czwartek, 21 lipca 2011

Kilka słów o wyprowadzce na wieś.

Na kilku zaznajomionych blogach zawsze co jakiś czas pojawi się idealistyczna wypowiedź mieszczucha marzącego o wyprowadzce na wieś i lepszym życiu. Sam także pozytywnie odnoszę się do takiej koncepcji, jednak nie mam na oczach różowych okularów. Wiem, że nie ma róży bez kolców.

Moje doświadczenia, tzn. wielokrotne długie pomieszkiwanie na wsi, szczególnie w sezonie letnim, kontakty z sąsiadami, mieszkającymi na wsi, dają mi myślę jakiś pogląd na to - jak to może wyglądać w praktyce.

Opieka medyczna.
Weźmy sobie choćby taką kwestie jak opieka medyczna. Bodajże trzykrotnie zdarzyła się potrzeba dowiezienia kogoś z rodziny do szpitala w mieście. Mimo, iż wioska była oddalona zaledwie kilkanaście km od powiatowego miasta ze szpitalem - dało się to odczuć. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby ta odległość wynosiła do kilkadziesiąt km, a warunki dojazdu były utrudnione - np. drogi zasypanie śniegiem, albo zwalonymi drzewami po huraganowym wietrze. (Raz sytuacja była potencjalnie zagrażająca życiu.)

Kradzieże.
Nie wiem czy ktoś z piszących na blogach mieszczuchów, co marzą o domku za miastem, zdaje sobie sprawę z tak elementarnego problemu, jak częste okradanie tych wymarzonych domów poza miastem - szczególnie jeśli są w oddaleniu od głównych zabudowań wsi. Więcej na ten temat napiszę na pewno tutaj: http://zabezpieczenie.blogspot.com/

Praca.
Ostatnio widziałem wypowiedź, że na wsi żyje się po prostu z kapitału (ziemia) oraz z różnych ulg, dopłat, itp. Jednak ja sądzę, że aby ten kapitał na wsi się nie zdekapitalizował trzeba także trochę pracy własnej włożyć.

I gdyby było tak słodko, jak niektórzy sobie wyobrażają, to nie byłoby wciąż takiego parcia ze wsi do większych miast.

Piszecie często z perspektywy osoby, która się urządziła w mieście, zarabia w mieście i może dojeżdżać do domku na wsi na urlopy, albo nawet brać pracę ze sobą. A jeszcze dobre kilka lat temu net na wsi był sporym cudem – sam brałem na kilka dni komputer i jedynie pracę off-line.

Kto nie miał takiego luksusu zasuwał fizycznie w lokalnym zakładzie za marny grosz i marzył o lepszym świecie.

Rozmarzony, idealistyczny mieszczuch marzy o czymś takim...

...ale czasem, na polskiej wsi, dostaje coś w tym stylu...

Prawda jest taka, że ani wieś nie jest mitycznym bezpiecznym portem, ani miasto wymarzonym, przez mieszkańców mniejszych miejscowości, rajem - wszystko zależy od rodzajów problemów, z którymi się stykamy.

14 komentarzy:

  1. Ostatnie zdanie warto zeby każdy sobie dobrze przemyślał - bo oddaje istotę rzeczy. W obie strony - tak jak jest faktem, ze wieś okrada bez skrupułów "obcego" niedzielnego letnika, jak i mieszkaniec wsi po zakupie mieszkania w bloku w mieście dziwi się, że trzeba jakieś czynsze płacić i na to idzie świnia miesięcznie - bo przecież to jego (autentyczne). Niestety najczęstszą postawą jest "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma".

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry post. Nie mieszkałam co prawda na wsi, ale sporo czas zawsze spędzałam. Ostatnio pracowaliśmy w terenie, co w praktyce oznaczało raz na parę dni przejazd przez miasto powiatowe albo drogę ze stacją benzynową. Trzeba pojechać na wieś i zobaczyć, jak się tam żyje, posłuchać co mówią ludzie, popytać z czego faktycznie żyją i ile pracy wkładają na co dzień w ziemię. Jaka jest dostępność usług i towarów nawet w większych wsiach? Jakie rozrywki mają dzieci? A internet? W wielu regionach po parę dni z rzędu bezprzewodowy nie łapał zasięgu.
    Osobiście uważam, że na wieś warto jechać, żeby poszerzyć horyzonty, bo nasz kraj to nie tylko miasto. Jednak mieszkanie na wsi na stałe to zupełnie inna bajka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Problem polega na tym, że podświadomie bierzemy, podsumowujemy nasze miejskie życie i przenosimy je w myślach na wieś. A to nie tak działa.

    Choć w ostatnich latach na pewno nieco się gdzieniegdzie poprawiło. Np. na wsi na której długo pomieszkiwałem sezonowo jest już od paru lat internet. Unowocześnia się też infrastruktura (nawet gaz z sieci już jest).

    Ale dalej najlepiej się powodzi tym, którzy mają "bazę finansową" w mieście.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aha, tak mi się nasunęło:

    czy ktoś z was mieszkał np. 2 miesiące na wsi???:
    - bez ciepłej wody i łazienki (grzanie wody w balii na ogródku w słoneczne dni),
    - bez WC w domu (no, tylko toaleta w trybie turystycznym na pilne potrzeby, raczej dla Pań),
    - bez TV i komputera (tylko książki i 2-3 stacje radiowe),
    - bez ogrzewania (na początku nawet bez kominka),
    - bez gazu (coś na szybko na maszynce el. albo ognisko, pod warunkiem, że zgromadziłeś opał)
    - bez telefonu w domu? (a jak się pojawiły pierwsze oznaki zasięgu to bierz zapitalaj na słupek, do tego ręka wysoko w górze i tańcz)

    itp. :)

    bo ja tak, i to wielokrotnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam ten wątek na moim ulubionym końskim forum: http://www.re-volta.pl/forum/index.php/topic,8967.0.html Koniecznie od początku - niekoniecznie do końca, bo potem już się powtarza...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczynam się wgłębiać w podany post i na pewno sie do niego odniosę - ale jedno już widzę z ciekawych rzeczy:
    cytuję:

    "Tu nie ma co jeść! I nie tylko o to chodzi, że chwilowo nie mam kasy. 20 lat temu na Pomorzu, mimo że jeszcze panował złowrogi ustrój, właśnie na wsi, czy w małym miasteczku, jadło się dobrze: ktoś piekł chleb, kto inny zawsze miał mięso z mniej lub bardziej nielegalnego uboju, kto inny mleko, ser, miód, owoce, jajka... Tutaj wszyscy kupują prawie wszystkie produkty w lokalnym sklepiku lub co najwyżej w najbliższej "Biedronce". Nawet mleka nie można na wsi kupić, choć jeszcze parę osób ma krowy - ale w detal się nie bawią, wszystko odstawiają do mleczarni... Grzyby mogę sobie sam pozbierać - i to właściwie wszystko... "

    Ja sam pochodzę z takiego melting-pot'u - w duzym skrócie Ziemie Zachodnie, mniej więcej kraniec osadnictwa wielkopolskiego na styku z przesiedleńcami z Kresów

    I u nas się w sumie w dużym stopniu obserwuje to co widzę w Wielkopolsce - do czego ja jestem przyzwyczajony - niby jest wieś, ale na co którymś domu jakiś szyld - jakieś rzemiosło, jakaś mniej lub bardziej legalna produkcja, jakieś home office, jakaś sprzedaż... coś sie na tej wsi dzieje i coś żyje

    Jadę np. drugorzędną drogą krajową i tu kupisz miód, tam boczniaki, za kilkaset metrów na wsi można zatrzymac się po truskawki... każdy coś próbuję ukręcić..

    ale są rejony w kraju - także na Ziemiach Zachodnich, gdzie jakoś pusto - zapadłe wioski, ludzie stojący pod monopolami i łypiący na przejezdnych, zero inicjatywy, zero samodzielności, jacyś zahukani... nie wiem

    nie wiem, czy mógłbym życ w rejonie o takiej mentalności

    OdpowiedzUsuń
  7. no widzę, że na pewno spędze dłuższy czas przy podaym linku - ale jeszcze to, jakaś ekstatyczna panienka pisze o wsi:
    "i jest wspaniale
    uwielbiam tam jechać, wyłączyć się i nie myśleć o mieście, biegać na boso"

    Taa, biegać na boso - na wsi buahahaha - do chwili, ąz sobie głupia miastowa kozo nie przebijesz stopy pordzewiałym gwoździem!

    Ja takim to gwoździem na sielankowej wsi przebiłem nie tylko stopę ale i klapek z pianki. Od chodzenia boso na wsi oduczyły mnie znacznie wcześniej szkła! Ale potem nauczyłem się jak widać, że i w laczkach się nie tamże nie chodzi!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako dziecko spędzałam wakacje na wsi - całe lato, prawie 3 miesiące. Wodę do mycia faktycznie grzało się wtedy w balii i bieżącej w domu nie było, sławojka na zewnątrz. Prąd zrywało po każdym deszczu. Najbliższy sklep pół godziny piechotą, raz na tydzień całą rodzina pakowała się do malucha i jechaliśmy do "dużego miasta" czyli Tarczyna na zakupy. Co ciekawe, można tam było kupić rzeczy przemysłowe absolutnie nieosiągalne w Warszawie.
    Czasy były inne - po mleko chodziło się do gospodarza (my dzieciaki przynosiliśmy codziennie mleko w bańkach), każdy miał grządki, własne pomidory, fasolę, truskawki, jajka też braliśmy od jednej starszej pani. Teraz sąsiad ma przemysłowy sad, a dookoła osadnictwo podmiejskie. A jajek czy mleka nie uświadczysz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Urodziłem się w dużym mieście, wychowałem na wsi, potem z powrotem do miasta na studia, potem praca i życie w bloku, od 4 lat mieszkam z powrotem na wsi. Tyle o mnie, teraz do sedna: jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one. Zarówno wieśniak w gumofilcach, który zamieszka w bloku będzie wyszydzany jak i mieszczuch zajeżdżający wypasioną terenówką pod wymuskany dom będzie nienawidzony. Jeżeli ktoś ma wyobrażenie o swoim życiu na wsi jako o wielkim mieszkaniu z trawnikiem przed domem i ciszą to niech szuka działki wśród podobnych mu snobów. Mam tu na myśli nowo budowane osiedla domków jednorodzinnych, gdzie budują się tacy sami miastowi jak on. Naprawdę jest to najlepsze wyjście. Jeżeli taki mieszczuch kupi działkę między chłopskimi zagrodami, postawi kłujący lokalsów w oczy dom to problemy ma gwarantowane: brak akceptacji, zazdrość, kradzieże, brak życzliwości. Jeżeli chce się żyć wśród chłopów to trzeba się chociaż trochę do nich upodobnić: ogródek warzywny, hodowla kur, wymiana cebulek kwiatowych z okolicznymi gospodyniami. Odmieniec zawsze będzie piętnowany i większość problemów wynika właśnie z tego. Dom na wsi naprawdę nie jest dla każdego. Pozdrawiam. Krzysiek

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziwne macie wyobrażenie o życiu na wsi, szczególnie mój przedmówca- Krzysiek- mnie zaskoczył. Jestem osiedleńcem z dużego miasta, mam duży piękny dom i urocze obejście. Ludzie bardzo nas szanują, a nawet biorą przykład, jeśli chodzi o naśladowanie pewnych wzorców. Nie "krakam, jak i one"- nie hoduję kur, kóz, czy krów (a jedynie psy, co jest dla tych ludzi naprawdę szokiem), nie uprawiam ziemi. Nie przesiaduję na ławeczce z miejscowymi. Żyję identycznie, jak w mieście, tylko mam hm... większy ogródek. Nie chodzę z kołtunem na głowie, ani w szmatach. Ponad to: nie wywyższam się, nie okazuję pogardy dla miejscowych, jestem miła, uprzejma i pomocna, ale się nie spoufalam. Ludzie miejscowi mówią o nas same miłe rzeczy. Dodam, że nie jest to wieś jakaś podmiejska, tylko typowe "zadupie" bez żadnych mediów poza prądem i linią telefoniczną (komórki już mają kiepski zasięg).
    Demonizujecie wieś. Wydaje mi się, że wpływ na to ma jeszcze miniony ustrój, który ośmieszał wieś, jako gniazdo ciemnoty, zacofania i prowadził propagandę "ze wsi do miast".
    Co to w ogóle za argumenty z tą balią i zimną wodą? Mam dwie łazienki z bieżącą, ciepłą wodą. Czy to taka kosmiczna technologia zainstalować na wsi hydrofor i pompę w studni?
    Tutaj działa zasada: "jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz". Być może trzeba mieć odpowiedni charakter, aby odnaleźć się na wsi. Wszystko zależy zawsze od człowieka, a nie od tego, gdzie on mieszka, na wsi, czy w mieście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Argumenty z balią i wodą?

    Heh, sama pisałaś o różnych trudnościach na początku twojego bytowania na wsi. Te argumenty piszę po to, aby mieszczuch zadał sobie pytanie - a co będzie jeśli pewnego dnia wydarzy się jakiś mały SHTF? (czyli jak to mówią na blogach "shit hits the fan") Czy wytrzymam przynajmniej czas w gorszych warunkach - jak padnie to czy tamto - a naprawa, fachowiec, itp. nie przyjdzie tak szybko jak w spółdzielni w mieście!

