czwartek, 5 maja 2011

Samochód elektryczny - cena

Krótko i na temat - obłęd. I na tym podsumowaniu w sumie mógłbym zakończyć posta. To jest cała odpowiedź na wszelkie pytania ekologów i pasjonatów dlaczego powszechnie nie jeździmy elektrykami.


Ceny nowych EV zabijają każdego poza naprawdę napalonym i bogatym hobbystą. I co z tego że eksploatacja jest tania, i co z tego że max kilka zł za 100 km? Za kilkadziesiąt tys. zł różnicy mam tyle benzyny, części, opłat i wszechobecnego serwisu w analogicznym autku spalinowym ile dusza zapragnie. W przypadku mini jeździdełka na lato typu Melex różnica to już tylko kilkanaście tys. zł, ale z drugiej strony ile kosztuje zakup i remont/przerobienie jakiegoś malucha albo innego starego autka w tym stylu. Śmieszne grosze do zgromadzenia przez nastolatka dorabiającego w lecie. Sąsiad ojca za kilkanaście tys. z kilku trabantów zbudował jeden pojazd pełen chromu, skór, bajerów, sprzętu audio, itp. - a można by o wiele taniej.

Za dużo na rynku jest tanich i używanych samochodów spalinowych, nawet jeśli benzyna będzie po 10 zł wciąż korzystniej będzie kupić stare miejskie auto i używać je jeszcze długo niż bawić się w elektryka.

Ponieważ firmy zajmujące się EV na razie kasują krocie za "efekt nowości" i odchudzają portfele bogatym dzieciakom jedynym sposobem na własny EV dla zwykłego człowieka - hobbysty jest samodzielna budowa/przeróbka pojazdu. Pochłonie to niestety minimum kilka do kilkunastu tys. zł w zależności od tego co chcemy osiągnąć.

Na jednej ze stron o EV, znany wszystkim guru od przeróbek aut proponuje 20 tys. zł za samą przeróbkę auta w swoim warsztacie, lub kilkanaście tys. za zestaw do samodzielnej przeróbki (+koszt samego auta, biurokracji, itp.). To mało w stosunku do zachodnich firm, wciąż bardzo dużo w porównaniu do kupna taniego - używanego samochodu klasycznego.

Po całej zabawie czekają nas także na pewno jakieś kłopoty eksploatacyjne, problemy z urzędnikami, ubezpieczycielami, itp. Do przejścia, ale nic miłego.

Generalnie, temat widzę w czarnych barwach jeśli chodzi o kwestię oszczędności. Najprawdopodobniej jeszcze nie nadszedł czas na EV i być może należy spokojnie poczekać na dostępność tańszych silników, akumulatorów, itp., po prostu przetarcie szlaku przez najbogatszych pasjonatów. Natomiast wydaje mi się, że powoli zaczyna się na poważnie temat mniejszych odpowiedników EV, czyli rowerów i skuterów elektrycznych - o czym wkrótce.

2 komentarze:

  1. gość codzienny6 maja 2011 12:05

    Taki już jest cykl życia produktu. Na początek płasko po zaporowej cenie, potem w miarę wzrostu sprzedaży powolna redukcja ceny, szczytowanie na minimalnych marżach i potem zjazd - wyprzedaż po kosztach. Jeśli pojawia się konkurencja - spada nam sprzedaż i niestety musimy też ciąć marże. Wg mnie obecna marża na EV to 50%. Koszt auta równy kosztowi zakupu baterii. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego na razie cała nadzieja w majsterkowiczach i hobbystach. Cena paliwa mimo wszystko wytwarza parcie na EV.

    OdpowiedzUsuń