sobota, 14 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #4 Szczypior czosnkowy

Dziś ciąg dalszy mojego cyklu o balkonowym ogrodzie, który Wam się tak spodobał. Wreszcie wyrósł czosnek, który niedawno zasadziłem, puścił długie, zielone liście, czyli szczypior czosnkowy, który Ci z gorąco polecam, jeśli lubisz czosnek i jego aromat.


Szczypior czosnkowy jest ostrzejszy niż szczypior cebulowy,  ma oczywiście smak i lekki zapach czosnku. Rewelacja.

Jak się zabrać do rzeczy? Kup główkę czosnku, ale takiego, który puszcza już zielone końcówki, zalążki liści. Rozdziel główkę na ząbki, jeśli jakiś ząbek wykazuje ślady pleśni, zepsucia, to go wyrzuć. Resztę ząbków rozsadź w doniczce.

Po kilku dniach ząbki się ukorzenią i zacznie rosnąć szczypior!

Powodzenia!

Zapraszam do poprzedniego wpisu:

Ogródek na balkonie #3. Sadzimy imbir, sadzimy por (z kawałka korzenia)

czwartek, 12 kwietnia 2018

Herbata miodowa wlasnej roboty - mniszek lekarski

Ostatnio na blogu eko- i zdrowotnie, co się podoba większości znajomych, więc idziemy za ciosem. Właśnie byłem na małych darmowych zakupach. Mam wielką ochotę na herbatę miodową własnej roboty, a pojawił się w końcu jej główny składnik - mniszek lekarski.

Receptura jest prosta.

Nazbieraj mleczy, same czubki, bez łodyg.


Rozsyp na kartce albo gazecie na parapecie, chociaż na kilka godzin (w ten sposób pozbędziesz się małych czarnych żuków, które siedzą w mleczach)

Gotuj mlecze przez kilkanaście minut, możesz dodać odrobiny cukru albo miodu.


Zlewasz do kubków, lub dzbanka przez sitko i delektujesz się pyszną herbatą o milionie pozytywnych właściwości zdrowotnych (dla mnie świetnie nadaje się jako napój na trening/siłownię/itp.).

Pozdrawiam!

środa, 11 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #3. Sadzimy imbir, sadzimy por (z kawałka korzenia)

Witam. Cieszę się, że zabawa w mini-eko-ogród balkonowy się Wam spodobała i nadaję kolejny materiał. Najpierw imbir - padło bowiem pytanie o imbir.

Idziemy do sklepu i przeglądamy kłącza imbiru. Jeśli imbir był pryskany to na wiosnę jest już zeschły i pomarszczony.


Jeśli imbir nie był pryskany chemią zapobiegającą kiełkowaniu, to puści takie zielone pąki. Taki imbir kupujemy. Odcinamy kłącze ze 2-3 cm w każdą stronę od nasady pąku (ale nie trzeba, można wsadzić całe stare kłącze do donicy). Potem cierpliwie czekamy, pąk na początku będzie rozwijał się bardzo powoli - ale odbije, spokojnie, wyrośnie ci własny imbir za jakiś czas...


Kolejna sprawa to por. Sadzimy pory. Końcówka pora wsadzona do ziemi na początku brzydko się zsycha. Wydaje się, że się nie udało, ma się ochotę wyrzucić doniczkę do kosza, a tu nagle pewnego ranka...


Zaczyna rosnąć nowy, młody por.... i co? Warto poczekać chwilę? W takich zabawach potrzeba po prostu spokoju i cierpliwości.

P.S. Poprzedni wpis: 


niedziela, 8 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #2

Minęło parę dni od mojego ostatniego wpisu "ogrodniczego"...

TUTAJ: Ogródek na balkonie - wykorzystaj "odpadki"

...i postanowiłem wrzucić zdjęcia, które pokazują jak szybko rośliny zaczynają sobie radzić. Pietruszka zaczyna wypuszczać nać, czosnek się zaaklimatyzował a kłącze imbiru chyba trzeba będzie przesadzić do większej doniczki.




Fajnie, że kilka osób zainspirowałem do tej zabawy. Kilkoro z was powiedziało mi, abym wspomniał o kolejnej zalecie zabawy w miejskiego ogrodnika.

Argument na dziś to: edukacja dzieci.

To jest pokazanie młodszemu pokoleniu mieszczuchów, że jedzenie nie bierze się z plastikowych opakowań z półek marketu, ale z pracy i ziemi, to fajne doświadczenie edukacyjne, które dodatkowo, choćby na chwilę może odciągnąć dziecko od komputera, tabletu czy smartfona...

Jeśli masz kolejne argumenty - pisz w komentarzach! Pozdrawiam!

czwartek, 5 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie - wykorzystaj "odpadki"

Idzie wiosna i czas coś "podziałać". Proponuję Wam zabawę w balkonowy czy parapetowy ogródek. Czy to takie oszczędne, że warte publikacji na blogu? Tak. Ma to sens. 


Po pierwsze to zajęcie bardziej konstruktywne i relaksujące niż tracenie czasu przed telewizorem czy na bezproduktywnym przewijaniu Instagrama, itp.


Po drugie wykorzystujemy tu de facto resztki warzyw, których nie wykorzystamy już w kuchni. Rozrośnięta cebula jest gorzka i sparciała, jakieś przesuszone pietruszki czy buraki (albo chociaż ich końcówki), nadają się tylko na śmietnik, a wsadzone do doniczki jeszcze puszczą świeżą nać czy botwinkę, itp. Jako donice można wykorzystać wszystkie pojemniki (zamiast je wyrzucać)


Po trzecie to rzeczywiście trochę kosztuje - jeśli pójdę do sklepiku obok i chcę codziennie kupić paczkę świeżej naci, lub szczypioru to wcale sumarycznie nie jest tak tanio.


Po czwarte i najważniejsze takie udane zabawy motywują do wzbogacenia swojej diety o zieleń i dużo warzyw. Moje zdrowie i kondycja znacząco poprawiły się po modyfikacji diety... a leki i lekarze też kosztują.

Co Ty o tym myślisz? Skomentuj!

sobota, 24 marca 2018

Skórka od banana? Nie wyrzucaj - wykorzystaj i oszczędzaj pieniądze!

Ostatnio u mnie dużo tematów technicznych i motoryzacyjnych, czas na coś o typowo domowym oszczędzaniu. Skórka od banana. Tak - rzecz, którą uważamy za śmieć i wyrzucamy do kosza ma dosyć dużą "wartość".



Oczywiście to nie jest "wartość" dla każdego, tylko dla ludzi, którzy mają swoje działki, przydomowe ogródki i kwietniki balkonowe. Skórka od banana to jeden z lepszych naturalnych nawozów, które wzbogacają rośliny o potas i fosfor. Z opowieści znajomych działkowców wiem, że szczególnie ziemniaki i pomidory potrzebują tych składników, aczkolwiek dotyczy to także innych roślin.

Jak stosować skórki? Prościej być nie może. Po zjedzeniu kiści bananów przez rodzinę - pokrój skórki na mniejsze kawałki. Potem wrzuć na kawałek papieru i zostaw w pobliżu grzejnika, pieca, itp. Suszone kostki zachowaj do wiosennych porządków w ogrodzie (aczkolwiek możesz dodawać je przez cały rok, w lecie suszyć skórki na słońcu). Zastosowanie jest proste, rozrzuć je naokoło roślin, nie musisz nawet zakopywać ich. Przyroda już dalej zrobi swoje.

Nawóz nie śmierdzi, w przeciwieństwie do zielonych gnojówek, oborników, itp., także możesz go wykorzystać nawet do domowych kwietników.


Autobus elektryczny w mieście? Lubin

Czytam właśnie w lokalnej gazecie zapowiedź władz miasta o zakupieniu testowo małego autobusu elektrycznego i uruchomieniu pilotażowej e-linii elektrycznej. Linia będzie kursować pomiędzy parkingiem buforowym w okolicach hali sportowej RCS (Lubin, Dolny Śląsk) oraz nowo wyremontowanym Rynkiem, gdzie między innymi miasto ma zamiar organizować imprezy masowe.


Linia połączy docelowo przystanek PKP (po latach nieobecności i fatalnego stanu trakcji - pociągi wracają do mojego miasta). Komunikacja będzie bezpłatna. Szacuję, że długość 1 odcinka linii to 1 do 1,5km, a po przedłużeniu pewnie nie więcej niż 2km.


Cóż, pomysł jest dobry, nie tylko ze względów praktycznych, ale i do celów promocji miasta. E-motoryzacja to wciąż lekka egzotyka.

Ja się jednak zastanawiam nad rozwiązaniami praktycznymi. Linia nie jest długa i na końcówkach linii bez problemu będzie można zainstalować punkty ładowania. Zastanawiam się nad częstotliwością kursowania oraz wymaganymi przerwami na ładowanie. W przypadku imprezy masowej - ta częstotliwość powinna być jak największa. W normalnym funkcjonowaniu, jako połączenie z PKP, wystarczy zsynchronizować linię w kursowaniem pociągów, których znów nie będzie tak wiele.

Ciekawi mnie problem klimatyzacji latem oraz ogrzewania zimą. O ile wiem, w niektórych rozwiązaniach tego typu stosuje się Webasto, czyli ogrzewanie olejem napędowym (co jest dosyć wydajne energetycznie, choć kontrowersyjne dla niektórych e-purystów), klimatyzacja jednak wymaga sporo energii.

No cóż... czas pokaże. Kiedy pojawi się w moim mieście e-autobus - na pewno pokażę go na blogu.


P.S. Jako ciekawostkę podam,  że w moim mieście przez lata była czynna jedyna w Polsce regularna linia MPK autobusu piętrowego.

Mały samochód

Kupiłem jakiś czas temu dość duży samochód. Fajna bryka, jednak ma swoje minusy na mieście. Najważniejszy z nich to problem z parkowaniem. Czasem patrzę z zazdrością na mniejsze, kompaktowe auta. Ich właściciele nie mają z reguły tych problemów, z kolei ja mogę komfortowo zabrać się i spakować.


Ostatnio jednak zauważyłem w pobliżu relatywnie małe auto z dużym bagażnikiem dachowym. Cóż, to się wydaje jakimś rozwiązaniem, jednak zastanawiam się nad uciążliwością ewentualnego montażu i demontażu takiego bagażnika... 

(masz z tym jakieś doświadczenia? napisz w komentarzach!)

...no i przydałoby się mieć jakiś garaż, aby taki bagażnik i akcesoria trzymać!