niedziela, 13 listopada 2011

Życie bez samochodu - osiedle z PRL-u

Nazbierało mi się kilka spraw do omówienia - są one głównie elementem polemiki z kolegą, którą toczę od dawna.


Blokowisko

Wychowałem się na PRL-owskim blokowisku średniej wielkości miasta - osiedlu zaprojektowanym tak, że posiadanie samochodu nie jest na nim absolutnie konieczne do wygodnego funkcjonowania. Obecnie po latach tułaczki znowu mieszkam na tym samym osiedlu, gdzie czuję się po prostu dobrze i "u siebie". Lubię tą przestrzeń i luz PRL-owskich blokowisk, choć nie jest to pozbawione negatywnych aspektów (o tym kiedy indziej).

Komunikacja

Co do transportu i komunikacji. Komunikacja miejska działa sprawnie, jest wygodna i czysta z nowoczesnym taborem, osiedle przecinają dwie trasy rowerowe, prowadzące do centrum. Odległości do centrum, w zależności od punktu to ok. 2-3 km, co umożliwia nawet rezygnację z komunikacji miejskiej i/lub roweru i poruszanie się żwawym krokiem.

Trzeba przyznać, że planiści epoki PRL wykonali swoją pracę dobrze w tym przypadku.

Ekolog

W takich warunkach nie trudno było mi wyrosnąć na zapalonego rowerzystę i anty-samochodziarza, do tego po zetknięciu się z tym ruchem - ekologa (i takim jestem dalej, oczywiście po rewizji wielu poglądów i podanych mi na tacy prawd, jak np. wielka mega-ściema z emisją CO2, zapędy socjalistyczne ekologów, itp.).

Negatywne nastawienie do samochodów.

Jak mówiłem, miałem kiedyś raczej anty-samochodowe nastawienie - to się zmieniło jednak, kiedy powoli zacząłem wychodzić ze studiów - w realne życie. W końcu kupiłem auto - które w rewelacyjny sposób wykorzystałem.

Argumenty anty-samochodowe mnie obecnie nie przekonują - ja chcę mieć komfort i wolność poruszania się po kraju, a może i dalej, które daje tylko samochód. Nie przekonuje mnie zieleń na osiedlu i w mieście - chcę gór, morza, jezior - w weekend. Chcę możliwości zapakowania się z rodziną do auta - bez zgniłych kompromisów i ograniczania się i pojechania w miejsca, gdzie nie dojedzie cuchnący autobus PKS czy pociąg. Tu i teraz, nawet jeszcze dziś, jeśli podejmiemy w domu taką decyzję.

Z resztą posiadanie auta nie zmusza mnie do zaniechania spacerów i jazdy rowerem - a taki klimat czuje z wielu anty-samochodowych wypowiedzi. Nie dorabiajmy do tego ideologii.


Jak to się u mnie zmieniło?

Zmieniło się zdecydowanie nie w moim rodzinnym mieście, ale w Poznaniu, gdzie przemieszkałem ok. 10 lat. Zdecydowałem się na posiadanie samochodu, mimo wszelkich negatywnych aspektów związanych z tym, szczególnie w dużym mieście.

Oczywiście - poruszanie się autem w godzinach szczytu - to masakra - ale jako wieczny freelancer na ogół potrzebowałem transportu poza godzinami szczytu. Parę razy bardzo negatywnie przejechałem się, na poleganiu na komunikacji miejskiej i taksówkach w dojeździe do klientów - transporcie "towarów" - natomiast rower w wielu przypadkach był wykluczony - wjechanie cały spocony do biura klienta, w sportowych ciuchach, nieeee dziękuję.

Pewnego razu pod moje home office (łał, jak to patetycznie brzmi po angielsku :P) podjechał podwykonawca w moim wieku, po spotkaniu zaciągnął mnie na dół i pokazał swój nowy nabytek - starego kaszlaka. Oglądaliśmy tego malucha z godzinę z głowami w silniku i każdym elemencie. Dla normalnego człowieka - nic specjalnego - dla pasjonatów techniki - fajna zabawa.

Jednak kolega przekonał mnie przede wszystkim do swobody poruszania się tym autkiem w mieście. Swobody załatwiania spraw, dojazdu do klienta - zwłaszcza po godzinach, kiedy komunikacja jeździ rzadziej. A w niektórych peryferyjnych rejonach miasta - dość rzadko. W reszcie swobody wyrwania się poza miasto w weekendy.

Niebezpieczna komunikacja publiczna

Całe szczęście, że było mi to oszczędzone - nie jestem drobnej budowy, poza tym wyglądałem dość "treningowo" dla potencjalnych amatorów mojej własności - jednak szereg znajomych zaliczyło bardzo nieprzyjemne sytuacje w komunikacji miejskiej lub na przystankach. Łącznie z pobytami w szpitalu po ciężkim pobiciu. O częstej utracie portfela lub komórki nie wspomnę. A ja niedługo miałem zacząć jeździć z laptopem...

Nie wiem jak teraz - w owym czasie komunikacja miejsca w Poznaniu nie należała do bezpiecznych, to samo tyczyło się PKP. To kolejny argument, który mnie powoli przekonał.

O PKP i PKS oraz bezpieczeństwie tamże będzie najpewniej osobny wpis. Na dzisiaj wystarczy tych argumentów :)


Poprzedni post i seria argumentów na temat samochodu jest tutaj:
http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2011/07/10-argumentow-za-posiadaniem-samochodu.html

10 komentarzy:

  1. @Henryk
    Piesi i rowerzyści są znacznie częściej ofiarami wypadków niż pasażerowie lub kierowcy samochodów.

    Co do samochodu, uważam że warto go posiadać, jeżeli tylko nie stanowi to dla nas wielkiego obciążenia finansowego. Nie trzeba natomiast z niego zawsze bezmyślnie korzystać. Czasami nawet wygodniej jest pójść pieszo (szczególnie w zatłoczonym mieście) lub skorzystać z roweru. W mojej opinii ludzie, którzy przyrośli do siedzeń w swoich samochodach, stają się na własne życzenie kalekami, a taki właśnie obraz społeczeństwa ostatnio co raz częściej obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiecie - to jest dyskusja czy lepiej dostać w ryj na ulicy, czy nabawić się rwy kulszowej przez notorycznie złą pozycję za kierownicą.

    Czy rower, czy komunikacja, czy samochód - grunt to używać z głową.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz napiszę ogólnie - nie osobiście do kogokolwiek z was.

    Zatem tak ogólnie wśród rowersów-eko-aktywistów zauważam niechęć do aut podszytą jakimś lękiem.

    Boją się że jak kupią auto, będzie to tak wygodne i kuszące, że staną się jego niewolnikiem???

    Samochód zabierze im wolność, będą musieli sprzedać rower???

    Ludzie - to wszystko jest w waszych głowach. Ani samochód nie jest złem, ani rower panaceum na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. "że staną się jego niewolnikiem???

    Samochód zabierze im wolność, "

    Jeżeli uwzględnić aspekt ekonomiczny, trochę to rozumiem. Jaka jest mediana zarobków netto w kraju nad Wisłą? 2000zł?
    Policz więc wszystkie koszty utrzymania samochodu, dolicz jego zakup i wyciągnij wnioski.
    Inną sprawą są ludzie dobrze sytuowani, którzy nie chcą 4-kółek, bo nie, ale w sumie ich sprawa... Ja wybrałem drogę środka, 2 dorosłe osoby w rodzinie, 2 samochody, ale używane tylko wtedy gdy są potrzebne. Nie widzę sensu jazdy 500m do sklepu samochodem albo spędzania wolnego czasu za kółkiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. A co z kupowaniem samochodu na miarę możliwości?

    Czy przeciętnie zarabiający człowiek musi koniecznie kupować wypasione auto na raty?

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy osoba zarabiająca medianę jest w stanie cokolwiek kupić i utrzymać? Za wynagrodzenie 2000zł/m-c???
    Paliwo, serwis, przeglądy okresowe, opony, szkody po kolizjach etc. No i ciężko chyba coś odłożyć na zakup pojazdu tyle zarabiając.
    Na upartego pewnie by się dało, ale kosztem (w miarę) normalnego życia.

    OdpowiedzUsuń
  7. To już jest decyzja indywidualnego człowieka - nic mi do tego.

    Znam osoby na wsi, które zarabiają jeszcze mniej - ale są w stanie kupić coś mocno używanego, klepać w garażu i opłacać jakoś OC i przegląd - bo chcą. I głodować przez to nie głodują.

    Natomiast nie dorabiajmy ideologii do marnego stanu finansów.

    Bo z tego co widziałem, jest tak, że ekologista - osoba bezrobotna, słabo zarabiająca, lub student - dorabia sobie całą ideologie antysamochodową - eko-sreko, CO2, ptaszki w Rospudzie... oraz społeczną: wolne i równe społeczeństwo (czyli tak biedne jak on sam).

    Akurat jako student ja taki nie byłem - moja sympatia do roweru miała inne podstawy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aha, jeszcze jedno - mieszkając np. w centrum Wrocławia - prawdopodobnie nie miałbym samochodu. Z wyboru.

    Miałbym natomiast motocykl.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś amatorsko uprawiałem kolarstwo, rowerek jeszcze zakurzony leży:( ,w weekend unikałem wyjazdów ze względu na uliczny ruch, ale w tygodniu jak jeździłem było lajtowo, i to na głównych drogach. Teraz nawet znane mi poboczne sprawiają problem w wygodnym poruszaniu się kolarzówką. Samochodów przybyło, dróg jakby mniej... Pozostaje noc albo na górala się przesiąść i w las ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń