poniedziałek, 4 czerwca 2012

Kreacja własnego pieniądza "z niczego". Prawidłowa waluta barterowa.

Dziś opiszę prosty przykład prawidłowego wykorzystania waluty barterowej "stworzonej" samodzielnie. Nazwijmy ją zwyczajowo z angielska Time Dollar. Chcę pokazać, że tylko marazm, zapyzienie i zaszczucie społeczeństwa blokują nas przed efektywną kreacją jak najbardziej realnego i wymienialnego pieniądza.


Mamy dwie koleżanki - Justynę, germanistkę i Klaudię, sekretarkę w hurtowni. Justyna cierpi na brak czasu, przez prowadzone w tygodniu korepetycje - nie ma kiedy zrobić sobie zakupów, pójść do fryzjera, odpocząć. Sekretarka ma lżejszą sytuację czasową, natomiast pewien deficyt w budżecie domowym.

Mąż Klaudii mógłby awansować w firmie i zarobić więcej, ale wiąże się z tym powtórzenie niemieckiego - ale na lekcje nie ma pieniędzy (albo pracownikowi fizycznemu wydają się relatywnie drogie). Rozmawiali już nawet aby Justyna wzięła go w obroty, ale zawsze jest tekst "no to może od nowego roku". Prawdziwym powodem są papierowe pieniądze.

Prawidłowym wykorzystaniem 'waluty czasowej' byłoby w tym przypadku wspólne ustalenie postępowania. Klaudia w sobotę rano bierze pod opiekę dziecko Justyny na powiedzmy 3 godziny. Mąż Klaudii idzie do Justyny na niemiecki na 1 godzinę. Pozostałe 2 godziny Justyna ma wyłącznie dla siebie.

Powtarzając komentarz z posta: Jest ważna jedna rzecz - dokładne dogadanie się - relacje rynkowe muszą być w jakiś sposób zachowane!!!

Godzina opieki nad dzieckiem jest warta mniej niż korepetycje z niemieckiego dla męża koleżanki, z kolei te korki są warte mniej niż porady prawne u znajomego adwokata, lub wizyta lekarska.

Wszystkie strony wymiany muszą zaakceptować choć częściowy czynnik rynku. Waluta barterowa musi być tak samo realna w użyciu - jak monety w naszych portfelach - mimo, iż może mieć postać zapisu godzin w kalendarzu (bo czym to się różni od zapisie na koncie bankowym, o ile strony ufają sobie wzajemnie).

Godzina kopania ogródka, czy pomocy w remoncie nigdy nie będzie równa godzinie konsultacji specjalistycznych na wolnym rynku - i tak samo musi być w naszym systemie, aby system przetrwał.

P.S. Ten post jest kontynuacją artykułu o stworzeniu własnych, realnych pieniędzy - Time Dollars.

11 komentarzy:

  1. I najważniejsze, że nie zapłacimy podatku za taką wzajemną wymianę usług.
    U mnie w okolicy najbardziej popularna forma zapłaty za grzecznościowe usługi są "flaszka" winka, wódeczki, bimberku. Zdarzają się też miód, słoik kiszonki, itp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moze to i racja - mam na mysli ostatni akapit.. Wspomniany przeze mnie kilka postow temu poznanski bank czasu nie byl zbyt aktywny, mimo ze bylo ponad 100 czlonkow w teorii - moze wlasnie dlatego, ze godzina kopania ogrodka i godzina konsultacji byly warte tyle samo?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, nawet nie może - tylko NA PEWNO. Niestety ludzie nie są sobie równi (względem kwalifikacji, a nie etyki, oczywiście).

    To co kładzie na łopatki banki czasu robione przez różne ideologiczne grupy np. anarchistów - to przekonanie, że jest inaczej - że każdy każdemu równy i każda praca sobie równa.

    Na ideologii nie zajedzie się daleko - liczy się ekonomia.

    Godzina profesora to nie godzina studenta. Już jasne dla wszystkich, ale powtórzę się po raz drugi.

    Jeśli mogę 'sprzedać' godzinę korków z niemieckiego nawet za kilkadziesiąt zł, albo usługę serwisową dla czyjegoś komputera - nigdy nie wymienię tego za jedną godzinę malowania ściany. Na rynku klasycznym mogę mieć minimum 2x tyle - i to chyba nawet u starego majstra, co się ceni i maluje bez zacieków.

    Na pierwsze umiejętności pracowało się bardzo długo, malowania ścian można się nauczyć szybciej. To musi być uwzględnione.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aha, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wymieniać czas na towar.

    Oczywiście też, flaszka jest nadal klasyczną jednostką grzecznościowej wymiany w większości tradycyjnych rejonów - gentelmani o pieniądzach nie rozmawiają,va w rodzinie nie wypada liczyć się w pieniądzach.

    Sam, za komuny pamiętam niejedną flaszkę czystej, która krążyła w rodzinie - nie jako napitek - bo u mnie się nie piło wódki raczej (za to piło się wino, najlepiej swojskie) - ale jako jednostka rozliczeniowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. No niestety, tamten bank prowadza/ili alterglobalisci, raczej nie ma szans na reforme w takim stylu jak proponujesz.. chociaz? :D Az napisze z taka propozycja do znajomej co sie tam dalej udziela (Ja z racji przeprowadzki juz nie..), ciekawe co z tego bedzie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak nie ma szans - to uczestnicy tamtego systemu raczej nie mają szans na poradę prawną, konsultacje lekarską, o lekcjach matematyki u dobrego korepetytora nie wspominając

    relacje nie muszą być dokładnie - rynkowe - ale waluta barterowa musi być rzeczywiście wymienialna - tak jak prawdziwy pieniądz

    OdpowiedzUsuń
  7. najważniejszym punktem reformy powinno być zezwolenie, aby uczestnicy systemu samodzielnie wyceniali swoje usługi w Time Dollars - tak jak na wolnym rynku

    oferta - karta w systemie powinna wyglądać tak:

    np. wyceniam swój dojazdowy serwis PC na Winogradach na 2 T$, a w Centrum i na Jeżycach na 3 T$ za wizytę do 1h

    kupię opiekę nad spokojnym dzieckiem za 1 T$ za 1h

    zapłacę za indywidualny trening tai chi do 3 T$, a wspólne sprzątanie w piwnicy 2 T$

    (oczywiście to czysta fikcja karno-skarbowa - bo nie mieszkam już w Poznaniu)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bazowalam w przeszlosci na wymianie uslug: ja koledze udostepnialam to na co mialam znizki u swojego pracodawcy, a on dawal mi rabat na towary swojej firmy.

    Teraz po prostu kupuje uslugi od innych, a ze znajomymi swiadczymy sobie drobne przyslugi bezinteresownie.

    OdpowiedzUsuń
  9. wymiana zniżek i usług firmowych - bardzo sympatyczna rzecz, ale to nie jest do końca system barterowy o którym piszę

    natomiast wymiana usług w gronie znajomych za flaszkę to jest barter

    kolega fachowiec np niedawno stwierdził - że "No wiesz - od ciebie kasy nie wezmę!" - po czym za chwilę wycenił mi malowanie sufitu w salonie na jednego borewicza postawionego na stół (0,7 czystej wódki).

    wymiana bezinteresowna, o ile bilans się mniej więcej zgadza - to także swoisty barter - tyle że bez rejestru - do czasu aż jedna z osób nadużyje rażąco zaufania (i wtedy pewnie wyleci z systemu)

    Admin R-O

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlatego pisalam, ze ja nie stosowalam nigdy barteru, bo albo nie bylo z kim, albo nie bylo za co. Gdy place za usluge, to moge przynajmniej wymagac wysokiej jakosci i wyrazic niezadowolenie, gdy cos pojdzie nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ani ty, ani ja nie musimy płacić za usługi barterem - chyba, że jak pisałem trafi się ktoś kto nie chce przyjąć pieniędzy za usługę, ale jakiś ekwiwalent.

    Ja pisząc te posty proponuję skorzystanie z systemu osobom, które posiadają jakieś rezerwy czasowe - 'towarowe', a jednocześnie z powodu niedoboru pieniędzy, braku pracy, itp. blokują się, ze swoją aktywnością.

    Siedzi taki jeden z drugim i narzeka. Ja nie mam pieniędzy na remont mieszkania dla fachowca, a sam nie umiem. Mój kolega, zrobiłby sobie remont balkonu, ale nie ma materiałów (i chwilowo gotówki). U mnie w piwnicy zalega parę m2 kafelek z poprzednich remontów...

    no więc...?

    OdpowiedzUsuń