Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2011

Czy kupno psa bez rodowodu jest wyrazem oszczędności?

Grafika
Dziś się zgodnie z zapowiedzią nie wypowiadam - oddaję natomiast głos profesjonalistce. (..) Rodowód, to nie jest zaspokojenie snobistycznego podejścia do życia, ale wyraz rozsądku. Tylko szczenię z metryką daje gwarancję, że jest to rzeczywiście golden retriever. Wielu ludzi, chcąc zaoszczędzić paręset złotych, decyduje się na kupno pieska u handlarza, rozmnażacza prowadzącego „bezpapierową hodowlę”. Tymczasem warto zadać sobie trud starannego wyboru przyszłego członka rodziny, który pozostanie z Wami przez kilkanaście najbliższych lat. Ryzykując kupno przypadkowego, za "okazyjną" cenę szczeniaczka, może się zdarzyć, że w rzeczywistości nie będzie on wcale taki tani. Pieski nabyte na targu, jako golden retrievery, rzadko kiedy nimi są i to widać na pierwszy rzut oka, ale jeśli widzieliście szczenię goldena tylko na obrazku, bardzo łatwo będzie Was oszukać. W zależności od tupetu handlarza, wydacie na pieska 500-1000 zł, a przecież w schroniskach czeka na adopcję mnóstwo ku

Zmiany na blogu, post techniczny.

Grafika
Na blogu zmiany, które jakiś czas już się szykowały. 1. Blokuję nieodwołalnie komentarze użytkowników anonimowych - stałych czytelników korzystających dotychczas z opcji Anonim proszę o założenie sobie nicka na Google, lub nawet konta na Gmail. Nie jest to uciążliwe (nie zawala konta pocztowego spamem). Niestety moderacja Anonimów zaczyna przerastać moje możliwości czasowe - z drugiej strony właściwie tylko z nimi są różne problemy. 2. Robię powoli porządki na blogu. Obejmuje to kasację niektórych komentarzy i postów. Wylatują komentarze ewidentnie trollujące, wulgarne oraz niektóre bezwartościowe komentarze-reklamy z linkami do stron autorów. Wylatują niektóre posty, które spowodowały więcej kontrowersji i kłótni niż pożytku. Z reguły nie taka była moja intencja - te błędy należy naprawić. UWAGA! Jeśli ktoś chce się reklamować lub pozycjonować zapraszam do kontaktu mailowego (prawy-dolny róg) - jestem człowiekiem, z którym się da dogadać. 3. Kończę definitywnie "kopanie s

Sprzedaż. Jak to robić dobrze. Własny biznes.

Grafika
Są dwie drogi dobrej sprzedaży swoich produktów i usług, jeśli je zignorujemy nie uda nam się osiągnąć jakiegokolwiek powodzenia w interesie. Pierwsza droga to Mistrz Ściemy . Opanowujemy to wszelkie techniki psychomanipulacji, marketingu, kłamstwa, kitu i co tam jeszcze mamy. Regularnie uczęszczamy na szkolenia technik sprzedaży, PR, itp. Dochodzimy do mistrzostwa, wciskania kitu bez zająknięcia, sprawiania wrażenia 100% wiarygodnych, przekonanych, entuzjastycznych - zupełnie nie ważne jest tutaj co sprzedajemy. Słaby (na ogół) produkt w razie kłopotów zamienimy na Y po jednym szkoleniu produktowym. Mistrzami Ściemy są według mnie guru niektórych MLMów, ubezpieczyciele, finansiści, politycy i ludzie z ich sztabów. To jednak droga nie dla każdego. Druga droga to Wiarygodny Profesjonalista . Droga psychologicznie o wiele łatwiejsza i możliwa do osiągnięcia przez większość z nas, jednak wymagająca pracy i realnego zaangażowania. Można to naturalnie wspomagać technikami z punktu pier

Oszczędne zakupy - więcej i taniej

Grafika
Temat tak oczywisty, że go w sumie wcześniej nie podejmowałem. Oczywiste jest to, że kupując więcej - większe zbiorcze, lub hurtowe opakowania - często płacimy mniej. Robiłbym jednak takie zakupy z kalkulatorem, bo niektórzy producenci wcale nie oferują dobrych cen opakowań hurtowych, a wszelkie gratisy są tak naprawdę wliczone w cenę. Niektórzy symulują "hurtowość" - kupiłem np. hurtową puszkę suplementu do treningu (a konkretnie aminokwasy BCAA) i po otwarciu okazało się, że wypełniona jest tylko połowa puszki. W pierwszej chwili szok - oszukali mnie. Sprawdzenie wagi pokazuje jednak, że wszystko się zgadza. Za suplement zapłaciłem także o wiele mniej w porównaniu do detalu, więc na swoje wyszedłem - jednak jakiś niesmak pozostał - nie lubię być zmanipulowany - produkt zapakowali w 2x za duże opakowanie, aby spotęgować poczucie hurtowego zakupu. Czasami kupując więcej - tak naprawdę znacznie szybciej zużyjemy produkt - więc hurt się nie opłaca. Czasami możemy przebić

Oszczędzanie pieniędzy na studiach

Jakiś czas temu pewna czytelniczka poprosiła mnie o poradę jak oszczędzać na studiach. Postaram się podzielić zatem moimi spostrzeżeniami, skoro już rozpocząłem temat studiów. Parę postów temu studiujący czytelnicy zdawałoby się wyczerpali temat - przypomnę - dobrym sposobem na oszczędzanie jest kontrola i ścisłe rozliczanie wydatków . Ale dorzucę jeszcze coś od siebie.... Uwaga! Zasadniczą część artykułu poprawiłem i przeniosłem na nowy blog: http://oszczedzanie.info.pl/blog/kilka-pomyslow-na-oszczedzanie-na-studiach/    

Kiełbasa i wędzonki. Jak spożyć je zdrowo...

Grafika
Inspirując się blogiem Droga Minimalisty, choć nie tylko, staram się spożywać mniej przetworzonej żywności niż kiedyś. Dotyczy to kiełbas i wędzonek. Mały wyjątek - między innymi z powodów survivalowych (widać tu, że jestem też fanem bloga Domowy Survival) robię dla konserw, w szczególności konserw rybnych. Tak się składa jednak, że w domu czasem pojawi się wędlina, wędlina jest na stole (w lodówce) u rodziny i nie ma co wybrzydzać. Jak jednak przyrządzić je najlepiej? Na przykład teraz miałem pół paczki nuggetsów z kurczaka (przecież ich nie wyrzucę do kosza dla idei, a zawsze to jakieś mięsko i białko dla ostro trenującego chłopa). Znajoma lekarka, interesująca się zdrowa żywnością, ma na to jeden sposób: wrzucić wszelkie wędzonki do wody, dużej ilości wody - wędzonki dobrze odgotować - a wodę wylać do toalety (bo tylko do tego się nadaje po kontakcie z 90% sklepowych wędzonek). Zredukujemy przez to masę chemii, barwników, konserwantów i ogromne ilości soli kuchennej oraz pekl

Whiskey i piwo

Grafika
Dziś bezczelnie przywłaszczę sobie temat od kolegi z blogu Boska Wola, któremu nie podoba się nowa reklama w Biedronce. Honoru Biedronki będę bronił :) jakby nie patrzeć to jeden z lepszych kontrahentów naszej firmy, a nowy market Biedronki na moim blokowisku należy do najprzyjemniejszych. Obawiam się też, że temat spadnie w dół, jak to się zwykle dzieje ze starymi postami. Otóż piersiówka z imitacji krokodylej skóry - czy co to za plastikowe badziewie - oczywiście mi się nie podoba - piersiówka srebrna albo czarna, czyli klasyk - niczego sobie - jak to piersiówka. Co tu narzekać. Golden Loch, czyli tzw. "Złota Locha", to klasyk prowincji, akademików i blokowisk, wyeksponowana prawidłowo i wzbudzi sympatię prawdziwego rasowego studenta, tatuśka, albo innego 'couch potato'. Jestem teraz chory i aż mnie kusi aby zapodać whiskey albo inny akwawit, co jak co, samopoczucie lepsze, można funkcjonować bez chemii z apteki - ale obecnie raczę się w umiarze jedynie grza

Kryzys, praca i dojenie - mamy dobrobyt!

Grafika
Młodzi-wykształceni... Jakiś czas temu pisałem o zatrudnieniu ucznia/studenta/absolwenta na stanowisko asystenckie w małej firmie z opcją "przynieś-podaj-pozamiataj". Ciężka sprawa. Nie wiedzieć czemu w Polsce takie stanowisko nie cieszy się popularnością, mimo oferowanej możliwości zarobku - najpewniejszą przyczyną są kwestie rozbuchanej ambicji młodych ludzi i lenistwa pokoleń wychowanych po okresie komuny i wczesnych lat 90-tych. Wydaje mi się, że tu liczy się przede wszystkim prestiż. Nie zarobki. Bo jak wytłumaczyć, że są w tym samym czasie chętni na niskokopłatne praktyki w korporacjach, czy nawet robienie za jelenia (=praca za friko) w różnych dziwnych pseudo-korporacyjnych organizacjach studenckich. No cóż - mała firma to nie jest prestiżowy wpis w CV człowieka, który - na poważnie - chce być co najmniej szefem regionalnym w wielkiej korporacji, jak wszyscy jego koledzy i koleżanki. Co tam pieniądze - kasę dla księcia czy księżniczki da mamusia i tatuś. Pienią

Sekrety piłki nożnej.

Jak napisałem w komentarzach nie jestem fanem footballu. Preferuję zupełnie inne sporty, zarówno w ćwiczeniu, jak i oglądaniu. Mało oglądam TV, ale ze sportów oglądanych lubię ewentualnie przeróżne walki, w tym boks oraz zawody strongmen. Popatrzmy pod kątem finansów i polityki - bo w tym klimacie pojawiają się czasem wpisy na blogach - moje sporty nie wymagają dofinansowania z budżetu, kosztownego zabezpieczania imprez przez służby, mega-obiektów sportowych budowanych za pieniądze podatnika i sieci autostrad. Fani i sponsorzy z dużą nawiązką finansują współczesne "zmagania gladiatorów". Wpierniczanie się rządu w te dyscypliny jest całkowicie zbędne. Patrząc natomiast na styk polityki i footballu - jestem trochę zniechęcony do tej dyscypliny. Pomijając to, że np. we Wrocławiu na mieście można dostać w ryj za rejestracje z literami DLU oraz inne dolnośląskie blachy, gdzie nie panuje już Śląsk Wrocław. To chore - z kolei ja nie widziałem w mojej okolicy nigdy bójek międ

Kiedy jem to nie siedzę w toalecie.

Grafika
Tytuł posta może i prowokujący, ale pomyślcie - czy wyobrażacie sobie coś takiego? To przecież absurd! Przecież wyraźnie w naszej kulturze rozróżniamy i rozdzielamy czynności sedesowo-toaletowe od jedzenia! To po prostu niesmaczne! Czy jednak aby nie robimy czasem czegoś równie kretyńskiego? Czy czasem przy stole nie rozmawiamy o pracy (problemach, stresie, zaległościach, porąbanych klientach), czy czasem przy stole nie rozmawiamy o polityce - albo nie oglądamy w czasie posiłku tych zakłamanych świńskich mord polityków w TV? Czy nie podnosimy sobie przypadkiem adrenaliny i nie wprowadzamy złej atmosfery do posiłku? Moim zdaniem to jest niesmaczne - równie niesmaczne jak jedzenie na sedesie czy w wiejskiej sławojce. Kiedy ja jem - to chcę jeść jak Król - Pan i Władca! Chcę celebrować mój posiłek i delektować się nim! Nie chcę polityków, nie chcę w tym czasie pracy, nie chcę stresu i problemów. Na to przyjdzie czas po posiłku, a najlepiej po krótkiej regeneracji i relaksacji, któr

Studenci i absolwenci

Grafika
Temat powracający jak bumerang - studenci, studia i rynek pracy. Już parę dobrych lat temu, jako student zetknąłem się z niechęcią pracodawców do mnie (z powodu takiego, że jestem studentem). Teraz sam to rozumiem, próbując zatrudniać lub dawać jakiekolwiek zajęcie młodszym od siebie kolegom. Mój problem w latach studiów polegał na tym, że nie miałem pieniędzy. Owszem - dostałem pieniądze na miejsce do spania, podstawowe - bardzo podstawowe i bardzo skromne życie, ale po za tym w kieszeni pustka. Mogłem prosić rodzinę o więcej - ale jakoś czułem się dosyć źle prosząc o więcej niż potrzeba na minimum. Zacząłem zatem kombinować z drobnymi fuchami, itp. - trzeba było zarobić. Nie bałem się przyjąć roboty, która była poniżej godności studenta elitarnej uczelni - niestety nie miałem znajomości, więc mój początek to zmywak w pubie, czyszczenie w biurach, akwizycja ubezpieczeniowa. Według mnie praca to praca i tyle. Czułem się dobrze mając pieniądze, bez dopisywania ideologii do "zmywa

A co TY robisz dla oszczędności?

Grafika
Kolega z bloga Jaś Wędrowniczek pochwalił mnie ostatnio za zabójczą regularność w publikowaniu, ale dziś posta na konkretny temat tutaj nie będzie. Nie będzie i tyle, bo rozmyślam. Rozmyślam nad kilkoma sprawami związanymi raczej z zagadnieniami informatycznymi oraz blogiem komputerowym (który jest absolutnie niepopularny w porównaniu do R-O, ale przecież nie dla popularności go posiadam, tylko dla przyjemności). Tymczasem mam pytanie do czytelników: A co TY robisz dla oszczędności? Pochwalcie mi się własnymi patentami na racjonalne oszczędzanie w domach i firmach, zdradźcie pomysły na drobne inwestycje - lokatę drobnych środków, aby przyniosły przyjemny efekt, pomysły na zainwestowanie wolnego czasu, aby mieć satysfakcję i korzyści :) Przecież ja nie mam monopolu na "racjonalne oszczędzanie" a bloga de facto współtworzycie WY, pomagając mi, inspirując, podając w komentarzach swoje własne patenty, które ja potem wypróbowuję i opisuję. P.S. #1 Nawiązując do której

Nie ma jak dobre zioło.

Grafika
Dyskutujemy sobie tu często o kawach, yerba mate i innych cudach, w przedostatnim poście zaczęło się o winach... tymczasem najciekawsza czasem bywa rzecz najprostsza. Zaparzam sobie czarną herbatę liściastą, jakiś przyzwoity gatunek z zielono-szarego pudełka z nazwą Dilmah, do tego zrywam sobie parę listków mięty z własnej hodowli - i jest wypas. Nie trzeba szukać magicznego napoju z liści Bara-Bara z wysp Pingu-Pingu, aby wypić coś naprawdę smacznego. Smacznego i prostego. I mówię wam, nie ma jak dobre zioło. Mięta, melisa... Kupienie ziół w doniczkach okazało się dobrym pomysłem - trzymam je w kuchni, od strony północnej, więc słońce ich nie spala, ziemia jest zawsze wilgotna. Zrywa się listki, a one po jakimś czasie odrastają. Aż jestem zaskoczony, jak to dziś przemyślałem, bo nie myślałem, że w mieszkaniu w bloku da się hodować jakiekolwiek zielsko. Polecam. I chyba jest to dość oszczędne - bo zioła są smaczne, szczególnie w przypadku mięty czuć różnicę między torebkową

Dwa filmy o wolności.

Grafika
Znikający punkt (ang. Vanishing Point) Samotny bohater (buntownik bez powodu) wyzwala się spod kontroli społeczeństwa, ignorując obowiązujące w nim zakazy i nakazy. Przeżywa złudzenie pełnej wolności w pędzącym przez bezkresne amerykańskie pustynie samochodzie. Bohater jest weteranem wojny wietnamskiej i byłym policjantem, który porzucił służbę. Był również kierowcą wyścigowym (samochodowym i motocyklowym). Nosi polskie nazwisko Kowalski, a zajmuje się dostarczaniem zamówionych przez klientów samochodów. Pewnego dnia przyjmuje zakład, że trasę z Denver w Kolorado do San Francisco w Kalifornii (ok. 1242 mil - jakieś 2000 km ) pokona w piętnaście godzin za kierownicą sportowego Dodge’a Challengera 440 R/T z potężnym silnikiem o mocy 380 KM.... To jest moja propozycja na wieczór z filmem mówiącym o wolności (polecam obowiązkowo pełną wersję - tzw. reżyserską), natomiast niektórzy z nas mają kolejną propozycje: Fight Club Zarówno książka, jak i film uznawane są za arcydz

Życie bez samochodu - osiedle z PRL-u

Grafika
Nazbierało mi się kilka spraw do omówienia - są one głównie elementem polemiki z kolegą, którą toczę od dawna. Blokowisko Wychowałem się na PRL-owskim blokowisku średniej wielkości miasta - osiedlu zaprojektowanym tak, że posiadanie samochodu nie jest na nim absolutnie konieczne do wygodnego funkcjonowania. Obecnie po latach tułaczki znowu mieszkam na tym samym osiedlu, gdzie czuję się po prostu dobrze i "u siebie". Lubię tą przestrzeń i luz PRL-owskich blokowisk, choć nie jest to pozbawione negatywnych aspektów (o tym kiedy indziej). Komunikacja Co do transportu i komunikacji. Komunikacja miejska działa sprawnie, jest wygodna i czysta z nowoczesnym taborem, osiedle przecinają dwie trasy rowerowe, prowadzące do centrum. Odległości do centrum, w zależności od punktu to ok. 2-3 km, co umożliwia nawet rezygnację z komunikacji miejskiej i/lub roweru i poruszanie się żwawym krokiem. Trzeba przyznać, że planiści epoki PRL wykonali swoją pracę dobrze w tym przypadku.

Tutka na penisa, syndrom dłuższego członka oraz psychomanipulacja.

Grafika
Jakby nie patrzeć - natura faceta jest zawsze taka sama. Niezależnie od kultury, czasu, uwarunkowań - musimy ze sobą konkurować. Klasycznym symbolem tej konkurencji jest odwieczna rywalizacja na zasadzie - kto ma dłuższego. Oczywiście obecnie nie chodzimy z gołymi pingami po ulicach, ale kupujemy określone ciuchy, zegarki, sprzęt, samochody... W pierwotnych kulturach konkurencja ta przybiera dosłowną formę - kto znajdzie w lesie lub zdobędzie w inny sposób lepszą bulwę - wyrzeźbi sobie większą tutkę niż sąsiad z chaty obok, aby dumnie paradować po wiosce. Prawda - jakie to proste i bezpośrednie? W jednej z reklam kosmetyków, którą obecnie widzimy w TV, w miarę wysportowany Murzyn mówi tekst w stylu: "Drogie Panie... spójrzcie na waszych facetów i porównajcie ich do mnie...." Jest dla mnie jasne jak słońce, że to nie jest reklama dla Pań - to jest reklama DLA NAS - mająca aktywować w nas "syndrom większego", zazdrość i konkurencję - pierwotne męskie instynkty

Podsumowanie 4 miesięcy "inwestycji" w zdrowie i sport.

Grafika
Około 4-5 miesięcy temu wszyscy mieli szała na punkcie włożenia oszczędności trzymanych w skarpecie z metale - jak czas pokazał - decyzja była to słuszna, ale mi to nie pasowało. Czułem, że to nie jest właściwa lokata dla mnie i wyrażałem to otwarcie na blogu. Postanowiłem włożyć pieniądz w ogólnie pojęty interes i okazało się to w moim przypadku słuszne. Czułem że wolę, aby mój pieniądz w widoczny sposób pracował a nie kisił się na lokatach - nawet jeśli zyskownych. Trochę zaskórniaków jednak zostało i wtedy jeden z czytelników (a konkretnie marcin wiesmak) rzucił hasło, że najlepiej inwestować w siebie i w zdrowie. Spodobało mi się. Do ruchu fizycznego nakłaniali między innymi Richmond, Tofalaria...najpewniej kogoś pominąłem... hmm... Riannon informowała o zbawiennym wpływie pracy fizycznej na stan zbędnego sadła... mniejsza o to. No i jestem teraz po ok. 4 miesiącach tego "inwestowania". Niestety absolutnie nie porobiłem sobie żadnych pomiarów czegokolwiek, traktu

Własny biznes. Punktualność.

Grafika
W Polsce dla wielu ludzi punktualność to zjawisko nieznane, tajemnicze i niezgłębione. Coś o czym słyszeli, ale nie widzieli na oczy - coś na miarę UFO w Wylatowie. Tymczasem sprawa jest bardzo prosta. UWAGA! Artykuł przeniosłem tutaj http://zalozenie-firmy.blogspot.com/2013/12/wasny-biznes-punktualnosc-jak-byc-na.html

Siemię lniane i olej lniany. Kolejne informacje.

Grafika
Niedawno pisałem o siemieniu lnianym jako o cennym składniku diety oraz suplementacji w sporcie. Dziś rozmawiałem z zielarzem i wypytałem się o więcej informacji na temat siemienia. 1. Siemię lniane w czystej postaci zawiera goryczkę - ta goryczka może u niektórych powodować podrażnienia śluzówki - goryczka całkowicie zanika w temperaturze ok. 70 stopni - można zatem zalać siemię gorącą, ale nie wrzącą wodą lub rosołem i spożywać powstały krupnik. Można ziarna uprażyć na patelni. 2. Utlenianie się kwasów Omega3 powoduje według niego przede wszystkim tlen - a nie sama temperatura - otwartą buteleczkę oleju lnianego należy spożyć jak najszybciej - przyjmuje się, że max. 6-7 tygodni. Zwyczajowo po otwarciu trzyma się jednak w lodówce - ciemno i chłodno. Ocieplenie hermetycznie zamkniętej buteleczki do temperatury otoczenia, np. przy transporcie lub w magazynie w sklepie - nie powinno uszkodzić Omega3. Także tutaj bez paniki. 3. Jeżeli nie chcecie bawić się zalewaniem i robieniem &q

Własny biznes. Krakały jaskółki, że niedobre są spółki...

Grafika
...to dość popularne w moich kręgach powiedzonko. Znałem je od dzieciństwa, ale niestety nie wziąłem do siebie poważnie. Oczywiście mam za sobą kilka mniej lub bardziej udanych prób założenia biznesu, a także próby nieudane - natomiast zdecydowanie źle czyniłem, nie biorąc sobie do serca tego przysłowia. Generalnie sprawa jest jasna - chcesz mieć przyjaciela - to nie wchodź z nim w spółkę, bo jest duża szansa, że wasza przyjaźń się spali. To tak samo jak pożyczyć przyjacielowi pieniądze (nie mówię tu o 10 zł na browarka) - możesz stracić zarówno pieniądze, jak i przyjaciela. Powodów jest mnóstwo, tkwią one głęboko w naszej naturze, zwyczajach, wychowaniu, podejściu do pracy i pieniądza. Osoba, z którą się przyjaźnisz - niekoniecznie na innych płaszczyznach będzie z tobą kompatybilna. Pierwszy upadek. Powiem wam, że jedna z moich pierwszych spółek (studenckich) się rozpadła głównie z powodów ambicjonalnych - a pierwszym i ważnym powodem stało się to, że w pełnej nazwie spółki m

Gra pozorów, czyli biuro w domu i biznes w Polsce. Studia.

Grafika
Futrzak - chciałem Ci odpowiedzieć szerzej w poprzednich komentarzach - uznałem jednak, że odpowiedź jest warta osobnego posta - ponieważ dotykamy tu sedna sprawy. Najwyrazniej w Polsce jeszcze ciagle liczy sie bardziej "wyglad" niz cena i jakosc uslugi. Oczywiście - tak jest. Według mnie w Polsce jak nigdzie liczy się lans, szpan, pozory i dotyczy to także biznesu. Firma, w której obecnie działam, na początku mieściła się w (kilku) home office, następnie w części wydzielonej z dość dużego mieszkania, jednak mimo forsowania przez nas nazwy "biuro" bądź "lokal" - cześć klientów parafrazowała "aaaaa.... w mieszkaniu". Spotkaliśmy się wprost z lekceważeniem, czy też nieustannym podważaniem naszego profesjonalizmu z tego powodu. Obecne biuro to szkło, chrom i stal, wypicowany lokal z wszelkimi udogodnieniami. Na pozór nie ma to logicznego sensu i nie przekłada się w żaden sposób na jakość produktu, ale ten lokal robi nam 50% roboty mniej z szer

Office sharing, czyli współdzielenie biura. Biznes.

Grafika
W postach w maju i czerwcu pisałem dużo o własnym biznesie i home office/biznesie w domu, po małej przewrotce z ideologiami i polityką na blogu wracamy do robienia kasiorki, finansów i praktycznych patentów. Przyznacie sami, że znacznie przyjemniej się dyskutuje np. o minimalizmie w mieszkaniu, jeśli na przykład posiadamy kasiorkę na wymianę starego, wielkiego, hałaśliwego zestawu desktopowego PC, z plątaniną kabli na jakieś miniaturowe rozwiązanie z bezprzewodowymi bajerami (mini PC, wypasiony laptop)... Wracając do tematu biura w domu - jeśli czytaliście moje posty - wiecie, że jest to rozwiązanie na ogół złe. Dom to po prostu dom, a nie biuro. Jeśli maluchowi dokleisz znaczek od BMW, założysz lepsze kołpaki oraz nasadkę na wydech - dalej to będzie maluch - i wprawne oko zobaczy od razu ściemę. Naście lat temu, jako student, miałem ciekawą sprawę i dobrą małą transakcję na oku. Zrobiłem dobre wrażenie na kliencie Uzgodniliśmy sumę ok. 700 zł za usługę serwisową X. Klient jednak

120 tysięcy i rozmowa o wolności

Grafika
Obiecałem jakoś celebrować 120 tysięcy odwiedzin bloga (blog istnieje od ok. 10 miesięcy), ale jakoś na tą okazję narobiło się trochę dyskusji polityczno-obyczajowych. Mam odczucie, że dyskutanci zarzucają mi swoisty zamordyzm i chęć nakazywania innym. Tyle, że mamy tu jeden, zasadniczy błąd rozumowania. Ja NIE krzyczę na blogu: "Stop! niech SEJM zabroni jazdy bez kamizelki i kasku! Dosyć! Niech W RZĄDZIE zabronią halołin, brutalnych gier..." Ja mówię i PROSZĘ - ubierz kamizelkę i oświetl rower - w naszym wspólnym interesie. (Domyślnie: Jeśli chcesz!) Ja proszę - nie puszczaj dziecku horroru i morderczych gier, ale NIE krzyczę o urzędowej prohibicji na ostre produkcje! Wszystko na zasadzie dobrowolności, samoorganizacji społeczeństwa - aby ludzie nie stali jak owce - biernie. A jeśli się ze mną jeden z drugim nie zgodzi, ekhmmm - chcącemu nie dzieje się krzywda. Grabarze, lekarze, rehabilianci oraz psychologowie i psychiatrzy też z czegoś żyć muszą i ucieszą się, że

Jak zbudować bunkier

Grafika
Skoro ostatnio eksploatuję zasoby filmowe to muszę wam jeszcze pokazać filmik ilustrujący budowę bunkra. Temat użycia kontenera był kilkakrotnie podnoszony w komentarzach na blogu Domowy Survival, ale dopiero teraz udało mi się znaleźć materiał filmowy. Sam zrobiłbym to inaczej.... zobaczcie tutaj: http://miejski-survival.pl/blog/budowa-bunkra-film/

Jak oszczędzać wodę - część 2 - toaleta

Grafika
Toaleta to często największy "pożeracz" wody w naszym domu. Co zatem można zrobić, aby oszczędzić na tym niezbędnym nam wynalazku. Dziś będzie szybko, konkretnie i w punktach. 1. Nasz "tron" to nie śmietnik, śmieci wyrzucajmy do kosza - spłukiwanie wody po każdym papierku kosztuje. 2. Mechanizm spustowy wody może przeciekać, co rocznie daje ogromne straty wody, uszczelnienie jest tanie, sprawdzenie szczelności banalne - wlej do zbiornika np. wodę z buraków i zobacz czy po kilkunastu minutach wnętrze muszli nie jest czerwone. 3. Kup mechanizm spustowy dwufazowy i wyreguluj minimalny odpowiedni strumień na "siusiu", oraz odpowiednio większy na "twarde dowody". 4. Jeśli nie lubisz dwufazowego spustu, wybierz taki z systemem STOP i w przypadku "siusiu" robisz dwuklik, zupełnie jak myszką przy komputerze - prawda że genialne? Mechanizmy spustowe są niedrogie, a wymiar jest w dwóch standardach do większości w miarę nowych toalet/komp

Niesprawiedliwość życiowa - 15 lat wcześniej

Grafika
Życie jest niesprawiedliwe - powiedzcie mi - jak to jest - naście lat temu byłem raczej jak ten leszcz na filmiku poniżej: ...no nie tak do końca może.... }:-> Ale generalnie jakoś teraz znacznie łatwiej. Z każdą spokojnie zagadam... na pakerni, w sklepie, w towarzystwie. Nie ma krępacji :) Ale co z tego, skoro stabilizacja pełna, a człek ma... no ten.... "kręgosłup moralny"... było tak z 10-15 lat wcześniej :P

Recenzja piwa - Żywiec Porter

Grafika
Zapomnijcie o cieniastych Guinessach, a mdłe cidery wylejcie do sedesu - w Polsce mamy swoje, klasyczne już ciemne piwo - Żywiec Porter. Czy widzieliście kiedyś rozszerzające się oczy i minę Brytola, któremu zamiast Guinessa polało się porządnego polskiego porterka... ja widziałem! Piwo nie jest tanie w porównaniu do popularnych piw jasnych natomiast wygrywa cenowo z Brytyjskimi i Irlandzkimi produktami, i co tu się oszukiwać - jest także tańsze, przynajmniej w Polsce. (I nie oszukujmy się - jest po prostu lepsze - jak bardzo nie kochalibyśmy Wysp i wszystkiego co irlandzkie lub brytyjskie, musimy to przyznać.) Wyrazisty męski smak (nie za słodki), wyraźna zdecydowana goryczka, wyraźny aromat palonego ziarna oraz zdecydowana zawartość alkoholu sprawią, że ten napitek spodoba się każdemu prawdziwemu mężczyźnie. Powiadam wam, lepiej wydać ok 4-5 zł na jednego Portera z Żywca, niż wysączyć czteropak jakiejś taniej berbeluchy z marketu. PS#1. Jeśli kupujemy to piwo - patrzymy na d

Drastyczne kary dla pijanych kierowców.

Grafika
Jako jeden z nielicznych wolnościowców jestem za drastycznymi karami dla pijanych kierowców. Drastycznymi, szybkimi i nieuchronnymi. Generalnie za samą jazdę po pijaku - powinna być konfiskata samochodu (bądź określonej ustawowo sumy minimalnej - dajmy na to 30 tys. zł) + obligatoryjne pokrycie przez skazanego kosztów sądu, działań prokuratora, itp. do kary finansowej kara BEZWZGLĘDNEGO więzienia, min. 3 miesiące. Za spowodowanie trwałego inwalidztwa lub śmierci przez pijanego kierowcę - przepadek mienia na rzecz ofiary, lub rodziny ofiary - oraz stryczek lub komora gazowa, a przynajmniej, skoro prawodawstwo UE na to nie pozwala, dożywocie - jakieś ciężkie więzienie (tak aby skazany wolał zawiązać sobie stryczek sam w celi i załatwić sprawę szybko). Hipokryzja wśród moich kolegów wolnościowców Koledzy wolnościowcy (libertarianie, minarchiści,anarcho-kapitaliści...) pukają się w głowę - mówią ty z takimi poglądami - w ogóle nie jesteś wolnościowcem - mówią mi... gadasz jak PIS

Oszczędzanie wody - część 1 - perlatory

Grafika
Perlator to specjalna końcówka kranu, prysznica itp. zwiększająca optycznie strumień wody poprzez znaczne jej napowietrzenie. Zgodnie z danymi producentów, perlator potrafi oszczędzić od 15% do 60% wody. W moim domu w kuchni oraz w łazience posiadam dobrej jakości perlatory widoczne na obrazku poniżej, które kosztowały ok. 16 zł za sztukę, a także oszczędną słuchawkę prysznicową, która kosztowała ok. 35 zł. Przy rosnących cenach wody to staje się koniecznością. Dane podane przez producentów jak zwykle należy jednak urealnić - efekt oszczędnościowy występuje bowiem jedynie w określonych warunkach, np. przy myciu rąk lub naczyń, kiedy napowietrzony strumień w zupełności nam wystarczy. Jeśli chcemy napełnić wodą naczynie, siłą rzeczy zużyjemy tą samą ilość wody, co bez perlatora - napełnienie naczynia potrwa jednak dłużej niż bez perlatora, dlatego niezbyt rozsądne jest montowanie dobrego i drogiego perlatora w kranie nad wanną - tam wystarczy najtańsza wylewka. Ile można