sobota, 28 stycznia 2012

Czerwone wino

Kupiłem w Lidlu dużą butlę czerwonego wytrawnego wina z regionu Veneto (ale bez certyfikatu D.O.C.) 1,5l - koszt kilkanaście zł. Wyczytałem gdzieś, że dla efektów zdrowotnych nie jest tak bardzo istotne, czy wino jest tanie - włoskie, czy francuskie z renomowanych winnic - a chodzi po prostu o substancje chemiczną zawartą w skórce czerwonych winogron oraz odpowiednią dawkę alkoholu.



Zachęcony wpisami w internecie, w tym komentarzami futrzaka, spróbuję pić małą szklaneczkę tego wina dziennie 100-150 ml, ilość odpowiada kieliszkowi wina - o takiej ilości piszę się od dawna.

Niestety nawet taka ilość mnie lekko przymula, chce mi się po nim spać - także zostawię sobie tę przyjemność na wieczór w dni beztreningowe. Zobaczę, czy będę się czuł jakoś lepiej i czy kondycja finalnie będzie lepsza - będę miał eksperyment na żywo.

Czy ktoś z was może potwierdzić lub zaprzeczyć rzekome zdrowotne właściwości wina - wypróbowane na sobie, albo na jakimś domowniku? Nie chodzi mi o artykuł przeczytany w piśmie dla pań.

Hmm, nawet w gazetach kulturystycznych widzę od czasu do czasu artykuł o dobrym działaniu 100-150 ml czerwonego wytrawnego u osoby ćwiczącej - z kolei kolesie tacy jak Hardkorowy Koksu mówią jasno - zero alkoholu! Hmm, zobaczę na własnej skórze gdzie leży prawda.

P.S. Aby było kompleksowo i aby eksperyment był wiarygodny - już od ponad tygodnia dieta która teraz mam jest raczej śródziemnomorska niż nasza tradycyjna polska. Oliwa, oliwki, warzywa, ryby, orzechy...

12 komentarzy:

  1. Prawdę mówiąc, mi zupełnie nie idzie w parze sport + alkohol. Po prostu nie mam na niego ochoty i już. Nie muszę się jakoś zmuszać, by go nie pić. Obserwuję to odkąd trenuję więcej i regularnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. cenna opinia sportowca :)

    z drugiej strony tak mała ilość wina na moją masę ciała, hmm, to czysta symbolika :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamiast wina mozna po prostu kupic tabletki Resweratrol. To wlasnie ta substancja o ktorej piszesz.

    Jedna tabletka 40mg zawiera rownowartosc kilkudziesieciu szklanek/kieliszkow wina.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za informację - poszukam więcej na ten temat. Ostatnio staram się odchodzić od tabletek na rzecz naturalnych produktów - np. zamiast odżywek białkowych/aminokwasów - mielone wytłoki lniane - ale warto znać różne alternatywy.

    OdpowiedzUsuń
  5. No niestety syfiaste wino przymula.

    Bez wina jednak ciezko strawic tluste mieso czy w ogole cokolwiek tlustego (nie ma znaczeni czy to bedzie wieprzowina czy oliwa z oliwek czy tlusta ryba).
    Ja po zjedzeniu przyzwoitego obiadu zapitego szklanka czy dwiema wina plus jedna wody czuje sie tak, ze gory moglabym przenosic :)
    Jak zjem duzo carbs to mi sie od razu spac chce...

    OdpowiedzUsuń
  6. A w ogole kto to widzial trenowac po obiedzie...bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aha, w Polsce generalnie wina sa drogie. Kalifornijskie pasci kosztuja jakies chore pieniadze.
    Najbardziej oplaca sie kupic gruzinskie albo bulgarskie - niestety to jest loteria. Trzeba metoda prob i bledow dojsc do tego, ktore sa dobre.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako smakosz różnych napoi stwierdzam że, spożywanie małych ilości alkoholu ma działanie pozytywne i nie musi to być akurat wino choć oczywiście inny wynalazek będzie działał w innym regionie niż serce.
    Tabletek nie szamaj bo szkoda zdrowia. Niby to samo a jednak nie to samo. No i ta dawka :)
    Co do mulenia po winie to w przypadku gdy prowadzisz w miarę zdrowy trwa życia (w sensie unikania spożycia chemii) to możesz źle znosić pirosiarczany zawarte w KAŻDYM winie.
    Ja pijan tylko własne. Po kupnym mam różne sensacje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wlasnie chcialem napisac, ze moze powinienes sie zastanowic nad produkcja wlasnego wina w tym roku.

    Co do alkoholu i treningow to rzecz oczywista, sportowcy nie powinni pic i juz.
    Natomiast jezeli chodzi o dzialania zdrowotne wina, to papiez ponoc codziennie wypijal lampke wina.

    OdpowiedzUsuń
  10. no oczywiście futrzak mnie skomplementował, że piję syfiaste wino, hahaha

    dobra - to ja proszę konkrety - ja nie jestem winoznawcą: proszę o podanie konkretnej marki, winnicy, typu, które syfiaste nie są - także ceny

    OdpowiedzUsuń
  11. RO:
    a skad ja mam wiedziec, co w Polsce mozna dostac i ile to kosztuje? Ja sie orientuje tylko w winach kalifornijskich, nowozelandzkich i (troche) argentynskich. To co ja lubie niekoniecznie moze podchodzic innej osobie. Skad mam wiedziec, czy preferujesz merlot, cabernet sauvignon, chardonnay, sauvignon blanc, malbec czy moze pinot noir?

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za przegląd odmian win - natomiast moja prośba także jest do innych czytelników, którzy wina pijają.

    OdpowiedzUsuń