Kontestacja marki, lansu i pozerstwa. Pozory i fakty. Czy markowe ciuchy czynią nas lepszymi?

Dzisiejszy post jest zainspirowany dyskusją i postem, gdzie opisałem Poznań i poznańskie nastawienie na lans i kasę, z perspektywy mieszkania i pracy przez ponad 10 lat w stolicy Wielkopolski.

Jeszcze raz mówię, wiem, że takimi szczerymi postami mogę urazić tego czy owego, ale moi znajomi z Poznania, jeśli stali się moimi znajomymi i polubili mnie, to właśnie za szczerość i mówienie co myślę, bez ściemy... mam nadzieję, że za to też lubią mnie czytelnicy R-O.

Koleżanki w dyskusji napisały:

"...To zależy od postrzegania świata i preferowanych wartości u każdego z nas. Szpaner ciągnie do szpanera, zarozumialec do zarozumialca, a ludzie ceniący życie, człowieka, rodzinę, wolność i radość dogadają się z każdym i wszędzie, bo to mądrzy ludzie..."

"...Podzielam zdanie:)
I w 100% Autor wpisu tak opisuje Poznań jak sam je postrzega..."


Nie oddam istoty całych komentarzy, więc po prostu zapraszam do źródła... rozumiem, jednak aluzję, że być może postrzegam tamtejszy lans, bo sam pragnę lansu (Co jak co pewnego lansu tego bloga pragnę na pewno! Czy ktoś w to wątpi?).

Trudno mi polemizować z czymś takim, natomiast napisze wam coś fajnego (no może dla niektórych, smutno podsumowującego rzeczywistość). 



Między innymi właśnie w Poznaniu zetknąłem się z ludźmi ceniącymi wolność, niezależność, mającymi w pogardzie cały ten wielkomiejski, poznański lans!

Dla niektórych poznanych ludzi mdlenie i podniecanie się markami typu Prada, Zara czy inna Srara lub 4you to poniżej godności, obciach i tani lans. Dresy Adidasa i buty Nike to był obciach i oznaka dresiarstwa. Marka, znaczek i etykietka popularnej firmy to obciach. Środowisko kontestowało i tworzyło pewną kontrkulturę... liczyło się wzajemne towarzystwo, gitara i wyjazd w góry... wspinaczka, zdobycie szczytu, pobyt w schronisku.

I przy tym pobycie w schronisku i górach kryło się coś dla mnie groteskowego! Ludzie kontestujący wyścig szczurów i markę kilka razy okazali się centralnie zaświrowani na punkcie Alpinusów, Bergsonów, Wolfskinów czy innych super-hiper ekskluzywnych marek turystycznych. No bo przecież w schronisku czy na szlaku trzeba się pokazać! Takie mniej więcej teksty słyszałam nie raz.

Po mieście można było też chodzić w glanach, jeansach i jakiejś bluzie, pod warunkiem, że glany to były oryginalne Martensy, jeansy Lee a bluza Alpinusa! Oczywiście dalej wielki śmiech z użytkowników Adidasa i młodych yuppie w gajerkach, dalej to ostentacyjne stawianie się poza wyścigiem szczurów i tą chorą gonitwą za kasą...

...jednak zgięło mnie jak kontestująca przyjaciółka dziewczyny nie wykupiła obiadów na uczelni i wpierniczała ze dwa miesiące tylko kanapki, aby kupić glany... oczywiście nie zwykłe, ze sklepu harcerskiego/militarnego, ale oryginalne Martensy z ekskluzywną metką, droższe o ponad 100% od zwykłych... na moje zdziwienie tekst: No bo to przecież Martens, ty tego nie zrozumiesz!

Zgięło mnie, jak ktoś z ekipy skrytykował kurtkę i polar z Campusa, które kupiłem z uwagi na stosunek jakość/niska cena... tyle że to było tuż po tym jak Campus wszedł na rynek i przez śwodowisko był traktowany mniej więcej tak jak jakiś "Active" z supermarketu czy "Outdoor Trecking" z popularnego dyskontu - czyli bardzo źle. (Bo w tym się nie da pokazać na szlaku!)


Środowisko kontestujące i sprzeciwiające się kasie, lansowi, wyścigowi szczurów... było dokładnie tak samo mentalnie zaklinowane na punkcie marki oraz image, tylko nieco w innym wariancie mody, sprzętu turystycznego, rowerowego, itp., po prostu w innej subkulturze.

To tak samo jak w dyskusjach z niektórymi kontestującymi minimalistami (choć już bardziej międzynarodowo niż w PL) zaczynającymi minimalistyczną, listę 100 przedmiotów od iPada, iPoda, iPhone oraz laptopa Macintosh... no bo przecież minimalizm, minimalizmem, ale marka i wizerunek się liczy...



Po prostu powiedzmy sobie szczerze - 80-90% ludzi, i to obojętnie w jakiej subkulturze jest - jest zaklinowana mentalnie na takie pojęcia jak marka i lans, mimo, iż czasem temu gorąco zaprzeczają! (W opisywanym Poznaniu ten odsetek jest mam wrażenie wyższy, no powiedzmy 95%.)

No ale co ja, szaraczek, poniżający się w "towarzystwie" traperami Outdoor Trekking*, kurtką Active*, bojówkami F&F* i akcesoriami firmy No-Name* może wiedzieć o modzie i lansie... i po co taki jak ja się w ogóle odzywa... niech siedzi cicho i lepiej pisze na bogu na temat, bo....

(* = bezfirmowe ustrojstwo, w którym nie wypada pokazać się w schronisku)

...no i przecież wiadomo, że miotam się dlatego, że nie mam iPhone i PowerBooka, więc nawet nie jestem prawdziwym minimalistą, a przecież ludzie, którzy są przeciwko "marce", głośno krzyczą tylko dlatego, że ich na nią nie stać.... no nie?  :-P


Popularne posty z tego bloga

Jak sprzedać niepotrzebne przedmioty?

Oszczędny przepis: serca drobiowe dla smakoszy

Polsat cyfrowy - multiroom - problemy i pozorna oszczędność?