czwartek, 3 listopada 2011

Jak oszczędzać wodę - część 2 - toaleta

Toaleta to często największy "pożeracz" wody w naszym domu. Co zatem można zrobić, aby oszczędzić na tym niezbędnym nam wynalazku. Dziś będzie szybko, konkretnie i w punktach.

1. Nasz "tron" to nie śmietnik, śmieci wyrzucajmy do kosza - spłukiwanie wody po każdym papierku kosztuje.

2. Mechanizm spustowy wody może przeciekać, co rocznie daje ogromne straty wody, uszczelnienie jest tanie, sprawdzenie szczelności banalne - wlej do zbiornika np. wodę z buraków i zobacz czy po kilkunastu minutach wnętrze muszli nie jest czerwone.


3. Kup mechanizm spustowy dwufazowy i wyreguluj minimalny odpowiedni strumień na "siusiu", oraz odpowiednio większy na "twarde dowody".

4. Jeśli nie lubisz dwufazowego spustu, wybierz taki z systemem STOP i w przypadku "siusiu" robisz dwuklik, zupełnie jak myszką przy komputerze - prawda że genialne? Mechanizmy spustowe są niedrogie, a wymiar jest w dwóch standardach do większości w miarę nowych toalet/kompaktów. Jeśli masz odrobinę zdolności technicznych, cierpliwości i spokoju - poradzisz sobie z montażem i regulacją.

U mnie poszły dwa puszkowe Lechy na samodzielny montaż i w szczególności regulację mechanizmu - naturalnie za wiadomym pośrednictwem.

5. Jeśli nie możesz wymienić mechanizmu spustowego, lub jeśli regulacja starego "zapieczonego" zestawu łączy się z ryzykiem zniszczenia całości zmniejsz strumień wody w prosty sposób: włóż do zbiornika na wodę w toalecie butelkę PET 1,5l napełnioną czystą wodą - butelkę możesz dla pewności obciążyć kilkoma kamykami, które wrzucisz do środka. Zmniejszy to jednorazowo objętość spuszczanej wody o 1 - 1,5l. Stare toalety były projektowane z zupełnie zbędnym, dużym nadmiarem "mocy", kiedyś nikt nie przejmował się zużyciem wody. W mojej starej toalecie to się sprawdziło.

Przy okazji modernizacji mojego "tronu" nie mogłem się powstrzymać i wymieniłem klapę toalety na coś z obrazkiem w tym stylu - a co?! Król ma swój tron, to i ma swój luksus!

9 komentarzy:

  1. Jest też inny sposób - nie spuszczać wody po każdym "siusiu".

    Aczkolwiek większość ludzi uważa to za śmieszne, niehigieniczne i zacofane. Tylko, że dopiero od niedawna (XIXw) każdy cieszy się toaletą spłukiwaną wodą pitną, wcześniej każdy robił gdzie mógł. Jak się jednak zastanowić, jest to ogromne marnotrastwo.

    Ja oszczędzam tak z wielu powodów:
    - finansowe: mniej za wodę i ścieki
    - ekologiczne - oszczędzam wodę i nie ograniczam odpady

    Nie zdajemy sobie sprawy, że to co spuszczamy w toalecie trafia do oczyszczalni ścieków, potem zbiorników wodnych i z powrotem na nasze stoły. Żyjemy w błogiej iluzji, że woda była, jest i będzie w kranie i zawsze czysta. A tak naprawdę to już od dawna pijemy oczyszczone ścieki. A żeby je oczyścić trzeba ją było solidnie potraktować "chemią".

    OdpowiedzUsuń
  2. Moi rodzice wpadli na jeszcze jeden w sumie, obiektywnie patrząc, niezły pomysł. Chociaż mnie się tego mimo wszystko wprowadzać nie chce. Aby zaoszczędzić, spłukują toaletę wodą wcześniej użytą do mycia i kąpieli. Czyli mają rozwiązany problem marnowania pitnej wody (to faktycznie luksus i będzie z tym coraz większy problem). Oczywiście raz na jakiś czas spuszcza się normalnie, ale po siusianiu wlewa się po prostu wodę z miski lub wiadra.
    Wiem, brzmi trochę menelsko, ale takie życie, diabli wiedzą, czy kiedyś wszyscy nie będziemy zmuszeni tak robić. Ja mam wodę za darmo, więc póki co, mogę sobie na luksusy pozwalać, co nie oznacza, że nie racjonalnie gospodarujemy (hydrofor przecież im częściej się włącza, tym więcej prądu żre).
    A te oczyszczone ścieki, to osobna historia. W większości miast, w tym we Wrocławiu, naprawdę woda zalatuje wszelkimi aromatami i niewiele ma już wspólnego z pitną wodą. Faktycznie, tylko do kibelka się nadaje ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. o tym spuszczaniu wodą pitną miałem napisać w następnym poście za jakiś czas - o toaletach kompostujących i sławojkach

    nie radziłem użytkownikom bloga nie spuszczania siuśków, ale raczej szybki dwuklik/lub minimalny spust wody

    ja siedząc po nocach, popijając herbatę, itp. często wędruje do toalety - nie spuszczam jednak wtedy siuśków aby po prostu nie hałasować i nie budzić domowników - dopiero jak wstanę spuszczam to max. ładunkiem wody - o oszczędności nie myślałem

    ale nie jest to miłe, zapaszek jest - nie wiem czy to higieniczne

    OdpowiedzUsuń
  4. Riannon, to nie jest menelskie, a wręcz bardzo mądre.

    Zarówno jeśli popatrzymy na ekologię, jak i ceny wody.

    Osobiście wolałbym instalację dodatkową, wykorzystującą "szarą wodę", ale nie mam na to miejsca.

    Są też toalety-kompakty zintegrowane z małym zlewem, na razie niepopularne w Polsce, ale zmiana kompaktu to dużo zachodu i duży wydatek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Instalacja wykorzystując szarą wodę to mus w moim przyszłym domku. Ale na razie to dalekosiężne plany i marzenia. Ostanio też rozmyślam nad jakąś instalacją toalety kompostującej.

    Rodzice Riannon nie są w ciemię bici. Moi dziadkowie przeżyli wojnę więc cenili każdą kroplę wody i każdy okruch chleba. To chyba dzięki nim mam pociąg do oszczędzania.

    My dzisiaj mamy za dobrze. Oszczędzanie i gospodarność nie jest "w modzie". Lepiej rzyć tak jakby jutra nie było i najlepiej na kredyt.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli w domu nastąpiła "kumulacja" osób z drobną potrzebą wystarczy powiedzieć "ja też chcę, nie spuszczaj" i wodę spuszcza ostatni w kolejce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Głupotą niesamowitą jest spłukiwanie toalety wodą słodką(pitną). Ponoć w Stanach stworzono system, któłry zbiera wodę deszczową i potem spłukujemy nią muszlę. A co z wodą słoną?

    OdpowiedzUsuń
  8. woda słona to może być problem później w uzdatnianiu ścieków - lepiej już deszczówka

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja polecam nasadki do toalet. Kupiłem taką ze strony www.save-water.pl. Kupuję jedną nasadkę i spłukuję 1-2 razy dziennie wodę i mam spokój przez miesiąc.

    OdpowiedzUsuń