poniedziałek, 3 grudnia 2012

Dlaczego mieszkanie w bloku jest lepsze niż własny dom.

Dotychczas zawsze dyskutowaliśmy o kupnie i/lub budowie własnego domu oraz korzyściach z tym związanych. Jeśli chodzi o kwestię ambicjonalno-emocjonalną to mój wybór na przyszłość jest oczywisty - własny dom z pięknym ogrodem, jednak jeśli wziąć pod uwagę kilka kwestii mieszkanie wydaje się korzystniejsze. Dlaczego?

Na początku studiów pracowałem w agencji nieruchomości przez okres około roku, moje wrażenia zdają się być cały czas aktualne.


1. Mobilność: W dzisiejszych czasach młodzi profesjonaliści często zmieniają miejsce zamieszkania - obecnie nie raz jedzie się za pracą do innego miasta, w pewnym sensie jestem tego przykładem. Własne mieszkanie łatwiej sprzedać niż dom, zdecydowanie łatwiej -- a nawet jeśli nie możemy, lub nie chcemy sprzedać można je wynająć, samemu wynajmując coś w innym mieście - tam gdzie dostaliśmy pracę. Dom strasznie trudno komuś wynająć, a potencjalnie najemcy domów nieraz bywają problemowi (statystyka).

2. Większa "płynność" tej inwestycji: Z powodów wyżej wymienionych mamy większą swobodę jeśli potraktujemy lokum jako inwestycję. Dom to często mrożenie kapitału na wiele lat. Dom wymaga remontów i większej troski - czyli większych nakładów do utrzymania dobrego stanu. Obecnie rozpatruję przeprowadzkę do innego miasta - jest to całkiem realne, bo nie jestem uwiązany domem.


3. Wygoda mieszkania: O ile latem wszystko przemawia za domem, najlepiej z dala od centrum miasta, kiedy robi się zimno, szaro i buro, a malownicze dróżki zamieniają się w błotniste nie wiadomo co, mieszkanie w mieszkaniu w mieście wydaje się wygodniejsze. Z reguły: nie musisz się martwić o takie kwestie jak ogrzewanie, sprzątanie klatki schodowej i przyległości budynku, kwestie administracyjne, remonty budynku, itp. Płacisz i masz - prosty układ. Oszczędność czasu.

Podałem trzy proste argumenty na rzecz mieszkania - a co wy na to?

20 komentarzy:

  1. Moim zdaniem mieszkanie w bloku jest wygodniejsze. Nie musisz o nic się martwić, bo wszystko robią spółdzielnie. W domku ciągle są jakieś wydatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale za to niemartwienie się w bloku także płacimy w czynszu :)

      Usuń
    2. ale i tak ten czynsz jest mniejszy niż utrzymanie domu. Mam mieszkanie w W-wie (pod wynajem), miesięcznie płacę 800zł. W cenie jest dosłownie wszystko, ogrzewanie, utrzymanie i remonty budynków, sprzątnie, utrzymanie terenów zielonych a nawet przeglądy kominiarskie i opłaty za prąd na wspólnych przestrzeniach. Nie wiem czy komuś udałoby się za 9600zł rocznie utrzymać dom z ogrodem. Mnie to kosztuje ok 25tys.
      Inna sprawa, że pewnie kiedyś skończą się tanie czynsze, pewnie wraz ze sprzedażą budynków należących do miasta podniosą się ceny na całym rynku.

      Usuń
    3. a dałoby radę choć pobieżnie rozpisać te 25 tys?

      Usuń
    4. 5k-7k - gaz ziemny (zależy od zimy), 1k - 4m2 dębiny, 5-10k remonty rocznie ( w tym roku poszło kilkakrotnie więcej, bo musiałem wymienić okna połaciowe, płytki na tarasie i przy wejściu i podłogę na parterze, naprawić ogrodzenie i bramę), 1,1k ochrona, 2k odśnieżanie i zamiatanie chodnika przed posesją (niestety z jest dwóch stron, a W-wie sobie firmy za to sporo liczą), podatek od nieruchomości 800zł, wywóz śmieci 600zł, konserwacja kotła 300zł, czyszczenie przewodów wentylacyjnych i kominiarskich 200zł. Ciężko policzyć wydatki typu kosiarka i odśnieżarka (z garażu do ulicy trzeba jakoś dojechać), narzędzia, impregnaty, chemia ogrodowa, oświetlenie przed domem, zasilanie bramy, utrzymanie roślin i małej architektury w ogrodzie(konserwacja altany, utrzymanie oczka etc.).

      Usuń
    5. dziękuję, całkiem konkretna i precyzyjna odpowiedź :)

      Usuń
    6. Co za bzdury ! Chociażby samo to, że czynsz płacimy miesiąc w miesiąc. Dla mnie jest to koszt 457 zł. za 36m2. Łącznie utrzymanie tej miejskiej klity kosztuje mnie około 20 tysięcy rocznie. Natomiast od 120m2 domu + 30 arów płacę raz w roku 570 zł. podatku. Nawet z ogrzewaniem ekogroszkiem mając przy -20 temperaturę +22 w domu to koszt łączny od 7 do 9 tysięcy. Dojazdy do pracy ? 8 km w mieście pokonuję czasami i 40-50 minut (nigdy poniżej 30 min.) stojąc w korkach. Z domu 36km pokonuję w praktycznie tym samym czasie. Tyle tylko, że spalanie w trasie jest znacznie niższe. Miesięcznie w mieście wydaję około 400 zł. na dojazdy. Dojeżdżając z domu na wsi jest to najwyżej o 50 zł. więcej. A czasami i ta sama kwota.
      Czy co miesiąc impregnujemy drewno ? Czy co miesiąc wymieniamy okna, płytki, podłogi, czyścimy kocioł ? 600 zł. wywóz śmieci ? To chyba, że ma się przy domu mały zakład produkujący żelatynę. Płacę 24 zł x12 (płaciłem 7x12 ale państwo wraz z UE zrobiło mi dobrze. Teraz płacę więcej ale mogę sobie posegregować śmieci ;)).
      Mieszkanie w mieście wynająłem od tego miesiąca. Jest frajer - niech płaci za ciasnotę, zgiełk, kłopoty z miejscem do parkowania, wyjące moczymordy wracające w sobotnią noc, strach, że dziecko idące ze szkoły zostanie pobite przez jakiegoś kibola itp.

      W czynszu płacimy spółdzielni m. in. za remonty. Płacimy czy one są wykonywane czy nie. Czasami ciężko się ich doprosić. Jak już są, to pochłaniają miliony (remont dachu, remont klatek schodowych. Chociażby samo malowanie, to hektolitry farb), które najczęściej są finansowane z kredytów, które z kolei waszymi rączkami spółdzielnie spłacają. Płacimy za przysłowiowe pierdzenie w stołek zarządu. W domu płacisz sam na siebie, na swoje i zostawiasz coś swoim dzieciakom.

      P.S. Ogrzewanie na gaz - najmniej ekonomiczny sposób ogrzewania domu. Kto ci to doradził ? - tak retorycznie pytam :)

      Usuń
  2. Moim zdaniem, niektórych rzeczy nie da się przeliczyć na pieniądze, a są szalenie ważne, bo oszczędzać można także nerwy i czas;).
    Mam swój dom, a dzieciństwo i nastoletnie życie spędziłam w bloku. To wszystko prawda, jest wygodnie, nie martwisz się ogrzewaniem itd., ale są jeszcze sąsiedzi, a nie każdy trafi dobrze - mam znajomych, którzy przez to musieli zmienić mieszkanie.
    Kocham zwierzęta i widzę jak są szczęśliwe na wsi.
    To prawda, że muszę jeździć autem wszędzie, odwozić dzieci do szkoły itd., ale w mieście też płaciłabym za bilet miesięczny, stała na przystankach, albo w korkach - mieszkałam kiedyś we Wrocławiu - co najmniej 2 godz. autobusem z jednego końca na drugi w godzinach szczytu.

    Wydaje mi się, że duży wpływ na taką decyzję dom czy blok, ma to czy jesteśmy sami, czy mamy dużą rodzinę.
    Jeśli sami, albo tylko we dwójkę, to rzeczywiście mieszkanie w bloku wydaje się korzystniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wydaje mi się, że duży wpływ na taką decyzję dom czy blok, ma to czy jesteśmy sami, czy mamy dużą rodzinę.
      Jeśli sami, albo tylko we dwójkę, to rzeczywiście mieszkanie w bloku wydaje się korzystniejsze."

      Nie jestem do końca przekonany. Jeżeli wybór jest zero jedynkowy - dom czy mieszkanie, to zgadza się. Przeważnie jednak dom jest na wsi lub przedmieściu, a mieszkanie w mieście. Wtedy wydaje mi się, że lepsze dla rodziny może być mieszkanie. Lepsza szkoła (na wsi szkoła to jakaś parodia nauczania), lepszy dostęp do lekarza, do teatrów, kin, muzeów i ogólnie kultury i sztuki, lepsze warunki do uprawiania sportu, dzieci będą miały więcej kolegów, o łatwiejszym dostępie do sklepów i większym wyborze nie ma nawet co wspominać.
      Jeszcze jedna, ale bardzo ważna rzecz. Dzieci na wsiach i przedmieściu są uzależnione od transportu rodziców, co jest męczące dla wszystkich.

      Usuń
    2. Arturze, nie wiem czy żyłeś kiedykolwiek na wsi.
      Wypowiem się tylko za siebie, bo nie wiem jak jest w innych wsiach.
      Do miasta mam 8 km, dzieci mogą dojeżdżać autobusem (nie są więc uzależnione od rodziców), oczywiście zależy też od tego jak są duże i czy opieka jest jeszcze konieczna. Nastolatkowie na wsi szybko mają już prawo jazdy, poza tym są rowery. Myślisz, że korzystanie z dobrodziejstw kultury jest mniejsze niż w mieście?
      Do kina mogę z dziećmi wybrać się w weekend, do teatru jeżdżą ze szkołą. Bariery to raczej mamy w głowie.
      A obcowanie z naturą i przyrodą nie uwrażliwia? Zachwycanie się gwiazdami na niebie, zwierzętami, łażenie po drzewach.
      Mój mąż wychował się na wsi i często opowiada mi o swoim dzieciństwie - miał dużo luzu i szybko musiał się usamodzielnić. Plusem jest to, że wiele rzeczy umie zrobić sam.
      Wiem, że post był o oszczędzaniu, ale w odpowiedzi zahaczyłeś o tematy, które wydaje mi się uległy zbyt wielkiemu uproszczeniu, chociażby ten, że szkoła na wsi to parodia nauczania, przecież to zależy od nauczycieli, którzy są różni i w mieście i na wsi - program nauczania ten sam. Poza tym na wsi coraz mniej szkół - niż demograficzny.
      Odnośnie uprawiania sportu, to przynajmniej u siebie mam dwa wypasione boiska - mamy czasy dofinansowania z Unii Europejskiej i wierz mi gminy, starostwa wykorzystują to.

      Oczywiście rozumiem Twoje stanowisko, bo jak pisałam, większość życia spędziłam w mieście. Podsumowując, kto ma chęci i pieniądze może korzystać z kultury bez względu na to gdzie mieszka.
      A czy życie tańsze w mieście?
      Kiedy mieszkałam we Wrocławiu było droższe, ale to może łatwa dostępność do tych sklepów;).

      Usuń
    3. nie ma nic przeciwko tak "jakościowym' offtopom :)

      Usuń
    4. W mojej szkole (na wsi) było parę osób dojeżdżających z miasta:D

      Pomijając już poziom nauczania , to takie rzeczy jak dostęp do narkotyków czy przemoc w szkołach mogą tez odgrywać jakąś rolę.

      Usuń
    5. Zależy, jak się trafi. Ja mieszkam we Wrocławiu i słyszę różne rzeczy o narkotykach i przemocy w szkole, ale póki co, to moja rodzinka na wsi ma problemy wychowawcze z chłopcem, które wychowuje się - pod nieobecność zapracowanych i dojeżdżających do miasta rodziców - w środowisku wiejskich hiphopowców, których jedyną ambicją jest przelecieć co najmniej jedną "laskę" na dyskotece. Z drugiej strony to w moim dużym mieście są wojny gangów i strzelaniny na nowych osiedlach.

      Zakupy? Też różnie. Żeby dostać coś naprawdę tanio, to ja muszę jechać na peryferie do hipermarketu, czyli w to samo miejsce, co moja rodzina z wioski. Ale wyprzedaże w galeriach w centrum są dużo bardziej dostępne dla mnie (np. po pracy) niż dla mojej rodzinki ze wsi.

      Kultura? Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem w operze (ceny kosmiczne!) czy teatrze. Ale jak policzę, to chyba jednak byłem tam częściej niż moja rodzinka ze wsi.

      Szkoła? Większy wybór, to fakt. Ale klasy są różne. Są takie, gdzie większość to dopilnowane dzieci ludzi bardzo ambitnych, ale są też klasy pełne potomków osiedlowych żulików. W tych pierwszych szpanują komórkami i firmowymi ciuchami, a w drugiej palą papierosy i piją piwo. Nie wiem, co lepsze.

      Plusem miasta jest szybki dostęp do nowości typu nowa generacja internetu, nowi operatorzy komórkowi, no i większa oferta tych wymienionych rzeczy. Na wiosce też to jest, ale z poślizgiem i np. tylko w TPSA.

      W mieście można bardzo łatwo stracić rower z piwnicy, a na wiosce mogą się włamać do całego domu. Na wiosce bez samochodu ani rusz. Komunikacja jest, ale rzadko i nie w nocy. Jak się przegapi, to klops. W mieście do komunikacji można mieć dużo zastrzeżeń, ale jednak jest dużo częściej i gęściej, no i zawsze można ostatecznie dojść piechotą do jakiegoś "działającego" przystanku oświetloną ulicą.

      Cisza i przyroda! Tego rzeczywiście nie ma w mieście. Karetki, policja, straż pożarna, samochody, korki, kibice osiedlowi w czasie meczów reprezentacji itp. Ale na wiosce też nie jest bajkowo: notoryczne wyrzucanie śmieci w lasach, wypalanie traw, zlewanie zawartości szamba do rowów melioracyjnych, palenie w piecach czym popadnie, rajdy motocyklowe nastolatków, regularne bójki w okolicach dyskotek, duże psy biegające bez nadzoru... Oj, można by dużo pisać.

      Nasz wybór miejsca zamieszkania nigdy nie jest wolny, a miejsc idealnych nie ma. Ja nie mam odwagi się przeprowadzić na wieś. Ze względu na pracę, szkołę dzieci i .... koszty. Za ogrzewanie mieszkania (ciasnego, to fakt) płacę kilkadziesiąt złotych miesięcznie. I rzeczywiście nie obchodzi mnie infrastruktura i otoczenie - wszystko jest w czynszu.

      Usuń
    6. Miałem na myśli "w pełni wolny"...

      Usuń
    7. Odnośnie jednej z wypowiedzi - obecna wieś to nie wieś z 1945 roku. Dzieci mają parę metrów do busa szkolnego. Odwozi je i przywozi. Kierowca zna dzieciaki, a dzieciaki kierowcę. Nie jest to anonimowy pan z MPK. Nie chce ci się jechać do sklepu ? To sami ci przywiozą, a ty przed telewizorkiem w pantofelkach i z whisky. Dla przykładu - http://www.market-jan.pl
      Widzieliście kiedyś szkołę na wsi ? Mój syn jak zobaczył idąc do niej pierwszy raz, to prawie zaniemówił. Wielka, konkretnie wyposażona. Nie ma gdzie wyjść ? Nie ma ośrodków ? Ludzie gdzie wy żyjecie ? Wyjdźcie troszeczkę poza swoje ciasne klity. Pojedźcie samochodem dalej niż do pracy. Dla przykładu pokażę wam gdzie uczy się moje dziecko. Wpiszcie w google "Regionalne Centrum Oświatowo Sportowe w Dobczycach". Dziecko ma tam gimnazjum, ośrodek kultury i sportu, bibliotekę szkołę muzyczną, wielką aulę widowiskową, świetlicę, pracownię teatralną, sale są wielofunkcyjne, jest stołówka. Kiedyś w wakacje zbieraliśmy się i wyjazd z domu ! Teraz on nie chce, bo twierdzi, że tu na miejscu ma tyle zajęć, że po co gdzieś jechać. Wyciągam go na siłę...
      Mieszkając w mieście nie mógł się doprosić aby jakiś kolega ruszył tyłek z domu, bo najczęściej kolega musiał skończyć jakoś "level". Teraz biega z dzieciakami po całej okolicy z niskim prawdopodobieństwem napotkania pedofila...

