środa, 30 stycznia 2013

Kontestacja marki, lansu i pozerstwa. Pozory i fakty. Czy markowe ciuchy czynią nas lepszymi?

Dzisiejszy post jest zainspirowany dyskusją i postem, gdzie opisałem Poznań i poznańskie nastawienie na lans i kasę, z perspektywy mieszkania i pracy przez ponad 10 lat w stolicy Wielkopolski.

Jeszcze raz mówię, wiem, że takimi szczerymi postami mogę urazić tego czy owego, ale moi znajomi z Poznania, jeśli stali się moimi znajomymi i polubili mnie, to właśnie za szczerość i mówienie co myślę, bez ściemy... mam nadzieję, że za to też lubią mnie czytelnicy R-O.

Koleżanki w dyskusji napisały:

"...To zależy od postrzegania świata i preferowanych wartości u każdego z nas. Szpaner ciągnie do szpanera, zarozumialec do zarozumialca, a ludzie ceniący życie, człowieka, rodzinę, wolność i radość dogadają się z każdym i wszędzie, bo to mądrzy ludzie..."

"...Podzielam zdanie:)
I w 100% Autor wpisu tak opisuje Poznań jak sam je postrzega..."


Nie oddam istoty całych komentarzy, więc po prostu zapraszam do źródła... rozumiem, jednak aluzję, że być może postrzegam tamtejszy lans, bo sam pragnę lansu (Co jak co pewnego lansu tego bloga pragnę na pewno! Czy ktoś w to wątpi?).

Trudno mi polemizować z czymś takim, natomiast napisze wam coś fajnego (no może dla niektórych, smutno podsumowującego rzeczywistość). 



Między innymi właśnie w Poznaniu zetknąłem się z ludźmi ceniącymi wolność, niezależność, mającymi w pogardzie cały ten wielkomiejski, poznański lans!

Dla niektórych poznanych ludzi mdlenie i podniecanie się markami typu Prada, Zara czy inna Srara lub 4you to poniżej godności, obciach i tani lans. Dresy Adidasa i buty Nike to był obciach i oznaka dresiarstwa. Marka, znaczek i etykietka popularnej firmy to obciach. Środowisko kontestowało i tworzyło pewną kontrkulturę... liczyło się wzajemne towarzystwo, gitara i wyjazd w góry... wspinaczka, zdobycie szczytu, pobyt w schronisku.

I przy tym pobycie w schronisku i górach kryło się coś dla mnie groteskowego! Ludzie kontestujący wyścig szczurów i markę kilka razy okazali się centralnie zaświrowani na punkcie Alpinusów, Bergsonów, Wolfskinów czy innych super-hiper ekskluzywnych marek turystycznych. No bo przecież w schronisku czy na szlaku trzeba się pokazać! Takie mniej więcej teksty słyszałam nie raz.

Po mieście można było też chodzić w glanach, jeansach i jakiejś bluzie, pod warunkiem, że glany to były oryginalne Martensy, jeansy Lee a bluza Alpinusa! Oczywiście dalej wielki śmiech z użytkowników Adidasa i młodych yuppie w gajerkach, dalej to ostentacyjne stawianie się poza wyścigiem szczurów i tą chorą gonitwą za kasą...

...jednak zgięło mnie jak kontestująca przyjaciółka dziewczyny nie wykupiła obiadów na uczelni i wpierniczała ze dwa miesiące tylko kanapki, aby kupić glany... oczywiście nie zwykłe, ze sklepu harcerskiego/militarnego, ale oryginalne Martensy z ekskluzywną metką, droższe o ponad 100% od zwykłych... na moje zdziwienie tekst: No bo to przecież Martens, ty tego nie zrozumiesz!

Zgięło mnie, jak ktoś z ekipy skrytykował kurtkę i polar z Campusa, które kupiłem z uwagi na stosunek jakość/niska cena... tyle że to było tuż po tym jak Campus wszedł na rynek i przez śwodowisko był traktowany mniej więcej tak jak jakiś "Active" z supermarketu czy "Outdoor Trecking" z popularnego dyskontu - czyli bardzo źle. (Bo w tym się nie da pokazać na szlaku!)


Środowisko kontestujące i sprzeciwiające się kasie, lansowi, wyścigowi szczurów... było dokładnie tak samo mentalnie zaklinowane na punkcie marki oraz image, tylko nieco w innym wariancie mody, sprzętu turystycznego, rowerowego, itp., po prostu w innej subkulturze.

To tak samo jak w dyskusjach z niektórymi kontestującymi minimalistami (choć już bardziej międzynarodowo niż w PL) zaczynającymi minimalistyczną, listę 100 przedmiotów od iPada, iPoda, iPhone oraz laptopa Macintosh... no bo przecież minimalizm, minimalizmem, ale marka i wizerunek się liczy...



Po prostu powiedzmy sobie szczerze - 80-90% ludzi, i to obojętnie w jakiej subkulturze jest - jest zaklinowana mentalnie na takie pojęcia jak marka i lans, mimo, iż czasem temu gorąco zaprzeczają! (W opisywanym Poznaniu ten odsetek jest mam wrażenie wyższy, no powiedzmy 95%.)

No ale co ja, szaraczek, poniżający się w "towarzystwie" traperami Outdoor Trekking*, kurtką Active*, bojówkami F&F* i akcesoriami firmy No-Name* może wiedzieć o modzie i lansie... i po co taki jak ja się w ogóle odzywa... niech siedzi cicho i lepiej pisze na bogu na temat, bo....

(* = bezfirmowe ustrojstwo, w którym nie wypada pokazać się w schronisku)

...no i przecież wiadomo, że miotam się dlatego, że nie mam iPhone i PowerBooka, więc nawet nie jestem prawdziwym minimalistą, a przecież ludzie, którzy są przeciwko "marce", głośno krzyczą tylko dlatego, że ich na nią nie stać.... no nie?  :-P


16 komentarzy:

  1. Markowe produkty to dla mnie jakosc a nie lans. Aczkolwiek mozna znalezc nie markowe zadowalajacej jakosci. Ale trzeba poszperac poszukac itd a ja nie znosze zakupow.
    Moje dobrej jakosci markowe ciuchy kupione 15 lat temu wygladaja jak nowe. Buty tez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie też markowe produkty to jakoś nie lans, do chwili kiedy nie posiadając ich słyszę od ich posiadacza "chłopie, ty się chcesz w tym pokazać w schronisku? no nie bardzo", lub widzę inne mentalne zaklinowanie na marce

      swoją drogą, moje "trekking outdoor", czyli bezfirmowe buty trekingowe z supermarketu służą mi już 8 rok, stan bdb, kosztowały ułamek ceny firmówek

      Usuń
    2. wklejam tu także odpowiedź - z KZ - jedna z koleżanek napisała tam zamiast tutaj:

      no właśnie to powtarzanie, że marka niesie jakość to także rodzaj zaklinowania na marce, które krytykuje

      niestety nie zawsze niesie - zdarzało mi się i zdarza, że markowe nie zawsze znaczy dobre (dobre w sensie pokazana się na schronisku, owszem)

      w tej chwili rdzewieją mi stalowe otwory na sznurówki, w sportowych butach znanej firmy - tanie wycieruchy chińskie trzymają się nadal

      natomiast kupując z głową i oceniając jakość wykonania i materiału jestem w stanie kupić dobrze

      oczywiście - można kupić niefirmowe buty, które rozpadną się szybko, i można kupić niefirmowe (tzn. mało znanej lokalnej wytwórni) które wytrzymają lata

      jednak jeśli ktoś ma łeb na karku, wystarczy popatrzeć na klejenia, materiały, itp. - to widać

      od kilkunastu lat noszę ten sam niefirmowy plecak, który kosztował 50% mniej niż Alpinus - przejechał ze mną całą Europę, góry, od lat służy jako torba treningowa, rzucana, kopana, poniewierana - stan idealny, zero ekskluzywnej metki

      W tanim Campusie, który koleżanka zjechała na KZ, kupionym lata temu nigdy nie puściły, szwy, nigdy nie przeciekał, nigdy się nie rozszedł - natomiast co się nasluchalem w środowisku jaki to niefirmowy szajs? uff, itp. po grubo ponad 10 latach zestaw intensywnie uzytkowany słuzy dalej, tym razem Ojcu na wsi, przy pracach na zewnątrz np. odgarnianiu śniegu, rabaniu, noszeniu drewna - Ojciec nie narzeka

