedle prawa UE, jeśli zwierzęta mają iść na sprzedaż). Artykuł oczywiście polecam.


PRL
W dyskusji padła kwestia cukru i mąki marnowanej za komuny. Otóż 20-30 lat temu nawet zepsuta mąka także szła dla świń, od biedy na kompost, cukier „nieświeży” o ile dał się jeszcze sfermentować szedł do kadzi na bimber. Za komuny nie marnowało się prawie nic, pamiętam obierki od ziemniaków były nawet wartościowym towarem, a przez „szacunek dla chleba”, który obecnie zanikł mieszczuchy które nie miały nikogo na wsi i tak wykładały „suchy chleb dla konia” do kartonu na klatce schodowej.

Ja się za tej komuny wychowałem i dla mnie nienormalnością i dziwactwem jest marnowanie żywności, które ma miejsce teraz, zrozumiane, że sam staram się jej nie marnować w miarę możliwości. W sumie za komuny prawie nie było pojęcia „odpad” recycling był na poziomie maksymalnym – to wraca powoli - nie tyle za sprawą eko-regulacji, co po prostu PeakOil i kryzysu.

Czasy współczesne
Już teraz kiedy ja tu klepie w klawisze, pod osłoną nocy kilkunastu kolesi na rowerkach z przyczepkami i hakami do rozrywania worków krąży po u mnie osiedlu i wybiera co się da wykorzystać, głównie metale, puszki, opał – lada chwila ci kolesie zaczną też wybierać resztki dla kur, świń…

O wilku mowa! Przed chwilą, w czasie reedycji tego artykułu wyjrzałem pod biurowy śmietnik. Koleś na naprawdę przyzwoitym rowerku, z przyczepką pełną złomu, lustrował nasze zasoby.

Z resztą worek ze starym chlebem, przestarzałe produkty, itp. znikają też… więc może już ten kryzys? Kiedy remontowałem mieszkanie w czasie urlopu robiłem autentycznie zakłady o piwo z robotnikami w jakim czasie dany przedmiot wyniesiony pod śmietnik zniknie – szybko szło – zakłady było o terminy do 1h – raz zdarzyło się, że nie zdążyliśmy donieść na śmietnik starej, podniszczonej wanny – po kilkunastu metrach podbiegła kobieta z prośbą aby położyć na ziemi i ona już dzwoniła po męża z komórki.

Wredna żona i recykling
Jeśli chodzi o te żony to mam historię autentyczną! Pewnego razu mój ojciec patrzy i oczom nie wierzy. Kolega z dawnych lat, tzw. bogaty emeryt, zapyla rowerkiem z przyczepką pełną puszek i złomu.
- Stasiu, co się stało, przecież masz emeryturkę wyższą niż ja!?
- A nic mi nie mów... żona... wredne babsko!
- Jakieś problemy, rozstaliście się? Czy co?
- Nieeee, ale całą emeryturę zabiera, na piwko i papierosy jak chcę, muszę sam zarobić, żona nie da i tyle... eeee.... weź chłopie nic nie mów...

niedziela, 23 stycznia 2011

Opodatkowanie akcyzą energii elektrycznej wytwarzanej na własny użytek

Nie, to nie jest żart ani powtarzanie zasłyszanych plotek, ale smutny fakt, o którym robi się coraz głośniej. Powinno zainteresować to wszystkich dążących do samowystarczalności energetycznej swoich domów i przedsiębiorstw.

Pytanie podatnika: Wnioskodawca planuje wybudowanie przyzakładowej instalacji wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej na użytek własny firmy. Czy wytwarzanie energii elektrycznej wyłącznie na użytek własny, tj. bez dokonywania sprzedaży wytworzonej energii elektrycznej, podlega opodatkowaniu akcyzą?

Odpowiedź: Zużycie wyprodukowanej energii elektrycznej na potrzeby własne jest opodatkowane podatkiem akcyzowym. Stanowisko takie zajął Dyrektor Izby Skarbowej w Bydgoszczy w interpretacji indywidualnej z dnia 03.11.2010 r. nr ITPP3/443-131c/10/ZG.

http://tiny.pl/hcj2c

Co ciekawe zaraz po dodaniu tego linku na jednym z blogów w formie pełnej, a właściwie nieudanej próbie, dostałem najwyraźniej bana na reszcie blogów opartych na wordpress, na których regularnie komentuję. Nie mogę napisać żadnego komentarza z użyciem adresu strony. Rozumiem, że to jakiś zintegrowany system antyspamowy? Jeśli jest tak jak podejrzewam - to jednocześnie wygodne narzędzie do cenzurowania niewygodnych informacji.

piątek, 21 stycznia 2011

Jak zabezpieczyć rower przed kradzieżą?

Niedługo ponoć ma przyjść ocieplenie i dla wielu z was nastanie czas na wyciągnięcie rowerów z piwnicy. Obecnie tego nie robię, ponieważ pracę mam blisko domu, ale w przeszłości często jeździłem rowerem także w zimie. Tak czy inaczej rekreacja swoją drogą, ale znacznie przyjemniej dojechać do pracy, szkoły czy na zakupy rowerem niż "zapoconym" autobusem, czy tramwajem w układzie przypominającym puszkowane szproty, żegnając się często przy okazji z dokumentami, portfelem lub komórką. Jeżdżenie na rowerze jest ponadto bardzo oszczędne.

Praktyczne użytkowanie roweru w mieście łączy się jednak z dużym ryzykiem kradzieży. Minimum trzech z moich dobrych znajomych pożegnało się w ten sposób ze swoimi jednośladami, gdybym dokładnie wypytał ta liczba byłaby na pewno większa.

Zabezpieczenia
Minimum to jednocześnie dwa bardzo dobre (i drogie) systemy zabezpieczeń, spinanie siodełka, kierownicy oraz innych możliwych do wykręcenia elementów....

...ten post został przeniesiony na mój nowy blog: http://zabezpieczenie.blogspot.com/

ZAPRASZAM!

Jak zasiać grzyby w ogrodzie

Myślę, że powoli zbliża się czas kiedy zaczniemy inaczej spoglądać na nasze wystrzyżone i równiótkie jak kort tenisowy trawniki oraz od linijki wypielęgnowane ozdobne drzewa i krzewy. Ceny żywności, szczególnie owoców i warzyw rosną, a jakość tych, które są dostępne pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że wkrótce czeka nas stopniowy powrót do bardziej intensywnego przydomowego ogrodnictwa, jak za dawnych czasów. Grządki wyprą nasze wypielęgnowane i kosztowne w utrzymaniu trawniki.

Proponuję zacząć od uprawy, która do rozpoczęcia niemal nie wymaga nakładu pracy ani późniejszego wysiłku - od grzybów. Najlepiej smacznych grzybów leśnych.

Jak zasiać leśne grzyby w ogrodzie

Metoda 1: Sąsiedzi ze wsi poradzili, aby po grzybobraniu i oczyszczaniu grzybów wszelkie odpady i robaczywki wyrzucić pod drzewka w ogrodzie, niektórzy radzą aby przykryć je liśćmi i ściółką, niektórzy mówią, że to niekonieczne. Podczas grzybobrania można także zebrać słabsze czy wygryzione egzemplarze, których na talerzu byśmy na pewno nie chcieli i wykorzystać je w celu rozsadzenia. Zarodniki grzybów powinny się rozsiać i w sprzyjających warunkach na następny sezon przynieść pierwsze plony. U mojej rodziny, na dwóch osobnych ogrodach, pod iglakami i brzozami przyjęły się maślaki.

Metoda 2: Jest niemal identyczna jak opisana poprzednio, jednak wspomniane resztki moczymy kilka, kilkanaście minut w przegotowanej, ale wystudzonej wodzie, ewentualnie niegazowanej wodzie źródlanej w temperaturze pokojowej. Wodę wraz z kawałkami grzybów wylewamy pod drzewka. Tą metodę zastosowałem u mnie, na skwerze pod blokiem, gdzie jesienią pojawia się spora ilość niejadalnych grzybów i czekam obecnie na efekty. Pod sąsiednim blokiem w najlepsze rosną sobie pieczarki, a warunki są podobne.

Metoda 3: To po prostu kupno grzybni, lub gotowej mini-hodowli w specjalistycznych sklepach i postępowanie zgodnie z "instrukcją obsługi".

Oczywiście w tej chwili z jakimikolwiek uprawami grzybów w ogródku należy tak czy inaczej poczekać do wiosny, natomiast w domu można popróbować na przykład z hodowlą pieczarek, które także potem możemy spróbować rozsiać w ogrodzie.

czwartek, 20 stycznia 2011

Tanie drewno kominkowe - olcha

Niedawno w internecie znalazłem ciekawy post o produktywnym lesie odroślowym -  w dużym skrócie jest to plantacja drzew, w której np. co 8 lat wycinamy 1/8 drzew do pnia. Wycięta część plantacji bardzo szybko regeneruje się sama dzięki odroślom. Szczególnie leszczyna oraz olcha to gatunki polecane do tego typu uprawy. 

W dyskusji padła dyskusja aby zamieniać mało produktywne plantacje wierzby energetycznej, która to średnio sprawuje się jako roślina energetyczna, na las odroślowy. Taka plantacja dodatkowo może dawać nam plony grzybów, orzechów i owoców leśnych. Po nowelizacji ustawy o ochronie przyrody można bez pozwolenia urzedników wycinać drzewa do wieku 10 lat. Tak więc możemy pokusić się o posadzenie na naszym terenie drzew przeznaczonych na opał w proponowanym systemie, ewentualnie założyć produktywny żywopłot.

Drewno olchowe, dobry opał i smaczne wędliny
Osobiście miałem okazję wypróbować kilkuletnią olchę w roli opału - własnie takie całkiem grube już odrosty. Stwierdziłem, że olcha jest lepsza niż wierzba, lepiej się tnie, rąbie, szybko schnie, ładnie się spala w kominku i można na tym piec smaczne kiełbaski (tak przyznaje się bez bicia, piekę czasem kiełbaski w kominku).
Szczególnie do wędzenia mięsa drewno olchowe jest atrakcyjnym surowcem, ostatnio kupuję wyłącznie wędliny z dymu olchowego i jak dla mnie to rewelacja.
Z domowych opowieści wiem, że rodzina miała dawno temu zwyczaj palić w piecu wyłącznie drewnem, bardzo często właśnie olchowym i w kominie wędzić sznur kiełbas, na strychu mieli drzwiczki do przewodu kominowego i haki.

Darmowy lub tani materiał opałowy
O możliwości wykorzystania kilkuletnich olch z pola sąsiada, jako bardzo dobrego opału i materiału na kiełbaski dowiedziałem się od ojca właśnie.
Dodam, że przez większość ludzi (rolnicy, inwestorzy) ten materiał jest traktowany jako odpad, podobnie kilkuletnie brzozy i inne samosiejki.
Jeśli człowiek się dobrze rozejrzy po okolicy te odrosty na ugorach są praktycznie do pozyskania prawie za darmo (ew. transport i praca własna),
najczęściej jest to ścinane przez inwestora i rzucane na zgnicie.
Nasz sąsiad także uznał je za bezwartościowe drewno. Ja natomiast niewielkim nakładem pracy pozyskałem ten materiał i sprawdził się on bardzo dobrze.

P.S. Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!!! Tak... to prośba dokładnie do Ciebie... jeśli spodobał Ci się mój wpis i dostarczył cennych informacji - polub profil mojej strony na Facebooku!!!  https://www.facebook.com/RacjonalneOszczedzanie
Zobacz także nowy artykuł na nowym blogu:

Tanie drewno do ogrzewania zimą.


 

środa, 19 stycznia 2011

Przeprowadzka na wieś - część 1

Nie sposób nie zauważyć, że wśród osób z naszego kręgu bardzo popularne jest dążenie do wyprowadzki z miasta na wieś. Motywowane jest to bardzo różnymi argumentami - to między innymi lepsza jakość życia, niezależność, zdrowie, wygoda, możliwość realizacji swojej pasji, a wreszcie wspomniana oszczędność. Oczywiście nie wszyscy się z tym zgadzają, jednak już jak pisałem, moi rodzice wybrali taką opcję - jest to wieś w pobliżu średniego miasta.

Czy myślicie, że dom na wsi jest tańszy w utrzymaniu?
Wątpie aby w tej chwili ojciec udostępnił mi szczegółowe rachunki (postaram się je dostać i skalkulować), jednak zawsze twierdził, że nowy dom o powierzchni min. trzykrotnie większej niż stare mieszkanie w bloku jest mimo wszystko tańszy w utrzymaniu.
Ja za analogiczne mieszkanie w bloku - 54m2 płacę ok. 350 zł czynszu do spółdzielni, w tej samej wysokości przez 12 miesięcy w roku. Opłata obejmuje wszelkie koszty technicznie i administracyjne, wywóz śmieci oraz ryczałt za ogrzewanie - nie mam możliwości oszczędzenia na ogrzewaniu i odzyskania części opłat. Woda i oplata za kanalizację - odprowadzenie ścieków - to minimum około 100 zł miesięcznie (przy racjonalnym gospodarowaniu wodą). Energii elektrycznej nie ma co liczyć, ponieważ jest to zależne od potrzeb każdego z nas, chyba, że dogrzewamy się elektrycznie, co już należałoby uwzględnić w kosztach ogrzewania i podstawowej kalkulacji. Napiszcie mi jak to jest u was. Czy macie jakieś realne porównanie kosztów?


Dodatkowe koszty życia na wsi
Oczywiście jestem świadomy ewentualnych dodatkowych kosztów, ale obecnie w przypadku osoby posiadającej oszczędny samochód, przy bliskiej odległości od miasta koszty dowozów i dojazdów nie stanowią znacznej pozycji w budżecie. Mój ojciec posiada ultranowoczesną "benzynkę" 1.2l i spalanie paliwa ma na symbolicznym poziomie. W mieście także dojeżdżamy do pracy, korzystamy z komunikacji miejskiej, która też nie jest za darmo, jeździmy do supermarketów na zakupy.
W blokowisku także mamy kosztowne problemy techniczne, których spółdzielnia często nie naprawi w ramach czynszu, wścibskich sąsiadów, włamania do mieszkań, w czasie ostrej zimy także nie ma lekko - bo na przykład "miasto" odśnieży główną trasę przelotową często przy okazji blokując zaparkowane samochody zwałami śniegu i wtedy w ruch łopata oraz czasem życzliwy sąsiad do pomocy...

Ciąg dalszy nastąpi...
Ponieważ mam doświadczenia z pomieszkiwania w domu letnim na wsi, oraz relacje z pierwszej ręki, postaram się kontynuować temat, jednak jako mieszczuch proszę także o waszą pomoc w lepszym zbadaniu tematu i zapraszam do dyskusji.

wtorek, 18 stycznia 2011

Kupujemy tani telewizor

W dzisiejszym wpisie wyjątkowo nie będę skupiał się na kryterium energooszczędności, choć oczywiście poruszę ten temat w przyszłości. 
 Jak pisałem wcześniej, telewizje oglądam nieczęsto w porównaniu do obserwowanej "średniej", jak już coś - najczęściej jest włączony kanał w stylu Discovery HD, albo jakiś kanał filmowy - czasami telewizor służy u mnie jako "duży ekran" do oglądania fimów, wciąż głównie w formatach DVD, VCD, divx. Jak wydać przy moim trybie użytkowania ewentualne róźnice w zużyciu energii są mało odczuwalne, liczą się natomiast inne ktyteria:

Jakość obrazu w niedrogim telewizorze oraz tani abonament
Ponieważ dość dużo czasu poświęciłem zbadaniu tematu i testom przed zakupieniem niedrogiego odbiornika TV mogę definitywnie i z całą pewnością odpowiedzieć, że we wszystkich porównaniach jakości obrazu wciąż wygrywa...

...dobrej jakości, tradycyjny kineskopowiec, miło jest jeśli ma duży panoramiczny ekran oraz obowiązkowo 100Hz. Taki sprzęt dobrze sobie poradzi z klasycznym sygnałem cyfrowym SD, jak i analogowym - z anteny lub przy tanim abonamencie z kablówki. Stare cyfrowe dekodery SD są tanie, a minimalna oferta abonamentowa to już ok. 10 zł. Za symboliczne grosze można także kupić dekoder SD z telewizji na kartę, z minimalnym darmowym pakietem kanałów ważnym do roku 2016, a pakietem płatnym już od 10 zł.

