piątek, 28 czerwca 2019

Walka z temperaturą w domu - rolety na balkonie.

Mój kolejny patent na obniżenie temperatury w domu. Mam oszklony balkon, który funkcjonuje normalnie jak szklarnia. Pomyślałem że jeśli zacienię trochę balkon to temperatura trochę spadnie. Owszem, wydaję mi się że to pomaga. 


Kolor rolet jest jasny, także to na pewno częściowo odbija promienie słoneczne. Najciekawsze jednak jest to, że rolety na balkon pochodzą z odzysku. Z kartonu rolet po przeprowadzce wybrałem te które pasują do siebie kolorem i rozmiarem, wyprałem rolety i skompletowałem mechanizmy.


Cały montaż rolet finansowo nic mnie nie kosztował, chociaż poświęciłem na to popołudnie oraz wieczór. Teraz jest ewidentnie chłodniej, nie ma aż takiego piekarnika.

Zobacz:

Obniż tanio temperaturę w pomieszczeniu. Folia aluminiowa.

środa, 26 czerwca 2019

Obniż tanio temperaturę w pomieszczeniu. Folia aluminiowa.

Słoneczko przypieka  i tematem numer jeden wśród znajomych jest ochłodzenie mieszkania. Zanim rozważasz kupno klimatyzatora, podam ci jeden ze szybkich sposobów na obniżenie temperatury.


Potrzeba będzie tutaj folii aluminiowej albo rozwijanej z rolki, albo, jeśli rozwiązaniem ma być bardziej trwałe i estetyczne, to aluminiowej osłony do samochodu, karimaty termicznej, itp. Logika działania jest prosta i w miarę skuteczna - aluminium działa jak lustro i odbija promienie słoneczne. Promienie nie dostają się do pomieszczenia i nie zamieniają w energię cieplną. Robi się chłodniej.


Moje rozwiązanie prezentowane na obrazkach jest dosyć prowizoryczne ponieważ pomieszczenie i tak jest w stanie lekko remontowym, więc póki co estetyka nie gra tutaj dużej roli, w bliskiej przyszłości na pewno zamienię to na lepszą matę termiczną z folią aluminiową, lepiej dociętą i bardziej estetycznie zamontowaną na okno. Tymczasem grzeje właśnie teraz, więc biorę to co jest pod ręką w szufladzie i działam. Kilka minut i gotowe.


A jak ty radzisz sobie z upałem, napisz w komentarzach.

Zobacz:


Zrób samodzielnie letni płyn do spryskiwaczy!


Zrób samodzielnie letni płyn do spryskiwaczy!

Jednym ze sposobów na zrobienie samodzielnie płynu do spryskiwaczy jest użycie koncentratu.


Koncentrat kupujemy na różnych wyprzedażach, promocjach samochodowych, im bardziej okazyjnie tym lepiej.


Następnie koncentrat rozpuszczamy w wodzie, przelewamy do wygodnej do zastosowania butli lub mniejszej butelki pet.


Drobna uwaga. Nie używajmy twardej wody z kranu do zrobienia samodzielnie płynu. Warto ją chociażby przefiltrować przez filtr dzbankowy. Ewentualnie można użyć wody źródlanej o małym stopniu mineralizacji. Optymalnym rozwiązaniem jest polowanie na wodę zdemineralizowaną w promocji. Po prostu im mniejszy stopień mineralizacji wody ty nasz płyn będzie lepszy i nie będzie ryzyka że osadzi się kamień na elementach układu. Polecam samemu sobie oszacować ewentualne oszczędności i koszty.

Zobacz też:

Obniż tanio temperaturę w pomieszczeniu. Folia aluminiowa.

niedziela, 23 czerwca 2019

Kup w lecie zimowy płyn do spryskiwaczy. Teraz jest on tańszy.

Jak w tytule. Jeśli masz miejsce w garażu lub piwnicy, kup teraz płyn do spryskiwaczy i zrób sobie zapas na okres jesienno-zimowy. Po pierwsze teraz są promocje. Kolega kupił płyn po 7 zł za butlę w jednym z supermarketów. W zimie jest on nawet 2x droższy w markecie. Nie mówię już o cenie płynu na stacji, bo to jakiś obłęd. Dlatego warto wozić ze sobą chociaż małe uzupełnienie płynu, choćby przelanego do butelki pet, by uniknąć pułapki cenowej na stacji benzynowej.


Fot. Andrzej Nowacki

Zobacz: 

Zrób samodzielnie letni płyn do spryskiwaczy!


piątek, 21 czerwca 2019

Montaż oświetlenia PV i panelu słonecznego na balkonie

Mam świeżo zabudowany balkon i postanowiłem zamontować na nim jakieś oświetlenie. Wiercenie przez 20 cm zbrojonego betonu, modyfikacja instalacji elektrycznej w mieszkaniu, hmm... koszty i dużo brudu. Taniej, bo około 120 zł i trochę czasu, wyjdzie instalacja panelu fotowoltaicznego i lampy  LED na balkonie. Przewiercić się przez beton komórkowy też o wiele łatwiej...

Jedziemy z montażem...





Lampa ma czujnik ruchu więc prócz praktycznego oświetlenia spełni także funkcje antywłamaniowe.

Co o tym myślisz, skomentuj, pozdrawiam!

Zobacz też:

Rowerzysto, ta drobna inwestycja może Ci uratować życie!


Rowerzysto, ta drobna inwestycja może Ci uratować życie!

Temat, który poruszam w internecie regularnie i do znudzenia, metodą zdartej płyty, ale jak widać trzeba. Przypomina mi się tutaj sytuacja drogowa z ostatnich miesięcy.

To byłą chwila, kiedy zjeżdżałem z głównej drogi w jakąś drogę poboczną, było zupełnie ciemno, na szczęście nie jechałem szybko i skończyło się tylko na ostrym hamowaniu. Przede mną przez przejście ze ścieżką rowerową przejeżdżało troje dzieci w różnym wieku, za nimi wystraszona w tamtej chwili matka... słów brak!

Słów brak, bo żadne z nich nie miało jakiegokolwiek oświetlenia na rowerze, zero odblasku, cała rodzinka "batmanów". Zgodnie z przepisami, w takim przypadku oni mieli pierwszeństwo, bo to było skrzyżowanie ze ścieżką rowerową, OK, ale abym ja takiego pierwszeństwa mógł im udzielić oni muszą być dla mnie WIDOCZNI! 

Drogi Batmanie, Droga Batmanko rowerowa, uwierz, że ja nie jestem Supermanem i nie mam noktowizora w oczach (inni kierowcy raczej też nie)!



Drogi rowerzysto, rowerzystko, NIE BĄDŹ jak ta pozbawiona rozumu matka! Komplet świateł rowerowych dostaniesz już od kilkunastu zł w supermarkecie,  ta drobna inwestycja może Ci uratować życie! Może uratować życie twojemu dziecku. Dodaj do tego elementy odblaskowe np. na koła roweru, tak aby był on widoczny z boku.

To nic, że jedziesz tylko po chodniku czy ścieżce rowerowej, przecież te ścieżki krzyżują się z ulicami dla samochodów! Bądź oświetlony/a!

To nic, że drogi poboczne, lokalne czy osiedlowe są mało uczęszczane przez samochody, wciąż jednak tam ktoś wjeżdża...

Ja wtedy mogłem być już zmęczony i zareagować sekundę, dwie później. Chyba macie wyobraźnie co by się stało w konfrontacji typu dzieci na rowerze kontra 2 tonowe auto. 


Kolejna sytuacja. Dziewczyny chcące zrzucić kilka kilogramów i pomykające drogą rowerową o zmierzchu. Oczywiście gdzie tam oświetlenie roweru? Jakie oświetlenie! To nie modne w tym sezonie, a przynajmniej nie pisali o tym w kolorowej prasie plotkarskiej. Dodatkową atrakcją dla kierowcy jest ubieranie przez nie zazwyczaj ciemnych ciuchów, a obowiązkowo czarnych czy grafitowych, itp. legginsów. Dlaczego, bo przecież pupa lepiej wygląda (szczuplej) w ciemnym kolorze. To, że przez ciemny ubiór takie "miss bogatego przedmieścia"  są o wiele mniej widoczne to już szczegół. Odblask? Odblask jest dla dziadków, taka wielka zielona kamizelka nie pasuje do koloru paznokci...

Panie Drogie, ale też Panowie, bo problem rowerowy też was jak najbardziej dotyczy, MYŚLCIE!

Własne kalectwo to piętno na całe życie, śmierć bliskiej osoby to obciążenie do końca Twoich dni, a potem będą latami wyrzuty sumienia... przecież mogłem żonie w końcu zamontować te odblaski i lampkę rowerową za kilkanaście zł. Przecież mogłam mężowi kupić tę żółtą kamizelkę odblaskową i wtedy byłby widoczny, kiedy jechał z wędkowania przez leśną drogę gminną w stroju maskującym....

A to tylko KILKA, kilkanaście zł wydatku!

Skomentuj i podziel się Tym wpisem z kolegą/koleżanką, którzy jeżdżą rowerami bez świateł.

wtorek, 18 czerwca 2019

Nie ucz się angielskiego... to dla 90% z was strata czasu!

Czy to tylko prowokacyjny tytuł? Czy może futurystyczne przewidywanie, że czas dominacji języka angielskiego w przestrzeni publicznej dobiegnie końca na rzecz np. chińskiego? Nie tak całkiem...

Ten wpis dziś to raczej zachęta do uczciwego przemyślenia swojej nauki języka angielskiego, jeśli się go uczysz i podjęcia uczciwej decyzji... tak, często to będzie decyzja na nie. Po co tak naprawdę tracić czas?

Albo... o tym albo będzie pod koniec wpisu....

O jakim języku angielskim tu mówię? Umówmy się, nie chodzi mi o parę słów i zdań zapamiętanych ze szkoły, które ułatwiają nam życie np. na wczasach w Grecji, to się zawsze przydaje i umówmy się - nie wymaga wielkiego wysiłku od 75% z Czytelników. Ot, przed wyjazdem można sobie wskoczyć na jakiś kurs podstawowy, czy wziąć korepetytora na jeden semestr, nawet w minimalnym wymiarze godziny w tygodniu, ćwiczyć zwroty zakupowe, liczby, pytanie o drogę, zamówienie w restauracji, pokój hotelowy, pierwsza pomoc... i wystarczy. Luzik... ale to nie dzisiejszy temat.

Ja dziś chcę powiedzieć o języku angielskim użytkowym, roboczym, takim który umożliwia nam funkcjonowanie w kontaktach zawodowych, nawet niekoniecznie bezpośrednio w pracy, ale choćby rozmowa bez kompleksów na spotkaniu integracyjnym z delegacją zagraniczną...

...i tutaj wielu z Was się uczy, obciąża się czasowo psychicznie, cierpi na różne wyrzuty sumienia, że przecież wezmę się do cięższej pracy z językiem już i natychmiast.... (to znaczy natychmiast, ale dopiero od września... albo od nowego roku). Czasem kupicie sobie jakiś pakiet kursowy cudownej metody X z reklamy, który i tak po tygodniu wyląduje na półce i się będzie tylko kurzył...

Nie, zrezygnujcie z tego, powiedzcie sobie uczciwie, że to nie ma sensu, bo naprawdę nie ma sensu. Koniec i dość tej ułudy i obciążania się. Naprawdę nie jest powiedziane, że wszyscy muszą mówić po angielsku, mamy swój własny piękny język, jak ktoś z zagranicy chce robić z nami biznes, niech chociaż podejmie jakiś wysiłek ze swojej strony, niech sam się uczy j. polskiego (albo niech płaci dobre pieniądze tłumaczom). No czemu nie?! Inne szanujące się narody tak właśnie myślą...


Albo...

Albo się uczcie. Naprawdę uczcie. Co to znaczy? Język obcy użytkowy... uwaga... wymaga jego realnego użytkowania. To właściwie jest cały sekret dobrej nauki języka, bez durnych wyrzutów sumienia i samooszukiwania się. 

Chcesz się uczyć - rób to. Kiedy? Teraz! Nie od września ani nie od "za dwa tygodnie". Jak? W sposób ciągły, codziennie. Zacznij "użytkować" język w sposób ciągły od teraz, nawet już zaraz po przeczytaniu tego wpisu i konsekwentnie codziennie, już na stałe.

Ale do rzeczy, jak...

Kilka pomysłów na start. 

  • Słuchaj zawsze radia BBC po angielsku (stacje "gadane" z internetu), np. jadąc autem.... nie ważne, że jeszcze nie rozumiesz wszystkiego, kiedyś zrozumiesz, a przyzwyczaisz się do melodii języka!
  • Przetłumacz sobie kilka popularnych piosenek samodzielnie, zanim podglądniesz tłumaczenie na tekstowo.
  • Posłuchaj audycji po angielsku na YT w wolnej chwili. Nawet leżąc wieczorem przez 15 minut codziennie.
  • Powtórz słówka z fiszek, z zeszytu choć przez 10 minut dziennie.
  • Popisz z kimś na forach hobbystycznych po angielsku. Lubisz rowery, wejdź na międzynarodowe grupy FB dla fanów rowerów i śledź co się dzieje codziennie.

Masz swoje pomysły? Dodaj w komentarzach...


Tutaj ważne jest jednak, aby język był nie tyle uczony, ale użytkowany naprawdę codziennie, chociaż przez kilkanaście minut, ale codziennie. I tutaj weź sobie kalendarz, powieś nad biurkiem i skreślaj codziennie krzyżyk, jeśli wysłuchałeś/aś choć takiej jednej audycji jak ta powyżej wklejona.

10 minut, plus 5 z zaparzeniem sobie kawy... tylko każdego dnia, regularnie...

...albo w jedną albo w drugą. Codziennie chwila z językiem, bo to ma sens, albo lepiej dać sobie spokój w ogóle i przestać się oszukiwać.

Pozdrawiam!

Zostaw komentarz! To proste! Kliknij ikonkę FB w systemie komentarzy pod wpisem i już możesz pisać!

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Dlaczego gramy w lotto? Przecież wiemy, że to statystycznie nie ma sensu...

Jakie jest prawdopodobieństwo trafienia w toto lotka? Praktycznie żadne. Oczywiście co jakiś czas ktoś wygrywa główną wygraną, czasem także trafia się wielu osobom mniejsza wygrana, ale wciąż przyjemna, dajmy na to w pobliskim kiosku rok temu ktoś trafił kilka tysięcy zł. No super. Z drugiej strony większość osób, czyli 99,99% regularnie grających nigdy w życiu nie trafi nawet tych kilku tysięcy zł. Mimo wszystko szczególnie przy różnych kumulacjach przed automatami ustawiają się długie kolejki, zazwyczaj panów i pań w wieku typowego Janusza i Grażyny, którzy grają...

Czy ci ludzie nie wiedzą, że na 99,99% nic nigdy nie wygrają, a jakże, wiedzą i to dobrze, na poziomie racjonalnym, zatem czemu dalej kupują lotto? (o tym zaraz...) Przecież pieniądze przegrane w lotto najmądrzej jest wrzucać do skarbonki...

Na logikę to właśnie polecam. Proszę przestać grać w lotto, za to wziąć np ładną puszkę po kawie, zrobić u góry otwór na wrzucanie pieniędzy, no ewentualnie zrobić to na bogato i kupić dużą fajną skarbonkę. Tam wrzucamy wszelkie kwoty, które normalnie przepuścilibyśmy w lotto... otwieramy skarbonkę po dwóch miesiącach, może trzech i liczymy... polecam!

Zamiast grać, kup doniczkę i świeżą miętę ;-) 
Taka inwestycja na pewno będzie rosła!!!

No a dlaczego ludzie grają, skoro większość z nich jest świadoma, że 99,99 z nich nigdy nie wygra? Otóż nie grają dla wygranej, wcale nie ;-) Grają dla zastrzyku emocji, który towarzyszy wzięciu udziału w loterii, grają dla uczuć, które towarzyszą wyobrażaniu sobie co by było gdyby na koncie pojawiły się miliony... te uczucia znikają po wylosowaniu wyniku, ale od czego jest kolejne losowanie za 2-3 dni? Prawda?!

Zostaw komentarz! To proste! Kliknij ikonkę FB w systemie komentarzy pod wpisem i już możesz pisać!

Jak oszczędnie jeździć Dieslem? (...i sensownie)

Dzisiaj notka z perspektywy wieloletniego użytkownika Diesla. W moim rodzinnym domu zawsze panował kult benzyny, więc przechodząc na Diesla przez kilka dobrych lat musiałem się nauczyć i przyswoić sobie zwyczaje, które czynią eksploatację auta z silnikiem Diesla oszczędną i przede wszystkim sensowną (ponieważ nie każdy typ kierowcy jest kompatybilny z Dieslem).

Styl jazdy - zły

Uważam, że jakikolwiek Diesel nie pasuje do typowego miejskiego kierowcy. To taki styl jazdy "kuriera". Wsiadasz pod domem, szybko odpalasz auto i  rura...za chwilę jesteś 2 kilometry dalej przy aptece, szybko gasisz auto, kupujesz witaminy, potem wskakujesz i za 5 minut jesteś u cioci Grażyny na kawie, nagle dzwoni wujek Janusz spod Biedronki, że kupił 100 kg ziemniaków w promocji i sam nie doniesie, odpalasz auto, szybko ruszasz, szybko gasisz, ładujesz z Januszem pyry do bagażnika, odpalasz, wracasz do Grażynki, gasisz... pijesz drugą kawę, nagle dzwoni Seba z biura, że zepsuł się komputer a klient czeka, odpalasz i ekspresem jedziesz, gasisz....

...no dobra, każdy już rozumie w tym momencie idee. 

Taki styl NIE jest kompatybilny z Dieslem. Jakikolwiek bajer ci nie sprzeda sprzedawca w salonie. Spalanie na zimnym Dieslu będzie masakryczne, silnik będzie dostawał w 4 litery, żywotność znacznie się ograniczy, awaryjność tego bardzo złożonego silnika będzie bardzo wysoka. Przy okazji, wszelkie systemy Start-Stop to wg mnie zabójstwo dla Diesla, jeśli możesz - zdezaktywuj je. To idiotyzm nie mający nic wspólnego z ekologią (Ma dla ciebie znaczenie tzw. emisja? To słuchaj - spalisz 2x mniej CO2 na mieście, ale przy produkcji części zapasowych do twojego uszkodzonego Diesla katowanego przez Start-Stop wyemitują 100x więcej CO2).

Styl jazdy - dobry

Ograniczasz kurierowanie po mieście. Rano wstajesz, odpalasz auto, pozwalasz się silnikowi rozgrzać przynajmniej przez 59 sekund (dlaczego 59? bo grzanie na parkingu powyżej 59 sekund jest już nielegalne i grozi mandatem, brawo ekolodzy!). Ruszasz i przez pierwsze minuty jazdy nie piłujesz, jedziesz dziadkowo przez swoją "wieś". Po paru minutach wbijasz na obwodnicę i już zdecydowanie dajesz kilkadziesiąt km do pracy pod miastem. Po dotarciu na miejsce nie gasisz auta, pozwalasz mu spokojnie popracować przez, powiedzmy 59 sekund (hah!), co pozwoli turbinie bezpiecznie ostygnąć...

Nie jedź "dziadkowo". Diesel nie lubi takiego stylu jazdy (poza okresem rozgrzewania, o którym mówiłem). Te silniki nie lubią niskich obrotów. Nie jedź też mega rajdowo, wkręcanie Diesla w okolice 4000 obrotów i wyżej nie ma sensu, katujesz silnik. Diesel lubi złoty środek, taką zdecydowaną jazdę na dłuższym dystansie. No właśnie...

Po prostu Diesel jest właściwy na średnie i dłuższe trasy. Wtedy będzie działał bezawaryjnie i oszczędnie. Mówię tu o całokształcie użytkowania, bo powiedzmy sobie szczerze, cena paliwa ON w porównaniu do benzyny różna o kilkadziesiąt groszy w tę czy wewte nie ma tu znaczenia. Diesel zasadniczo pali mniej, jednakże potencjalnie wyższym kosztem są eksploatacja, awarie i części.

Wniosek?

Obecnie wielu ludzi ma po dwa samochody.  Mądrym byłoby posiadanie jakiegoś benzynowego małego bzyka na miejskie trasy oraz auta z silnikiem Diesla na pokonywanie dłuższych tras.

Nie bądź osiołkiem. 
Nie żałuj na olej i serwis!!!

Eksploatacja

Diesel to taki dobry, życiowy przykład, analogiczny do wielu życiowych spraw. Chcesz długofalowo oszczędzić - nie możesz żałować na eksploatacji. Chcesz oszczędzić? Musisz najpierw wydać! A więc...

Częsta zmiana oleju silnikowego, częściej niż to sugerują w gwarancji. Olej DOKŁADNIE o parametrach podanych przez producenta, nie musi być najdroższy, ale ma być identyczny jak w specyfikacji.

Częsta zmiana filtra paliwa (mówi się o 1x na rok przy rutynowych przeglądach).

Ogólne większe dbanie o samochód, części, płyny, większa "świadomość" swojego auta, poświęcenie mu czasu, pamiętanie o tym co pisałem, czyli optymalnej charakterystyce jazdy.

Na dziś na tyle... jeśli mi się coś przypomni, dopiszę w artykule, komentarzach, albo zrobię część 2 wpisu...

Pozdrawiam!

Podobał się wpis? Zostaw komentarz! To proste! Kliknij ikonkę FB w systemie komentarzy pod wpisem i już możesz pisać!



niedziela, 16 czerwca 2019

Kiedy zwróci się instalacja LPG?

Dzisiaj chciałbym wam przedstawić przykładową kalkulację kiedy zwróci mi się instalacja LPG w moim samochodzie. Jako bazę do kalkulacji biorę cenę benzyny w moim regionie, a jest to woj. dolnośląskie, na czerwiec 2019 jest to średnio 5.22 zł. Średnia cena LPG u mnie to 2.20 za litr.

Jedziemy dalej. Średnie spalanie auta to jest 7 litrów. Przy LPG muszę liczyć 8. Gazu się spala zawsze więcej niż benzyny.

Policzmy koszt przejechania 100 km.

LPG 8x2.20 to 17.60 zł
E95 7x5,22 to 36,54 zł

18.94 zł różnicy

Robiąc różne kalkulacje opłacalności zawsze lubię być sceptyczny. Poza tym zakładam, że zawsze odrobina benzyny spali się, także niech bazą do przeliczenia będzie  18 zł zysku na 100 km.

Koszt instalacji LPG, który mi obiecuje fachowiec całkowity to 2800 zł. w tej chwili nie jestem pewien ewentualnych kosztów dodatkowych, na pewno odrobinę droższy będzie przegląd nie wiem czy wbicie LPG do rejestracji będzie cokolwiek kosztowało, dla bezpieczeństwa przyjmijmy cenę 3000 zł. Raczej nieprzewidziane okoliczności zawsze przecież lubią wyskoczyć.

Dzielę i znowu odrobinę zaokrąglam na niekorzyść, dla utrzymania pewnej rezerwy w kalkulacjach, mam 16700 km.

Jaki jest mój roczny przebieg który planuje? Obecnie średnio co 3 tygodnie pokonuje trasę przez Polskę o długości 1000 km. Daje mi to rocznie 18000 km na planowanych trasach. Jak widać instalacja LPG przy dosyć dużej dozie ostrożności zwróci się w ciągu jednego roku jazdy. Jest to dla mnie akceptowalna kalkulacja, dlatego w tym tygodniu udaję się do warsztatu LPG na dopełnienie dzieła.

No ale to auto zostanie przy ON.

A co ty o tym myślisz - napisz w komentarzach.

Polecam też:

Jak oszczędnie jeździć Dieslem? (...i sensownie)


Podobał się wpis? Zostaw komentarz! To proste! Kliknij ikonkę FB w systemie komentarzy pod wpisem i już możesz pisać!

sobota, 15 czerwca 2019

Ceny LPG w Polsce. 2019

Właśnie przymierzam się do konwersji drugiego samochodu na LPG. To będzie silnik 1.4 benzyna. Tak czy inaczej zerkam właśnie na aktualne ceny LPG w Polsce. 

Średnia cena w różnych województwach na czerwiec 2019 różni się od 2.15 do 2.35 zł. Rozdźwięk ceny w wysokości 20 zł wcale nie zaskakuje. Na Dolnym Śląsku lub Wielkopolsce tankowałem ostatnio diesel po 5.09, tymczasem na Pomorzu widzę w jednym z dużych miast 5,29 i nie jest to jakaś cena wyrwana z kosmosu w okolicy.

Ok, zróbmy przegląd średnich cen LPG w Polsce na podstawie różnych danych z netu.

Wszystkie południowe województwa Polski  to średnia cena od 2.15 do 2.20. Środek i północ kraju to podobna cena. wyjątkiem jest województwo opolskie i lubelskie gdzie średnia cena jest o 10 gr wyższa. Czerwonym punktem na mojej mapie jest województwo mazowieckie gdzie średnia cena LPG to jest 2.35 zł. 


W następnej notatce sprawdzę sobie korelację ze średnią cen innych paliw oraz przekonuję za ile kilometrów instalacja LPG mi się zwróci. jeśli masz jakieś pomysły i swoje obserwacje na temat cen paliw w Polsce śmiało zapraszam do komentarzy.

wtorek, 11 czerwca 2019

Drogi oraz infrastruktura w Polsce. Czy prędkość zabija?

Od lat żywo interesuję się tematem budowy dróg w Polsce. Dużo się poprawia u nas przez lata, ale generalnie sytuacja jest taka, że co by jakikolwiek rząd nie zrobił, jest mimo wszystko źle. To co jest robione jest albo niewystarczające, albo kompletnie niedostosowane do polskich realiów ekonomicznych i mentalnościowych.

Dzisiaj będzie o prędkości oraz infrastrukturze.

Po pierwsze problemem jest nasza mentalność. Jeździmy za szybko i za brawurowo. Nie myślcie bynajmniej, że jestem jakimś Januszem, który chce teraz umoralniać młodzież.... Panie... kiedyś to było... wszyscy jeździli wolno. Guzik prawda! Kiedyś też w Polsce jeżdżono za szybko i brawurowo, hah, sam nie raz nagrzeszyłem w tej kwestii. Tak, nie jestem tu bez winy. Po prostu my Polacy mamy taką husarską krew w sobie, na koń i goń, byle szybciej...

I niestety, prędkość zabija. Przestańmy może udawać, że zabija zły stan dróg, złe warunki pogodowe i szereg innych czynników. Na ogół zabija nasza brawura i prędkość, nie mówiąc o stanie technicznym naszych "Bolidów Młodzieży Wiejskiej", ale tu temat na inny wpis.

