czwartek, 30 sierpnia 2012

Karty lojalnościowe...

...są mi wciskane wszędzie. Kiedy odmawiam, sprzedawcy nalegają, przekonują o wartości punktów, które własnie przepadły (odwołując się do pewnego atawizmu - uwaga Pan przecież traci)!.

Przykład: wczoraj robiąc zakup w jednej z sieci handlowych na drugim krańcu miasta, gdzie nieczęsto zaglądam pani kasjerka z przejęciem poinformowała mnie, że własnie przepada mi 133 punkty i ojojoj, co to będzie... na szybko wcisnęła mi pustą kartę... "jak Pan będzie chciał to ją zarejestruje a punkty zostaną....'

Zamawiam hot-doga na stacji i kasjerka z grobową miną oświadcza, że byłoby 50 punktów, a jeśli wiałbym red bull'a to jeszcze +70, a tak.... tracę!


Pisałem kiedyś o kartach lojalnościowych - otóż nie jestem och przeciwnikiem, ale obecna praktyka i chęć złapania każdej puli punktów, każdej drobnej zniżki czy promocji musiałaby oznaczać, że noszę drugi portfel.... wypchany samymi lojalnościówkami!

Nie... z wielkim bólem "stracę" kilka punktów tu.... kilka punktów tam... ale na razie jestem zdecydowany pozostać przy dwóch-trzech kartach w miejscach w których często robię zakupy... a najlepiej kupić TANIO i bez żadnych kosmicznych kart. Bo ten cały marketing i różne promocje to czasem ściema!

sobota, 25 sierpnia 2012

Świeradów Zdrój... koszty wycieczki, ceny.

Pogoda w kratkę i różne rodzinne perypetie sprawiły, że dziś wylądowaliśmy w Świeradowie Zdroju, 'lądowanie' okazało się szczęśliwe, więc dziś napisze parę słów o tym miejscu.

Pierwotny plan to był nocleg w Szklarskiej Porębie, w dość komfortowym apartamencie, który wypatrzyła Kobieta (i który mamy już wypróbowany) przy dolnej stacji wyciągu, cena łączna do 200 do 250 zł za noc gwarantuje, że zawsze znajdzie się dla nas miejsce (kto normalny jest skłonny tyle zabulić za nocleg?). Doskonale wiem, że są lokalizacje tańsze, ale czasem bardziej racjonalne jest ulec presji otoczenia i zafundować bliskim trochę zbytków i luksusu (to taka moja racjonalność na 80% jak kol. z Boskiej Woli, inspirator powstania bloga R-O, mi raczył niedawno słusznie przypomnieć).

Ku zaskoczeniu (i z pomocą wczorajszej burzy) Kobieta stwierdziła 1) że za taką kasę to Ona woli sobie coś kupić. 2) że nie chce się jej pakować nas na nocleg, skoro pakowanie na jednodniowy wyjazd jest 'lżejsze'.

Proszę bardzo - dla mnie machnięcie ok. 220 km w dwie strony to jest pikuś. Wydatek rzędu 6-7 litrów ON w jedną stronę. Słabo jeżdżę po górach, więc raczej muszę liczyć miejskie zużycie paliwa.

W Świeradowie Zdroju od razu zajechaliśmy pod dolną stację kolei gondolowej, zaskoczył mnie bezpłatny parking, wow, nieczęsty ewenement w górach, bilet na 3 osoby w dwie strony kosztował mnie ca. 47 zł.

Na górze mała rundka na Stóg Izerski, kilka kroków w te i i wewte i wylądowaliśmy w schronisku. Głodni jak skurczybyk. Przepyszne kopytka z kapustą zasmażaną za 13 zł, krokiet z barszczem (pikantną samoróbką) za 11 zł i kopyta bez kapusty za 10 zł. Drogo? Niekoniecznie, nizinne ceny razy ca. 2 to nie ewenement w schroniskach. Transport i logistyka w górach to małe piekło każdego dostawcy, więc naprawdę nie jest to jakieś szczególnie zdzierstwo. Co jak co, stare schronisko na Stogu, na moje oko ponad 100-letnie miało swój klimat, którego nie miała nieco sterylna restauracja przy stacji górnej.

Powrót na dół, do miasta przeparkowanie (bezpłatny parking bez stref, wow!) i wizyta w ładnym i klimatycznym wysokogórskim miasteczku z ładną ulicą główną, park zdrojowy, przyległości, pawilon zdrojowy, sklepy...


Kubek (plastikowy) wody zdrojowej za 1 zł. Woda lekko gazowana, lekko słonawa, lekko zalatująca siarą, wedle Kobiety obrzydliwa, wedle mnie - dobre lekarstwo na kacora (nie! oczywiście nie miałem kaca, ale wiem co na niego dobre) i uzupełnienie minerałów...

Mieliśmy szczęście, mój obecny zaprzyjaźniony 'fachman' pomagający mi w pracy robi też regularną fuchę w Świeradowie i poinformował mnie o imprezie "Lata z Radiem" - impreza full wypas, chociaż 5 zł za 6 minut zabaw dzieciaka w jakimś małpim gaju to zdzierstwo, ale czego nie robi się dla pociechy...

Kawa z mlekiem i lody za 8 zł łącznie na głównej Świeradowskiej promenadzie to także pikuś...

