sobota, 6 sierpnia 2011

Wypadek na trasie - drzewa przy drogach

Przypominam sobie, że jakiś czas temu na łamach bloga negatywnie wypowiadałem się o nasadzaniu drzew przy drogach. Jestem bowiem, za stopniowym zastępowaniem drzew przydrożnych żywopłotami. Oczywiście większość osób komentujących nie zgodziła się ze mną (czyżby wpływ powszechnej nagonki ekologów?).



Artykuł przeniosłem na adres: http://miejski-survival.pl/blog/wypadek-na-trasie-drzewa-przy-drogach-i-bezpieczenstwo/

5 komentarzy:

  1. Według mnie nasadzanie drzew przy drogach nie jest niczym złym. Równie dobrze mógł się zawalić słup sygnalizacji świetlnej, to że upadło drzewo to przypadek.
    Jestem daleki od nazywania siebie ekologiem ale nie przeszkadza mi widok drzew przy drogach, a nawet, przyznam szczerze, że go bardzo lubię. Lubię cień który dają w słoneczne dni i lubię patrzeć na zieleń liści. Nieraz jeździłem też przy drogach obrośniętych żywopłotami jednak ja osobiście wolę patrzeć na drzewa.
    Sam jestem kierowcą który bardzo dużo jeździ, pokonuję rocznie od 50000 do 80000 kilometrów więc wydaje mi się, że mam pewne doświadczenie za kierownicą. Prawo jazdy mam od 1989 roku, zawsze miałem duże przebiegi i jak do tej pory tylko jedną stłuczkę zaliczyłem w życiu. Chcę tylko powiedzieć, że jeżeli ktoś jeździ z wyobraźnią, stara się szanować innych ludzi na drodze nie widząc w nich przeszkód, rozumiejąc, że mają takie same prawa do jazdy jak ja to powinien jeździć bez wypadków. Podkreślę jeszcze raz, że zawsze ważna jest wyobraźnia, przewidywanie i szacunek do wszystkich którzy są uczestnikami ruchu, że nie wspomnę choćby o minimalnym dbaniu o przestrzeganie ograniczeń prędkości i innych zasad ruchu.
    Przy tym wracając do drzew to należny zadać sobie rozsądne pytanie: czy drzewa są winne, że ktoś jedzie bez wyobraźni i w konsekwencji uderza w któreś z nich ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chodzi tyle o uderzanie w drzewa przy nadmiernej prędkości - chodzi o spadające gałęzie w czasie wiatrów.

    Może umówmy się, niech drzewa przy drodze rosną - ale NIE NAD drogą - w odległości powiedzmy 20 metrów od szosy (także widziałem takie mądre zadrzewienia, choćby ostatniej trasy)

    Nie będę się przechwalał ile ja jeżdżę - no powiedzmy mniej niż ty - jednak dziwnym trafem spadająca gałąź raz już uszkodziła mi auto - widziałem wypadek o którym mowa w poście - znajomy zaliczył tai wypadek = kasacja auta i drobne obrażenia, we wsi u znajomych zginął człowiek przygnieciony konarem w aucie...

    dziwnym trafem nie słyszałem ani nie widziałem, aby spadł na kogoś słup energetyczny

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to czytam, to przypominają mi się dwa pytania które zawsze przychodzą mi do głowy odnośnie polskich dróg: co za idiota wydaje pozwolenia/polecenia sadzenia drzew typu topola przy trasach (kruche, łamliwe gałęzie - bardzo niebezpieczne!), a drugie - gdyby nie cień padający z drzew, to niektóre trasy rozpłynęłyby się w letnim słońcu nawet bez pomocy przejeżdżających aut... więc czym zastąpić drzewa? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dwukrotnie zdarzyło mi się jechać podczas nagłej wichury. Raz w roku 1995 lub 1998 (dokładnie nie pamiętam) musiałem uciekać z Wrocławia gdzie złapała mnie nagła wichura podczas giełdy staroci odbywającej się przy ulicy Gnieźnieńskiej. Widziałem jak sygnalizacja świetlna kręci się wokół słupów na których jest zawieszona, jak spinają się i iskrzą druty na słupach wysokiego napięcia. Spadało też wiele doniczek z kwiatami z parapetów, dachówek i innych przedmiotów. Mi osobiście udało się bez szwanku uciec z miasta.
    Innym razem w Łódzkiem gdy jechałem drogą koło Wielunia złapała mnie wichura połączona ze śnieżycą. Wiatr był tak silny, że wyrywał gałęzie, przewracał drzewa, a gnany wiatrem mokry śnieg całkowicie zaklejał szyby w samochodzie. Jedyne co mogłem zrobić to próbować uciec w pole bądź inną otwartą przestrzeń. Było to bardzo trudne ponieważ prawie nic nie widziałem w mojej przedniej szybie chociaż wycieraczki pracowały na maksa i miałem włączony nawiew na szyby na 4. Udało mi się co prawda uciec przed drzewami i gałęziami ale co najadłem się strachu to moje. Każdemu radzę w takiej sytuacji zjechać jak najszybciej w otwartą przestrzeń, pierwszy zjazd na pole bądź duży parking może uratować życie lub samochód przed uszkodzeniem.

    Jest wiele zagrożeń w życiu i niestety nie da się ich uniknąć. Jednak pomimo widoku spadających gałęzi i łamiących się drzew nie będę twierdził, że są większym zagrożeniem niż doniczka stojąca na parapecie okna. W mieście z którego pochodzę kilka lat temu podczas wichury zostało uszkodzonych kilka domów i samochodów przez łamiące się drzewa, jednak czy wycięto wszystkie drzewa by uniknąć ewentualnych dalszych zagrożeń - nie bo to by było bez sensu.
    Przy tym ile jest malowniczych starych wiejskich dróg które są obrośnięte starymi, dużymi drzewami rosnącymi tuż przy krawędzi jezdni. Czy by nie było szkoda gdyby taki widok zniknął ?
    Ja osobiście bardzo lubię drzewa ale staram się wyważyć wszystkie za i przeciw. Pamiętam jak denerwowało mnie gdy budowano autostradę koło Góry Św. Anny i grupa oszołomów przywiązywała się do drzew aby powstrzymać budowę drogi. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć jak politycy pod naciskiem grupki krzykaczy zablokowali budowę obwodnicy Augustowa. Czy rzeka Rospuda i żyjące tam żaby i drzewa są ważniejsze od ludzi ginących na przejściu dla pieszych ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie postuluję wycięcia wszelkiej zieleni wzdłuż dróg, ale jej stopniowe zastępowanie - żywopłotami, oraz nasadzeniami drzew odporniejszych na wiatr niż topola oraz w większej odległości od szosy.

    Te piękne malownicze wielskie drogi są przeraźliwie wąskie - więc poszerzenie choćby o żwirowe pobocze podczas remontu się kłania.

    A te piękne rzędy drzew to często spróchniałe i niezdrowe nie-wiadomo-co, które trzeba ładnie pociąć na opał (np. sprzedaż przez gminę) - a za uzyskanie środki posadzić nową zieleń.

    Stopniowo - powtarzam - bez szaleństw ale zdecydowanie.

    Podczas każdej wichury niemal - ginie człowiek. Dokładnie za każdym razem z tego samego powodu.

    OdpowiedzUsuń