niedziela, 27 lutego 2011

Rezygnacja z abonamentu telefonicznego / umowy lojalnościowej.

Mam w rodzinie osobę z branży "komórkowej", w czasie dyskusji typu "tak szczerze... i między nami" a także różnych rozmów o telefonach często powtarza się stały wniosek: jeśli masz jakiś abonament, lub umowę lojalnościową - nie przedłużaj jej i przejdź na system telefonii na kartę, bez podpisywania czegokolwiek - obecnie tak jest znacznie korzystniej i bardziej oszczędnie.

W dzisiejszym poście nie zamierzam nikogo nawracać na jedyną słuszną drogę - gdyż w tej kwestii po prostu taka nie istnieje. Dzisiejszy wpis to po prostu kilka luźnych myśli i moich wniosków na temat komórek.


Przypadek kolegi.

Mam znajomego, który od ponad 10 lat używa telefonów jednej z sieci, o której słyszałem różne niekorzystne opinie, natomiast on jest zachwycony jakością usług, ofertą, dostępnymi telefonami, itp. - nigdy nie miał negatywnej/konfliktowej sytuacji ze swoją siecią i już jakiś czas temu zdecydował o przejściu na komórki tej sieci, jako główny środek komunikacji w swojej firmie. Telefon na kartę to dla niego skąpstwo i utrudnianie sobie życia - i nie zamierzam się z nim kłócić.

Moje perypetie.

Ja z kolei zaczynałem od abonamentu u innego operatora GSM i od samego początku zdarzały się mniejsze lub większe konflikty, problemy, niekorzystne dla mnie sytuacje. Nie było to na tyle denerwujące, aby obrazić się na operatora "na amen", jednak kiedy tylko nadarzyła się okazja nie przedłużyłem abonamentu i przeszedłem na system pre-paid w tej firmie, następnie kiedy pojawiła się taka możliwość na system lojalnościowy (obowiązkowe doładowania pre-paid). Kiedy nadarzyła się okazja kupiłem także kolejne telefony w systemie lojalnościowym u innego operatora. Prawdę powiedziawszy tych telefonów się trochę namnożyło i niektórzy w rodzinie posiadają nawet po dwie komórki.

Jeżeli chodzi o mnie, możliwość kontroli kosztów i nawyk opłacania z góry wykonywanych rozmów przyniosły mi konkretne oszczędności w stosunku do abonamentu jeszcze w okresie, kiedy minuta w abonamencie była zdecydowania tańsza niż w systemie pre-paid. W owym okresie system "na kartę" okazał się dla mnie bardziej elastyczny, odpadła także konieczność martwienia się o faktury i terminowe opłacanie abonamentu. Miałem poprzednio sytuację, kiedy list z fakturą zaginął na poczcie, operator nie próbując wyjaśnić sytuacji szybko uruchomił procedurę windykacji (lub jakiś jej wewnętrzny odpowiednik - w tej chwili już nie pamiętam szczegółów - natomiast było bardzo niemiło i kosztowało sporo czasu oraz nerwów). Przez lata wiele się zmieniło i teoretycznie abonentom powinno być łatwo, lecz oczywiście, z tego co wiem, nadal zdarzają się problemy i to niezależnie od sieci komórkowej.

"Prawie" robi wielką różnicę!

System pre-paid z umową lojalnościową, np. TakTak Fon Era GSM, Zeta Fon Orange... lub przeróżne oferty MIX mają tą zaletę, że pozwalają za symboliczną cenę dostać nowy telefon i dają prawie elastyczność oferty na kartę bez zobowiązań. To było powodem, dla którego zdecydowałem się na korzystanie z takich ofert. Jednak jak to w pewnej reklamie - "prawie" robi wielką różnicę.

Niektóre sieci z dużą wyrozumiałością podchodzą do przerw w opłacaniu obowiązkowych pre-paidów i miksów, zdarzają się jednak także umowy, gdzie jest to w wyraźny i niemiły sposób egzekwowane. Był (stosunkowo niedawno) w dalszej rodzinie przypadek, że jeden z operatorów, po stosunkowo niedługiej niezamierzonej przerwie w opłacaniu pre-paida z "lojalką", upomniał się o należności związane z podpisaną umową, a była to pokaźna suma - mianowicie suma otrzymanej zniżki na telefon, suma otrzymanych zniżek w połączeniach i bonusów oraz kara umowna. Z opłacenia tego pokaźnego okupu udało się wymigać, jednak za cenę długiej batalii, nerwów, towarzyszących wszystkiemu kosztów, itp. Pozornie niewinna i super korzystna umowa wyszła bokiem. A kto z nas aż tak bardzo szczegółowo analizuje umowy przed podpisaniem?

Dziś zatem wypowiedziałem swoje dwie umowy...

... bo wszelkie lojalnościówki, miksy i abonamenty koniecznie należy wypowiedzieć z zachowaniem 30-dniowego okresu wypowiedzenia. Samo przeczekanie do końca obowiązkowego okresu nie wystarczy - umowy są tak skonstruowane, że po okresie umownym zamieniają się w umowy na czas nieokreślony i dalej wymagają opłacania (jeśli bez tego schowasz telefon do szuflady i zapomnisz o sprawie, wkrótce może być niemiło).

Co dalej? Jakie nowe telefony wybiorę?

Nowe telefony? Powiedzmy sobie szczerze - jest obecnie taki szał na telefony i podpisywanie umów z operatorami, że rynek wtórny jest dosłownie zapchany używanymi telefonami bardzo dobrej klasy. Żona koniecznie chciała nowy telefon z dobrej jakości aparatem - dostała zatem wysokiej klasy używany telefon komórkowy z aparatem 8 megapikseli, za cenę mniej więcej równą cenie nowego aparatu z wiążąca mnie minimum na dwa lata umową (i jest naprawdę zadowolona!).

Ja osobiście telefonu używam głownie do dzwonienia i rozmów. Wydawało mi się, że jest inaczej, ale wystarczyło się na spokojnie zastanowić i okazało się, że większości funkcji mojego telefonu nie użyłem ani razu! Dlaczego?

Do filmików mam komputer i TV, do zdjęć aparat cyfrowy, do internetu na wyjazdach laptop z modemem GPRS... itp., nie potrzebne mi są żadne ekstra funkcje poza dobrym akumulatorem, który nie zmusza mnie do ładowania telefonu co chwilę. Przez ten czas telefonów w szufladzie się nazbierało, sprzedać się nie opłaca (śmieszny pieniądz). Ofert na kartę, bez żadnych zobowiązań, jest "do koloru - do wyboru". Promocji, pakietów i "darmowych rozmów" jest w nich bez liku...

Niekorzystnym umowom zatem mówię "goodbye"!

wtorek, 22 lutego 2011

Skoda Fabia I Hatchback 1.4 16V 75KM - spalanie - moja opinia

Cykl o oszczędnym podróżowaniu powoli się rozrasta, natomiast w tym miejscu muszę przedstawić drugoplanową bohaterkę większości tych podróży - Skodę Fabię 1.4 z roku 2000, benzyna. Z autem zupełnie niedawno się pożegnałem, ponieważ przestało spełniać moje oczekiwania co do drugiego samochodu w rodzinie - chciałbym jednak coś większego, mocniejszego i z napędem 4x: Jeep Cherokee V8 w gazie? Wyjątkowo nieoszczędny, ale... hmm. Może jakiś SUV? A może mi coś doradzicie?
Przejdźmy jednak do podsumowania Skody Fabii:


Wrażenia
Jaki koń jest - każdy widzi. Czeska samoróbka, czeskie, lekko skrzypiące plastiki, niemodna już sylwetka, koszmar dresiarza i marzenie działkowca... a na poważnie: pod tanią skorupą siedzi całkiem przyzwoity niemiecki silnik z Volkswagena. Silnik przez 11 lat użytkowania nie zawiódł ani razu, jeśli coś nawalało to części typowo eksploatacyjne, które miały prawo się po prostu zużyć. Swoją Skodę męczyłem niemiłosiernie, znacznie intensywniej niż to przewidział producent - auto zaliczało offroady w Sudetach, prędkości powyżej 160 km/h na autostradzie (niemieckiej oczywiście), zdarzały się miejskie wyścigi z dresiarzami, którzy chcieli mi udowodnić, że Skoda "ssie"...

Spalanie
A teraz to co was pewnie interesuje najbardziej. W długiej, równomiernej i spokojnej jeździe jest możliwe zejście poniżej 6l/100km, ale mi się to oczywiście nie udawało, średnie spalanie na trasie z przejazdem przez miasteczka to 7l/100 km, jazda typowo miejska, ale bez jazd ekstremalnych, to nawet 8,5l/100km.

Jeśli nie masz jeszcze rodziny i nie potrzebne ci kombi, jeśli nie cierpisz na chorobę o nazwie "wybujała ambicja", jeśli szukasz taniego jeździdła o w miarę akceptowalnych parametrach, które nie przyciąga zbytnio złodzieja - bierz śmiało takie auto :-)

sobota, 19 lutego 2011

Jak oszczędzać na kosmetykach - tanie golenie

Uczciwość wobec czytelników wymaga, abym swoje porady przede wszystkim przetestował na sobie. Bo co to za szewc, co bez butów chodzi? Będąc na wyjeździe, poza domem postanowiłem urządzić sobie zatem tanie golenie.


W skład zakupionego zestawu weszło 5 jednorazówek Gillette 2 bez paska nawilżającego (o eksperymencie z ostrzeniem maszynki pamiętam - starą jednorazówkę zatrzymuję do dalszych testów). Do zestawu weszła tubka najtańszego kremu do golenia Tesco Value oraz woda po goleniu Bond Waterworld. Koszt całości 12 zł.


Oczywiście, wolę moje maszynki z ruchomą główką i 3 ostrzami, gdzie komfort golenia jest większy, jednak najtańszym jednorazówkom Gillette także nie mogę niczego zarzucić. Prosta plastikowa rączka, bez fikuśnej, gumowej wkładki trzyma się dobrze. Brak paska nawilżającego nie przeszkadza w niczym - najważniejsze że tkwią tam dwa dobrze naostrzone firmowe ostrza. Jednorazówek nie wyrzucę w kąt, ale na pewno zużyję. One są gabarytowo małe - w sam raz do małego zestawu podróżnego.


Krem do golenia TESCO za 2 zł to nic specjalnego, ale spełnił swoją funkcję bez zarzutu. Mógłby być jednak trochę gęstszy - tutaj polecam niewiele droższy LIDER Classic, który wypróbowałem wcześniej i który według mnie funkcjonalnie nie ustępuje markowym kremom. TESCO był bezzapachowy, LIDER to mocny roślinny zapach.

Ostatnim elementem układanki był płyn po goleniu. Cena niska, bo około 5 zł, zapach naprawdę przyjemny - jedyną wadą tego płynu jest chyba tylko to, że nie posiada napisu Nivea, lub Adidas na butelce... cdn.

Jak postępować podczas zatrzymania przez drogówkę?

W teorii najlepszym sposobem na uniknięcie zatrzymania przez "misiaczki" jest przestrzeganie zasad ruchu drogowego. W praktyce jednak zdarza się, że na przykład znak był lekko zasłonięty przez drzewo, albo parkującą ciężarówkę, a ty jesteś kolejną osobą, która musi zapłacić za fakt, że nie posiada sześciu par oczu i radaru na czubku głowy.

Temat prędkości i pułapek drogowych będzie omawiany później, nadmienię tylko, że używanie CB-Radia oraz nawigacji informującej o miejscach częstych kontroli i fotoradarach jest jak najbardziej legalne.


Dziś zajmę się tym co zrobić, jeśli już popełniliśmy wykroczenie - jak oszczędzić na mandacie (legalnie).

1. Po pierwsze spokój - policjanci nie lubią nerwowych, rozdygotanych i awanturujących się kierowców, złapali cię - raczej i tak coś zapłacisz - pogódź się z tym w trybie ekspresowym - spokojnym zachowaniem możesz jednak obniżyć wysokość kary. Agresywne zachowanie może w skrajnych przypadkach zakończyć się aresztem.

2. Kiedy policjant podchodzi do twojego samochodu, spokojnie wysiądź i stań obok auta, abyście rozmawiali "na jednym poziomie", to pomaga w bardziej partnerskiej rozmowie - psychologia. (Wedle aktualnych regulacji podpunkt został uznany za kontrowersyjny - wyjaśnienie w komentarzach)

3. Nie negocjuj liczby punktów karnych - nigdy - to idzie z taryfikatora i policjant, który wlepia ci mandat, nie może tego obniżyć w żaden sposób - proszenie o mniej punktów tylko rozjuszy "misiaczka".

4. Nie wypieraj się tego co zrobiłeś przed chwilą, nerwowe gadanie w stylu: "Nie możliwe! na pewno nie jechałem aż tyle! to jakieś oszustwo..." tylko pogorszy twoją sytuację. Lepiej spokojnie powiedzieć coś w stylu: "Tak, rzeczywiście, ma Pan rację, jednak nie zauważyłem znaku, mimo iż starałem się jechać ostrożnie. Oczywiście przyjmę mandat - proszę jednak o łagodne potraktowanie."

5. Poza swoim miejscem zamieszkania nie warto pchać się w sąd grodzki, lepiej przyjąć mandat - nawet jeśli ewidentnie masz rację - dojazdy na rozprawę i konieczność wzięcia urlopu odbiją się negatywnie na stanie twoich finansów.

6. Policja prawie zawsze wypytuję o twoją sytuację zawodową i z reguły ma to wpływ na wysokość mandatu. Ale przecież oni jeszcze nie mają zdalnego połączenia ze skarbówką. Pamiętaj! Zawsze jesteś albo studentem, albo bezrobotnym, albo rencistą, młodym nauczycielem na stażu, stróżem na pół etatu... do koloru do wyboru. Jedziesz samochodem firmowym to "...niestety, właśnie dowiedziałem się, że nie przedłużą mi umowy i stąd roztargnienie - jadę właśnie zdać auto na bazę...", jedziesz własnym (dobrej marki) samochodem to "...straciłem pracę 2 miesiące temu i właśnie jadę pokazać auto klientowi i może sprzedać..." . Uważaj jednak, policjanci też nie są naiwni jak w żartach o policjantach i jeśli ewidentnie przekoloryzujesz i wyraźnie skłamiesz - może być nieciekawie.


Podsumowując: spokój, spokój i jeszcze raz spokój - bądź rzeczowy, nie wypieraj się popełnionego wykroczenia, głowa w dół, ale też bez przesadnego kajania się, pamiętaj oczywiście, że twoja sytuacja materialna jest słaba, a na pewno skończy się na najniższej stawce z taryfikatora, a może nawet tylko na pouczeniu.

piątek, 18 lutego 2011

Wyszperane w sieci - oszczędna dziewczyna


Od 4 miesiecy mieszkam z moją dziewczyną w wynajmowanym mieszkaniu i pare rzeczy w jej zachowaniu zaczeło mnie niepokoić. Otóż za każdym razem kiedy robi pranie spuszcza wode do wiadra, żeby zaoszczedzic i wyprać w niej jeszcze raz np czarne pranie, w zlewie w kuchni mamy miske w ktorej przez caly dzien zbierane są naczynia po czym M. nalewa do niej wody i myje wszytskie, kiedy na śniadanie gotuje jajka czy parówki nie wylewa tej wody do zlewu tylko do konewki, wystawia na balkon, a pozniej podlewa nią kwiatki (o dziwo jeszcze nic im nie jest). Nie wiem czy to wszysko to tylko oszczędność czy juz jakaś paranoja? Rozmawiałem z nią na ten temat mowi, że tak została nauczona i tyle, urywa temat. Najgorsze były dla mnie zakupy naszej nowej lodówki gdzie byliśmy w ponad 7 sklepach a ona na kartce zapisywala ile lodówka zaoszczedza energii i ile kosztuje. Co mnie jedynie dziwi że przy zakupach spozywczych czy odziezowych zachowuje sie juz normalnie nie patrzy na cene nie jest tak skrupulatna. Czy z nią jest wszystko ok czy to ja jestem mało wyrozumialy? 

Powyższy post ze stron GW zwrócił moją uwagę na tyle, że za zgodą autora wklejam go na mój blog (pisownia oryginalna). To jest pytanie, które zadaje sobie często sam - gdzie jest granica oszczędności? Czy aby wszystko ok?

Po waszych postach widze, że powinienem sie cieszyc z takiego stanu rzeczy. Szczerze to mi to nawet nie przeszkadza, ale boje sie, że na starosc czy po kilkunastu latach przybierze to jakas gorsza postac. Fakt moja dziewczyna jest bardzo gospodarna zawsze potrafi zrobic do jedzenia cos z niczego (gotuje swietnie), nie oszczedza na zdrowiu i jakosci, tu szczegolnie ciuchów, a i na pewno nie jest ekolożka jak ktos wczesniej sugerował;) Co do prania ktore wzbudza tu ogólne obrzydzenie, nigdy nie zauwazyłem żeby te ciuchy byly brudne czy smierdzace, zawsze pachnaą tak jak reszta normalnego prania, a jak ona ta wode spuszcze i kiedy tez nie wiem musze sie temu bardziej przyjrzec. 


Odczekałem trochę, aż dyskusja wyraźnie przygasła, nie chcąc dublować treści, ani robić niepotrzebnego zamieszania. Jak widać z podsumowania, komentarze (głównie Pań) były wobec oszczędnej dziewczyny raczej pozytywne. Jeśli, drodzy czytelnicy, macie coś do dodania - proszę aby komentarze były na poziomie - bez złośliwości.

P.S. Podyskutuj na ten temat - dołącz do naszej grupy FB: https://web.facebook.com/groups/660575410678940/ 
 

środa, 16 lutego 2011

Tanie podróże - Ostrzyca - Śląska Fujiyama

Egipt, Tunezja... czyli "król jest nagi"!

Ostatnio na fali wydarzeń w tych krajach w towarzystwie pojawiają się głosy, że tam wcale nie jest tak fajnie, co więcej, że jest po prostu nudno. Piszę to nie z zazdrości względem tych, którzy przez 2 tygodnie wylegiwali się nad basenem w egipskim hotelu, kiedy, dajmy na to, ja w kraju popijałem piwo z suszonymi śliwkami (kto wie o co chodzi - ten wie), ale po rozmowie ze szwagrem, który tuż przed ostatnimi rozruchami w Egipcie wrócił z urlopu.

Nudno Panie, nudno...
... i taka jest prawda. Za te same pieniądze szwagier następnym razem wolałby zostać w Polsce na długim urlopie, jeść w dobrych polskich restauracjach, wylegiwać się codziennie w aquaparku, powykupywać różne pakiety ekstremalne typu strzelanie z kałacha, skoczyć do Szklarskiej Poręby...

