wtorek, 30 grudnia 2014

Oszczędzanie na ogrzewaniu - zaklejona wentylacja?

Niedawno byłem z wizytą u znajomych. Znajomy pokazał mi pewien patent oszczędnościowy. Ponieważ szacuje się 30% ciepła z domu ucieka przez wentylacje - zakleił kanały wentylacyjne. Zadałem Wam pytanie, czy to aby mądre. Myślę że to się jednak może skończyć źle. Dlaczego?

W łazience, czuć  wilgoć. Łazienka jest dopiero co wyremontowana, mimo wszystko to jest proszenie się o grzyb na fugach. Grzyb trudno usunąć, jest także ryzyko, że grzyb wejdzie w mury.

Dowodów na złą decyzję znajomego nie trzeba daleko szukać, na oknach mocno skrapla się woda. Znalazłem w internecie informację, że jest to dowód na nadmierną wilgotność w domu i niesprawną wentylację. Zasadnicze zagrożenie? Grzyb.

Dobrze i źle działająca wentylacja grawitacyjna.
Fot.Wikipedia.

Znajomych z branży nieruchomości szybko podpytałem. Masakra! Usuwanie grzyba z domu, zwłaszcza kiedy wejdzie w mury to koszta trudne do oszacowania, na pewno jednak idące minimum w tysiące zł, w skali całej nieruchomości. Dodatkowo jest to spadek wartości całej nieruchomości - niedobry pomysł jeśli w przyszłości chcemy na niej zarobić (możliwy najem).

Oszczędność mojego znajomego zatem jest krótkowzroczna, w efekcie może go dużo kosztować w przyszłości.

Problem w tym, że znajomy jest zadowolony ze swojego rozwiązania, pozwalającego obniżyć rachunki... jak komuś odradzić taki "mądry patent" by nie urazić gospodarza?


środa, 26 listopada 2014

Polskie przedsiębiorstwa inwestują w badania i rozwój.


W 2013 polskie przedsiębiorstw zainwestowały 6,29 mld złotych w badania i rozwój, to ponad 17% wzrost w porównaniu z rokiem wcześniejszym, jak wynika z danych opublikowanych przez GUS. Przyszłości te nakłady prawdopodobnie będą jeszcze większe, bowiem ich zwiększenie w przeciągu następnych dwóch lat deklaruje niemal połowa firm.
Leszek Cieśla – przedstawiciel Narodowego Centrum Badan i Rozwoju (NCBR) – mówi, że polscy przedsiębiorcy coraz chętnie wydają pieniądze na innowacje. Prognozuje też, że w przyszłości Polska może stać się mikro Izrealem w Europie – czyt. pionierem w zakresie innowacji.
Z GUS-owski statystyk wynika, że w 2013 roku nakłady brutto na badania i prace rozwoje kształtowały się na poziomie 14,4 mld złotych. To o 17 mld więcej niż w roku 2012. Wskaźnik GERD – będący odzwierciedlenie wspomnianych nakładów – stanowił 0,87% PKB. Wydatki na rozwój i badania w sektorze przedsiębiorstw – wyrażone współczynnikiem BERD – w 2013 były na poziomie 6,2 mld złotych, w 2012 – 5,3, natomiast w 2010 jedynie 2,7 mld złotych. Sektor ten odpowiada za 43% wszystkich wewnętrznych nakładów ogółem. 
 Porównując te współczynnik do PKB, można uznać, że mamy do czynienia ze stagnacją. Jeśli jednak popatrzymy na stosunek GERD do BERD okaże się, że w latach 2010-2013 nakłady polskich przedsiębiorstw na badania i rozwój wzrosły o 80%.
Swój udział w wydatkach na rozwój i badania mają m.in. konkursy zorganizowane przez NCBR. W przeciągu 3 latach NCBR podpisało 2 755 umów, w tym aż 1 637 w sprawie wsparcia przedsiębiorstw .
Ekspert z NCBR podkreśla, że w sferze prac badawczo-rozwojowych mamy do czynienia z komercjalizacją. Wynalazki są na bieżąco, niemal, wcielane w masową produkcję.
Z przeprowadzonego w tym roku badania Deloitte wynika, że aż 47% polskich firm planu zwiększyć nakłady na badania i rozwój w przeciągu 2 lat, w przeciągu 5 lat aż 61% przedsiębiorstw. Średnia dla Europy Środkowo-Wschodniej to odpowiednio 41% i 57% przedsiębiorstw.

wtorek, 18 listopada 2014

Masz problemy z oszczędzaniem? Wypróbuj aplikacje mobilne.


W tym miesiącu miałem sporo wydatków, ale od następnego z pewnością zacznę oszczędzać” - kto z nas nie składał takiego przyrzeczenia przynajmniej raz w życiu? Permanentny brak czasu i bieżącej kontroli stanu finansów, powodują, że spełnienie tej obietnicy odsuwamy w czasie. Pomocne mogą okazać się aplikacje mobilne, które rozwiążą ten odwieczny problem.

Aplikacje mobilne na dobre zagościły w naszym życiu. Mobilność to już nie tylko moda, lecz prężnie rozwijający się kierunek. Z roku na rok przybywa zwolenników aplikacji, którzy z zainteresowaniem odkrywają ich zupełnie nowe możliwości. Otrzymywanie zniżek, zbieranie punktów lojalnościowych – to tylko niektóre z wielu realnych korzyści jakie czekają na użytkowników nowoczesnych technologii. W internetowych sklepach z aplikacjami np. Google Play, App Store czy Sklep Windows Phone znajdziesz ich tysiące na wyciągnięcie ręki. Czym kierować się przy wyborze aplikacji? Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na liczbę pobrań, a także opinie użytkowników. Niektóre aplikacje dostępne są całkowicie za darmo, za inne należy zapłacić kilka złotych. Warto zauważyć, że aplikacje z Google Play możesz zwrócić w ciągu 15 minut od zakupu.


Co daje korzystanie z aplikacji mobilnych?

Aplikacje sprawdzają się wówczas, gdy masz trudności z analizą wydatków oraz chcesz uzyskać efektywne narzędzie, które pokaże na co wydajesz najwięcej pieniędzy. Ich zaletą jest to, że upraszczają prowadzenie ewidencji finansowej, powiększają twoją świadomość finansową i tym samym motywują do oszczędzania. Za pomocą przejrzystych wykresów możesz też śledzić swoje comiesięczne wydatki, a także przychody. Jedynym mankamentem jest konieczność wyrobienia w sobie kilku prostych nawyków. Aby otrzymać znacznie lepszą kontrolę nad domowym budżetem powinieneś systematycznie wpisywać wydatki do aplikacji, z której korzystasz. 


Nową i bezpłatną aplikacją finansową, która może cię zainteresować jest Finarchy.com. Jej premiera planowana jest w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Jak czytamy na stronie www.finarchy.com aplikacja w przeciwieństwie do konkurencji ma pozwalać na dużo bardziej zaawansowane zarządzanie finansami osobistymi niż konkurencja. Dotyczy to m.in. takich kwestii jak: planowanie długookresowe, a także analiza majątku netto. Finarchy.com rozpatruje różnorodne scenariusze jak np. zmiana formy zatrudnienia w perspektywie bezpieczeństwa i płynności finansowej, choroba, niezdolność do pracy etc. Jednocześnie, jak podkreślają jej twórcy, aplikacja ma być intuicyjna w obsłudze. 




A jakie są Wasze doświadczenia związane z korzystaniem z aplikacji mobilnych? Czy rzeczywiście motywują do oszczędzania, czy wręcz przeciwnie - nie przynoszą oczekiwanego rezultatu?

niedziela, 9 listopada 2014

Rezygnacja z nachalnych SMS-ów "premium", na których możesz stracić Twoje pieniądze.


