środa, 19 stycznia 2011

Przeprowadzka na wieś - część 1

Nie sposób nie zauważyć, że wśród osób z naszego kręgu bardzo popularne jest dążenie do wyprowadzki z miasta na wieś. Motywowane jest to bardzo różnymi argumentami - to między innymi lepsza jakość życia, niezależność, zdrowie, wygoda, możliwość realizacji swojej pasji, a wreszcie wspomniana oszczędność. Oczywiście nie wszyscy się z tym zgadzają, jednak już jak pisałem, moi rodzice wybrali taką opcję - jest to wieś w pobliżu średniego miasta.

Czy myślicie, że dom na wsi jest tańszy w utrzymaniu?
Wątpie aby w tej chwili ojciec udostępnił mi szczegółowe rachunki (postaram się je dostać i skalkulować), jednak zawsze twierdził, że nowy dom o powierzchni min. trzykrotnie większej niż stare mieszkanie w bloku jest mimo wszystko tańszy w utrzymaniu.
Ja za analogiczne mieszkanie w bloku - 54m2 płacę ok. 350 zł czynszu do spółdzielni, w tej samej wysokości przez 12 miesięcy w roku. Opłata obejmuje wszelkie koszty technicznie i administracyjne, wywóz śmieci oraz ryczałt za ogrzewanie - nie mam możliwości oszczędzenia na ogrzewaniu i odzyskania części opłat. Woda i oplata za kanalizację - odprowadzenie ścieków - to minimum około 100 zł miesięcznie (przy racjonalnym gospodarowaniu wodą). Energii elektrycznej nie ma co liczyć, ponieważ jest to zależne od potrzeb każdego z nas, chyba, że dogrzewamy się elektrycznie, co już należałoby uwzględnić w kosztach ogrzewania i podstawowej kalkulacji. Napiszcie mi jak to jest u was. Czy macie jakieś realne porównanie kosztów?


Dodatkowe koszty życia na wsi
Oczywiście jestem świadomy ewentualnych dodatkowych kosztów, ale obecnie w przypadku osoby posiadającej oszczędny samochód, przy bliskiej odległości od miasta koszty dowozów i dojazdów nie stanowią znacznej pozycji w budżecie. Mój ojciec posiada ultranowoczesną "benzynkę" 1.2l i spalanie paliwa ma na symbolicznym poziomie. W mieście także dojeżdżamy do pracy, korzystamy z komunikacji miejskiej, która też nie jest za darmo, jeździmy do supermarketów na zakupy.
W blokowisku także mamy kosztowne problemy techniczne, których spółdzielnia często nie naprawi w ramach czynszu, wścibskich sąsiadów, włamania do mieszkań, w czasie ostrej zimy także nie ma lekko - bo na przykład "miasto" odśnieży główną trasę przelotową często przy okazji blokując zaparkowane samochody zwałami śniegu i wtedy w ruch łopata oraz czasem życzliwy sąsiad do pomocy...

Ciąg dalszy nastąpi...
Ponieważ mam doświadczenia z pomieszkiwania w domu letnim na wsi, oraz relacje z pierwszej ręki, postaram się kontynuować temat, jednak jako mieszczuch proszę także o waszą pomoc w lepszym zbadaniu tematu i zapraszam do dyskusji.

15 komentarzy:

  1. Z opisu lokalizacji domku Twojego Taty wynika raczej, że jest to dom podmiejski. W praktyce niewiele łączy go ze zwykłymi problemami utrzymania domu na wsi. Ośmielę się stwierdzić, że Twój Tata był albo bardzo inteligentny i zapobiegliwy bądź miał ogromne szczęście. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak, pisałem z resztą o tym w odpowiedzi 1 poście - była to dokładnie przemyślana decyzja. Ma tam wszystkie media - jak w mieście.

    Osobiście jednak byłbym skłonny wybyć nieco dalej od miasta. Mam na razie min. 2 opcje w różnych lokalizacjach - jedna to dalsze okolice podmiejskie, ale muszę wybadać sprawę mediów - druga tow praktyce duża wieś/małe miasteczko - są wszystkie media.