      Usuń
  2. Zaraz, zaraz... Campus jest be, Alpinus jest trendy?
    Mam odzież i sprzęt obu marek - i obie należą do tej samej firmy Euromark Polska :P Wiem, bo z tej firmy przychodziły mi pocztą wszystkie zamówienia Campusa i Alpinusa.
    Notabene - Euromark Polska ogłosił upadłość 3. stycznia br.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piszę o sytuacji sprzed lat, obecnie noszę bezfirmówki turystyczne

      Usuń
  3. U nas w Krakówku podobnie. Lans, lans i jeszcze raz lans. Mnie nie interesuje, że etykietka jest z Zary czy M&S, ale jakość. Unikam jak zarazy wszelkich "wielgachnych" napisów na ubraniach typu "Patrzcie kupiłam sobie markowego T-shirta za 2 setki". A na ludzi obnoszących się "lansjerstwem" patrzę trochę jak na pajace z cyrku. Ubranie ma spełniac swoją funkcję, sprzęt również. Za jakość zapłacę i dopłacę, ale za samo posiadanie markowego szlaczka to zupełnie nie warto.

    A tak na marginesie. Zauważyłeś, że osoby kreujące się na wegetarian noszą zwykle solidne, skórzane buty? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z ostatnim masz rację, nie raz to krytykowałem, były nawet flame gdzieniegdzie i obrażanie się niektórych wegetarian

      Usuń
  4. 3-grosze dołożę ;)
    jakoś produktu można ocenić wizualnie/organoleptycznie i jak tak robię ...
    Dla mnie lans i marka to coś nie tak z osobowością ;)
    sztuczne dmuchanie/podnoszenie poczucia własnej wartości ;) - jak ktoś to musi robić to niech robi ;) -
    Jak ktoś nie musi to jest ponad tym ;) to jeszcze lepiej.
    Każdy robi to co chce ...
    Sam mam troszkę niefirmowych i troszkę firmowych ale kieruję się głównie ceną i funkcjonalnością ....
    Kiedyś nie było żadnych woterpufów/super oddychających samo-schnących itp ...
    ale porządna dobra bawełniana lub lniana naturalna odzież - a teraz ..... masakra

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa dyskusja. Lans jest be i to nie podlega dyskusji. Produkty markowe-znanych firm często przedstawiają lepszą jakość lecz nie koniecznie. Nie wspomnieliście jeszcze o wyglądzie - odczuciach estetycznych, bo nawet jeśli buty są teoretycznie super ekstra i nie podchodzą mi stylistycznie to ich nie kupię. Każdy ma jakiś styl swojego ubierania się, swoje zamiłowania stylistyczne - kolory itd. Są też zasady np. czarny pasek do czarnych butów kiedy ubieramy się formalnie. Więc wygląd zewnętrzny też swoje robi. Dodam jeszcze że im bardziej ekstremalne użycie tym lepiej iść w znane marki i wszelakie "systemy" o których wspomina :Jak Zloto:. Chodziłem po górach, grałem w kosza, w zimie uprawiam snowboarding a w lecie jeżdżę rowerem i żegluję. I na prawdę wodoodporność, oddychalność, odprowadzanie ciepła itd. mają znaczenie. Ale a propo dyskusji nie "bujam się" w sztormiaku Henri Loyda (za fortunę!) a wystarczy mi przemyślana kurteczka żeglarska od Campusa :) Ale niestety ciężko znaleźć coś w niższym progu cenowym - nie firmowym co nadaję się na wyczynowe warunki.

