piątek, 18 lutego 2011

Wyszperane w sieci - oszczędna dziewczyna


Od 4 miesiecy mieszkam z moją dziewczyną w wynajmowanym mieszkaniu i pare rzeczy w jej zachoawniu zaczeło mnie niepokoić. Otóż za każdym razem kiedy robi pranie spuszcza wode do waiadra, żeby zaoszczedzic i wyprać w niej jeszcze raz np czarne pranie, w zlewie w kuchni mamy miske w ktorej przez caly dzien zbierane są nauczynia po czym M. nalewa do niej wody i myje wszytskie, kiedy na śnniadanie gotuje jajka czy parówki nie wylewa tej wody do zlewu tylko do konewki, wystawia na balkon, a pozniej podlewa nią kwiatki(odziwo jeszcze nic im nie jest). Nie wiem czy to wszysko to tylko oszczędność czy juz jakaś paranoja? Rozmawiałem z nią na ten temat mowi, że tak została nauczona i tyle, urywa temat. Najgorsze były dla mnie zakupy naszej nowej lodówki gdzie bylimy w ponad 7 sklepach a ona na kartce zapisywala ile lodówka zaoszczedza energii i ile kosztuje. Co mnie jedynie dziwi że przy zakupach spozywczych czy odziezowych zachowuje sie juz normalnie nie patrzy na cene nie jest tak skrupulatna. Czy z nią jest wszytsko ok czy to ja jestem mało wyrozumialy?

Powyższy post ze stron GW zwrócił moją uwagę na tyle, że za zgodą autora wklejam go na mój blog (pisownia oryginalna). To jest pytanie, które zadaje sobie często sam - gdzie jest granica oszczędności? Czy aby wszystko ok?

Po waszych postach widze, że powinienem sie cieszyc z takiego stanu rzeczy. Szczeże to mi to nawet nie przeszkadza, ale boje sie, że na starosc czy po kilkunastu latach przybierze to jakas gorsza postac. Fakt moja dziewczyna jest bardzo gospodarna zawsze potrafi zrobic do jedzenia cos z niczego(gotuje swietnie), nie oszczedza na zdrowi i jakosci tu szczegolnie ciuchów, a i napewno nie jest ekolozka jak ktos wczesniej sugerował;) Co do prania ktore wzbudza tu ogolne, obrzdzenie nigdy nie zauwazyłem żeby te ciuchy byly brudne czy smierdzace, zawsze pachna tak jak reszta normalnego prania, a jak ona ta wode spuszcze i kiedy tez niewiem musze sie temu bardziej przyjrzec.

Odczekałem trochę, aż dyskusja wyraźnie przygasła, nie chcąc dublować treści, ani robić niepotrzebnego zamieszania. Jak widać z podsumowania, komentarze (głównie Pań) były wobec oszczędnej dziewczyny raczej pozytywne. Jeśli, drodzy czytelnicy, macie coś do dodania - proszę aby komentarze były na poziomie - bez złośliwości.

7 komentarzy:

  1. "Jeśli, drodzy czytelnicy, macie coś do dodania - proszę aby komentarze były na poziomie - bez złośliwości. "
    Więc nie napiszę co sądzę o gościu, który użala się na swoją dziewczynę na forum, zamiast docenić to co mu się trafiło.

    Odnośnie wody po gotowaniu mięsa do podlewania roślin doniczkowych, słyszałem że to dobry patent na zdrowie tychże roślin (nie wiem czy jest tak faktycznie).

    OdpowiedzUsuń
  2. Sam używam "szarej" wody pozostałej po parówkach, myciu warzyw itp. do podlewania klombu pod balkonem. Roślinki to sobie chwalą, a licznik wody wykazuje jej mniejsze zużycie. Do zbierania wody do wiaderka by spłukać toaletę czy do pralki się nie posuwam, ze względów "technicznych" - nie mam gdzie trzymać tego wiadra z wodą, a kwiatki podlać mogę w każdej chwili.
    Po sklepach by sprawdzić lodówkę chodzić mi się nie chce - takie rzeczy sprawdzam przez Internet :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podlewanie kwiatków wodą z gotowania (niesłoną!) to nie kwestia oszczędzania, ale nawożenia.
    A cytat jest żałosnego gościa, pewnie wolałby taką, która by spędzała czas od rana do wieczora oglądając i kupując nowe kosmetyki, ciuchy czy buty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja kwiatki podlewwm woda z akwarium. Nic tak im dobrze nie robi jak troche azotu i resztek po moich rybkach.

    OdpowiedzUsuń
  5. A co myślicie o instalacji perlatorów i oszczędnych słuchawek prysznicowych? To dość skuteczna i mało kontrowersyjna metoda na oszczędzanie. Sam korzystam z takich produktów (Neoperla i Oxygenics) i jestem znich zadowolony... podobnie jak moja dziewczyna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadza się, o perlatorach był już artykuł na tym blogu: http://tiny.pl/hc6mf

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomijając już ewidentną modę na oszczędzanie i wysyp blogów o tej tematyce, zastanawiam się nad jedną kwestią.

    OK, oszczędzanie i szacowanie kosztów jest z definicji dobre. Niektóre sprawy zwrócą się za jakiś czas, inne w ogóle - ale czy ktoś w manii oszczędzania myśli o koszcie alternatywnym ?

    Jak z elektrowniami wiatrowymi: "czyste" bo kopcą. Ale ile kosztuje, czego wymaga i jak truje produkcja kompozytowych wirników, elektroniki koniecznej do konwersji prądu generowanego przez turbinę na używalny...

    I czy na przykład jedno wyjście do kina w roku nie neguje całorocznych oszczędności na prądze....

    Tego typu sprawy.

    OdpowiedzUsuń