środa, 30 marca 2011

Dobre piwo w dobrej cenie: Gniewosz Koźlak

Dzisiaj krótka recenzja bardzo dobrego piwa typu Koźlak, w dość ciekawej cenie, bo ok. 2 zł + kaucja za butelkę 0.33l. Produkty browaru Gontyniec coraz częściej zauważam na sklepowych półkach, ceny są zachęcające, dziś wypróbowałem zatem Koźlaka.


Niestety, nic nie zastąpi legendarnego Koźlaka z Browaru Krotoszyn, którego rewelacyjny smak to już najwyraźniej historia natomiast Gniewosz Koźlak mile mnie zaskoczył. Piwo jest odrobinę lżejsze niż klasyczny koźlak, z wyczuwalnym ale delikatnym posmakiem palonego słodu. Goryczka dobrana perfekcyjnie, znakomicie uzupełnia przyjemny aromat palonego ziarna, ale nie dominuje.

Piwo nie jest słodkie i nie wyczuwam w nim karmelu, co jest dla mnie wielką zaletą przy ciemnym piwie. Piwo nie jest zbyt mocne, co czasem zaburza smak, moc nominalna to zaledwie 6% przy ekstrakcie 14% i moim zdaniem to wystarczy.

Podsumowując - mamy lekkie i orzeźwiające ciemne piwo na naprawdę dobrym poziomie - nie pozostaje nic innego, tylko kupić i spróbować. Przy tej jakości trunku - to naprawdę oszczędny zakup.

wtorek, 29 marca 2011

Marka samochodu - prestiż, jakość czy funkcjonalność?

Jak pisałem ostatnio w wolnych chwilach zajmuje się zgłębianiem swojej wiedzy w zakresie motoryzacji. Rozmawiam z mechanikami, z fachowcami, znawcami tematu, itp. Preferencje specjalistów są naprawdę różne. Niektórzy mechanicy upierają się przy niemieckich markach, twierdząc, że cała reszta to 'sheisse', niektórzy mówią tylko o Japończykach, z kolei jeden zaradny i znajomy mechanik jest entuzjastycznie nastawiony do Francuzów, które krytykuje reszta, w tym duża cześć mojej pro-niemieckiej rodziny.

Kolejny mechanik, z którym mam kontakt, swoją akceptację samochodu uzależnia od modelu silnika, modelu auta i zakładu w którym jest ono produkowane. On także akceptuje wybrane francuskie modele. I tak mój Ford Focus 1.6 TDCI to rzekomo fajny egzemplarz, niemiecka produkcja i super silnik, ale już Ford Mondeo 2.0 TDCI to kompletne g**o jakiego świat dawno nie widział. To samo z resztą twierdził sąsiad ojca - mechanik w salonie Forda - za którego namową kupiłem obecne auto.


Samochód, który widać na zdjęciu to Dacia Duster, tania terenówka, która w założeniu ma być odpowiednikiem modelu Łada Niva na rynku UE. Auto tego typu leży także w sferze moich zainteresowań, natomiast werdykt jednego ze znajomych fachowców jest jednoznaczny - rumuński szajs. Z kolei znalazłem wiele pozytywnych artykułów dotyczących innych produktów tej marki - np. Dacia Logan MCV, który także mnie potencjalnie interesuje. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

Aktualizacja: Dalsza część artykułu przeniesiona na stronę: Zabezpieczenie przed kradzieżą.

Telewizja na kartę HD oraz SD

Ostatnio mniej więcej od Bożego Narodzenia nie miałem zbytnio czasu na oglądanie TV. Takie okresy bez TV miewam często, co oczywiście nie znaczy, że nie oglądam filmów, że nie słucham radia, itp. Przy telewizji preferuję oferty na kartę, albo minimalne pakiety cyfrowe z możliwością rozszerzania, itp. - no bo generalnie po co mam płacić za coś czego nie używam?
Generalnie nie wierzę w dekodery za 1 zł, oferty w stylu "pół roku za darmo", pełny pakiet gratis, itp. - za te rarytasy i tak prędzej czy później człowiek słono zapłaci - najczęściej z pełnopłatnym okresem abonamentowym wydłużonym do granic przyzwoitości.


Lepiej kupić własny dekoder.
Ostatnio znajomy zaciągnął mnie do "sklepu dla idiotów", który to od pamiętnej, obrażającej Polaków reklamy w Niemczech staram się w miarę możliwości bojkotować. (Polak to złodziej - według niemieckiego Media Markt). Przy okazji doradzania koledze co do CB radia, zauważyłem kompletny zestaw TVNK SD - starter, dekoder i antena satelitarna za zaledwie 250 zł. To naprawdę dość opłacalna oferta SD, szczegolnie jeśli posiada się klasyczny telewizor kineskopowy, TV LCD o małej rozdzielczości albo plazmę. Nie sprawdzałem tego jeszcze, ale przypuszczam, iż w "sklepach dla normalnych" oferta jest analogiczna, z uwagi na wprowadzenie TVNK w wersji HD (którą także już posiadam). Lepiej wydać kilka zł na początku i potem cieszyć się tanią i elastyczną ofertą, wykupywaną w miarę potrzeb.

Telewizja jest nudna...
Media plotą o kompletnych pierdołach, perypetiach seksualnych celebrytów, kolejnych aferach Grzecha, Mira i Zbycha czy to przewidywalnej nieudolności Donka i Bronka. Nuda Panie, nuda. A kto za to płaci? Pan płaci, Pani płaci, wszyscy płacimy...
Programy, co więcej, powtarzają się. Więc ja posiadając elastyczne oferty na kartę załatwiam to tak - kiedy programy na Discovery i innych interesujących mnie kanałach zaczynają się powtarzać, to kiedy skończy się pakiet, nie wykupuję nowego przez jakiś czas - aż oferta programowa się odświeży, i jak znów zatęsknię do tych kanałów. Jest ciekawiej i bardziej oszczędnie.

No ale ile można oszczędzać? We wszystkim musi być umiar. Właśnie po raz pierwszy od kilku miesięcy zrobiłem doładowanie TVNK SD i mam zamiar z premedytacją zmarnować trochę swojego cennego czasu na gapienie się w ogłupiacz.

poniedziałek, 28 marca 2011

Cukier drożeje? Oszczędzamy cukier?

Jak wiecie bardzo nie lubię porad oszczędnościowych w stylu "benzyna drożeje - pozbądź się samochodu", natomiast, także ze względów zdrowotnych, w przypadku cukru wypada przemyśleć własnie takie analogiczne rozwiązanie.