      Usuń
  3. Urodziłam się w domu, ale mieszkałam przez większość życia w bloku, od czasu kiedy rodzice wyprowadzili się z domu (bo mieli tam tylko mieszkanie kwaterunkowe), potem jeszcze 10 lat w samodzielnym mieszkaniu. Za chwilę minie 11 lat, jak mieszkam w domu. Przyznam, że po tylu latach, mimo większych wydatków, remontów, koniecznych napraw, odśnieżania i innych niedogodności uważam jednak dom za większą frajdę :)
    Nie wyobrażam dziś sobie zamieszkania z powrotem w bloku.
    Korzyścią w domu przeważnie jest spora powierzchnia mieszkalna, bo nie ogranicza nas czynsz za m2, czyli jak już kupujemy czy budujemy dom, to przeważnie mniejsza jest cena z metra.
    Dodam, że mieszkam na całkiem cywilizowanym przedmieściu z dostępem do centrum w 20-30 min. samochodem, autobusem podobnie.
    Poziom nauczania w najbliższej szkole nie był jednak najlepszy, więc córka dojeżdżała do centrum od gimnazjum.

    Oczywiście, że mieszkanie łatwiej sprzedać, bo towar tańszy zawsze będzie bardziej chodliwy.
    Gdybym mogła wybrać, mieszkałabym w domu całkowicie wolnostojącym, ja niestety mam sąsiadów przez ścianę, bo to bliźniak.
    Ale już sąsiedzi z każdej strony w bloku, jeden pali, drugi urządza imprezy do 5 rano, trzeci ćwiczy na skrzypcach, a czwarty bije żonę, to nie dla mnie.
    Chyba dlatego wybieram dom.
    Oczywiście utrzymanie kosztuje więcej, ale jeśli mądrze zainwestować pieniądze, to dom może cieszyć przez wiele lat i to my sami mamy wybór, kiedy wymieniamy instalacje i kujemy mur pod nowe rury, wymieniamy dach czy inne rzeczy.
    Niektórzy nie lubią sobie tym zaprzątać głowy i to jest w porządku, lepiej im będzie w bloku.

    Ale i w domu można sobie sporo rzeczy tak zorganizować, żeby człowiek dawał sobie radę, a za część prac warto zapłacić, żeby samemu móc spokojnie zarabiać i żyć.

    Akurat w moim zawodzie nie mam potrzeby przeprowadzania się do innego miasta (pracuję na wolnym rynku).
    Więc ten argument mnie nie przekonuje, chyba że odnosimy się absolutnie do średniej krajowej i wyciągamy statystyczną średnią.

    Jedną z fajniejszych rzeczy w domu jest możliwość posiadania takich udogodnień, jak własny garaż lub zadaszenie na auto. W moim poprzednim mieszkaniu najbliższy strzeżony parking na wolnym powietrzu oddalony był ok. 15 min. pieszo, nie odśnieżany, a w dodatku kosztował już 11 lat temu ok. 160 zł miesięcznie.

    Dodatkowo cenię sobie posiadanie budynku gospodarczego i warsztatu, które umożliwiają przechowanie większej ilości np. materiałów do remontu, a także pozwalają na przechowywanie różnych narzędzi i zrobienie wielu rzeczy samodzielnie.

    Poza tym dzięki temu, że mam spory dom urządziłam sobie biuro w piwnicy, które wygląda i sprawdza się naprawdę świetnie. Kiedy mieszkałam w bloku, mój duży pokój był jednocześnie sypialnią, bawialnią i jadalnią, a żeby móc przyjąć klienta, musiałam mieć stale idealnie wysprzątane.
    Teraz ten problem nie istnieje i nie muszę też nikomu płacić za wynajem, a to są naprawdę spore koszty.
    Oczywiście nie mam takiego przerobu, jak biura w centrum, ale też tyle bym nie dała rady przetłumaczyć, więc daję radę w tych ilościach i w tym miejscu.

