czwartek, 30 czerwca 2011

Jak oszczędzać nerwy w relacjach z kobietami? Post tylko dla mężczyzn.

Ten wpis wynika z kilku poprzednich postów - wpisów o oszczędzaniu nerwów w związku, które były publikowane w ciągu dwóch ostatnich miesięcy, ale także kilku niedawnych wpisów o markowych ciuchach, markowych perfumach oraz kilku waszych komentarzy na blogu oraz innych opinii w necie, które do mnie dotarły. Generalnie jeśli jeszcze ktoś nie poczytał - zapraszam do przewertowania bloga - będziecie lepiej wiedzieć o co mi chodzi, a ja nie będę musiał się tu powtarzać - szkoda na to czasu.


W skrócie: Generalnie wyłania się z tego obraz i dyskusja - jaki według Pań (a także już wedle niektórych Panów) powinien być mężczyzna. Jak powinien się ubierać, jak wyglądać, jakie perfumy powinien stosować... Oczywiście piję tu do szału na punkcie "markowego", bo sam mam bardziej spartańską wizję mężczyzny, ale to już wyszło poza temat wyglądu i perfum.

Skąd mi to przyszło do głowy.
Terapią szokową dla mnie był choćby przypadek kolegi (dokładnie tego samego, co żarł przez miesiąc tylko ryż, aby kupić buteleczkę dość drogich perfum i zaimponować dziewczynie). Kolega zastanawiał się przy mnie kiedyś czy pasek 4You jest wystarczająco firmowy, aby pasować do marynarki i jednocześnie czy jeśli ubierze sweterek Diverse, to będzie to spójne estetycznie - no i najważniejsze - czy to spodoba się Ani!? Było kilka innych takich faz - on świata poza Anią nie widział. Wszystko dla Ani.

Jakiś czas potem przy butelce wódki ratowałem kolegę w desperacji - pytał: Co się stało? Dałem jej wszystko, robiłem dla niej wszystko. Zmieniłem dla niej wszystko - było tak wspaniale - o co chodzi. Co ona zobaczyła w tym pi****ym fagasie, że wymiękła dla niego. Przecież to burak - przecież on nie da jej tego co ja... nie rozumiem.

Szkoda, że wtedy byłem zbyt młody i głupi, aby rzeczywiście mądrze doradzić koledze: Sorry chłopie, też nie kumam tego, w głowie się twojej Ani poprzewracało...

Teraz wiem, że się myliłem - Ani się nic a nic nie poprzewracało!

Czego pragną kobiety?
Generalnie Stwórca wgrał do ich hardware jakiś skomplikowany system operacyjny, dość mało kompatybilny z naszym, więc nic nie jest tu takie jak się wydaje. Według mnie jednak, jeśli chodzi o faceta to:


One w większości mówią i marzą o takim facecie jak na zdjęciu powyżej (Wypisz wymaluj - kolega od ryżu). Dziwnym trafem lądując w ramionach (i łóżkach) takich kolesi jak ten poniżej:

Swoją drogą: Jeśli jeszcze nie poznaliście twardego charakteru i przygód Survivor Man'a - warto oglądnąć. Bear Grylls to przy nim jak kurczaczek przy jastrzębiu.

Kobieta NIE CHCE metroseksualnej ciamciaramci. To znaczy ona chce, bardzo chce - ale im bardziej chce, tym bardziej NIE CHCE. Rozumiecie koledzy :) to przecież bardzo logiczne :)

Ona CHCE faceta bezkompromisowego, zdecydowanego, który dokładnie wie czego chce i zmierzającego w jasno określonym kierunku.

Ona tak naprawdę NIE CHCE faceta zmieniającego dla niej jego dotychczasowe życie, zwyczaje, preferencje przekonania - mimo, że najczęściej świadomie lub podświadomie ona próbuje do tego doprowadzić (To ich wieczne gadanie, że "On się dla mnie zmieni", itp.).

Ale pamiętajmy, to tylko taki nieustający "shit test", aby się przekonać, czy jesteś miękki niczym bluszcz owijający się wokół drzewa, którym jest jej rzeczywistość - czy jesteś twardym podróżnikiem, który zabierze ją w swoją własną przygodę.

14 komentarzy:

  1. Fajny post. Czytałem z przyjemnością, aż się nagle skończył... Gdyby był sześć razy dłuższy, też bym przeczytał.
    Nie znalazłem jednak odpowiedzi na tytułowe pytanie. Czy coś przeoczyłem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie da się tego tematu ogarnąć w 1 poście. Poza tym on jest sam w sobie kontynuacją kilku innych - więc zapraszam skoro się podoba.

    Częściową odpowiedzią jest to: Aby uniknąć nerwów, trzeba zrozumieć pewne nieubłagane mechanizmy.

    Przez analogię: nie da się walczyć z prądem rwącej rzeki - trzeba z nim 'współpracować' aby się przeprawić - t5o ważna zasada w survivalu, jeśli już wspomniałem o bohaterze cyklu Survivor Man.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, baby to różniaste są. Ale do większości to, co tu wyżej napisane, pasuje. Gorzej jak trafi się baba z naprawdę silnym charakterem (nie mylić z babochłopem), a takich zwłaszcza tu u nas w górach jest dużo. I na śląsku ponoć też.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Shit test"-hmmm-widzie ze kolega czyta fora o PUA?Coz-pomijajac nieco zbyt wielkie wyobrazenia o sobie co niektorych "guru" warto czasem tak pozagladac i poczytac(choc trzeba sobie pewien filtr zalozyc bo oni tam WSZYSTKO widza od d.py strony a w zyciu czasem bywa nieco inaczej).

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, mimo ostrzeżenia, przeczytałam i trochę się usmarkałam ze śmiechu, że mogłabym marzyć o tym faceciku z różą i w koszmarnych retro okularkach :-)
    Z tą przygodą masz rację.
    Czekam na ciąg dalszy, rzeczywiście, było za mało i za krótko :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. marcin wiesmak

    Ja nawet czasu na zmiany nie mam ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem co to PUA jest, o "shit test" słyszałem gdzieś ostatnio w pubie (sporadycznie, tylko przy dużej okazji, ale zaglądam - np. dziś własnie wróciłem - jestem z górniczego rodu)

    Chodzi mi o to że niby kobiecie zależy, ale robi coś aby pokazać że niby nie zależy, aby sprawdzić czy masz cohones aby do niej podejść - chce z tobą pogadać, bardzo... bardzo, ale jakoś ni stąd ni zowąd mówi "spadaj koleś - gdzie startujesz"

    Jak się mylę - poprawcie.

    @Riannon - prawie taki jak ten facio - był autentycznie kumpel od ryżu - no bo Ania takich lubiła!!! Powaga.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Riannon + wszyscy:

    no sorry, następny post będzie akurat nie o męskości i kobiecości, ale o kalkulacjach użycia listw zasilających z wyłącznikami, które właśnie robię

    jakby nie było to blog o oszczędzaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. @admin

    Tak wlasnie-shit test to taki rodzaj sprawdzianu.PUA-to pick up artist-mozna o tym poczytac na forach o podrywaniu.Oni tam wlasnie takiej specyficznego slangu uzywaja(shit test,negi,openery,social proof itp itd)-widocznie te chlopaki co ich w pubie slyszales byli adeptami tej dziedziny.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem, adeptami sztuki picia piwa byli na pewno :)

    Tak czy inaczej dzięki, poszukam, poczytam (oczywiście jak Kobiety nie będzie w pobliżu, hehehe)

    OdpowiedzUsuń
  11. No, daruj...
    Gościu ze zdjęcia lepszy od B.G. ? Jakieś nieporozumienie :) Ten pierwszy to "ostrożny wegeterianin" - a B.G. komandos pełną gębą ( aż nieraz ciężko mi oglądać, na jakie korki się decyduje :)).
    A odnośnie kobiet... Żeby mi kobieta gadała, jak mam pachnieć... To już nie nic wspólnego ani z panem pierwszym, ani z B.G. Krótko mówiąc - to już nie jest nawet produkt "facetopodobny" :) Droga koleżanko - szukaj swego ideału :) A ja będę się bawił twoimi kopiami :)

    OdpowiedzUsuń
  12. B.G. to średniego formatu kaskader, showman, aktor, a nie żaden tam komandos. Bear Komandosa to ostatnio widział w Gdańsku w sklepie Żabka, dolna półka, obok dzbana owocowego - jak kręcili sceny w stoczni.

    Wszystko u Beara ubezpieczane, przećwiczone, zabezpieczone, przesymulowane. Odcinki nawet nie są kręcone sekwencyjnie.

    Kilka shotów w improwizowanym szałasie przy -20 stopni a reszta nocy w ogrzewanej przyczepie - ot. taki z tego survival - jak z koziej d**y trąbka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej - "Admin R-O blog"...
    Może i tak jest jak piszesz ( ubezpieczane, przećwiczone, zabezpieczone, przesymulowane ) - ale i tak ciarki przechodzą :) Jak choćby skok na lianę nad jakąś jukatańską jaskinią i obijanie się o ściany...
    Jasne - dla mnie survival to unikanie zbędnego ryzyka w nowym otoczeniu - ale to co robi ten kontrkandytat dla Gryllsa - to jest szkółka niedzielna dla podstarzałych hippisów ( moja opinia ). Jednak B.G. zdecydowanie lepiej się ogląda :)
    Ps "Kilka shotów w improwizowanym szałasie przy -20 stopni a reszta nocy w ogrzewanej przyczepie - ot. taki z tego survival - jak z koziej d**y trąbka. "
    Adminie - dlatego tak fajnie się B.G. ogląda - ja na "Survivor Man" usypiałem - wiem, że tak to wygląda w praktyce... Ale Superman is Superman ( B.G.). Pzdr - wiem o co Tobie chodzi - i masz w pewien sposób rację :) Ale mimo wszystko ja bym się nie rzucił na tą lianę nad jukatańską jaskinią ( i Survivor Man też :)).
    Ps Myers rządzi.
    Pozdrawiam znawcę survivalu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, ja też Cię rozumiem w pewien sposób. B.G. się podoba ludziom.

    Ale jak np. oglądałem Battlestar Galactica, to nie raz mnie ciarki przechodziły przy rewelacyjnych scenach walk w przestrzeni. Ale ile w tym realizmu?

    W prawdziwym survivalu nie chodzi o to, aby robić cyrkowe sztuczki z lianą. Wiele rzeczy, które robi B.G. w towarzystwie kwitujemy śmiechem.

    W survivalu chodzi o to, aby przetrwać / dotrzeć do określonego punktu - osiedli ludzkich, własnych oddziałów, itp. - wykonać zadanie. Cwaniakowanie i zgrywanie się to pierwszy krok do przegranej.

    OdpowiedzUsuń