środa, 29 maja 2013

Etatyzm czy anarchia. Kilka szybkich mysli politycznych w chwil przerwy...

Rozmyślam sobie dziś o polityce. Polskiej polityce. Nie... nie znajdziecie tu dzisiaj bicia po głowie tego czy innego polityka, lub optowania za jakąkolwiek partią. Mało mnie to w tej chwili interesuje - nie chce rozmawiać o sezonowych bannerach czy logach sitw politycznych, ale o całościowej wizji polskiej racji stanu.

Jeśli chodzi o geopolitykę Polska ma najgorsze z możliwych położeń geograficznych, praktycznie wykluczające istnienie samodzielnego państwa, chyba, że w pewnych szczególnych warunkach... o czym później...

Nie jesteśmy krajem 'naturalnym', w takim sensie jak Islandia, Dania, Italia, Grecja, Japonia czy Irlandia - wydajemy się być tymczasowym buforem, bytem umownym wrzuconym gdzieś na siłę na Równinie Środkowoeuropejskiej. Granic kraju nie tworzą od wschodu i zachodu żadne naturalne bariery, stąd w historii zawsze jesteśmy dogodnym terenem do przemarszu tej czy innej armii i do wytyczania tej czy innej linii frontu. Wojna na naszym terenie zdarzała się w historii dziesiątki razy i wydarzy się także w przyszłości. Nie ma szansy uniknięcia wojny na naszym terenie w przyszłości.

W przeszłości dzięki sprzyjającym okolicznościom zaistnieliśmy jako państwo, po wiekach rozkwitu Polska upadła, odrodziła się dzięki zbiegowi okoliczności na 20 lat zaledwie, następnie w tej czy innej formie dotrwała do czasów współczesnych, gdzie weszła w skład UE, de facto federacji niemieckiej, jednakże z pewnymi atrybutami i pozorami niepodległości. Europejska federacja pod nazwą UE jednak chwieje się w posadach i powstaje pytanie jaka jest przyszłość Polski i Polaków.


Generalnie przyszłość jest prawie żadna... jedyną szansą przetrwania Polski jest etatyzm, budowa silnego państwa narodowego, z silną armią, ale to bardzo silną, gotową w razie czego bez zająknięcia przelać krew (krew naszych sąsiadów... ma się rozumieć!), państwa mocnego, zdecydowanego a nawet agresywnego, takiego odbijającego Zaolzie, Drezno, Budziszyn, Wilno, Grodno i Lwów. Na równinie nieograniczonej geograficznie możemy przetrwać jedynie jako coś w rodzaju dobrze zorganizowanej hordy plemiennej. Albo zostaniemy państwem agresywnym, w pewnym stopniu nacjonalistycznym (w rozumieniu patriotyzmu I RP) z silną gospodarką, dyktującym warunki sąsiadom a w razie czego gotowym wysłać karną ekspedycję na Moskwę czy przyrąbać w Berlin nalotem dywanowym, albo w ciągu kilku, kilkunastu pokoleń znikniemy z kart historii. Nie ma innej alternatywy.

Każda osoba negująca w naszych warunkach etatyzm, istnienie silnego państwa polskiego jest (chcąc nie chcąc, siłą argumentów naturalnych) rusofilem chcącym odrodzenia Kraju Priwiślańskiego, albo Moechte-gerne-volks-Deutschem doszukującym się pruskich korzenie i marzącym o niechybnym połączeniu Kraju z przyszłą Rzeszą Niemiecką. Z dwojga złego wolałbym to drugie folksdojczowskie podejście, ale mam wątpliwości, czy na zachodzie za kilka pokoleń nie powstanie Euro-kalifat Saksonii i Chanat Branderburgii... bo na to się nieuchronnie zanosi. Przypuszczam, że jest możliwość, że to Niemcy będą szukać azylu na etnicznym obszarze polskim i asymilować się jak to przerabialiśmy w średniowieczu (przez co jesteśmy de facto narodem słowiańsko-germańskim).


Pytanie tylko czy jest siła polityczna w Polsce gwarantująca budowę silnego państwa i zdecydowany etatyzm? Nie ma niestety. PO to siła bezideowej i bezpaństwowej grupy interesu, destrukcyjna dla Polski. Różne frakcje eurokomuchów czy chłopów to dziecinada. PIS wydaje się być bliższy dążeniom etatystycznym, ale jednocześnie przyznaje się do socjalizmu - socjalizmu który skutecznie docelowo zniszczy każdy byt państwowy. Siły narodowe różnego typu są zdaje się bardziej zainteresowanie zaglądaniem ludziom w gacie i dochodzeniem czy napletek jest wystarczająco długi na Aryjczyka i czy uszy lub nos nie zdradzają niearyjskiego przodka 8 pokoleń wstecz, poza tym to także na ogół socjaliści, tyle że narodowi, słowem... błazenada nie służąca budowie silnego Państwa etatystycznego i agresywnego na zewnątrz, wewnątrz leseferystycznego, pobierającym swoje 10% podatku na Siły Zbrojne i katastrę na rzecz rozwoju sił policyjnych i obrony terytorialnej... i ani grosza ponad to... pozwalającego obywatelom się bogacić a Polsce rosnąć w siłę. Gromady Korwino-UPR-owskie i okoliczne są mocne w gębie i w pluciu jadem w necie, ale nie potrafią zbudować jakiejkolwiek realnej struktury, w związku z czym nigdy nie będą się liczyć w debacie publicznej.


Słowem. Jako Kraj mamy totalnie przerąbane. O ile nie zdarzy się jakiś kolejny Cud nad Wisłą. Krótkoterminowo emigracja... najlepiej do Argentyny, lub równie daleko od Europy... wydaje się dobrą alternatywą.

Długoterminowo... angażowanie się w budowę jakiś sił patriotycznych, etatystyczno-konserwatywnych i jednocześnie wolnorynkowych (a'la nacjonalistyczne UPR, ale bez korwinowskiego zamieszania) w rozumieniu radykalnego patriotyzmu I RP, w żadnym razie jednak nie w rozumieniu współczesnego katolickiego czy soc-narodowego nacjonalizmu. Obecnie każda istniejąca opcja polityczna, z kato-narodową włącznie, gwarantuje jedynie przyszły upadek Polski. Fikcja... takie coś na 95% nie będzie miało miejsca... dni Kraju nad Wisłą, tracącego resztki niezależności politycznej i ekonomicznej wydają się być policzone.


wtorek, 28 maja 2013

Mój pulpit na komputerze - identyczny od roku 1998... oraz coś o orientacji...

Właśnie zdałem sobie sprawę z jednego, prostego faktu. Niezależnie od posiadanego systemu operacyjnego klonuję wygląd swojego pulpitu na komputerze, który mam od roku 1998.


Niezłomnie klonuje także menu, którego używam. Twórcy systemów operacyjnych cały czas udziwniają i kombinują, użytkownicy - wbrew programistom i projektantom GUI - powszechnie dążą natomiast do jednego, standardowego układu, na którym się wychowali.


Na powyższych zrzutach ekranu macie moje biurko - sfotografowane w tej właśnie chwili. Każda próba wprowadzenia czegoś innego przez designerów systemów kończy się odrzuceniem przeze mnie ich układu, bądź przystosowaniem go do tego co oczekuję.


To samo dotyczy programów typu Office. Od dosowego AmiPro i Word 2.0 cały czas oczekuje identycznego zapewniającego maksymalną oszczędność czasu układu edytora tekstu i w chwili kiedy Microsoft zaczął kombinować ze zmienionym układem MS Office odbiegającym od klasyka - wyrzuciłem ten pakiet w cholerę na korzyść klasycznego LibreOffice, OpenOffice i AbiWord.

Jak widzicie... jestem zagorzałym tradycjonalistą, i żaden piewca nowoczesności i nowych słusznych form nie przekona mnie, ze to coś poniżej...


...jest lepsze od widoku w tym klimacie...


...ja po prostu wiem swoje i tyle! Wiem co dla faceta dobre. Za cholerę nie dam się przekonać do zmian orientacji!


Więc, niestety raczej nie załapię popierdólki w takim stylu....

A co wy o tym myślicie?

P.S.#1 Krotki artykuł o najnowszym Windows: http://lekki-linux.blogspot.com/2013/05/windows-dla.html


niedziela, 26 maja 2013

Oszczędzanie na darmowych odpowiednikach komercyjnego oprogramowania: GIMP raz jeszcze.

Kilka razy już na blogu proponowałem oszczędzenie na darmowych odpowiednikach komercyjnego oprogramowania - przykładem jest tu program GIMP, którego używam osobiście zamiast programu Photoshop, jednak zawsze w takich dyskusjach pojawiają się wnioski, które z mojej perspektywy - a myślę, że jestem dość częstym użytkownikiem programów graficznych, są po prostu nieprawdziwe.

Po pierwsze zestaw narzędzi i filtrów. Już kilkanaście sekund w wyszukiwarce pokazuje, że baza filtrów graficznych, skryptów i rożnych dodatków do tego programu jest imponująca. Narzekanie czytelników, którzy o idę o zakład, w codziennym użytku nie wykorzystają nigdy nawet 5 no powiedzmy 10% z nich, jest nietrafione.

Po drugie częsty argument o nieintuicyjności programu... cokolwiek taki argument może znaczyć... hmm... przypuszczam, że chodzi po prostu o to, że GIMP domyślnie rozbija aktywność na kilka niezależnych okien... co budzi konsternację typowego użytkownika Windows, czy przesiadkowicza z pirackiego Photoshop'a.... jest już nieaktualny!

Od GIMP 2.8 mamy bowiem tryb jednego okna, który możecie oglądnąć w działaniu na poniższym zrzucie ekranu:


Tak więc największa zmora przesiadkowiczów z pirackiej fotoszopy jest już za nami. Włącza się to w menu: Okna -> tryb jednego okna.

Po trzecie: Ja rozumiem doskonale, że większość ludzi boi się zmian i nauczenia czegoś nowego... stąd tyle narzekania... a to że pirat nagrany u kuzyna jest przecież za darmo... nie jest to argument do dyskusji na tym blogu. W poważnym, dorosłym życiu niestety za wszystko trzeba płacić. Piratować soft można było za szczawia... w firmie to się nie opłaca.


P.S. Na screenshocie widzicie jak przygotowuję fotkę do NOWEGO KONKURSU NA BLOGACH!!! Zapraszam serdecznie, pula nagród tym razem jest całkiem sympatyczna:

Ogłaszam konkurs Pro-Activ – pula nagród 69 zł!


Emigracja... jeden z czynników który zatrzymuje mnie w Polsce.

Wiele się kiedyś tu pisało na temat emigracji, jednak wiele z tych dyskusji zarchiwizowałem i zdjąłem z widoku publicznego... dlaczego? Otóż moje postulaty by Polacy w Kraju i Polacy na obczyźnie szanowali się nawzajem i nie pluli na siebie raczej spotkało się z eskalacja hejtów, pyskówki i wzajemnej niechęci dwóch stron. Zdjąłem to, ponieważ mój blog nie jest bowiem śmietnikiem, czy placem zabaw dla hejterów.

Jednak od jakiegoś czasu radykalnie zmieniłem politykę komentarzy, tzw. wolność i tolerancja na moich blogach odeszły w niebyt. Piękny sen o miejscu, gdzie można swobodnie dyskutować się nie ziścił a hejterzy, także z grona niedawnych wielkich blogowych przyjaciół, dopiekli mi, że hej. Jakie było rozwiązanie problemu? Wypalić i wyrwać te plewy zdecydowanie i nie pozwolić się im więcej rozrosnąć na moich blogach. Czy więc możemy powrócić do tych rozmów? Teraz chyba tak.

Polacy hejtują się nawzajem z lubością, to jest nasza parszywa cecha narodowa, Rodacy w kraju z zazdrością patrzą na ziomków którzy odnieśli na emigracji sukces i smęcą, Polacy którym na emigracji się niestety nie udało i wegetują gdzieś "na flacie w bejzmencie" wieczorami wylewają frustrację na necie i plują jadem na tych, co zostali w Kraju i jakoś sobie radzą... o chyba tak to pozostanie.

Ciekaw jestem jednak jak zachowują się Muzłumanie w UK względem swoich ziomali, którzy pozostali gdzieś na Bliskim Wschodzie czy Afryce Północnej. Czy też kuzyn kuzyna próbuje okraść, obrobić 4 litery, zbić z pantałyku i podłożyć mu świnię? No tak.... Muzłumanie się świniami brzydzą...

Nie znam obecnych realiów wielkich europejskich miast, ale z mediów, mimo, że jest to podane w sposób lekki wyłania się obraz solidarnej muzłumańskiej braci, która coraz bardziej rozpycha się łokciami i poszerza swoją przestrzeń życiową.

No właśnie, mimo że pewne elementy kultury islamu mogą wydawać się ciekawe...


...to na ogół, po moich dotychczasowych kontaktach z ludźmi z tamtej kultury i tym co wiem, widzę, czytam... niespecjalnie miałbym ochotę się integrować, ani mieszkać gdzieś w emigranckiej dzielnicy pełnej muzłumanów, co więcej, zupełnie nie miałbym ochoty mieszkać w mieście, gdzie istnieją zwarte wspólnoty i dzielnice z taką mniejszością... Sztokholm, Paryż, Londyn... większe brytyjskie miasta odpadają.

Jak wiecie jestem człowiekiem otwartym i zasadniczo przeciwko muzłumanom nic nie mam, jednak w zupełności wystarczą mi jakieś wakacje, potargowanie się z mahometanami na jakimś bazarze o jakiś niby-markowy zegarek czy perfumy dla ukochanej, wypicie arabskiej herbaty z ziołami, pooglądanie jakiś malowniczych ruin i arabska ropa w moim baku...

...za resztę... integracja... tolerancja... multi-kulti.... sorry Winnetou... jakoś zupełnie dziękuję...


sobota, 25 maja 2013

Kozie mleko...

Dziś zachęcam Was do przeczytania ponownie na moich blogach o kozim mleku... osobiście to mleko uważam za smaczne, zdrowe i zawsze promowałem spożycie go oraz hodowlę.


Przypuszczam, że gdybym został pełnokrwistym neo-wieśniakiem, jak niektórzy z czytelników - kozy bym trzymał na gospodarstwie :)

A zatem - czytajcie:

Chcesz być zdrowszy – pij kozie mleko

piątek, 24 maja 2013

Zdebilałe pokolenie dzieci neostrady?

Mam w rodzinie i pośród znajomych osoby zajmujące się edukacją i dziś w czasie jednego spotkań odbyłem sobie ciekawą rozmowę.  Nauczyciele - humaniści ewidentnie nietechniczni zupełnie nie rozumieją co się stało. Jakiś czas temu praktycznie w ciągu 1-2 lat (szkolnych) nastąpiło totalne i nieodwracalne zjawisko.

Od kilku lat następuje w moim mieście totalne zdebilenie młodzieży licealnej objawiające się tym, że nie umieją nic sami napisać. Nie umieją napisać byle eseju, wielka trudność przynosi samodzielne wyciąganie wniosków na zadany temat - patrzą się np.. w obrazki na lekcjach np. niemieckiego gdzie trzeba znaleźć związek między dwoma fotografiami i podjąć dyskusję i nic... cisza...

Okazuje się, że nawet po polsku nie widza związku miedzy oczywistymi faktami, a nawet jeśli zobaczą to nie potrafią nic powiedzieć. Zero kum kum.

Jeden z moich dzisiejszych dyskutantów uczył moja siostrę (jest między nami duża różnica wieku) i miło wspomina jej klasę. Ludzi inteligentni, zaskakujący błyskotliwymi wnioskami, piszący doskonałe i twórcze eseje, przygotowujący odkrywcze i satysfakcjonujące nauczyciela prezentacje... i kto by pomyślał... mat-fiz a tacy zdolni humanistycznie...

Zaraz... zaraz... siostra powiadasz... chwila pomyślunku i doszło do mnie... praktycznie do okolic 1-2 klasy LO mojej siostry nie było w moim rodzinnym mieście neostrady, netu przez kablówkę, itp.!!! Kiedy przeprowadzałem się tu z Poznania, gdzie stałe łącze było już codziennością, była to informatyczna pustynia, a własną pracę przez net przesyłałem dłuuugo przez łącze modemowe, dopiero po jakiś paru miesiącach dorabiając się łącza modemowego pseudo-stałego wdzwanianego 24h, co było cholernie drogie i na tym etapie informatyzacja mojego prowincjonalnego miasta na długo się zakończyła... a w końcu stając się użytkownikiem jednej z pierwszych neostrad w mieście!

Moja siostra i jej rówieśnicy na ogół NIE MIELI stałego internetu, a często i nawet wdzwanianego modemu 0 20 21 22... tego .... bzzz pip... blip....bip...ghrrrr.... piii....!!! Korzystali z książek, korzystali z bibliotek, korzystali z papierowej prasy, szukanie czegoś w Google w moim biurze na pseudo-stałym łączu, czy na raczkującej neo-zdradzie było dla "młodej" raczej incydentalne niż częste, bo byłem zajęty a mój net zwykle obciążony wysyłaniem inbox/outbox na serwer.

Dokładnie! Wkrótce potem zaczęło się, z paruletnim opóźnieniem w stosunku do dużych miast, pokolenie dzieci neo-zdrady i kopiowania wszystkiego z netu. Pokolenia wychowane na neostradzie - a była to dość wyraźna granica technologiczna - bo w ciągu 1-2 lat od wprowadzenia szybko zinformatyzowało się całe miasto - są w oczach nauczycieli-humanistów oczekujących twórczych esejów i umiejętności samodzielnego wyciągania wniosków - niestety zdebilałe, a objętość umysłów uczniów stopniowo zbliża się do poziomu IQ chełbi modrej...

Proste... skoro już wszystko można znaleźć w Google to po co myśleć? Po co uczyć się wypowiedzi i pisania eseju, skoro można znaleźć w necie i co najwyżej przepisać własnymi słowami?

Umiejętność, która nie jest używana zanika.

Benzyna z Auchan. ON z Tesco - czyli paliwo z supermarketu.

Dzisiejszy wpis jest rozszerzeniem wczorajszego dot. paliw z grupy premium - dziś napiszę i podsumuję rozmowę o tanim paliwie z supermarketu.

Przez lata tankowałem benzynę w Auchan w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku przy okazji weekendowych wypraw do supermarketów, następnie w mojej okolicy otworzyli Tesco i tam zacząłem tankować benzynę - jak pisałem wczoraj przez te lata tylko raz poczułem, że coś z tym paliwem jest ewidentnie nie tak (choć dramatu absolutnie nie było) i musiałem poratować się dolewką na Shellu, zatem na wszelki wypadek tankując tam zostawiałem miejsce na ok. 10 litrów "lepszej" benzyny 98. Incydent z Tesco się nigdy nie powtórzył.


Ostatnie 2 lata tankuję na Tesco ON i nie stwierdziłem problemów, ani różnicy w stosunku do lepszych paliw. Parę razy nalałem diesla na stacji Auchan - i także ten diesel "wchodzi" bez problemów.

W Tesco korzystam z kuponów -5gr na litrze, które dostaję za zakupy powyżej 100 zł. Minimum raz w miesiącu takie zakupy są robione, więc kupony się zbierają. Tankuję także na trasach, więc ten 1-2 razy miesięcznie w Tesco mi wystarczy. ON leję na pełny bak. Tesco reklamuje również opcję kolejnego rabatu -5gr jeśli korzystasz z karty kredytowej Tesco, na ten rabat jak na razie się nie skusiłem. Kupon Tesco ma 3 miesiące ważności, ale kilka razy z premedytacją wręczyłem kasjerce kupon przeterminowany i zniżkę też, z przymrużeniem oka i uśmiechem, dostałem.

Drogi czytelniku, jeśli myślisz że reklamuję i zagorzale polecam paliwo z supermarketu to się mylisz, piszę po prostu wnioski z MOJEJ eksploatacji - właściwie większość znanych mi mechaników negatywnie odnosi się do tankowania w supermarketach (nie wiem czy z powodów ambicjonalnych albo lojalnościowych - bo np. szwagier ma prywatną stacyjkę - czy, w co wątpię, z uczciwości).

Jeśli zatem zrobisz sobie kuku lejąc tanie paliwo z marketu nie wiadomo jakiego pochodzenia (Auchan i Tesco jakiś czas temu reklamowało się paliwem Orlen, ale ostatnio bodajże przy dostawie do Tesco widziałem cysternę Slovnaft) - to jest tylko i wyłącznie Twój problem. Ja jednak to paliwo tankowałem i nadal tankować mam zamiar.

Punkty na stacjach benzynowych, z których np. kiedyś zamówiłem pokrowiec na płaszcz (zepsuł się zamek przy drugim użyciu!!!), mnie niespecjalnie interesują. Na jednej ze stacji sieciowych jest taka młodziutka kasjerka, która zawsze się do mnie jakoś szczególnie uśmiecha i czasem się słowo zamieni, ale to też rzecz bez której mogę (no i chyba, jako mąż i tatuś, powinienem) wytrzymać.

Offtop: Na blogu komputerowym jest nowy wpis o systemach operacyjnych, kluczowych aplikacjach i dylemacie Gimp/Photoshop oraz OpenOffice/MSOffice.

Cyfrowy obłęd... bezpieczeństwo naszych danych i totalna inwigilacja?

Jest dokładnie tak jak mówi jeden z kolegów komentujących. Ja sam nie używam smartfona, ale znajomy by móc używać w ogóle Androida, musiał się zarejestrować w G+ oraz w usługach Google, podając oczywiście informacje osobiste.

Sam, aby wrzucić testowy filmik na YT kliknąłem OK... OK... i okazało się, że przy okazji, na zasadzie usług wiązanych posiadam konto G+ jako Admin R-O, choć wcale tego nie chciałem i nie było to w jasny sposób widoczne.... tyle że moderatorzy Google po jakimś czasie stwierdzili, że takiego profilu mieć nie mogę i dali mi bana jako Adminowi R-O. Musiałem podać swoje osobiste dane, telefon i jak niewolnik czekać na łaskę pana...

Wielki Brat się rozkręca...


A na dodatek dyskusja pod postem: http://www.korzystne-zakupy.blogspot.com/2013/05/firma-orange-rece-opadaja-i-oby-tylko.html

...według jednego z dyskutantów, aby uniknąć ponoszenia opłat za sprawdzenie stanu konta w Orange (a jest to 20gr) mam się zarejestrować w serwisie internetowym Orange i tam sprawdzać... bo jaki to problem...

Niby nic, tylko coraz więcej usugodawców de facto wymusza na nas rejetracje na swoich stronach i podawanie kolejnych osobistych danych...

Aby mieć usługi na Facebooku muszę podać swoją komórkę... aby mieć smartfona muszę podać wszystkie dane... de facto dzięki temu korporacja wie gdzie jestem... czego szukam, o czym piszę, o czym myślę...

Ta spirala cyfrowego obłędu się nakręca...

Dochodzę do jednego wniosku:

System, który wie o tobie więcej niż twoja żona na pewno jest twoim wrogiem!

czwartek, 23 maja 2013

Google czyta treść e-maili?

Dziś wpis zainspirowany wczorajszą dyskusją w komentarzach. Tak, Wielki Brat skrupulatnie czyta i analizuje treść Twojej korespondencji, a więcej o tym przeczytasz tutaj:

Czy wiesz, że Google czyta treść Twoich prywatnych e-maili?





Inwigilacja i podglądactwo bez skrępowania :P

środa, 22 maja 2013

Czy warto prowadzić bloga o oszczędzaniu lub finansowego?

Dziś zastanawiam się nad ta kwestią. Blog "Racjonalne Oszczędzanie" nie powstał bowiem planowo - to zupełnie spontaniczny pomysł, który pewnego dnia rozpocząłem i tyle. Nie planowałem nic, często zastanawiałem się w którym kierunku blogowym iść, często sondowałem to jeden, to drugi kierunek. Doszedłem do momentu, który widzicie.

Obecne wnioski mam takie - jeśli brać pod uwagę unikalność tematu oraz wchodzenie w klimaty bardziej finansowe - absolutnie się to nie opłaca. Blogów finansowych jest legion, co do blogów o oszczędzaniu, odnoszę wrażenie, że to taka męska wersja blogów kosmetycznych - chyba, co tydzień ktoś zakłada blog oszczędnościowy.

Zyski:

Reklamy z systemów reklamowych - są bo są, ale dla tych kilkudziesięciu groszy, czy w porywach, eurocentów dziennie, nie warto podejmować wysiłku tworzenia i promocji bloga.

Współpraca z instytucjami finansowymi:

Jak widzicie z moich licznych postów jest to ściema na resorach. W czasie tej przerwie na kawę widziałem reklamy telewizyjne dwóch banków, które jednakże do mnie zwróciły się z propozycją pisania do nich za darmo.

Banki nie chcą rozmawiać z blogerami, one rozmawiają z agencjami. Agencje za to wtryniają swoje reklamy w komentarzach (boty lub praktykanci/studenci) nie płacąc ani grosza, albo wjeżdżają na ambicję, by pisać za friko.

Ponieważ blogów finansowych jest legion - zawsze znajda jelenia, który za frajer, dla zaszczytu, będzie dniami dziubał artykuł, za który cały zysk zgarnie agencja. Myśli taki frajer, że publikacje dla XYZ Banku wpisze sobie w CV i będzie z tego powodu kimś lepszym? Nic z tego, próżne to nadzieje.

Kasa od banków jest dla Wiesia przycinającego żywopłot pod odziałem, ale nie ma dla blogerów.


Kontakty osobiste i kontakty z MSP:

Tu się kryje jedyny pozytyw jeśli blogowanie rozpatrywać pod katem zysków osobistych. Racjonalne Oszczędzanie jest blogiem o polepszaniu stanu domowego portfela, więc to jak najbardziej nas powinno interesować.

Dzięki blogowaniu można nawiązać fajne kontakty osobiste z różnymi ciekawymi ludźmi, dzięki blogowaniu można nawiązać kontakty z małymi i średnimi firmami. Szczególnie te niewielkie firmy docenią fakt współpracy i może coś z tego wyjść. (Ostatnio w dużej części dzięki blogowaniu nawiązałem współpracę z lokalnym sklepem Zdrowa Żywność - Lubin). Uważam, po ponad dwuletnim stażu na blogosferze, że dla blogera hobbysty, który chciałby ze swojego hobby osiągnąć jakiekolwiek korzyści to właśnie jest kierunek.

Podsumowując:

Nie warto z nastawieniem profesjonalnym blogować na tak popularny i oklepany temat jak finanse, oszczędzanie, zarabianie w sieci, itp., czyli generalnie na tematy finansowe - będziesz tu tylko jedną z rybek w ławicy. Jeśli chcesz założyć bloga tematycznego, bo skusiły cie artykuły o zarabianiu w sieci, przemyśl to 10-ktornie....


P.S. Choć w moim blogowaniu przesuwam się w stronę taką jak Racjonalna Dieta, czy inne tematy z okolic sportu, stylu życia i rekreacji, sam blog R-O będę rozwijał zgodnie z planem, choć testując nieco inne, ciekawe kierunki w tym całym oszczędzaniu.



poniedziałek, 20 maja 2013

Czy można brać pieniądze od znajomych za drobne prace i przysługi?

Kolega "Wolnymbyć" w poprzedniej dyskusji o Chatce Hobbita rzucił bardzo ciekawy temat z dziedziny "racjonalnego oszczędzania", a mianowicie czy można za wykonane drobne prace lub przysługi brać pieniądze od znajomych.

Według Kolegi psuje to relacje między ludźmi, według mnie jak najbardziej nie psuje, co więcej pomaga je utrzymać na dobrym poziomie.

Jako przykład podałem mój dawny post o karierze znajomego z mojego miasta, rodzinnego informatyka. którym jest także Kolega: TUTAJ.

Zerknijcie ponownie, wysnujcie własne wnioski. Weźmy przykład tzw. fachowców, pracowników fizycznych robiących tzw. fuchy po godzinach, kładzenie kafelek, malowanie ścian, regipsy... w świecie fachowców, a z uwagi na liczne remonty ten świat musiałem poznać, nikomu do głowy nie przyjdzie coś takiego jak praca za darmo!

Jak się zatem załatwia sprawy z rodzina i znajomymi? O ile fachowiec nie robi remontu własnej matce lub babci - kasuje honorarium za swoją pracę. Oczywiście inna jest cena dla swoich, inna jest cena dla reszty klientów - takiej właśnie zasady trzymają się tzw. fachowcy. Fachowcy często przyjmują za swoje usługi walutę barterową, standardem jest alkohol i drobne przysługi, ale baza rozliczenia pozostaje oparta na realnych pieniądzach.

Otóż NIE uważam, by inteligent był czymś gorszym od fachowca, a praca inteligenta mniej wyczerpująca niż praca tynkarza, czy murarza!!!

Dlaczego ja mam się gorzej cenić niż osiedlowy Jarek-Od-Regipsów? Niedoczekanie! Włożyłem we własną edukację mnóstwo wysiłku, nieprzespane noce, pieniądze, pot i łzy... więc co z tego, że moją pracę 'mniej widać' od postawionej ścianki działowej?

Powiem wam, że między innymi dzięki kontaktowi ze światem blogosfery (także agencji reklamowych próbującym wjeżdżać na ambicję i korzystać za frajer z pracy autorów blogów) zupełnie zmieniłem postrzeganie własnej pracy i aktywności i po prostu zacząłem żądać za moją pracę wynagrodzenia. Przy czym niekoniecznie finansowego, ale także barterowego (worek eko-ziemniaków jest dla mnie taką samą waluta jak PLN, skoro i tak je spożywam) - jednakże zawsze pozostaje to bardzo konkretnym, namacalnym wynagrodzeniem.


Rozgrzebując wątek eko-ziemniaków, polecam po "koleżeńsku" facebookową stronę Zdrowa Żywność Lubin, gdzie zamieszczam dużo materiałów dot. eko-żywności.

Generalnie jednak całkiem otwarcie przeszedłem na konkretne rozliczenia barterowo-usługowo-finansowe z całym moim otoczeniem i dostrzegłem pozytywne rezultaty tego kroku.

- wizerunek konkretnego gościa, który dokładnie wie czego chce
- klarowne i czyste, bezkonfliktowe układy "w realu"
- większy szacunek otoczenia (ludzie, nawet bliscy, nie szanują tego co dostają za darmo)
- wizerunek gościa zawsze dotrzymującego umów (nie muszę dodawać, że poparty realną pracą)

Po prostu wszystko jest "czyste" i przyjemne jeśli jest poparte konkretnymi rozliczeniami, a koleżeńskie układy oparte na emocjach i nie wiadomo czym (oczekiwaniu wdzięczności?), lubią kończyć się burzliwie i nieprzyjemnie.


P.S. Zupełnie nie związane z tematem, ale polecam:

Trening pracoholika – czy bardzo krótki, ale intensywny trening ma sens?

niedziela, 19 maja 2013

Chatka Hobbita - koncepcja utopijna.

Widzę, że moje rozważania "cywilizacyjne" spotkały się z waszym zainteresowaniem, jednym z motywów, który mnie osobiście zainspirował była chatka Hobbita, jako pewien symbol alternatywy i oderwania się od cywilizacji.


Pomyślmy jak to było "od zawsze"? Mężczyzna posiadający choćby mały kawałek ziemi, sam, lub z grupą sąsiadów, pracowników najemnych, itp. rozglądał się naokoło, szedł do lasu, zbierał kamienie i budował domostwo dla siebie i dla swojej rodziny.