Zdarzyło Ci się wziąć udział w jakimś konkursie SMS? Uległeś pokusie i sprawdziłeś horoskop, poprosiłeś o wróżbę na przyszłość albo zrobiłeś test na inteligencję emocjonalną? A może przypadkowo zapisałeś do płatnej subskrypcji? Zobacz, jak sobie poradzić z nachalnymi SMS-ami.
Wiesz, jakie jest najpowszechniejsze kłamstwo w XXI wieku? „Przeczytałem i akceptuję regulamin”. Chociaż funkcjonuje to jako żart wśród informatyków, okazuje się mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Ten mechanizm wykorzystują pomysłodawcy różnorodnych, płatnych usług w ramach sieci komórkowych. Z reguły już jedna wiadomość SMS wystarczy, by znaleźć się na liście subskrybentów i ponosić koszty z tym związane. Czasem kilkadziesiąt, a zdarza się, że i kilkaset złotych miesięcznie. Jak się przed tym uchronić?
 Przedstawiciel firmy SMSAPI parającej się wysyłką wiadomości SMS w masowych ilościach – Andrzej Ogonowski – podkreśla, że na każdym organizatorze konkursów, loterii, ankiet i tym podobnych ciąży obowiązek usunięcia numeru telefony z bazy, kiedy jego właściciel wyrazi taką chęć. Zazwyczaj jest to dość prosta procedura polegająca na wysłaniu jednej wiadomość SMS do swojego operatora komórkowego – jednak szczegóły tej operacji różnią się w zależności od operatora.
Kiedy masz podejrzenia, że Twój numer telefonu znalazł się w niechcianej bazie płatnej subskrypcji, jak najszybciej sprawdź, czy to prawda i wypisz się z niej. Większość operatorów umożliwia wykonanie tej procedury bardzo szybko i sprawie, jak podkreśla Ogonowski.
Sprawdźmy zatem, czy tak jest faktycznie. Jak wygląda taka procedura u dostępnych na polskim rynku teleoperatorów?
W Play procedura jest najprostsza. Należy wysłać SMS-a ze słowem „STOP” pod numer 6000, by zrezygnować ze wszystkich, ale to naprawdę wszystkich, subskrypcji i prenumerat podpiętych pod nasz numer telefonu. Zanim jednak dokonamy tak drastycznego kroku, warto wysłać SMS-a o treści „LISTA” pod ten sam numer, by zobaczyć, do jakich subskrypcji jesteśmy zapisani, żeby nie usunąć czegoś ważnego. W przypadku abonamentów jest możliwość zablokowania wszystkich SMS-ów typu Premium. W tym przypadku trzeba wysłać SMS-a pod numer 252 o treści „STOP”.
W Plusie jest kilka opcji. Po pierwsze, SMS o treści „LIMIT SMS 0” pod numer 2601, po którego wysłaniu nie będziesz już dostawał SMS-ów o podwyższonej płatności. Po drugie, jeśli zdarza nam się świadomie korzystać z wiadomości Premium, możemy ustalić miesięczny limit kwotowy – 35,50, 75, 100 oraz 200 złotych. O jego przekroczeniu zostaniesz powiadomiony przez operatora. Żeby uruchomić tę opcję należy wysłać SMS-a pod numer 2601 o treści „ZABLOKUJ (kwota limitu)”.
W T-mobile aby zrezygnować z płatnych subskrypcji musimy skontaktować BOA (Biurem Obsługi Abonenta) – albo telefonicznie, albo przez stronę internetową.
W Orange aby zrezygnować z wiadomości Premium należy wpisać numery, z których one pochodzą, w odpowiedniej zakładce na stronie internetowej operatora. Aby otrzymać ich listę, należy wysłać pod numer 6000 wiadomość SMS o treści „LISTA”.
Gwoli podsumowywania. Zapamiętaj:
  1. Nie odpisuj na podejrzane SMS-y, kiedy nie wiesz, dlaczego zostały wysłane właśnie pod Twój numer.
  2. W SMS-ie inicjującym usługę Premium zawarty jest regulamin (albo odnośnik do niego), informacja o cenie usług, jak i organizatorze usługi. Nie usuwaj tej wiadomości, jeśli chcesz skorzystać z danej usługi Premium.
  3. Wysokość opłat jest zakodowana w numerze telefonu nadawczego i odbiorczego. Jeśli numer, pod który należy wysłać wiadomość SMS, zaczyna się od 7, to następująca po niej cyfra jest tożsama z ceną. Dla przykładu, trzeba wysłać SMS-a pod numer rozpoczynający się od 74, to cena takiego SMS-a to 4 złote. Gdy numer zaczyna się od 9, to dwie następne cyfry oznaczają jego cenę. Za wysłany SMS pod numer rozpoczynający się od 912 zapłacimy 12 złotych.
  4. Jeżeli po rezygnacji z subskrypcji nie uzyskałeś wiadomości to potwierdzającej, dobrze jest się skontaktować BOA operatora.


niedziela, 2 listopada 2014

Ekstra pensja, jak ją można zagospodarować #2


Na jednym z moich blogów pojawiło się już kilka propozycji na zagospodarowanie wygranej w nowej grze losowej prowadzonej przez Totalizator Sportowy – „Ekstra pensji”. Dzisiejszy wpis będzie swoistą kontynuacją, jednak spróbujemy temat ugryźć trochę od innej strony. Spojrzeć na sprawę z większego dystansu – w tym i czasowego. Jak zainwestować te pieniądze, by uzyskać dobrą stopę zwrotu?

W tematyce związanej z zarządzaniem czasem, albo jak kto woli zarządzaniem sobą w czasie, swego czasu dość popularne było hasło „produktywni nie jedzą pianki”. Na potrzeby tego wpisu można by je sparafrazować np. „bogaci nie jedzą pianki”. Bowiem umiejętność odkładania przyjemności na później i znoszenia chwilowej niewygody dla późniejszej długiej, a nawet i trwałej, wygody jest domeną ludzi, którzy osiągają sukcesy. Może nie spektakularne, może nie takie, o których piszą w gazetach, ale te na miarę szarych Kowalskich. Dzisiaj trochę o tym, jak ekstra pensję przekuć w długoterminowy sukces. Nie przejeść wygranej, a ją odpowiednio zainwestować tak, by w przyszłości zyski były wymierne. 

Idąc po linii najmniejszego oporu – umieszczamy wygraną na lokacie bankowej / koncie oszczędnościowym

Poziom stóp procentowych jest najniższy od lat. Z pewnością nie jest to okres, w którym można na lokatach bankowych sporo zarobić. Wciąż jednak można zarobić, a to jest argument, który ciężko podważyć. Efekt kuli śnieżnej i magia procentu składanego potrafią jednak w długim okresie czynić cuda. Jeśli nie masz pomysłu, jak zainwestować ekstra pensję albo masz bardzo niską skłonność do ryzyka, ta opcja jest dla Ciebie optymalna. Przynajmniej na początku, kiedy jeszcze Twoje obycie ze światem produktów finansowych i ogromem możliwości inwestycyjnych nie jest jeszcze na najwyższym poziomie. Lokaty i konta oszczędnościowe nie są novum na polskim rynku i pewnością długo z niego nie znikną. Jednak warto jeszcze raz podkreślić, to dobry krok na start. Im dalej w las, im więcej pieniędzy zaoszczędziliśmy, tym więcej wiedzy na temat zarządzania domowym budżetem i ścieżek inwestycyjnych powinniśmy posiadać. To trochę jak z jazdą samochodem, im więcej koni pod maską, tym lepsze umiejętności powinien posiadać kierowca. Przecięty Kowalski wsiadając do bolidu F1, wcisnąwszy gaz do dechy, wylądowałby na pierwszej bandzie. 

Jeśli nie wiesz w co inwestować, zainwestuj w siebie


Mówią, że wiedza to do potęgi klucz. Moim zdaniem nie tyle akademicka wiedza, co jej praktyczne zastosowanie połączone z elastycznością wobec zmian, jakie niesie życie i koniunktura gospodarcza. Myślę, że już mało kto dzisiaj wierzy w to, że spędzi w jednej firmie, w jednym zawodzie całe swoje życie. Nie teraz, nie w tak dynamicznie się rozwijającym się świecie, nie w przypadku tak dużej, międzynarodowej konkurencji. Świadomość zachodzących zmian, gotowość do wywrócenia swojego życia zawodowego to jedno. Drugie, to część praktyczna. Słowem, nabywanie nowych umiejętności. Oczywiście, można dać się zamknąć na długie wieczory w bibliotece, ale dużo bardziej efektywne okazują się być kursy i szkolenia prowadzone przez praktyków. Ludzi, którzy potrafią odsiać ziarno od plew, mówić prosto o skomplikowanych sprawach i pokazywać możliwie ścieżki zawodowe. Wszystko tak ładnie brzmi, ale swoje kosztuje. Dobre szkolenie kosztuje niemałe pieniądze, kilka a nawet i kilkanaście tysięcy złotych. Czy gra jest wobec tego warta świeczki? Moim zdaniem tak, pod warunkiem, że masz jakiś plan na siebie, że nie działasz po omacku, łapiąc wiele różnych srok za ogon. Inwestycje w siebie z reguły mają bardzo wysokie stopy zwrotu. 

Bądź sobie sterem, żeglarzem, okrętem – załóż własną firmę

Koszty prowadzenia biznesu w Polsce do najniższych nie należą, nie ma co się oszukiwać. Jednak mając co miesięczne, pewne zasilenie konta w wysokości 5000 złotych, dużo łatwiej przychodzi człowiekowi podjęcie ryzyka i rozpoczęcie własnej działalności. Może niekoniecznie wymyślając koło na nowo, ale np. wchodząc w franczyznę. Okazuję się, że odkładając jedynie dwie ekstra pensje, można założyć biznes. Mając 10000 złotych można poznać „know how” wielu firm (http://biznesoweinfo.pl/franczyza-mniej-niz-10-tysiecy-lista-firm/). W zależności od branży koszty wejścia prezentują się na innym poziomie. Stosunkowo nisko kapitałochłonna jest np. branża e-commerce czy zarabianie na stronach internetowych. Tutaj na strat może wystarczyć nawet jedna ekstra pensja, być może nawet coś z tego jeszcze zostanie. Założenie własnej firmy oczywiście wiąże się z kosztami finansowymi, jednak co warto wziąć pod uwagę, to koszty psychologiczne. Z pewnością można zanotować spadek stresu w momencie, gdy na nasze konto wpływa 5 000 złotych miesięcznie w ramach wygranej, a my cały swój czas możemy zainwestować bez wyrzutów sumienia w firmie. 5 000 złotych to naprawdę daje już jakieś poczucie stabilności finansowej w razie W.



