niedziela, 20 maja 2018

Agresja na drodze koło mojego domu i wspomnienia z Grecji

Mieszkam w miejscu gdzie w godzinach szczytu bywa duży ruch, a droga prowadząca przed domem to jest zwykła droga osiedlowa. Obok mnie żłobek miejski, przedszkole miejskie, przedszkole prywatne praz prywatna podstawówka. Kiedy po pracy ludzie przyjeżdżają po dzieci robi się problem, choćby z parkowaniem, z przejazdem.

Na pewno możecie sobie wyobrazić, że czasem ludziom puszczają nerwy. Kłótnie zdarzają się, kilka dni temu dwóch facetów, rycząc na siebie jak opętani, o mało się nie pobiło o jakiś detal związany z parkowaniem. 


W tym momencie przypominam sobie sytuację z ostatnich greckich wakacji. Jechałem przez góry autobusem lokalnych linii i kierowca nagle zatrzymał się przy lokalnej tawernie, odwrócił się i zawołał do pasażerów, że jest zmęczony i potrzebuje kawy. Spoko, nie ma problemu... wyszedł do tawerny.

Zatrzymanie autobusu było jednak niefortunne, po minucie za nami stały już 2-3 samochody, które nie mogły przejechać wąską drogą, to samo z przodu. Trwało to jeszcze chwilę, trudno określić, z przodu jeszcze ktoś dojechał i stanął.

Większość kierowców widziała sytuację, nikt się nie pieklił, nikt nawet nie zatrąbił, nikt nie wychodził z samochodu z agresją czy pretensjami - jak to na bank by było w Polsce. Kierowca wrócił w kubkiem i pojechaliśmy dalej...

Zupełnie inny klimat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz