Czy grać czy nie grać w gry losowe? To pytanie zadaje sobie wiele osób, które na co dzień starają się oszczędzać - jaka jest logiczna odpowiedź? Nie grać. Mimo to przy każdych większych kumulacjach Lotto pod kolekturami ustawiają się całkiem widoczne kolejki. Przegrywamy dużo Wyobraźmy sobie, że konsekwentnie obstawiamy tylko jeden zakład - ulubiony zestaw cyfr w Lotto. Są 3 losowania tygodniowo, daje nam to średnio 504 zł rocznie wydane na zakłady. Z uwagi na symboliczne wygrane niższego stopnia, nie liczyłbym na zbytni zwrot z tej inwestycji. Główna wygrana jest kusząca, ale szanse trafienia ekstremalnie niskie. Tradycja Mimo wszystko obstawianie totka to w wielu domach niemal święta tradycja, namiastka wielkich emocji, temat rozmów, więź łącząca stare i nowe pokolenie graczy-analityków-matematyków, dyskutujących nad nowymi kombinacjami. Rzecz, która nie rządzi się logiką a emocjami. W podobnych przypadkach rzucam propozycję, aby przerzucić się na grę w Express Lotka / Mini ...
W ostatnich wpisach dominują gorzkie spostrzeżenia na rzeczywistość, jednak z pełną świadomością decyduję się je publikować. Oczywiście jeden z czytelników dostrzeże w tym narzekanie i zgorzkniałość, inny natomiast pewną analizę sytuacji i cenną wskazówkę, jakich błędów nie popełniać. Wybór - jak na to patrzeć i jak skorzystać z tych postów - należy do danego czytelnika. Ja osobiście próbuję zajmować się własną działalnością i drobnym biznesem od zawsze, bodajże od 1 klasy szkoły średniej jakieś dziubanie, jakieś pomysły, jakieś biznes plany... natomiast ja jestem synem klasy robotniczej, a nie dzieckiem "prywaciarzy" i prawda jest taka, że wszystkiego w biznesie musiałem i muszę uczyć się sam, czasem na własnych błędach - nikt mnie niczego w tej dziedzinie nie nauczył. Stąd nieuniknione błędy na drodze do "biznesowej dojrzałości" (może koło 40-stki w końcu zmądrzeje, hehehe) oraz wnioski, które niektórzy mogą uznać za zgorzkniałość. Jestem niepokonanym, dumnym ...
Na życzenie czytelnika publikuje kilka zasad - pochodzą one od kolegi, który osobiście pracował w branży. Niektóre hardkorowe historie, którymi się ze mną dzielił nie nadają się na bloga, od niektórych autentycznie co wrażliwsi z was by się powymiotowali. Zatem do dzieła, tak kulturalnie jak się da: 7 zasad krytycznych: Pierwsza zasada - nie zamawiamy "dania dnia", "szef kuchni poleca", żadnych "promocji", itp. To szczególnie te dania, które są wypisane kredą lub markerem na tablicy, niezależnie od wydrukowanej stałej karty. Czy muszę pisać o co chodzi? Czy jesteście na tyle obeznani, aby już wiedzieć? :) Druga zasada - generalnie uważamy na wszelkie mięso. Jednak absolutnie nie jemy nic mielonego, miksowanego, itp. Nie jemy żadnych gulaszy, a choćby przykładano nam pistolet do głowy, nie jemy sosu bolońskiego (!!!) ani żadnego sosu z drobno pokrojonym mięsem. Od czasu jak regulacje UE zabroniły skarmiania świń resztami - zjawisko kreatywnego wykorz...
Komentarze
Prześlij komentarz