Wychodziło, jak wychodziło, zależnie od majętności inwestora, ale podstawowa potrzeba człowieka - tj. posiadanie schronienia była zapewniona. Nikt nikomu nie wchodził w domenę, nawet pan feudalny w dawnych czasach nie wchodził chłopu na posesje i nie dyktował pod jakim katem ma prowadzić belkę i ile cali słomy ma pójść na ocieplenie, czy jaką wilgotność względną ma mieć polepa.


Teraz to wszystko stanęło na głowie, rządy wtrącają się we wszystko, każdy centymetr domu, który budujesz, zupełnym idiotyzmem jest wymóg tzw. świadectwa energetycznego - czyli udokumentowania ile energii zużywa dom.


Niestety nie postawisz sobie chatki Hobbita bez obowiązkowego przyłącza energetycznego, spełnienia szeregu wymogów, w ogóle nikt nie pozwoli ci raczej na postawienie chatki, którą widać powyżej.


Wbrew pozorom bajania o tym, że to co pod ziemią nie kwalifikuje się jako budynek, są fikcją - każdy nasyp ziemny podlega prawu budowlanemu. Pewne możliwości rodzi coś takiego jak tzw. ogródki działkowe, jednak spróbuj tam mieszkać z rodziną... zaraz ci się napatoczy opieka społeczna i stwierdzi, że trzymasz dziecko w cygańskim slumsie... i będą problemy.


Niestety, system wyklucza takie fanaberie jak chatka Hobbita, chyba, że w wydaniu "dla bogatych", po ruszeniu znajomości, koneksji, przekupieniu kogo trzeba, może... ale to może... będzie ci dane wybudować sobie ekskluzywną daczę inspirowaną chatką Hobbita...


...jednak jak to zawszę mówię, system dba o to byś się zakredytował na 30 lat, harował jak niewolnik i wylądował na dobre w betonowym bloku!

P.S. Bardziej o życiu w betonowym blokowisku będzie traktował mój przeniesiony z bloggera stary/odświeżony blog: Miejski Survival

piątek, 17 maja 2013

Oszczędzam wykorzystując używany sprzęt PC.

W dzisiejszym poście powtórzę się, starsi stażem czytelnicy znają już dobrze moje poglądy na temat sprzętu komputerowego, więc kieruję ten post raczej do nowych czytelników.

Otóż używam używanych sprzętów PC, często także inną elektronikę z drugiej ręki. Na sprzętach gdzie "nowoczesny system" taki jak Windows po prostu zamula niemiłosiernie... czasem nie na skutek architektury samego Windowsa, ale na skutek chciejstwa producentów (sorka, ale pakowanie systemu min. Windows 7 do procesorów typu Atom, to wyrachowane marketingowe oszustwo producentów!) oraz problemu takiego jak przeróżne skanery antywirusowe, pluginy, dingsy i inne niezbędne rzeczy.


Powyżej widzicie moje aktualne biurko - można powiększyć - jest to stabilny system Debian (Linux) ze środowiskiem graficznym MATE. Lekko, szybko i przyjemnie tam, gdzie Windows Vista zaczyna już wyraźnie przymulać. (Polecam z resztą wariant tego systemu, który nazywa się SparkyLinux, edycja GameOver zadowoli "legalnych" graczy).

Z instalacją czegoś takiego poradzi sobie każdy rodzinny komputerowiec, albo ktoś ze znajomych za kilka dobrych piw.

Oszczędzanie naprawdę nie musi być trudne.

Oszczędne spodnie treningowe.

Pewnego pięknego dnia moje nowe super spodnie pseudobojówkowe za stówę trafił szlag, zahaczyłem o coś i nogawka znalazła się w stanie opłakanym...


Ale, kto jak kto, ja - jako samozwańczy guru od racjonalnego oszczędzania, nie mogłem przejść nad tym obojętnie!


Ciach, ciach i tak oto powstały super oszczędne (bo z odzysku) spodnie treningowe!



A Ty co ostatnio zrobiłeś/aś na froncie walki o racjonalne oszczędzanie?


P.S. Polecam:

Zdrowe słodycze dla dzieci.

czwartek, 16 maja 2013

Etyka reklamy: Obóz koncentracyjny oraz fix Knorr.

Poprzednia dyskusja jest bardzo ciekawa, czy można uciec od korporacji, czy można odłączyć się od sieci energetycznej i zacząć realizować scenariusz norki Hobbita? Okazuje się, że nie.

Czy można jednak sprzedać telewizor a w necie wyłączyć reklamy? Zastanówcie się.

Dopiero co na Polsat Viasat History oglądałem wstrząsający materiał o obozie koncentracyjnym Jasenovac w czasie II Wojny Światowej. Obóz ten nie jest znany tak jak niemieckie obozy na terenie Polski, ale wyróżnia się jednym szokującym i bestialskim szczegółem... wszelkich mordów dokonywano tam po bałkańsku... ręcznie.... oprawca brał wielki zagięty nóż, takim jakim oprawia się owce na bałkańskiej wsi i.....


Słuchajcie zostało to pokazane na zdjęciach... w oczach zostaje ten masakryczny obraz faszysty z nożem rzeźnym przy szyi jego ofiary...

A teraz bam i przerwa reklamowa:

Nagle widzę krojone mięso, wrzucane na patelnie i zasypywane krwisto-czerwonym fiksem Knorr... Szczęsliwa rodzinka na filmiku reklamowym wpieprza gulasz...

...na tym skonczę pisać ten post...

środa, 15 maja 2013

Te obrzydliwe korporacje! A my niewinni!?

W poprzenim poście, pojawia sie ciekawy komentarz, że złe korporacje produkją jednorazowe produkty, zmuszając nas do kupowania coraz to nowszych sprzętów...

Jednak ja zadam pytanie, przykładowo - ilu z was jest sklonnych długo... dlugo... używać starej komórki, która co prawda działa, ale jest nie modna i obciachowa, bo wszyscy znajomi mają już smartfona z Androidem abo jakis i-Gadżet!

Prawda jest taka, że sami chcecie:
- nowego tableta,
- nowego lapka i konsoli do gier,
- nowej dotykowej komóry...

Nie wińcie korporacji za swoją naturę i wasze pragnienia!

Powiem wam tak - 95% moich znajomych używa swojego telefonu tylko do dzwonienia... 95% moich znajomych ma jednak najnowsze, a przynajmniej w miarę nowe smarftony dotykowe, wielu z nich nie wie po co, wielu przeklina niewygodne ekrany, tęskniąc za fizycznymi klawiszami które można ordynarnie wciskać... ale...

...no ale wiesz... teraz się nosi smartfony....

Powiem tak, osoba z mojej dalszej rodziny ma komis z komórkami. Komis jest dosownie zawalony super nowoczesnymi telefonami, wieloma z nich po zaledwie kilkadziesiąt zł. To są telefony o których wiekszośc z nas kilka lat temu mogła jedynie marzyć, dziś kurzą się na półkach komisu. Dla wiekszości to już obciachowe starocie!

Wbrew pozorom większość modeli telefonów daje się spokonie używać przez okres dluższy niż gwarancyjne 2 lata. Wystarczy JEDYNIE zmienić akumulator.

 
Jednak jakoś nie widziałem uzbrojonej ochrony korporacji, rodem z Avatara, przykładajacej Ci pistolet masznowy do głowy i grożącej, że jesli nie kupisz sobie nowego smartfona a dziecku na komunię najnowszego tableta to pach...

...wprost przeciwnie! Wielu ludzi samych z siebie jest gotowych (w przenośni) zabić bliźniego, by kupić najnowszy gadżet i sie pokazać!

Korporacje robią tani szajs, bo Wy chcecie go kupować! Nie jest odwrotnie :-)

Niech jedna z drugą osoba, która polemizuje ze mną na temat poprzedniego postu, a także w różnych dyskusjach na blogu Realny Minimalizm pokaże mi jaki samochód/pojazd/rower posiada (marka, rok produkcji, cena), niech mi pokaże jaki telefon/tablet, ma, proszę o przesłanie zdjęcia swojego laptopa...

...no właśnie! :-)

....co... dalej nie wierzycie, że Górnicy i Marines.... czyli korporacja z Avatara, to właśnie WY? 


Jeśli to nie wy, to rozumiem, że zaraz wyjdziecie ze swojej ziemianki Hobbita, podjedziecie na osiołku do najbliższego stawu, umyć się po dniu ciężkiej harówki przy przerzucaniu gnoju, po czym włożycie swoje lniane szaty opasane sznurem konopnym i pójdziecie szukać korzonków leśnych na wieczorny posiłek...

wtorek, 14 maja 2013

Avatar a ekonomia - kilka prawdziwych refleksji.

Niedawno ponownie oglądnąłem film Avatar, o ile pierwszym razem film mi się podobał, zachwycał kolorami to efektami, drugie oglądanie pozostawia mieszane uczucia.


Po pierwsze strasznie oklepany motyw, który jeśli dobrze pomyśleć pojawił się już w dziesiatkach filmów i książek, ot taki zlepek wielu tysiac razy powtórzonych juz wątków.

W warstwie logicznej to straszny gniot - film antycywilizacyjny, który mówi, że najlepiej aby garstka dzikusów nas wszystkich ukatrupiła, a ci co pozostaną przy zyciu mają modlić się do drzew, zjadać jakies marne korzonki z lasu i ogrzewać suszonymi wielbładzimi bobkami.

Źli górnicy i żołnierze z filmu to bowiem MY, to jesteś Ty... to jestem ja, Twój brat, Twój ojciec...

Co??!! Dziwnie to zabrzmiało? Tak... to jesteśmy my... nasza cywilizacja:
- komputer którego używasz
- energia, która go napędza
- miedź z której jest zbudowany twój PC
- rury którymi do Twojego domu płynie bieżąca woda, której zaraz nalejesz do czajnika by zaparzyć kawę w przerwie od pracy...
- węgiel, uran, energia... aby to wszystko chodziło...


Tak! Twoja/nasza drużyna w filmie to ci "źli" wojacy i górnicy... nasza cywilizacja opiera się bowiem na tym, że "źli" ludzie lądują gdzieś na dziewiczej ziemi, przepędzają tubylców, wieśniaków i dzikusów, stawiają szyby wiertnicze albo wyrąbują gigantyczną dziurę w ziemi i kopią...

I dzięki temu masz to wszystko co Cię w tej chwili otacza! Jesteś częścią cywilizacyjno-przemysłowo-górniczego systemu opartego w 100% na surowcach kopalnych w tym ropie naftowej.

poniedziałek, 13 maja 2013

Golenie - męska rzecz - balsam po goleniu oraz after shave.

Góra dobrego mięcha to ponoć rzecz męska, ale to nie wszystko. Według dużej części moich znajomych, kolejnym atrybutem męskości jest golenie i ja też jestem tego zdania. O podstawowym oszczędnym goleniu już było - zapraszam TUTAJ. Dziś porozmawiamy o balsamach po goleniu.

Można i w ten sposób - ale twardy macho chce przytulić kobietę na gładko i miękko.

Balsam po goleniu warto czasem zastosować, szczególnie jeśli nie golimy się w pospiechu, tuż przed wyskoczeniem do pracy, czy na spotkanie. Ja osobiście golę się wieczorem, na spokojnie, ponieważ uważam, że poranne golenie w pośpiechu to nie jest dobry pomysł. Z tego względu nie muszę stosować drogich płynów po goleniu, często o lepszym i głębszym zapachu, ale generalnie składzie niemal identycznym jak płyn za kilka zł. Ot, woda, alkohol, perfum, jakiś składnik łagodzący i to z reguły wszystko - niezależnie od marki i ceny. Wystarczy mi dobry płyn poniżej 10 zł, czasem nawet 'after shave' za dosłownie kilka zł ma już odpowiedni, dobrej jakości skład. Rano i tak nie czuć już zapachu, czegokolwiek bym użył.

Kiedyś miałem trochę więcej czasu i dokładnie sprawdziłem składy popularnych balsamów po goleniu. Mowa o najpopularniejszych balsamach typowych, wiodących marek kosmetyków. Zależność jest podobna. Nie wszystkie tanie balsamy są dobre - powiedzmy sobie szczerze. Natomiast znalazłem przynajmniej dwa balsamy o składzie niemal identycznym, co balsamy za 25-30 zł. Jednego z nich używam obecnie - to zwykły Kanion For Men z nowej serii (biało-niebieskie opakowanie) - rewelacyjny odpowiednik Nivea, nie do odróżnienia - cena 7 zł w markecie. Starego zielonego Kaniona odradzam - to już mocno perfumowany balsam o klasycznym mydlano-drzewnym zapachu kojarzącym się z okresem PRL. Nowe serie kosmetyków Kanion mają często akceptowalne dla młodego człowieka zapachy, lub są dość neutralne - tak jak wspomniany balsam.

Ta miła Pani "podkradła" mężowi maszynkę i goli nogi - to częsta praktyka...

Wiele gospodarnych pań w polskich domach kupuje tańsze mega-packi maszynek do golenia Gillette albo Wilkinsona i używa ich razem z mężem. Na maszynkę o dobrym ostrzu lepiej nie żałować, natomiast przy kupnie większej ilości są zdecydowanie tańsze. Kilka znajomych pań zauważyło, że dobra męska maszynka jest często tańsza niż bajerancka "różowa" wersja dla Pań, a ostrza ma identyczne i goli tak samo.

Nie pracować w niedzielę? To w takim razie co???

W poprzednim poście, w komentarzach napisałem: "Czekałem jakiś czas temu w przedsionku teatru na spektakl..." No i wyszło, że sam się nieskromnie zacytowałem :)

...no tak - pojawia się pytanie - co taki prosty i oszczędny koleś jak ja robi w teatrze, przecież to nie oszczędne i w ogóle? Bilety kosztują!

Odpowiedź ma związek z moimi postami, mówiącymi o tym, by jednak w niedzielę zarobkowo nie pracować (jeśli to możliwe... niestety nie zawsze). U mnie w mieście, mniejszym mieście, powiedzmy - robotniczym mieście w niedzielę nie robi się NIC, i nic robić nie wypada. Tak samo jak na zapadłej wsi. Typowy facet w niedzielę leczy kaca po sobocie, kac niedzielny jest pozostałością kaca sobotniego pozostałego po leczeniu kaca piątkowego. Trochę skomplikowane, ale prawdziwe. Typowa kobieta zażera ciasto z cukierni i sączy kawusię z teściową, koleżanką, itp. Plotkują.

Puste ulice, puste parki, puste place zabaw (dzieciaki nawalają w RPGi lub FPSy przy kompach) - miasto umarłych. Miasto sypialnia.

No i wtedy ja i moja rodzina pakujemy się w Fokę (Focus), a wcześniej w czeskie plastiki (Skoda) i wymiatamy, byle dalej.

Teatr, jeziorko, góry, pogórza, wizyta w metropolii, parki, ogrody botaniczne, rejsy stateczkami, zoo... Czasem mi się nie chce jak cholera, człowiek zapodałby browara pod Żabą jak 99% chłopów w sąsiedztwie i jakoś przeżył nudną niedzielę, paliwo kosztuje, bilety i atrakcje kosztują... ale wiem, że w tym przypadku oszczędzanie może okazać się wyjątkowo nieoszczędne!


Dlaczego nieoszczędne? Bo taki pasywny odpoczynek w tym samym otoczeniu co na co dzień, to wielkie G. a nie odpoczynek, to nerwy, to znużenie i brak psychicznej energii, odskoczni i siły do pracy na najbliższy tydzień. To straty, w tym straty finansowe!

Dlatego warto się zmobilizować, spiąć cztery litery, jeśli trzeba zapodać mocną kawę czy guarankę i heja za miasto. A obowiązkowy dla syna klasy robotniczej niedzielny browar? Spokojnie, browar sobie poczeka do wieczora... Żabuchy nie zamykają przed 23.00 a lokalnego pubu przed 1.00 w nocy ... najpierw rodzina i regenerujące wyrwanie się z miasta choćby na parę godzin. Odskocznia.

sobota, 11 maja 2013

Recycling starego sprzętu komputerowego. Bezpieczeństwo wyszukiwania w DuckDuckGo.