    Tak czy inaczej niemal każdy z kim nie rozmawiam marzy o domu na wsi - aż dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tata ma rację i wszyscy marzący o domu na wsi też :-) Wszystko zależy jednak od tego, jak się ustawisz, ile zainwestujesz na początku, gdzie kupisz ten dom i co jesteś w stanie zrobić sam, aby nie wydawać zbyt wielu pieniędzy.

    Mam bardzo duży dom o powierzchni użytkowej 250 mkw. Tu można na niego zerknąć:

    http://tuskulum-riannon.blogspot.com/2010/12/nasz-dom-przysupowy.html

    Wszystko to, co masz zawarte w swoich kosztach czynszu, dla nas to pomijalnie małe kwoty.
    Rozsądnie jest kupić wraz z domem trochę ziemi, aby uzyskać status gospodarstwa rolnego. Wtedy podatek od nieruchomości to ok 60 zł rocznie (pewnie u każdego inaczej, bo to gmina ustala).
    Koszt ogrzewania. My zainwestowaliśmy w nowoczesny piec na gaz drzewny i chłop nie boi się pracować w lesie. Zakup drewna u leśniczego z opcją własnego pozyskania, plus paliwo do piły i koszt paliwa do transportu, to kwota szacunkowo 500 zł rocznie, a może i mniej. Poza ciężkim zimowym sezonem w piecu pali się krzakami i gałęziami z własnej posesji i rowów przylegających do własnych pól. W owym piecu zamieniamy też patyki na ciepłą wodę. Łączymy w ten sposób obowiązek utrzymania gospodarstwa i rowów w czystości, w zamian mając niemal zerowe koszty ogrzewania i wody. Oczywiście, nie zawsze grzeje się całe 250 m kw. Jak jesteśmy sami, ogrzewamy połowę mniej.
    My wodę mamy darmową ze studni, dodam, że czyściutką i źródlaną, jakiej w mieście nie uświadczysz. W studni jest pompa, więc tak wygodnie, jak z wodociągu, a koszt zamyka się w zużytym przez pompę i hydrofor prądzie (wszystko jest energooszczędne i nowe, koszt więc niewielki).
    Możesz też zainwestować w oczyszczalnię biologiczną, kosztu ścieków mieć więc również nie będziesz.
    Śmieci można bardzo restrykcyjnie segregować, tak jak my to robimy. Koszt wywozu (bardzo rzadko u nas to następuje, ale to indywidualna sprawa) resztek, których nie da się poddać segregacji, jest mocno indywidualny, ale niech to będzie 100 zł rocznie. Trzeba też nauczyć się kupować z głową, aby jak najmniej tych śmieci "niesegregacyjnych" wyprodukować.
    Jak widzisz, to co Ty masz w czynszu, dla nas niemal nie istnieje.
    Myślisz, że mamy w takim razie ukryte koszty w prądzie, bo trochę sprzętu w domu chodzi? Z pewnością trochę tak jest. Płacimy ok 150 zł miesięcznie za prąd. Nie mam pojęcia, ile wynosi to w mieście, ale na pewno mniej.
    Cała reszta opłat zależy od działalności, jaką prowadzisz i ile masz gruntu, więc pisać nie warto.

    Prócz niewątpliwie mniejszych kosztów utrzymania domu, jako bonus dostajesz:
    -zdrowe warunki życia
    -cisza, spokój, czyste powietrze
    -brak sąsiadów
    -brak korków. Do miasteczka po zakupy jadę 6 km w 10 minut. Dla porównania, przejechać 6 km w takim np Wrocławiu, to czasem godzina czasu.

    Na koniec dodam, że nie każdy się nadaje do życia na wsi. Trzeba wiele rzeczy umieć i chcieć robić samemu, jeśli nie chce się za to płacić. Podstawą jest też dobra organizacja od samego początku. Nasz przykład pokazuje, że można to zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  4. za prąd w mieście płacę też do 150 zł miesięcznie, ale mam małe dziecko i jest dużo prania

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie, wiem, że niektórzy w mieście płacą jeszcze większe rachunki. My na darmo nie zużywamy energii, ale też niczego sobie nie oszczędzamy. Nic nie jest włączone bez potrzeby, żadna żarówka nie świeci się na darmo, po prostu myślimy o tym, co robimy i to jest już nawyk.
    Wydaje mi się, że żyjemy bardzo oszczędnie i racjonalnie, nie uprzykrzając sobie też życia jakimiś ograniczeniami. Tyle zużywamy, ile potrzebujemy.
    Niemniej uznałam, że warto jeszcze rozejrzeć się, na czym tu zaoszczędzić i z przyjemnością się tu do Ciebie wprowadziłam :-)
    Powiem jeszcze, że mieszkając na wsi masz większe możliwości zmniejszyć sobie koszty jedzenia. Prócz posiadania zwierząt gospodarskich (ja nie mam i mieć nie będę) możesz sobie zbudować wędzarnię, piec swój chleb, etc.

    OdpowiedzUsuń
  6. No własnie także jestem zdania aby nie uprzykrzać sobie życia - natomiast sposobów na komfortowe oszczędzanie będzie u mnie jeszcze cała masa, od elektryki i sprzętu poczynając - po kulinaria. Testuję w domu, u rodziny oraz w domku wiejskim wiele rozwiązań.

    OdpowiedzUsuń
  7. (odzyskany przez Survivalistę komentarz Krecik'a)

    Przykładowe zestawienie:
    1. ogrzewanie
    Wrocław: płacę co miesiąc ryczałt za ogrzewanie niespełna 150 zł(bezwynikowe, ale za ciepło ogółem i tak mam w tym roku zwrot). zalety: od ręki, nie trzeba o to dbać, stała temperatura pomieszczeń, odpada dbanie o ogrzewanie, załatwianie opału; w kwocie 2000zł rocznie mam pełen komfort ogrzewania za cały rok 55 metrowego mieszkania. Przestali grzać w czerwcu, zaczęli we wrześniu.
    We Wrocławiu mieszkam cztery lata – nie zdarzyła się awaria na osiedlach w których mieszkałam.
    Na wsi: za powyższą kwotę nie opłacisz opału – miałam centralne ogrzewanie, cena węgla, drewna zależy od rejonu (wiem tylko ile moją mamę w przybliżeniu wyniósł opał na mieszkanie o powierzchni ponad 70 m, sam węgiel kosztował ponad 3 tys.); dochodzi przywóz, zrzucenie, dokładanie do pieca codzienne kilka razy, przygotowanie rozpałki, brak komfortu stałej temperatury. Nie ma cię kilka dni – mieszkanie wychładza się, przy silnych mrozach zaliczysz pękanie rur itd.

    2. woda
    Wrocław: zależy od łączy, jak jesteś w sieci miejskiej, nie musisz kombinować z ogrzaniem (piecyk, bojler czy inne rozwiązania), ale płacisz średnio 7 pln za m3 zimnej i kilkanaście pln za podgrzanie m3. Stawka zależna od spółdzielni.
    Ja dużo nie zużywam, zwykłe codzienne czynności higieniczne 3 dorosłych osób, pralka, zmywanie. 120-200 pln – największa pozycja w miesięcznym czynszu.
    Na wsi: ryczałt za zimną wodę (bezwynikowo, ale tylko dlatego że kanalizację już kończą i dopiero potem będzie wg zużycia) – kilkanaście złotych, dwa lata temu było to aż 11pln na zamieszkałą osobę

    3. kanalizacja
    Wrocław: w czynszu, grosze
    Na wsi: wywóz szamba jednorazowy wydatek kilkaset pln
    Koszmar jak jest deszczowe lato, bo wzywasz służby komunalne kilka razy.

    4. prąd
    Koszty podobne, dużo robi przede wszystkim wiek instalacji elektrycznej (na wsi dom przed 2 wojny światowej, poniemiecki ale z wymienioną instalacją elektryczną – mniejsze rachunki niż za mniejsza mieszkanie z niewymienioną instlacją, podobne sprzęty A++)

    5. gaz
    Wrocław: ryczałt, bezwynikowy. Koło 8 pln miesięcznie w czynszu. Podłączenie do sieci i nie dbasz o nic oprócz kontroli przysyłanej ze spółdzielni.
    Na wsi: butla gazowa – zielonego pojęcia nie mam ile teraz kosztuje w mojej dawnej wsi, ostatnio było ponad 40 zł. Starczało średnio na 3 tygodnie gotowania. Kuchenka gazowo-elektryczna.

