niedziela, 11 grudnia 2011

Polska choroba duszy - zawiść i plucie w talerz

Wspominałem już o tym niedawno, ale wrócę do tematu. Wymienione w tytule zachowania są autentycznie jednym z powodów, które mogłyby skłonić mnie do emigracji.

Przyznam też, że po doświadczeniach własnych i opowieściach znajomych, na emigracji starałbym raczej odciąć się od środowiska polskiego, ewentualnie zapoznać środowisko starej emigracji, jeśli w 2-3 pokoleniu "polski charakterek" byłby tam w zaniku. Generalnie starałbym się czym prędzej zintegrować z lokalną społecznością. Nauczenie się języka nie jest dla mnie jakimś szczególnym wyzwaniem, a kontakty z ludźmi przychodzą mi łatwo (bo po prostu ich lubię i jestem ich ciekaw - was - drogich czytelników - także).

W Kraju zauważyłem, że część ludzi sukcesu, prawdziwych ludzi sukcesu, a nie pozerów - stara się raczej w wielu sytuacjach spuścić głowę i przemilczeć swój sukces, na zewnątrz zachować bardzo skromną fasadę i kryć się z wieloma sprawami. To w sumie jest trochę chore, jednak nie jest to wina osób, które coś osiągnęły. Te osoby znają potęgę polskiego piekiełka, bezinteresownej zawiści, rzucania kłód pod nogi i plucia w talerz. A ja lubię się uczyć od lepszych od siebie.


Kiedy przeprowadziłem się w miejsce, gdzie mieszkam obecnie, do rodzinnego małego miasta, nie byłem studentem, który z podkulonym ogonem wrócił do mamusi i tatusia z dużego miasta. Byłem już pewnym siebie przedsiębiorcą (drobnym, ale jednak!), który przyjechał do tego miasta robić biznes i po prostu żyć wygodnie (bez bujania się w korkach po 2h dziennie).

To wielu ludzi bolało i boli nadal - nie chodzi tu przy tym o stan portfela, bo z tym bywało różnie - raz całkiem dobrze, raz bardzo słabo, ale o pewną swobodę i styl życia. Podkładanie mi świni, donosicielstwo i negatywne podejście jest czymś co dotyka mnie do chwili obecnej. Nauczyłem się jednak z tym żyć, a wielu wrogich mi ludzi zamieniłem w przynajmniej neutralnych znajomych, o ile nie życzliwych mi ludzi.

Jasne jest, że pomogło mi w tym nieobnoszenie się z sukcesem na zewnątrz, uwidacznianie problemów (nawet nieistotnych), przypadkowe "puszczenie pary z ust" przy papierosie i wódce z kilkoma "ludźmi z miasta" dot. moich problemów finansowych, nękania mnie przez Urzędy, itp., tak aby wyglądało to znacznie gorzej niż jest. Problemy ze szczylami, które mi rzucały w okna kamieniami i spuszczały powietrze z opon rozwiązałem ujmując się za nimi publicznie w pewnej sprawie ze spółdzielnią. Kiedy rozwaliłem samochód - to przed naprawą postał on sobie trochę przez domem, aby każdy się zdążył opatrzeć i nacieszyć. Wrak ku pokrzepieniu serc.

Jak widzicie umiem z tym w miarę sprawnie żyć, co nie znaczy, że mi się to podoba.

17 komentarzy:

  1. wszyscy chyba nie możemy wyjechać :-)
    a śledzie zrób - są banalne w produkcji :-) a tak w ogóle - gdzie masz adres e-mailowy?

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię zapach zielonego pieprzu, ze śledziami i ogórkiem nie pomyślałem - dla mnie to rewelacyjne odkrycie

    co do reszty, naród jest pełen narzekalnictwa i zastraszony, ale to nie jest jeszcze najgorsza cecha narodowa - są gorsze

    planowałem zresztą także test pozytywny, ku prawdziwemu pokrzepieniu serc

    OdpowiedzUsuń
  3. nie strasz ludzi :-) bo uciekną za granicę :-)
    a maila nadal nie widzę... w żadnym rogu...

    OdpowiedzUsuń
  4. no bo trochę to jest tak, że nie ma być widoczny za bardzo...

    ...proszę o kontakt na mail: rwks/małppa/tlen/krropka/pl;

    OdpowiedzUsuń
  5. ...a może niech uciekną... spadną ceny nieruchomości... a ja mam ochotę na jakąś małą chatkę na Pomorzu... :>

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jakoś nie potrafię żyć w ten sposób. Nie umiem kłamać, że jest fatalnie gdy jest całkiem dobrze, a bez tej umiejętności, tak jak piszesz, w małym mieście ani rusz. Do rodzinnego miasta nie wróciłem m.in. przez takich ludzi. Nawet po kilku latach od wyprowadzki dowiadywałem się o sobie dziwnych historii, które krążą wśród tych dziwnych postaci, żywiących się plotkami :-)

    Mieszkam w dużym mieście, ale ulokowałem się tak, że nie stoję w korkach prawie wcale. Do tego w każdym z miast, w których mieszkałem poznałem ludzi, z którymi mogę być szczery. Mogę im nawet powiedzieć ile zarabiam i nikt nie patrzy na mnie krzywo. W małym mieście wystarczyło kupić nową lodówkę żeby sąsiedzi "strzelili focha". To było chore :-)

    Odległość do rodzinnej mieścinki czasem doskwiera, ale mam teraz taki komfort życia o jaki zawsze zabiegałem i nie wyobrażam sobie rezygnacji z tego i powrotu do tego, co opisujesz.

    Wyrazy współczucia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Melonmaker, ja też zasadniczo do kłamania się nie nadaję - tu nie chodzi o kłamstwo, ale o selekcjonowanie prawdy, informacji, plotek.

    Sukces po prostu pomijasz, cieszysz się nim przy piwku i dobrym filmie po godzinach, a każdy większy problem ojojoj...!!! i to głośno, byle każdy wiedział, że masz gorzej niż on.

    Nazwijmy to zarządzaniem informacją.

    A w dużym mieście, w którym mieszkałem wbrew pozorom także były plotki, sitwy, układ, obrabianie d... jeden drugiemu - ot. taka bardzo duża wiocha z korkami gratis.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aha, dziękuję Ci za okazane współczucie, tyle że ja naprawdę się przystosowałem i żyję w miarę komfortowo jak na małe miasto.

    Nie lubię anglicyzmów, ale dziś wyjątkowo powiem:

    Better the devil you know than the devil you don't know.

    Myślę, że znacznie większy problem jest z wyprowadzką na wieś i adaptacją tamże, a z drugiej strony wyprowadzeniem się człowieka ze wsi do metropolii.

    OdpowiedzUsuń
  9. Te wyrazy współczucia to tak z przymrużeniem oka były :-) Mam nadzieję, że po ostatniej dyskusji o zwierzakach nie będziesz mnie odbierał w każdej kwestii zbyt negatywnie. Po prostu dokładnie wiem o co chodzi w tych małomiasteczkowych klimatach. Jedni to lubią, inni nie. Ja z jednej strony wiem, że w małym mieście żyłoby mi się dostatniej, bo koszty mieszkania zdecydowanie mniejsze, ale jakoś nie mogę się przełamać i wyprowadzić.

    Poza tym w małym mieście też może czaić się "devil I don't know". Kiedyś w parku w moim rodzinnym mieście usłyszałem przypadkiem 2 osoby obgadujące mnie i wymieniające moje imię i nazwisko podczas gdy ja te osoby widziałem pierwszy raz w życiu. W dużym mieście jest się bardziej anonimowym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niewatpliwie zagranica zjawisko zawisci i zyczenia by inni mieli gorzej, jest mniejsze. Ale czasami tez potrafi sie objawiac. Akurat w sobote rozmawialam o tym ze znajomymi ludzmi z IT. Bylo troche o tym, ze ktos tam nie kupil konkretnego samochodu, bo nie chcial denerwowac wspolpracownikow i powiedzmy, ze z wlasnej woli pochyla glowe i udaje, ze zyje skromniej niz zyje.

    OdpowiedzUsuń
  11. zapewniam Cie, że na emigracji spotka Cię dokładnie to samo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Melonmaker, nic takiego, nic osobistego - jeśli nawet był jakiś zgrzyt ja już zapomniałem - pamiętaj o tym.

    Ja tu często piszę w stanie dość zmęczonego umysłu - po pracy - zbyt zmęczony na głębokie rozmyślania, zbyt rozbudzony jeszcze aby iść spać - wtedy zupełnie już nie chwytam niuansów i słów między wierszami, siada mi wtedy także liczenie - muszę włączyć kalkulator.

    Richmond :) pamiętam rozmowę o autach, jak widać nie ma ideału także za granicą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. baqu, ze strony rodaków? czy lokalnych?

    OdpowiedzUsuń
  14. o dziwo właśnie nie rodaków, chociaż często na początku drogi okazuje się że lokal pomoże a swój Cie wykiwa, aczkolwiek im dalej w las tym lokalsi nie chcą "obcych" osób na wyższych od siebie stanowiskach i wyraźnie dają odczuć, opisywane przez Ciebie elementy. Wydaje mi się, że małostkowość występuje w każdym społeczeństwie i nie ma co tu generalizować czy jesteśmy w Polsce czy w UK, czy w Chinach ;) Zazdrość, jest rzeczą ludzką...

    OdpowiedzUsuń
  15. Obgadywanie za plecami jest zapewne nieprzyjemne - nigdy sie z tym osobiscie nie spotkalem tu gdzie mieszkam, w Szwabii. Z trzeciej reki wiem, ze Szwabi tez to potrafia robic. W odniesieniu do cudzoziemcow natomiast prezentuja bardzo otwarta postawe demonstrujac swoja wyrazna pogarde, chocby ow cudzoziemiec nie wiem co osiagnal i nie wiem jak sie integrowal.

    Browning

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię Twoje obserwacje społeczne :)

    OdpowiedzUsuń