Wyprowadzka na wieś - kobieta i samochód
Dziś porozmawiamy o komunikacji na w wsi w aspekcie ciekawej kombinacji: kobieta+samochód. Otóż zauważyłem, że wiele Pań na wsi (mam to też w rodzinie) samochodem nie jeździ. To źle.
Moje zdanie jest takie - kobieta ma jeździć! Jeśli ja sobie chce na jakimś wyjeździe wypić piwo - to co? Pierwszą rzecz którą zrobiłem jak już mój związek z moją Kobietą stał się bardziej ugruntowany - to przyuczenie jej do jazdy samochodem. Kosztowało mnie to zdezelowanie hamulca ręcznego (i auta w ogólności), trochę nerwów i adrenaliny - ale zdała już za 2gim razem.
Historia z mojej rodziny: matka i ojciec wyprowadzili się pod miasto - na wieś podmiejską - od biedy do miasta można dojść pieszo. Matka się zaparła na jazdę samochodem na zasadzie: nie - bo nie, i koniec. Mój ojciec jest już w wieku, gdzie wizyta w szpitalu nie jest niczym szczególnym (najczęściej na szczęście, fałszywe alarmy), serducho już nie te. Poza tym kupę drobnych pierdół i spraw.
W razie czego ja mam dojechać ok 6-7km z miasta robić za szofera - a zwykle nie mogę - zawołanie taksówki zamiast mojej pomocy to wielki dyshonor i powód dąsania się na mnie na wiele miesięcy (nie ważne, że potencjalne taxi kosztuje znacznie mniej niż moje straty w razie robienia za szofera, w sprawie "medycznej" rzucam wszystko i jadę, ale do różnych popierdólek jeździć nie będę!).
Inna sytuacja była na wsi w domu letniskowym - byłem 100km dalej - a ojca raz chwyciło serducho, innym razem rwa kulszowa (przeforsował się przy pracach ogrodowych). Masakra - rodzina uziemiona, zero mobilności, problem z dojazdami do szpitala do ojca, problem z zaopatrzeniem, nie mówiąc już o samej sytuacji, kiedy nie wiadomo co robić - wołać karetkę czy pędzić samochodem jak najszybciej na pogotowie. Na szczęście sąsiad pomógł - ale co gdyby był akurat na wyjeździe? A kobiety u sąsiada są także niemobilne!
Powiem tak - szczerze - kobieta na wsi bez prawka... jak dla mnie w razie czego... nieźle przechlapane...
Jeśli mogę coś Paniom doradzić jako praktyk, sezonowy wiochmen: Róbcie prawko powoli, uczcie się, a póki co jak najszybciej jakiś pojazd motorowy bez wymaganego prawka kupcie i proszę jeździć! Nie zrzucać wszystkiego (np. podjechanie do miasteczka "po waciki") na barki waszych facetów.
Moje zdanie jest takie - kobieta ma jeździć! Jeśli ja sobie chce na jakimś wyjeździe wypić piwo - to co? Pierwszą rzecz którą zrobiłem jak już mój związek z moją Kobietą stał się bardziej ugruntowany - to przyuczenie jej do jazdy samochodem. Kosztowało mnie to zdezelowanie hamulca ręcznego (i auta w ogólności), trochę nerwów i adrenaliny - ale zdała już za 2gim razem.
Historia z mojej rodziny: matka i ojciec wyprowadzili się pod miasto - na wieś podmiejską - od biedy do miasta można dojść pieszo. Matka się zaparła na jazdę samochodem na zasadzie: nie - bo nie, i koniec. Mój ojciec jest już w wieku, gdzie wizyta w szpitalu nie jest niczym szczególnym (najczęściej na szczęście, fałszywe alarmy), serducho już nie te. Poza tym kupę drobnych pierdół i spraw.
W razie czego ja mam dojechać ok 6-7km z miasta robić za szofera - a zwykle nie mogę - zawołanie taksówki zamiast mojej pomocy to wielki dyshonor i powód dąsania się na mnie na wiele miesięcy (nie ważne, że potencjalne taxi kosztuje znacznie mniej niż moje straty w razie robienia za szofera, w sprawie "medycznej" rzucam wszystko i jadę, ale do różnych popierdólek jeździć nie będę!).
Inna sytuacja była na wsi w domu letniskowym - byłem 100km dalej - a ojca raz chwyciło serducho, innym razem rwa kulszowa (przeforsował się przy pracach ogrodowych). Masakra - rodzina uziemiona, zero mobilności, problem z dojazdami do szpitala do ojca, problem z zaopatrzeniem, nie mówiąc już o samej sytuacji, kiedy nie wiadomo co robić - wołać karetkę czy pędzić samochodem jak najszybciej na pogotowie. Na szczęście sąsiad pomógł - ale co gdyby był akurat na wyjeździe? A kobiety u sąsiada są także niemobilne!
Powiem tak - szczerze - kobieta na wsi bez prawka... jak dla mnie w razie czego... nieźle przechlapane...
Jeśli mogę coś Paniom doradzić jako praktyk, sezonowy wiochmen: Róbcie prawko powoli, uczcie się, a póki co jak najszybciej jakiś pojazd motorowy bez wymaganego prawka kupcie i proszę jeździć! Nie zrzucać wszystkiego (np. podjechanie do miasteczka "po waciki") na barki waszych facetów.
Warto jeszcze dodać - spotkałem się także z tym, że często Panowie uziemiają swoje żony (nieee, nie idź na kurs! ja cię będę woził!) celowo.
OdpowiedzUsuńNajczęściej obawiają się, że żona im się puści z innym.
Ja sobie myślę, że jak będzie się bardzo chciała puścić z fagasem - to i puści się bez prawa jazdy.
A blokowanie kobiecie prawa jazdy - to takie kopanie dołka pod sobą.
Bez prawa jazdy i _samochodu_ na wsi jest się praktycznie inwalidą. Jak kobieta ma dojeżdżać do pracy? Rowerem, nierzadko dziesiątki km po śniegu? :)
OdpowiedzUsuńCo innego jak ktoś mieszka w miejscu świetnie skomunikowanym, autobusy i pociągi pod ręką. Wtedy można odstąpić od zasady jeden samochód na jednego członka rodziny, ale prawo jazdy i tak powinien każdy mieć.
no, najgorsze jest dla mnie dorabianie do tej niemobilności, jak mówisz motoryzacyjnego inwalidztwa, różnych ciekawych tłumaczeń filozoficznych czy szczytnej ideologii np. jakieś wege-eko-sreko, a z tym się spotkałem.
OdpowiedzUsuńjakie to szczęście, że od zawsze mam prawko i mieszkam na wsi :DDDDDDDDDD
OdpowiedzUsuńkobieta nowoczesna :)
OdpowiedzUsuńi tak trzymać :)
Mezyczyzna bez prawa jazdy to tez "kaleka" ;-) Wtedy wszystko zostaje na babskiej glowie i nie ma zadnej taryfy ulgowej, wszystko trzeba zalatwic samemu.
OdpowiedzUsuńkolejny odświeżony post sprzed ponad roku - tym razem w kontekście wiejskim
OdpowiedzUsuńMoi rodzice są niemobilni (więc znam ten ból, teściowie również!), ale pierwsze co mój ojciec zrobił, to wysłał mnie w wieku 18 lat na prawko, mimo iż mieszkają w mieście i rzeczywiście wiele kobiet w mieście nie ma prawa jazdy, ale to co mnie zaskoczyło na wsi, to to że większość pań i to w różnym wieku ma! a jeśli nie to robi bez względu na wiek. Kobiety nie mają z tym na wsi problemu, ponieważ i tak traktor prowadzą, więc jeżdżą na co dzień, tak więc moje obserwacje są całkowicie odmienne od Twoich, co mnie dziwi i zastanawia, ciekawe... tak się jeszcze zastanawiam nad kobietami, które znam na wsi - tak, większość prowadzi samochód.
OdpowiedzUsuńAch, może dodam jeszcze, że ja na rolniczej wsi mieszkam, gdzie każdy coś uprawia i ma pola, siedlisko, które kupiliśmy jest otoczone samymi polami, co za tym idzie znam wszystkie odmiany gnojówki...
OdpowiedzUsuńto jest obserwacja ze wsi takiej bliższej miastu/miasteczku, do kilkunastu km ogólnie
OdpowiedzUsuńmyślę po twoim komentarzu, że gospodynie o których piszę żyją bardziej po miejsku
jedna czy druga emerytka całe życie miała autobus zakładowy do pracy więc po co było robić prawko - a inne przypadki - tak jakoś wyszło
Ach... znowu straciłam swój cenny czas... Miałam nadzieję, że przeczytam tu coś mądrego i ciekawego od Riannon, bo bez niej ten blog to po prostu klapa :/ Następnym razem spojrzę kto dodał wpis zanim go przeczytam. Ręce opadają i cała reszta też ;)
OdpowiedzUsuńP.S. Żeby nie było wątpliwości ;)... mam prawo jazdy ;)