Infrastruktura

Jak sobie sami świadomie tej prędkości nie ograniczymy infrastrukturalnie, to nic nie pomoże. Polak nie reaguje na nakazy i zakazy, na policję też mamy swoje sposoby (CB, janosiki, itp.). Muszą być budowane po prostu progi zwalniające, ronda z wyniesionymi środkami na rozjazdach, bariery i liny stalowe rozdzielające jezdnie. Szykany spowalniające na wjazdach do wsi.

Polacy nie są mentalnie przygotowani na posiadanie bezkolizyjnych S-ek i autostrad. Niestety nie. Sam co najmniej 2x w miesiącu jadę autostradami i S-kami około 2000 km (minimum), i widzę co się dzieje. Prędkość, testosteron, agresja, brawura, no i czynnik sezonowy, czyli zachowania niektórych motocyklistów...

Po tragediach takich jak ostatnio z karambolem pod Szczecinem staję się realistą w kwestii autostrad i S-ek w Polsce. To nie są drogi dla nas, nie na naszą gorącą husarską krew. Zamiast tego winny być mega przepustowe, ale niekoniecznie szybkie drogi w formacie 2+1, albo 2+2 (turbogierkówki), o wiele tańsze od autostrad, ale za to o wiele bezpieczniejsze, z nowoczesną sygnalizacją świetną, obligatoryjnymi rondami na każdym rozjeździe/łączniku, fizycznymi barierami wyprzedzania na 2+1, szykanami, progami zwalniającymi na rozjazdach.

Cała droga megalityczna infrastruktura bezkolizyjna jest w Polsce zbędna, a wręcz szkodliwa. Drogi można pobudować o 5 do 10 razy taniej (w przypadku 2+1) oraz kilka razy bezpieczniej.

Tyle na dziś.... Napisz co Ty myślisz na ten temat w komentarzach!


Zostaw komentarz! To proste! Kliknij ikonkę FB w systemie komentarzy pod wpisem i już możesz pisać!

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Czy telefon nas podsłuchuje?

Teoria spiskowa czy ciekawy fakt? Czy smartfon leżący obok nas ma zdolność nas podsłuchiwać? Zaraz to wyjaśnię, pokażę Ci fakt, o którym może nie masz pojęcia, a także powiem o moim eksperymencie...

Ostatnio były dwa wpisy o oszczędnym zakupie telefonów... więc dlaczego nie. Myślę, że to Czytelników zainteresuje. Tymczasem jestem po wycieczce do polskiej strefy skażonej, tzw. "Polskiego Czarnobyla", ale o tym w następnym wpisie.


Po pierwsze ja na swoim smartfonie mam asystenta Google. Rzecz czasem wygodna. Lubię na nim ustawiać budzik, czasem korzystam z wyszukiwania, ustawień nawigacji. Opcje głosowe są wygodne kiedy jadę samochodem.... Tylko jak działa asystent Google? Rejestruje nasze wszystkie rozmowy i rozpoznaje te, które zaczynają się na "OK, Google" jako komendy. Wymaga to jednak ciągłego nasłuchu i transmisji danych do usługodawcy. W ten sposób nasze wszystkie prywatne rozmowy (które wykonamy w okolicach naszego aktywnego smartfona), są tak czy inaczej przekazywane do serwerów Google i rejestrowane. Co z tą informacją robi usługodawca, a co nie, to już jest do Twojej spekulacji...

Zatem TAK, aktywny telefon, z zainstalowanym asystentem Google (czy w przypadku fanów jabcoka dodatkowo ich własny struclowski asystent) podsłuchuje na pewno wszystko w czasie aktywności i przesyła to do serwerów firmy macierzystej!

A co z telefonem nieaktywnym, czy uśpionym?

Niestety kilka osób z grona znajomych i Czytelników zaraportowało mi o dziwnych koincydencjach w przypadku telefonu teoretycznie uśpionego. Nie wytrzymałem i spróbowałem sam. W czasie spotkania ze znajomym w ostatnim tygodniu (uprzedziłem go o zamiarze), uśpiłem telefon i położyłem go na stole między nami. W tym czasie DOKŁADNIE rozmawialiśmy "sztucznie" o firmie Orange (nigdy z nikim o tym nie rozmawiałem na żywo) oraz o wędkarstwie (nie jestem wędkarzem i nie rozmawiam o tym ze znajomymi). Po kilkunastu minutach rozmowy włączyłem mój smartfon i wszedłem na blog w wersji mobilnej, gdzie mam wyświetlane reklamy Google. Pierwszy "strzał". Górna reklama dotyczyła firmy Orange, zaś dolna pokazywała sprzęt wędkarski. Bingo! Wnioski wyciągnij samodzielnie!

A co w przypadku wyłączenia przesyłu danych?

Mam obecnie ofertę "na kartę" w jednej z wiodących firm. Limit danych duży, ale jednak ograniczony. Po celowym, brutalnym wykończeniu moich GB z zeszłego miesiąca teoretycznie mam zablokowany internet i jest tylko tzw. "lejek", czyli z dużą cierpliwością i wyrozumiałością można wyświetlić coś na YT na telefonie bez konieczności przełączania się na inne urządzenie. Internet niby nie ma sensu...

I co? Asystent Google i wszelkie elementy systemowego "podsłuchiwania rozmów" i marketingowego profilowania  działają dalej bez przeszkód (na laptopie korzystam z zupełnie innego konta). To co mówię przy telefonu jakoś bez przeszkód przekłada się na marketingowe profilowanie wyświetlanych reklam (a skąd to się bierze, jeśli nie z analizowania rozmów).

Czy smartfon podsłuchuje nasze rozmowy? Przekonaj się samodzielnie ;-)

Powiem tak, szczerze...

Do głównych celów użytkowych zastanawiam się obecnie nad powrotem do klasycznego telefonu 2G, fajnie jakby miał klawiaturę QWERTY do służbowych SMSów. Być może to będzie telefon 3G albo porzucony przez developerów, ale wciąż aktualizowany pod względem bezpieczeńswa, Windows Phone, bez usług Google i Apple. Wciąż jest dużo "nowych/' takich telefonów na rynku. Co prawda to "leżaki magazynowe", ale fizycznie "nie śmigane". Zobaczymy...

A co Ty o tym myślisz? Napisz w komentarzach!

polecam:

Kupić tańszy czy droższy smartfon? Wariant minimum czy "na bogato"?



niedziela, 9 czerwca 2019

Kupić tańszy czy droższy smartfon? Wariant minimum czy "na bogato"?

Podejmuję ten temat, ponieważ całkiem niedawno zmieniałem telefon i musiałem przemyśleć, czy wydać więcej pieniędzy na smartfon o określonych właściwościach, czy oszczędzić. Czy warto oszczędzić, czy też "poświęcić się", ale cieszyć telefonem z marzeń....

Poza tym temat kupna telefonu jest cały czas popularny w gronie znajomych i rodziny ;-) Zatem podyskutujemy....

Prestiż

Napiszę pierwszą rzecz dość szybko i bez owijania w bawełnę. Obecnie, jako konsument, przemyślałem sprawy i odrzuciłem model "błyskania marką" i budowania sobie prestiżu na podstawie posiadanego telefonu. Dlaczego? Po pierwsze smartfon to tak powszechne urządzenie jak śrubokręt.... (hah... to porównałem, być może wielu z Was nie ma jednego śrubokrętu w domu, a posiada np. dwa smartfony). To już po prostu tak spowszechniały element życia codziennego, że super-hiper-mega telefon, z ramką ze stopu tytanowego, pozłacaną obudową oraz 10 innymi bajerami dezajnerskimi przykuje np. moją uwagę na moment, no fajnie... fajnie... no jasne, tylko co właściwie z tego wynika w codziennym użytku?


Funkcje

Fajnie jest mieć przez pierwsze 3-7 dni entuzjazmu po zakupie full wypas funkcje, w mega ilości, ale co z tego, skoro tak naprawdę 90% funkcji za które zapłaciłeś/aś w ogóle nie użyjesz (albo użyjesz 1-2 razy). Pamiętam, że kiedyś polowałem na telefon, gdzie ważnym kryterium był aparat robiący dobre nocne zdjęcia. Na to poszło kupę kasy, praktycznie 2x więcej niż za analogiczny, bardzo dobrej jakości telefon. W rzeczywistości zdjęcia nocne były wykonane jeden raz, może dwa, jako test, właśnie w okresie tego pierwszego tygodnia "ekscytowania się" możliwościami telefonu. Czy to było naprawdę konieczne? (Tak szczerze, w 95% przypadków wystarcza standardowa kamera, np. w czasie wycieczki w teren...)


Kult marki

Zahaczając jeszcze o temat prestiżu. Czasem spotykam się z użytkownikami pewnej marki (nie napiszę jakiej, hahaha) z wyraźnymi objawami głębokiego, irracjonalnego "kultu marki". Ok... Ok... jak to dla kogoś jest tak bardzo istotne w życiu, to nie mój biznes. Z resztą ktoś znajomy zaraz mi znów wyskoczy, że hejtuję i zazdroszczę telefonu kupionego na kredyt. Nie... na pewno nie zazdroszczę nikomu kupy rat do spłacenia... dla mnie zakupy na raty to nie prestiż, ale obciążenie.

Co mi z ekskluzywnej marki XYZ (tu wstaw swoją ulubioną), skoro wiem z doświadczenia, że super-markowy telefon na ogół dość podobnie reaguje w starciu z granitowym podłożem, jak i ten relatywnie tańszy. Tyle w temacie.

Bezramkowy ekran, ekran 3D, zaginany ekran, itp...

Co z tego czy mój smartfon jest np. ramkowy, czy bezramkowy, czy tam z innym ekranem 2,5D skoro po 3 dniach  zabawy nowym gadżetem w ogóle przestaję to zauważać. (Liczy się oczywiście jasność ekranu, kontrast, IPS). Tak szczerze... czy u ciebie jest inaczej? Max po tygodniu od kupna telefonu przyzwyczajamy się, nie zwracamy uwagi na ultra bajery, załatwiamy telefonem codzienne sprawy.



Na co zatem zwracać uwagę

Mógłbym kontynuować takie "podważanie" powszechnych przekonań jak powyżej, ale czas zbliżać się do finału (bo jeszcze wypada mi ogarnąć biuro). Zatem konkrety.

Gwarancja i serwis

Telefony psują się. Wszystkie, niezależnie od marki. Warto poszukać w necie informacji na temat obsługi w Polsce oraz opinii jak klient został obsłużony w przypadku gwarancji, reklamacji, itp. Czy firma chętnie uznaje gwarancję, czy też z założenia odrzuca roszczenia. Czy obsługa jest kulturalna i bezstresowa, ile to trwa. Czy naprawa w przypadku uszkodzenia z naszej winy jest droga, itp.

(Zauważcie, że o tym elemencie piszę na początku).

Realnie ważne parametry

Jak pisałem już, bardzo dobrej jakości wyświetlacz, mniejsza o te ramki i lanserskie wycięcia, o których zapomnisz po 3 dniach. Akumulator (dla mnie im pojemniejsza bateria tym lepiej). Pamięć i procesor, realnie dostosowane do potrzeb. Osoba, która używa 3 aplikacji w porywach i czasem trzaśnie jakąś fotkę na lokalną grupę FB pt. "Oddam, kupię, sprzedam..." naprawdę nie ma potrzeby przepłacać za max. ilość pamięci i rdzeni procesora. 

Odporność na uszkodzenia

Fabryczne zabezpieczenie, lub możliwość łatwego samodzielnego zabezpieczenia smartfona przed zniszczeniem. Etui, szkło hartowane, ewentualna możliwość relatywnie taniego ubezpieczenia, jeśli komuś często smartfony spadają.

Cena i marka

....a jednak marka. No tak, bez tego się nie da. Otóż wiadomo, że należy unikać jak ognia szrotowych marek produkujących jednorazówki, o których cały internet aż huczy i które trzeszczą i rozpadają się już na etapie oględzin sprzętu w markecie z elektroniką (no ale Panie, tak tanio.... tanio...).

Unikałbym też marek "prestiżowych" zarówno w ogólnym pojęciu, jak tych nadmiernie i wszechobecnie reklamowanych. Powód jest prosty, nie lubię przepłacać. Za prestiż i rozbuchany marketing ktoś musi zapłacić, myślę, że na ogół nie będę to ja...

Podsumowanie

Jestem w stanie zapłacić odpowiednie pieniądze, za telefon przyzwoitej jakości, dobrany adekwatnie do moich aktualnych potrzeb, jednakże bez ścigania się z nowinkami technicznymi, które zawsze więcej kosztują. Oszczędzanie nie polega na kupnie najtańszego szrotu, ale na dobraniu środków odpowiadającym realnym potrzebom. Tobie to też radzę.

Jestem też odporny na tzw. "modę", prestiż, traktowanie telefonu jak "biżuterię", czy konkurencję, "kto ma lepszego". Za błyskotekę i wodotryski, które praktycznie nic nie wnoszą, dziękuję. Smartfon/telefon jest dla mnie przede wszystkim codziennym narzędziem i widzę, że przy takim bezemocjonalnym i lekko marketingo-odpornym podejściu można naprawdę zyskać...

OK. To by było na tyle, być może dodam coś w kolejnej części/edycji tekstu, natomiast jeśli Ty masz coś do dodania, zapraszam do komentarzy. Pozdrawiam!

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Oszczędzanie, hobby i... jak zasadzić szczypior na balkonie

Jakiś czas nie blogowałem zbyt aktywnie, ale od pewnego czasu, jak widzicie, wróciłem. Do tematów poważnych finansów osobistych oczywiście wrócę, ale na razie będzie lekko, domowo i przyjemnie. 


Niedawno zapisałem się na grupy facebookowe typu "ogród na balkonie", po tym jak spółdzielnia wyremontowała mi balkon (mam teraz oszklony balkon, wymarzona mini szklarnia) i teraz pytanie czy mini zabawy ogrodnicze w ogóle mają sens w budżecie domowym... Tak, w epoce kiedy pietruszka jest po 30 zł za kg, a reszta produktów spożywczych to bezwartościowa, mega pryskana chemią hydroponika z Holandii, itp. to już ma to sens, że tak powiem "finansowo-konsumencki". 

Zobacz:

Mięta z supermarketu i inne "świeże" zioła, czy to ma sens?


Poza tym, moi Drodzy Czytelnicy, wszystko, każde domowe hobby ma większy sens niż oglądanie debilnej TVP czy inne bezproduktywne zabijanie czasu... a tutaj jest relaks i konsumencka korzyść dla domu.

Szanujmy siebie, relaksujmy się po pracy, rozwijajmy nasze hobby (a jakie Ty masz! napisz!), bawmy się, rozwijajmy się, oszczędzajmy racjonalnie....


Moi Drodzy! Dzisiaj razem nie pomnożymy Waszych inwestycji, ale pomnożymy nasze cebuliony w domu! Jak widzicie na zdjęciu jest porcja rosnącej cebuli, ona się za bardzo do spożycia nie nadaje, będzie sflaczała, gorzka, po prostu niedobra, ale możemy z niej zrobić pyszny szczypiorek. Teraz najgorsze co większość znajomych robi - wsadzenie jej do wody. Chwilę co prawda puści szczypiorek na jedną jajecznicę, po czym zacznie gnić i nieziemsko śmierdzieć... a można to zrobić fachowo...


Bierzemy słoiki, w każdym domu ich trochę się znajdzie zapewne, oczyszczamy naszą cebulę jeśli zewnętrzna warstwa jest sflaczała i ma już niefajny zapach. Na dno słoika trochę piasku/żwiru jako drenaż, potem porcja ziemi, potem wsadzamy cebulę i jeszcze trochę można przysypać żwirem, Tak zasadzona i regularnie podlewana będzie dawać szczypior przez kilka miesięcy i nie będzie żadnych brzydkich zapachów w domu czy na balkonie. 


Cebulki trafią na ogród balkonowy, mam tam duży blat i składany regał z 5 półkami, docelowo będzie 9 półek z ziołami, pomidorami i tym, co mi przyjdzie do głowy i podpatrzę na forach. Balkon sobie urządzam, za chwilę będę instalował na nim pewnie jakąś instalację solarną PV, rolety, aby ochronić rośliny przed bezpośrednim słońcem z kierunku południowego... bawię się tym pomiędzy ogarnianiem blogów, oglądaniem kanałów o inwestowaniu na YT, czy weekendowymi wyjazdami.





Pozdrawiam i zapraszam do komentowania!