Czy w przypadku tych 3 strategii zobaczysz efekty po 3 miesiącach? Raczej nie. Jeśli jednak wszystko dobrze pójdzie, zobaczysz je jakiś czas później. A temu będzie towarzyszyć uczucie dokonania dobrej lokacji ekstra dochodów wpływających co miesiąc na konto.

P.S. Zapraszam:

 

wtorek, 28 października 2014

Parkowanie pod blokiem i supermarketem. Obicia.

Ostatnio podejmuję coraz więcej samochodowych tematów i na pewno bedzie jeszcze wiecej postów na ten temat. Powód jest prosty, myślę o nowym aucie, pytam fachowców, analizuję, dobieram właściwe rozwiązania jeśli chodzi o koszty i oszczędności, ostatnio pisałem dla Was...

Samochód – kilka drobnych oszczędności w sezonie jesiennym.


...a teraz zastanawiam się nad sensownością zakupu samochodu (nowego? lepszej marki?), który i tak parkuję pod blokiem, a który służy także do wyjazdow po zakupy. Czy warto kupować nowe, ładne i wypieszczone auto?

Pokażę Wam stan mojego samochodu po kilku latach parkowania pod blokiem, w mieście i pod marketami.


Powiekszcie sobie i zobaczcie, karoseria to jedno wielkie obicie na obiciu...


Syf, gnój i dziadostwo... nikt nie myśli o innych, ludzie otwierają swoje drzwi jak świnie tłoczące się w chlewie. Ponieważ Ford Focus jak na swoją klasę jest całkiem szeroki łatwo w nim o obicia i zarysowania parkingowe.


Oczywiście zdarzają się inne przygody parkingowe... tutaj ktoś nie umiał wykręcić i mi zarysował i wgniótł zderzak i kawalek karoserii. Takich drobnych uszkodzeń jest dużo.

Pytanie jak do tego podejść. Kiedy byłem na Ibizie czy Majorce zauważyłem, że tam ludzie sie czymś takim nie przejmują i nawet w nowszych i lepszych samochodach mają na luzik, jednak biorąc pod uwagę wydane pieniądze mnie to lekko wnerwia...

Co wy na to?


niedziela, 26 października 2014

Kora zamiast trawnika.

Widzę, że zaciekawił Was poprzedni post o tym, co można zrobić zamiast trawnika i oszczędzić czas i pieniądze na ... późniejszej pielęgnacji...

Zobacz:

Żwir zamiast trawnika.


 ...wspomniałem o tym, że docelowo na geowłokninie i żwirze sasiad planuje  nasadzić jakieś iglaki. 150m dalej na pobliskiej posesji spostrzegłem takie rozwiązanie po kilku latach od nasadzenia. Oto ono:



Nie wydaje mi się, aby ten skwerek był jakoś szczególnie zadbany, leży na trakcie pieszym i ludzie często deptają ten żwir.

OK. W pobliżu, po renowacjach i urządzaniu skweru zauważyłem jeszcze inne rozwiązanie - mianowicie kora + krzewy:

Wygląda eststycznie, a pod korą jest wyłożona geowlóknica, aby chwasty nie przerastały powierzchni:


Co widać na obrazku... przy krawędzi wystaje fragment włókniny.


Kilka lat temu na małym fragmencie trawnika, i tak zupelnie zdewastowanego przez jakieś wykopki, nasypałem kory z marketu, co kosztowało dobre kilkadziesiąt zł. Efekt był dość podobny jak na zdjęciu, jednak nie zastosowalem żadnego zabezpieczenia przed chwastami, po kilku latach mój, ładnie okorowany prostokąt przed biurem wygląda tak....



Równie dobrze mogłem nie robić nic, efekt byłby ten sam. Stracona kasa na chwilową poprawę estetyki.

Całkiem niedaleko tym razem służby miejskie nasadziły niskopienne krzewy oraz wyłożyły korą spory fragment takiej samej przerwy między chodnikiem a parkingiem. Wyglądało to ładnie przez jeden sezon, nie zastosowano geowłókniny i kilka lat później nie ma nawet śladu po krzewach - chwasty zupełnie zdominowały teren. Skoszono to do zera i zarosło czym popadnie.


Upiększenie okolic parkingu bez zabezpieczenia przez chwastami okazalo się slomianą inwestycją na większą skalę, jest tego ze 150 metrów, nie tylko ja popelniłem błąd.


Natomiast wysokopienne krzewy nasadzone z drugiej strony jakoś sobie poradziły i raczej zdominowały ew. chwasty, choć i tak jakieś chwasty widać.

Jakie wnioski? Stosować bezwzględnie geowłókninę zabezpieczającą przed chwastami, nasadzić wysokopienną roslinność, która zabierze światło ew. chwastom. Nie kupować drogiej kory w supermarkecie, bo nawet na obszarze kilku m2 się to już nie opłaca, lepiej załatwić z tańszych źródeł (tartak, zakład stolarski, itp).

Jakie Wy macie wnioski i doświadczenia z "oszczędną" korą zamiast trawnika?

czwartek, 23 października 2014

Żwir zamiast trawnika.

Niedawno zwróciłem uwagę na inwestycję sąsiada, który najwyraźniej zrezygnował z trawnika naokoło obiektu uslugowo-handlowego. W sumie coś w tym jest, trawa wymaga nieustannej pielęgnacji, koszenia, grabienia. Czy nie lepiej wydac trochę więcej, ale docelowo oszczędzić czas? Prezentuję kilka fotek z rozwiązania sąsiada. Ocencie sami jak to wygląda.





W sumie założenie ładnego trawnika także kosztuje, natomiast tu mamy efekt szybko, czysto i schludnie. Podoba mi się to. Sąsiad zapowiedział, że wkrótce nasadzi na tym żwirku (pod nim jest przepuszczalna dla wody geowłóknina) trochę iglaków. Efekt będzie jeszcze lepszy.

Co Wy na to?

niedziela, 19 października 2014

Składam oświadczenie do Orange Polska o zaprzestanie uporczywego nękania, co nie odbywa się bez przeszkód.

Jako bloger od lat jestem skazany na poszturchiwanie z Orange, taką ciuciubabkę z ludźmi z BOK oraz z ich marketingiem. Byłem zasadniczo przekonany, po którejś z odpowiedzi działu marketingu Orange na moim blogu konsumenckim, że problem mamy za sobą i jakiś czas temu niefortunnie przedłużyłem umowę.

Co co chodzi? O męczenie czterech liter? O to, pomijając straszliwe męczydupstwo, że czuję się cały czas oszukiwany przez sprzedawców Orange Polska Tak, takie mam odczucia i nie tylko ja. Typowy telefon, że z uwagi na staż (jestem w tej sieci od początku, a mój pierwszy numer zaczynał się od 501....)... wygrałem, jest dla mnie nagroda....




No właśnie - sprzedawca Orange dzwoni do mnie i zanudza tym samym tekstem... nawijką w stylu wygrał Pan... albo... z uwagi na staż w sieci mamy dla Pana prezent. Okazuje się jednak, że to nie prezent, ani nie wyróżnienie za staż w sieci, tylko próba sprzedania kolejnego telefonu i oczywiście nakłonienia mnie do przedłużenia abonamentu... i to w cenie na ogół gorszej niż w salonie, czy w internecie!!!

Jednym słowem kicha...

Nie to jednakże jest powodem zasadniczym mojej frustracji, tylko to, że w tej sieci, mimo wielu zgłoszeń w BOK, mimo zastrzegania, że nie chce tych telefonów u telekonsultantów... dzwonią, męczą, przeszkadzają.

Zablokujesz numer? Zadzwonią z innego... i tak na okrętkę..

Jakiś czas temu w BOK, przez telefon, powiedzieli mi, że znów mam pójść do salonu i złożyć pismo (mimo, że już przynajmniej 2x pisemnie zastrzegałem, że nie wyrażam zgody.... itp.) Jestem w salonie – tam mówią, że oni nie mogą nic zastrzec, mam sobie dzwonić na BOK. Mówię, że przychodzę do salonu z polecenia konsultanta na BOK. Pani każe mi odejść i jechać 50 km do Głogowa do biura Orange... Upieram się i nie odchodzę. Pani myśli... myśli... w końcu daje mi kartkę A4, długopis i każe napisać pismo...

Piszę zatem.

19.10.2014, Lubin, do Orange Polska...

Proszę o zaprzestanie nękania mnie w uporczywy sposób telefonami od telekonsultantów próbujących mi non stop coś sprzedać.