    6. transport
    Wrocław: miesięczny na wszystkie linie 98 pln
    Na wsi: dwa autobusy na krzyż, własny pojazd konieczny by funkcjonować (zwłaszcza zimą) – wieczna skarbonka bez dna, dodaj do tego koszty garażu.

    7. wywóz śmieci
    Wrocław: ryczałt w czynszu
    Na wsi: Rozwiązanie “workowe”, kupujesz jeden oznaczony logiem zakładu za 5 pln

    Nie wiem dlaczego ludziom się wydaje, że na wsi taniej? Bo nie ma typowego czynszu? Zgodzę się, że niektóre pierdoły i media w mieście są droższe (woda!), na pewno jednak nie inne podstawowe wydatki i potrzeby. Dzieciom miasta się wydaje, że pewne rzeczy są dostępne wszędzie, a to nieprawda. Dodać do tego trzeba koszt dojazdów, dbania o dostępność mediów (np. ciepło, ktoś kto nie ma kosztownej automatyki, albo ogrzewa np. na gaz wie o czym mówię), obowiązki – np. odśnieżanie. Dom poza tym i tak to inwestycja dużo kosztowniejsza w utrzymaniu niż blok.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego napisałam, że wszystko zależy od tego jaka wieś i jak się sam tam na miejscu urządzisz, w co zainwestujesz, aby potem nie płacić rachunków. Oczywiście, jeśli ktoś nie widzi innej możliwości ogrzania domu, jak stary, nieekonomiczny piecyk węglowy, to rzeczywiście, płaci co rok kilka tysięcy za ogrzanie najmniejszego nawet domku.
    Hm... butla z gazem na 3 tygodnie? To chyba dla rodziny z siódemką dzieci :-) Nam butla (na 2 osoby) wystarcza na 4 miesiące. Fakt, że trochę obiadów robi się w elektrycznym piekarniku.
    Samochodu nie wrzucałabym w koszty, bo to zależy, jaki samochód i miastowi też autami jeżdżą, wydają przy tym więcej pieniędzy na paliwo, bo korki.
    Na koniec dodam, że mieszkałam w bloku od urodzenia przez 27 lat i dziękuję bardzo :-) Współczujemy kurczakom trzymanym w chowie klatkowym, a takie mieszkanie niczego innego nie przypomina.
    Niezależnie od tego, że temat jest o racjonalnym oszczędzaniu, dodam od siebie, iż każdy powinien mieszkać tam, gdzie mu wygodnie, gdzie się dobrze czuje, a tego na żadne pieniądze nie da się przeliczyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Stary nieocieplony dom na wsi to studia bez dna jeśli chodzi o koszta. Ludzie w miastach mają ten sam problem - czy we wszystkich miastach jest gaz i centralne? To nie takie oczywiste.

    Bez inwestycji się nie obejdzie, a trzeba wiedzieć, że nawet stary-zabytkowy dom, gdzie nie ma zgody na termomodernizację można nieźle ocieplić - sposobem.

    Bloki w miastach też przechodzą, lub przeszły intensywną termomodernizację - takie czasy - peakoil jest faktem.

    O ociepleniu i ogrzewaniu niedługo też napiszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak się składa że stosunkowo niedawno porównywałem koszty utrzymania w bloku i w domu podmiejskim. Blok 4 piętrowy mieszkanie 2 pokojowe ~40m2 3cie piętro po termomodernizacji w mieszkaniu dodatkowo wymieniono grzejniki. Dom podmiejski ~470m2 budowany w latach 80tych po termomodernizacji w tej chwili zamieszkują dwie rodziny (2 oddzielne mieszkania - oddzielne wejścia itp wspólne liczniki - opłaty liczone na pół) ogrzewanie gazowe. Dom podobnie jak blok podłączony jest do wszystkich mediów (oprócz kanalizy - zamiast jest przydomowa oczyszczalnia)
    W wyniku dom okazał się tańszy o około 25% pomimo że do kosztów utrzymania doliczono koszty dojazdów do pracy (ok 10km w jedną stronę) dla małżeństwa (1x samochód + 1x autobus miejski) 5x w tygodniu. Warto zauważyć że gdyby koszty licznikowe nie były dzielone na 2 rodziny koszt utrzymania w domu był by wyższy.

    OdpowiedzUsuń
  11. no dobrze, ale porównajmy powierzchnię tego domu do powierzchni mieszkania

    mały nowoczesny domek, dobrze izolowany, ok 100m2 powierzchni mieszkalnej będzie zawsze tańszy w utrzymaniu niż dowolne małe mieszkanko w spółdzielni

    mimo, że w teorii powinno być odwrotnie

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam dom 230 m2 powierzchni całkowitej, do ogrzania jest jakieś 170 m2 po odliczeniu dwustanowiskowego garażu w bryle budynku. Rocznie zużywam 6 ton miału węglowego i ok. 0,5 tony ekogroszku. Koszt opału ok. 3000 zł. Mam piec z podajnikiem 25 KW z obrotową retortą przystosowany do spalania miału. Miałem palę od października do kwietnia, w pozostałym okresie ogrzewam tylko ciepłą wodę przy pomocy ekogroszku. Ciepłej wody nikt nie musi oszczędzać, rodzina czterosobowa. Czyli podsumowując koszty ogrzewania i ciepłej wody średnio wychodzą 250 zł miesięcznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. 250 zł na 170m2!?
    czyli jak mówiłem mniej niż u mnie na 54m2, blok w przemysłowym mieście 80tys. luda, centralne z elektrociepłowni

    OdpowiedzUsuń
  14. aha, obiecana kalkulacja, właśnie ojciec mi zza plecu dyktuje, że jego dom na wsi 150m2, wszystko jest w gazie z sieci

    łączna opłata za gaz z gotowaniem i CW to 2500 zł rocznie

    okazyjne dogrzewanie kominkiem na przelomie sezonów to grosze 1-2 m2 drewna max

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie ważnym aspektem opłat jest to, by płacić za siebie, a nie dokładać się do opłat sąsiadów, którzy mają inne potrzeby, a czasem działają po prostu nieoszczędnie.

    Przykłady:
    1. Moi Rodzice nie mieli kiedyś w bloku liczników wody. Opłata była "od osoby". Po zamontowaniu liczników ich opłaty drastycznie zmalały. U nas w domu po prostu oszczędzało się wodę (ale też bez przesady, kąpaliśmy się normalnie).

    2. Mieszkam teraz na osiedlu małych segmentów podzielonych na mieszkania. Za wywóz śmieci każdy płaci indywidualnie. My w domu śmieci ostro segregujemy, zgniatamy itd. Wychodzi nam 1 worek 120l na około 5-6 tygodni. Sąsiedzi tygodniowo zużywają np. 2 takie worki. A jest to spory wydatek, bo 1 worek kosztuje obecnie około 16zł. Gdybyśmy mieszkali na wsi i mogli kompostować resztki, wyszło by pewnie o połowę mniej.

    3. Byliśmy do niedawna podłączeni w 3 mieszkania do gazowego pieca CO+ciepła woda. Co z tego, że gaz jest tańszy niż prąd, skoro przez 10 lat dopłacaliśmy do ogrzewania. Tj. u nas połowa grzejników całą zimę była zakręcona. Ile to kosztowało dodatkowo nerwów, nie muszę chyba mówić. Poza tym kwestia podziału rachunków (bez podliczników!), zaległych opłat, odsetek itd. Teraz przeszliśmy na elektryczne grzanie. Na razie kupiliśmy termę 30l, która nam na 2 osoby wystarcza. Jesienią kupimy grzejniki. Plus jest taki, że w przypadku wyjazdu można ustawić grzanie na minimum i płacić mniej.

    Ktoś wspomniał o chlebie - a czemu w mieście nie można by piec domowego? :) Dla zainteresowanych analiza ekonomiczna:
    http://tofalaria.blogspot.com/2011/02/domowy-chleb-drogo-czy-tanio.html

    OdpowiedzUsuń