niedziela, 19 października 2014

Składam oświadczenie do Orange Polska o zaprzestanie uporczywego nękania, co nie odbywa się bez przeszkód.

Jako bloger od lat jestem skazany na poszturchiwanie z Orange, taką ciuciubabkę z ludźmi z BOK oraz z ich marketingiem. Byłem zasadniczo przekonany, po którejś z odpowiedzi działu marketingu Orange na moim blogu konsumenckim, że problem mamy za sobą i jakiś czas temu niefortunnie przedłużyłem umowę.

Co co chodzi? O męczenie czterech liter? O to, pomijając straszliwe męczydupstwo, że czuję się cały czas oszukiwany przez sprzedawców Orange Polska Tak, takie mam odczucia i nie tylko ja. Typowy telefon, że z uwagi na staż (jestem w tej sieci od początku, a mój pierwszy numer zaczynał się od 501....)... wygrałem, jest dla mnie nagroda....




No właśnie - sprzedawca Orange dzwoni do mnie i zanudza tym samym tekstem... nawijką w stylu wygrał Pan... albo... z uwagi na staż w sieci mamy dla Pana prezent. Okazuje się jednak, że to nie prezent, ani nie wyróżnienie za staż w sieci, tylko próba sprzedania kolejnego telefonu i oczywiście nakłonienia mnie do przedłużenia abonamentu... i to w cenie na ogół gorszej niż w salonie, czy w internecie!!!

Jednym słowem kicha...

Nie to jednakże jest powodem zasadniczym mojej frustracji, tylko to, że w tej sieci, mimo wielu zgłoszeń w BOK, mimo zastrzegania, że nie chce tych telefonów u telekonsultantów... dzwonią, męczą, przeszkadzają.

Zablokujesz numer? Zadzwonią z innego... i tak na okrętkę..

Jakiś czas temu w BOK, przez telefon, powiedzieli mi, że znów mam pójść do salonu i złożyć pismo (mimo, że już przynajmniej 2x pisemnie zastrzegałem, że nie wyrażam zgody.... itp.) Jestem w salonie – tam mówią, że oni nie mogą nic zastrzec, mam sobie dzwonić na BOK. Mówię, że przychodzę do salonu z polecenia konsultanta na BOK. Pani każe mi odejść i jechać 50 km do Głogowa do biura Orange... Upieram się i nie odchodzę. Pani myśli... myśli... w końcu daje mi kartkę A4, długopis i każe napisać pismo...

Piszę zatem.

19.10.2014, Lubin, do Orange Polska...

Proszę o zaprzestanie nękania mnie w uporczywy sposób telefonami od telekonsultantów próbujących mi non stop coś sprzedać.

Nie wyrażam zgody na korzystanie z moich danych w celach marketingowych.

Nie wyrażam zgody na nagrywanie rozmów ze mną przez telemarketerów, waszych akwizytorów, itp.

Nie wyrażam zgody na dzwonienie do mnie przez jakichkolwiek pracowników i sprzedawców współpracujących z Orange Polska.

Remigiusz Witczak, moje dane...

Na koniec muszę się upomnieć o kopię i potwierdzenie nadania pisma. Kiedy każę podstęplować i podpisać też kopię Pani lekko się konsternuję i nie za bardzo jest chętna – tłumaczę, że według Kodeksu Cywilnego kopia podpisu nie jest podpisem i powołuję się na Powiatowego Rzecznika Praw Konsumenta...


Co będzie dalej? Zobaczymy. Mam na razie obietnicę, że w ciągu miesiąca moje podanie trafi do systemu... też refleks... nie ma co...

niedziela, 12 października 2014

Będziemy pracować także w soboty!?


Posłowie Platformy Obywatelskiej wyszli z propozycjami zmian w Kodeksie Pracy. Obowiązkowy dzień wolny od pracy miałby być zastąpiony możliwością uzyskania dodatkowego wynagrodzenia. Zmiana, obok której trudno przejść obojętnie, u jednych powoduje ataki złości, natomiast inni składają ręce do oklasków. Gdyby takie zmiany weszły w życie, pracowalibyśmy sześć dni w tygodniu. Jeżeli pracodawca nie będzie mógł dać nam dnia wolnego w weekend, będzie zobligowany do wypłacenia nam dodatkowego wynagrodzenia.
Wedle szacunków dziennikarzy „Rzeczypospolitej” osoba zarabiająca, na dzień dzisiejszy, 4 000 złotych (brutto) może liczyć na dodatkowy zarobek na poziomie 200 złotych miesięcznie. Rzecz jasna, na sześciodniowym tygodniu pracy zyskuje zarówno ZUS, jak i budżet państwa.

Kilka miesięcy temu podobny postulat zgłosiła Konferencja Lewiatana. Chociaż wtedy chodziło o wyjątkowe sytuacje – kiedy to np. sobota był ostatnim dniem okresu rozliczeniowego. Przedstawicielka Konferencji Lewiatan – Grażyna Spytek-Bandurska – podkreśla znaczenie zwiększenie elastyczności w zarządzaniu czasem pracy pracowników. Wobec takich zmian nie oponuje także prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Cezary Kaźmierczak.
Na szczęście pojawiają się też głosy sprzeciwu. Janusz Śniadek w wywiadzie udzielonym na łamach portalu natemat.pl wyraził swoje obawy, że owe zmiany mogą doprowadzić do powrotu obowiązkowego, sześciodniowego tygodnia pracy. Członek Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, były przewodniczący „Solidarność” wyraźne podkreśla swoje obawy. Zaznacza, że te zmiany mogą wyjść na dobre jedynie pracodawcom, ucierpią natomiast na nich pracownicy.
Istnieje możliwość – o której pisze wielu Internautów w komentarzach pod newsem – że pracodawcy będą stawiać proste ultimatum „jeżeli się nie będziesz pracował w sobotę, wylatujesz”.
Warto podkreślić, że działania polityków PO przeczą ogólnoświatowym trendom – skracaniu czasu pracy, ale równocześnie zwiększaniu efektywności. W Google powoli mówi się nawet o czterodniowym tygodniu pracy. Z badań OECD wynika, że Greccy są o 70% mniej efektywni niż Niemcy, mimo że pracują 600 godzin więcej rocznie.