czwartek, 4 sierpnia 2011

Jak automaty do kawy opróżniają nasz portfel

Ostatnio jestem raczej zapracowany i zajęty, może nie widać tego po dużej ilości wpisów na blogu, który spełnia dla mnie także funkcję relaksacyjną, taką odskocznię od rutyny. Poza tym blogiem i komentowaniem na zaprzyjaźnionych blogach już nie używam GG, Skype ani innych zjadaczy czasu. Kontakt ze znajomymi jest osobisty lub telefoniczny.

Tak czy inaczej w ostatnim czasie ciężko mi się np. solidnie przygotować do dalszej podróży - trochę to zmęczenie pakowaniem, trochę lenistwo i wygodnictwo. W końcu wszystko można kupić na miejscu i po drodze. Obserwuję jednak to, że tytułowe automaty do kawy opróżniają mój portfel - szybciej niż by się wydawało.


Kawa na stacji benzynowej to wydatek minimum kilku zł, a schodzi ich kilka w trasie przez całą Polskę, stacyjny hot dog tak samo. I tak dalej. Drogi jest zazwyczaj "dopał". Np. 3-4 tabletki z guaraną i kofeiną kosztują ok. 7 zł (i tak wychodzi "taniej" niż zaśnięcie za kółkiem), te same tabletki kupiłem wczoraj w sklepie sportowym za sumę 20 zł za 60 sztuk. Ostatnio na stacji płaciłem za oryginalnego Red Bulla 8 zł.

Zdałem sobie sprawę, że kiedyś kawę miałem przygotowaną w termosie na całą trasę, kanapki z serem i prowiant na całą drogę. Zatrzymanie się na jedzenie po drodze było sporadyczne. Policzcie sobie ile kosztuje zrobienie kilku kanapek/bułek oraz termos kawy?

Zaobserwowałem, że to samo zjawisko dotyczy niektórych znajomych pracujących w firmach. Rano gorączkowy pośpiech, zjedzenie byle czego, a potem co chwila marsz do automatu z napojami, batonami, do przyzakładowego bufetu. I tak dzień w dzień - kasa ucieka.

17 komentarzy:

  1. Oj, to prawda, ja nigdy w podróży niczego nie kupuję, kawa w termos, kanapki, ciasto i w drogę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupowanie Red bulla nie ma sensu, sklad wszystkich dopalaczy tego rodzaju jest niemal identyczny, smak i kolor tez, roznia sie opakowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  3. marcin wiesmak

    Dlatego biore zawsze do roboty czy to dluzsza jazda samochodem 1L termos z kawa - wychodzi taniej uwierz mi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałem podobną sytuację na studiach, kiedy trzeba było rano wstać na wykłady (tak, czasami chodzi się na wykłady), a kawa z automatu była jedyną przyjemnością. W Czasie upałów przerzucałem się na napój bogów w puszce (Cherry Coke) i tak studencki budżet się uszczuplał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tak, na stacji gdzie się zatrzymałem pokończyło się wszystko w butelkach poza Red Bullem, a chciałem koniecznie w butelce, aby brać po łyku w miarę zmęczenia. Drogo, ale i tak "taniej" niż przysnąć za kółkiem.

    Ostatnio zazwyczaj biorę coś w butelce - np. 0,5 litra dopalacza z żabki, ewentualnie jakiegoś tigera - wychodzi o niebo taniej niż kupowanie na stacji.

    W czasie trasy operować termosem z gorąca kawą mi trochę trudno, a tak lekko zwolnić, nie szaleć i można pociągnąć łyk.

    Mimo to chemicznych, słodkich energy drinków mam już trochę dość, nie tylko finansowo, i chyba powrócę do termosu z kawą.

    OdpowiedzUsuń
  6. EW, dokładnie to samo - kawa z automatu i cherry coke :)

    OdpowiedzUsuń
  7. na szczęście nie pijam kawy :) a prowiant na drogę zawsze niesie oszczędności to fakt, tylko jak się czuje dookoła przeróżne zapachy tonie zawsze ma się ochotę niestety na te nudne kanapki ...

    OdpowiedzUsuń
  8. @pestka

    Jakie nudne kanapki? :-) Kanapki są takie, jakie je sami sobie robimy, a można czarować cuda na drogę. Pozwolę sobie wkleić przykład z zaprzyjaźnionego bloga:
    http://maroccanmint.blogspot.com/2011/01/nowe-pudeka.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Do tego bym jeszcze użył lodówki turystycznej - albo choć torby chodzącej (takiej na sześciopak, np. wyrwanej z jakiejś promocji) z małym wkładem chłodzącym (od 1 zł za szt. w supermarkecie) i już świeżutkie kanapki, zamiast rozpaćkanej brei.

    OdpowiedzUsuń
  10. torby "chłodzącej" miało być

    właśnie pakuję się na drogę przez cały kraj, spakować rodzinę masssakra

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja na Twoim miejscu raczej nie liczyłbym ile przepłacam na stacji za jakieś piguły i dopalacze a raczej martwił się ile wydam za 10 lat na łapówki dla lekarzy i inne koszty leczenia po takich "dietach" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. piguły i legalny dopał brzmi dramatycznie, ale to po prostu czysta kofeina oraz kofeina z guarany, wątpliwość budzi nadużywanie tauryny /red bulle/, ale sporadyczne jej użycie aż tak nie obciąża organizmu

    w pigułach ze stacji nie ma tauryny, tylko zwykła kofeina - w teorii zdrowsze to niż zbyt często pita herbata

    niech się martwią ci którzy piją min. kilkanaście kaw dziennie i/lub dużą butlę klasycznej coli

    niech się martwią ci co dużo palą, przypalają zbyt dużo zielonego, itp.

    OdpowiedzUsuń
  13. dokładnie tak: któryś z bełtów pod marką marketu. sam przed dłuższą trasą zaopatruję się w biedronkę/kaufland/kerfuj

    OdpowiedzUsuń
  14. Są specjalne termosy na trasy dla kierowców, chociaż w marketach ciężko dostać. Zawsze można zaszaleć z kubkiem termicznym ;)

    Nie chorujesz na żołądek po tej całej chemii?

    OdpowiedzUsuń
  15. Po jakiej chemii?

    Wczoraj na trasę (8,5 godziny, w ciągu drogi) zjadłem 3 pastylki guarany z olimpa, 1 tabletka to odpowiednik filiżanki kawy - to czysta kofeina, czystsza niż to co znajdujesz w kawie.

    Kofeinę podaje się razem z niektórymi środkami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi, aby zwiększyć ich skuteczność (=zmniejszyć porcję leku) i oszczędzić wątrobę. Do tego stopnia to jest nieszkodliwe w umiarze.

    Ja rozumiem, że ktoś wziął bardzo dużo takich pastylek na raz i sobie zrobił kuku - ale wszystko jest dla ludzi.

    Kawę też pijemy od razu cały termos mocnej? Nie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Te wszystkie automaty faktycznie wyciągają kasę, ale co zrobić. Najważniejsze to minimalizować tego typu wydatki w miarę możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  17. najgorsze, że mi się kobieta rozbestwiła i posmakowały jej hot-dogi na trasie

    teraz nie chce jeść kanapek, tylko hot-doga

    dobrobyt, mówię, jaki kryzys?

    OdpowiedzUsuń