piątek, 11 marca 2011

Czy opłaca się zbierać puszki?

Zbieranie puszek kojarzy nam się nieodłącznie z ludźmi biednymi i bezdomnymi - natomiast pytanie czy słusznie? Jakiś czas temu mój ojciec robił zakupy na wsi w lokalnym sklepie wielobranżowym i jednocześnie skupie surowców wtórnych - pod sklep podjechał całkiem dobrym i drogim samochodem gość i wyciągnął z bagażnika dwa wielkie worki puszek, sprzedał za całkiem zadowalającą sumę i potem zrobił za to jakieś zakupy.


Powiem tak, gdybym mieszkał na wsi i miał więcej miejsca, a jednocześnie płacił za dany kontener śmieci, puszki po napojach na pewno wędrowałyby do specjalnego pojemnika i byłyby odwożone do skupu raz na jakiś czas. Podwójny zysk - zmniejszenie ilości odpadów oraz drobne ze sprzedaży aluminium.

Już to kiedyś praktykowałem i odwoziłem puszki, szczególnie po letnich rodzinnych imprezach zbierało się ich wiele, ale obecne mieszkanie i miejsce w kuchni nie należy do największych, a cena w skupie dość spadła. O ile dobrze pamiętam waha cię ona w granicach 3 zł za kilogram (1 kg = ok. 80 puszek). Nie wykluczam w przyszłości powrotu do odwożenia puszek do skupu, natomiast przy tej cenie jest to dla mnie raczej nieopłacalne.

W domu letniskowym u rodziny na wsi wystawiam puszki (oczywiście po piwie) złomiarzom, to samo robię pod biurem, gdzie pracuję (tym razem są puszki po coli i red bullach). Mimo iż w mieszkaniu nie płacę za ilość śmieci tylko stały ryczałt za wywóz odpadów, ze względów ekologicznych także staram się pamiętać o wystawianiu puszek zbieraczom.

Pytanie dlaczego preferuję puszki, niż bardziej opłacalne butelki na wymianę? Otóż w mojej okolicy handlowcy robią wszystko, aby utrudnić używanie wymiennych butelek - nie zamierzam kopać się z koniem i być w sklepach traktowany jak jakiś menel. Z różnych względów większość osób z moim otoczeniu także woli napoje w puszkach - jest to wygodne.

Zakładając wysoki poziom recyklingu puszek, jest to ponadto dość dobre dla środowiska rozwiązanie.

6 komentarzy:

  1. Rzeczywiście, na wsi wygląda to zupełnie inaczej. Ja mam wygospodarowane kąciki w garażu, gdzie trzymam worki z puszkami i raz na pół roku oddajemy je do skupu. To nie tylko nasz urobek (bez przesady, tyle się w domu nie pije), ale przede wszystkim gości agroturystów, którzy przyjeżdżając na wakacje, zazwyczaj relaksują się przy piwie. Są z tego konkretne sumy i możemy sobie za to zrobić albo małe zakupy, albo zafundować coś ekstra.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno, dawno temu w szczenięcych latach, za późnej komuny i wczesnego kapitalizmu dość mocno podbudowywałem swój budżet robiąc z kumplem rundkę na odcinku około 300m wzdłuż ulicy w okolicach przystanku robotniczego i odnosząc butelki do najbliższego Społem. Niektórzy koledzy się podśmiechiwali, ale to ja miałem kasę na wszystko, a nie oni. Mam sentyment do recyklingu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja pamiętam, jak za komuny głębokiej, moi biedniejsi koledzy z podstawówki zbierali butelki przed każdą wycieczką szkolną. Ja nie musiałam, ale nie odczuwam wstydu, czy zażenowania, że taskam teraz złomy do punktu skupu. Nawet lekką dumę odczuwam, że nie dosyć, że troszkę sobie budżet podreperuję, to jeszcze jestem taka "eko- gościówa" :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie musiałam, ale chciałem. Hodowałem rybki - różne bajery i osprzęt do akwarium kosztował - miałem słabość do paluszków, prażynek i różnych ziaren, czyli ówczesnych przekąsek. Nie umiałem jednak prosić o pieniądze rodziny, było to dla mnie żenujące.

    Nie miałem wstydu - raczej uczucie analogiczne do satysfakcji ze zbierania grzybów w lesie.

    Moi biedniejsi koledzy wisieli natomiast na trzepaku, podpierali barierki pod klatkami i zasadniczo nie robili nic. Czasem coś ukradli.

    OdpowiedzUsuń
  5. Recycling puszek jest wygodniejszy - łatwiej się "kompresują" niż szkło :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Puszki w środku mają żywicę epoksydową,której na pewno łykasz troszkę z piwkiem. Ta żywica to nie jest to co nasze ciała lubią najbardziej i dlatego warto kopać się z koniem.

    OdpowiedzUsuń