...no właśnie! Jadąc w Sudety z północy kraju, koniecznie należy nieco zboczyć z trasy i zobaczyć to cudo, czyli bodajże najładniejszy wulkan w Polsce: http://tiny.pl/hcbfj (koniecznie kliknijcie - z uwagi na kopyrajty nie mogę tego wkleić bezpośrednio).

Najpiękniejszy widok w Sudetach
O dolnośląskiej Ostrzycy na pewno warto poczytać w necie - sympatycy militariów będą zachwyceni opowieściami o Czarnym Janku i wojennymi pozostałościami fortyfikacji na stokach wulkanu. Panie docenią inny fakt - ze szczytu Ostrzycy rozpościera się podobno najpiękniejszy widok na Pogórze i Góry Kaczawskie oraz Karkonosze. Tego tutaj nie wkleję, aby wam nie psuć niespodzianki, natomiast poniżej archiwalna pocztówka z Ostrzycą w tle, na którą nie ma już kopyrajtów.


Aby porządnie wypocząć wcale nie trzeba mnóstwa pieniędzy, co więcej można zobaczyć cuda, bijące na głowę wiele egzotycznych miejsc, tyle że nie aż tak znane i rozreklamowane. O oszczędnym urlopie i rewelacyjnych miejscach w kraju wkrótce będzie znacznie więcej informacji...

Oszczędzanie na kosmetykach - jak naostrzyć maszynkę do golenia

Jak pisałem jestem obecnie w podróży na północy kraju - może wkrótcę odwiedzę Trójmiasto, albo Mierzeję Wiślaną, ale nie o tym dziś mowa.

Rano okazało się, że kobieta spakowała mi starą, mocno zużytą jednorazówkę Gillette z trzema ostrzami, którą miałem już wyrzucić. Czasu na zakupy nie ma - no ładnie - myślę - ogolę się tępą maszynką i będę nieźle pozacinany. I wtedy mnie olśniło.

Ponieważ uważnie czytam wasze komentarze przypomniała mi się porada piotra34, którą umieszczam poniżej. Zamiast dżinsu i deseczki użyłem grubej bawełny, a potem kartki a4 położonej na stole.



Maszynka autentycznie się naostrzyła! Oczywiście nie tak jak dopiero rozpakowana, ale jestem teraz elegancko ogolony - bez jednego draśnięcia!

wtorek, 15 lutego 2011

Ford Focus 1.6 TDCI, 90 KM, zużycie paliwa

Ciąg dalszy faktów z mojej podróży przez kraj - tym razem zużycie paliwa.
Wczoraj spalanie wyszło mi delikatnie poniżej 5 litrów, co jak co - ale to auto JEST oszczędne, a cena ropy za chwilę dobije do 5 zł/l.

Niby nie jest to rewelacja patrząc na małe miejskie benzynówki, ale ten samochód jest jednak większy - to wersja kombi. Był naładowany na max po sufit - obciążenie maksymalne, do tego zimowe opony, co zwiększa opory.


Na obrazku powyżej srebrna foka (złośliwi powiedzą oczywiście: szara foka!), jeden z najpopularniejszych samochodów w moich stronach. I trudno się dziwić.

Auto jest jak dla mnie ładne, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Natomiast nie wyobrażam sobie po raz kolejny posiadania auta, do którego poza małym bagażem podręcznym nie wcisnę nic. Nie mam ochoty po raz kolejny prosić się o transport, czegoś większego niż walizka. Przerabiałem już małe autko - i jak na razie podziękuję (chyba, że jako drugi samochód na typowo miejskie dojazdy). A jak u was wygląda spalanie?

Płatne autostrady

Dziś prosto, krótko i na temat - zrobiłem właśnie 460km przez nasz piękny kraj i miałem okazję przejechać się płatnymi autostradami: A2 odcinek Poznań-Września, oraz sporym kawałkiem A1 na Gdańsk.


Pierwszy odcinek kosztował mnie 13 zł, drugi dokładnie 10 zł 20 gr. I powiem, że zdecydowanie warto zapłacić, zamiast oszczędzać na alternatywnych darmowych trasach (te darmowe trasy także sobie wypróbowałem - często zmieniam trasy jazdy).

Płynność ruchu, komfort, zadowalająca prędkość - a dodam, że jechałem w późnych godzinach wieczornym, przy dość małym natężeniu ruchu, co sprawiło, że jazda była dziś wyjątkowo przyjemna (i nawet hot-dogi na stacjach benzynowych dziś mi smakowały bardziej niż zwykle).

A teraz konkretne pytania: Jakie jest wasze zdanie o płatnych drogach w Polsce? Czy akceptujecie taki model transportu?

sobota, 12 lutego 2011

Rezygnacja z telewizora - Bitwa o Anglię

Jak pisałem już, jestem przeciwnikiem rezygnacji z telewizora z wszelkich powodów ideologicznych, a nawet oszczędnościowych (bez przesady z tym oszczędzaniem!). Można wybrać tanie abonamenty, kupić tanio dobrej jakości odbiornik, a do tego odtwarzacz DVD...

Jednak jakoś dziwnie się składa, że od ponad miesiąca chyba ani razu nie włączyłem telewizji - nie mam na to czasu, humoru i chęci. Wkurzają mnie reklamy, gadające głowy, mądrzy politycy... trzeba odpocząć od tego. Nie znaczy to oczywiście, że patrzę się w gołe ściany...

Pan i władca: Na krańcu świata
(ang. Master and Commander: The Far Side of the World)

...to rewelacyjny i wciągający film, który oglądnąłem wczoraj wieczorem na DVD. Prawdziwe męskie kino, bez popierdólki i frajerskich metroseksualnych dylematów współczesności. Jeśli jeszcze go nie oglądaliście - to nadrobienie tej zaległości jest absolutna koniecznością! (A może drogim Paniom też się spodoba? Kto wie?)


Bitwa o Anglię

Jak pisałem poprzednio, ostatnio na na kilku blogach, które obserwuje pojawiły się ciekawe tematy patriotyczne i historyczne, polecam tu szczególnie: http://boskawola.blogspot.com/ (to już chyba nie blog, a prawdziwa encyklopedia historyczna!), http://hansklos.blogspot.com/ (dyskusje polityczne) oraz dyskusję o Ziemiach Odzyskanych na http://tuskulum-riannon.blogspot.com/.

Tymczasem chciałbym się podzielić z wami ciekawym znaleziskiem "historycznym", które jest dla mnie bardzo, ale to bardzo miłe i podnosi mnie na duchu! Jednym z bohaterów, o których mowa w teledysku, był mój wujek (mąż kuzynki mojej mamy), to jedna z tych rodzinnych historii, które za komuny opowiadało się szeptem...

piątek, 11 lutego 2011

Jak zabezpieczyć alufelgi przed kradzieżą?

Niedawno pisałem, że sposobem na ochronę kołpaków przed kradzieżą, jest rezygnacja z nich i zamontowanie alufelg.

Wszystko pięknie - jeden problem z głowy - ale jak teraz zabezpieczyć przed kradzieżą nasze nowo nabyte alusy?! Jeśli spodobają się one złodziejowi - rano zastaniemy samochód na cegłach. Czasem z powodu alufelg ginie całe auto (złodziejowi łatwiej na spokojnie rozszabrować je w tzw. dziupli).

Śruby zabezpieczające
Najprostszy sposób to zastąpienie specjalnych śrub takim wynalazkiem jak specjalne nakrętki zabezpieczające do alufelg - na obrazku poniżej:


Ale uwaga, złodzieje alufelg także często mają zestaw najpopularniejszych alternatywnych nakrętek i kluczy! Aby utrudnić im pracę należy zatem zakupić minimum dwa niezależne, różne od siebie zestawy śrub i użyć je naprzemiennie....

Ciąg dalszy na nowym blogu: http://zabezpieczenie.blogspot.com/2011/05/jak-zabezpieczyc-alufelgi-przed.html

środa, 2 lutego 2011

Barter i Borewicz - sprzedaż rzeczy używanych

Kontynuujemy temat zyskownego pozbycia się niepotrzebnych nam przedmiotów i wyposażenia domu. Doszliśmy już do wniosku, że sprzedając np. stare meble trudno zrobić to wysyłkowo, natomiast warto rozglądnąć się za klientem w bliskim sąsiedztwie. Czy jednak sąsiedzi zawsze będą mieli wystarczający kapitał, aby odkupić nasze graty? Niestety nie, a szkoda czekać ze sprzedażą, zatem z pomocą może nam przyjść...

Barter...
...czyli po prostu handel wymienny. W dobie internetu zapominamy czasem oderwać się od monitora i spróbować oczywistych rozwiązań, takich jak ogłoszenia w najbliższym sąsiedztwie, czy po prostu porozmawianie z sąsiadami - dwa przykłady z ostatniego remontu:

- Okazało się że starym wyposażeniem z mojego mieszkania zainteresowani się sąsiedzi z mojego bloku. Pieniędzy oczywiście nie mieli. Pomogli mi jednak w porządkach po remoncie oraz "użyczyli" na 3 lata swoją pustą piwnicę. Wynajmując analogiczny lokal od spółdzielni musiałbym zapłacić za ten okres minimum kilkaset zł. Jestem bardzo zadowolony z tej transakcji.

- W zamian za 30-letnią kuchenkę gazową, okap, półkę i 2 europalety rolnik z pobliskiej wsi zaopiekował się gruzem poremontowym. Mały kontener od miasta kosztowałby mnie min. 120 zł, nie licząc czasu poświęconego na wyniesienie gruzu. Jestem zadowolony, ponieważ bardzo wątpię w to, że wymienione dobra udałoby mi się sprzedać za jakąkolwiek gotówkę.


Borewicz...
...czyli, nazwana na cześć polskiego Jamesa Bonda, butelka czystej wódki 0,7 litra w wielu regionach kraju jest praktycznie funkcjonującą na co dzień walutą pomocniczą. W niektórych kręgach taką rolę spełnia butelka drogiego wina, whiskey albo sześciopak złotego trunku. W wymianie sąsiedzkiej, lub wśród dobrych znajomych czasem po prostu nie wypada obracać gotówką. O ile nie ma możliwości sąsiedzkiej wymiany dóbr i usług, warto przyjąć trunek za bezużyteczne już przedmioty. Osobiście preferuje sześciopak, bo w Borewiczu nie gustuje, ale też przyjmę go jako zapłatę. Czemu nie? Za 0,7 czystej załatwię koszenie trawnika, porąbanie drewna albo malowanie ścian, itp. Oszczędzi mi to wysiłku i czasu, a czas to pieniądz.

wtorek, 1 lutego 2011

Jak sprzedać rzeczy używane - gotówka zamiast gratów

Książki, bibeloty, nieużywana elektronika, meble, kolekcje które się nam już znudziły - to wszystko zagraca nasze mieszkanie, obrasta kurzem i zabiera cenną przestrzeń - a przecież można te niepotrzebne pierdoły zamienić na gotówkę.

Do napisania tego posta zainspirował mnie komentarz Sokomaniaka o sprzedaży niepotrzebnych gratów na eBay (btw. kolega także prowadzi ciekawy blog sokomaniak.pl, którego tematykę na pewno tu także poruszymy). Zatem jak skutecznie sprzedać nasze graty, albo zamienić na coś równie cennego?


Dalszy ciąg wpisu znajdziecie TUTAJ: 

Jak korzystnie sprzedać rzeczy używane i niepotrzebne przedmioty