    To chyba większość argumentów przemawiających jednak za domem.
    I powiem Ci, że jednak grill na własnym ogrodzie czy huśtawka i stół na własnym tarasie to rzeczy, których nie da się porównać z innymi przyjemnościami mieszkania w bloku.
    Chociaż oczywiście z mieszkania można dojechać wszędzie na grilla i wybrać się do parku na tamtejszą huśtawkę (ale będzie ona dla dzieci).
    Są plusy i minusy, najważniejsze, żeby każdy kto wybiera, był z tego wyboru zadowolony :)
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Większość życia spędziłam w bloku, od kilku lat mieszkam w domu wolnostojącym i bardzo mi się to podoba.

    To prawda, że w przypadku domu trzeba o wszystkim samemu myśleć, załatwiać, pamiętać, dbać. Zimą odśnieżać (coś na czasie).

    Koszty mogą być bardzo różne i zależą od wielu czynników (wielkość domu, jego energooszczędność, sprawność instalacji grzewczej, wielkość działki i to, jak ją wykorzystujemy itd., itp.).

    Moja mama za mieszkanie w bloku (58m, spółdzielcze, Warszawa Mokotów) płaci miesięcznie czynszu ok. 550zł plus raz na kwartał jakieś 250 zł normatyw. Do tego rachunki. Chyba wcale nie wychodzi mniej, niż nas kosztuje utrzymanie domu, tyle że my mamy jednorazowo ogromne kwoty do zapłacenia (gaz w sezonie zimowym), a w bloku rozkłada się to bardziej równomiernie.

    Dodam, że dom stoi w Wawrze, w Warszawie, komunikacja doskonała i bezproblemowy dostęp do wszelkich usług, handlu czy kultury, nie wydajemy kasy na dojazdy samochodem. A jednocześnie cisza, spokój i zieleń.

    I brak sąsiadów za ścianą! Wiadomo, że można różnie trafić, ale nawet jeśli jakimś cudem wszyscy sąsiedzi to spokojni ludzie miłujący ciszę - i tak w bloku tej ciszy nie ma. Słychać jak ktoś chodzi po klatce schodowej, jak załatwia potrzeby fizjologiczne w toalecie, przestawia krzesło, rozkłada kanapę, słychać domofon dzwoniący na sąsiedniej klatce schodowej. Fatalna instalacja sprawia, że czujemy, co sąsiad ma na obiad i słyszymy rozmowy. Przez wiele lat mieszkania w bloku można się do tego przyzwyczaić i w zasadzie się to ignoruje, nie zauważa, ale jednak gdy tego wszystkiego nie - co za komfort!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację - akurat u nie wszyscy sąsiedzi są OK, albo przynajmniej przewidywalni - hałas jednak to coś, do czego można się przyzwyczaić

      przerobiłem jednak nie jedno mieszkanie i twoje argumenty negatywne potwierdzam

      Usuń
  5. Mam jedno i drugie (dom jest całoroczny), więc mogę powiedzieć, że w domu mieszka się wygodniej i przyjemniej, ale zdecydowanie drożej. I to nawet w przypadku domu stosunkowo nowego, nie wymagającego wielkich nakładów. Mój kuzyn sprzedał dwa lata temu dom jednorodzinny w Warszawie i kupił w tej samej dzielnicy dwa mieszkania, gdyż miał już dosyć inwestowania w niekończący się remont. Dom wybudował w latach 50-tych jego dziadek, a teraz koszty wymiany instalacji, dachu, ponownego otynkowania itp. spadły na wnuka. Na szczęście, dom był na tyle atrakcyjnie położony, że szybko znalazł się kupiec. Sama się zastanawiam, czy nie sprzedać domu, póki czas, i nie wrócić grzecznie do mieszkania w bloku...

    OdpowiedzUsuń
  6. ja mieszkam w bloku i nie narzekam jedyna rzecz która mi przeszkadza to że nie mam za dużo kasy i mam małe mieszkanie zaledwie 48m kwadratowych

    OdpowiedzUsuń