niedziela, 29 stycznia 2012

Niepotrzebne obrzydzanie Polski... a także kilka słów o wyprowadzce do większego miasta.

Robiąc sobie blogową prasówkę co chwilę widzę obrzydzanie Polski i życia w Polsce, ma się rozumieć, że nie toleruję tego emigranckiego obrzydzania Polski. Jak tu w tym kraju źle, ojojoj, a jak u nas dobrze, ajajajaj!

Smutek i tęsknota

Czy może jest to psychologiczny mechanizm obronny? Uzasadnienie sobie męczenia się w obcym środowisku i izolacji? Bo powiedzmy sobie, że na 4 osoby, które wylądują za granicą - około 3 nieźle się męczy i zazwyczaj w kraju robi dobrą minę do złej gry. Czasem przyznają się w momencie szczerości i słabości - często jak pewne bariery znikną po kolejnym nostalgicznym kieliszku czegoś mocniejszego. Patrząc na swoje środowisko widzę, że ok. 1/4 osób rzeczywiście za granicą się dobrze urządziła i ma lepiej. Jednak i tu tęsknota i izolacja od rodziny bywa czasem problemowa.


Latynoski luz i spontaniczność w polskim wykonaniu. Z dedykacją dla naszych emigrantów.

Malowanie trawników

Futrzak, wiesz, że piszę to między innymi do ciebie - piszesz o problemach i niewygodach w Argentynie od których włos mi się jeży (nie powiem gdzie, bo na głowie włosów nie mam). Z twojej twórczości jasno i logicznie wynika, że to kraj leserów i kombinatorów, w którym każdy, każdego nieustannie próbuję zrobić w jajo, a szczególnie gringo to chodząca świnka skarbonka do wyciućkania (o czym się już przekonałaś na własnej skórze). Oczywiście jest to kraj możliwości, jak każdy mniej cywilizowany zakątek świata, nie ma co zaprzeczać.

Jednak dorabianie do tego bajzlu dobrego PR przypomina komunistyczne "malowanie trawników", aby zachować przed innymi pozory. Sorka, ale przy tym co opisujesz - ja w kraju mam po prostu raj - choćby i przy tanim weneckim winie.

Ślepota wybiórcza

To jest takie pisanie pod publiczkę - jeśli Latynos robi cię w jajo, ma gdzieś punktualność i wywiązanie się z obowiązków - to jest dowód wyluzowania, dystansu, wewnętrznego, spokojnego tempa życia przy szklance czerwonego wina i smacznej wołowinie. Z kolei kiedy podczas wizyty w Polsce nie wyszło ci to i tamto - jest to tylko dowodem na podłość, polską zawiść, wieśniactwo i złodziejstwo. Mamy tu zupełnie inne postrzeganie bardzo podobnych zjawisk, pisanie jednak tego publicznie bywa momentami aż żałosne.


Ptaki wyfruwają z gniazd

Mam nieodparte wrażenie, że większość emigrantów myli emigrację z kraju z klasycznym "wyfrunięciem ptaków z gniazda" i związaną z tą swobodą, zmianą trybu życia oraz nowymi możliwościami.

Mieszkając w rodzinnym mieście, często mniejszym, w otoczeniu rodziny i znajomych, których sobie nie wybieraliśmy (ot., charakterystyka prowincji) wiele jednostek czuje się stłamszonych, ograniczonych, nie potrafi rozwinąć skrzydeł i powiedzmy sobie szczerze - w wygodnym gniazdku u rodziców nie ma takiej motywacji - nie ma niezbędnego kopa - zawsze ktoś poklepie po plecach, utwierdzi w dotychczasowym postępowaniu, albo i (w źle pojętej trosce) przytnie skrzydła, kiedy człowiek chce pofrunąć wyżej.

Dopiero mieszkając daleko od rodziny, i to niekoniecznie za granicą, odstawieni od maminego cyca jesteśmy w stanie wyzwolić w sobie nowe pokłady energii i możliwości o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Te nowo odkryte w sobie możliwości i wolność wielu myli z atmosferą i lepszym życiem na emigracji.

Widzę to po sobie - wiele lat temu, jako absolwent liceum chcący studiować, wybrałem wyprowadzkę do innego rejonu kraju zamiast do miasta wojewódzkiego zaledwie kilkadziesiąt km dalej. Widziałem bowiem po starszych kolegach i koleżankach, że nawet taka "relokacja" nie odcina człowieka od maminego cyca i dotychczasowego środowiska, które chcąc nie chcąc może "ściągać nas na ziemię". Rozpoczęcie od zera było odświeżające, aczkolwiek to był tylko pierwszy krok na drodze do samodzielności.

21 komentarzy:

  1. Ja zawsze mowie, ze kazdy kraj ma wady i zalety i trzeba samemu wybrac. Nikogo nidy nie namawiam na wyjazd, ani nie obrzydzam zycia w Polsce. W koncu zylam kiedys w Polsce i nie bylo mi zle (poza irytujacymi kradziezami mienia).

    No, ale w moim przypadku wyjazd z PL nie byl odcieciem pepowiny, bo utrzymywalam sie sama na swoim od paru dobrych lat.

    OdpowiedzUsuń
  2. RO:
    no masz raj, w ktorym nie stac Cie na kupienie porzadnego wina, wolowiny ani lososia. W ktorym ustepujez rodzince wchodzacej Ci na glowe codziennie, bo jestes od nich jakos (chociazby pomoca do dziecka) uzalezniony. Potem dorabiasz sobie do tego teorie, ze to dla dobra dziecka.


    Ale raj jest. Oczywiscie. Ja przynajmniej mam na tyle jaj, zeby napisac o wadach i zaletach kraju, w ktorym mieszkam. Ty najwyrazniej juz zatraciles zdrowy osąd.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie toksyczne i konformistyczne osóbki jak futrzak po prostu trzeba omijać szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Futrzak niestety wrednie klamie. Przykladem jej wpis na blogu gdy krytykowala Polske za to ze nie mozna w polskich aptekach kupic witaminy D. Zadziwiony ta informacja zadzwonilem z innego miasta do Gdanska (gdzie Futrzak w czasie krotkiego pobytu w PL mieszkala) do pierwszej z brzegu znalezionej w necie apteki. Sprzedawca podal kilka preparatow z witamina D razem z cena oraz potwierdzil ze nie trzeba do zakupu recepty.
    Sledze wpisy Futrzaka bo czasami powie cos ciekawego o Argentynie. Niestety, ostatnio mysle ze jesli jej wpisy o Argentynie sa tak samo prawdziwe jak o Polsce to nalezy ten jej blog omijac z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  5. RO: niektórzy uciekają za przygodą, a nie kasą, niektórzy z innych względów (choćby politycznych - jak ktoś uważa, że kraj za bardzo wchodzi w jego prywatną sferę i chce wyjechać do innego to jest to sprawa tej osoby). Ich również skrytykujesz?

    Zastanawiałem się nawet tym postem, czy nie wyrzucić z czytnika kanału - jeżeli moje przekonania i uczucia powodują, że w głębi duszy nie czuję się polakiem, a bardziej bezpaństwowcem, dla którego nie sama instytucja państwa w którym mieszka jest ważna, a osobiste preferencje, to zapewne w Twojej opinii zapewne jestem najgorszym plugastwem i powinienem jak najszybciej oddać wszystko co państwo dla mnie zrobiło (de facto nie pytając się nawet o to - ah tak, dla mojego "dobra"). Dlatego nie wdająć się w żadne dyskusje polityczno-religijno-etyczne, jedyne co mogą w tych tematach powiedzieć, to że gardzę socjalizmem właśnie ze względu na to, że ktoś raczy stawiać ludzi w jednym szeregu, jak właśnie to teraz zrobiłeś. Wyjechali - ich sprawa. Nie widzę powodu komentowania. Co innego jest "wyjechałem z Polski, cieszę się z tego powodu", czy "zostałem w Polsce, cieszę się z tego powodu", a co innego najeżdżanie którejś ze stron. A właśnie część emigrantów obrzydza odruchowo na zaczepki ze strony ludzi z Polski, którym się nie udało.

    Jasne, masz z usamodzielnieniem w pełni rację - tym samym powinienem również skrytykować tutaj samo studiowanie, jako prowadzenie za rączke przez kolejne lata, ale tego nie zrobię - bez względu na wybór takiej ścieżki życia - to każdego osobista sprawa.

    Może Owsiak miał rację mówiąć "Róbta co chceta", a problemem są sochjaliści, i konswerwatyści (zwłaszcza religijni), którzy na siłę chcą wprowadzić swój ład jako jednyn słuszny.

    Pozdrawiam! :)
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  6. futrzak, nie jestem takim mistrzem dyskusji jak ty, nie wysmażę aż tak dobrych docinek, ale jednak się odniosę:

    otóż stać mnie na kupienie tzw. "lepszego wina" - czyli drogiego - jestem jednak przekonany, że szkoda wydawać $ na alkohol - nie szkoda mi wydać na paliwo i pojechać nad morze lub w góry z rodziną - być może rozsmakuje się w winie i zacznę szukać kompromisu cena/jakość szukając np. czegoś z Macedonii, Bułgarii, Mołdawii, itp. - kilka razy trafiłem dobre winko na prezenty - nawet mi smakowało bardzo, mimo że nie jestem koneserem

    wołowinę jadamy w porównaniu do okolicznej ludności nawet często, znacznie częściej jednak zajadam ekologiczne i wysokie jakościowo lokalne mięsko - króliki - cena to rzecz trzeciorzędna - NIGDY nie żałuje sobie i rodzinie na dobre jedzonko

    jem łososia, halibuta, drogie ryby - jednak o wyższości śledzika i makreli przekonał mnie jednak nie kto inny jak Wojciech Majda, a w jego teorię żywnościowe wierzę akurat - mały wywiad w necie potwierdził niską wartość łososia

    prawda - mam na miejscu rodzinę, problemową, rozbestwioną, wchodzącą na głowę - ale mam - cóż - człowiek to stworzenie stadne

    OdpowiedzUsuń
  7. w czym zatraciłem zdrowy osąd? czyż nie ma tu artykułów krytycznych - na tyle, że co niektóre osoby, co zostały w PL zarzucają mi zgorzkniałość??? są, staram się jednak wyciągać z nich wnioski, pozytywne

    w tym nie zawsze jednak idealnym kraju są jednak też pozytywy

    trawników jednak nie maluję

    OdpowiedzUsuń
  8. @Michal

    "Kochaj i rob co chcesz" św. Augustyn. Owsiak go tylko zacytowal :) Nie wiem zatem dlaczego za ten tekst krytykowany jest Owsiak a nie Augustyn :)

    OdpowiedzUsuń
  9. @michał

    piszesz: niektórzy uciekają za przygodą, a nie kasą, niektórzy z innych względów choćby politycznych (...) "Ich również skrytykujesz?"

    czytać ze zrozumieniem proszę i NIE DOPOWIADAĆ SOBIE treści

    kogo ja tu skrytykowałem? otóż skrytykowałem notorycznych krytykantów Polski, którzy obrzydzaniem innym osobom życia w kraju - coś sobie próbują udowodnić

    jasne?

    piszesz: "Zastanawiałem się nawet tym postem, czy nie wyrzucić z czytnika kanału - jeżeli moje przekonania i uczucia powodują, że w głębi duszy nie czuję się polakiem"

    przede wszystkim Polakiem warto pisać z dużej litery, mi by było miło, po drugie czuj się kim chcesz - to NIE moja sprawa, co ma piernik do wiatraka? co to za argument?

    na tym blogu czasem poruszam sprawy problemowe - jeśli Cię to męczy i nie tolerujesz mojej twórczości - lepiej może rzeczywiście wykasować blog z twojego czytnika

    tak to jest tu "od zawsze", że z każdym problemowym artykułem ktoś z czytelników bloga "ucieka" - nie robi to na mnie w tej chwili już wrażenia

    ucieczka nie zlikwiduje jednak problemów, nie zamaskuje prawdy

    OdpowiedzUsuń
  10. @Richmond
    miło, że cię google w końcu nie wrzuca w skrzynkę 'spam', już się wkurzałem na te filtry

    @wszyscy
    nie będę ukrywał, że emigranckie podejście Richmond - jest tym konstruktywnym podejściem, które mi osobiście odpowiada - komentarze są rzeczowe, na temat i nie są "przesadnie krytykanckie", nawet jeśli pokażą jakiś minus życia w PL

    gdziekolwiek człowiek nie pojedzie zabierze ze sobą siebie, swój charakter i swoje wewnętrzne bolączki - można pojechać z kupą forsy na jakieś "karabiby" i dalej mieć syf w życiu i zasyfiać życie innym!

    OdpowiedzUsuń
  11. Polska to wspaniały kraj, w którym można żyć naprawdę wygodnie, może i lepiej niż na emigracji. Tylko jeden warunek: tutaj trzeba być sku-synem.
    Każdy wie jak działają sądy, instytucje państwowe, jaka jest korupcja i nepotyzm, jak tworzone jest prawo, jak nierówno traktowani są obywatele. Można tak wymieniać chyba z pół godziny, no ale jak się ma jaja i sumienie ze stali to faktycznie można sobie poradzić ze wszystkimi przeszkodami.

    OdpowiedzUsuń
  12. cóż, w biznesie w PL są pewne bezwzględne reguły, bezwzględne i nie do końca cacy - nie jest idealnie

    ale nie przesadzajmy, nie jest to kraj ani lepszy, ani gorszy od mu podobnych - tak się jednak składa, że to nasz kraj

    czy takie reguły nie są podobne gdzie indziej? są pewne rzeczy powiązane z ludzką naturą, i tyle

    OdpowiedzUsuń
  13. Aha, no spoko, w takim razie sprawa jest prosta, życzę powodzenia w prowodzeniu bloga :)

    Skoro nic Ci do tego kim ja się czuje, to również nic Ci do tego, jak żyją emigranci i co mówią. Proste.

    Jeżeli po raz kolejny źle odebrałem Twój styl pisania - nic na to nie poradzę, ale czuję w nim za dużo niepotrzebnego oceniania ludzi. Absolutnie nie neguję go, jedynie nie pasuje mi i wyraziłem opinię na jego temat.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Krytyka tych czy innych słów padających z ust emigrantów - nie równa się automatycznie krytyce i potępieniu emigrantów.

    Krytyka postępowania telemarketerów - nie równa się automatycznym potępieniu ludzi wykonujących zawód handlowca.

    i tak dalej...

    ja funkcjonuję i piszę starając się zachować pewną logikę, za moich czasów w LO uczono bowiem np. logicznego rozumowania, a nie perfekcji w dopasowaniu swojego myślenia do "klucza odpowiedzi"

    tym się jako osoba w sile wieku różnię od młodych

    wielu ludzi nie potrafi tego mojego pisania zrozumieć - nie potrafią oddzielić człowieka od jego postępowania, bądź praktyk pewnej grupy

    nic nie poradzę, i oni rezygnują z subskrypcji, tak musi być

    natomiast znów widzę tu złe wnioski - miedzy Twoimi odczuciami, co do Twojej tożsamości narodowej, a moimi relacjami z emigrantami nie ma związku - moje relacje pozostaną moimi relacjami

    pomyliłeś się i to bardzo - nie oceniam tu ludzi, oceniam jedynie pewne postępowanie

    powyższą wypowiedź kieruję także do innych dyskutantów

    OdpowiedzUsuń
  15. RO:
    losos jest bardzo wartosciowa ryba, ale pod warunkiem, ze nie kupujesz tego z hodowli ale zlowionego na dziko. A dziki jest dwa razy drozszy od hodowlanego. Halibut z kolei to taka sobie ryba - chuda i wodnista, trzeba sie niezle nameczyc zeby cos z niej smacznego zrobic.

    Jesli chodzi o rodzine - coz, na rozbestwiona jest jeden prosty sposob. Jak jestes niezalezny finansowo, nic od nich nie chcesz, masz swoj dom - to sobie ich zapraszasz do siebie wtedy kiedy TY chcesz i na TWOICH warunkach. Done.

    "jeśli Latynos robi cię w jajo, ma gdzieś punktualność i wywiązanie się z obowiązków - to jest dowód wyluzowania, dystansu, wewnętrznego, spokojnego tempa życia przy szklance czerwonego wina i smacznej wołowinie"

    - nic takiego nie pisalam, nie przyprawiaj mi gęby i nie odreagowywuj swoich kompleksow na mnie.
    Pisalam, ze nastawienie kombinatorskie i wieczna "maniana" ma swoje DOBRE i ZLE strony. Jak jestes punktualny i lubisz miec wszystko na ostatni guzik zapiety, to nie masz czego szukac w zadnym latynoskim kraju. Z drugiej strony dzieki takiemu podejsciu do wszystkiego oni potrafia sie bawic, byc wyluzowani i zapomniec o problemach. Widzial to kazdy, kto latynoski kraj odwiedzil...

    Emigracji z "wyfrunieciem z gniazda" nie myle - z domu sie wyprowadzilam jeszcze na studiach i zylam na wlasny rachunek przez ladnych pare lat zanim nie wyjechalam 13 lat temu do Kalifornii.
    Na swoim blogu wynajduję i wady i zalety krajow, w ktorych zdarzylo mi sie zyc. W sprawie wad to obrywa sie rowno i USA i Polsce i Argentynie - bo kazdy jeden z nich ma wady. Tyle, ze jesli rozmawiam np. o fatalnym systemie ubezpieczen czy kretynskiej polityce rzadu USA to nikt ze znajomych Amerykanow nie obrusza sie ze jak ja smiem krytykowac ich kraj i w ogole jak moge sie odzywac. Ale oni maja do siebie i swojego kraju dystans...