Pogoda niespodziewanie okazała się dobra, w pewnym momencie zaczęliśmy żałować, że nie załapaliśmy jakiegoś noclegu w okolicy, ale totalnie nieprzygotowanie na to oraz coraz bardziej korkujące się miasteczko (rozkręcająca się impreza Polskiego Radia), sprawiły, że wylądowałem wkrótce w domu, w swoim własnym łóżku, klepiąc na netbooku kolejny post i popijając Noteckie Jasne za ok 2,20 + kaucja (to samo piwo, dokładnie, pod nazwą Karkonoskie vel. Izerskie vel. Walońskie vel. cośtam... już tych marek nie pamiętam... jest dostępne w schronisku za 5-6 zł) ale jako legalistyczny kierowca nie funduję sobie browca w środku wycieczki, kalkulując że mi promile spadną do legalnego poziomu po zejściu w doliny.... po prostu PIŁEŚ - NIE JEDŹ!!! Bardzo prosta reguła prawdziwego mężczyzny.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Podział Polski

Spodobała mi się bardzo konkluzja Olgi z poprzedniej dyskusji. Polska dzieli się na dwie części - w jednej ludzie kombinują jak tu więcej zaoszczędzić, w drogiej jak dorobić do pensji. Podział Polski na części nie jest jednak do końca geograficzny, to nie jest tak, że mamy bogaty zachód i biedny wschód...

Prowadzę blog oszczędnościowy, mimo to poza materializmem i racjonalizmem, który mi niektórzy przypisują, dostrzegam inny element, który trudno mi tu określić w kilku słowach...

Olga, ja dzielę Polskę inaczej... dzielę ją na część w której ludzie są życzliwi, przyjaźni mi, gdzie powiedzą "Gość w dom - Bóg w dom" oraz "Czym chata bogata..." oraz na część, gdzie spoglądają z niechęcią jak na intruza, kalkulują...przeliczają mnie na dwanaście srebrników, obgadują za plecami...

Realia ekonomiczne, realiami... ale naprawdę wiele pozostaje w naszych głowach. Można żyć w bogatej części kraju/regionu, dobrze zarabiać i opływać w luksusy, ale mieć przerąbane życie... można być mniej zamożną osobą, żyć w biedniejszej części kraju... a jednak prowadzić życie o lepszej jakości. Wiem to po samym sobie, po różnych etapach mojego życia.

Siedzę sobie teraz, odpoczywam przy szklance whiskey (William Lawson's - będzie recenzja!), i czytam Wasze komentarze, zerkam na posty na Waszych blogach, na wasze opinie i wasze zdanie na różne tematy. Jest mi zdecydowanie miło, że moje hobby - blogowanie - się na coś komuś realnie przydaje. Wnioski? Powiem tak: Oszczędzanie, racjonalne oszczędzanie, to co napiszę jest w moim zamyśle dalekie od jakiś skrajności, od chorobliwego oszczędnictwa - to ma być raczej droga do wolności, do złotego środka pomiędzy konsumpcją a pewnym minimalizmem. Wolność od lichwiarzy, stresów, długów, chorobliwej gonitwy za pieniądzem...ale jednocześnie pewien komfort materialny i jakość życia. Jak dla mnie to prosta i nieskomplikowana wizja. Nie ma w tym wielkiej filozofii. No może własnie takie dążenie do znalezienia się w lepszej części Polski (ale lepszej w moim rozumieniu).

Tak więc: Wasze zdrowie!


P.S. Tradycyjnie dziękuję reklamodawcom, dzisiaj firmie polecającej zakup srebra na panelu AdTaily powyżej. Jak tak dalej pójdzie za kilka miesięcy uzbiera się na kolejną ekstra butelkę jakiegoś smacznego trunku (wypitą z umiarem i na zdrowie, oczywiście, a najlepiej w dobrym towarzystwie).

P.S.#2 A tutaj dowiecie się czegoś więcej o moim stylu życia, oraz że Bezpieczeństwo i pewność w biznesie jest iluzją.

środa, 22 sierpnia 2012

Konto za zero? Czemu tak drogo?

W ciągu ostatnich kilku lat nasze banki przeszły prawdziwą ewolucję. Jeszcze na początku ubiegłej dekady wręcz nie do pomyślenia było, żeby prowadzenia konta oraz przelewy były darmowe. Wraz z wprowadzeniem bankowości elektronicznej, a w związku z tym – spadkiem kosztów obsługi, zmieniły się i ceny. Prowadzenie rachunków przestało generować koszty, a w związku z tym możliwe było wprowadzenie, naturalnie w celu ściągnięcia depozytów, kont darmowych.
Doszło do tego, że obecnie posiadanie darmowego rachunku jest nieopłacalne. Obecnie na posiadaniu kont można zarobić, nawet kilka tysięcy złotych rocznie.

No, może „zarobić” to lekka przesada. Najpopularniejszą formą, w jakiej bank płaci swoim klientom jest bowiem zwrot części kwot wydanych na zakupy. Do niedawna dotyczyło to tylko zakupów kartą, obecnie dzięki Alior Sync możemy też odzyskać część wydatków internetowych.
Inną formą płatności jest naliczanie 1% do najwyższego przychodzącego przelewu, praktykowane przez BGŻ. Tutaj jednak musimy zaakceptować kilka złotych opłaty za posiadanie karty.
Ponadto banki przewidują promocje dla nowych klientów. Za otwarcie konta możemy dostać nawet kilkaset złotych – wystarczy, że zrobimy to za pośrednictwem jednego z portali zakupów grupowych. Niedawno była też promocja, gdzie za otwarcie konta dostawaliśmy Amazon Kindle.
Oczywiście, te wydatki bank odrabia gdzie indziej. Dlatego też zazwyczaj banki z oferta atrakcyjnych rachunków osobistych mają słabe lokaty czy konta oszczędnościowe. Stąd też polecam posiadanie kilku różnych rachunków, wykorzystywanych zależnie od potrzeb.
Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, to warto zainteresować się swoim rachunkiem. Jeżeli nie mamy z niego żadnych zysków, albo co gorsza ponosimy przez niego jakieś koszty, powinniśmy zmienić konto na przynajmniej darmowe.