Plazma to także już klasyczna technologia, która jednak posiada wiele zalet kineskopowca. Jakość obrazu jest niewiele gorsza nawet przy słabym sygnale SD/analog, natomiast ogromna zaletą jest możliwość podłączenia komputera oraz sygnału HD w większości dostępnych modeli, co przy dobrym kineskopowcu, dostepnym już raczej głównie z drugiej ręki jest raczej mało prawdopodobne. Ogromną zaletą jest znaczna oszczędność miejsca, która to zaleta dotyczy także...

...telewizora LCD, który jednak innych zalet jakościowych nie posiada. Obraz jest wyraźnie (a czasem masakrycznie) słabszy niż w wyżej opisanych odbiornikach. Niestety szalona moda na "płaskie i nowoczesne" pozbawiła nas dobrej jakości obrazu jaki w koncu mielismy na starym kineskopowcu - choć mało kto jest skłonny przyznać się do nieudanego zakupu - męska duma ponad wszystko. LCD odpada na starcie przy sygnale analogowym z anteny lub kablówki. Minimum co należy posiadać to cyfrowy dekoder SD, mile widziana wyraźnie droższa opcja HD. Po pewnym przyzwyczajeniu dajemy radę przeżyć z płaskaczem LCD. 
Oczywiście są też lepsze LCD z górnej półki oraz płaskacze (nie do końca zgodnie z prawdą) zwane LED TV, ale miało być przecież o tanim telewizorze.

Cena odbiornika
Numer jeden - to wciąż dobry kineskopowiec kupiony z drugiej ręki. Ogłoszenia i komisy to tu najlepsza opcja, można wynegocjować naprawdę dobrą cenę, natomiast w salonach AGD nie zostało już naprawdę nic ciekawego. Technologia CRT staje się już niemodna, ale nam chodzi o tani sprzęt i dobry obraz. Duży i cięzki telewizor CRT jest także z oczywistych względów kradzieżoodporny, więc może być jedyna opcją do domku letniskowego, itp. Jeśli nie zależy nam na oszczędności miejsca - wada kineskopowca staje się zaletą.

Numer dwa - plazma. Niestety znacznie droższa niż CRT, ale to wciąż bardzo dobra kombinacja ceny, jakości i wielkości ekranu. Mało straconego miejsca, co szczególnie cieszy w małym mieszkaniu.

Telewizor LCD przy cenie przeciętnej plazmy da słabą lub bardzo słabą jakość obrazu i raczej wymaga co najmniej podstawowej oferty TV cyfrowej. Dla mnie jedynym sensownym uzasadnieniem kupna LCD jest konieczność kupienia TV o przekątnej mniejszej niż 32", gdzie plazma niestety nie występuje. Dla telemaniaków oglądających TV bez przerwy dodatkowym argumentem na rzecz LCD będzie niższe zużycie energii niż w plazmie, tylko że wtedy warto "pójść w jakość" i porozmawiać już o LCD / LED TV z górnej półki, ale zaraz, zaraz... miało być przecież o tanim i oszczędnym zakupie.

Oszczędnościowa kombinacja
Jeśli zaakceptujesz trochę mniejszy ekran i posiadasz własną firmę - czyli możliwość odliczenia VAT i podatku - to na pewno zainteresuje Cię dobrej jakości monitor komputerowy z tunerem TV, lub monitor komputerowy z wejściem HDMI, dzięki któremu podłączysz do niego telewizyjny dekoder HD. Jest to trochę krytykowana przeze mnie technologia LCD, ale w tym przypadku naprawdę "da radę". Zaletą jest także minimalizacja miejsca w małym pokoju/biurze. Mimo, że każdy TV LCD można podłączyć do komputera - urządzenie zaprojektowane przede wszystkim jako monitor na pewno sprawdzi sie lepiej w zestawie komputerowo-multimedialnym.

piątek, 14 stycznia 2011

Oszczędzanie

Racjonalne Oszczędzanie

Jak pisałem pomysł na blog rozpoczął się od niniejszej dyskusji. Postaram się skompilować moje wypowiedzi w jedną, rozsądną całość i/lub rozwinąć zawarte myśli i pomysły w kolejnych postach.


