czwartek, 27 stycznia 2011

Jak oszczędzić na kosmetykach - Grecy i Rzymianie


Wyspa Rodos, miasto Rodos i takie oto "miejscówki" rzut beretem od mojego hotelu...
...a ja umieram z bólu, i nie wiem co ze sobą zrobić. Schodzę w końcu do recepcji, mówię jaki problem i proszę babkę o tabletkę przeciwbólową, czy inną pomoc, nie pamietam już... W wolnym tłumaczeniu byłoby tak:

- Aaaaa, Pan to ten Niemiec pewnie?
- Nie, no gdzie tam Niemiec zaraz, Polak jestem.
- Aaaaa, wszystko jasne, Polak, kremem z filtrem się nie posmarowało i teraz cierpimy.
- Się posmarowałem... Pani droga... ale kremem z Polski, ale i tak się spaliłem na tym waszym słoneczku i boli straszliwie...
- A trzeba było Grecki krem kupić, z lepszym filtrem..., no dobra, wyjdzie Pan z hotelu, 50m w sklepiku po lewej kupi Pan to... (tutaj babka naskrobała na kartce te ich greckie krzaki)... posmarować kark i plecy, posiedzieć tak przez wieczór...


Kupiłem, nakładłem tego na kark i ramiona, i ufff.. jakoś przeżyłem. Tajemniczy specyfik regeneracyjny na poparzenia słoneczne okazał się ekstremalnie tłustym greckim jogurtem za 1 Euro z groszem... Nie wiem co bym dostał jakbym powiedział, że jestem Niemiec - może wizytę lekarską płatną ekstra i jakiś turbo-dymo krem - ale jak mi potem wyjasniono Grecy Polaków lubią, więc lepiej ich traktują... (Wyjaśniam, że brali mnie za Niemca, bo przyleciałem tam z Drezna, z niemieckiego biura podróży - oczywiście taniej było niż z PL.)



Spartacus: Blood and Sand & Gods of the Arena
To kolejny "rzymski" serial, który "męczę" w wolnych chwilach, i który między innymi stara się dokladnie i naturalistycznie pokazywać rzymskie zwyczaje toaletowe - bardzo ciekawe jest nie tylko wspólne robienie kupy w publicznym przybytku, ale też starożytne mycie się olejem z oliwek. I to jest nie tylko historyczna ciekawostka, ale niezły oszczędnościowy patent (ta druga czynność oczywiście!). Patent już jakiś dłuższy czas temu podłapałem z Discovery Channel i nauczony greckim doświadczeniem podszedłem do sprawy poważnie.

Oliwa z oliwek i olej kukurydziany
Jak pisałem w poprzednim poście o oszczędzaniu na kosmetykach, czasem po pracy (i kompletnym nie dbaniu o skórę) potrzebne mi są kremy regeneracyjne do rąk. Z powodzeniem zastępuje te specyfiki olejem kukurydzianym, czasem oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia, których to w kuchni u mnie nie brakuje. Nie trzeba zaraz myć całego ciała olejem, wystarczy umyć ręcę małą ilością oleju, dać mu chwilę wchłonąć i wytrzeć nadmiar oleju z dloni papierowym ręcznikiem. Ewentualnie wziąć wacik i naoliwić inne zniszczone i przesuszone obszary skóry. Efekt jest absolutnie cudowny.

Uciąłem sobie na ten temat pogadankę ze znajomą lekarką i istotnie - czasem nawet zaleca się dodawanie oliwy z oliwek (szczególnie dzieciom) do kąpieli. Czy użyć extra virgin oil, czy rafinowanej oliwy - to już kwestia indywidualna. Analiza składu drogich kremów pokazuje, że wiele z nich, oprócz masy konserwantów i emulgatorów, zawiera po prostu rafinowaną oliwę z oliwek i/lub rafinowany olej kukurydziany.

Nihil novi sub sole, jak to Rzymianie mawiali.

3 komentarze:

  1. Sposób "od wewnątrz" na zapobieganie oparzeniom to zwiększenie spożycia marchwi, zieleniny, wątróbek itp. żeby zwiększyć zapasy karotenów "pod skórą". No i to chyba najważniejsze uzyskać równowagę między nienasyconymi kwasami tłuszczowymi omega 3 a omega 6. Najłatwiej poprzez ograniczenie spożywania olei i łykanie 1 łyżeczki tranu. Ten drugi sposób przetestowałem na sobie z bdb. skutkami.

    OdpowiedzUsuń
  2. pytanie jak starożytni chronili się przed słońcem, skoro nie mieli filtrów UV w kremie - bo jak traktowali podrażnioną skórę jest już oczywiste

    r-o

    OdpowiedzUsuń
  3. Starożytni nie pokonywali 2000km w ciągu 2h i nie byli wystawiani szokowo na duże nasłonecznienie. Żyli w słonecznym klimacie codziennie i tym samym ich skóra była przygotowana na UV.

    OdpowiedzUsuń