P.S. Polecam na dziś dwa artykuły:

Pięćdziesiąt oznacza pięćdziesiąt czyli tranzytem przez Słowację - autorem jest Refael72



wtorek, 21 sierpnia 2012

Uwaga!!! Ogłaszam CANDY blogowe o motywie przewodnim "Science Fiction"!!!

Po ostatnim konkursie czas na candy, czyli klasyczną blogową rozdawajkę, do której chciałbym zaprosić czytelników płci obojga, jednak z lekkim mrugnięciem oka w stronę szanownych kolegów czytających bloga.

Przedmiotem candy jest absolutnie kultowy i trudny do zbobycia w Polsce kolekcjonerski komiks Science Fiction o tytule "Szczury Blasku". Wersja w twardej okładce w stanie idealnym.


Kogoś kto lubi klimaty Obcego, Pandory, Gatunku czy Event Horizon zachwyci i powali z nóg. Komiks cię sponiewiera, pochłonie w całości, walnie po główce i zmęczy niemiłosiernie. (Ludzi który nie lubią twardego Science Fiction w tym klimacie proszę o poczekanie na kolejne candy).

Regulamin candy jest następujący:

1. Mogą brać w nim udział osoby z Polski, lub posiadające w Kraju adres do wysyłki komiksu (rodzina).

2. Candy trwa dokładnie 7 dni od chwili obecnej.

3. Aby wziąć udział należy:

a) zgłosić chęć uczestnictwa tutaj w komentarzach,

b) zarejestrować się jako NOWY obserwator przynajmniej na jednym z moich podblogów:

do wyboru:

Założenie firmy - blog praktyka
Linux, Windows, komputery
Zabezpieczenie przed kradzieżą
Korzystne zakupy
Siłownia, fitness, sport..

(adresy aktywne w menu po prawej)

c) wybrać dowolną liczbę od 100 do 999 (numer uczestnika) i podać ją publicznie (mechanizm losowania, uczciwy i obiektywny, ujawnię po zakończeniu candy).

Po prostu musisz zdobyć ten komiks jeśli lubisz SF! :-)


UWAGA! Osoba która na dowolny z moich blogów zgłosi post gościnny, oprócz zwyczajowego linka zwrotnego będzie miała prawo do wybrania DWÓCH numerów do losowania!

Koledzy i Koleżanki, czas start!!!


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Chamstwo i brawura na polskich drogach.

Wnioski z mojej ostatniej podróży przez Polską nie napawają mnie optymizmem. Na A1 jakiś kierowca Skody o mało mnie nie zabił, przy 140km/h zarzuciło go na mój pas równolegle do mnie. Przyhamowałem i wyleciał przede mnie.

Pod Toruniem inny Skodziarz próbował mnie wyprzedzić tuz przez tym jak dwupasmówka zamieniała się w jednopasmówkę, minęliśmy się o metr, może dwa.

Na tym samym odcinku remontowanej ekspresówki na moja stronę na zakręcie wjechał TIR (na mój pas ruchu) ułamek sekundy, bardzo ostre hamowanie, odrobina mniej refleksu i wbiłbym się mu pod pakę.

Pod Poznaniem jakiś niedorobiony idiota mnie oślepił długimi na remontowanym docinku (zwężenie dwóch pasów do jednego), gdy zgodnie z oznakowaniem zacząłem hamować... bez urazy drodzy czytelnicy z Wielkopolski, ale Poznaniacy na drogach maja opinię szczególnych chamów, co i ja niestety muszę potwierdzić od kilkunastu lat mając z nimi kontakt na drogach... jeśli ktoś na drodze cię otrąbi, oślepi długimi z tyłu... to na 75% Poznaniak. Tylko w Poznaniu (w mojej części Kraju) przy ruszaniu spod świateł ludzie na siebie trąbią... ehhh... nerwowi ludzie.

W okolicach Wschowy jakiś kretyn powtórzył manewr Skodziarza spod Torunia.

Aha, przy jeździe w druga stronę - w nocy - jakiś kierowca pomylił najwyraźniej ekspresówkę podtoruńską z autostradą i jechał moim pasem ruchu na czołowe (Anglik jakiś pieprzony?) poratowaliśmy się zjazdem z drogi na pobocze.

Podczas moich tegorocznych podróży częściej niż zwykle wyłączałem CB-radio, wożąc rodzinę, teściową, itp. - z uwagi na skrajne wulgaryzmy na 19-stce. Z CB robi się powoli Cymbał Radio i jeśli ten trend się nie zatrzyma zamienię je na jakiegoś 'janosika' sprzężonego z navi.



Tyle mam do napisania na dziś, bez ogródek i wprost. Powiem wam, że mocno zastanawiam się nad zmianą samochodu na jakąś ciężką, masywną terenówkę albo pseudo-terenówkę. Będę nieźle bulił za paliwo, ale jak jakiś kretyn wjedzie we mnie - to on będzie miał większy problem.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Jak się zrelaksować niedzielę wieczorem?

Wspólnie z kol. Mariuszem dzisiaj sobie rozmawialiśmy jak się odstresować, oczywisty wątek dwóch piw pojawił się, a jakże - więc coś się już tam chłodzi na wieczór- ja się zastanawiam nad jakimś filmem, relaksującym i odmóżdżającym.

Może mi pomożecie i coś polecicie?

A poniższy film/demo oraz muzykę polecam koledze i oczywiście czytelnikom. Właśnie sobie odpaliłem i się trochę zrelaksowałem.



Wysiłek fizyczny odpada, właściwie kilkanaście godzin temu zrobiłem trasę przez całą Polskę z trzema krótkimi postojami na kawę i jestem dętka. Przejechanie przez naszą Ojczyznę to zawsze hardkor i sport ekstremalny. Spyta mnie ktoś, czy mam ochotę np. skoczyć na bungee na przykład... po co... skoro mam trasę przez cały Kraj... i to dość często.

Gazeta Wyborcza - naprawdę pożyteczna i niedoceniana gazeta.

W kręgach patriotycznych, libertariańskich, korwinowskich, osiedlowo-kibicowskich czy ekologiczno-alternatywnych przyjęło się nielubienie Gazety Wyborczej, obrażanie się na nią, itp. Poniżej wykażę wam w kilku punktach, że niesłusznie i to że Gazeta Wyborcza może być pożyteczna.

1. GW mogę mieć za zupełnie darmo, z dowolnego kącika prasowego, restauracji, czytelni albo nawet McDonald's, gdzie po całym dniu oczytana już, nieaktualna GW jest wystawiana przy półce na tacki do zabrania "na własność". (Oczywiście w różnych miejscach wypada się zapytać czy można ją zabrać do domu!).

2. To mnóstwo, ale to mnóstwo stron i dodatków, cała sterta papieru, nawet jeśli te multum dodatków tej najbardziej upasionej gazety na rynku cię nie zainteresują - to masz na przykład możliwość wykorzystania GW zamiast folii budowlanej, papieru pakowego, papieru ochronnego, wypełniacza do kartonów/przesyłek, itp. Wydaje się, że to nic, ale najtańsza folia ochronna przy remoncie to 3-4 zł, a ile jej czasem schodzi?

3. Jeśli nie masz dalej koncepcji co zrobić z Gazeta Wyborczą, weź kilka sztuk i ugnieć z nich dużą kulę. Kulę oklej taśmą pakową i już masz turbo-hiper-wyborczą piłkę, hardkorowo-survivalową w stylu Mad Max. Możesz ja dla zabawy pokopać z kumplami, albo pobawić się nią z dziećmi. Znajomi/dzieciaki znudzeni plastikowym kiczem i sterylnymi zabawkami docenią twoje rękodzieło (no może czasem dopiero po jednym, dwóch piwach... znaczy znajomi po piwach... nie dzieciaki).


4. Ekologiczna gospodyni zamiast używać folii i worków na śmieci może wyściełać kosz Gazetą Wyborczą, zapobiega to niszczeniu się kosza, przylepianiu śmieci i jest higieniczne, z tym że trzeba do osiedlowego śmietnika latać z całym kubłem - nieskuteczne, jeśli masz dużo mokrych śmieci.

5. Gazetę Wyborczą możesz podrzeć na paski i powiesić w wiejskiej wygódce - papier z GW jest dobrej jakości i nie ma co wybrzydzać, jednak przed finalnym użyciem polecam zmiętolenie i zmacerowanie Wyborczej.

Jak widzicie dałem 5 argumentów na rzecz Gazety Wyborczej. To jest Gazeta na piątkę!!!




sobota, 18 sierpnia 2012

Jak pisać bloga? Czy pisać bloga dla czytelników, czy dla siebie?

Miałem dziś nic już nie pisać, ale akurat telewizora nie mam, ani innych przeszkód, więc i czas na skrobnięcie czegoś się znalazł. W dalszym ciągu jako suplement do wypowiedzi wczorajszych.

Ni stąd ni zowąd na Boskiej Woli nawinęło mi się pod rękę stwierdzenie autora: "To ja mam mieć zabawę z prowadzenia bloga, nie Państwo – z jego czytania.". Więc się odniosę do niego tutaj, co by się nie uzewnętrzniać w miejscu nieprzewidzianym do tego.

Z powyższym stwierdzeniem się nie zgadzam, nie mam oczywiście żadnych górnolotnych motywacji, ani misji zbawiania świata, no może poza ogólnym niepoprawnym patriotyzmem i troską o Kraj, która tu czasem wychodzi, ale powiem tak, po mojemu:

Ja mam mieć zabawę z prowadzenia bloga, A TAKŻE Państwo – z jego czytania!


No i tym się może różnimy od kol. Boska Wola. Ja myślę, że mając czytelników, którzy mają zabawę z czytania tego bloga i więcej pozytywnych relacji, człowiek ma lepsze samopoczucie i energie do działania - gryząc się z jednym czy drugim natomiast, w gąszczu złośliwych komentarzy i ciężkich dyskusji, siłą rzeczy z tego co miało być rozrywką, człowiek wychodzi znużony.

Oczywiście nie da się czasem uniknąć trudnej dyskusji, jeśli człowiekowi coś leży na wątrobie, ale w gruncie rzeczy wiecie o co mi chodzi.

Generalnie jak najczęściej staram się ostatnio postępować podobnie w realnym życiu - jeśli coś widzę dobrego pochwalę, jeśli widzę dobrą obsługę klienta powiem dobre słowo, jeśli w restauracji kucharz zrobi mi dobre jedzenie - każe kelnerowi przekazać że było dobre.

W Polsce ogólnie, jak mi się zdaje, dominuje skrytość, złośliwość i narzekanie - a ja w jakimś stopniu staram się to zastępować otwartością na ludzi, życzliwością i pochwałą. To w realnym życiu się sprawdza. W końcu mur chamstwa i polaczkowatości wokół kruszy się...

