sobota, 14 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #4 Szczypior czosnkowy

Dziś ciąg dalszy mojego cyklu o balkonowym ogrodzie, który Wam się tak spodobał. Wreszcie wyrósł czosnek, który niedawno zasadziłem, puścił długie, zielone liście, czyli szczypior czosnkowy, który Ci z gorąco polecam, jeśli lubisz czosnek i jego aromat.


Szczypior czosnkowy jest ostrzejszy niż szczypior cebulowy,  ma oczywiście smak i lekki zapach czosnku. Rewelacja.

Jak się zabrać do rzeczy? Kup główkę czosnku, ale takiego, który puszcza już zielone końcówki, zalążki liści. Rozdziel główkę na ząbki, jeśli jakiś ząbek wykazuje ślady pleśni, zepsucia, to go wyrzuć. Resztę ząbków rozsadź w doniczce.

Po kilku dniach ząbki się ukorzenią i zacznie rosnąć szczypior!

Powodzenia!

Zapraszam do poprzedniego wpisu:

Ogródek na balkonie #3. Sadzimy imbir, sadzimy por (z kawałka korzenia)

Kiedy się wzbogacił, nie chce już rozmawiać z dawnymi kolegami

W tamtym tygodniu byłem w pubie z jednym z dawnych znajomych. Kolega nie specjalnie jest ustawiony, szkół nie pokończył, kariera mu nie wyszła, nie wiedzie mu się finansowo (ale też nie ma jakiegoś dramatu). Ja natomiast mam pracę, nie abym się chciał przechwalać, ale jednak znacznie lepiej mi się powodzi finansowo.

Nie widzę jednak problemu odezwać się, spotkać się, zamienić parę słów, wymienić kontaktami, pójść razem do pubu. Luzik, zawsze fajne tematy mieliśmy, pośmiać się, pożartować.

Miałem jednak kiedyś innego kolegę, który był dość dobrym kumplem, ale zawodowo poszedł nieco inną drogą, udało mu się i szybko zarobił duże pieniądze. Super, ale...

Nie zdziwicie się, jeśli powiem, że kumpel stopniowo stracił zainteresowanie utrzymywaniem kontaktu ze mną i znalazł sobie "nowe towarzystwo". Nie... nic się nie stało, po prostu ja nie przystawałem już z moim poziomem portfela, ówczesnym levelem zawodowym, itp.  Nie jestem natrętny i jeśli ktoś nie chce, na kontakt nie naciskam - więc kontakt się urwał.

W sumie w kilku konfiguracjach, mniej lub bardziej podobnie pokończyły mi się jakieś inne znajomości.

Czasem też obserwuję w otoczeniu (np. jacyś dalsi wujkowie, itp.) podobne zjawiska. Kiedyś Kowalscy z Nowakami to byli super znajomi, zaprzyjaźnione rodziny, ale Kowalskim znacznie lepiej interes wyszedł i teraz się do poziomu Nowaków nie zniżają.

Tacy nowobogaccy już przecież się nie pojawią w towarzystwie zwykłych ludzi... No nie?

Takie życie. Taka Polska.

P.S. A jak to wygląda w Twoim życiu? Napisz w komentarzach!

czwartek, 12 kwietnia 2018

Herbata miodowa wlasnej roboty - mniszek lekarski

Ostatnio na blogu eko- i zdrowotnie, co się podoba większości znajomych, więc idziemy za ciosem. Właśnie byłem na małych darmowych zakupach. Mam wielką ochotę na herbatę miodową własnej roboty, a pojawił się w końcu jej główny składnik - mniszek lekarski.

Receptura jest prosta.

Nazbieraj mleczy, same czubki, bez łodyg.


Rozsyp na kartce albo gazecie na parapecie, chociaż na kilka godzin (w ten sposób pozbędziesz się małych czarnych żuków, które siedzą w mleczach)

Gotuj mlecze przez kilkanaście minut, możesz dodać odrobiny cukru albo miodu.


Zlewasz do kubków, lub dzbanka przez sitko i delektujesz się pyszną herbatą o milionie pozytywnych właściwości zdrowotnych (dla mnie świetnie nadaje się jako napój na trening/siłownię/itp.).

