czwartek, 7 czerwca 2018

Pieprzyca siewna (pot. rzeżucha)

Posadziłem i właśnie zebrałem z balkonu rzeżuchę. W międzyczasie jeden z Kolegów blogerów poprosił mnie, by sprecyzować dokładniej, o jakiej roślinie mowa. Otóż roślina potocznie nazywana rzeżuchą to najczęściej pieprzyca. 

 
Nazwa zwyczajowa jest oczywiście jak najbardziej dopuszczalna ;-)

Przy okazji powtarzam - jeśli masz balkon, pomyśl o posadzeniu na nim ziół a nawet warzyw ;-) To co uzyskasz będzie zawsze o niebo lepsze niż żywność dostępna w supermarkecie.

Oszczędność, rozrywka i zdrowie ;-) Polecam!


niedziela, 20 maja 2018

Agresja na drodze koło mojego domu i wspomnienia z Grecji

Mieszkam w miejscu gdzie w godzinach szczytu bywa duży ruch, a droga prowadząca przed domem to jest zwykła droga osiedlowa. Obok mnie żłobek miejski, przedszkole miejskie, przedszkole prywatne praz prywatna podstawówka. Kiedy po pracy ludzie przyjeżdżają po dzieci robi się problem, choćby z parkowaniem, z przejazdem.

Na pewno możecie sobie wyobrazić, że czasem ludziom puszczają nerwy. Kłótnie zdarzają się, kilka dni temu dwóch facetów, rycząc na siebie jak opętani, o mało się nie pobiło o jakiś detal związany z parkowaniem. 


W tym momencie przypominam sobie sytuację z ostatnich greckich wakacji. Jechałem przez góry autobusem lokalnych linii i kierowca nagle zatrzymał się przy lokalnej tawernie, odwrócił się i zawołał do pasażerów, że jest zmęczony i potrzebuje kawy. Spoko, nie ma problemu... wyszedł do tawerny.

Zatrzymanie autobusu było jednak niefortunne, po minucie za nami stały już 2-3 samochody, które nie mogły przejechać wąską drogą, to samo z przodu. Trwało to jeszcze chwilę, trudno określić, z przodu jeszcze ktoś dojechał i stanął.

Większość kierowców widziała sytuację, nikt się nie pieklił, nikt nawet nie zatrąbił, nikt nie wychodził z samochodu z agresją czy pretensjami - jak to na bank by było w Polsce. Kierowca wrócił w kubkiem i pojechaliśmy dalej...

Zupełnie inny klimat.

środa, 16 maja 2018

Zostawiłem auto na światłach na noc.... nie polecam...

Jak w temacie. Zdarzyło się. Teoretycznie automat powinien wyłączyć światła, ale nie zadziałał. W moim aucie powinno się wyłączać światła po zakończonej jeździe. Byłem zmęczony i zapomniałem. Rano zero możliwości odpalenia.



Odpaliłem podpinając drugie auto kablami i jazda do serwisu.


Akumulator zastępczy, a mój się podładuje w serwisie przez jakiś czas.


Przy okazji czekania na wymianę taka atrakcja i widok na dawną fabrykę.


Fabryka przetrwała dwie wojny światowe, ale nie przetrwała tzw. prywatyzacji, czyli planowej likwidacji naszego przemysłu i potencjału po '89 r. przez naszych polityków.

Jeśli się dziwisz, czemu musisz ostro oszczędzać, albo emigrować za pracą, to właśnie dlatego....

niedziela, 6 maja 2018

Wpływ zamykania "starych rynków" dla ruchu?

Wczoraj zrobiłem sobie marsz treningowy po parkach w moim mieście i przy okazji, nieco okrężną drogą zahaczyłem o centrum. Tak, mowa o Lubinie (Lubin, Dolny Śląsk, nie LubLin, czy wiesz,  że takie miasto istnieje? hah!)...


Najpierw park miejski i kilka fotek. Sympatyczne stworzonka, co...
 

Następnie wyskok z terenów zielonych w kierunku tzw. rynku.



No i teraz tzw. rynek i dzisiejsza kwestia do dyskusji.


Rynek jest po tzw. rewitalizacji. Dopiero co. Szkopuł w tym, że dotychczas wokoło ratusza widocznego na zdjęciu były miejsca parkingowe na kilkadziesiąt aut. Te miejsca parkingowe zablokowano, nie ma... sorry... powiedział Pan Prezydent (rynek ma być reprezentacyjny, haha, jak chcesz to zasuwaj "z buta").

Siłą rzeczy po zamknięciu dla ruchu o wiele trudniej zaparkować w okolicach rynku, zrobić zakupy, załatwić coś tam. Słyszałem pocztą pantoflową, że niektórzy sklepikarze z rynku zamierzają się wyprowadzić. 

Istotnie, naliczyłem kilka pustych lokali na wynajem i na sprzedaż, których raczej nie widziałem kilka-kilkanaście miesięcy temu, kiedy zwracałem uwagę na ew. lokale do wzięcia w centrum.

Co Ty myślisz na ten temat? Czy dobry jest ten trend w prowincjonalnych miastach, małpiego wzorowania się na metropoliach i zamykania centrów dla samochodów?

Czy to ma sens? Napisz!

piątek, 4 maja 2018

Majówka, czyli trochę więcej ruchu... tanie i zdrowe napoje.

Majówkę spędzam dość oszczędnie, to jest raczej nie ma u mnie mega imprez i tony wędlin na grilla, bądź innych turbo-wydatków. Rzeczywiście niewiele mi było trzeba... potrzebowałem po prostu odpocząć i się trochę poruszać fizycznie. 


Przy siedzącym trybie życia trochę wolnego i trochę ładnej pogody to błogosławieństwo. Na początek lekki jogging i marsze przez lasy, na weekend jakiś rower i podobna trasa jak na zdjęciu z ostatniego treningu powyżej.


Do tego trochę regeneracji. Na szybko sok z buraków na wzmocnienie. Nie jest najtańszy, ale szklane butelki wielokrotnie wykorzystuję ponownie w duchu "zero waste".


Teraz dzisiejszy zakup, w związku z nim mam parę słów o oszczędzaniu, ale najpierw zerknijmy. To jest kawa "zbożowa", akurat uprażona ze słonecznika (topinambura) oraz korzenia mniszka (tzw. "mlecza"). Niezbyt kosztowy zakup, oczywiście zwykły typ kawy zbożowej jest kilka razy tańszy - napój jak za darmo. Zaparzam sobie teraz na trening.

Z osobami lubiącymi jakiś sport czy fitness sobie mogę porozmawiać na luzie na taki temat i raczej rozumieją moje "fanaberie" w stylu zaparzania zielonej herbaty w szklanej butelce na trening, ale wiele ludzi patrzy jak z kosmosu...

...co ty kasy nie masz, aby sobie kupić jakiś kolorowy napój w sklepie obok? Czy jakiś nektar?

Problem jest w tym, że te napoje, nektary to jest badziewie, pomijam, że drogie, ale po prostu badziewie - jakiś chemiczny syrop glukozowy i zabarwiacze. Płacimy za to podwójnie, raz w sklepie, kupując "kolorowy" napój, drugi raz u lekarza, kiedy siada nam zdrowie i odporność.

Naprawdę - włóżmy te minimum pracy na przygotowanie sobie jakiejś herbaty, ziół czy jakiegoś prawdziwego kompotu z owoców - tak jak to kiedyś bywało. Jak się chce - to można.

sobota, 14 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #4 Szczypior czosnkowy

Dziś ciąg dalszy mojego cyklu o balkonowym ogrodzie, który Wam się tak spodobał. Wreszcie wyrósł czosnek, który niedawno zasadziłem, puścił długie, zielone liście, czyli szczypior czosnkowy, który Ci z gorąco polecam, jeśli lubisz czosnek i jego aromat.


Szczypior czosnkowy jest ostrzejszy niż szczypior cebulowy,  ma oczywiście smak i lekki zapach czosnku. Rewelacja.

Jak się zabrać do rzeczy? Kup główkę czosnku, ale takiego, który puszcza już zielone końcówki, zalążki liści. Rozdziel główkę na ząbki, jeśli jakiś ząbek wykazuje ślady pleśni, zepsucia, to go wyrzuć. Resztę ząbków rozsadź w doniczce.

Po kilku dniach ząbki się ukorzenią i zacznie rosnąć szczypior!

Powodzenia!

Zapraszam do poprzedniego wpisu:

Ogródek na balkonie #3. Sadzimy imbir, sadzimy por (z kawałka korzenia)

Kiedy się wzbogacił, nie chce już rozmawiać z dawnymi kolegami

W tamtym tygodniu byłem w pubie z jednym z dawnych znajomych. Kolega nie specjalnie jest ustawiony, szkół nie pokończył, kariera mu nie wyszła, nie wiedzie mu się finansowo (ale też nie ma jakiegoś dramatu). Ja natomiast mam pracę, nie abym się chciał przechwalać, ale jednak znacznie lepiej mi się powodzi finansowo.

Nie widzę jednak problemu odezwać się, spotkać się, zamienić parę słów, wymienić kontaktami, pójść razem do pubu. Luzik, zawsze fajne tematy mieliśmy, pośmiać się, pożartować.

Miałem jednak kiedyś innego kolegę, który był dość dobrym kumplem, ale zawodowo poszedł nieco inną drogą, udało mu się i szybko zarobił duże pieniądze. Super, ale...

Nie zdziwicie się, jeśli powiem, że kumpel stopniowo stracił zainteresowanie utrzymywaniem kontaktu ze mną i znalazł sobie "nowe towarzystwo". Nie... nic się nie stało, po prostu ja nie przystawałem już z moim poziomem portfela, ówczesnym levelem zawodowym, itp.  Nie jestem natrętny i jeśli ktoś nie chce, na kontakt nie naciskam - więc kontakt się urwał.

W sumie w kilku konfiguracjach, mniej lub bardziej podobnie pokończyły mi się jakieś inne znajomości.

Czasem też obserwuję w otoczeniu (np. jacyś dalsi wujkowie, itp.) podobne zjawiska. Kiedyś Kowalscy z Nowakami to byli super znajomi, zaprzyjaźnione rodziny, ale Kowalskim znacznie lepiej interes wyszedł i teraz się do poziomu Nowaków nie zniżają.

Tacy nowobogaccy już przecież się nie pojawią w towarzystwie zwykłych ludzi... No nie?

Takie życie. Taka Polska.

P.S. A jak to wygląda w Twoim życiu? Napisz w komentarzach!

czwartek, 12 kwietnia 2018

Herbata miodowa wlasnej roboty - mniszek lekarski

Ostatnio na blogu eko- i zdrowotnie, co się podoba większości znajomych, więc idziemy za ciosem. Właśnie byłem na małych darmowych zakupach. Mam wielką ochotę na herbatę miodową własnej roboty, a pojawił się w końcu jej główny składnik - mniszek lekarski.

Receptura jest prosta.

Nazbieraj mleczy, same czubki, bez łodyg.


Rozsyp na kartce albo gazecie na parapecie, chociaż na kilka godzin (w ten sposób pozbędziesz się małych czarnych żuków, które siedzą w mleczach)

Gotuj mlecze przez kilkanaście minut, możesz dodać odrobiny cukru albo miodu.


Zlewasz do kubków, lub dzbanka przez sitko i delektujesz się pyszną herbatą o milionie pozytywnych właściwości zdrowotnych (dla mnie świetnie nadaje się jako napój na trening/siłownię/itp.).

Pozdrawiam!

środa, 11 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #3. Sadzimy imbir, sadzimy por (z kawałka korzenia)

Witam. Cieszę się, że zabawa w mini-eko-ogród balkonowy się Wam spodobała i nadaję kolejny materiał. Najpierw imbir - padło bowiem pytanie o imbir.

Idziemy do sklepu i przeglądamy kłącza imbiru. Jeśli imbir był pryskany to na wiosnę jest już zeschły i pomarszczony.


Jeśli imbir nie był pryskany chemią zapobiegającą kiełkowaniu, to puści takie zielone pąki. Taki imbir kupujemy. Odcinamy kłącze ze 2-3 cm w każdą stronę od nasady pąku (ale nie trzeba, można wsadzić całe stare kłącze do donicy). Potem cierpliwie czekamy, pąk na początku będzie rozwijał się bardzo powoli - ale odbije, spokojnie, wyrośnie ci własny imbir za jakiś czas...


Kolejna sprawa to por. Sadzimy pory. Końcówka pora wsadzona do ziemi na początku brzydko się zsycha. Wydaje się, że się nie udało, ma się ochotę wyrzucić doniczkę do kosza, a tu nagle pewnego ranka...


Zaczyna rosnąć nowy, młody por.... i co? Warto poczekać chwilę? W takich zabawach potrzeba po prostu spokoju i cierpliwości.

P.S. Poprzedni wpis: 


niedziela, 8 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie #2

Minęło parę dni od mojego ostatniego wpisu "ogrodniczego"...

TUTAJ: Ogródek na balkonie - wykorzystaj "odpadki"

...i postanowiłem wrzucić zdjęcia, które pokazują jak szybko rośliny zaczynają sobie radzić. Pietruszka zaczyna wypuszczać nać, czosnek się zaaklimatyzował a kłącze imbiru chyba trzeba będzie przesadzić do większej doniczki.




Fajnie, że kilka osób zainspirowałem do tej zabawy. Kilkoro z was powiedziało mi, abym wspomniał o kolejnej zalecie zabawy w miejskiego ogrodnika.

Argument na dziś to: edukacja dzieci.

To jest pokazanie młodszemu pokoleniu mieszczuchów, że jedzenie nie bierze się z plastikowych opakowań z półek marketu, ale z pracy i ziemi, to fajne doświadczenie edukacyjne, które dodatkowo, choćby na chwilę może odciągnąć dziecko od komputera, tabletu czy smartfona...

Jeśli masz kolejne argumenty - pisz w komentarzach! Pozdrawiam!

czwartek, 5 kwietnia 2018

Ogródek na balkonie - wykorzystaj "odpadki"

Idzie wiosna i czas coś "podziałać". Proponuję Wam zabawę w balkonowy czy parapetowy ogródek. Czy to takie oszczędne, że warte publikacji na blogu? Tak. Ma to sens. 


Po pierwsze to zajęcie bardziej konstruktywne i relaksujące niż tracenie czasu przed telewizorem czy na bezproduktywnym przewijaniu Instagrama, itp.


Po drugie wykorzystujemy tu de facto resztki warzyw, których nie wykorzystamy już w kuchni. Rozrośnięta cebula jest gorzka i sparciała, jakieś przesuszone pietruszki czy buraki (albo chociaż ich końcówki), nadają się tylko na śmietnik, a wsadzone do doniczki jeszcze puszczą świeżą nać czy botwinkę, itp. Jako donice można wykorzystać wszystkie pojemniki (zamiast je wyrzucać)


Po trzecie to rzeczywiście trochę kosztuje - jeśli pójdę do sklepiku obok i chcę codziennie kupić paczkę świeżej naci, lub szczypioru to wcale sumarycznie nie jest tak tanio.


Po czwarte i najważniejsze takie udane zabawy motywują do wzbogacenia swojej diety o zieleń i dużo warzyw. Moje zdrowie i kondycja znacząco poprawiły się po modyfikacji diety... a leki i lekarze też kosztują.

Co Ty o tym myślisz? Skomentuj!

sobota, 24 marca 2018

Skórka od banana? Nie wyrzucaj - wykorzystaj i oszczędzaj pieniądze!

Ostatnio u mnie dużo tematów technicznych i motoryzacyjnych, czas na coś o typowo domowym oszczędzaniu. Skórka od banana. Tak - rzecz, którą uważamy za śmieć i wyrzucamy do kosza ma dosyć dużą "wartość".



Oczywiście to nie jest "wartość" dla każdego, tylko dla ludzi, którzy mają swoje działki, przydomowe ogródki i kwietniki balkonowe. Skórka od banana to jeden z lepszych naturalnych nawozów, które wzbogacają rośliny o potas i fosfor. Z opowieści znajomych działkowców wiem, że szczególnie ziemniaki i pomidory potrzebują tych składników, aczkolwiek dotyczy to także innych roślin.

Jak stosować skórki? Prościej być nie może. Po zjedzeniu kiści bananów przez rodzinę - pokrój skórki na mniejsze kawałki. Potem wrzuć na kawałek papieru i zostaw w pobliżu grzejnika, pieca, itp. Suszone kostki zachowaj do wiosennych porządków w ogrodzie (aczkolwiek możesz dodawać je przez cały rok, w lecie suszyć skórki na słońcu). Zastosowanie jest proste, rozrzuć je naokoło roślin, nie musisz nawet zakopywać ich. Przyroda już dalej zrobi swoje.

Nawóz nie śmierdzi, w przeciwieństwie do zielonych gnojówek, oborników, itp., także możesz go wykorzystać nawet do domowych kwietników.


Autobus elektryczny w mieście? Lubin

Czytam właśnie w lokalnej gazecie zapowiedź władz miasta o zakupieniu testowo małego autobusu elektrycznego i uruchomieniu pilotażowej e-linii elektrycznej. Linia będzie kursować pomiędzy parkingiem buforowym w okolicach hali sportowej RCS (Lubin, Dolny Śląsk) oraz nowo wyremontowanym Rynkiem, gdzie między innymi miasto ma zamiar organizować imprezy masowe.


Linia połączy docelowo przystanek PKP (po latach nieobecności i fatalnego stanu trakcji - pociągi wracają do mojego miasta). Komunikacja będzie bezpłatna. Szacuję, że długość 1 odcinka linii to 1 do 1,5km, a po przedłużeniu pewnie nie więcej niż 2km.


Cóż, pomysł jest dobry, nie tylko ze względów praktycznych, ale i do celów promocji miasta. E-motoryzacja to wciąż lekka egzotyka.

Ja się jednak zastanawiam nad rozwiązaniami praktycznymi. Linia nie jest długa i na końcówkach linii bez problemu będzie można zainstalować punkty ładowania. Zastanawiam się nad częstotliwością kursowania oraz wymaganymi przerwami na ładowanie. W przypadku imprezy masowej - ta częstotliwość powinna być jak największa. W normalnym funkcjonowaniu, jako połączenie z PKP, wystarczy zsynchronizować linię w kursowaniem pociągów, których znów nie będzie tak wiele.

Ciekawi mnie problem klimatyzacji latem oraz ogrzewania zimą. O ile wiem, w niektórych rozwiązaniach tego typu stosuje się Webasto, czyli ogrzewanie olejem napędowym (co jest dosyć wydajne energetycznie, choć kontrowersyjne dla niektórych e-purystów), klimatyzacja jednak wymaga sporo energii.

No cóż... czas pokaże. Kiedy pojawi się w moim mieście e-autobus - na pewno pokażę go na blogu.


P.S. Jako ciekawostkę podam,  że w moim mieście przez lata była czynna jedyna w Polsce regularna linia MPK autobusu piętrowego.

Mały samochód

Kupiłem jakiś czas temu dość duży samochód. Fajna bryka, jednak ma swoje minusy na mieście. Najważniejszy z nich to problem z parkowaniem. Czasem patrzę z zazdrością na mniejsze, kompaktowe auta. Ich właściciele nie mają z reguły tych problemów, z kolei ja mogę komfortowo zabrać się i spakować.


Ostatnio jednak zauważyłem w pobliżu relatywnie małe auto z dużym bagażnikiem dachowym. Cóż, to się wydaje jakimś rozwiązaniem, jednak zastanawiam się nad uciążliwością ewentualnego montażu i demontażu takiego bagażnika... 

(masz z tym jakieś doświadczenia? napisz w komentarzach!)

...no i przydałoby się mieć jakiś garaż, aby taki bagażnik i akcesoria trzymać!