środa, 7 listopada 2012

Znaczenie marki i eleganckiego wyglądu w biznesie.

Ten post pierwotnie miał trafić na http://zalozenie-firmy.blogspot.com/ czy nawet http://realny-minimalizm.blogspot.com/, ale...

OK, wklejamy tutaj, na główny blog!



Jako dorabiający student z aspiracjami obserwowałem kolegów i koleżanki i zacząłem snobować się na wielkiego biznesmena, mimo iż to nie miało pokrycia w rzeczywistości (jak z reszta u rówieśników).

A więc ważne było, aby na biurku czy w boksie biurowym (najpewniej w uczelnianej czytelni) rozłożyć...
- markowy długopis lub ekskluzywne pióro, wyjmowane z gustownego etui,
- obok musiał leżeć elegancki planner z najnowszej linii biznesowej,
- następnie markowy, dobrej klasy kalkulator,
- kiedy pojawiły się komórki, oczywiście w miarę nowoczesny (czyli w tym przypadku najlepszy) telefon,
- do tej czytelni musiałem dotrzeć ubrany formalnie, lub półformalnie (dobry garnitur - często),
- całości dopełniały markowe buty...
-...oraz markowy płaszcz z wielbłądziej wełny, markowy szal, markowa czapka czy kaszkiet....

Słowem pełen szał i pełen wypas.

Ale mówiąc wprost, ten cały lans przykrywał (w sensie finansowym i biznesowym) niewiele więcej niż goły studencki tyłek!

Parę lat później robiąc za całkiem akceptowalne pieniądze zlecenia  dla jednej czy drugiej wielkiej firmy w swoim własnym biurze pomyślałem o tym okresie i rozejrzałem się naokoło.

- pod ręka leży zwykły długopis z kiosku a w plastikowym kubku kilka innych długopisów reklamowych zazwyczaj sprezentowanych przez kontrahentów,
- planner z supermarketu za 8,99 zł w skajowym etui,
- prosty kalkulator - reklamówka, znów prezent od klienta,
- komórka najprostsza typu mała stara nokia - byle dzwonił i trzymał akumulator,
- siedzę sobie ubrany w jakieś dżinsy i koszulkę,
- buty, właściwie najpewniej jakieś sandały, bo tak najwygodniej,
- na wieszaku wisi polar i kurtka turystyczna i to niekoniecznie najmodniejszej w sezonie firmy górskiej czy sportowej...

...a tak w ogóle siedząc wtedy miałem nogi wywalone na biurko i generalnie głęboko w poważaniu ten cały biznesowy bajzel, prawdę mówiąc dla jednego czy drugiego klienta mógłbym wyglądać nawet jak Ghandi po wyjściu z kąpieli w Gangesie... co prawdę mówiąc także się zdarzało... bo nie raz "byłem" na ważnej telekonferencji w samych majtkach i skarpetkach... a co... ciepło było...

Klientowi, jednemu czy drugiemu, zależało głównie na tym, aby zlecenia były w terminie, tanio i żeby jak najdłużej móc opierdzielać się z terminowymi płatnościami. Innemu kontrahentowi zależało głównie na tym by przed piątkiem godz 17.00 oddelegować mojej firmie jak najwięcej zaległych spraw i nie siedzieć w biurze ani sekundy więcej, tylko jak najszybciej wylądować na jakiejś imprezie i upić się po tygodniu pełnym stresów.

Wszystkie zewnętrzne znamiona biznesowe, o których wspomniałem nie miały najmniejszego znaczenia w tamtej sytuacji, przez pewien czas nawet z rozpędu utrzymywałem "starą infrastrukturę" potem nie miało to czasu i sensu... pozerstwo przestało mnie interesować... moja uwaga skupiała się na tym, aby wygospodarować jakiś czas na własne życie i choćby odrobinę treningu, by do reszty nie skapcieć w tym biznesowym bagnie!

Nadęta żaba w swoim bagnie.

Dobra moi drodzy, o czym jest ten artykuł? Czy mówię wam, że macie robić swój biznes w sandałach i szortach? NIE! (chyba, że bardzo tego chcecie!), czy mówię wam, że możecie zaniedbywać swój wizerunek w biznesie? NIE! (to w gruncie rzeczy niebezpieczne, iść pod prąd wbrew stadu), czy mówię wam, że macie wyrzucić garnitury, krawaty, markowe sprzęty i cały lans w dążeniu do jakiegoś realnego minimalizmu? NIE! (zamiast wyrzucać, lepiej wykorzystać).

Ten artykuł jest o tym, jak pewne rzeczy mogą się przewartościować i stracić znaczenie, a całe to pompatyczne profesorskie ględzenie o robieniu biznesu może zostać zastąpione prawdziwym robieniem biznesu.


6 komentarzy:

  1. haha, ostatnie zdjęcie to piękne podsumowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za dedykację :-) Byłam niegdyś bezlitosna dla takiego profilu facetów, jaki opisujesz, ale już sobie dawno odpuściłam. Niestety, ludzie mają tendencję do podążania za stadem i tylko nieliczni są w stanie wyłamać się z tego schematu. Twoja branża pełna jest takich nadętych typków, którzy wyżej srają niż dupę noszą (przepraszam za dosadność, ale nie umiem tego inaczej nazwać). Myślę, że człowiek, który zna swoją wartość i żyje w zgodzie ze samym sobą (i jest mu ze sobą po prostu dobrze) nie potrzebuje tego typu chorego lansu. Nie mówię tutaj, że ma nie być ogarnięty i elegancki, bo jak wcześniej gdzieś pisałam, świadczy to o szacunku do siebie i otoczenia. Mówię tutaj o tym całym koszmarnym pozerstwie, którego pełno dookoła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Największe znaczenie ma spójność - jak ktoś jest gołodupcem a wozi się w garniaku od Zegny, to szybko wyjdzie na wierzch jego pozerstwo. Natomiast jak widać niektórych polityków lub ludzi "wielkiego biznesu" w za wielkich, poliestrowych garniturach, z tandetnymi krawatami, to także budzi pewien niesmak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, aby starając się dojść do jakiegoś luksusowego wizerunku przypadkiem nie osiągnąć "efektu akwizytora"

      tak czy inaczej ja np. nawet w kontaktach biznesowych/formalnych od lat nie noszę krawata

      Usuń