Jest bardzo wiele teorii żywieniowych i różnych diet, jednak jakiejkolwiek z nich nie weźmiemy pod lupę nadmiernie używany cukier, obok soli, znajduje się pośród rzeczy szkodliwych dla naszego zdrowia. Może warto więc spróbować ograniczyć cukier i słodycze, a w zamian spróbować rozszerzyć dietę o inne smakołyki?

Osobiście wiele lat temu pod wpływem prasy poświęconej zdrowiu stopniowo zrezygnowałem z używania cukru do napojów. Na pierwszy rzut poszła herbata a następnie kawa. Tylko na samym początku smak tych napojów bez cukru wydał mi się dziwny, jednak szybciej niż bym się spodziewał przyzwyczaiłem się do nowego naturalnego smaku. Zauważyłem, że herbata bez cukru lepiej gasi moje pragnienie, co więcej zacząłem wyczuwać aromaty charakterystyczne dla różnych odmian herbaty i kawy, zacząłem wyszukiwać różnych nowych gatunków. Wcześniej czułem głównie cukier.

Poszukiwania nowych smaków doprowadziły mnie do wypróbowania różnych odmian herbat zielonych oraz Yerba Mate, którą to w Polsce spopularyzował Wojciech Cejrowski. Dla Yerba Mate przygotuję chyba osobny post, tymczasem zachęcam do spróbowania różnych gatunków herbat - oczywiście bez cukru. Smacznego!

sobota, 26 marca 2011

Oszczędny przepis: serca drobiowe dla smakoszy

W ostatnich komentarzach padła propozycja przyrządzenia różnych podrobów. Publikuję zatem mój przepis na serca z kurczaka. Nie będzie żadnym zaskoczeniem jeśli powiem, że danie jest smaczne, pożywne, ale jednocześnie bardzo tanie w przygotowaniu.


Czego nie robimy
Najczęstszym błędem w przygotowaniu serc jest wrzucenie ich po prostu do garnka i ugotowanie czegoś w rodzaju bulionu. Wywar nie jest smaczny, a ugotowane serca to nic specjalnego, w dodatku całość zataluje kurzym zapaszkiem i ma słodki posmak wygotowanej krwi. Rozumiem, że ktoś tak przyrządza serca dla psa i z łakomstwa kilka z nich podgryzie, ale nam jednak chodzi o coś lepszego.

Jak przygotować najsmaczniejsze serca
Oczywiście warto wspomnieć, że zakup musi być jak najświeższy - tak jak w przypadku innych podrobów. Świeżość to pierwszy element każdej udanej potrawy z podrobów. Kupione serca musimy przekroić na pół i wrzucić do garnka z zimną wodą - odmoczyć i wodę wylać nawet dwukrotnie. Sercom trzeba trochę pomóc i warto ręcznie wycisnąć z nich resztki krwi - poprawi to smak potrawy. Estetyczniej będzie, jeśli odetniemy górę serc i wychodzące z niej żyły. Mi to osobiście nie przeszkadza, ale jeśli robię potrawę na poczęstunek, radykalnie poprawia to "odbiór" potrawy wśród biesiadników.

Oprawione serca możemy podgotować, wywar będzie smaczniejszy, ale nadal będzie miał smak podrobów, odgotowane wstępnie serca będą jednak delikatniejsze w smaku. Według mnie to jednak niekonieczne i ten etap pomijam. Uprzednio przygotowane serca traktuję jak wątróbkę i smażę ją z cebulą, ziołami, itp.

To jest po prostu pyszne!

P.S. Zapraszam do lektury wpisu: Żołądki drobiowe / flaczki drobiowe - oszczędny przepis. 

P.S. Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!!! Tak... to prośba dokładnie do Ciebie... jeśli spodobał Ci się mój wpis i dostarczył cennych informacji - polub profil mojej strony na Facebooku!!!  https://www.facebook.com/RacjonalneOszczedzanie
Zobacz także nową wersję tego bloga pod nowym adresem: OSZCZEDZANIE.INFO.PL - na pewno zyskasz dzięki temu więcej wartościowych informacji! 
 

Oszczędny przepis: luksusowa wątróbka wieprzowa

Wątróbka wieprzowa należy do najtańszych a przy tym najzdrowszych produktów mięsnych. Z uwagi na niską cenę nieopłacalne dla zakładów mięsnych są wszelkie procesy ulepszające i nastrzykiwanie żelem spożywczym oraz chemią, co ma w większości miejsce przy droższych mięsach. O ile zabierzemy się do rzeczy prawidłowo mamy zatem danie zdrowe, bardzo smaczne oraz niezwykle oszczędne.


Antyprzepis - wątróbka w stylu PRL - czyli jak tego nie robić
Kupujemy wątróbkę bez zwracania uwagi na świeżość, może być lekko poczerniała, kroimy ją na grube bloki a'la cegła i niedbale obsmażamy, niech w środku będzie surowa i krwista, a po naciśnięciu niech cieknie z niej dziwnej barwy sok o zapachu knura. Obowiązkowa pozycja to grube żyły i farfocle wchodzące w zęby.
Powyższy przepis to oczywiście ponury żart - niestety taką właśnie wątróbkę pamiętam z jadłodajni okresu PRL. To jest po prostu masakra! Tak się wątróbki nie robi!

Pyszna wątróbka z cebulką
Wybieramy wątróbkę jak najświeższą, w żadnym razie nie może być szara ani poczerniała. Kroimy ją w plasterki grubości około 1 cm. Wycinamy żyłki i farfocle, które po usmażeniu zepsują nam doznania estetyczne. Plasterki wrzucamy na kilka minut do zimnej wody, aby odsączyć krew i soki dające świński zapaszek. Wodę odlewamy, proces możemy powtórzyć, wątróbka będzie delikatniejsza. Tak przygotowaną wątróbkę smażymy już wedle indywidualnego gustu z pokrojoną cebulką oraz przyprawami.

Smacznego!

piątek, 25 marca 2011

Obolon / Obołoń - ukraiński podpiwek

Ostatnio w komentarzach pojawiła się myśl, że ostatnio coś dużo tu o alkoholu i używkach w ogólności - cóż to prawda - każdy z nas używa takich lub innych używek - ja szukam smaku i dobrego stosunku cena/jakość, co dla mnie jest synonimem oszczędności. Ale proszę bardzo - dziś będzie (prawie) bezalkoholowo.


Podpiwek
Podpiwek ma jako napój długą i bogatą tradycję. Faktycznie jest to rodzaj niskoalhoholowego piwa drugiego sortu, który dominował jako główny napój klasy pracującej w Europie przez całe średniowiecze, aż do początków XX wieku. Podpiwkiem pojono również dzieci. Dlaczego? Otóż ten kto w średniowieczu regularnie pił wodę - dość szybko umierał. Ludzie zauważyli, że osoby pijące wyłącznie piwo, w tym głównie robiony często z odpadów pobrowarniczych podpiwek, cieszą się dobrym zdrowiem. Przez setki lat nikt nie skojarzył, że chodzi tu głownie o długie gotowanie wody przy procesie produkcji piwa.

Domowy przepis na podpiwek i kwas chlebowy
Jeśli nie mamy słodu, ani odpadów browarniczych, podpiwek w warunkach domowych możemy przygotować z palonej kawy zbożowej (prawdziwej, ziarnistej, zaparzonej i schłodzonej), można dodać suszonego chmielu (albo rozmarynu i innych ziół), drożdży, wody i cukru. Całość przefermentować w chłodnym miejscu pod przykryciem, max. 2-3 dni. W ten sam sposób można przygotować także kwas chlebowy wymieniając kawę na chleb razowy podpieczony dodatkowo w piekarniku. Szczegółowych proporcji radzę szukać w internecie lub dobrać na oko do swoich upodobań smakowych. Swoich proporcji niestety nie podam, bo nie pamiętam, ostatni domowej roboty kwas nastawiałem bodajże 6 lat temu.

Podpiwek ze sklepu
Niewiele browarów robi podpiwek wedle starej receptury - tradycyjny podpiwek jest niemal nie do zdobycia w sklepie - współczesny podpiwek to najczęściej rodzaj gazowanego napoju słodowego powstającego bez jakiejkolwiek fermentacji. Granica między karmelowym słodowym piwem bezalkoholowym a podpiwkiem się zaciera, natomiast ten ostatni ma na pewno zerową zawartość alkoholu, co czyni go wartą uwagi alternatywą dla kierowcy. Napój jest słodki, smakiem najbardziej przypomina piwo Karmi, ale jest mniej karmelowy i mniej chmielony. Cena jest znacznie bardziej przyjazna, mimo iż w wersji testowanej jest to napój z importu i wynosi 3 zł za 1 litr. Podpiwek sklepowy zawiera konserwant - natomiast chemii i dziwnych składników jest na pewno znacznie mniej niż w Coli.

środa, 23 marca 2011

Jeep Grand Cherokee - spalanie i oszczędność.

W dalszej rodzinie mamy następujące auto: Jeep Grand Cherokee, ok. 10 letni, przebieg około 200 tys. km, silnik: 4,7 V8 220 KM, 390 Nm, 0-100: 8,3 sek.; Vmax; 196 kmh.

Definitywnie nie jest to auto oszczędne, jeśli chodzi o spalanie - jedyne co jest w nim oszczędne - to moment zakupu. Te samochody w niezawodnej wersji V8, z uwagi na obłędne koszty eksploatacji i zgrzyt zębami przy każdym tankowaniu, można kupić naprawdę tanio w porównaniu do ceny nowego samochodu tej klasy. Co więcej przy obecnym poziomie cen paliwa, jeśli ma się odrobinę umiejętności handlowych, można radykalnie obniżyć cenę wywoławczą, o której mówi właściciel i stać się właścicielem samochodu w całkiem dobrym stanie technicznym.

Auto zdecydowanie sprawdzi się jako samochód do specyficznych zastosowań terenowych, ewentualnie jako drugi samochód w rodzinie na dość bliskie wypady terenowe i turystyczne. Ewentualnie jako ukochana zabawka dla "dużego chłopca", którym w jakimś stopniu jest chyba każdy facet.


W mojej rodzinie auto ma ponadto funkcję reklamową i promocyjną - ma budować prestiż firmy - coś jak słynny czołg w Ścinawie na Dolnym Śląsku. Jestem naprawdę w stanie to zrozumieć i zaakceptować - i szczerze mówiąc - przemawia to do mnie.

Zużycie paliwa - benzyna i gaz - obłęd
A teraz przejdźmy do głównego tematu. Spalanie. Na 100 km samochód w zimie, w cyklu wyłącznie miejskim i starcie z zimnego silnika potrafił wciągnąć do 24 litrów gazu i 7 litrów benzyny łącznie. W zimie cyklu pozamiejskim na ciepłym silniku 20-24 litrów gazu. W lecie przy optymalnych warunkach, spokojnej jeździe na trasie minimum co udało się osiągnąć to 18l gazu na 100km.

Trasa z okolic Gdańska na Dolny Śląsk w zgazowanym egzemplarzu to około 500 zł, na samej tylko benzynie to 1000 zł, licząc w dwie strony.

Krótko podsumowując - o ile rzeczywiście nie robimy jazd terenowych, to do zakupu tego auta mogą nas zmotywować jedynie czynniki pozaekonomiczne (szkolna miłość do Jeepa z V8?). Da się jeszcze usprawiedliwić zakup funkcjami prestiżowo-reklamowo-promocyjnymi, jak to ma miejsce w firmie u mojej rodziny i pokonywaniem naprawdę krótkich dystansów, nie widzę jakiegokolwiek innego uzasadnienia do zakupu tak paliwożernego auta w obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej.

Auto oczywiście ma obecnie jakikolwiek sens jedynie z instalacja gazową.

P.S. Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!!! ...to prośba dokładnie do Ciebie... jeśli spodobał Ci się mój wpis - polub profil mojej strony na Facebooku!!!  https://www.facebook.com/RacjonalneOszczedzanie

wtorek, 22 marca 2011

Recenzja: Tanie piwo - Amber Naturalny

Rozmawiając o oszczędnych produktach oczywiście staramy się szukać jakości za rozsądną cenę, a nie wyszukiwać najtańszych produktów bez względu na wrażenia smakowe. Do tej pierwszej kategorii można zaliczyć dzisiaj opisywany produkt.


Cena sugerowana to 2,50 zł za niepasteryzowane piwo w klasycznej puszce - oczywiście moje piwo kupiłem taniej, w supermarkecie za około 2,30 zł.

Piwo "Amber Naturalny" nie jest w moim stylu, mimo dobrze dobranej goryczki mocno czuć słód i słodkawy posmak, wyczuwam delikatny chlebowy aromat charakterystyczny dla niektórych piw niepasteryzowanych. Ogólnie jest smaczne, zdecydowanie warte zakupu za podane pieniądze, ale jak dla mnie zbyt "kobiece".

Przez swoją słodycz powinno nadawać się na grzańca z domieszką korzennych przypraw. Jednak grzejąc piwo de facto pasteryzujemy je, czyli pozbawiamy wielu witamin i całego dobrodziejstwa kryjącego się w piwie niepasteryzowanym, więc może po prostu warto kupić je w prezencie osobie, która na co dzień lubi pić piwo z sokiem? Tak, to na pewno dobry pomysł.

sobota, 12 marca 2011

Telemarketerzy! Dajcie mi, męczydupy, święty spokój!