    Tobie dobrze sie zyje w Polsce i uwazasz, ze to raj - ok, Twoj wybor, Twoja sprawa i mnie to wisi. Zwaz jednak, ze jesli nie podoba Ci sie to, co piszę na swoim wlasnym blogu to po prostu go NIE CZYTAJ. NIE MA PRZYMUSU. Zaoszczedzisz w ten sposob swoj cenny czas oraz nerwy no i nie bedziesz bez sensu przekrecal cudzych tekstów :))

    OdpowiedzUsuń
  16. "jeśli Latynos robi cię w jajo..." przecież nie mówię, że dokładnie takie słowa pisałaś - natomiast ja właśnie tak odbieram to co wypisujesz i podkreślam to ponownie.

    w mojej wypowiedzi czepiam się przede wszystkim twojego stosunku do Polski

    bo ty "problemy" polskie podnosisz do rangi nie wiadomo jakiej, analogiczne problemy emigracyjne - bagatelizujesz, lub puentujesz wnioskiem typu: "trudno - trzeba się przystosować do otoczenia, to inne tempo, inna perspektywa"

    Polska nie jest idealna, wydaje mi się natomiast rajem przy twoich opowieściach o Argentynie. Sama teraz przekręcasz moje słowa. Eeeeh..

    Jesteś dobra w internetowym odbijaniu ping-ponga. Z mistrzynią nie wygram. Piszesz, że pisałam, że nie pisałem, że przepisałem..... Dobre sobie.

    Natomiast parę wniosków formalnych.


    1. Osobisty: "Jak jestes niezalezny finansowo, nic od nich nie chcesz, masz swoj dom - to sobie ich zapraszasz do siebie wtedy kiedy TY chcesz i na TWOICH warunkach. Done."

    Dla twojej wiadomości, bo to cię często boli w rozmowach ze mną, tak właśnie jest.


    2. Pisarski: Skoro tak uczciwie piszesz o wszystkich krajach - pisz także uczciwie o Polsce.


    3. Psychologiczny: o moje samopoczucie i nerwy się nie martw - pisząc i będąc aktywna w internecie nie dziw się jednak, że ktoś twój blog czyta, komentuje, dyskutuje i krytykuje. Jednak ci to nie "wisi", skoro tak dogłębnie się ustosunkowujesz do sprawy.


    Mimo naszych ostrych różnic poglądowych naprawdę życzę ci powodzenia i sukcesu w Argentynie. Pamiętaj, że udane życie kogoś w Polsce nie musi przekreślać twojego szczęścia na emigracji. Baw się tam dobrze, bogać się i oby ci fortuna sprzyjała.

    OdpowiedzUsuń
  17. Od siebie dodam :) że w Bieszczadach mamy pełno latynosów dla których "maniana" to standard :), wcale nie trzeba emigrować do Argentyny czy meksyku żeby poczuć "tego rodzaju klimat" i wcale nie uważam żeby to było złe podejście, w tych miejscach czas po prostu płynie wooolno. Trzeba tam być żeby to zrozumieć. To jest inna mentalność. Dla tego doskonale rozumiem o co chodzi futrzakowi.

    OdpowiedzUsuń
  18. RO:
    "jeśli Latynos robi cię w jajo..." przecież nie mówię, że dokładnie takie słowa pisałaś - natomiast ja właśnie tak odbieram to co wypisujesz i podkreślam to ponownie."

    -- no to z łaski swojej nie czyń mnie odpowiedzialną za swoje wlasne interpretacje i nie pisz "Z Twojej tworczosci jasno i logicznie wynika" - BO NIE WYNIKA. To jest Twoj subiektywny odbior tego co ja napisalam. I pomyslec, ze potem jeszcze sie "szczycisz" tym, ze na lekcjach Cie uczono logiki i racjonalnego rozumowania. No brawo.

    "1. Osobisty: "Jak jestes niezalezny finansowo, nic od nich nie chcesz, masz swoj dom - to sobie ich zapraszasz do siebie wtedy kiedy TY chcesz i na TWOICH warunkach. Done."

    Dla twojej wiadomości, bo to cię często boli w rozmowach ze mną, tak właśnie jest."

    - oh really? Jesli tak jest to po co napisales ta notke:
    http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2011/12/plany-blogowe-na-nowy-rok-pomys-na.html

    "pisząc i będąc aktywna w internecie nie dziw się jednak, że ktoś twój blog czyta, komentuje, dyskutuje i krytykuje. Jednak ci to nie "wisi", skoro tak dogłębnie się ustosunkowujesz do sprawy."

    -- nigdy mi nie wisialo jesli ktos przekrecal moje slowa i probowal ze mnie robic kretynke, sorry. Zwlaszcza, jesli ktos popelnil wpis taki jak Twoj, a potem link do niego wkleil u mnie w komentarzach.

    OdpowiedzUsuń
  19. 1. Tak to jednak odbieram i widzę, że nie tylko ja. Post podlinkowałem, ponieważ wstawienie komuś mega-komentarza o objętości posta z dużą dozą offtopa jest nie na miejscu. Sama sobie tego nie życzyłaś z resztą.

    Ale nie martw się - cenzurować komentarzy w tym wątku nie zamierzam.


    2. Znów drążysz moje sprawy rodzinne. Po co? Ale ok:

    Moich perypetii i losów rodzinnych nie ukrywam, nie jestem tu na blogosferze jedyną osobą która ma/miała jakieś zgrzyty z rodziną, w tym z najbliższymi domownikami.

    To jest sprawa tak powszechna u różnej maści freelancerów i posiadaczy home office, że można o tym mówić swobodnie.

    Ty piszesz z perspektywy singla który/a mieszka sam. Nie obejmiesz mojej złożonej sytuacji ze swojego stołka.


    Słuchaj, ping-ping słowny ja w tym momencie kończę - czas mi nie pozwala. Wnioski z tej rozmowy ujmę w nowym poście.

    OdpowiedzUsuń
  20. To i ja dorzucę swoje trzy grosze na temat futrzaka.
    1) Pisała bzdury o komunikacji warszawskiej i parkowaniu na Ursynowie - tak jak o witaminie D z pozycji "wszystko świetnie wiem, choć tu nie mieszkam".
    2) Pamiętam też, jak kiedyś biadoliła, że nie może dostać pracy jako tłumacz, a przecież zna języki i już ma w tym doświadczenie. Ktoś (nie ja!) doradził jej, żeby - jeśli jej na tym zależy - podszlifowała polski, bo jednak trochę zapomniała na emigracji. Strasznie na niego wtedy naskoczyła. Jestem tłumaczem i redaktorem i też widzę, że jednak zapomniała i robi dyskwalifikujące ją błędy. Z taką polszczyzną żadne z wydawnictw, dla których pracowałam, by jej nie zatrudniło. Nikomu nie chciałoby się poprawiać tylu błędów. Ale futrzak woli twierdzić, że świat jest podły, a ona taka świetna, zamiast wziąć się za siebie. Woli uciekać coraz dalej.
    3) Zablokowała mi komentowanie u siebie, gdy skrytykowałam ją za to, że zmieniając faceta, zmieniła dietę z wegetariańskiej na wołowinę, tatary itp., a także odpowiednio dorobiła do tego teorię, jakie to zdrowe.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie byłem świadkiem tych rozmów, więc nie mogę się ustosunkować.

    Rzeczywiście do pracy tłumacza (na 2 strony) dobrze jest przypomnieć sobie j. polski. Okraszanie polskiego anglicyzmami nie jest w tej branży profesjonalne.

    Wydaje mi się także, że dobrze jednak zrobić jakiś choćby jakiś certyfikat - jeśli człowiek jest praktykiem z doświadczeniem po X latach w Stanach, to jest takie usystematyzowanie wiedzy, niezbędnej dla tłumacza gramatyki i sprawdzenie się.

    Hmm... futrzak ma swoje rozbudowane ego, z resztą nie tylko futrzak, ale też jak zauważyłem kol. Krzysztof vel. Maczeta...

    No cóż, taki urok tego internetowego towarzystwa.

    Natomiast napisałem o tym, co mnie ostatnio drażni i tyle :)

    Nie wiem też po co u kol. futrzak te ciągłe dziwne argumenty dot. mojej rodziny? Kiedy o swoich sprawach rodzinnych napisała na blogu u Riannon starałem się dać dobre słowo i jakoś pozytywnie odnieść.

    Hmm... no cóż - jak ktoś chce publikować w necie - musi się przygotować na różne komentarze - i właśnie to widzę.

    OdpowiedzUsuń