Samochód

W dyskusji padła propozycja rezygnacji z posiadania samochodu, co rzekomo daje oszczędności rzędu kilkuset zł, uznaję to jednak za absurd. Moim zdaniem droga do oszczędności nie polega na ograniczaniu wydatków za wszelką cenę, ale na mądrym zarządzaniu nimi.

Samochód to wolność i niezależność, na wymianę argumentów za nie starczy tu miejsca, można kupić tani, używany, oszczędny, nie ubezpieczyć go AC, itp. ale rezygnacja z samochodu to jakaś paranoja. Po prostu jak widzę gdzieś poradę w stylu "rozważ rezygnację z samochodu i przesiądź się do tramwaju" to reaguje jak Teksańczyk na propozycję zakazu broni.

To jest w końcu cel władzy, zniechęcić do samochodu, zagonić wszystkich do masowego transportu, stłoczyć i pozbawić resztek niezależności i mobilności, pędzić jak bydło, ohyda.

Ok, rozumiem oczywiście jak w lecie w metropolii ktoś zamieni samochód na skuter, ew. rower, jednak nie lubię porad oszczędnościowych "rezygnuj", preferuję "zamień to na tamto i ulepsz".



Telewizja

Kolejna propozycja "oszczędnościowa" to rezygnacja z TV. Na chwilę obecną to dla mnie absurd. To może zrezygnuje też z internetu, radia? Bez przesady - lepiej się choćby w towarzystwie ogląda DVD na dużym ekranie niż na monitorze. Ile tego prądu zużyje? Natomiast można zrezygnować z drogich abonamentów + wyrejestrować odbiornik na poczcie. Jest TV z anteny, TV na kartę, itp.

Czy jestem uzależnionym telemaniakiem? Tak się składa, że żyłem ok. 5 lat bez telewizora, wystarczało mi radio, muzyka i ciekawa książka.

Obecnie wykorzystuje TV do funkcji dużego ekranu - do sporadycznego oglądania interesujących mnie filmów i czasem kanałów w stylu Discovery,  sporadycznie z jakąś osobą znajomą, z którą mam wszystkie tematy obgadane zapuszczałem DVD, kilka razy w towarzystwie robiliśmy wspólny seans nad jakimś filmowym klasykiem, choć jednak częściej była to wizyta w kinie/DKF/teatrze. Rozumiem, że dla niektórych kino domowe jest mało ambitne - ale widocznie ja nie jestem ambitny :)

Co pewien czas w środowiskach intelektualistów wraca moda na wyrzucenie TV - to taka sama moda i nagonka środowiska jak na kupowanie "więcej i lepiej" tyle że w drugą stronę. Uleganie presji (nawet podświadome) nie jest dobre.

Tematykę TV poruszę jeszcze nie raz.

Samochód, transport publiczny, rower...

Skrobnę jeszcze o aucie - mógłbym napisać tak jak z TV - też jest presja pewnego środowiska - dla zdrowia i stylu lepiej, spaceruj, wsiądź na rower...

Super - ale pierwsza poważniejsza praca i/lub zła pogoda kończy ten zachwyt - o ile cały sezon łącznie z ostrą zimą podjeżdżałem rowerkiem na trening i zakupy, to przy niektórych sprawach już się tak nie da - chyba, że masz prysznic w biurze i możliwość przebrania.

Zachwyt transportem publicznym kończy się w momencie konieczności, upchania się jak śledź i wąchania smrodów współpasażerów - a już definitywnie kończy się jak zostaniesz obrobiony czy pobity.

Taksówka to rozwiązanie doraźne, a nie stały transport.

Przez brak samochodu - nawet taniego rzęcha człowiek jest przywiązany do dużego miasta i rejonów z dobra komunikacją - a ja takim tanim rzęchem komfortowo zjeździłem np. część Sudetów, gdzie komunikacja publiczna jest szczątkowa.

Natomiast to, że kierując trzeba zrezygnować z picia? Ja piję piwo raczej często, ale nigdy nie mam problemu z rezygnacją ze złotego trunku, jeśli wiem, że mam kierować - co to za argument?