środa, 3 lipca 2019

Budowa dróg w Polsce - problemy i propozycja rozwiązania

Często jest tak, że blogerzy lubią wypowiadać się o wszystkim... każdy Polak jest przecież specjalistą od wszystkiego, od ekonomii, od polityki, nie wiem, ale się wypowiem... prawda? Ja jestem jednak zarówno ekonomistą (zawodowo), człowiekiem, który epizodycznie zajmował się kwestiami lokalnej polityki i transportu w metropolii i na prowincji (przeszła kariera) oraz prywatnie dosyć aktywnym kierowcą. Temat dróg i polityki transportu jest dla mnie jak znalazł.

I teraz przykładowy news z wiadomości Google...


Przeczytajcie dobrze nagłówek. Megalomania, zadufanie w sobie, potęga, no po prostu leczenie jakiś kompleksów... i tak na terenie całej Polski. Dróg oczywiście potrzebujemy, ale tu się pojawiają praktyczne problemy.

Realizacje dróg typu A oraz S-ek ciągną się latami, większość odcinków albo jest zagrożona, albo stoi. Na chwile pisania artykułu mam osobiście do czynienia z paraliżem na południowym odcinku S3 oraz na większości odcinków S5. Przeklinam to ile wlezie. Firmy nie oddały dróg w terminie, zeszły z placów budów, sprawy utknęły w wieloletnim procesie sądowym, przetargowym, politycznym. Wiele z budowanych odcinków S-ek, tych prawie ukończonych, jest już teraz skazane na rozebranie do zera - nie przejdą odbiorów technicznych, nie ma szans, co jest powodem takich sytuacji, że firmy wykonawcze potrafią porzucić już prawie ukończone odcinki i zejść z budowy. Bardziej się opłaca płacić kary i ponieść straty niż poprawiać fuszerkę.

Obecny system polityczny-ekonomiczne w Polsce po prostu nie radzi sobie z budową dróg. Na jeden odcinek oddany z pompą, mamy 4 "w upadłości" a kolejne 5 niezrealizowanych "jeszcze" z różnych powodów. 

Istotnym powodem jest lawinowy wzrost kosztów betonu, asfaltu, robocizny, itp. w ostatnich latach. Plany nie uwzględniają realiów, budowy padają.

I teraz potrzeba nam odważnego polityka, takiego transportowego męża stanu, który powie ludziom gorzką prawdę. STOP. Nie dajemy rady! Trzeba zmienić paradygmat.

A więc tak.

Konwersja planów A oraz S-ek, które w praktyce i tak ugrzęzną na lata, na drogi formatu 2+1 z rondami i inteligentną sygnalizacją (nawet 10x tańsze w realizacji od S-ek) oraz tam gdzie jest to absolutnie konieczne 2+2 (turbogierkówki) w podobnym formacie (przykład to np. obwodnica Inowrocławia). 

Rezygnacja z estakad, betonowej megalomanii, gąszczu rozjazdów na betonowych kolumnach. Nie ma na to pieniędzy, nie będzie. Miliony ton materiałów, betonu i stali. Miliony ton nasypów ziemnych, uff... STOP! Zamiast tego wykupić te hektary na łącznikach dróg. Zrobić płaskie mega-rondo na skrzyżowaniu S-ki z inną S-ką, ring, nawet na kilka km obwodu, w środku ronda park usługowy, stacje benzynowe, a nawet sklepy, restauracje, motele. Sprzedaż ziemi pokryje koszty takiego łącznika drogowego. Podatnik nie musi płacić ani grosza na gigantyczne węzły drogowe.

Budowa obwodnic miejscowości i unowocześnianie istniejących dróg krajowych, zamiast ich rozbierania pod S-ki, które będą ciągnąć się latami i zapewne utkną. Żelazna zasada, że jeśli budujemy A czy S-kę, nie ruszamy nawet na chwilę istniejących już dróg. Potrzeba autostradowego ringu na około metropolii? Zostawmy już istniejący system obwodnic w spokoju i budujmy drugi/trzeci pierścień - obwodnicę obwodnicy (jak to ostatnio mi zasugerował Kolega). Jak nie damy rady skończyć A, zrobi się przynajmniej ring 1+1, albo  2+1 na czas "bliżej nieokreślony", ale realnie funkcjonujące.


Konwersja planów dróg podmiejskich i turystycznych typu "zakopianka"... (Siedzę w tej chwili nad mapą Podhala już dłużej i nie mogę zrozumieć chorego umysłu dyktującego tę inwestycję)... na systemy mega parkingów buforowych oraz szybkiej kolei wahadłowej o wysokim standardzie. Rozwiązanie wielokrotnie tańsze i zajmujące mniej miejsca od pomysłów typu nowa zakopianka. Bo przecież co się stanie jeśli wpuści się kilka milionów aut rocznie więcej do miejscowości turystycznych, czy metropolii? Jaki to da efekt? Zalanie każdego wolnego miejsca betonem? Nie wystarczy wpuścić w dane miejsca 10x razy więcej samochodów.... trzeba sobie z nimi na miejscu radzić. A nie da się.

TIRy na tory. Dosyć. Zero litości. Niech będzie płacz i kwik przewoźników, ale każdy kto korzysta z autostrad zna sytuację. Tranzyt na terminale przeładunkowe, lawety i tanie przewiezienie całych TIRów z tranzytu koleją. Mała przepustowość? To puścić kolejną nitkę szlaku kolejowego, nawet bez trakcji el., tylko dla taboru spalinowego. Na to nas stać od zaraz, nie stać nas na poszerzenie autostrad tranzytowych do 6-8 pasów.

Zobacz:

Drogi oraz infrastruktura w Polsce

Na dziś tyle w temacie. Jeśli masz jakieś swoje komentarze i pomysły, pisz w komentarzach. Skorzystanie z systemu komentarzy to nie jest jakaś fizyka kwantowa, 2-3 kliki i piszesz. Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz