Dawno przeczytane już książki, bibeloty, nieużywana elektronika, meble, kolekcje, które się nam już zupełnie znudziły – to wszystko zagraca nasze mieszkanie, obrasta kurzem i zabiera cenną przestrzeń (cena m2 mieszkania nie należy chyba do najniższych), a przecież można sprzedać nasze graty, albo zamienić na coś równie cennego? Dobre relacje cenniejsze niż złoto? Taki pogląd nie raz pojawił się w kilku dyskusjach na moim profilu FB i rzeczywiście, pomyślmy ile firmy wydają na promocję, gadżety i upominki firmowe, kolacje dla kontrahentów… wszystko po to, aby utrzymać dobre relacje. Owszem, sprzedałem w necie niektóre z moich książek, czy oryginalnych DVD, ale też zrobiłem z nich nie raz upominek dla kontrahentów: -… tak przy okazji, słyszałem, że lubi Pan gatunek Science Fiction? – A tak, w rzeczy samej. – Tak się składa, że z powodu przeprowadzki po prostu rozdaję moją kolekcję książek rodzinie i dobrym znajomym , proszę niech Pan zerknie, mam tu na półce kilka pozycji, proszę so...
Znajoma szwagra nie miała pracy, szukała jej już ponad pół roku albo i dłużej, bez efektu. Dziewczyna młoda, ładna, kumata, bez widocznych przeciwwskazań do zatrudnienia np. w roli sprzedawczyni, itp. Rodzina jednak już powoli miała dość jej bezrobocia i związanego z tym deficytu finansowego. Brat dziewczyny załatwił jej w końcu wejście na rozmowę kwalifikacyjną w jednym z salonów komórkowych - miasto małe, posad aż tyle nie ma, więc i ta praca byłaby atrakcyjna - na pewno o niebo atrakcyjniejsza niż siedzenie na garnuszku u mamusi. Rozmowa kwalifikacyjna odbyła się, wszystko w porządku, stanowisko prawie pewne (znajomi znajomych, itp.) i pada ostatnie pytanie: "Za jakie wynagrodzenie chciałaby Pani tu do nas przyjść?" Dziewczyna odpowiada, że absolutne minimum 1200 zł na rękę, i to w okresie początkowym. Pracy nie dostała, z tego co wiem dalej siedzi u mamusi na garnuszku. Bardzo narzeka.
Skorzystam sobie dzisiaj z luksusu posiadania własnego bloga i skopiuję swoje komentarze z jednej z peakoilowych dyskusji (aby na wszelki wypadek mieć je wygodnie w komplecie w jednym miejscu). W towarzystwie okołoagepowym jakoś średnio ostatnio się znajduję, niektórym czasem moje komentarze średnio pasują, co w sumie mnie nie dziwi, bo ani nie jestem jakimś nobliwym profesjonalistą, który by tam jakoś pasował, ani dobrym kolegą który rzuca och... ach... przy byle pierdółce gorliwie przytakując, a w ogóle to ja jestem z prowincji i gdzie mi tam kulturą i obyciem do kolegów (i koleżanek)... młodych (pięknych) wykształconych z wielkich miast :) No... ale starczy tych nudnych analiz i przejdźmy do rzeczy: Otóż niektórzy wierzą, a przynajmniej biorą jako ewentualność, że jeśli nie zaradzi się czegoś konkretnego na Peak Oil to będzie SHTF (czyli po naszemu wielkie społeczno-ekonomiczne bam-bam z dozą Mad Maxa i Teksańskiej Masakry...). Jeden z wielce szanownych Autorów dawnego agepo....
Komentarze
Prześlij komentarz