    Kto jak kto, ale ty to wiesz! :)

    Bo nawet mnie - sezonowego wieśniaka - dotknął nie jeden problem techniczno-logistyczny!

    Znam ludzi, którzy mają wielki dyskomfort i dramat jak zepsuje się choćby kabel TV :) o wodzie nie mówiąc.


    "nie wywyższam się, nie okazuję pogardy dla miejscowych, jestem miła, uprzejma i pomocna, ale się nie spoufalam."

    1.Nie dla wszystkich taka reguła - z która się zgadzam - jest oczywista.

    2. Są naprawdę różne wsie. Różne regiony kraju. Różne mentalności. Ty jesteś o ile pamiętam Dolnoślązaczką (czyli Kresowiaczką), a przynajmniej od dzieciństwa we Wrocku, więc na tej wsi, na której mieszkasz - dalej jesteś u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem od urodzenia wrocławianką (ojciec góral, matka z Wielkopolski) i moje mieszkanie od 10 lat na wsi tego nigdy nie zmieni. Nigdy nie starałam się nawet upodobnić do miejscowych, bo to po prostu byłoby śmieszne. Dopiero byłoby o czym gadać we wsi. Zdaję sobie sprawę, że istnieją miejsca o różnej mentalności, tym bardziej, że ja "swojej" wsi szukałam bardzo długo. Czasem właśnie nie odpowiadał mi klimat panujący w potencjalnym na osiedlenie się miejscu. Ale to nie jest tak do końca. U nas też są menele (a gdzie w miastach ich nie ma?), ławeczkowi, trunkowi, złodzieje i po prostu prymitywne osobniki. Trzeba znaleźć w sobie pokłady dobrej woli, aby również z nimi umieć zamienić dwa słowa, czasem pożartować, udać szacunek i jednocześnie zachować dystans, aby nie przyszło im na myśl odwiedzić nas w naszym domu. Dlatego uważam, że wszystko zależy od człowieka, a nie od miejsca zamieszkania.
    Tak, wieś to prawdziwy survival, a nie ten kreowany teoretycznie na różnych blogach. Zdarzają się przedziwne sytuacje i trzeba umieć sobie odpowiedzieć, czy dam radę, kiedy zasypie mnie śnieg na 2 tygodnie i nie ruszę się z domu. W tej chwili w okolicy są podtopienia i przez jakiś czas będą pozamykane drogi w różne strony, w tym do sklepu z żywnością.
    Zgadzam się, wieś nie jest dla wszystkich, jednak nie widzę powodu, aby ludziom, którzy chcą mieszkać na wsi, przedstawiać ten pomysł w samych czarnych barwach.
    Dodam jeszcze, że do opieki medycznej mam lepszy dostęp, przynajmniej do tej podstawowej. W mieście stałam od 4 rano chora, aby dostać się do lekarza pierwszego kontaktu i nie miałam pewności, czy wystoję numerek. Tu (3 km dalej, w sąsiedniej wsi) lekarz przyjmuje codziennie do 10 rano. Z reguły wchodzę bez kolejki, czasem są dwie osoby przede mną.
    Chodzi o to, aby nie generalizować. Może mam błędne wyobrażenie, tego nie wiem, ale wydaje mi się, że po tych 10 latach doświadczenia, odnalazłabym się i umiała żyć w każdym miejscu, czy to na wsi, czy to w mieście, które jest dla mnie naturalnym środowiskiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tyle, że ja jestem przecież pozytywnie nastawiony do życia na wsi :)

    ale uczciwość nakazuje nie tylko pisać o cudach, ale o rzeczywistości - w tym o problemach, których sam doświadczyłem, lub których byłem świadkiem

    moim zdaniem, jeśli nastawisz się jedynie na cuda, to czasem przy drobnych kłopotach ten idealistyczny obraz się zawali

    zatem jest już kolejny post na ten temat


    co do miejscowych - jesteś z urodzenia Wrocławianką wychowaną we wrocławskich dolnośląsko-kresowych realiach, a więc bliżej ci do dolnośląskich lokalesów, niż komuś z innego końca kraju

    uwierz mi Wrocław jest innym mentalnościowo miastem, innym niż np. Poznań

    ale miastowa pozostaniesz dla lokalesów na zawsze

    OdpowiedzUsuń
  14. ja tak mieszkałam :DDDDDDDDD i było super, to se ne wrati :DDDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń