poniedziałek, 30 września 2019

Apple za 5000, czy flagowiec z Androidem za 3000 zł. Powierzchowna analiza przypadku

Sytuacja o której piszę jest prawdziwa "podwójnie". Brzmi to dziwnie, ale tak to najwyraźniej można ująć. Po pierwsze z dyskusją na ten temat zetknąłem się niedawno w internecie (lektura jakiegoś forum w czasie podróży), po drugie ostatnio przynajmniej raz zaistniał podobny dylemat w moim towarzystwie. Podane w tytule sumy mogą się różnicować o około 50-100 zł.  Procentowo to nieistotne dla całości rozumowania.

Punkt pierwszy. Odwieczna "rywalizacja" między Applowcami i Androidowcami. Ten temat... to oklepane. Zjawisko stare jak świat... kiedy się to zaczęło? Commodore vs Atari, Amiga kontra IBM PC? To sobie dziś darujemy.

*Czy chcesz wiedzieć gdzie jest moje miejsce w konflikcie fanbojskim iPhone vs Android? Odpowiedź znajdziesz w dalszej części wpisu.


Ten wpis nie jest miejscem na wojenkę emocjonalną w stylu Commodore kontra Atari (kto to jeszcze pamięta...?) tylko finansowe zerknięcie na decyzję zakupu. To jest rozumowanie z punktu widzenia zwykłego użytkownika, takich jest najwięcej. Nie z punktu fana marki. 

Z punktu widzenia zwykłego użytkownika zatem...

Apple jest ładnym sprzętem, flagowce z Androidem także są ładne. Jedne i drugie mają fajne aparaty, bajery, dodatki, design i rozwiązania techniczne. Bywa tak, że w jakimś aspekcie Apple jest fajny - ma ładniej dopracowaną aplikację XY, w drugim aspekcie Android jest fajny - ma więcej pamięci RAM, lub miejsca na dane. Z punktu widzenia fanów dyskusja na temat wyższości jednej marki nad drugą nigdy się nie skończy z prostego powodu, każdy ma inne potrzeby i gust. Głęboka analiza różnic i wyższości jest zasadniczo bez znaczenia. To po prostu "podobny temat".

Ryż z marchewką... Wow! It's amazing!

Dla mnie i dla wielu moich znajomych sytuacja wygląda tak. Naszych telefonów używamy do dzwonienia, SMSowania, czasem pojawi się na nich nawigacja, komunikator internetowy, popularna społecznościówka do chwalenia się zdjęciami kotleta lub dziubka przy lustrze w kibelku. Scrollowanie jakiś plotek i pierdół by zabić czas, kiedy gdzieś czekamy. Z poważniejszych rzeczy - aplikacja banku... potem długo, długo nic wartego uwagi...  następnie jakaś genialna aplikacja typu "symulator kozy".


Obserwuję znajome grono użytkowników Androida oraz Apple. Poważniejsze zachowania się zasadniczo nie różnią. Przynajmniej dla 95% populacji.

Dobra bierzemy się za przypadek zakupu.

Tomek kupił flagowca z Androidem za 3000 zł i uzasadnia słuszność swojego zakupu porównaniem parametrów technicznych.

Paweł kupił iPhone Apple za 5000 zł i uważa, że jest to dobry zakup, co uzasadnia parametrami finansowymi.

To jest blog poświęcony finansom, dlatego przyjmując, że technikalia zależnie od stopnia "fanbojstwa" mogą być mniej lub bardziej zmienne, zerkam na argumenty finansowe, które są obiektywne

Sytuacja z Apple jako inwestycją, jest taka, że ten sprzęt trzyma wartość. Po analogicznym okresie użytkowania Paweł może odsprzedać swój model za cenę ok. 3500 zł i szukać nowego sprzętu Łatwo możemy policzyć, że strata wartości Apple wyniosła około 30%. Bardzo dobrze, w sensie procentowym.

