czwartek, 29 sierpnia 2013

Polska wymiera... w Kraju rodzi się coraz mniej dzieci

W którejś z kolei gazecie czytam odkrywcze przemyślenia redaktorów, o tym że Polska wymiera. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat liczba ludności Kraju spadnie powyżej 30 milionów, przy czym będzie to ludność o bardzo niekorzystnym przedziale wiekowym, bo w wieku post-produkcyjnym.

Politycy mają na koncie kilka głupawych wypowiedzi na ten temat, które przez szacunek dla Czytelników przemilczę, jednak nie ulega wątpliwości, że sytuacji są winni przede wszystkim politycy.

Według mnie zarówno emigracja jak i mała ilość dzieci ma przede wszystkim jedną, wspólną przyczynę - kondycję gospodarczą kraju oraz całokształt polityki ekonomiczno-fiskalnej.

Większość znanych mi osób unika posiadania dzieci, bądź odkłada to na jak najpóźniejszy okres w życiu z powodów ekonomicznych, brak jakiejkolwiek stabilizacji młodego człowieka, brak bazy życiowej, brak bazy finansowej i zawodowej, szczególnie, kiedy najaktywniejsze lata spędziło się na bezwartościowych z perspektywy czasu kierunkach studiów jest jedną z ważnych przyczyn.

Kiedyś (późne lata 90-te) w jakiś dyskusjach politycznych w osobami z młodzieżówki pewnej popularnej wówczas partii rzuciłem propozycję ograniczenia przez rząd puli miejsc na kierunkach humanistycznych / ogólnokształcących na rzecz kształcenia fachowego - spotkało się to z oporem dyskutantów... 
- ...jak to?! Młody człowiek powinien mieć prawo studiować co chce i ma być to finansowane przez rząd! 
- Pytam: Dlaczego?! 
- Dlatego bo... bo tak.... bo chcemy wolności..., w końcu to słowo jest nawet w naszej nazwie...
Dziś ci absolwenci, o ile gorliwie udzielali się w młodzieżówce, na ogół pracują po znajomości w urzędzie... ale pieniędzy wielkich z tego na ogół nie ma.


Kolejna przyczyną bezdzietności jest łupienie rodzin z dziećmi przez Państwo - ideałem byłyby oczywiście niskie podatki dla wszystkich - jednak w stosunku do wydatków dorosłych obywateli - dziecko wymaga zwiększonych wydatków na zakupy, leki, odzież, itp. i to wszystko jest z reguły obciążone wysokim podatkiem VAT. Czy rodzina ostro łupiona przez fiskusa przy pierwszym dziecku z chęcią zdecyduje się na kolejne?

VAT na dzieci to po prostu kolejna przyczyna finansowego dobicia "dzietności" w Polsce. Skoro politycy tak biadolą nad niską dzietnością, to skoro UE nie pozwala na niskie stawki - niech zwracają w całości uprzednio zagrabiony podatek VAT młodym parom (np. na podstawie faktur). Osobiście wątpię jednak w to, by politycy opanowali się w opodatkowywaniu Polaków.

Kolejny problem to wciąż deficyt mieszkań na rynku (i to mimo tego, że populacja spada!) oraz znów polityka fiskalna w tej kwestii. Wysokie opodatkowanie VATem, itp. Samodzielne zdobycie własnego M, nie mówiąc już o domu dla większości młodych ludzi w Polsce graniczy z cudem... Nie ma stabilizacji ekonomicznej - nie ma dzieci. Proste. Pomijając tzw. "wpadki" młodych ludzi bez finansowo-ekonomicznych podstaw bytu mnoży się jedynie menelstwo.

W tym poście jedynie ruszyłem problem... postaram się go kontynuować... a może Ty masz jakieś swoje argumenty dot. sprawy?

Jak rozgryźć smart shopping

Można niezaprzeczalnie stwierdzić, że Polacy smart shopping mają we krwi, a polowanie na okazje jest dla nich od pokoleń czymś naturalnym. Większa część polskiego społeczeństwa wciąż pamięta, jak nieco ponad 20 lat temu trzeba było się natrudzić, żeby cokolwiek zdobyć w sklepach. Półki świeciły pustkami, po większość produktów kolejki ustawiały się o świcie, a i tak nie mogliśmy kupić tego, co chcieliśmy. Z nadejściem kapitalizmu wszystko się oczywiście zmieniło, ale zakupowe nawyki i zdolność do wyszukiwania najlepszych okazji pozostała. 


Dziś naszym najlepszym sprzymierzeńcem w oszczędzaniu są vouchery i to z nich właśnie najczęściej korzystamy. Są to najczęściej kupony dostępne w formie kodu lub do druku. Teraz, gdy większość z nas posiada już smartfony, używanie takich kodów nie wymaga żadnego wysiłku. By zapłacić mniej za usługę wystarczy, że w restauracji pokażemy kelnerowi kupon na ekranie naszego telefonu, czy zeskanujemy go przy kasie w supermarkecie. Równie pomocne okazują się serwisy oferujące zakupy grupowe lub kupony rabatowe oraz internetowe porównywarki cen. Większość tego typu portali pozwala nam na rejestrację poprzez nasz profil na portalu społecznościowym, więc nawet wypełnianie rubryczek mamy z głowy. Wystarczy parę kliknięć i już należymy do grona użytkowników. Dzięki tego typu serwisom mamy dostęp do promocji w prawie każdej grupie produktów i usług. Najlepiej opłaca się jednak polowanie na bardziej ekskluzywne produkty, na które poza promocjami sprzedający i pośrednicy nakładają największa marże. Oprócz towarów z wyższej półki warto również skupić się na codziennych wydatkach, takich jak żywność i środki czystości domu. Możemy zaoszczędzić nawet na rozrywce i usługach medycznych, w tym usługach medycyny estetycznej. Dzięki kuponom zniżkowym w łatwy sposób można oszczędzać na podstawowych wydatkach i w efekcie częściej będziemy mogli pozwolić sobie na przyjemności, na które normalnie stać nas jedynie od święta. Dzisiejszy rynek oferuje nam nieskończony asortyment towarów i usług, a producenci prześcigają się w ofertach, wiec warto poświecić trochę czasu by znaleźć najlepszą opcję.

Większość konsumentów, którzy w świecie voucherów stawiają pierwsze kroki, mnogość portali i serwisów z zakupami grupowymi, czy kuponami może przyprawić o zawrót głowy. Który portal oferuje najlepsze promocje i jest wiarygodny? Gdzie szukać i jak uniknąć zakupu podejrzanej jakości? Zawsze warto pamiętać o tych paru poradach, które pomogą nam z zakupów wyjść zwycięsko i faktycznie zaoszczędzić. Newslettery to doskonałe źródło wiadomości o najświeższych ofertach i promocjach. Wystarczy nasz email lub profil na portalu społecznościowym, żeby do newslettera się zapisać. Listy ofert będziemy otrzymywać regularnie, bez żadnego wysiłku z naszej strony. Pamiętajmy jednak, żeby rejestrować się tylko w kategoriach, które nas naprawdę interesują. Bardzo szybko można popaść w niepotrzebne wydatki, kiedy kuszą nas 50% zniżki. Jeśli mamy więcej czasu i sami chcemy zająć się poszukiwaniami, to istnieją odpowiednie strony, które zbierają i porządkują oferty z innych serwisów dostępnych w sieci. Tworzą one swojego rodzaju porównywarkę cen. Większość portali z zakupami grupowymi, lub voucherami, tak jak i newslettery oferuje podział na kategorie. Dzięki temu mniej czasu stracimy na poruszanie się w gąszczu kuponów i szybko znajdziemy ofertę, która nas faktycznie interesuje. Nie zapominajmy również o aplikacjach na smartfony, które dzięki funkcji geo-lokalizacji pokazują nam oferty dostępne w najbliższych sklepach i lokalach.

Vouchery to świetny sposób na oszczędzanie na każdego rodzaju wydatkach. Portale je oferujące rosną w siłę, ponieważ wszystkie trzy strony transakcji są zadowolone. My nabywamy nasze ulubione produkty po niższej cenie, pośrednik dostaje prowizję od każdej sprzedaży, a sam producent zyskuje nowe grono klientów. 


Ten artykuł został stworzony przez Tomka Sikorę w imieniu Vouchercloud - pierwszej darmowej aplikacji mobilnej i portalu z ekskluzywnymi ofertami zniżkowymi i kuponami promocyjnymi.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Praca przy roznoszeniu ulotek...

Kiedyś jedna z osób, która mocno udzielała się na moich blogach stwierdziła, że praca przy roznoszeniu ulotek jest poniżająca, a osoby które to robią muszą mieć bardzo niskie mniemanie o sobie, by tykać się tak niskich lotów zajęcia... no cóż, zostawmy kwestie mentalności osoby, o której mowa, a skupmy się na tytułowym fakcie.

Wczoraj i dzisiaj sam pracowałem przy roznoszeniu ulotek na osiedlach domków jednorodzinnych i wsiach. Towarzyszyłem studentom zatrudnionym przez firmę z mojej rodziny, wykonując dokładnie taką samą pracę jak oni (no... ok... wiadomo.... także nadzorując "proces").

Czy czuję się poniżony? Kurcze... zupełnie nie... atmosfera była fajna i w międzyczasie, na ile praca pozwoliła, porozmawialiśmy sobie o wielu kwestach, takich jak ta z poprzedniego postu.

Czy moje mniemanie o sobie i samopoczucie spadło? A gdzie tam, jestem w dobrym humorze, zmęczenie fizyczne dobrze mi zrobiło (przypływ endorfin) i na pewno wstanie od biurka i komputera było bardzo pozytywną odmianą. Pogoda była super, a całe doświadczenie było dość przyjemne.

Co dalej? Jeśli czas pozwoli z chęcią znów wyruszę w teren i na ile kondycja pozwoli zmęczę się razem ze studentami!

Jak dla mnie jest OK. Uczciwa praca zawsze jest godna podziwu. Wstyd to kraść!



Przy okazji, o ile jeszcze na to nie trafiliście - dwa posty:

Inwestycja w nieruchomość letniskową. Wynajmowanie domku letniskowego w praktyce.

oraz

Whisky Grant's - recencja i opinie konsumentów.

 

sobota, 24 sierpnia 2013

Matematyka jest królową nauk, a statystycznie inżynier jest cenniejszy na rynku pracy niż humanista.

Dziś odbyłem rozmowę z pewnym młodym, inteligentnym człowiekiem studiującym na kierunku inżynierskim i porozmawialiśmy sobie o studiach. Jako osoba starsza i bogatsza jeśli chodzi o doświadczenia zawodowe utwierdziłem kolegę w jego decyzjach, co do edukacji i myślę, że także pozytywnie zmotywowałem.

Wspólnie przeszliśmy dyskusję nad dwoma faktami.

1) Matematyka jest królową nauk.

2) Statystycznie inżynier jest cenniejszy na rynku pracy niż humanista.



Ad. 1. Matematyka jest niepodważana i stała.

W kluczu do interpretacji wiersza (samą ideę klucza uważam za dowód upośledzonej inteligencji niektórych humanistów w ministerstwach, którzy go zatwierdzili) możesz mieć napisane, że nić łącząca dwoje młodych ludzi to może być np.: miłość, uczucie, namiętność, zauroczenie... ale już np. nie zakochanie, lub magnetyzm uczuć, dlaczego nie? Bo jakiś pociotek tworzący klucz uznał, że nie i koniec. Za rok wygra PIS i inny agent wyrzuci z klucza zauroczenie, a doda magnetyzm... i bądź tu mądry/a!?

W matematyce pewne prawa są natomiast niezmienne - można wyprowadzić jakiś nowy dowód, można przedstawić dojście do rozwiązania w różny sposób, jednak a^2+b^2=c^2 i koniec, kropka.

Matematyka jest odporna na idiotyzm, politykę, modę. Jest fundamentem wielu dziedzin. Matematyka jest poważna.


Ad. 2. Statystyka. Niech drodzy humaniści czytający ten post, będą pewni swojej wartości i niech cenią się wysoko, zwłaszcza ci doświadczeni na rynku pracy. Jednak prawda jest taka, że osób rozumiejących zagadnienia matematyczne, a co za tym idzie dziedziny pokrewne jest z 10%, nie więcej.

Kiedy robię choćby podgląd kodu tej strony, rozumiem to wszystko, co widzę przed sobą, a nawet jeśli zdarzy się fragment mniej zrozumiały, dzięki logice i zdolnościom, których nabyłem na lekcjach matematyki, fizyki czy informatyki mogę do tego dojść. Większość - ok. 90% - znanych mi osób nie rozumie nie tylko tego kodu, ale i komputera jako takiego. Pomagałem dziś mądrej i sympatycznej osobie (dziewczynie) w naprawieniu problemu z PC i tyko utwierdziłem się w tym przekonaniu.

Kiedy znajomy inżynier musi prawidłowo dobrać materiały do głębienia szybu górniczego, bez problemu dokonuje obliczeń. Kiedy inny kolega potrzebuje zaprojektować urządzenie zastępujące ważny moduł do pracy w warunkach zwiększonej temperatury - wie jak to zrobić. Mało kto wie!

Ta wiedza jest poza zasięgiem 90% osób na rynku pracy. Siłą rzeczy twarde umiejętności wywodzące się w prostej linii z matematyki i dziedzin pokrewnych są cenniejsze.

10% osób, które zmierzy się z matematyką i dziedzinami pokrewnymi wygra w przyszłości. To trudne i nieosiągalne dla każdego.

Umiejętności humanistyczne, miękkie, są w zasięgu każdego.

Wnioski są oczywiste. Wyciągnij je samodzielnie.

piątek, 23 sierpnia 2013

Inwestycje w nieruchomości górach.

Starsi stażem czytelnicy wiedzą, że wśród kilku blogów tematycznych, które założyłem na bloggerze jest Założenie Firmy. Kiedyś miałem więcej wolnego czasu niż obecnie, blogowanie bardzo lubię, więc rozdzieliłem moje blogi na kilka wątków, aby wprowadzić porządek tematyczny.

 
Obecnie raczej nie tworzę nowych blogów, co więcej staram się konsolidować niektóre z nich i przenosić na nowoczesny, własny hosting. Jednak dalej jestem zżyty z Bloggerem oraz społecznością Kolegów Autorów i Koleżanek Autorek - na pewno, mimo stopniowych przenosin, jeszcze długo będę gościł w systemie Blogger.

Dziś chciałbym Was, szczególnie czytelników z agregatorów blogów, zaprosić na notki:

Inwestycja dla przedsiębiorcy - domek letniskowy nad jeziorem, nad morzem czy domek w górach?

 

Góral o biznesie w górach... czyli jednak nieruchomość w górach?

 

Inwestycja w nieruchomość letniskową. Wynajmowanie domku letniskowego w praktyce.

 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Przepis na Elliniko - czyli mocna kawa po grecku. Oszczędnie.

W takie dni jak dzisiaj, czyli szare, bure i do... niczego człowiek marzy o kubku czarnej mocnej kawy. Właściwie napiłbym się Elliniko (wymawianej w cześci Krety gdzie byłem raczej jako "elenika").

Kawę przyrządza się w nieco inny sposób niż naszą kawę sypaną. Mieloną kawę miesza się z wodą i z cukrem (o ile ktoś używa cukru) w dość dużej proporcji kawy w stosunku do wody. Jeśli parzysz sobie kawę po turecku to elliniko będzie miała ok 1/2 wody mniej. Mieszankę ustawia się w małym metalowym garnuszku na gazie i doprowadza prawie do wrzenia, czyli lekkiego spienienia, ale tej kawy nie można przegotować!!!


Małą, czarną zabójczynię o pięknej nazwie wlewa się do małej filiżanki. Obok ciastko lub słodki kandyzowany owoc i szklanka zimnej niegazowanej wody do popijania (od wypicia wody także zaczyna się posiedzenie z "eleniką").

Przepis jest jak najbardziej oszczędny, bo do zaparzenia w ten sposób nie potrzeba ekspresu ani innych cudacznych akcesoriów.

Smacznego!

niedziela, 18 sierpnia 2013

Czy wiesz co oznacza słowo "blog"?

Kiedy zaczynałem pierwsze publikacje w internecie wiele lat temu nie było mowy o szybkim, łatwym i prostym systemie publikacji - owszem, istniały programy umożliwiające synchronizację treści offline z ftp zewnętrznym, natomiast to były półśrodki. Dopiero rozpowszechnienie CMSów sprawiło, że zaczęliśmy mieć do czynienia z blogowaniem w dosłownym tego słowa znaczeniu.

 
Co to znaczy zatem BLOG?

To jest skrót od WEB LOG, czyli dziennik w sieci. Prawda, że proste?

Czy istnieją proste recepty na inne sprawy, którymi się zajmuję? Przekonaj się w dzisiejszym poście na blogu wordpressowym:

Jak się wzbogacić? Jak zdobyć pieniądze? Podstawowy mechanizm działania.


sobota, 17 sierpnia 2013

Aktywa... pasywa... Kiyosaki popełnia błąd.

Jak pisałem twórczość Roberta Kiyosakiego lubię jako literaturę rozrywkowo-motywacyjną jednak nie jest ona idealnym źródłem wiedzy ekonomicznej. Przeczytać warto, jednak warto także zachować zdrowy rozsądek i przypadkiem po nakręceniu motywacyjnym nie dać się złapać w sidła jakiejś piramidki czy sekty motywacyjno-handlowej. 

Skuteczne zarabianie pieniędzy polega na większym myśleniu niż nam się zdaje.


OK. Przejdźmy do tytułowego problemu i błędu Kiyosakiego.

Błędna jest sama definicja na której Robert Kiyosaki opiera całą swoją twórczość. Jak ona brzmi?

1. Aktywa - to co wkłada pieniądz do twojej kieszeni.

2. Pasywa - to co wyjmuje pieniądze z twojej kieszeni.

Oczywiście, podstawą filozofii Kiyosakizmu jest koncentrowanie swoich wydatków na nabywaniu tak zdefiniowanych "aktywów" i pozbywaniu się "pasywów"... ale wróćmy do błędu.

Prawidłowa definicja

1. Aktywa - kontrolowane przez jednostkę ekonomiczną (np. osobę) zasoby majątkowe.

2. Pasywa - źródło finansowego pokrycia wspomnianego wyżej majątku.

Zatem nie ma tu absolutnie znaczenia, czy aktywa przynoszą zyski, czy straty, nie ma tu takiego podziału jaki proponują Kiyosakiści, bo to zupełnie inne terminy określające inne zjawiska, pasywami są np. udziały własne lub akcje.