Nie ma dnia, abym nie otrzymywał jakiegoś kretyńskiego telefonu z nagabywaniem mnie do kupienia tego, czy tamtego. Prawie nie ma dnia aby jakaś męczydupa nie przeszkadzała mi w pracy, jakimś cudem wynajdując nr telefonu przeznaczony tylko dla ograniczonej grupy osób. Co jakiś czas jestem nagabywany do podpisania kolejnej umowy telefonicznej przez dwie firmy, u których mam telefony.


Telekonsultant, czyli męczydupa
Ja rozumiem, że są ludzie, którzy muszą wykonywać ten zawód i zarabiają w ten sposób na utrzymanie rodziny, jednak jest to jedna z najbardziej znienawidzonych przez klientów profesji i faktem jest, że niektórym telemarketerom puszczają czasem nerwy, a telesprzedaż zamienia się w chamskie nagabywanie.

Obrona przed nagabywaniem przez telekonsultantów
Naturalnie najskuteczniejszą metodą na obronienie się przed nagabywaniem, jest szybkie, grzeczne podziękowanie, czyli np. potwierdzenie, że "Nie jestem zainteresowany Państwa usługami i proszę nigdy więcej nie dzwonić!", następnie szybkie zabicie męczydupy ich własnym tekstem "Życzę miłego dnia i do widzenia!" oraz zdecydowane odłożenie słuchawki. Typowy telemarketer jest bowiem szkolony w nieprzyjmowaniu odmowy i kontynuowaniu nagabywania klienta, ponieważ statystyki podają, że słabsze psychicznie osoby często dają się jednak przekonać, mimo początkowych obiekcji.

Oczywiście jeśli człowiek jest najpierw proszony o wyrażenie zgody na nagrywanie rozmowy, wystarczy odmówić i rozłączyć się. Zdarza się jednak, że zaskoczeni, automatycznie mówimy "tak" i zanim się zorientujemy jesteśmy w ogniu psychomanipulacyjnego ataku.


Uwaga na firmę Orange!
Odradzam wszystkim mocno firmę Orange, to akurat moja ostatnia umowa abonamentowa jeśli chodzi o komórki. Od jakiegoś czasu zgłaszam pisma o zakaz przetwarzania danych, walczę o zatrzymanie powodzi spamerskich SMSów i proszę o zaprzestanie męczenia mnie przez telekonsultantów przekonujących mnie do podpisania kolejnej umowy. Bez skutku - mimo akceptacji zgłoszeń i rzekomych aktywnych blokad spamu. Niestety poszukiwania w internecie potwierdzają, że jest to jeden z najbardziej spamerskich operatorów komórkowych. Jedyną metodą zatrzymywania powodzi spamu jest zgłaszanie pojedynczo lub "w grupach" spamerskich numerów telefonów do biura obsługi - bardzo ciekawe, zwłaszcza, że reklamodawcy korzystają z coraz to nowych numerów. Dziękuję, poczekam, za 3 miesiące przenoszę numer do sieci, w której od długiego czasu nie mam prawie żadnych problemów ze spamem i męczydupami, po wysłaniu zaledwie jednego SMSa. Inne firmy jakoś potrafią zablokować spam, dlaczego nie Orange?

Następną "męczydupą" jest dla mnie lokalny operator telefonii stacjonarnej Dialog i jego nadgorliwi konsultanci, natomiast na tą kwestię przeznaczę chyba osobny post, gdzie poruszę także kwestie opłacalności składanych przez nich ofert.

Po jednym z komentarzy poniżej, zdecydowałem się wkleić do posta to nagranie :)

piątek, 11 marca 2011

Czy opłaca się zbierać puszki?

Zbieranie puszek kojarzy nam się nieodłącznie z ludźmi biednymi i bezdomnymi - natomiast pytanie czy słusznie? Jakiś czas temu mój ojciec robił zakupy na wsi w lokalnym sklepie wielobranżowym i jednocześnie skupie surowców wtórnych - pod sklep podjechał całkiem dobrym i drogim samochodem gość i wyciągnął z bagażnika dwa wielkie worki puszek, sprzedał za całkiem zadowalającą sumę i potem zrobił za to jakieś zakupy.


Powiem tak, gdybym mieszkał na wsi i miał więcej miejsca, a jednocześnie płacił za dany kontener śmieci, puszki po napojach na pewno wędrowałyby do specjalnego pojemnika i byłyby odwożone do skupu raz na jakiś czas. Podwójny zysk - zmniejszenie ilości odpadów oraz drobne ze sprzedaży aluminium.

Już to kiedyś praktykowałem i odwoziłem puszki, szczególnie po letnich rodzinnych imprezach zbierało się ich wiele, ale obecne mieszkanie i miejsce w kuchni nie należy do największych, a cena w skupie dość spadła. O ile dobrze pamiętam waha cię ona w granicach 3 zł za kilogram (1 kg = ok. 80 puszek). Nie wykluczam w przyszłości powrotu do odwożenia puszek do skupu, natomiast przy tej cenie jest to dla mnie raczej nieopłacalne.

W domu letniskowym u rodziny na wsi wystawiam puszki (oczywiście po piwie) złomiarzom, to samo robię pod biurem, gdzie pracuję (tym razem są puszki po coli i red bullach). Mimo iż w mieszkaniu nie płacę za ilość śmieci tylko stały ryczałt za wywóz odpadów, ze względów ekologicznych także staram się pamiętać o wystawianiu puszek zbieraczom.

Pytanie dlaczego preferuję puszki, niż bardziej opłacalne butelki na wymianę? Otóż w mojej okolicy handlowcy robią wszystko, aby utrudnić używanie wymiennych butelek - nie zamierzam kopać się z koniem i być w sklepach traktowany jak jakiś menel. Z różnych względów większość osób z moim otoczeniu także woli napoje w puszkach - jest to wygodne.

Zakładając wysoki poziom recyklingu puszek, jest to ponadto dość dobre dla środowiska rozwiązanie.

czwartek, 10 marca 2011

Kolejne sposoby zabezpieczenia samochodu przed kradzieżą.

Korzystając z wolnej chwili, powoli kończę główny cykl o na temat sposobu zabezpieczenia auta przed kradzieżą - natomiast będzie to oczywiście stały i powracający temat na tym blogu, ponieważ jeśli chcemy oszczędzać, wypada także umieć ochronić nasz majątek przed złodziejami.


Parking strzeżony
Sposób może i dobry, o ile dysponujesz parkingiem tanim, położonym bardzo blisko miejsca zamieszkania. Jak dla mnie droga do samochodu powyżej 5 min. dyskwalifikuje parking. Dodatkowo należy policzyć, czy cena ubezpieczenia AC nie będzie przypadkiem niższa niż koszt parkingu.

Należy pamiętać, że samochód i tak nie będzie stał bez przerwy na parkingu strzeżonym, więc raczej może to być ochrona przed szczeniakami kradnącymi anteny, kołpaki czy lusterka niż 'chłopakami z miasta', którzy kradną wozy na zamówienie.

Na najbliższym mi parkingu strzeżonym parę lat temu ukradziono full-wypas-extra-top brykę wycinając całe przęsło płotu i spokojnie wyjeżdżając autem, w którym był jeszcze autoalarm i inne cuda. Oczywiście pan parkingowy nic nie widział, pies parkingowy akurat uciekł za suką, mieszkańcy bloku naprzeciwko także nic nie widzieli, a parkingowy monitoring akurat tego dnia miał awarię. Cuda po prostu. Pomyślcie o tym.


Znakowanie pojazdów
Tym razem wreszcie jakiś sensowny sposób do rozpatrzenia. Stosowałem sam w nieubezpieczonym samochodzie. Każda możliwa część posiada wygrawerowany, trudny do usunięcia bez wyraźnego śladu kod, szyby, lusterka, itp. Tak ozdobiony samochód trudniej rozparcelować i sprzedać na części na rodzimym rynku wtórnym, choć oczywiście wszystko jest możliwe. Prócz jednorazowej opłaty za taką usługę opłaca się roczny abonament za 'przechowywanie danych' - według mnie abonament można wypowiedzieć (pisemnie), ponieważ informacje i nr kodu można przechowywać samemu i w razie czego zgłosić policji. Znajomy po wpadce lokalnej 'dziupli' bądź pasera (nie pamiętam w tej chwili) rzeczywiście odzyskał skradzioną, dyskretnie oznaczoną część, po prostu zgłaszając miejscowej policji opis i nr, bez pośrednictwa centrali przetwarzania danych.


Prosty sposób na zabezpieczenie skutera przed kradzieżą
Gruby, naprawdę solidny łańcuch "czołgowy", solidny zamek, solidny betonowy blok, podkład kolejowy lub inna ciężka do uszkodzenia przeszkoda dla złodzieja do której wpinamy skuter. Ten sposób także działa jeśli chcemy ochronić motocykl przed kradzieżą (motor jest znacznie cięższy niż skuter, więc mamy jeszcze lepszy duet), natomiast umieszczam go w tym artykule, ponieważ już kilkakrotnie słyszałem o zastosowaniu tego do starszego samochodu w rodzinnych stronach moich teściów! Omawiane auto miało rzekomo przyspawaną solidnie i dyskretnie grubą stalową pętlę do elementów podwozia i było zapinane na gruby łańcuch, na wykupionym na stałe miejscu parkingowym.

Pamiętajmy, im bardziej niekonwencjonalny sposób - tym lepiej! A można użyć przecież kilku sposobów jednocześnie!

Zabezpieczenie auta przed kradzieżą - następne sposoby

Sposób "na pieska"
Jest to oczywista mutacja ostatnio opisanego sposobu na "Chucka Norrisa" wymyślona tym razem przez samego zainteresowanego - czyli amstaffa mojego teścia. Przy krótszych i częstych lokalnych trasach zaprzątanie głowy Chuckowi mijało się z celem, natomiast usunięcie siłą pieska z jego ukochanego samochodu, powodowało u zwierzaka wielki dramat i poczucie krzywdy. No cóż, jak tak kocha jazdę samochodem - niech jedzie - przy okazji popilnuje auto.

Czy jako złodziej chciałbyś bliższego kontaktu z tego typu ochroniarzem?

Oczywiście należy pamiętać, że zwierzak ma gęstsze futro niż ty czy ja i trzymanie psiaka w zamkniętym samochodzie, kiedy jest gorąco jest absolutnie niedopuszczalne. Piesek powinien być także napojony, ewentualnie mieć miskę z wodą w samochodzie.


Cichy alarm zbliżeniowy
To wypróbowana w mojej rodzinie pewna mutacja autoalarmu z większą ilością czujników i wbudowanym przekaźnikiem radiowym. Alarm nie wyje na parkingu, ku całkowitej obojętności i irytacji 99% obserwujących, natomiast na małym panelu, który masz w kieszeni masz sygnalizację tego co się dzieje z samochodem, jeśli chcesz to nawet zbliżania się kogokolwiek do samochodu. Do kompletu posiadasz np. gazrurkę, lub trzonek od siekiery, który w razie czego zupełnie przypadkiem będziesz niósł do bagażnika. Nie wiem jak jest z legalnością użycia Keseru, gazowego pistoletu lub shotguna, czy różnych innych miotaczy gazu, więc oczywiście tego nie polecam. To samo jest z wiatrówką, w szczególności nabitą gruboziarnistą solą, więc tego także ze względów prawnych nie polecam ;-)



Monitoring
Nie przeceniałbym tego środka, natomiast parkowanie samochodu w obszarze monitorowanym znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo kradzieży. Ten sposób stosuję sam, stosują go także znajomi. System monitorujący oczywiście musi być 'widoczny' dla ewentualnego złodzieja, ale zabezpieczony przed łatwą dewastacją. Najprostszy system może składać się już z kamerki do komputera podłączonej do programu rejestrującego na twoim PC oraz kilku tabliczek ostrzegawczych o monitoringu danego obszaru. Można też stosować profesjonalnie wyglądające atrapy, samodzielnie lub jako dodatkowe 'psychologiczne' pokrycie kilku 'martwych punktów' systemu. Jednak jeśli zdradzisz komukolwiek 'zaufanemu' użycie atrap w systemie, możesz być niemal pewny, że ta informacja rozejdzie się pocztą pantoflową i trafi także do złodziei.

środa, 9 marca 2011

Piwo "Łomża Niepasteryzowane" - recenzja

Dzisiaj jeszcze jedna recenzja, ponieważ testowany "oszczędny" produkt zrobił na mnie duże wrażenie. Za namową komentatora o nicku Wróbel zakupiłem dziś Łomżę Niepasteryzowaną.


Smak
Smak idealny, lekko wytrawny, nie czuję słodkiego posmaku, który czasem mnie drażni, ale jednocześnie nie ma tu ani grama kwaśnego posmaku, piwo jest po prostu idealnie wyważone i przefermentowane. Goryczka jest dobrana perfekcyjnie. Powiem tak, Wróbel polecił spróbować - więc kupiłem - nie spodziewałem się tak smacznego piwa.