    Osoba biegająca weekendami będzie miała inne odczucia jak biegająca codziennie dwa razy. Wpływ może mieć np tempo, buty mogą wytrzymać 10 lat truchtania ale nie wytrzymają roku sprintów. Trudno dyskutować o tym co jest lepsze, i czy marka bierze górę nad "no name" w kategorii cena/jakość. Zbyt wiele zmiennych czynników. Ja np. jestem ciężki, poza tym często nie udaje mi się zmienić butów w locie żeby ich oszczędzić. I bardzo buty rozbijam, dochodzą wady nóg itd. i po dłuższym czasie robię się "szmatławce". Taka już przypadłość ;)

    PS. Moja dziewczyna zaczyna przygodę z nartami i kompletuje sprzęt. Buty używane od handlarza 100zł zamiast 500?, spodnie używka za pół ceny z lokalnych ogłoszeń 70 zamiast 140, kurtka z lumpexu 15zł zamiast 200+?, rękawiczki dostała pod choinkę (jestem zwolennikiem jak najbardziej praktycznych prezentów), gogle pożyczone i tylko kasku brakuje (market albo używka). MOŻNA TANIO WYGODNIE I MARKOWO.

    Kiedy ja zaczynałem przygodę z deską to miałem tylko buty ze sklepu nowe. Deska i wiązania z komisu zimowego. Kurtka codziennego użytku i spodnie dresowe ocieplane z bazaru. To tyle. Z roku na rok kompletowałem sprzęt i nauczyłem się go doceniać bo miałem dobre porównanie. Za to moja dziewczyna zaczyna już od niezłego oporządzenia ale tu już zachodzi idea racjonalnego oszczędzania i świadomego konsumenta :)


    PS2. Bardziej lubię się lansować że kupiłem coś tanio w lumpie i propagować oszczędzanie wszem i wobec :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzisz, tu nie chodzi tak naprawdę o marka/jakość, ale o to jakie mamy podejście do tego

      czy marka jest dla nas przedmiotem kultu i powodem do drwin z osób, które 'marki' nie noszą?

      ja się z tym podejściem nie raz spotkałem i dlatego marki nie lubię, mimo iż mnie na nią teraz stać

      Usuń
  6. Tylko teraz pytanie czy warto stworzyć w sobie niechęć do marki z powodu lansu czy po prostu używać produktów markowych bez utożsamiania się z lanserami i wywyższania się, bez zamykania ludzi ceniących markę w schematy? Coś jakby niepotrzebny ruch oporu, zbędny front. Bo to jak się człowiek ubiera i tak będzie zweryfikowane tym jak się zachowuje.

    To jest trochę jak "nie kupię sobie BMW bo w BMW śmigają same buraki".

    A nie lepiej: kupię sobie BMW bo to dobre auto (świadomy wybór), a to że nie jestem burakiem udowodnię swoim postępowaniem i zachowaniem. ( nie utożsamianie się z potencjalnymi użytkownikami)

    Dlatego uważam że znacząca niechęć do marki spowodowana przez użytkowników jest trochę na wyrost.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, nie ma co generalizować, zdarzają się ludzie ceniący markę, jednocześnie nie wywyższający się i nie poniżający osób, które marki nie noszą

      nie będę także wyrzucał ciucha, bo przypadkiem posiada on etykietkę, taką czy inną

      dokonując jednak wyboru konsumenckiego, jestem sceptyczny i niechętny tzw. "marce"

      Usuń
    2. Nie wiedzialam, ze srodowisko outdoorowe ma takie fiksacje na punkcie marek. Mnie w ogole nie interesuje co kto o mnie mysli, szczegolnie gdy jestem na urlopie czy wakacjach i podrozuje sobie. Ubranie i sprzet maja byc funkcjonalne i pasowac mi.

      Niedlugo bede miala ubaw, bo jade na wypad fotograficzny w zimne kraje z kims, kto "cywilnie" (poza praca) ubiera sie od stop do glow w C. Klein i H. Bossa. Ciekawe jakiej marki bedzie mial odziez zimowa, zeby byla godna zalozenia ;-)

      Usuń
    3. nie wypowiadam się i nie oceniam całego środowiska outdoorowego, ale fakt, bardzo dużo ludzi z tej ekipy jest zafiksowana na amen

      Richmond - który z twoich blogów mam dodać do blogrolla R-O?

      Usuń
    4. Moze http://contractorsdiary.blogspot.com/

      Jak ktos bedzie chcial uciec z PL do UK, to przyda mu sie :-)

      Usuń