Lenovo Dual-Core 2GHz. Sprzęt znów nie taki stary, ok. 3 lat, jednak z małą awarią przełącznika sprzętowego uniemożliwiającą pracę z WiFi. Oczywiście sprzęt kupiłem używany i po gwarancji (tanio, oszczędnie...). Obejście problemu i powtórne wykorzystanie sprzętu jest możliwe, obejście przełącznika WiFi także, choć trzeba się było nakombinować.

Windows Vista zainstalowany na pokładzie (OEM) jest niemal bezużyteczny bez sieci, jednak na pomoc przyszedł mi Linux, a konkretniej Scientific Linux 6, klon RHEL 6. Dzięki paru sztuczkom sprzęt znów śmiga z WiFi.



Na obrazku widzicie mój pulpit, a otwarta aplikacja to przeglądarka Seamonkey z zainstalowanym AdblockPlus z domyślną wyszukiwarką DuckDuckGo zapewniającą całkowitą prywatność i bezpieczeństwo wyszukiwania.

Dlaczego tak? SL to system ultra-bezpieczny stosowany m. innymi przez CERN... a wyszukiwarka?

Trochę propagandy o śledzeniu nas przez G**gle: http://donttrack.us/

czwartek, 9 maja 2013

Rzecz o opłacalności inwestycji. Kradzież na letnisku.

Moi drodzy, analizując dyskusje z linkowanego wpisu dochodzę do pewnych wniosków. Taryfa dwustrefowa za prąd - opłaca się, czy się nie opłaca. Kolektory słoneczne - jest sens czy nie? Wiatraki - czy warto zainwestować?


Powiem wam jedno mój sąsiad (a właściwie Ojca) na letnisku przekalkulował i zainwestował w kocioł gazowy oraz instalację CO. Pasowało wszystko, kalkulowało się wszystko, co więcej - gmina fundowała część kosztów podłączenia się do gazu.

Zaledwie kilka godzin po montażu grzejników pod dom podjechała ciężarówka, panowie w roboczych ciuchach, klasyk. Ot.. w oczach sąsiadów kolejna ekipa robocza. Panowie weszli do domu, zdemontowali grzejniki i elementy instalacji za ca. 8000 zł na ówczesne czasy i zniknęli bez śladu.

Ojciec raczej przez niepewne plany co do domku, niż głęboką analizę ekonomiczną, gazu nie podłączył a do ogrzewania wody pozostawił prosty najtańszy bojler elektryczny. Do ogrzewania domu letniskowego służy po dziś dzień klasyczny, nieekonomiczny otwarty kominek. Gwarantuję wam, że jeszcze nie zapłaciliśmy więcej niż sąsiad, za użytkowanie domku (a właściwie domu, bo jest ponad 100m2).

Zatem czy do MOJEGO WŁASNEGO domku weekendowego/letniego, który mam od jakiegoś okresu w planach (niestety, z uwagi na dziwy i konflikty rodzinne TYLKO w planach), podłączę fikuśna i droga instalację, wedle jakiejkolwiek modnej technologii? Nie. Moje pytanie do was jest następujące. A właściwie są dwa:

1. Czy złodzieje mogą łatwo zdemontować grzejniki i piec CO podczas mojej nieobecności?

2. Czy złodzieje mogą mi pracowicie i starannie rozkuć podłogę i wydziergać cienkie druciki elektrycznego ogrzewania podłogowego, którego bym używał w małym domku w 2-giej taryfie energetycznej?

Oto jest dylemat.

P.S. Mój dawny blog o bezpieczeństwie, po pewnym wzbogaceniu tematycznym przenoszę z blogspota na Miejski Survival
To moja kolejna udana migracja na WordPress.

Herbata z mniszka lekarskiego i nowe artykuły.

Kilka osób zdziwiło się, kiedy zobaczyło mnie zbierającego kwiaty mniszka lekarskiego, czyli popularnego mlecza. Chłop zbierający kwiaty? Dziwne! Jednak po wyjaśnieniu, że robię napój treningowy na siłownię... aaaa.... no tak.... hmm... a dobre to?

Tak, bardzo dobre, lekko miodowo-aromatyczne, jak dla mnie pyszne! (Dla osób testujących na siłowni także!). No i oczywiście oszczędne - mlecz jest za darmo wokół nas!

Tylko jeśli ktoś by chciał zobaczyć jak robię ta miksturę (link: mniszek lekarski) i sam wypróbować mam jedną przestrogę.

Kwiaty zbieramy i rozglądamy na gazecie, do przeschnięcia i aby... wyszło z nich wszelkie robactwo.. choć ponoć to zdrowe proteiny :P

Nowe polecenia artykułów:

Chce ktoś schudnąć na lato i zbudować mięśnie jaskiniowca?

Dieta dla faceta – dieta paleolityczna?


A jeśli chcecie się dowiedzieć co można znaleźć w wodzie z kranu to...

 

Czy można pić wodę z kranu?

...można przeczytać powyżej.


środa, 8 maja 2013

Blogowanie komercyjne czy blogowanie dla pasji, czyli co wspólnego ma rozmowa o zarabianiu na blogach z oszczędzaniem?

Jeden z czytelników zapytał wprost - po co posty o zarabianiu na blogach umieszczać na blogu oszczędnościowym, co to ma wspólnego z tematyką?

Cieszę się z tak trafnego pytania i z chęcią udzielę wiekszej odpowiedzi.

Początek

Jak kiedyś mówiłem oszczędzaniem zainteresowałem się z konieczności, a blogować zacząłem przypadkiem, co wkrótce okazało się pasją... i to by była odpowiedź na pierwsze pytanie, które też padło. Tak, blogi to pasja... choć może powinienem zainteresować się poczytniejszym tematem niz oszczędzanie, np. wejść w jakiś survival?

Jednak czym jest racjonalne oszczędzanie, czy to skapstwo i samoograniczanie na każdym kroku? Nieeee.... zdecydowanie nie... to raczej MĄDRE kierowanie naszymi finansami, nawet tymi drobnymi!

Sławek i Wrocław

Przyklad z życia: Kolega Sławek chce się ze mną zabrać do Wrocławia podczas mojego kontraktu zamiejscowego - Sławek we Wrocławiu pracuje i ma po drodze. Fajnie! Porozmawiam sobie w trasie będzie wesoło! Sławek zabiera się jednak dnia drugiego... dobra nie ma sprawy. Kolega postawi piwo przy okazji i będzie dobrze, tak się to robi wśród znajomych.

Jednak kolega chce jechać ze mną do pracy trzeci raz, czwarty i kolejne, no i pytanie co wy byście zrobili, jak porozmawiali ze Sławkiem?! Napiszcie w komentarzach.

Co zrobi osoba "racjonalnie oszczędzająca", która pracuje i dojeżdża 150km w dwie strony przecież nie dla wlasnej przyjemności, ale by utrzymać rodzinę...

puk... puk... rzeczywistość dorosłego życia!

Prosze zbudować sobie analogię do blogowania i publikacji firmowych. Wiem, że "na stałe" czytają mnie inteligentne osoby na poziomie.

Epilog

Na moich głównych blogach, jak na przykład http://korzystne-zakupy.blogspot.com/ a także tutaj umieściłem już stosowne notki w zakładce kontakt. Są jakie są, mam nadzieję umiarkowanie bezczelne, jednak moje zdanie jest takie:

Inteligentny, pełen poczucia humoru marketingowiec na poziomie, który wie o co chodzi, parsknie śmiechem i przejdzie do kontaktu oraz rozmów, będzie wiedział, że ma gwarancje, że jego grzecznościowo opłacona oferta/link/wpis/informacja będzie szanowana i u mnie na blogach nie wejdzie mu w drogę konkurencja mamiąca mnie cudami na kiju.

Cnotliwe i tkwiące w mentalnym matriksie indywidua, udające, że bawią się w marketing, jak również biedni praktykanci na zlecenie cynicznych szefów hutrowo zawracający 4 litery nam - autorom będą przywróceni do rzeczywistości i sobie pójdą. O to mi chodzi. Chcę aktywnie zniechęcic tą grupę szkodników i spamerów - dokładnie tak jak spacyfikowałem hejterstwo na moich blogach oraz spam-boty - zdecydowanie i konsekwentnie.

Na tą chwilę...

...powrót z tego ciekawego i ważnego tematu do regularnego blogowania...

...a choćby na blogu sportowym jest mini-konkurs z fajnym gadżetem, poręczną latarką LED - zapraszam: http://dlafaceta.biz

Koniecznie wystartujcie, sam posiadam taki ledowy gadżet na wlasne potrzeby i jest super.

wtorek, 7 maja 2013

Skonczyłeś studia - czy jesteś debilem? Odpowiedź na polemikę Czytelnika.

Drogi Czytelniku,

Dzwonię do fachowca, zwykłego szeregowego fachowca w sprawie zepsutej pralki. Fachowiec przyjeżdża, wysłuchuje jaką ja mam sprawę, w koncu zerka na pralke - okazuje sie, że tylko dysza zapchana, więc nie ponoszę kosztów naprawy - tylko przyjazdu i ekspertyzy - stawka minimalna w moim miescie 50 zł, akceptowana przez wszystkich - cieszę się z tego obrotu sprawy - tamten czlowiek przyjechał, zainwestował w sprzęt naprawczy, poswięcił swój czas, pomógł mi... super!

Bank/Agencja jedna z drugą zajmują mój czas, w sposób nie taki jak Ty - przyjacielską rozmową - tylko rozmową/ekspertyzą można powiedzieć/planem-propozycją wspólnej publikacji i po tym jak na poważnie przygotowuję ofertę wylatuje mi że tylko mowa o mojej pracy na rzecz banku za darmo bo... jest to zgodne z ideą spoleczności.

Skroro to norma, czy to znaczy, że blogując i tworząc coś ja i okoliczni blogerzy finansowo-zakupowo-oszczędnościowi jesteśmy jakimiś głupkami, niżej w hierarchii społecznej od osiedlowego fachowca?

Nie sądze! Wielu z nas konczyło/konczy studia, wielu jest profesjonalistami w swoich dziedzinach... nie zgadzam się na takie podejście, choćbym miał zostać sam w tym stanowisku, będę trwał przy swoim.

Za dużo już czasu poswięciłem na pełne dobrej woli i pokazania się (i naszego mini-blogowego światka od najlepszej strony) rozmowy z WIELOMA ludźmi z korpo oraz agencji którzy się do mnie zgłosili i którzy finalnie pokazują mi swoje stanowisko - ewidentnie myślą, że my autorzy jesteśmy idiotami.

Ja się nie unoszę honorem i nie mam głowy wyżej chmur.

Poprosiłem tym razem znaną instytucję finansową, w ostatniej rozmowie o sto kilkadziesiąt zł brutto za publikację gościnną na 2 blogach - dla banku/kasy pożyczkowej tyle co nic, na jeden billboard przy moim biurze wydają min. 1000 zl + vat miesięcznie, a mają ich setki w całym kraju - dla mnie to koszt rozszerzenia hostingu, który musi ktoś ponieść, jeśli Ty i inni macie komfortowo przeglądać blogi, bez weryfikacji, bez spamu, z czytelnym układem (ta inwestycja wyszla z próśb czytelników niezadowolonych z bloggera!!!)


Ja za pracę blogera nie otrzymuje obecnie wynagrodzenia (nie mam zysków, ew. nadwyżki przekazuję w całości autorom gościnnym), jednak dopłacanie z wlasnej kieszeni do reklam kas pozyczkowych czy banków, lub wielkiego koncernu elektroniki przez autora takiego jak ja (i może Ty)?


Potraktowanie mnie - proponując moją pracę za darmo - instytucja finansowa/agencja (ostatnio 3-4 z kolei wielka firma z resztą) - obraża nie tylko mnie, ale całą grupę spoleczną - ludzi którzy się uczyli, studiowali, umieją jako tako wyrazić się w j. polskim...

Taki bank mówi mi, Tobie, koledze, koleżance autorce...
...trzeba było pralki naprawiać... jesteś debilem, bo jesteś inteligentem i blogi piszesz.



Nie zgadzam się z tym podejściem.

Będę z tym walczył, choćbym miał zostać bez wsparcia, poparcia, zrozumienia, do ostatniego fana na FB czy Bloggerze, który mnie czyta.





poniedziałek, 6 maja 2013

Jak obronić się przed Googstapo.

Googstapo daje się mi we znaki, i nie tylko mi, wkurzają mnie praktyki i kontrola, którą oni usiłują narzucić, wkurza mnie monopol w sieci, monopol w wyszukiwaniu, dzięki któremu Googstapo staje się panem i władcą...
 
Emocje autora zapewne łatwo będzie wam zrozumieć, natomiast dlaczego Googstapo jest szkodliwe dla Ciebie - Drogi Czytelniku/Czytelniczko, możesz dowiedzieć się tutaj.

Tabletki na libido dla Pań oraz wysokie brunetki w mini? Prywatność.


Z kolejną aktualizacją Firefoksa w moim systemie dostałem domyślne ustawienie i plugin DuckDuckGo i postanowiłem go ustawić na moich innych komputerach, jako pewną linię oporu przed totalitarną firmą na G.

czwartek, 2 maja 2013

Majówka, papuga i złoto.

Pogoda jest fatalna, więc postanowiłem na majówkę pojechać w cieplejsze miejsce... w palmiarni w Legnicy przez chwilę czułem się jak w tropikach... cieplutko... roslinność i egzotyczne ptaki!


Pierwsza papuga... gada jak najęta... umie powiedzieć papa, cześć, dzień dobry, powtórzyć inne słowa i gwizdy... fajna, wyjazd był dobrym pomysłem...


Tymczasem chciałbym polecić post koleżanki o recyklingu:

Pieniądze leżą na ulicy


A tytułowe złoto możecie oglądnąć sobie tutaj:

Mniszek lekarski oraz skuteczny suplement własnej roboty.


(sam przygotowałem, tymi oto rękami, które dla was posty piszą!)


środa, 1 maja 2013

Zanim zaczniesz świętować 1 maja.

Tradycyjna już u mnie refleksja na temat 1 maja - refleksja negatywna. Ogólnie rzecz biorąc żadne to święto, chwila wolnego rzucona na pociechę ludziom w coraz bardziej degenerującym się kraju, państwie przestającym istnieć jako samodzielny byt polityczny i ekonomiczny na naszych oczach... naprawdę nie ma czego świętować.


Jedyną koncepcją polityków na rozwój kraju wydaje się.... wysłanie najzdolniejszych i najmądrzejszych na emigrację, a samemu rozmontowanie resztek gospodatki, zadłużenie, czego się da, byle samemu urwać kawałek łupu...

Słabizna, jednak ambicją większości "narodu" jest na 1 maja ożłopać się piwem, zaliczyć kielbaski z grilla i oglądnąć coś w TV, ew. pomłócić w gry komputerowe... co tu mówić o politykach.

Ja dla odmiany polecam film o bohaterskiej obronie Helu w 1939, a także o przygotowaniach i wysiłku, jaki w budowę tego obiektu włożyło odradzające się Państwo Polskie. Państwo, które w ciągu zaledwie 20 lat istnienia zaczęło się rozwijać gospodarczo, wybudowało port w Gdyni i samą Gdynię, COP, pokonało Niemców (zwycięskie Powstanie Wielkopolskie), w 1920 pokonało Bolszewików (Rosjan)...

Patrząc na nędzę dzisiejszej Polski (w sensie polityki i rozwoju), z miłą chęcią ogąda się takie materiały (polecam kolejne 3 części)




A jeśli chodzi o majowe lenistwo, polecam także nowy post:

Sport dla leniwych. Spływy kajakowe.




Bo jeśli się już lenić to po męsku - aktywnie i "z jajem" - a nie wysiadywać przed szklanym ekranem jak dziadki.