Nie wyrażam zgody na korzystanie z moich danych w celach marketingowych.

Nie wyrażam zgody na nagrywanie rozmów ze mną przez telemarketerów, waszych akwizytorów, itp.

Nie wyrażam zgody na dzwonienie do mnie przez jakichkolwiek pracowników i sprzedawców współpracujących z Orange Polska.

Remigiusz Witczak, moje dane...

Na koniec muszę się upomnieć o kopię i potwierdzenie nadania pisma. Kiedy każę podstęplować i podpisać też kopię Pani lekko się konsternuję i nie za bardzo jest chętna – tłumaczę, że według Kodeksu Cywilnego kopia podpisu nie jest podpisem i powołuję się na Powiatowego Rzecznika Praw Konsumenta...


Co będzie dalej? Zobaczymy. Mam na razie obietnicę, że w ciągu miesiąca moje podanie trafi do systemu... też refleks... nie ma co...

niedziela, 12 października 2014

Będziemy pracować także w soboty!?


Posłowie Platformy Obywatelskiej wyszli z propozycjami zmian w Kodeksie Pracy. Obowiązkowy dzień wolny od pracy miałby być zastąpiony możliwością uzyskania dodatkowego wynagrodzenia. Zmiana, obok której trudno przejść obojętnie, u jednych powoduje ataki złości, natomiast inni składają ręce do oklasków. Gdyby takie zmiany weszły w życie, pracowalibyśmy sześć dni w tygodniu. Jeżeli pracodawca nie będzie mógł dać nam dnia wolnego w weekend, będzie zobligowany do wypłacenia nam dodatkowego wynagrodzenia.
Wedle szacunków dziennikarzy „Rzeczypospolitej” osoba zarabiająca, na dzień dzisiejszy, 4 000 złotych (brutto) może liczyć na dodatkowy zarobek na poziomie 200 złotych miesięcznie. Rzecz jasna, na sześciodniowym tygodniu pracy zyskuje zarówno ZUS, jak i budżet państwa.

Kilka miesięcy temu podobny postulat zgłosiła Konferencja Lewiatana. Chociaż wtedy chodziło o wyjątkowe sytuacje – kiedy to np. sobota był ostatnim dniem okresu rozliczeniowego. Przedstawicielka Konferencji Lewiatan – Grażyna Spytek-Bandurska – podkreśla znaczenie zwiększenie elastyczności w zarządzaniu czasem pracy pracowników. Wobec takich zmian nie oponuje także prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Cezary Kaźmierczak.
Na szczęście pojawiają się też głosy sprzeciwu. Janusz Śniadek w wywiadzie udzielonym na łamach portalu natemat.pl wyraził swoje obawy, że owe zmiany mogą doprowadzić do powrotu obowiązkowego, sześciodniowego tygodnia pracy. Członek Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, były przewodniczący „Solidarność” wyraźne podkreśla swoje obawy. Zaznacza, że te zmiany mogą wyjść na dobre jedynie pracodawcom, ucierpią natomiast na nich pracownicy.
Istnieje możliwość – o której pisze wielu Internautów w komentarzach pod newsem – że pracodawcy będą stawiać proste ultimatum „jeżeli się nie będziesz pracował w sobotę, wylatujesz”.
Warto podkreślić, że działania polityków PO przeczą ogólnoświatowym trendom – skracaniu czasu pracy, ale równocześnie zwiększaniu efektywności. W Google powoli mówi się nawet o czterodniowym tygodniu pracy. Z badań OECD wynika, że Greccy są o 70% mniej efektywni niż Niemcy, mimo że pracują 600 godzin więcej rocznie.

niedziela, 28 września 2014

Toyota to synonim jakości nie tylko w motoryzacji, ale i w bankowości.

Kiedy rzucisz wśród znajomych hasło „Toyota”, większość z nich pomyśli o marce samochodów. Samochodów bardzo dobrych jakościowo, będących przedmiotem pożądania wielu z moich znajomych, których rodowód sięga kraju kwitnącej wiśni. Mało kto jednak wie, że Toyota to również bank, który istnieje na polskim rynku już ponad dziesięć lat.

Toyota Bank Polska S.A, bo tak brzmi pełna nazwa banku, istnieje na naszym runku dokładnie od 2001 roku. 13 lata działalności, a dla wielu osób to wciąż novum. Dla Ciebie też? Już w 2002 bank rozpoczął działalność leasingową w obrębie spółki Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. Od początku oferta Toyota Banku skupiała się wokół motoryzacji – a dokładniej rzecz biorąc, na finansowaniu nowych samochodów marki Toyota. Z usług banku mogą korzystać zarówno klienci indywidualni, jak i przedsiębiorcy.

Siedem lat temu – w 2007 roku – platforma bankowości elektronicznej Toyoty Bank miała swój debiut. Natomiast sama oferta banku została poszerzona o nowe produkty – konta osobiste, lokaty, konta oszczędnościowe, pożyczki, karty debetowe i kredytowe. Dzisiaj korzystać z Toyota Banku możemy zarówno przez Internet, telefon, jak i za pomocą wiadomości SMS.

Kilka dni temu na blogu newsowym zwróciłem uwagę, że W ofercie Toyota Bank znalazło się jedno z kont oszczędnościowych, na które warto zwrócić uwagę. Mowa o Indeksowanym Koncie Oszczędnościowym, które na chwilę obecną gwarantuje odsetki na poziomie 3,15%.
W ostatnich czasach banki maja kontrowersyjną manierę oferowania super okazji i dobrych ofert tylko nowym, przychodzącym klientom, tych już pozyskanych traktując jak coś oczywistego, „własnego” i wiecznego. Nie zgadzam się z takimi metodami marketingowymi, zatem z przyjemnością obserwuję, że polityka zgodna z moimi oczekiwaniami jest stosowana w przypadku Toyota Banku i polecanego konta. Konto to jest dostępne zarówno dla dotychczasowych, jak i świeżych klientów Toyota Bank bez żadnych ograniczeń.
Po szczegóły zapraszam tutaj:

Oszczędzaj z Toyota Bank – nowe konto oszczędnościowe.



sobota, 27 września 2014

Pożyczki chwilówki – już OK, mój portfelu!


Skąd się wzięło “okay”?

Gest polegający na złożeniu kółka z kciuka i palca wskazującego znamy chyba wszyscy i często korzystamy z niego w codziennym życiu. Choć doskonale wiemy, co on oznacza, to niekoniecznie jesteśmy świadomi jego genezy, jak i etymologii samego słowa “okay”. Okazuje się, że już w latach ’30 XIX wieku wyjątkowo modne było upraszczanie dłuższych fraz. “OK” po raz pierwszy użyto w piśmie 23 marca 1839 r. w bostońskiej gazecie “Morning Post” jako skrótu od “all correct” (wszystko w porządku) pisanego wówczas w nieco dziwacznej formie “orl korrect”. W jakich sytuacjach najczęściej używamy wspomnianego na wstępie gestu? A czy pasowałby on do pożyczki chwilówki? Oczywiście, że tak, wystarczy wybrać odpowiedniego pożyczkodawcę!


Po tym poznasz, że pożyczka chwilówka jest OK

Decydując się na pożyczkę chwilówkę, dajemy jasny sygnał, iż zależy nam na ekspresowej usłudze.
Aby dodatkowo przyspieszyć proces ubiegania się o dodatkowy zastrzyk gotówki, mile widziany jest także łatwy dostęp do wniosku. Ponadto niezwykle ważne jest nasze bezpieczeństwo. Mogłoby się wydawać, że taki idealny scenariusz jest nie do spełnienia, a jednak! Wystarczy skorzystać z bezpłatnej aplikacji internetowej, w której w mgnieniu oka złożymy wniosek, korzystając z zaszyfrowanego połączenia, które ochroni wprowadzane przez nas dane. Decyzje o przyznaniu pożyczki chwilówki wydawane są natychmiast – bez względu na dzień i jego porę. Pieniądze znajdą się na naszym koncie nieco wolniej, ale i tak w iście sprinterskim tempie – nawet w ciągu godziny między 8 a 18 od poniedziałku do piątku. Mamy różne potrzeby, a w zależności od nich interesuje nas mniejsza lub większa kwota pożyczki. Biorąc ją pierwszy raz, możemy liczyć na przyznanie dodatkowych 500 zł. Za drugim razem dostaniemy maksymalnie 800. Im więcej spłacimy pożyczek, tym większe będą dostępne dla nas pieniądze. Możemy liczyć nawet na 3000 zł! Jako wnioskodawcy nie musimy spełniać horrendalnych wymagań, aby otrzymać pomyślną wiadomość o decyzji przyznania nam pożyczki chwilówki. Jedyne co musimy to: być między 18 a 75 rokiem życia, mieszkać na stałe na terenie Polski, posiadać dowód osobisty i numer PESEL, być posiadaczem telefonu komórkowego oraz stałego i udokumentowanego miejsca pracy, a także zaakceptować warunki udzielenia pożyczki. Ponadto nie możemy mieć też negatywnych wpisów w bazie BIK. Ogólnie rzecz biorąc, cały proces ubiegania się o pożyczkę obejmuje cztery szybkie kroki: wypełnienie wniosku online, przelanie 1 grosza na konto pożyczkodawcy celem potwierdzenia naszej tożsamości, w ciągu godziny otrzymujemy gotówkę, otrzymujemy umowę pożyczki, którą podpisujemy i odsyłamy z powrotem. Weźmy pod uwagę też to, że pierwsza pożyczka jest całkowicie gratis, beż żadnych kosztów, po prostu spłacamy tyle, ile pożyczyliśmy… i jest OK!

Wybierz dobrego pożyczkodawcę

Nie każda pożyczka chwilówka może poszczycić się powyższą charakterystyką. Dlatego też należy bacznie przyjrzeć się ofertom poszczególnych firm zajmujących się tego rodzaju usługami finansowymi. Nic nie liczy się tak bardzo, jak brak ukrytych kosztów, czy to ubezpieczeniowych, czy telefonicznych i smsowych, indywidualne podejście do każdego klienta oraz najwyższy poziom dostarczanych usług i ich bezpieczeństwa. Dodajmy do tego międzynarodowe doświadczenie w obsłudze milionów klientów o podobnych potrzebach finansowych i możemy być pewni, że trafiliśmy pod dobry adres. Takie właśnie jest OK Money należące do koncernu DFC Global Corp. Jeśli skorzystamy z ich pożyczki chwilówki, będziemy mogli być pewni, że wszystko będzie OK.

niedziela, 21 września 2014

Wady i zalety kantorów internetowych.


Prężny rozwój serwisów służących wymianie walut sprawił, że w Sieci pojawiły się strony umożliwiające porównywanie ofert w wielu kantorach internetowych, a przede wszystkim ich weryfikację. Serwisy te określa się mianem porównywarek. Najbardziej znane porównywarki serwisów wymiany walut to m.in. kurencja.com, tanifranek.pl i strefawalut.pl.

Dlaczego warto skorzystać z tego typu portali? Czego możemy się z nich dowiedzieć?

Primo, lwia część serwisów zawiera podstawowe informacje o kantorach czy platformach wymiany walut. Dzięki porównywarkom możemy dowiedzieć się o lokalizacji określonego kantoru, jego statusie prawnym, od kiedy działa, w jakich godzinach działa, ile wynosił kapitał zakładowy. Znajdziemy również dane teleadresowe takie jak numer telefonu czy adres e-mail. Zdarza się, że korzystając z porównywarek, możemy zapoznać się z ofertą danego kantoru. Z reguły jednak jest ona niepełna. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że te dane są z rzadka aktualizowane, dlatego dobrze jest je jeszcze zweryfikować w innym źródle.

Secundo, w porównywarkach platform wymiany walut możemy zostawić swoją opinię o danym kantorze, jak i przeczytać, co o danej jednostce sądzę inni. Co z pewnością pomaga odsiać ziarno od plew i wybrać najlepszą platformę. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że skrajne wartości bardzo zaburzają średnią oraz, że komentarze mogą być tworzone przez pracowników kantoru albo ludzi pracujący na jego zlecenie.

Priorytetem serwisów do porównywania kantorów internetowych jest zamieszczanie informacji o aktualnych kursach oraz spreadach. Mimo że jest to, w większość porównywarek, podstawowa funkcja, okazuje się być jednak zawodna i może zdarzyć się, że nie widzimy rzeczywistej oferty danego kantoru. Z czego to wynika?
  • serwisy nie „ściągają” na bieżąco kursów, które stanowią ofertę kantorów
  • niektóre kursy, które można zobaczyć w porównywarkach, to promocje (np. zerowy spread przy odpowiednio niskiej kwocie – równowartości czterystu euro)
  • niektóre kursy, które są prezentowane w takich serwisach, to kursy dostępne tylko dla bardzo dużych transakcji
  • część porównywarek oferuje serwisom wymiany walut promowane, wyższe miejsca w rankingu
  • oferty nie wszystkich serwisów są dostępne w zestawieniu portali do ich porównywania
  • rozbieżność pomiędzy kursem prezentowanych w porównywarce a kursem realnym może także wynikać z odstępu czasowego od ostatniej aktualizacji w określonym kantorze.

Wymienione wyżej punkty są dowodem na to, że do tego, co jest prezentowane przez serwisy do porównywania kantorów internetowych, należy podchodzić z dystansem i zdrową dozą krytycyzmu. Stwierdzenie jakoby korzystanie z tego typu serwisów było bezsensowne, jest z pewnością sporym nadużyciem. To z pewnością jest przydatne narzędzie, trzeba tylko pamiętać o jego ograniczeniach, weryfikując dostępne tam informacje.


Artykuł został przygotowany we współpracy z kantorem internetowym Liderwalut.pl – Wymiana walut online.- Infolinia:+48 58 5000 108

czwartek, 18 września 2014

Warto od czasu do czasu zrobić porządek w portfelu!


Jesień to dobra pora na porządki, mimo że „jesienne porządki” nie brzmi tak dobrze jak „wiosenne porządki”. Schyłek lat i ostatnie promienie słońca dobrze byłoby efektywnie wykorzystać, zanim zapadniemy w zimowy marazm. Dla mnie przełom wrześni i października od lat rozpoczyna nowy rok, jakoś w Sylwestra nie czuję powiewu świeżości. A piękną, złotą, polską jesienią i owszem. Jako że blog ten traktuje o finansach, to nie będę pisać o praniu firanek, ale o porządkach w portfelu.

Na początek proponuję wyrzucić całą zawartość portmonetki na stół. Zapewne to, co w niej się znalazło, niejednego zaskoczy. Standardem jest dla mnie odnajdywanie paragonu, który kilka miesięcy był na gwałt potrzeby, czy „zgubionych”, cennych drobiazgów. Nie mówiąc już o przeterminowanych karnetach, kartach rabatowych, skasowanych biletach komunikacji miejskiej, od wieków nieużywanych kartach bankowych czy wizytówkach, do których nie jestem w stanie w swej głowie przyporządkować twarzy. Ciężko mi powiedzieć, czy to kobiety czy jednak mężczyźni mają bardziej wypchane portfele. Być może kiedyś taki obrazek budził respekt, dzisiaj coraz więcej towarzyszy mu uśmiech politowania. Pokaż mi swój portfel, a powiem Ci, kim jesteś – zdaje się być niewypowiedzianym tłem i to niezależnie od płci.

Najwyższy czas przejść do meritum. Opowiedzieć parę słów o tym, jak szybko i efektywnie zrobić porządek w portfelu.

Po pierwsze, dokładny przegląd. Być może paragony nadają się tylko do kosza, bo nic już na nich nie widać. Być może karty rabatowe są już nieaktualne. Być może używasz tylko jednej z trzech kart debetowych. Być może refleksja spisana parę miesięcy temu na serwetce dzisiaj już nic dla Ciebie nie znaczy. Zrób dokładną inwentaryzację tego, co znalazło się na stole.

Po drugie, nie miej litości. Jak porządki, to pełną parą. Jeśli nawet nie wiedziałeś, że w portfelu masz wizytówkę dr Jana Chmiela, to nie zachowuj jej, bo kiedyś może się przydać. Wyrzuć ją do kosza. Jeżeli od kilku miesięcy nie używasz karty kredytowej, zastanów się, czy z niej nie zrezygnować. Tym bardziej, jeżeli jej prowadzenie wiąże się z jakimiś opłatami. I tak dalej, i tak dalej.

Mając pod ręką smartphone, naprawdę możemy mieć w portfelu tylko to, co niezbędne. Podstawowe dokumenty (zastanów się, czy musisz nosić je wszystkie), kartę debetową i trochę gotówki. Uwierz mi się, że skórzany, minimalistyczny portfel robi bardzo dobre wrażenie, nie wspominając już o braku efektu wypchania kieszeni w męskich spodniach.

Zaczynając od porządku w portfelu, łatwo można przejść do porządków w domowych finansach. W końcu, jak to mówią, najtrudniejszy jest pierwszy krok.

sobota, 13 września 2014

Budżet państwa: wpływy z mandatów za 2013 rok; prognozy i wplywy z fotoradarów za 2014.

Po ostatnim wpisiena temat ogólnego zachowania policji w Polsce, czyli, moim skromnym zdaniem, ewidentnego nastawienia nie na bezpieczeństwo obywatela, ale na jego łupienie, zadałem sobie trochę trudu, by dotrzeć do informacji na temat tego na ile średnio władza obciąża nas takimi nieprzewidzianymi niespodziankami.

Dotarłem do informacji na temat 25% wzrostu planowanych wpływów budżetowych z tytułu mandatów i grzywien w budżecie za rok 2013. Była to suma ca. 20 miliardów zł, w porównaniu z 16 miliardami z roku poprzedzającego. 



Co to oznacza? Oznacza to, że każdy obywatel Rzeczpospolitej Polskiej, średnio, wliczając w to sędziwych dziadków jak i noworodki średnio został ukarany przez naszą czcigodną władzę w tym jej bohaterskich funkcjonariuszy, mandatami, karami, grzywnami, itp. za sumę ca. 526 zł.

Można szacować, że i w tym roku rząd pragnie ukarać każdego z nas na średnio nieco ponad 500 zł.

W roku 2014, co już nieoficjalnie wiadomo same wpływy do budżetu państwa z fotoradarów wyniosą 120 milionów zł, a jest to zaledwie jeden element układanki. Kierowcy oprócz, młodzieży.... o czym pisałem między innymi w artykule...

(...) „oszczędna” armia



...są oczywiście ulubioną grupą na celowniku władzy dbającej o „domknięcie budżetu”.

czwartek, 11 września 2014

Piotr i Paweł - supermarket dla snobów?

Jakiś czas temu dyskutowaliśmy o supermarkecie Kaufland i opinie są podzielone, z lekką przewagą głosów pozytywnych. Przypominam, że w moim mieście Kaufland ma opinię sklepu dla ludzi biednych, o słabej jakości produktów, natomiast na drugim krańcu plasuje się Piotr i Paweł. Napiszę co nieco o tym.

Ceny w Piotrze i Pawle są zauważalnie wyższe od cen kauflandzkich, ale z reguły nie aż tak radykalnie. Szacuję, że średnio o ok. +5%. Naturalnie zdarzają się ceny naprawdę okazyjne oraz kompletne kurioza cenowe (na małym oleju lnianym 250g zobaczyłem cenę o 30% wyższą niż u konkurencji – szok!). W praktyce należy po prostu patrzeć na cenę produktu i unikać rozczarowań.
Jeszcze niedawno kupiłem w Piotrze i Pawle cały bagażnik (dosłownie i w przenośni) wody Primavera, ponieważ akurat była promocja i wychodziło najtaniej w mieście (poniżej 3 zł za 6 litrów). Warto wspomnieć, że ostatnio dostałem ekstra gadżety promocyjne i szkło do zakupionego sześciopaku regionalnego piwa dla koneserów ;-)

Dosyć wymieniać, supermarket nie jest aż taki strasznie drogi, zwłaszcza z kartą rabatową 3-5% przy progu zakupów 50-100 zł.



Położenie nieco na skraju miasta i dalej od osiedli sprawia, że tzw. menelstwo po prostu nie dochodzi do mojego okolicznego PiP mając po drodze Kaufland i Tesco.  

Sklep jest czysty i zadbany, pilnowany przez widoczną, umundurowana ochronę.
W efekcie czasem robię zakupy w Piotrze i Pawle, mimo iż w mojej okolicy ma opinię sklepu drogiego i dla snobów. Czynnikiem decydującym czasem jest brak czasu. Sklep jest pustawy zazwyczaj i kolejki są minimalne, o ile w ogóle są, a ja czasem mam bardzo mało czasu, który do tego jest dość cenny (moje blogi piszę na pewnego typu bezproduktywnych dyżurach oraz późno po godzinach, także nie marnują mi one czasu, a są rozrywką i źródłem kontaktu z fajnymi ludźmi).

Podsumowując, nie ma z tą siecią handlową dramatu konsumenckiego, ale lepiej dokładnie patrzeć na ceny i porównywać z konkurencją. W PiP zwłaszcza przy produktach specjalistycznych lubią nieźle przesadzić na marży. Robienie większych i częstych zakupów w Piotrze i Pawle nie ma sensu bez założenia karty rabatowej.

P.S. Prowadzę także minibloga konsumenckiego:

pin i zielony


Polskie pospolite ruszenie lub polska gwardia narodowa? ...czyli „oszczędna” armia.

W kontekście ostatnio toczącej się wojny między separatystycznym Donbasem a Ukrainą z wyraźnym pomrukiwaniem rosyjskiego niedźwiedzia w tle niektórzy politycy, publicyści, itp. spojrzeli na naszą wspaniałą armię i doszli do wniosku, że... właściwie jej już nie ma. Polska na własne życzenie pozbyła się klasycznego wojska ograniczając siły zbrojne do korpusu ekspedycyjnego, który nie jest w stanie nawet pełnić tak podstawowego zadania jak ochrona własnej infrastruktury i służba wartownicza.... tę rolę pełnią obecnie zewnętrzne firmy ochroniarskie.

Tak czy inaczej... na wschodzie więc wrze, a mi mamy u siebie niezły bajzel... jest gorzej niż źle, nasza kadra polityczna znów pokłada nadzieję w zachodnich sojusznikach. Nie muszę dodawać, że takie podejście to jest podejście obiboków, co na lekcjach historii w szkole dłubali w nosie... co najwyżej. Poleganie na zachodnich sojusznikach przerobiliśmy w 1939 roku, potem w 1944 i wiemy jak ono wygląda.

Tu i ówdzie zatem pojawiają się różne pomysły odwołania się do patriotyzmu młodych ludzi i stworzenia nowej Armii Krajowej, która w razie wkroczenia Ruskich miałaby podejmować działania obronno-partyzanckie. Ktoś inny mówi o lokalnej Gwardii Narodowej i naborze, szkoleniu ochotników wyposażonych w przenośnie wyrzutnie rakiet.

Ta cała ochotnicza, amatorska zbieranina młodych ludzi miałaby bronić Kraju.

To jest jednak bzdura – jeśli patrzę na młodych ludzi, widzę grupę, która nie tylko nie identyfikuje się ze swoim krajem, myśląc o jak najszybszym czmychnięciu do UK, ale dużą grupę, która Państwo Polskie traktuje wręcz jak wroga!

To co piszę nie jest przesadą, a jest wręcz uzasadnione!



Wczoraj pisałem o zachowaniu Policji, koło mojej firmy – robiącej klasyczną łapankę. Tutaj: 

Policja, drogówka…


1. Jakiś czas temu młodszy kolega z mojego rodzinnego Lubina opisał mi swoją przygodę: Po wyjściu ze sklepu w wietrzny dzień zwinął paragon i chciał wrzucić go do śmieci, z powodu powiewu paragon trafił jednak na chodnik a nie do kosza. Drogę mu zajechał patrol dzielnych policjantów, przebywających gościnnie u nas, z Legnicy i wystawili mu mandat za zaśmiecanie. Argumentacje, że to przypadek zbili tym, że jak ci się nie podoba to Sąd Grodzki i tam szczeniaku popłyniesz...

2. Inny młody kolega przechodził przez przejście na pieszych... na zielonym świetle. Jednak zielone światło szybko zamieniło się na czerwone, kiedy był mniej więcej na środku jezdni. Dzielni policjanci wyskoczyli zza winkla i wręczyli mu mandat za przejście na czerwonym. Na nic tłumaczenia. To jest częsta praktyka odważnych macho w mundurkach, nawet na FB widziałem historię chłopaka z Poznania sądzącego się któryś raz w sadzie dokładnie o to samo... Biedak nie odpuścił.

3. Dopiero co usłyszałem historię syna znajomej, który został ukarany za picie piwa na przystanku. Oczywiście tego nie robił, natomiast na przystanku pod ławką stała niedopita butelka trunku. Trzech rosłych policjantów szybko, sprawnie i bohatersko otoczyło chuderlawego nastolatka jadącego na zajęcia pozalekcyjne "nakłaniając go" do przyjęcia mandatu...

Takich historii można by mnożyć, ja zwracam uwagę tylko, że ta Policja, która powinna rzekomo nas chronić nosi w czapce orla z koroną, to funkcjonariusze Państwa Polskiego, reprezentujący te Państwo na co dzień. Taka pierwsza instancja kontaktu młodego człowieka z Polską...


I jak tu człowiek młody ma czuć dumę na widok munduru, orła w koronie, mieć chęć obrony Polski, kiedy jest tak szykanowany przez funkcjonariuszy tego państwa? Do tego dochodzi widok polityków, którzy jeszcze za swoją niekompetencję otrzymują awanse. Mamy taki orwellowski folwark zwierzęcy, gdzie rządzi elita ze swoimi psami łańcuchowymi w postaci wszelakich rozrośniętych służb, przeznaczonych do nękania obywateli już od najmłodszych lat...

Słabo tu widzę ten mityczny grunt na którym ma rosnąć patriotyzm!

Kto ma tego bronić w razie „niezapowiedzianej wizyty Putina”? „Oszczędna” armia, bez porządnego uzbrojenia, za to z duchem bojowym, którą sobie umyślili różni patrioci-filozofowie od siedmiu boleści? Skąd ta armia miałaby się rekrutować... bo jakoś chętnych nie widzę!

poniedziałek, 1 września 2014

Wszystko jest dla ludzi.

Naczelną regułą moich blogów od jakiegoś czasu jest zdecydowana rozprawa z hejterami. Nie po to robię coś po godzinach by dać poletko do wyżycia się dla nienawistnych krytykantów, choć czasem te komentarze są na swój sposób inspirujące i zachęcają mnie do dalszej twórczości. Na niektóre mimo wszystko odpowiadam.

Tym razem jakiś mądrala wyłożył mi swoje żale, jaki to jestem be, że publikuję posty sponsorowane na temat pożyczek. 

Co mam powiedzieć. Kiedy opublikowałem post na temat e-papierosów odezwały się posty jaki to jestem zły, że w ogóle piszę o paleniu (promuje nałóg). Recenzje kilku ulubionych koneserskich piw oraz następujący po nich artykuł na temat szkła 'barowego' poskutkowały rewią hejtu oraz insynuacji 'alkoholowych', tym bardziej, że artykuł jakiś czytelnik podlinkował ma popularnym forum jedynej słusznej gazety. I tak dalej... i tak dalej... Co by nie napisać, jakiego postu eksperckiego by nie przyjąć, zawsze się komuś nie spodoba. Gdybym chciał wszystkim dogodzić najpewniej musiałbym niezwłocznie skasować bloga. Ludzie... bez żartów ;-).

Cóż ja mam wam powiedzieć, powiem to czego się już domyślacie. Wszystko jest dla ludzi!

Dla ludzi są papierosy, dla ludzi jest alkohol, dla ludzi jest czekolada i słodycze, dla ludzi są durne filmy w TV oraz medialna „poranna owsianka” w stylu „kłamanie na śniadanie”. W programach ostatniego typu ostatnio jest nawet moda na blogerów, swoją drogą. Zauważyliście to?


Oczywiście, że jako bloger oszczędnościowy zawsze mówię, by jeśli to możliwe, najpierw oszczędzać, potem wydawać. Naturalnie, że mówię, by zachować podwójną ostrożność i mierzyć siły na zamiary, kiedy bierzecie kredyt. Z całym zdecydowaniem mówię, by powstrzymać czasem swoje konsumenckie zapędy i unikać brania produktu na raty, co także jest forma pożyczki!

Czy jednak ja mam gruntownie potępiać osobę, która potrzebuje pożyczki, kredytu, albo zakupu na raty? Czy ja jestem jakimś przewodnikiem duchowym, by kogoś umoralniać? Czy mam potępiać tych czytelników, którzy kiedykolwiek pożyczyli pieniądze w lombardzie, dzięki „chwilówce”, itp. Są różne sytuacje życiowe i kto wie w jakiej mi czy Tobie – drogi Czytelniku - przyjdzie się znaleźć.

Jestem zwykłym blogerem-autorem, który sobie pisze na tematy oszczędnościowe i omówione zostaną u mnie różnego typu rozwiązania finansowe, na których temat będę miał ochotę się wypowiedzieć, a także opublikowane zostaną u mnie wszelkie wpisy eksperckie które uznam za sensowne. 

Wszystko jest dla ludzi!



czwartek, 28 sierpnia 2014

Właściwy wybór produktów finansowych to też oszczędność.

Jednym z aspektów oszczędzania jest właściwy wybór produktów, na które przeznaczymy nasze pieniądze. Rozsądny wybór może uchronić nas przed niepożądanymi stratami. Tak samo jest z produktami finansowymi. Wybierając bezpieczne produkty finansowe oferowane przez solidne i uczciwe instytucje, wiemy, jakie poniesiemy koszty i nie zostaniemy w przyszłości obarczeni dodatkowymi, ukrytymi, o których wcześniej nie było mowy.


Rynek finansowy zapełniony jest po brzegi ofertami różnorodnych produktów finansowych. Banki, spółdzielcze kasy oszczędnościowe oraz firmy pożyczkowe zasypują nas reklamami we wszystkich mediach, proponując swoje produkty i usługi, objęte różnymi promocjami, które skusić nas mają to skorzystania z nich. Często odwołują się do naszych emocji, którym jednak nie powinniśmy dać się ponieść. Dlatego też przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji warto prześwietlić interesującą nas instytucję pod kątem bezpieczeństwa.

Kredyty i pożyczki


Podczas zaciągania kredytu lub pożyczki bezpieczeństwo zapewni nam przede wszystkim zdrowy rozsądek. Powinniśmy wybierać takie produkty finansowe, które nie zaskoczą nas w przyszłości dodatkowymi i niemałymi opłatami. Nie możemy też żyć stale na kredyt, biorąc na swoje barki coraz to kolejne zobowiązania finansowe, gdyż to nie sprzyja stabilności. 


Jedną z bolączek dzisiejszego polskiego świata finansowego są nagłe, niespodziewane wydatki, które zdarzają się każdemu, nawet osobom, które planują swój budżet rozsądnie. Nie każdy ma bowiem podręczne rezerwy finansowe, z których może w takiej sytuacji skorzystać. Jeśli posiadamy lokaty, konieczność sięgnięcia do znajdujących się na nich pieniędzy oznacza zwykle utratę odsetek. W takiej sytuacji wyjściem może okazać się pożyczka krótkoterminowa, zwana chwilówka, którą spłacimy, jak tylko dostaniemy wypłatę. W przypadku tego typu pożyczki decyzja kredytowa zapada bardzo szybko, gdyż formalności zredukowane są do niezbędnego minimum. Pieniądze można otrzymać tego samego dnia.

Inwestowanie


Jeśli mamy pieniądze i decydujemy się na inwestycje, też musimy podejść do tematu rozsądnie i ostrożnie. Przede wszystkim nie powinniśmy przeznaczać całości naszego kapitału na jeden produkt finansowy. Akcje oraz fundusze inwestycyjne należą do najbardziej ryzykownych inwestycji, na których można nie tylko zyskać, ale również stracić. Rozwiązaniem będzie tak zwana dywersyfikacja portfela inwestycyjnego, polegająca na wyborze kilku różnych produktów finansowych. Za część przeznaczonego na inwestowanie kapitału możemy kupić obligacje skarbowe, za kolejną część – jednostki uczestnictwa funduszu inwestycyjnego, a pozostałe pieniądze wpłacić na lokatę. Wtedy ryzyko strat będzie znacznie mniejsze.

Co jest ważne przy wyborze instytucji finansowej?

Umowy zgodne z prawem, wiarygodność i przejrzyste zasady


Solidne i poważne firmy funkcjonują zgodnie z obowiązującym w kraju prawem. Zarówno ich regulaminy, jak i sporządzane dla klientów umowy oparte są o polskie prawo i zgodne z wytycznymi GIODO. Dlatego też nie znajdziemy w nich żadnych zapisów i klauzul, które są sprzeczne z prawem.

Instytucja z prawdziwego zdarzenia, to taka, której działalność jest jawna. Musi to być firma, która działa jako zarejestrowany podmiot. Możemy też sprawdzić, od kiedy jest ona obecna na polskim rynku i czy należy do większej, liczącej się grupy finansowej, jak na przykład firma Dollar Financial Group z produktem Kyzoo.pl.

Poważny podmiot, nie ma też powodów do ukrywania i tuszowania jakichkolwiek informacji. Warunki korzystania z oferowanych przez niego produktów przeczytamy nie tylko w napisanej zrozumiałym językiem umowie, ale również na stronie internetowej, gdzie zamieszczone będą kalkulatory oraz pełne tabele opłat.

Pomoc ze strony profesjonalnych doradców


Solidne firmy chętnie udzielają klientom pomocy merytorycznej, gdy tylko pojawiają się jakieś pytania lub wątpliwości. Posiadają biura obsługi klienta w formie stacjonarnej w placówce, jak i telefonicznej w postaci infolinii. Zadaniem doradców i konsultantów jest udzielenie odpowiedzi na każde pytanie.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Oceniamy po wyglądzie: jak ubrać się na rozmowę kwalifikacyjną?



Chociaż od dziecka wpajano nam, że wygląd nie jest najważniejszy, to i tak wszyscy wiemy, że zawsze choć trochę oceniamy ludzi na podstawie ich cech zewnętrznych. Trudno tego nie robić, ponieważ zwykle to właśnie wzrok odbiera pierwsze bodźce, zanim jeszcze wejdziemy w interakcję z drugą osobą. Z tego powodu bardzo ważne jest, aby odpowiednio ubrać się na rozmowę kwalifikacyjną.

Artykuł powstał we współpracy z:



Kolorowy zawrót głowy

Nie od dziś wiadomo, że kolory potrafią wywoływać emocje. I tak np. czerwony może wywołać irytację czy agresję, warto więc zrezygnować z sukienki lub krawata w tym kolorze, jeśli wybieramy się po wymarzoną posadę.

Pozostałe intensywne kolory też lepiej zostawić w szafie. Na rozmowie kwalifikacyjnej najlepiej sprawdzą się stonowane barwy, takie jak czerń, szarości, błękity, beże i biel.

Elegancko jak na… maturę?

Powiedzieliśmy już o kolorach. Wśród nich wymieniliśmy czerń i biel. Choć kolory te są zdecydowanie mile widziane, to należy jednak uważać, żeby wyglądać jak dorosła osoba ubiegająca się o pracę, nie zaś jak uczeń, który idzie na szkolną akademię – w końcu chcemy być potraktowani poważnie.

Dla wielu osób granica pomiędzy elegancją, a wyglądem szkolnym jest niemal niezauważalna, jeśli więc jesteś jedną z tych osób, lepiej wybierz koszulę w kolorze innym niż biały.

Ostrożnie z dodatkami!

Dodatki mają sprawiać, że będziemy wyglądać ładniej. Jednak przebranie się za choinkę, nikomu nigdy nie pomogło zdobyć pracy. Panie powinny więc pamiętać, że duże kolczyki, kilka sznurów korali, brzęczące bransoletki na ręce oraz kolorowa torba to nie najlepszy zestaw.

Panowie nie mają tendencji do ubierania na siebie wielu dodatków, powinni jednak zwrócić uwagę na kilka drobiazgów:
  • Krawat powinien kolorem pasować do reszty ubrania, fikuśne wzory są absolutnie niewskazane.
  • Pasek musi mieć ten sam kolor co buty.
  • W niektórych branżach dopuszczalne jest założenie marynarki do jeansów, jeśli jednak zdecydujemy się na taką stylizację, pamiętajmy aby zrównoważyć jej lekkość eleganckim zegarkiem lub koszulą.

Wszystko to może wydawać się drobnostkami, jednak to właśnie detale potrafią odciągnąć uwagę od tego co mówimy.

Panie mają odrobinę bardziej skomplikowane zadanie. Jednak jeśli będą przestrzegać kilku podstawowych zasad, na pewno wypadną profesjonalnie i wiarygodnie:

  • buty nie mogą odkrywać palców i pięt,
  • spódnica musi zakrywać uda,
  • należy unikać głębokich dekoltów i odsłoniętych ramion,
  • rajstopy nie powinny mieć wzorków,
  • makijaż utrzymujemy w naturalnych kolorach.

 Kiedy już przygotujemy strój na rozmowę kwalifikacyjną, powinniśmy zająć się przygotowaniem tego co powiemy i w jaki sposób. Pamiętajmy, że odpowiedzi na podstawowe pytania warto przećwiczyć wcześniej w domu.

sobota, 9 sierpnia 2014

System komentarzy Disqus na Racjonalnym Oszczędzaniu!

Domyślny system komentarzy Bloggera był jedną z moich przyczyn przejścia na własny hosting, co tu dużo mówić, jest on niezbyt „doskonały”. Przez ostatni rok glównej aktywności na własnych hostingach maksymalnie ograniczyłem możliwość komentarzy tutaj, jednak w końcu postanowiłem to zmienić i dzisiaj na dobre zainstalowałem na Racjonalnym Oszczędzaniu system Disqus, który sprawdził się już na moich dwóch innych blogach archiwalnych

Archiwum... no tak, fakt, że Blogspot traktuję w tych kategoriach bynajmniej nie oznacza, że blogspotowe adresy www poszły u mnie w odstawkę. Blogami się opiekuję, cały czas są dla mnie przydatne jako zaplecze. Dorobek tego adresu www jest faktem, któremu nie ma co zaprzeczać, dlatego utrzymuję go w stanie aktywnym. Dawne posty są wciąż cennym zasobem i bynamniej na razie nie mam zamiaru przenosić ich gdzie indziej.

Sam blog Racjonalne Oszczędzanie przeszedł dość gruntowny "remont" w celu zwiększenia jego użyteczności dla Googlowiczów i moich Czytelników. Jest to pełnowartosciowa część mojego dorobku i porządny kawałek blogerskiej historii.


Jak działa Disqus? Dość prosto od strony użytkownika. Poza mozliwością komentarzy z konta Google jak dotychczas mamy mozliwość:
- logowania z Facebooka
- logowania z Twittera
- logowania z Disqus
- pisanie jako użytkownik bez rejestracji nick/e-mail, przy czym e-mail może być fikcyjny (jak pisać bez jakiejkolwiek rejestracji widać na obrazku powyżej), choć ja i tak widzę IP osoby komentującej.

Oczywiście włączam opcję pre-moderacji jako ochronę przed spamem i hejtem oraz moderację linków.

O mojej polityce linkowania można przeczytać tutaj:

Komentarze na blogach. Dopuszczać opcję nazwa/URL czy nie?

 


czwartek, 31 lipca 2014

Tanie latanie: walizka droższa niż bilet? Sprawdź, jak oszczędzać na podróżowaniu.

Sezon urlopowy to czas odpoczynku, wymarzonych wyjazdów i ... wydatków. Zaplanowane przez nas wcześniej wakacje wiążą się z niemałymi kosztami, jednak istnieją sposoby na ich ograniczenie. Nie muszą się one wiązać z dużymi wyrzeczeniami, wystarczy umiejętne wykorzystanie okazji i wzmożona czujność. 


Podstawowe wytyczne
Podczas wyboru biletu kierujemy się zwykle różnymi kryteriami – ceną, trasą lotu, marką linii lotniczych, ale też okazjami. Jeśli planujemy nasze wakacje dużo wcześniej, jesteśmy w komfortowej sytuacji, gdyż rezerwując bilety z pewnością zapłacimy mniej. Ceny rosną w okresie wakacyjnym i świątecznym, więc warto zadbać o kupno biletu z odpowiednim wyprzedzeniem. W przeciwnym wypadku, będziemy zmuszeni zapłacić więcej, bądź stale śledzić pojawiające się okazje – a te znikają naprawdę szybko.
Jeśli trafimy na taką wyjątkową okazje, zwykle nie mamy możliwości wstępnej rezerwacji, a jedynie natychmiastowego kupna biletu. Wówczas przydaje się szybki zastrzyk gotówki prosto na konto – taką możliwość dają nam pożyczki internetowe.
Triki na tanie latanie
Dobrymi sposobami, dzięki którym stale możemy monitorować ceny biletów jest zapisanie się do subskrypcji newsletterów linii lotniczych, korzystanie ze stron porównujących ceny i oferty np. pasazer.com.
Metodą, która wymusza na nas większą czujność jest szukanie błędów tzn. w sytuacji gdy przewoźnik nie zmienił waluty, możemy bardzo skorzystać i zapłacić 300 zł za bilet o wartości 300 Euro.
Czasami warto porównać oferty tanich linii lotniczych ze standardowymi, bo w obu przypadkach możemy natknąć się na niemałe promocje. Ponadto dobrze jest śledzić regularne akcje linii lotniczych. Lot oferuje np. "Szalone środy", kiedy w godzinach od 18:00 do 23:59 możemy kupić bilety na najbliższe terminy tańsze nawet o 50%. 

Logistyka latania
Najtańsze bilety dotyczą głównie lotnisk położonych peryferyjnie, dlatego zawsze należy sprawdzić, jak kształtują się stawki za bilety autobusowe z lotniska do centrum. Jeśli są wywindowane, ta opcja nie będzie dla nas korzystna. W końcu szukamy najtańszych rozwiązań i nie chcemy narażać się na dodatkowe koszty.
Innym sposobem jest wybieranie lotów z przesiadkami. Łącząc loty tanich powoźników możemy zapłacić za bilet nawet 70% mniej za bilety na Wyspy Kanaryjskie. Pamiętajmy jednak, że różnica między czasem odlotów powinna wynosić przynajmniej 2 godziny. Nie unikniemy bowiem sytuacji losowych i ewentualnych opóźnień, a przecież nikt z nas nie chce utknąć na drugim końcu Europy, bo spóźnił się na samolot.  

Problematyczna kwestia bagażu
Jeśli chodzi o bagaż podręczny, jego wymiary i waga są ściśle określone u każdego z przewodników. Zwykle bagaż podręczny zamyka się w przedziale od 6 - 10 kg. Dodatkowy bagaż można wykupić, ale nie zawsze jest to opłacalne. Jeśli wyjeżdżamy na wakacje, nie mamy dużego wyboru. Natomiast w przypadku dłuższego wyjazdu, lepiej jest skorzystać z usług pocztowych lub kurierskich. Nadanie paczki z bagażem w miejsce naszej destynacji może okazać się nawet 80% tańsze od wykupu dodatkowego bagażu razem z biletem lotniczym. 

Strony, które warto śledzić
Jeśli podróże samolotem to nasz chleb powszedni, z pewnością mamy karty lojalnościowe przewoźników, dzięki którym dostajemy dodatkowe zniżki. Jeśli latamy rzadziej, warto śledzić strony porównujące oferty i ceny biletów. Prócz wcześniej wspomnianego pasazer.com, dobrze jest zaglądać na strony www.fly4free.pl, www.loter.pl czy www.skyscanner.pl. Dużo praktycznych porad znajdziemy również w poradniku podróżniczym. 

W kilka dni dookoła Ziemi
 
Jak się okazuje, latanie samolotem może być nie tylko szybkie, ale też tanie. Warto więc przyglądać się ofertom linii lotniczych i nie bać się eksperymentów w postaci łączenia lotów. Śledzenie podniebnych okazji polecamy wszystkim, którzy wybierają się za granicę. Jeśli jesteśmy fanami podróży, możemy za nieduże pieniądze zwiedzić kawał świata.