czwartek, 30 sierpnia 2012

Karty lojalnościowe...

...są mi wciskane wszędzie. Kiedy odmawiam, sprzedawcy nalegają, przekonują o wartości punktów, które własnie przepadły (odwołując się do pewnego atawizmu - uwaga Pan przecież traci)!.

Przykład: wczoraj robiąc zakup w jednej z sieci handlowych na drugim krańcu miasta, gdzie nieczęsto zaglądam pani kasjerka z przejęciem poinformowała mnie, że własnie przepada mi 133 punkty i ojojoj, co to będzie... na szybko wcisnęła mi pustą kartę... "jak Pan będzie chciał to ją zarejestruje a punkty zostaną....'

Zamawiam hot-doga na stacji i kasjerka z grobową miną oświadcza, że byłoby 50 punktów, a jeśli wiałbym red bull'a to jeszcze +70, a tak.... tracę!


Pisałem kiedyś o kartach lojalnościowych - otóż nie jestem och przeciwnikiem, ale obecna praktyka i chęć złapania każdej puli punktów, każdej drobnej zniżki czy promocji musiałaby oznaczać, że noszę drugi portfel.... wypchany samymi lojalnościówkami!

Nie... z wielkim bólem "stracę" kilka punktów tu.... kilka punktów tam... ale na razie jestem zdecydowany pozostać przy dwóch-trzech kartach w miejscach w których często robię zakupy... a najlepiej kupić TANIO i bez żadnych kosmicznych kart. Bo ten cały marketing i różne promocje to czasem ściema!

sobota, 25 sierpnia 2012

Świeradów Zdrój... koszty wycieczki, ceny.

Pogoda w kratkę i różne rodzinne perypetie sprawiły, że dziś wylądowaliśmy w Świeradowie Zdroju, 'lądowanie' okazało się szczęśliwe, więc dziś napisze parę słów o tym miejscu.

Pierwotny plan to był nocleg w Szklarskiej Porębie, w dość komfortowym apartamencie, który wypatrzyła Kobieta (i który mamy już wypróbowany) przy dolnej stacji wyciągu, cena łączna do 200 do 250 zł za noc gwarantuje, że zawsze znajdzie się dla nas miejsce (kto normalny jest skłonny tyle zabulić za nocleg?). Doskonale wiem, że są lokalizacje tańsze, ale czasem bardziej racjonalne jest ulec presji otoczenia i zafundować bliskim trochę zbytków i luksusu (to taka moja racjonalność na 80% jak kol. z Boskiej Woli, inspirator powstania bloga R-O, mi raczył niedawno słusznie przypomnieć).

Ku zaskoczeniu (i z pomocą wczorajszej burzy) Kobieta stwierdziła 1) że za taką kasę to Ona woli sobie coś kupić. 2) że nie chce się jej pakować nas na nocleg, skoro pakowanie na jednodniowy wyjazd jest 'lżejsze'.

Proszę bardzo - dla mnie machnięcie ok. 220 km w dwie strony to jest pikuś. Wydatek rzędu 6-7 litrów ON w jedną stronę. Słabo jeżdżę po górach, więc raczej muszę liczyć miejskie zużycie paliwa.

W Świeradowie Zdroju od razu zajechaliśmy pod dolną stację kolei gondolowej, zaskoczył mnie bezpłatny parking, wow, nieczęsty ewenement w górach, bilet na 3 osoby w dwie strony kosztował mnie ca. 47 zł.

Na górze mała rundka na Stóg Izerski, kilka kroków w te i i wewte i wylądowaliśmy w schronisku. Głodni jak skurczybyk. Przepyszne kopytka z kapustą zasmażaną za 13 zł, krokiet z barszczem (pikantną samoróbką) za 11 zł i kopyta bez kapusty za 10 zł. Drogo? Niekoniecznie, nizinne ceny razy ca. 2 to nie ewenement w schroniskach. Transport i logistyka w górach to małe piekło każdego dostawcy, więc naprawdę nie jest to jakieś szczególnie zdzierstwo. Co jak co, stare schronisko na Stogu, na moje oko ponad 100-letnie miało swój klimat, którego nie miała nieco sterylna restauracja przy stacji górnej.

Powrót na dół, do miasta przeparkowanie (bezpłatny parking bez stref, wow!) i wizyta w ładnym i klimatycznym wysokogórskim miasteczku z ładną ulicą główną, park zdrojowy, przyległości, pawilon zdrojowy, sklepy...


Kubek (plastikowy) wody zdrojowej za 1 zł. Woda lekko gazowana, lekko słonawa, lekko zalatująca siarą, wedle Kobiety obrzydliwa, wedle mnie - dobre lekarstwo na kacora (nie! oczywiście nie miałem kaca, ale wiem co na niego dobre) i uzupełnienie minerałów...

Mieliśmy szczęście, mój obecny zaprzyjaźniony 'fachman' pomagający mi w pracy robi też regularną fuchę w Świeradowie i poinformował mnie o imprezie "Lata z Radiem" - impreza full wypas, chociaż 5 zł za 6 minut zabaw dzieciaka w jakimś małpim gaju to zdzierstwo, ale czego nie robi się dla pociechy...

Kawa z mlekiem i lody za 8 zł łącznie na głównej Świeradowskiej promenadzie to także pikuś...

Pogoda niespodziewanie okazała się dobra, w pewnym momencie zaczęliśmy żałować, że nie załapaliśmy jakiegoś noclegu w okolicy, ale totalnie nieprzygotowanie na to oraz coraz bardziej korkujące się miasteczko (rozkręcająca się impreza Polskiego Radia), sprawiły, że wylądowałem wkrótce w domu, w swoim własnym łóżku, klepiąc na netbooku kolejny post i popijając Noteckie Jasne za ok 2,20 + kaucja (to samo piwo, dokładnie, pod nazwą Karkonoskie vel. Izerskie vel. Walońskie vel. cośtam... już tych marek nie pamiętam... jest dostępne w schronisku za 5-6 zł) ale jako legalistyczny kierowca nie funduję sobie browca w środku wycieczki, kalkulując że mi promile spadną do legalnego poziomu po zejściu w doliny.... po prostu PIŁEŚ - NIE JEDŹ!!! Bardzo prosta reguła prawdziwego mężczyzny.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Podział Polski

Spodobała mi się bardzo konkluzja Olgi z poprzedniej dyskusji. Polska dzieli się na dwie części - w jednej ludzie kombinują jak tu więcej zaoszczędzić, w drogiej jak dorobić do pensji. Podział Polski na części nie jest jednak do końca geograficzny, to nie jest tak, że mamy bogaty zachód i biedny wschód...

Prowadzę blog oszczędnościowy, mimo to poza materializmem i racjonalizmem, który mi niektórzy przypisują, dostrzegam inny element, który trudno mi tu określić w kilku słowach...

Olga, ja dzielę Polskę inaczej... dzielę ją na część w której ludzie są życzliwi, przyjaźni mi, gdzie powiedzą "Gość w dom - Bóg w dom" oraz "Czym chata bogata..." oraz na część, gdzie spoglądają z niechęcią jak na intruza, kalkulują...przeliczają mnie na dwanaście srebrników, obgadują za plecami...

Realia ekonomiczne, realiami... ale naprawdę wiele pozostaje w naszych głowach. Można żyć w bogatej części kraju/regionu, dobrze zarabiać i opływać w luksusy, ale mieć przerąbane życie... można być mniej zamożną osobą, żyć w biedniejszej części kraju... a jednak prowadzić życie o lepszej jakości. Wiem to po samym sobie, po różnych etapach mojego życia.

Siedzę sobie teraz, odpoczywam przy szklance whiskey (William Lawson's - będzie recenzja!), i czytam Wasze komentarze, zerkam na posty na Waszych blogach, na wasze opinie i wasze zdanie na różne tematy. Jest mi zdecydowanie miło, że moje hobby - blogowanie - się na coś komuś realnie przydaje. Wnioski? Powiem tak: Oszczędzanie, racjonalne oszczędzanie, to co napiszę jest w moim zamyśle dalekie od jakiś skrajności, od chorobliwego oszczędnictwa - to ma być raczej droga do wolności, do złotego środka pomiędzy konsumpcją a pewnym minimalizmem. Wolność od lichwiarzy, stresów, długów, chorobliwej gonitwy za pieniądzem...ale jednocześnie pewien komfort materialny i jakość życia. Jak dla mnie to prosta i nieskomplikowana wizja. Nie ma w tym wielkiej filozofii. No może własnie takie dążenie do znalezienia się w lepszej części Polski (ale lepszej w moim rozumieniu).

Tak więc: Wasze zdrowie!


P.S. Tradycyjnie dziękuję reklamodawcom, dzisiaj firmie polecającej zakup srebra na panelu AdTaily powyżej. Jak tak dalej pójdzie za kilka miesięcy uzbiera się na kolejną ekstra butelkę jakiegoś smacznego trunku (wypitą z umiarem i na zdrowie, oczywiście, a najlepiej w dobrym towarzystwie).

P.S.#2 A tutaj dowiecie się czegoś więcej o moim stylu życia, oraz że Bezpieczeństwo i pewność w biznesie jest iluzją.

środa, 22 sierpnia 2012

Konto za zero? Czemu tak drogo?

W ciągu ostatnich kilku lat nasze banki przeszły prawdziwą ewolucję. Jeszcze na początku ubiegłej dekady wręcz nie do pomyślenia było, żeby prowadzenia konta oraz przelewy były darmowe. Wraz z wprowadzeniem bankowości elektronicznej, a w związku z tym – spadkiem kosztów obsługi, zmieniły się i ceny. Prowadzenie rachunków przestało generować koszty, a w związku z tym możliwe było wprowadzenie, naturalnie w celu ściągnięcia depozytów, kont darmowych.
Doszło do tego, że obecnie posiadanie darmowego rachunku jest nieopłacalne. Obecnie na posiadaniu kont można zarobić, nawet kilka tysięcy złotych rocznie.

No, może „zarobić” to lekka przesada. Najpopularniejszą formą, w jakiej bank płaci swoim klientom jest bowiem zwrot części kwot wydanych na zakupy. Do niedawna dotyczyło to tylko zakupów kartą, obecnie dzięki Alior Sync możemy też odzyskać część wydatków internetowych.
Inną formą płatności jest naliczanie 1% do najwyższego przychodzącego przelewu, praktykowane przez BGŻ. Tutaj jednak musimy zaakceptować kilka złotych opłaty za posiadanie karty.
Ponadto banki przewidują promocje dla nowych klientów. Za otwarcie konta możemy dostać nawet kilkaset złotych – wystarczy, że zrobimy to za pośrednictwem jednego z portali zakupów grupowych. Niedawno była też promocja, gdzie za otwarcie konta dostawaliśmy Amazon Kindle.
Oczywiście, te wydatki bank odrabia gdzie indziej. Dlatego też zazwyczaj banki z oferta atrakcyjnych rachunków osobistych mają słabe lokaty czy konta oszczędnościowe. Stąd też polecam posiadanie kilku różnych rachunków, wykorzystywanych zależnie od potrzeb.
Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, to warto zainteresować się swoim rachunkiem. Jeżeli nie mamy z niego żadnych zysków, albo co gorsza ponosimy przez niego jakieś koszty, powinniśmy zmienić konto na przynajmniej darmowe.

P.S. Polecam na dziś dwa artykuły:

Pięćdziesiąt oznacza pięćdziesiąt czyli tranzytem przez Słowację - autorem jest Refael72



poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Chamstwo i brawura na polskich drogach.

Wnioski z mojej ostatniej podróży przez Polską nie napawają mnie optymizmem. Na A1 jakiś kierowca Skody o mało mnie nie zabił, przy 140km/h zarzuciło go na mój pas równolegle do mnie. Przyhamowałem i wyleciał przede mnie.

Pod Toruniem inny Skodziarz próbował mnie wyprzedzić tuz przez tym jak dwupasmówka zamieniała się w jednopasmówkę, minęliśmy się o metr, może dwa.

Na tym samym odcinku remontowanej ekspresówki na moja stronę na zakręcie wjechał TIR (na mój pas ruchu) ułamek sekundy, bardzo ostre hamowanie, odrobina mniej refleksu i wbiłbym się mu pod pakę.

Pod Poznaniem jakiś niedorobiony idiota mnie oślepił długimi na remontowanym docinku (zwężenie dwóch pasów do jednego), gdy zgodnie z oznakowaniem zacząłem hamować... bez urazy drodzy czytelnicy z Wielkopolski, ale Poznaniacy na drogach maja opinię szczególnych chamów, co i ja niestety muszę potwierdzić od kilkunastu lat mając z nimi kontakt na drogach... jeśli ktoś na drodze cię otrąbi, oślepi długimi z tyłu... to na 75% Poznaniak. Tylko w Poznaniu (w mojej części Kraju) przy ruszaniu spod świateł ludzie na siebie trąbią... ehhh... nerwowi ludzie.

W okolicach Wschowy jakiś kretyn powtórzył manewr Skodziarza spod Torunia.

Aha, przy jeździe w druga stronę - w nocy - jakiś kierowca pomylił najwyraźniej ekspresówkę podtoruńską z autostradą i jechał moim pasem ruchu na czołowe (Anglik jakiś pieprzony?) poratowaliśmy się zjazdem z drogi na pobocze.

Podczas moich tegorocznych podróży częściej niż zwykle wyłączałem CB-radio, wożąc rodzinę, teściową, itp. - z uwagi na skrajne wulgaryzmy na 19-stce. Z CB robi się powoli Cymbał Radio i jeśli ten trend się nie zatrzyma zamienię je na jakiegoś 'janosika' sprzężonego z navi.



Tyle mam do napisania na dziś, bez ogródek i wprost. Powiem wam, że mocno zastanawiam się nad zmianą samochodu na jakąś ciężką, masywną terenówkę albo pseudo-terenówkę. Będę nieźle bulił za paliwo, ale jak jakiś kretyn wjedzie we mnie - to on będzie miał większy problem.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Jak się zrelaksować niedzielę wieczorem?

Wspólnie z kol. Mariuszem dzisiaj sobie rozmawialiśmy jak się odstresować, oczywisty wątek dwóch piw pojawił się, a jakże - więc coś się już tam chłodzi na wieczór- ja się zastanawiam nad jakimś filmem, relaksującym i odmóżdżającym.

Może mi pomożecie i coś polecicie?

A poniższy film/demo oraz muzykę polecam koledze i oczywiście czytelnikom. Właśnie sobie odpaliłem i się trochę zrelaksowałem.



Wysiłek fizyczny odpada, właściwie kilkanaście godzin temu zrobiłem trasę przez całą Polskę z trzema krótkimi postojami na kawę i jestem dętka. Przejechanie przez naszą Ojczyznę to zawsze hardkor i sport ekstremalny. Spyta mnie ktoś, czy mam ochotę np. skoczyć na bungee na przykład... po co... skoro mam trasę przez cały Kraj... i to dość często.

Gazeta Wyborcza - naprawdę pożyteczna i niedoceniana gazeta.

W kręgach patriotycznych, libertariańskich, korwinowskich, osiedlowo-kibicowskich czy ekologiczno-alternatywnych przyjęło się nielubienie Gazety Wyborczej, obrażanie się na nią, itp. Poniżej wykażę wam w kilku punktach, że niesłusznie i to że Gazeta Wyborcza może być pożyteczna.

1. GW mogę mieć za zupełnie darmo, z dowolnego kącika prasowego, restauracji, czytelni albo nawet McDonald's, gdzie po całym dniu oczytana już, nieaktualna GW jest wystawiana przy półce na tacki do zabrania "na własność". (Oczywiście w różnych miejscach wypada się zapytać czy można ją zabrać do domu!).

2. To mnóstwo, ale to mnóstwo stron i dodatków, cała sterta papieru, nawet jeśli te multum dodatków tej najbardziej upasionej gazety na rynku cię nie zainteresują - to masz na przykład możliwość wykorzystania GW zamiast folii budowlanej, papieru pakowego, papieru ochronnego, wypełniacza do kartonów/przesyłek, itp. Wydaje się, że to nic, ale najtańsza folia ochronna przy remoncie to 3-4 zł, a ile jej czasem schodzi?

3. Jeśli nie masz dalej koncepcji co zrobić z Gazeta Wyborczą, weź kilka sztuk i ugnieć z nich dużą kulę. Kulę oklej taśmą pakową i już masz turbo-hiper-wyborczą piłkę, hardkorowo-survivalową w stylu Mad Max. Możesz ja dla zabawy pokopać z kumplami, albo pobawić się nią z dziećmi. Znajomi/dzieciaki znudzeni plastikowym kiczem i sterylnymi zabawkami docenią twoje rękodzieło (no może czasem dopiero po jednym, dwóch piwach... znaczy znajomi po piwach... nie dzieciaki).


4. Ekologiczna gospodyni zamiast używać folii i worków na śmieci może wyściełać kosz Gazetą Wyborczą, zapobiega to niszczeniu się kosza, przylepianiu śmieci i jest higieniczne, z tym że trzeba do osiedlowego śmietnika latać z całym kubłem - nieskuteczne, jeśli masz dużo mokrych śmieci.

5. Gazetę Wyborczą możesz podrzeć na paski i powiesić w wiejskiej wygódce - papier z GW jest dobrej jakości i nie ma co wybrzydzać, jednak przed finalnym użyciem polecam zmiętolenie i zmacerowanie Wyborczej.

Jak widzicie dałem 5 argumentów na rzecz Gazety Wyborczej. To jest Gazeta na piątkę!!!




piątek, 10 sierpnia 2012

Taryfa dwustrefowa w praktyce.

Niedawno podczas konkursu arszu proponował zmianę taryfy energetycznej i tak się złożyło, że podczas obecnego urlopu w domu u rodziny taką taryfę mają. Tzn. klasyczną taryfę dwustrefową. Ponieważ dotychczasowe rozważania z mojej strony były teoretyczne - dziś zabierzemy się za sprawę od strony praktycznej.


Taryfa została zmieniona dawno temu po konsultacjach z przedstawicielem firmy energetycznej, jako korzystniejsza niż taryfa płaska. Dlaczego? Wiele rzeczy w domu jest na prąd: ciepła woda i dwie kuchenki.

Nie podam wam niestety szczegółów rozliczeń z pewnych powodów, natomiast powiem jakie są subiektywne odczucia gospodyni domu.

1. Trzeba dostosować się do rytmu pracy bojlera, ale akurat nie jest to problemem - kąpiele i toaleta to głównie okolica godz. 22.00 wzwyż.

2. Trzeba dostosować pranie - pranie w dzień zmieścić pomiędzy 13.00 a 15.00. Pralka to pożeracz prądu.

3. Trzeba zmieścić przygotowanie obiadu pomiędzy 13.00 a 15.00, dłuższe pieczenie i czasochłonne potrawy w stylu bigosu po 22.00.

Czyli obecna taryfa wymusza pracę gospodyni domowej pomiędzy 13.00 a 15.00. Z jednej strony jest to jakaś rama czasowa wymuszająca samoorganizację, z drugiej strony gospodyni narzeka, że ma tego dość i wolałaby mieć jedna stawkę dobową.

Niestety, tak dużo tego prądu idzie, że na zmianę się nie zanosi - o wiele korzystniej jest zacisnąć zęby i zorganizować prace domowe w wyznaczonych godzinach. Jednak dla osoby, która pracowałaby np. do 15.00 taka taryfa jest bez sensu.

W rodzinie, w analogicznej sytuacji, był też wariant taryfy weekendowej - bardzo drogo w tygodniu, bardzo tanio w weekendy i w nocy, ale nie zdał on egzaminu. Myślę, że opcja weekendowa jest korzystna jedynie dla posiadaczy domków letnich/weekendowych.

P.S. Jeśli ktoś się interesuje siłownią i/lub fitnessem zapraszam: Zasady suplementacji w sporcie amatorskim.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Wylatowo, UFO, niebieskie ludziki i bliskie spotkania 3-go stopnia.

Przyznam się wam że od jakiegoś czasu zmieniłem moją trasę, którą jeżdżę na Pomorze Gdańskie, wybieram autostradę A1 zwaną także Amber One (czy tylko mi się to kojarzy z Amber Gold?) i w ramach dodarcia do wlotu na A1 dość często przejeżdżam przez słynne Wylatowo, zwane "polską strefą 51".

Potwierdzam sensacyjne doniesienia, że dość często można zaobserwować tam niebieskie ludziki, celują w ludzi tajemniczym laserem, zatrzymują, dokonują bliskiego kontaktu 3-go stopnia...


...i potem jesteś uboższy o stówę, a nawet kilka stów! Oberkomendant i wódz naczelny, którego rozkazów słuchają niebieskie ludziki upodobał sobie bowiem nic innego jak nasze pieniądze.


Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce oberkomendant i wódz kosmitów wybudował bowiem szereg ogromnych lądowisk dla UFO...


...lądowiska są przeogromne, mogą pomieścić po 40 tysięcy ufoków i ich potulnie pracujących i wiernych niewolników. Ale po ich budowie pozostał międzygalaktyczny dług, nasze pieniądze i nasze złoto służą wodzowi ufoków do jego spłaty.

Misja jest ważna, priorytetowa i nie cierpiąca zwłoki, oberkomendant i wódz naczelny zwany także Pierwszym Piłkarzykiem RP (czyli Republiki Plejad... i galaktycznych dominiów) musi walczyć ze swoim przeciwnikiem, bezwzględnym i krwiożerczym Imperatorem i jego watahą....

The Great Galactic Emperor is clearly PISsed off!
He's strong and revengeful!

...więc kiedy ciemną nocą w okolicach Wylatowa zobaczysz migające niebieskie światła i sylwetki niebieskich ludzików wyłaniające się z UFO i zmierzających w twoją stronę, będziesz już znał powód i przyczynę... niestety ta świadomość nie pomoże ci w niczym... niebiescy i tak cię dopadną...


...na szczęście Ziemski Ruch Oporu opracował tajną i dość skuteczną skuteczną broń, którą możemy obronić się przed niebieskimi oraz ich oberkomendantem.


Przecież międzygalaktyczna walka POtęznego Wodza Kosmitów i Imperatora nie jest właściwie nasza walką, więc czemu mamy się do niej dorzucać. Co mnie to obchodzi? Ja nie jestem z ich planety. Ziemia dla Ziemian! Kosmici na Marsa!


Razem "pogonimy kota" Imperatorowi, ufokom i innym Cylonom! Nasi górą!

piątek, 3 sierpnia 2012

Palmiarnia w Legnicy.

Dzisiaj w ramach dolnośląskich wojaży zahaczyłem o Legnicę i zwiedziłem miejsce zupełnie nie znane większości osób w okolicy, zupełnie niepromowane i niedocenione na Dolnym Śląsku - palmiarnię legnicką. Obiekt jak na tej wielkości miasto jest imponujący, choć stanowi jedynie część pierwotnej przedwojennej konstrukcji.


Zatem, przyjechałem, zobaczyłem i zwy... znaczy się... zwiedziłem i wam polecam także. Palmiarnia mieści się przy parku miejskim niedaleko stadionu w Legnicy. Dość łatwo znaleźć ją w internecie, więc nie będę pisał o lokalizacji. Oficjalna strona obiektu: http://www.palmiarnia.legnica.eu/.


Sam park w Legnicy poczynając od okolic Kaczawy i amfiteatru po palmiarnię, Kozi Staw stanowi sympatyczne miejsce na spacer choć odnawiane powoli centrum miasta także ma co nieco do zaoferowania. Obiekty zakupowe w stylu galerii to już norma w okolicy, choć tradycyjnie wolę już legnicki teatr. Legnickie sztuki są z reguły całkiem akceptowalne i na dobrym poziomie (za wyjątkiem przełomowej sztuki "Made in Poland", która rozwala, powala i dewastuje festiwalowe wysilone produkcje i inny pseudointelektualny kicz, zarówno teatralny jak i filmowy). Najlepiej jednak w legnickim teatrze wychodzą komedie - więc jeśli ta atrakcja przyciągnie kogoś do Legnicy - koniecznie wybierać komedie!

Zjeździłem pół Europy i kluczowe europejskie zabytki, poznałem to i tamto, i powiadam wam - czasem nie trzeba jechać daleko za granicę, aby się dobrze zabawić, miło spędzić czas i zobaczyć coś ciekawego - na Dolnym Śląsku, jest mnóstwo ciekawych miejsc, zostawiających w tyle wiele atrakcji zagranicznych (o czym mało kto z zagranicznych podróżników wam powie - bo przecież w towarzystwie trzeba lansować się i snobować np. zapoconym Rzymem albo szajsowatymi plażami na Ibizie).

Jeśli akurat tak jak ja spędzacie lato w domu (nie mam jeszcze urlopu). Nie siedźcie w weekend przed TV z browcem i paczką czipsów w ręku. Odpalcie net, przeszukajcie co w waszych okolicach jest ciekawego do zobaczenia i hejka. Szkoda życia na wlepianie się w debilny telewizor-dupowizor.

środa, 1 sierpnia 2012

Oszczędny dymek. Wypowiedź konkursowa.

Ludzie palili palą i będą palić, dlatego komuś to się może wydawać śmieszne ale, puszczając dymek można oszczędzać, i to sporo.



Jeśli akurat ktoś upodobał sobie ten nałóg, może legalnie kupić tytoń, a wybór z tego co widziałem jest ogromny. Od zwykłych po zapachowe, miętowe, luksusowe, podobnie jest z gilzami. Jedyne w co jeszcze trzeba zainwestować to nabijaka do papierosów i wygospodarować trochę czasu na produkcję fajek np. w trakcie palenia. Koszt tych dodatkowych akcesoriów jest niewielki - zwróci się szybko.

Do zestawu warto też dokupić eleganckim etui na papierosy – towarzystwo na pewno doceni:) Po nabraniu wprawy a aż takie trudne to nie jest, małym wysiłkiem w rozliczeniu rocznym spokojnie nazbieramy na wakacje. Sam nie palę ale wiele osób korzysta z tego rozwiązania i sobie chwali.


Wypowiedź (drugą już) przesłał arszu z bloga www.tombula.wordpress.com.

Jeśli chodzi o palenie - miałem sam epizod palacza i skręcałem sobie z gatunkowego huzara sam papierosy. Miło wspominam to (miło, jak na niedobry i niezdrowy nałóg), taka pełna celebracja papierosa, a nie nerwowym odpalaniem kiepa.

Oczywiście nałóg porzuciłem, z czego jestem zadowolony. Obecnie preferuję inne zioła niż tytoń - co napisałem tutaj: Yerba Mate & Guarana - Indiańskie ziółka, czyli większy power.