Flagowiec z Androidem gorzej trzyma wartość. W omawianym przypadku Tomek z kolei może sprzedać flagowca po bardzo podobnym okresie jedynie za cenę około 1500 zł. Procentowo wypada to słabiej, to 50% strat.

Tego typu kalkulacje mogą być istotne szczególnie dla młodych osób które często wymieniają telefony, albo dla fanów technologii (takich jak ja).

Z drugiej strony.

Inwestycja startowa to w jednym przypadku 5000, w drugim 3000 zł. Mamy tu aż 2000 zł różnicy na sprzętach, które - jak wykazałem wyżej - spełniają bardzo podobne funkcje. 

Dlaczego tak podkreślam te 2000 zł? W przypadku znalezionym w internecie, jak i w przypadku z mojego otoczenia miałem do czynienia z osobami młodymi. Uczącymi się, na dorobku, rozpoczynającymi dopiero karierę zawodową.

Procentowo "konfrontację" wygrywa Apple, jednak tutaj z punktu widzenia blogera oszczędnościowego muszę zwrócić uwagę na kluczowy aspekt. Za sprzęt nie płacę procentami, ale pieniędzmi. W przypadku z mojego towarzystwa młode osoby wzięły drogie telefony na raty, czyli z mojej perspektywy nie kupiły ich za własne pieniądze, zapożyczyły się, zaciągnęły zobowiązania, które będą na nich ciążyć.

Finansowo "konfrontację" wygrywa Android.


Na miejscu młodej osoby za oszczędzone 2000 zł kupiłbym raczej "rzecz" w stylu: kurs języka angielskiego, kurs prawa jazdy, jakiś kurs obsługi technicznej z jakimś certyfikatem (zaczął jakieś uprawnienia typu: energetyczne, technologiczne, inspektorskie). 

Na moim miejscu, osobiście, za oszczędzone 2000 kupiłbym już lepiej jakiś inny sprzęt, choćby tablet z fizyczną klawiaturą (Samsung albo Apple iPad z modemem 4G), albo po prostu sfinansował sobie kilka weekendowych wycieczek.


*Tutaj moje obiecane prywatne ustosunkowanie się do konfliktu iPhone vs Flagowiec z Androidem:

Mimo obecnego (nad)używania smartfona, coś mi tu nie leży. Nie chodzi tu o wybór między postawionymi opcjami, po prostu nie leży mi ogólnie smartfon jako urządzenie. Nie wykluczam powrotu do wzmocnionego telefonu klawiszowego "dla survivalowca". Platformą zatem nie będzie dla mnie żaden z wymienionych kandydatów a najpewniej KaiOS lub jakiś trzeci system wewnętrzny producenta. Telefon zawsze będzie najwygodniejszy do dzwonienia, do mediów i poważnej pracy mobilnej natomiast mały, przenośny laptop z modemem GSM (LTE). Dobrze się czuję na wszystkich głównych platformach w tej klasie urządzeń, przy czym najlepiej na systemie Linux.

Polecam też wpis:

Kupić tańszy czy droższy smartfon?

Jakie Ty masz zapatrywania? Napisz!

Przygotuj się do kryzysu finansowego #2. Ogranicz konsumpcję i zapożyczanie się

Ostatnio pisałem o przygotowaniu do kryzysu finansowego, zerknij sobie na poniższy link:

Przygotuj się do kryzysu finansowego. 5 wskazówek


Jak widzisz mocno naciskam na ograniczenie zadłużenia osobistego w przeddzień kryzysu. Jednak jak to zrobić, o ile nie wygrasz w Lotto, albo nagle nie odziedziczysz jakiejś drogiej nieruchomości (którą można szybko spieniężyć). No nic... pozostaje powolne ograniczanie naszego zadłużenia, jednak aby to zrobić trzeba zachować zasadę.

Wydawaj mniej niż zarabiasz!

Aby dojść do tego celu są dwie proste drogi. Droga nr 1 to zwiększenie zarobków (o tym później), droga nr 2 to jest ograniczenie konsumpcji i zapożyczania się.

Nie kupuj nic za pieniądze, których fizycznie nie masz. No oczywiście mowa także o dostępnych pieniądzach na koncie, jednak nie w formie debetu, czy limitu karty kredytowej, z czego wynika następne stwierdzenie:

Najpierw oszczędź - potem kup. To złota zasada mądrze prowadzonych gospodarstw domowych od zawsze. Pożyczanie na procent, czyli lichwa, łatwo drenuje nasze kieszenie w czasie "zawirowań", o czym wiedzieli już nasi przodkowie. Warto czerpać z mądrości pokoleń.

Nie daj się nabrać na raty zero procent. Nawet te raty zero także trzeba spłacić! To także zadłużenie. Zadaj sobie pytanie co się stanie, jak nawet tej raty nie będziesz w stanie spłacić, ponieważ nagle stracisz pracę. Czy to możliwe? Niestety to zawsze możliwe, dlatego...

Buduj sobie pakiet oszczędności, a nie pakiet obciążeń i zadłużenia!


Ogranicz konsumpcję ponad potrzeby. Obetnij konsumpcję, która nie wynika z realnych potrzeb, ale z wydumanych i fałszywych przesłanek - np. chęć przypodobania się znajomym i sąsiadom. Czy na pewno potrzeba ci drogiego, prestiżowego samochodu? Czy każde wakacje muszą być wykorbione i okraszone milionem egzotycznych zdjęć na FB czy insta? Czy na pewno potrzebujesz telefonu za 5000 zł, skoro tak naprawdę codziennie używasz zestawu aplikacji, dla których telefon za 700 zł wystarczy w nadmiarze. To jest szereg trudnych pytań, na które warto sobie samemu odpowiedzieć. Co tak naprawdę kupujesz "dla siebie", a co dla lansu i "dla innych".

Pozdrawiam!


sobota, 28 września 2019

Przygotuj się do kryzysu finansowego. 5 wskazówek

Dzisiaj kilka szybkich wskazówek na przygotowanie się do kryzysu finansowego. Zasadniczo w temacie realności potencjalnie nadchodzącego kryzysu "wszystko już powiedziano"... przecież nawet wuj Adam przy niedzielnym rosole u babci Marysi siorbnął wymownie, otarł resztkę makaronu i kilka kropli rosołu z wąsa i powiedział "będzie kryzys". Z takim autorytetem nawet ja nie będę dyskutował...


OK. Żarty żartami, ale teraz na poważnie.

Jak osobiście przygotować się na kryzys? Kilka wskazówek.

1. Rozważ pozbycie się kredytu hipotecznego o zmiennej stopie procentowej. Dlaczego? Z uwagi na to jak mogą zmienić się twoje raty oraz/lub sytuacja finansowa w czasie kryzysu. Być może np. posiadasz dodatkową nieruchomość (działka budowlana, domek letniskowy), którą można sprzedać i szybciej spłacić kredyt.

2. Jeśli powyższe rozwiązanie jest niemożliwe spróbuj spłacać kredyt szybciej. Czy jest możliwość nadpłaty części kapitałowej kredytu w Twoim banku? Jeśli tak to spróbuj płacić nieco większą ratę.

3. Jak widzisz nie jestem zwolennikiem pozostawania w jakimkolwiek zadłużeniu w okresie kryzysu. Nie zadłużaj się. Zastanów się, czy zamiast obciążać się kredytem na wiele lat nie lepiej jeszcze trochę powynajmować mieszkanie (zachowując większą mobilność zawodową/geograficzną), unikaj drogich zakupów branych na raty.

 4. Naucz się oszczędzania (nie skąpstwa), trudno w jednym punkcie streścić wszystko o czym piszę od lat jednak postaram się, otóż - zawsze wydawaj mniej niż zarabiasz i utrzymuj odpowiednią rezerwę finansową.

5. Inwestuj w siebie. Zdobywaj nowe kwalifikacje i uprawnienia zawodowe. Ucz się. Spróbuj jakiejś małej dodatkowej działalności gospodarczej (na początek tzw. działalność nierejestrowana). Chodzi o to by nie być w 100% zależności od obecnego pracodawcy. W kryzysie sytuacja zawodowa może się zmienić.
 
c.d.n.

Na dzisiaj wystarczy ;-) Do tematu wrócimy w kolejnych wpisach. Zapraszam do rozmowy na FB.

czwartek, 26 września 2019

Przygotuj się do krótkiego wypadu turystycznego

Ostatnio pisałem o częstych krótkich wycieczkach w teren, czy do bliskich miejscówek jako alternatywy w stosunku do drogich "wykorbionych" wakacji zagranicznych. Tak! Brak dużych pieniędzy do wydania na podróże nie musi oznaczać siedzenia w domu i frustracji. Nie siedź przed telewizorem marząc o drogiej wycieczce zagranicznej, już teraz rusz w pobliski teren. Doświadczenie w okresach moich kryzysów finansowych pokazało mi, że można odbyć satysfakcjonującą mini-podróż do fajnych miejsc w okolicy. Pobliskie wzgórza, lasy, góry... to naprawdę nie musi wydrenować nam budżetu. Może być fajnie, naprawdę fajnie!


Jednak do wypraw w teren warto się przygotować, mowa tu zarówno o kwestiach finansowych jak i kwestiach bezpieczeństwa, zagadnieniach "survivalowych". Poniżej kilka moich wskazówek, które na pewno nie wyczerpią tematu, ale raczej będą stanowiły wstęp do dyskusji. 

1. Na lokalną wycieczkę przygotuj sobie prowiant. Obiady i przekąski w miejscach turystycznych potrafią kosztować całkiem dużo. Jestem daleki od odmawiania sobie posiłku w lokalnej, regionalnej restauracji czy schronisku górskim, ale czy zawsze musimy z niego korzystać. Prowiant, kanapki, kawa przygotowane we własnym zakresie pozwolą zaoszczędzić dużo. Kawa w dowolnym miejscu to przynajmniej kilka zł dla jednej osoby, sama kawa dla małej grupy to może być już dolny zakres sumy kilkudziesięciu zł. Kawa ze słodką przekąską dla małej grupy może dojść okolicy 100 zł. Jeśli weźmiesz przekąski własne i kawę w termosie będzie to kosztować 10-20x mniej. 

2. Parkowanie. Przy popularnej miejscówce parking może kosztować do kilkudziesięciu zł (w dolnych granicach), czasami wystarczy zaparkować 300m dalej zupełnie za darmo. Czy za kilkadziesiąt zł nie da rady zrobić krótkiego dodatkowego spaceru. 

3. Napoje. Weź ze sobą przewidywaną ilość napojów na trasę oraz "nieprzewidziany" zapas, np. awaryjne 0,5l wody na głowę. Z doświadczenia wiem, że zawsze napojów/wody brakuje na wycieczkach. O ile szczęście dopisze to dokupi się wodę i kolorowe napoje np. w schronisku przepłacając kilkakrotnie. Jeśli nie to robi się już niefajnie. Ostatnio na szlaku w Górach Izerskich spotkałem grupę umęczonych "turystów" w stylu Janusze w klapkach i Grażyny w japonkach, którzy dopytywali się czy po czeskiej stronie jest jakiś sklep i można kupić coś do picia i zjedzenia. Niestety nie było... 

4. Mapy. Weź sobie te kilka darmowych map z okolicznych ulotek. To koszt równy zero. Naładuj telefon na max. przed wycieczką i najlepiej choć najtańszy power bank dodatkowo. Dowolna aplikacja do nawigacji, mapy Google, widok satelitarny, nawigacja... to jakimś trafem przydaje się częściej niż potrzeba. Typowy mieszczuch lubi tracić orientację nawet w łatwym terenie i pójść w tę ścieżkę, co nie trzeba. Ja myślę, że jestem dość wyćwiczony w nawigacji i podświadomie czuję teren/kierunki, ale nawet ja miałem niejedną zagwostkę praktyczną, którą rozwiązała nawigacja!

5. Sprzęt i wyposażenie. Zorganizuj sobie sprzęt i wyposażenie na wycieczki. Lepiej nosić niż prosić. Nie mówię tu o jakimś wielkim survivalu, ale spróbuj przewidzieć co się może przydać w terenie. Kompas, power bank, papierowa mapa, lub jej wydruk - jak już pisałem - może jakiś scyzoryk, zapałki, papier toaletowy, chusteczki higieniczne, woda utleniona i plaster, dodatkowa zmiana bielizny (przepocony podkoszulek kiedy wieje.... ahhh, skarpetki, itp.), dodatkowy przeciwdeszczowy i przeciwwiatrowy "ortalion", choćby najtańsza kurtka z marketu.  Ostatnio jak byłem w górach w ciągu kilkudziesięciu minut pogoda z błękitnego nieba i słońca zamieniła się w ziąb i burzę z piorunami...

6. Gotówka. Weź ze sobą jakieś pieniądze.  Akurat w terenie telefon lubi się rozładować i płatności nie będą działać. Jak ci się zdarzy przejść na "bliską zagranicę", czyli czeska strona - roaming, net i aplikacja banku z wymianą walut się jakimś cudem nie załączy. W lokalnym sklepiku na zadupiu czy restauracji/barze/schronisku akurat terminal do kart płatniczych się "zawiesił" i tylko gotówka (kilkadziesiąt zł, trochę koron czy eurasków) pozwoli ci jakoś funkcjonować...


Ok. starczy tego pisania, dyskusję rozwiniemy w komentarzach czy na FB. Na koniec trochę prywaty i polecenie linku dla wyszukiwarek angielski lubin

Lektura kolejna:

Urlop - długi czy krótki?


Pozdrawiam i zachęcam do dyskusji!



poniedziałek, 16 września 2019

Urlop - długi czy krótki?

Urlop - temat rzeka. Nie da się oczywiście w krótkim wpisie podczas przerwy w pracy (co właśnie robię) opisać zbyt wielu zagadnień związanych z urlopem, skupię się zatem na jednej kwestii oraz wrzucę Wam kilka zdjęć z mojego ostatniego wyjazdu w góry (poniżej).

Urlop długi czy krótki? Powiem tak. Bywałem zarówno na urlopach bardzo długich, nawet trzytygodniowych oraz mikro-urlopach trzydniowych, często okazywało się, że po takim mega urlopie byłem w sumie jakiś lekko zmęczony (fizycznie, psychicznie), natomiast po takim krótkim wypadzie całkiem zregenerowany, pozytywnie zresetowany i gotowy do wytężonej pracy. Po prostu różnie bywało. W sumie nie wiem od czego to zależy, natomiast dlaczego zamiast jednego drogiego mega urlopu w ciągu roku nie rozplanować sobie częstych, ale krótkich, intensywnych wyjazdów regeneracyjnych?

Oczywiście pojawia się tu kwestia dystansu oraz ceny takiego urlopu. Urlop krótki z założenia powinien być w bliższej lokalizacji (nie chcemy go spędzać głównie w samochodzie) oraz może być tańszy, niż "wykorbiony" długi urlop, przez co też bardziej dostępny. Ja w tym roku raczej nie mogę sobie pozwolić na długi urlop zagraniczny, natomiast jak najbardziej takie krótsze wypady max. kilkudniowe jak najbardziej... kilka moich ostatnich wpisów to właśnie zdjęcia z nich...

To bardzo pozytywne i naprawdę pomaga osiągnąć "cel urlopowy", czyli pozytywny reset i zastrzyk energii. Finansowo jest to w zasięgu ręki osoby nawet mocno oszczędzającej ;-)

...tymczasem wracam do pracy... tak... dzisiejszy wpis jest bardzo krótki... jak mówiłem ;-D









P.S. Polecam fanpage: https://www.facebook.com/AngielskiOnLineHarvard/

Do lektury natomiast...

Przygotuj się do krótkiego wypadu turystycznego