P.S. Przypominam: jest już dostępny artykuł Rafała: Windows XP minimalisty.

Stuknęła mi 60-tka!

Nieco dla żartu i nawiązania do dzisiejszej dyskusji o blogach odświeżam post i wasze komentarze dokładnie z dnia 3 SIERPNIA 2011, a więc rok temu, ok. 300 tys. odwiedzin wcześniej. Zapraszam do archiwalnej lektury:

Obserwując zaprzyjaźnione blogi widzę, że w dobrym tonie są uroczyste podsumowania, a to jakiś blog ma rok, a to stuknęło 30 tys. odwiedzin - no więc tym razem idę za trendem. Na liczniku bloga stuknęło właśnie 60 tys. odwiedzin.


Cieszę się, że moja twórczość jest czytana przez was i właściwie nie wiem co powiedzieć, więc może opowiem wam historie powstania bloga:

Mniej więcej w sezonie świątecznym 2010/2011 miałem trochę więcej czasu i zacząłem (przypadkiem) czytać blogi skupione wokół agepo.pl: blogi własne autorów agepo.pl oraz osób komentujących (w tym blogi Krzysztofa Lisa oraz Domowy Survival). Na początku przez długi czas tylko czytałem, potem kilka razy skomentowałem i wciągnąłem się.

Prowodyrem powstania bloga był między innymi autor bloga http://boskawola.blogspot.com/, który w jednej z rozmów zasugerował mi założenie profilu na Google (logicznym było kliknięcie kolejnej ikonki i kolejnej...).

Osobą, która zmotywowała mnie, aby na początku blog rzeczywiście kontynuować jest Riannon z bloga http://tuskulum-riannon.blogspot.com/, która zaczęła mi zadawać pytania odnośnie oszczędnego oświetlenia i faktycznie ściągnęła na mój blog wielu z was (poprzez umieszczenie mnie na swojej liście blogów).

Blog Riannon oczywiście gorąco polecam, bo zawsze znajdę tam coś ciekawego do poczytania.

I tak to się jakoś toczy :)

środa, 15 sierpnia 2012

Płatne autostrady raz jeszcze... Omijajcie Człuchów!!!

Podróżując w czasie wakacji w mniej uczęszczane przeze mnie rejony jestem skłonny korzystać z płatnych odcinków autostrad. W moim przypadku z A1 do Gdańska. Dlaczego? Nie znam okolicy aż tak dobrze jakbym chciał, nie znam drogowych myków, trików, przejazdów... nie znam popularnych pułapek policyjnych i miejsc gdzie wystawiane są aktywne fotoradary lub fotoradary przenośne... tzw. śmietniki.



W efekcie wybrania trasy w nieznanym terenie (przypadek mojego Ojca, trzy fotki z fotoradarów podczas jednej podróży, aż dwie dziwnym trafem o 11km/h za dużo, a trzecia 21km/h) za przejazd trasą bezpłatną możesz zapłacić wielokrotnie drożej niż za przejazd płatna autostradą.

Rzecz w tym, że mój Ojciec jest bardzo dobrym i bardzo ostrożnym kierowcą, umiejącym sprawnie wyważyć proporcje między prędkością a bezpieczeństwem (Ojciec NIGDY nie spowodował jakiegokolwiek wypadku), jednak gąszcz wiosek, ograniczeń, znaków które nie zawsze są widoczne w gąszczu reklam przydrożnych lub skrzyżowań sprawia, że nie jest łatwo uniknąć patrolu lub fotoradaru, szczególnie a ogólnie rozumianym Pomorzu, gdzie szereg gmin żyje jedynie (tylko i wyłącznie) z posiadanych fotoradarów i stanowisk w Strażach Gminnym/Miejskich lub w Policji (słynny Człuchów, Jastrowie i okolice... nazbieraliśmy już łącznie z Ojcem 5 fotek, a właściwie Ojciec + żona, obydwoje jadący bez CB-radia).

Jedna wielka machina dojenia turystów.

Dlatego ja osobiście wybieram płatne drogi w rejonach, których perfekcyjnie nie znam, czy to autostrada pod Gdańskiem, czy w mniejszym stopniu pod Poznaniem. Nawet jeśli zapłaci się więcej finalnie i tak wyjdzie taniej niż haracz gminno-policyjny, albo po prostu wypadki losowe, w stylu uszkodzenia auta na zaniedbanej lokalnej drodze.

piątek, 10 sierpnia 2012

Taryfa dwustrefowa w praktyce.

Niedawno podczas konkursu arszu proponował zmianę taryfy energetycznej i tak się złożyło, że podczas obecnego urlopu w domu u rodziny taką taryfę mają. Tzn. klasyczną taryfę dwustrefową. Ponieważ dotychczasowe rozważania z mojej strony były teoretyczne - dziś zabierzemy się za sprawę od strony praktycznej.


Taryfa została zmieniona dawno temu po konsultacjach z przedstawicielem firmy energetycznej, jako korzystniejsza niż taryfa płaska. Dlaczego? Wiele rzeczy w domu jest na prąd: ciepła woda i dwie kuchenki.

Nie podam wam niestety szczegółów rozliczeń z pewnych powodów, natomiast powiem jakie są subiektywne odczucia gospodyni domu.

1. Trzeba dostosować się do rytmu pracy bojlera, ale akurat nie jest to problemem - kąpiele i toaleta to głównie okolica godz. 22.00 wzwyż.

2. Trzeba dostosować pranie - pranie w dzień zmieścić pomiędzy 13.00 a 15.00. Pralka to pożeracz prądu.

3. Trzeba zmieścić przygotowanie obiadu pomiędzy 13.00 a 15.00, dłuższe pieczenie i czasochłonne potrawy w stylu bigosu po 22.00.

Czyli obecna taryfa wymusza pracę gospodyni domowej pomiędzy 13.00 a 15.00. Z jednej strony jest to jakaś rama czasowa wymuszająca samoorganizację, z drugiej strony gospodyni narzeka, że ma tego dość i wolałaby mieć jedna stawkę dobową.

Niestety, tak dużo tego prądu idzie, że na zmianę się nie zanosi - o wiele korzystniej jest zacisnąć zęby i zorganizować prace domowe w wyznaczonych godzinach. Jednak dla osoby, która pracowałaby np. do 15.00 taka taryfa jest bez sensu.

W rodzinie, w analogicznej sytuacji, był też wariant taryfy weekendowej - bardzo drogo w tygodniu, bardzo tanio w weekendy i w nocy, ale nie zdał on egzaminu. Myślę, że opcja weekendowa jest korzystna jedynie dla posiadaczy domków letnich/weekendowych.

P.S. Jeśli ktoś się interesuje siłownią i/lub fitnessem zapraszam: Zasady suplementacji w sporcie amatorskim.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Wylatowo, UFO, niebieskie ludziki i bliskie spotkania 3-go stopnia.

Przyznam się wam że od jakiegoś czasu zmieniłem moją trasę, którą jeżdżę na Pomorze Gdańskie, wybieram autostradę A1 zwaną także Amber One (czy tylko mi się to kojarzy z Amber Gold?) i w ramach dodarcia do wlotu na A1 dość często przejeżdżam przez słynne Wylatowo, zwane "polską strefą 51".

Potwierdzam sensacyjne doniesienia, że dość często można zaobserwować tam niebieskie ludziki, celują w ludzi tajemniczym laserem, zatrzymują, dokonują bliskiego kontaktu 3-go stopnia...


...i potem jesteś uboższy o stówę, a nawet kilka stów! Oberkomendant i wódz naczelny, którego rozkazów słuchają niebieskie ludziki upodobał sobie bowiem nic innego jak nasze pieniądze.


Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce oberkomendant i wódz kosmitów wybudował bowiem szereg ogromnych lądowisk dla UFO...


...lądowiska są przeogromne, mogą pomieścić po 40 tysięcy ufoków i ich potulnie pracujących i wiernych niewolników. Ale po ich budowie pozostał międzygalaktyczny dług, nasze pieniądze i nasze złoto służą wodzowi ufoków do jego spłaty.

Misja jest ważna, priorytetowa i nie cierpiąca zwłoki, oberkomendant i wódz naczelny zwany także Pierwszym Piłkarzykiem RP (czyli Republiki Plejad... i galaktycznych dominiów) musi walczyć ze swoim przeciwnikiem, bezwzględnym i krwiożerczym Imperatorem i jego watahą....

The Great Galactic Emperor is clearly PISsed off!
He's strong and revengeful!

...więc kiedy ciemną nocą w okolicach Wylatowa zobaczysz migające niebieskie światła i sylwetki niebieskich ludzików wyłaniające się z UFO i zmierzających w twoją stronę, będziesz już znał powód i przyczynę... niestety ta świadomość nie pomoże ci w niczym... niebiescy i tak cię dopadną...


...na szczęście Ziemski Ruch Oporu opracował tajną i dość skuteczną skuteczną broń, którą możemy obronić się przed niebieskimi oraz ich oberkomendantem.


Przecież międzygalaktyczna walka POtęznego Wodza Kosmitów i Imperatora nie jest właściwie nasza walką, więc czemu mamy się do niej dorzucać. Co mnie to obchodzi? Ja nie jestem z ich planety. Ziemia dla Ziemian! Kosmici na Marsa!


Razem "pogonimy kota" Imperatorowi, ufokom i innym Cylonom! Nasi górą!

środa, 8 sierpnia 2012

Amber Gold - co robić?

Przypominam sobie dość dobrze moje wpisy mniej więcej rok temu na temat oszczędzania, a właściwie lokowania pieniądza w 'papierowe złoto' oraz wszelkie certyfikaty na metale, papiery, itp. Krytykowałem to wskazując na możliwość obudzenia się pewnego pięknego dnia z ręką w nocniku.


Niektórzy z was (czytelnicy, koledzy z innych blogów) byli sceptyczni wobec moich wypowiedzi (i komentarzy na innych blogach), wskazując na niedogodności związanie z przechowywaniem fizycznego złota, na niekorzystne rozwiązania podatkowe w przypadku zakupu fizycznego srebra, itp., na moją zbytnią ostrożność, na korzystne wyniki funduszy z 'papierowym złotem'...

Mógłbym teraz głośno powiedzieć... a nawet zatytułować wpis "A nie mówiłem?"

Co zatem robić? Cóż - jeśli byłeś na tyle nieprzewidujący/nieprzewidująca i zainwestowałeś/aś w Amber Gold to mogę jedynie wyrazić moje ubolewanie. Będzie ciężko odzyskać nawet część z tych pieniędzy.

Jeśli jeszcze nie zainwestowałeś w usługi parabankowe, papierowe złoto, certyfikaty na metale, itp. staraj się poszukać inwestycji alternatywnych - bo jak rozumiem to własnie chęć zyskownej alternatywy przyciągnęła się do tego tematu. Akurat nie mam możliwości na tyle swobodnego dostępu do internetu, aby wszystko ładnie przeglądnąć i polinkować - ale zachęcam do samodzielnego przeglądnięcia mojego archiwum z lata tamtego roku i poszukaniu jakie inwestycje miałem na myśli.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Wyniki konkursu.

Wybiła godz 20.00 i niniejszym ujawniam wyniki konkursu na wypowiedź dotyczącą oszczędzania. Jestem potwornie zmęczony remontem, który wreszcie skończyłem i jestem na etapie sprzątania, więc na pewno moje poniższe słowa nie oddadzą tego co chciałbym powiedzieć o każdej z wygranych wypowiedzi, ale najwyższy czas już ujawnić wyniki.


Jak zapowiedziałem konkurs był subiektywny, natomiast starałem się brać pod uwagę takie czynniki jak popularność wpisów oraz wasze opinie. Drugą osobą w jury konkursowym była znana większości moich czytelników Riannon. Także o wygranej decydowały faktycznie trzy "czynniki", dwoje jurorów i Wasz - czytelniczy głos na tym blogu.

Miejsce 1 jednogłośnie zdobył Rafał z bloga Kariera Rentiera.

Miejsce 2 jednogłośnie Michał z blogu Jak Oszczędzać Pieniadze.

Miejsce 3 zdobył Arszu z blogu Niecodziennik. Według mnie jednak za energię, według Riannon za oszczędnego dymka, jednak skoro nasz kolega zgłosił dwie wypowiedzi, zdobył nagrodę za całokształt.

Jedna z wypowiedzi poza podium była na tyle wartościowa, że jednogłośnie przyznaliśmy jej pierwsze wyróżnienie - to jest wypowiedź Olgi o racjonalnym oszczędzaniu..

Drugie, "małe" wyróżnienie, które przyznałem osobiście, to wypowiedź Pawła o oszczędzaniu wody.

Wyróżnień pierwotnie nie przewidywałem w konkursie, ale stały się faktem. Z wyróżnieniami będą się wiązały dodatkowe nagrody, które ogłoszę do jutra. (Muszę napisać mini kod dla dodatkowych nagród.)

Z uwagi na ogrom pracy włożony w wypowiedzi, które zdobyły pierwsze i drugie miejsce, nagrodzę je dodatkowymi emisjami AdTaily na moich blogach tematycznych, równym minimum okresowi wyświetlania na blogu głównym.

Szczegóły w komentarzach najpóźniej jutro. Tymczasem autentycznie padam z nóg. Pozdrawiam i dziękuję za udział w konkursie.

sobota, 4 sierpnia 2012

Jak zacząć blogowanie?

Czasem rożne osoby zadają i to pytanie i zawsze ciężko mi odpowiedzieć. Spróbuję dziś tak - skoro drogi czytelniku (lub czytelniczko!) zadałeś sobie trud, aby założyć konto na Google i wchodzisz tu komentować to tylko jeden krok dzieli cię od założenia własnego bloga.

Logujesz się zatem na to konto, na przykład aby skomentować moje porady motywacyjne, po czym stwierdzasz że możesz to napisać lepiej niż ja. Wpisujesz na przykład w przeglądarce adres: www.jestem-fajna.blogspot.com (spróbuj naprawdę) i ukaże ci się pomarańczowy przycisk - zarejestruj domenę (domeny na blogspocie są za friko). Kilka klików, prostych pytań na które trzeba odpowiedzieć i jesteś już przy wyborze szablonu - na początek wybierz prosty szablon (który w zastosowaniu wygląda TAK), aby nie ugrzęznąć na tym etapie i jazda.

Klikasz nowy post i piszesz, jeśli umiesz choć trochę obsługiwać prosty edytor tekstu (maila napisać?) to poradzisz sobie z napisaniem postu.


O czym pisać, jak znaleźć natchnienie: rozejrzyj się naokoło i pisz, skoro masz inwencję, aby komentować, dasz radę i coś napisać. Od biedy jak nie masz natchnienia... napisz jaką zupę gotujesz (z przepisem ma się rozumieć) oraz wklej zdjęcia swoich kotów, psów i innych pociech. To się zawsze dobrze czyta i ogląda. Panowie mogą napisać jakie to nowe piwo wyszukali na lokalnym festiwalu ludowym (to tez się zawsze dobrze czyta) albo jakich modyfikacji dokonali w swoich samochodach, komputerach, rowerach (nikt tym nie pogardzi).

A jeśli ci się tematy skończą, możesz się zwsze pochwalić jaką fajną klasyczną balladę wyszukałeś w necie i może tym jakiejś sympatycznej czytelniczce rozgrzejesz serducho.



Ot... jeden myk... jeden klik.... i blogujesz.

piątek, 3 sierpnia 2012

Palmiarnia w Legnicy.

Dzisiaj w ramach dolnośląskich wojaży zahaczyłem o Legnicę i zwiedziłem miejsce zupełnie nie znane większości osób w okolicy, zupełnie niepromowane i niedocenione na Dolnym Śląsku - palmiarnię legnicką. Obiekt jak na tej wielkości miasto jest imponujący, choć stanowi jedynie część pierwotnej przedwojennej konstrukcji.


Zatem, przyjechałem, zobaczyłem i zwy... znaczy się... zwiedziłem i wam polecam także. Palmiarnia mieści się przy parku miejskim niedaleko stadionu w Legnicy. Dość łatwo znaleźć ją w internecie, więc nie będę pisał o lokalizacji. Oficjalna strona obiektu: http://www.palmiarnia.legnica.eu/.


Sam park w Legnicy poczynając od okolic Kaczawy i amfiteatru po palmiarnię, Kozi Staw stanowi sympatyczne miejsce na spacer choć odnawiane powoli centrum miasta także ma co nieco do zaoferowania. Obiekty zakupowe w stylu galerii to już norma w okolicy, choć tradycyjnie wolę już legnicki teatr. Legnickie sztuki są z reguły całkiem akceptowalne i na dobrym poziomie (za wyjątkiem przełomowej sztuki "Made in Poland", która rozwala, powala i dewastuje festiwalowe wysilone produkcje i inny pseudointelektualny kicz, zarówno teatralny jak i filmowy). Najlepiej jednak w legnickim teatrze wychodzą komedie - więc jeśli ta atrakcja przyciągnie kogoś do Legnicy - koniecznie wybierać komedie!

Zjeździłem pół Europy i kluczowe europejskie zabytki, poznałem to i tamto, i powiadam wam - czasem nie trzeba jechać daleko za granicę, aby się dobrze zabawić, miło spędzić czas i zobaczyć coś ciekawego - na Dolnym Śląsku, jest mnóstwo ciekawych miejsc, zostawiających w tyle wiele atrakcji zagranicznych (o czym mało kto z zagranicznych podróżników wam powie - bo przecież w towarzystwie trzeba lansować się i snobować np. zapoconym Rzymem albo szajsowatymi plażami na Ibizie).

Jeśli akurat tak jak ja spędzacie lato w domu (nie mam jeszcze urlopu). Nie siedźcie w weekend przed TV z browcem i paczką czipsów w ręku. Odpalcie net, przeszukajcie co w waszych okolicach jest ciekawego do zobaczenia i hejka. Szkoda życia na wlepianie się w debilny telewizor-dupowizor.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Prestiżowa praca i siłownia. Aktualności konkursowe.

Ja sam będąc teraz po III roku studiów widzę wśród rówieśników ten "problem"- konieczności posiadania nawet w wakacyjnej, dorywczej pracy stanowiska jeśli nie nobliwego to przynajmniej o tak brzmiącej nazwie. Śmieszy mnie jednak takie podejście, bo przecież i tak dana osoba będzie w firmie robić przysłowiową brudną robotę- ale jaki lans wśród znajomych- Byłem referentem ds. obiegu dokumentów. Nie neguję znaczenia takiej pracy i samemu mógłbym ją wykonywać nie czując się przy tym żadnej ujmy.

A co do pracy fizycznej to w ogóle jak ktoś wśród moich znajomych powie,że pracował na budowie lub pomagał w gospodarstwie to też spoglądają nań jak na dziwoląga- bo jak to można tak tyrać w upale zamiast posiedzieć przy biurku w klimatyzowanym biurowcu a po pracy pójść na siłownię, tymczasem sam przez 2 tygodnie pracy na budowie podreperowałem kondycję szybciej niż po miesiącu na siłowni.


Autorem powyższej wypowiedzi jest użytkownik bloga - Paweł. Ponieważ spełnia wszystkie wymogi konkursowe za wyjątkiem podania adresu do 'przekazania' nagrody warunkowo ją publikuję. W razie wygranej/wyróżnienia i nie wskazania www przez Pawła przekażemy ją na cele charytatywne.

Wypowiedź o zastąpieniu siłowni mi się podoba - w sumie robię to teraz - przy przeciągającym się remoncie jestem tak fizycznie umęczony, że rzeczywiście nie potrzebuje wizyty na siłowni, aby poprawiać kondycję (no dobra, chwilę też dziś popływałem).



Odnośnie konkursu - bardzo proszę osoby, które szykują ewentualnie swoje wypowiedzi o nie zwlekanie do ostatniej chwili. Zostało niecałe 48h. Jeśli ktoś piszę coś, a czuje że może nie zdążyć proszę o zasygnalizowanie tego na maila lub w komentarzu. Pomyślimy co z tym zrobić.

Wiem, że po ostatnich mocnych wypowiedziach (naprawdę mocni zawodnicy!) niektórzy są zniechęceni do konkurowania, ale poszerzyłem pulę nagród i tym samym plugin AdTaily o blog Założenie firmy więc dlaczego nie spróbować?

środa, 1 sierpnia 2012

Oszczędny dymek. Wypowiedź konkursowa.

Ludzie palili palą i będą palić, dlatego komuś to się może wydawać śmieszne ale, puszczając dymek można oszczędzać, i to sporo.



Jeśli akurat ktoś upodobał sobie ten nałóg, może legalnie kupić tytoń, a wybór z tego co widziałem jest ogromny. Od zwykłych po zapachowe, miętowe, luksusowe, podobnie jest z gilzami. Jedyne w co jeszcze trzeba zainwestować to nabijaka do papierosów i wygospodarować trochę czasu na produkcję fajek np. w trakcie palenia. Koszt tych dodatkowych akcesoriów jest niewielki - zwróci się szybko.

Do zestawu warto też dokupić eleganckim etui na papierosy – towarzystwo na pewno doceni:) Po nabraniu wprawy a aż takie trudne to nie jest, małym wysiłkiem w rozliczeniu rocznym spokojnie nazbieramy na wakacje. Sam nie palę ale wiele osób korzysta z tego rozwiązania i sobie chwali.


Wypowiedź (drugą już) przesłał arszu z bloga www.tombula.wordpress.com.

Jeśli chodzi o palenie - miałem sam epizod palacza i skręcałem sobie z gatunkowego huzara sam papierosy. Miło wspominam to (miło, jak na niedobry i niezdrowy nałóg), taka pełna celebracja papierosa, a nie nerwowym odpalaniem kiepa.

Oczywiście nałóg porzuciłem, z czego jestem zadowolony. Obecnie preferuję inne zioła niż tytoń - co napisałem tutaj: Yerba Mate & Guarana - Indiańskie ziółka, czyli większy power.