Karty lojalnościowe...

...są mi wciskane wszędzie. Kiedy odmawiam, sprzedawcy nalegają, przekonują o wartości punktów, które własnie przepadły (odwołując się do pewnego atawizmu - uwaga Pan przecież traci)!. Przykład: wczoraj robiąc zakup w jednej z sieci handlowych na drugim krańcu miasta, gdzie nieczęsto zaglądam pani kasjerka z przejęciem poinformowała mnie, że własnie przepada mi 133 punkty i ojojoj, co to będzie... na szybko wcisnęła mi pustą kartę... "jak Pan będzie chciał to ją zarejestruje a punkty zostaną....' Zamawiam hot-doga na stacji i kasjerka z grobową miną oświadcza, że byłoby 50 punktów, a jeśli wiałbym red bull'a to jeszcze +70, a tak.... tracę! Pisałem kiedyś o kartach lojalnościowych - otóż nie jestem och przeciwnikiem, ale obecna praktyka i chęć złapania każdej puli punktów, każdej drobnej zniżki czy promocji musiałaby oznaczać, że noszę drugi portfel.... wypchany samymi lojalnościówkami! Nie... z wielkim bólem "stracę" kilka punktów tu.... kilka punktów...