Oczywiście doskonale rozumiem intencje wszelkiej maści Kiyosakistów, podział majątku na dwie grupy, jednak jeśli już chcemy bawić się w ekonomię i biznes to stosujmy prawidłowe terminy, inaczej ani to śmieszne, ani poważne.

Jaki podział majątku ja proponuję zamiast błędu Kiosakiego? Proponuję koncentrację na strumieniu - przepływu pieniędzy i następujące terminy.

1. Aktywa przynoszące strumień dodatni.
2. Aktywa przynoszące strumień ujemny.

Oczywiście należałoby uwzględnić jeszcze kategorię długów w szerszym rozumieniu problemu finansów osobistych.

piątek, 16 sierpnia 2013

Własny ojciec lepszy niż Kiyosaki.

Powiem wam, że lubię Kiyosakiego, lubię go za lekkie i przyjemne książki do poduchy, a właściwie najbardziej za książkę "Bogaty Ojciec...", bo niestety w kolejnych siłą rzeczy autor zaczyna się trochę powtarzać (ale nie szkodzi i tak dobrze się czyta).

Czego się jednak nauczyłem z książek Roberta Kiyosakiego? Generalnie nie nauczyłem się z jego książek niczego...


...choć może powinienem się wyrazić inaczej - nie nauczyłem się z nich absolutnie niczego nowego.

Ogólnie mówiąc rzeczy takie jak ogólnie pojęta inteligencja finansowa, wydawanie zawsze o pewien % mniej niż się zarabia, inwestowanie w rzeczy, które przynoszą zysk oraz minimalizacja rzeczy, które przynoszą straty są elementami, w których wyedukował mnie mój własny Ojciec.

Pochodzę z górniczego miasta, gdzie wiele osób w dzień wypłaty zawsze zachowywało się jak "królowie życia", nie zawsze zachowując elementarny rozsądek. Przepijanie sutych wypłat nie należało nigdy do rzadkości - nawet lata temu, w najgorszych chwilach siermiężnej komuny w moim domu było co jeść i mój Ojciec zawsze mógł być zadowolony z rodzinnego budżetu i z naszego standardu życia. Inni nie raz chodzili po znajomych i rodzinie z prośbą "pożycz do 15-go". W latach post-komuny także rodzinie powodziło się dobrze...

A czy wy macie też takich Bogatych Ojców? A może sami jesteście Bogatymi Ojcami?

środa, 14 sierpnia 2013

Samodzielne serwisowanie samochodu? Czy to wciąż możliwe?

Pamiętam czasy, kiedy wiele osób samodzielnie serwisowało swoje samochody. Pierwszy samochód, którym jeździłem to był Polonez Caro gdzie majsterkowicz-amator nie bojący się wyzwań mógł śmiało wykonać samodzielnie wiele napraw i spraw serwisowych.


W czasach studiów kolegowałem się z właścicielem i jednocześnie miłośnikiem Opla Astry, niestety nie pamiętam jaki to był model, ale skarżył się on, że jeszcze w obecnym modelu potrafi sam wiele rzeczy zrobić, a kiedy zmieni auto na nowe (bo jednak chciałby nowsze) będzie skazany na serwis i mechaników - z przeskokiem na któryś model z kolei pewne rzeczy stały się zbyt skomplikowane.

Jeśli w kolejnej mutacji Forda muszę rozmontować pedał gazu, i jakieś plastiki, by dostać się do głupiego filtra kabinowego, a do filtra oleju - podstawowej rzeczy w aucie - nie ma praktycznie dojścia bez demontażu dwóch elementów, to jest jakiś obłęd...

W tej sekundzie nie pamiętam o jakim modelu mówił kumpel na treningu, ale w którymś z nowych francuzów u znajomych do zmiany żarówki trzeba demontować część przednich plastików... to staje się chore...

Wygląda na to, że producenci celowo tak projektują rozwiązania, by skazać cię na serwis - najlepiej autoryzowany

Wydaje mi się, że powoli kończy się era domowych mechaników, wraz z postępującym złomowaniem starszych maszyn...

Co Wy o tym myślicie?

niedziela, 11 sierpnia 2013

Ford Focus 1.6 TDCI 2006 - spalanie na 100km.

Witajcie, jedna z czytelniczek bloga Realny Minimalizm/R-O zadała pytanie o mój samochód i spalanie. Starsi stażem czytelnicy pewnie pamiętają, że jest to Ford Focus 1.6 TDCI, rocznik 2006.


Niestety, mimo iż mam prawie max. wyposażenie jak na ten rocznik nie mam komputera pokładowego. Łatwo mi jednak obliczyć przybliżone spalanie na podstawie dostępnych wskazań i rachunku ze stacji.

W dzisiejszej trasie przez Polskę ca. 460km moje spalanie wyniosło ca. 5l ON/100km, przy czym ok 1/3 trasy przejechałem z Vmax=120-140km/h, co z całą pewnością nie jest optymalną prędkością dla tej jednostki jeśli chodzi o ekonomikę jazdy.

Trasa była dość męcząca, wybrałem przejazd autostradą, jednak nagłe podmuchy wiatru bujały autem (dobrze, że ten model ma system ESP) a ruch (zapewne zmiana turnusów) zmuszał do dużej koncentracji.

Auto poleasingowe?

Jako ciekawostkę dodam, że moje auto jeździło jako auto leasingowe w żandarmerii wojskowej w Budeswehrze, potem odkupił je były piłkarz z lokalnego klubu, w 2010 auto kupiłem ja, jako trzeci właściciel. Auto poleasingowe z salonu, z udokumentowaną historią, jest stosunkowo bezpieczną opcją w stosunku do cudów oferowanych przez handlarzy i aczkolwiek salony też lubią pokombinować, trafiła mi się dość ekonomiczna jednostka w relatywnie dobrym stanie, która nie sprawiała poważniejszych kłopotów w ciągu tych lat.

Cena paliwa.

Kolejna ciekawostka: kiedy kupowałem ten samochód cena Oleju Napędowego oscylowała ok. 4 zł/l, moje ostatnie tankowanie to cena ok 5,57zł/l na stacji Lotos natomiast w stacji tej samej marki na autostradzie na Gdańsk to cena 5,76 zł/l...

A jak to wygląda w przypadku Waszych samochodów?

sobota, 10 sierpnia 2013

Klima w aucie - samodzielne czyszczenie klimatyzacji za 26 zł.

Klimatyzacja w samochodzie jest elementem, który lubi generować duże wydatki a regularne czyszczenie chemiczne lub ozonowanie klimy kosztuje. Jak oszczędzić przy tej czynności?

 
Przed moim obecnym wyjazdem zorientowałem się, że klimatyzacji przydałoby się odświeżenie - w tym sezonie jeszcze nie była dezynfekowana, a samochód wcześniej dwa tygodnie stał na parkingu lotniskowym (nieużywanie samochodu i klimatyzacji sprzyja jej zabrudzeniu przez rozwój pleśni). Czasu było mało, więc zacząłem wypytywać w sklepie motoryzacyjnym o szybkie i tanie usługi.

Sprzedawca polecił mi samodzielne czyszczenie klimatyzacji. Preparat kosztował mnie ze zniżką stałego klienta 26 zł, cena regularna to 31 zł.

Oczywiście przy okazji wymieniłem filtr przeciwpyłkowy w kabinie za 30 zł, jednak jeśli ten filtr był już w sezonie wymieniany, a przebieg nie był wysoki, myślę, że nie ma konieczności wymieniać go powtórnie. (Czasem warto dezynfekować klimę więcej niż 1 raz w sezonie.)

Jak to zrobiłem?

- upewniłem się, że wszystkie szyby w samochodzie są szczelnie zamknięte
- usunąłem z kabiny przedmioty typu żywność, fotelik dla dziecka, itp.
- włączyłem silnik
- ustawiłem klimę na max. zimno i max. nawiew, wszystkie nadmuchy max. otwarte
- ustawiłem zamknięty obieg powietrza w kabinie, od tej czynności zależy powodzenie całej akcji
- wcisnąłem przycisk preparatu do pozycji zablokowanej (to taki spray, który uwalnia się przez kilka minut)
- zamknąłem samochód i dałem mu popracować przez 15 minut
- po 15 minutach otworzyłem wszystkie drzwi w samochodzie, ustawiłem klimatyzację na obieg normalny i dałem mu popracować jeszcze przez 10 minut, by wywietrzyć preparat z wnętrza oraz instalacji

Powiem wam, że z efektu jestem zadowolony, a instalacja jest ewidentnie czysta, co czuję własnym nosem. Kolejne czyszczenie klimatyzacji będę robił znów samodzielnie - niewiele pracy, a oszczędność znaczna.


piątek, 9 sierpnia 2013

Odszkodowanie za słup energetyczny na działce budowlanej.

Dowiedziałem się właśnie o możliwości do dochodzenia odszkodowania za słup energetyczny i linie wysokiego napięcia na posiadanej działce budowlanej. Jakie warunki należy spełnić, aby dochodzić roszczenia?

- po pierwsze w księdze wieczystej musi być czysty dział, gdzie wpisuje się użyczenia - t.j. ma nie być tam istniejącego użyczenia.

- po drugie w umowie o doprowadzenie prądu nie może być klauzuli o użyczeniu

- po trzecie w umowie o dostarczenie prądu nie może być takiej klauzuli podpisanej przez właściciela terenu

(to są informacje od rep. specjalistycznej firmy zajmującej się dochodzeniem roszczeń, napisane ze "słuchu", z rozmowy tel.)

W praktyce sprawa może dotyczyć nieruchomości nabytych w latach 90-tych, gdyż wtedy energetyka nie przejmowała się sprawami prawnymi, oraz wcześniejszych, gdzie energetyka nie zadbała o dokumentacje.

W bliskiej rodzinie jest sytuacja, że na działce przebiega linia wysokiego napięcia i są dwa słupy, wstępnie rozeznałem sprawę telefonicznie i wydaje się, że podane warunki zostały spełnione - po powrocie z urlopu będę starał się dochodzić odszkodowania/rekompensaty za te słupy.


Fakt - taka sytuacja zmniejsza inwestycyjną atrakcyjność terenu - przez taką sytuację de facto zablokowania jest możliwość podziału dużej nieruchomości i sprzedaży jednej z części.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Stegna, Mierzeja Wiślana - koszt jednodniowej wycieczki nad morze.

Jestem na drugim w tym roku urlopie na Pomorzu i w miarę możliwości odwiedzam różne ciekawe miejsca - wczoraj wybór padł na Stegnę na Mierzei Wiślanej. Niezależnie od kosztów i tak bym aktywnie spędził urlop, jednak pokusiłem się o policzenie moich wydatków z tym związanych.


- Trasa w dwie strony, ca. 140 km to dla mnie koszt paliwa ca. 45 zł.
- Parkowanie na parkingu gminnym 9 zł (mam szczęście, bo prywatne kasują o wiele drożej)
- Zakupy w okolicy plaży, przekąski 17 zł

Koszt łączny 71 zł (4 osoby)

Nie należę do osób przesadnie oszczędzających, mimo wszystko koszt wydaje się niewielki. Myślę, że głównie dzięki temu, że ostatnio staram się brać na jednodniowe wycieczki prowiant z domu i kawę w termosie, bynajmniej nie chodzi tylko o oszczędność, ale i o jakość jedzenia.

Nietrudno popłynąć z kosztami, wystarczy jedna wizyta w nadmorskim barze, gdzie smażoną na wiekowym oleju rybę ważą razem z warzywami, itp., napoje w barze , ew. piwo dla niekierujących i spokojnie koszt podany powyżej ulega podwojeniu.

Na turystów na Pomorzu ochoczo czyha Policja, straże miejskie i gminne (Człuchów, Gdański, itp. wymiatają!), więc tylko się pomyl, lub nie zauważ jakiegoś znaku zasłoniętego gałęziami, czy zaparkowaną furgonetką... i "popłyniesz z kasą" znacznie dalej...

Studnią bez dna są atrakcje dla dzieci, zakupy na stoiskach z pierdołami, atrakcje typu małpi gaj, itp. - tutaj jeśli trzeba wydam parę groszy, jednak zamek-zjeżdżalnia, z której dziecko nie skorzystało wczoraj z uwagi na duży tłok i kolejkę to koszt 10 zł (ale dokładnie taka sama nad pobliskim jeziorem, kilkadziesiąt km od Bałtyku, gdzie przebywam to tylko 2 zł!!!)

A jakie są Wasze doświadczenia z wakacyjnymi wydatkami?

wtorek, 6 sierpnia 2013

Oszczędzanie transferu na mobilnym internecie. Opera Turbo w praktyce.

Często korzystam z internetu mobilnego, ma on tę zaletę, że w interesujących mnie lokalizacjach na ogół mam zasięg jakiejś sieci. Dużą wadą jest - poza realną prędkością, która naprawdę nie powala, choć pozwala mi w miarę swobodnie pracować i blogować - konieczność oszczędzania megabajtów transferu, w końcu na mobilnym necie za to się płaci!

Czy jednak takie oszczędzanie musi się wiązać z wyrzeczeniami?

Skądże, czy Drogi Czytelniku/Czytelniczko jesteś na blogu Dziadowanie i Oszczędzanie, czy Racjonalne Oszczędzanie? A no właśnie!!! :D

Ponieważ główną aplikacją do netu jest przeglądarka internetowa, do rozrywki i przeglądania ciężkich stron używam Opery.

Opera ma opcję, która przypomina znany kiedyś z Ery GSM Blueconnect Compressor (jakoś bardzo miło wspominam ten brand, nigdy nie będę tolerował zamiany na T-Mobile), tyle że kompresor Opery jest jak dla mnie znacznie lepszy!


Opcja nazywa się Opera Turbo i działa na zasadzie cloud computing, czyli nie zamula mi procesora, zwłaszcza przy używaniu netbooka. Załącza się ją w lewym dolnym rogu Opery - to ten mały niebieski "zegarek".

Jak widzicie przy wizycie na R-O Opera Turbo oszczędziła 1/3 transferu, średnia oszczędność dochodząca do 50% nie jest jednak jakąś rzadkością.

Czy Ty masz jakieś patenty na oszczędny mobilny net, albo inne ciekawe rozwiązania komputerowe? Jeśli coś takiego masz - podziel się ze mną i z czytelnikami!

Jeden z sekretów skutecznej i oszczędnej nauki języka angielskiego. Rozwinięcie tematu.

W najnowszym poście na moim blogu tematycznym - Realnym Minimalizmie, w którego napisaniu pomogła szkoła językowa Lubin podjęliśmy temat nauki języka angielskiego. Wspomniałem tam o trzech zasadniczych błędach myślenia, które nagminnie popełniają osoby, pragnące nauczyć się języka obcego.



Wspomniałem tam również o trzech sprawdzonych i prostych wskazówkach, które sprawiają, że nauka angielskiego jest skuteczna i satysfakcjonująca... kto jednak chce ich przestrzegać?

Rozwinę tutaj jedną z myśli...

Na początku kursu wspomniana szkoła stara się wyrobić w uczniach nawyk osłuchiwania się z językiem angielskim, oczywiście to niewykonalne w czasie kursów, więc uczeń otrzymuje materiały audio, ale przede wszystkim jest kierunkowany by słuchać radia (satelitarne, internetowe) oraz w domu oglądać TV, przede wszystkim filmy, w języku obcym. Przekazywane są uczniom adresy www, sposoby (np. na jakim kanale FTA w TV SAT znajdują się ciekawe materiały), jak ustawić ulubioną stację HD, by ścieżka audio puszczanego filmu była w j. angielskim bez napisów PL.

Wspomniane sposoby są tanie... biorąc pod uwagę już posiadany pakiet TV SAT czy internet w sumie bezpłatne... mimo wszystko tylko pewna część uczniów stosuje się do wskazówek, jakkolwiek lektor by nie prosił o systematyczność, jakkolwiek by nie motywował.

Dlaczego tak się dzieje?

Ludzie oczekują natychmiastowej gratyfikacji dla swoich działań, szybkiego efektu pracy. Tutaj tego nie ma i nie będzie. To jest powód, dla którego choćby większość ludzi nie nadaje się do prowadzenia własnej firmy czy opuszczenia strefy komfortu przy długoterminowej inwestycji.

Ludzie podświadomie, a niektórzy świadomie, nie widzą korelacji między swoim działaniem tu i teraz a efektem odroczonym w czasie.

Mimo wszystko po określonym czasie nauki, liczonym w kilku tygodniach, a nawet miesiącach grupa podejmująca opisane powyżej działania do których zachęcił lektor, stosująca "tło dźwiękowe" w j. obcym , czy oglądająca filmy (bez napisów!!!) w j. obcym zaczyna znacząco wyróżniać się podczas zajęć, do tego stopnia, że często ośrodek organizujący wspomniane kursy językowe Lubin jest zmuszony do rozdzielania grup słuchających i nie-słuchających w domu, z powodu znacznego rozwarstwienia poziomów i chęci zapewnienia spójności kursu językowego.

Zatem słuchajmy TV, radia, nagrań z internetu w j. obcym - jak najczęściej, najlepiej codziennie - korzystajmy z tej bardzo oszczędnej metody radykalnie wspomagającej naukę języka obcego.

Pozdrawiam!


P.S. Pierwszy, dość rozbudowany artykuł o nauce języka jest także dostępny na RM: 

Nauka języka obcego dla minimalisty oraz prawdziwe sekrety skutecznej nauki języka... bez marketingowego romansowania z czytelnikami!



sobota, 3 sierpnia 2013

Zielona trawa na spalonej ziemi, czyli jak z trudności rodzi się nowy pomysł.

Dokładnie rok temu wpadłem na pomysł założenia bloga Korzystne Zakupy, perypetie konsumenckie poprzedzające jego powstanie na pewno pamiętają starsi stażem czytelnicy... ale co takiego się właściwie stało... dowiesz się poniżej:

Blog ma rok!


Swoją drogą pytanie do czytelników - jakie miasto przedstawia załączone zdjęcie?


P.S. Zagadka rozwiązana przez anonima... tymczasem mam nowy post:

Jak kupić dobrą oliwę z oliwek.