Pozdrawiam!

środa, 11 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #3. Sadzimy imbir, sadzimy por (z kawałka korzenia)

Witam. Cieszę się, że zabawa w mini-eko-ogród balkonowy się Wam spodobała i nadaję kolejny materiał. Najpierw imbir - padło bowiem pytanie o imbir.

Idziemy do sklepu i przeglądamy kłącza imbiru. Jeśli imbir był pryskany to na wiosnę jest już zeschły i pomarszczony.


Jeśli imbir nie był pryskany chemią zapobiegającą kiełkowaniu, to puści takie zielone pąki. Taki imbir kupujemy. Odcinamy kłącze ze 2-3 cm w każdą stronę od nasady pąku (ale nie trzeba, można wsadzić całe stare kłącze do donicy). Potem cierpliwie czekamy, pąk na początku będzie rozwijał się bardzo powoli - ale odbije, spokojnie, wyrośnie ci własny imbir za jakiś czas...


Kolejna sprawa to por. Sadzimy pory. Końcówka pora wsadzona do ziemi na początku brzydko się zsycha. Wydaje się, że się nie udało, ma się ochotę wyrzucić doniczkę do kosza, a tu nagle pewnego ranka...


Zaczyna rosnąć nowy, młody por.... i co? Warto poczekać chwilę? W takich zabawach potrzeba po prostu spokoju i cierpliwości.

P.S. Poprzedni wpis: 


niedziela, 8 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #2

Minęło parę dni od mojego ostatniego wpisu "ogrodniczego"...

TUTAJ: Ogródek na balkonie - wykorzystaj "odpadki"

...i postanowiłem wrzucić zdjęcia, które pokazują jak szybko rośliny zaczynają sobie radzić. Pietruszka zaczyna wypuszczać nać, czosnek się zaaklimatyzował a kłącze imbiru chyba trzeba będzie przesadzić do większej doniczki.




Fajnie, że kilka osób zainspirowałem do tej zabawy. Kilkoro z was powiedziało mi, abym wspomniał o kolejnej zalecie zabawy w miejskiego ogrodnika.

Argument na dziś to: edukacja dzieci.

To jest pokazanie młodszemu pokoleniu mieszczuchów, że jedzenie nie bierze się z plastikowych opakowań z półek marketu, ale z pracy i ziemi, to fajne doświadczenie edukacyjne, które dodatkowo, choćby na chwilę może odciągnąć dziecko od komputera, tabletu czy smartfona...

Jeśli masz kolejne argumenty - pisz w komentarzach! Pozdrawiam!

czwartek, 5 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie - wykorzystaj "odpadki"

Idzie wiosna i czas coś "podziałać". Proponuję Wam zabawę w balkonowy czy parapetowy ogródek. Czy to takie oszczędne, że warte publikacji na blogu? Tak. Ma to sens. 


Po pierwsze to zajęcie bardziej konstruktywne i relaksujące niż tracenie czasu przed telewizorem czy na bezproduktywnym przewijaniu Instagrama, itp.


Po drugie wykorzystujemy tu de facto resztki warzyw, których nie wykorzystamy już w kuchni. Rozrośnięta cebula jest gorzka i sparciała, jakieś przesuszone pietruszki czy buraki (albo chociaż ich końcówki), nadają się tylko na śmietnik, a wsadzone do doniczki jeszcze puszczą świeżą nać czy botwinkę, itp. Jako donice można wykorzystać wszystkie pojemniki (zamiast je wyrzucać)


Po trzecie to rzeczywiście trochę kosztuje - jeśli pójdę do sklepiku obok i chcę codziennie kupić paczkę świeżej naci, lub szczypioru to wcale sumarycznie nie jest tak tanio.


Po czwarte i najważniejsze takie udane zabawy motywują do wzbogacenia swojej diety o zieleń i dużo warzyw. Moje zdrowie i kondycja znacząco poprawiły się po modyfikacji diety... a leki i lekarze też kosztują.

Co Ty o tym myślisz? Skomentuj!