Cena
Butelka jednorazowa 330 ml kosztowała mnie 2,25 zł - cena niska jak na wysokiej jakości piwo niepasteryzowane. Cenowo i jakościowo powala na łopatki importowane piwa czeskie i niemieckie w podobnej kategorii.

Zdrowie
Nie muszę chyba pisać tu przydługiego posta i przypominać, że piwo niepasteryzowane jest jednym ze zdrowszych trunków. Wszystkie witaminy, mikroelementy i całe dobro kryjące się w piwie - jest w niezakłóconej, czystej formie.

Podsumowanie
Kupiona dzisiaj Łomżą Niepasteryzowana to najlepsza z dotychczas próbowanych Łomż. O ile ostatnio próbowane piwo Łomża Pełne Wyborowe w puszce nie podeszło mi zupełnie (wydawało się lekko kwaskowate, czego nie lubię), Łomża Niepasteryzowane zrobiło na mnie rewelacyjne wrażenie i od dziś będę je śmiało polecał wszystkim znajomym.

Tabaka Löwen-Prise - recenzja

Nawiązując do ostatniej rozmowy o wyrobach tytoniowych dziś zamieszczam recenzję anyżowej tabaki z firmy Pöschl. Oczywiście odradzam nadmierne stosowanie wszelkich wyrobów tytoniowych, natomiast tabaka używana z umiarem jest zdecydowanie najzdrowszą i najoszczędniejszą alternatywą dla koneserów tytoniu.


Aromat
Mam wrażenie, że receptura tej tabaki w ciągu ostatnich lat uległa zmianie. Wyczuwam mniej anyżu, natomiast więcej mentolu i odrobinę miodowego aromatu. Całość jest bardziej orzeźwiająca niż kiedy próbowałem jej ostatnio. Być może znaczenie ma także świeżość - zakupiona dziś tabaka na pewno pochodzi z najnowszej partii produkcyjnej, bo przez jakiś czas w sklepie tytoniowym obok nie mogłem jej dostać.

Moc i konsystencja
Tabaka wydaje mi się grubiej zmielona niż Gawith Apricot albo RedBull tej samej firmy, przez co moc jest nieco słabsza, jednak po używaniu przez jakiś czas bardziej kopiącego RedBull'a jest to miła odmiana. Starałem się także zrobić około dwumiesięczną przerwę w zażywaniu tabaki, aby mój organizm się zbytnio nie przyzwyczaił do nikotyny.

Cena i tabakierka
Jest to jedna z najtańszych tabak z omawianej serii, cena ok. 7 zł, natomiast mimo to dostajemy naprawdę ładnie wyglądającą, klasyczną tabakierkę, dzięki której możemy zabłysnąć w towarzystwie. W pubach wprowadzono zakaz palenia, natomiast nic nie słyszałem o zakazie zażywania tabaki :)

Jeśli jesteś Polakiem i wierzysz w Boga, zażyj tabaki z tego roga!

wtorek, 8 marca 2011

Jak ochronić samochód przed kradzieżą - ciąg dalszy.

W komentarzach do poprzedniego posta czytelnicy poruszyli właśnie dwie kwestie, które miałem poruszyć dziś - autoalarm i blokada pompy paliwa.


Autoalarm
Złe wieści. Wyjący alarm już na nikim nie robi wrażenia, co więcej autoalarm z wiekiem zaczyna szwankować, czujki stają się coraz bardziej zdezelowane, a ich kosztowna wymiana czasem nie przynosi efektu, bo okazuje się, że przyczyna leży w centralce, gdzie od upału puszczają stare chińskie lutowania, itp. Alarm zaczyna żyć swoim życiem, przynosząc jedynie kłopot właścicielowi. W moim starym samochodzie po kilku latach męczenia się - alarm został usunięty. Natomiast zdecydowałem się okleić auto reklamami, o czym pisałem poprzednio. Autoalarmu nie uznaję za warty zastosowania patent zabezpieczający.


Blokada pompy paliwa i różne inne "patenty"
Sprawa jest prosta, w dyskretnym miejscu w samochodzie montujesz włącznik blokujący pompę paliwa, ewentualnie inne kluczowe do odpalenia auta elementy. W poprzednich komentarzach wspomniałem o zabezpieczeniu u teścia, natomiast skoro auto jest sprzedane mogę napisać coś więcej. W dostawczaku VW, który to statystycznie mocno interesował złodzieja, należało przed odpaleniem dotknąć jednym palcem gniazda zapalniczki, a drugim palcem kawałka obramowania koło gniazdka. Inaczej auto nie ruszyło. Oczywiście analogicznych patentów na blokadę różnych komponentów jest wiele - a zasada jedna - im bardziej fikuśny, nieprzewidywany oraz szalony patent - tym gorzej złodziejowi rozprawić się z twoim autem.


W związku z rozbudową bloga posty na temat ochrony przed kradzieżą przenoszę do osobnej struktury. Ciąg dalszy tego posta możesz przeczytać TUTAJ: http://zabezpieczenie.blogspot.com/2011/07/jak-ochronic-samochod-przed-kradzieza.html

poniedziałek, 7 marca 2011

Jak zabezpieczyć nieubezpieczony samochód przed kradzieżą?

Przychodzi w końcu taki czas w żywocie naszego auta, że jakby nie patrzeć, po prostu nie opłaca się go ubezpieczyć od wypadku i kradzieży (ubezpieczenie AC). Dzisiejszy wpis to początek rozważań, jak zabezpieczyć starszy, nieubezpieczony już samochód przed złodziejami.


Akcja STOP 24
To akcja przeprowadzana bezpłatnie przez lokalne komisariaty policji. Widoczną na obrazku naklejkę naklejamy na tylnej szybie samochodu. Jest naprawdę bardzo trudna do zerwania przez ewentualnego złodzieja i dobrze widoczna z daleka, szczególnie oświetlona reflektorami radiowozu (czy jak mówią na CB, miśkowozu). Patrol policji który zobaczy tak oznaczony samochód między 24.00 a 6.00, lub w innych godzinach wyznaczonych przez lokalną Policję, ma obowiązek zatrzymać go i poddać szczegółowej kontroli. Jeśli używasz samochodu w godzinach nocnych - mocno odradzam, jeśli wtedy na 99% słodko śpisz - jest to dość dobry pomysł.


Blokada kierownicy
Zawsze to coś, jakaś przeszkoda, potrafi opóźnić złodzieja w akcji nawet o około jednej minuty. Potem następuje z reguły przecięcie obręczy kierownicy i droga wolna. Z tego powodu też polecam jedynie najtańsze i najbardziej proste blokady - każda z nich będzie twardsza niż koło kierownicy.

Re-edycja: 16 lipca 2011 - ciąg dalszy artykułu:
Posty o kradzieży przenoszę stopniowo na nowy blog. Zapraszam zatem tutaj: http://zabezpieczenie.blogspot.com/2011/07/jak-zabezpieczyc-nieubezpieczony.html, jeśli interesuje was dalszy ciąg tego artykułu.

niedziela, 6 marca 2011

Produkty regionalne - smaczniej i oszczędniej

Jak wspomniałem w komentarzach mam taką zasadę - jak gdzieś jestem, czy to w Polsce czy za granicą, staram się rozglądnąć, wypytać miejscowych co i jak i przestawić się na produkty regionalne. Wychodzi taniej i smaczniej niż przemysłowa masówka. Poniżej kilka przykładów.


Poznańskie pyzy
W przeciwieństwie do pyz spotykanych na wschodzie kraju, są zrobione z ciasta drożdżowego i gotowane na parze. W moich stronach to potrawa niepopularna, natomiast będąc w Poznaniu zawsze w restauracji lub barze zamawiam pyzy z sosem, odrobiną mięsa oraz surówką. Potrawa tania, smaczna i będąca miłą odmianą dla osoby spoza Wielkopolski.

Dawno temu oprowadzałem po Poznaniu prezesa jednej z firm z którą miałem kontakt, zamiast planowanego wcześniej obiadu w jakiejś modnej restauracji zaciągnąłem go po prostu do małego, aczkolwiek gustownego baru zakamuflowanego przy ul. Garncarskiej, gdzie zwykle sam się stołowałem. (Nie miałem absolutnie chęci na snobizm i eksperymenty kulinarne, chciałem po prostu dobrze zjeść i nabrać sił na przydługą konferencję). Prezes był zachwycony wielkopolską kuchnią i między innymi przepysznymi pyzami.


Perła
Słynne piwo Lubelskie, kiedyś dostępne jedynie na wschodzie kraju. Podczas wycieczek w tamte strony nie piłem nic innego. Czasami, dawno temu, przywożone przez kolegów - studentów z okolic Lublina - obecnie jest już dostępne raczej w całej Polsce.

Piwo jest średnio o 1 zł tańsze niż wynoszony na piedestały Żywiec, natomiast mimo to wśród mojej rodziny, odkąd stało się dostępne na Dolnym Śląsku, zdeklasowało Żywca z uwagi na pełny, delikatny smak i rewelacyjnie zrównoważoną goryczkę.


Flądra
Często spędzam lato na Mierzei Wiślanej i zamiast na obiad zamawiać hamburgery, schaboszczaki czy drogie, importowane oceaniczne ryby z hurtowni, albo azjatycką pangę lub tilapię, zamawiam po prostu lokalną smażoną flądrę z surówką, frytkami i odrobiną cytryny. Potrawa absolutnie niedostępna w głębi kraju, a nawet jeśli jakimś cudem gdzieś się pojawi, to flądra z Mierzei biję na głowę ryby z supermarketu i hurtowni, odsmażane w restauracjach w głębi kraju, świeżością i smakiem.

piątek, 4 marca 2011

Oszczędne halogeny - jak oszczędzić bardziej - dalsza optymalizacja

Dzisiaj chciałbym przypomnieć posty o halogenach z pierwszych chwil istnienia tego bloga - post o halogenach zastępujących klasyczne żarówk i oraz temat optymalizacji istniejącego systemu tradycyjnych halogenów.


Łazienka
Ostatnio przy okazji naturalnego końca niektórych halogenów w mojej łazience zabrałem się za temat optymalizacji - akceptowalnej użytkowo redukcji mocy. Przetestowałem dwa halogeny G9 (na obrazku po prawej stronie) jeden o mocy 25W (Chińczyk no-name) oraz drugi o mocy 28W (Polux, czyli Chińczyk) w celu zastąpienia punktów 40W.

Redukcja udała się, natomiast Polux 28W jest wyraźnie mocniejszy niż no-name 25W i ledwo co widać różnicę między nim, a 40W w moim systemie. W przyszłości kupię raczej dwie sztuki po 28W.

Mamy zatem na razie 27W mniej w oświetleniu łazienki, bez jakiejkolwiek istotnej różnicy dla użytkownika.

Chińszczyzna
Dlaczego wybrałem tanią chińszczyznę zamiast markowych halogenów? Otóż żarówki G9 są dosyć słabowite, wrażliwe na wstrząsy, przemontowania, a jakiekolwiek zabrudzenie ich tłuszczem (np. przez bezpośredni dotyk palcem) szybko powoduje pęknięcie. Zdecydowanie lepiej zatem poeksperymentować na tanich odpowiednikach, a zamienić je na lepsze jakościowo, markowe żarówki po ich przepaleniu, jeśli moc okaże się właściwa.

czwartek, 3 marca 2011

Piwo dla wszystkich!

Dziś ciąg dalszy postu o uzależniających przyjemnościach. Wspomniałem, że absolutnie, jako piwny koneser, nie muszę pić drogich importowanych piw, ponieważ w kraju mamy także powody do dumy. Co więcej nasze specjały są w dobrej cenie - a więc oszczędnie.


Piwo Lubuskie
Bardzo smaczne, klasyczne piwo dostępne w okolicach 2 zł w Piotrze i Pawle. Browar Witnica. Dobrze dobrana goryczka, nie za mocna, ale także nie jest to piwo łagodne jak baranek. To mój stały punkt programu podczas wizyty we wspomnianym sklepie.


Piwo Noteckie
Browar Czarnków. Dostępne u mnie w dwóch odmianach - jasne niepasteryzowane oraz ciemne. Koszt 2,20 - 2,50 zł w Piotrze i Pawle. Ciemne jest naprawdę dobre, ale to jasne ma opinię jednego z najlepszych polskich piw. Smak rewelacyjny, przyjemny zapach świeżego piwa, delikatna goryczka. To jest piwo, które kupiłbym w prezencie gościowi z zagranicy, aby udowodnić oczywistą dla mnie wyższość Polskiej Kuchni nad jakąkolwiek inną.


Romper Strong
Piwo typu "tanie piwo z marketu" dostępne w Żabce po 2 zł. Piwo udające Warkę Strong, ale o trochę mniejszej mocy. Niby nic specjalnego, ale na tle innych tanich piw z marketu jest całkiem znośne. Niektórzy umieszczenie go w jednym poście z Lubuskim i Noteckim potraktują pewnie jak świętokradztwo, ale ja mam niezły patent na taniego Rompera - Podgrzewam go w mikrofalówce z odrobiną ziół oraz korzeni i tym sprytnym sposobem otrzymuję ekspresowo pyszny grzaniec, ciekawy w smaku, ale nie powalający na kolana nadmiarem alkoholu. Specyfik kilka razy postawił mnie na nogi po przemarznięciu.

Ten krótki post oczywiście nie wyczerpuje tematu, to tylko namiastka tego co można powiedzieć o tanich lokalnych piwach. Czekam na wasze komentarze.

środa, 2 marca 2011

Uzależnienia

Wczoraj trochę dostało się palaczom, natomiast dzisiaj krótko o moich osobistych uzależnieniach - jak widać nie ma ideału.

Piwo - złoty trunek
To chyba moja największa pasja, nie chodzi tu o ilość, ale o smak, jakość oraz różnorodność. Piwa piję najróżniejsze - różne kraje i regiony pochodzenia, różne typy i smaki. W tej chwili popijam jednego z najpopularniejszych w Polsce porterów (reklamy robić nie będę bo i tak mają jej za dużo).


Nie jestem jednak snobem i absolutnie nie muszę pić drogich zagranicznych piw. Polskie lokalne browary ze swoimi niekoniecznie drogimi specjałami także leżą w sferze moich zainteresowań.

Energy drink
Jest mi niestety niezbędny do dalszej jazdy samochodem. Bez dopału w trasie dekoncentruje się i męczę - wiem, że bez odpowiedniej porcji kofeiny i tauryny w mojej krwi stanowię zagrożenie dla siebie i innych. Ostatnio przejechałem 460km przez Polskę, średnio co 100km wlewając w siebie jeden klasyczny "energy drink" - to naprawdę jest w moim przypadku "mniejsze zło".


Czasem wpadam w ciąg kofeinowy i nie jestem w stanie funkcjonować bez Red Bulla lub jakiegoś zamiennika, aczkolwiek z uzależnienia potrafię jakoś zejść do następnej długiej trasy, lub ciężkiego okresu w pracy wspomagając się kawą - coraz lżejszą każdego dnia, aż do poziomu kawy bezkofeinowej.

Przy okazji w supermarketach są znacznie tańsze mutacje Red Bulla. Działają identycznie. Ostatnio popijałem dość często energy drinki z Lidla, w cenie 1,99 zł za 1 litr, wersja puszkowa 1,55 zł za puszkę. Działa to identycznie, cena radykalnie niższa. Jeszcze taniej wychodzą napoje energetyczne w rozpuszczalnych pastylkach.

Tabaka, czyli nikotyna
Tak, tak... rozumiem palaczy i dobrze wiem co znaczy porządna dawka nikotyny we krwi. Z różnych powodów, nie tylko smrodo-zapachowych, staram się jednak nie sięgać po papierosa, albo po cygaro (co zdecydowanie preferuję).


Kiedy przyjdzie mi niemożliwa do opanowania ochota na tytoń. Kupuję pudełko dobrej tabaki i jakiś czas używam. Jest to zdecydowanie tańsze od palenia i przyjemniejsze dla otoczenia. Przy okazji jest to jakiś sposób na rzucenie palenia.

Staram się nie nadużywać specyfiku i robić przerwy między kolejnymi okresami "tabakowymi". Nikotyna naprawdę cholernie uzależnia. Jeśli ktoś nie pali papierosów, to nie polecam regularnego używania tabaki.

wtorek, 1 marca 2011

Palenie papierosów - oszczędność, rzucenie palenia...

Dzisiaj chciałbym podjąć temat papierosów. Zainspirowała mnie do tego dzisiejsza wizyta w całkowicie przebudowanym lokalu. Przebudowa została oczywiście wymuszona ostatnią zmianą prawa w kwestii palenia. Jestem oczywiście przeciwnikiem narzucania właścicielom lokali tego czy i jak mają pozwalać na palenie na terenie swojej posesji - natomiast realizacja przebudowy mi się podobała - wreszcie będę mógł wybrać się do tego pubu w weekendowy wieczór, bez konieczności intensywnego wietrzenia lub prania wszystkich ubrań w których byłem w pubie oraz dokładnej kąpieli.


Smrodek czy ładny zapach?
Nie ukrywajmy tego bowiem - dla mnie - osoby niepalącej dym tytoniowy śmierdzi starym wypchanym skunksem - mimo, iż zapach niepalonego tytoniu uważam, za bardzo przyjemny - zdarza mi się nawet sporadycznie zażywać tabaki.

Podatki, podatki... jak nie zapłacisz - pójdziesz za kratki.
Najniższa cena papierosów to około 9 zł za paczkę, na to składa się 1,50 zł za papierosy oraz 7,50 zł podatku. Mimo iż uważam się za patriotę, to jakoś nie czuję misji łatania dziury budżetowej naszym nieudolnym POlitykom.

Samodzielne skręcanie papierosów
Nie wiem jak wygląda kwestia legalności, natomiast gdybym palił starałbym się hodować własny tytoń na ogrodzie, samodzielnie suszyć na strychu oraz odpowiednio przygotować do palenia, lub zmielić na tabakę. Starałbym się także kupić tytoń bezpośrednio od rolnika. Skręcanie własnych papierosów, z własnego tytoniu nienasączanego chemią uważam w tej kwestii za "mniejsze zło".

Rzucenie palenia, czy aby na pewno oszczędne?
Raczej tak, ale tylko "raczej". Efekt oszczędnościowy jest oczywisty, natomiast problem w tym, że rzucanie palenia nie każdemu wychodzi na zdrowie. Efekty uboczne odstawienia bywają nieprzyjemnie i dla palacza i dla otoczenia. Słyszałem o przypadku - znajomy znajomego, itp., że rodzina dosłownie zaczęła byłego palacza prosić, aby wrócił do nałogu. Po rzuceniu zrobił on się tak nerwowy, upierdliwy i nieprzyjemny dla otoczenia, że nie dało się z nim w żaden sposób wytrzymać. Osobiście znałem jedną panią, która po rzuceniu palenia zaliczyła podobny "odjazd psychiczny" nie wspominając, iż rzeczywiście absurdalnie roztyła się i podupadła na zdrowiu.

Może więc, drodzy palacze, palcie sobie dalej - ale trochę bardziej respektując istnienie osób niepalących, dla których dym tytoniowy jest nieprzyjemny. I może palcie także zdrowiej i taniej, z rozmów z kolegami - palaczami wiem, że skręcanie własnych papierosów to bardzo fajny i relaksujący "rytuał".