piątek, 24 lutego 2012

Kryzys w krajach południa... czyli dlaczego go tam nie ma!

Wczoraj rozmawiałem z klientem, który bywa w krajach południa jeszcze częściej niż ja, oraz nie ogranicza się do turystyki i zwiedzania, ale próbuje nawiązywać żywe kontakty z lokalnymi mieszkańcami, wbić się nieco w życie poza miastami, zawędrować na wieś np. w celu kupienia oliwy lub czegoś mocniejszego bezpośrednio od mieszkańców wiosek, którzy produkują to od pokoleń, klapnięcia w jakiejś lokalnej knajpce, tawernie, itp. gdzie niekoniecznie mają wstęp głośno szwargocące niemieckie wycieczki, lub wiecznie zachlani Anglicy, pogadania z ludźmi... oto pogląd na kryzys mojego południo-znawcy.


Przede wszystkim ci ludzie w pięknych krajach Południa uważają, że kryzys to nie jest ich kryzys. Kryzys to ma państwo. Kryzys to maja ONI nie MY tutaj na wsi lub w miasteczku. (Ludzie prowincji w krajach południowej Europy średnio identyfikują się z instytucją państwa, gdzieniegdzie nawet uważają tą instytucję za wrogą.)

Ludzie południa mimo wolnego trybu życia i bijącego nam w oczy lenistwa często nie są biedni, choć za takich lubią uchodzić, mają majątek kumulowany od pokoleń, nieruchomości, dosyć wysoki poziom oszczędności własnych i co najlepsze jakoś UMIEJĄ ten majątek gromadzić i kumulować. Co więcej w niektórych krajach tak doskonale ssali unijnego cyca, tak doskonale umieją korzystać z przywilejów socjalnych własnych państw, że z tego co wyssali przez lata można żyć jeszcze długo i dostatnio.

Kryzys to mają bankierzy, budżety i rządy, nie Grecja, nie Włochy, rządząca biurokracja, nie ludzie! Owszem, kryzys może się odbić na mieszkańcach tamtejszych wielkich miast i tamtejszych młodych-wykształconych filozofach, socjologach, kulturoznawcach, psychologach i innych ***logach, którym na uniwerkach rozbuchano ambicję a nie dano żadnej realnej wiedzy umożliwiającej funkcjonowanie w gospodarce... (Tak jak i w Polsce taki przeciętny magister kozy już nie wydoi i pracować w sadzie nie pójdzie!!! Lewe rączki do pracy i lewe myślenie w pustej główce.)

Nieeee, na południu tak naprawdę kryzysu nie ma. Praca? Jaka praca? Będzie, czy nie będzie - to jakoś to będzie! Tak czy inaczej trzeba będzie usiąść z przyjaciółmi/sąsiadami/rodziną minimum na parę godzin dziennie, jeść, popijać wino, albo lokalny destylat, pogadać o wszystkim i o niczym. Jedzenie jest, ciepło jest, sympatycznie jest... zawsze przyjadą na urlop zestresowani i bladzi mieszkańcy Północy i kasa zawsze będzie... po co się spinać jakimś kryzysem bankierów i polityków!

10 komentarzy:

  1. P.S. Zbyt nerwowym i zestresowanym czytelnikom wyjaśniam, że artykuł oczywiście nie ma na celu obrażania naszych polskich magistrów (heh, sam nim jestem!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam sie nie przejmuje bynajmniej, bo jestem angielskim magistrem po tym jak mi sie prawo w Polsce nie dokonczylo ;)))

      Tak, tak, ja tez uwazam, ze kryzys to ma Anglia a nie ja :) Zreszta ja za czas niedlugi bede uprawiac ogrodek i kozy doic w kraju nad Wisla i mnie zadne kryzysy nie obchodza ;)))

      Usuń
  2. Pozdrawia kolejny magister. Witajcie w klubie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja notka dotyczy prowincji krajów Południa - nie wielkich miast, typu Rzym czy Ateny, gdzie wykształciuchy (takie jak ja w sumie, hehe, ale z bardziej zlasowanymi mózgami), mają spore problemy.

      Emigracja wyzwala spore zasoby w leniwych tyłkach południowców, stąd sukces kogoś, kto nie radził sobie w Rzymie (czy w Polsce) a radzi sobie w Buenos.

      Nie boje się ZUSu, sposobów jego ominięcia wedle podanych propozycji jest tyle, że hej. Hmm, może zacznę pracować na 1/4 etatu...

      Usuń
    2. Komentarz Futrzaka bez problemowego linku:


      I gdybym nie spotkala w Buenos calkiem wielu Hiszpanow, ktorzy przeniesli sie za praca tutaj, to jeszcze pomyslalabym, ze to prawda. Gdybym nie miala znajomej, co mieszka w Rzymie i opisuje, jak to tam wyglada. Gdybym nie miala znajomego w Grecji, ktora tez na biezaco opisuje tamte wydarzenia.... ale coz.
      Dream on.

      A w Polsce tymczasem bedzie tylko lepiej, jak rzad podniesie skladki ZUS dla osob prowadzacych prywatna dzialanosc:


      W Twojej notce tylko jedna informacja jest prawdziwa: mianowicie, ze Wlosi, Hiszpanie, Grecy uwazaja, ze ten kryzys nie jest ich, bo zostal spowodowany przez nieodpowiedzialne rzady.

      Usuń
  4. Futrzak nie linkuj do stron uploadujacych wirusy, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy:
    mnie sie zaden wirus nie przyczepil stamtad (i w ogole znikad) - skad mialam wiedziec?

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie avast też odsiał zagrożenie ale strona działa

    R-O
    "Południa uważają, że kryzys to nie jest ich kryzys. Kryzys to ma państwo. Kryzys to maja ONI nie MY tutaj na wsi lub w miasteczku."

    no w Polsce jest trochę podobnie tyle tylko że to złudne takie myślenie że kryzys to nie my a państwo, bo państwo ma na utrzymaniu mnóstwo (mocno przerośniętych i biurokratycznych struktur) ale ma. I zrobi wszystko gdy kasa mu się skończy. tzn. sięgnie do kieszeni podatników lub jeśli trzeba będzie - hmmm zmusi nawet siłą...

    "Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy."

    i to się pomału dzieje, na razie cichaczem, gdyż nie ma odłożonych pieniędzy uczciwie pracujących ludzi którzy są dzisiaj emerytami, wojsko liche bo liche ale też jest, jakże chłonna biurokracja i jej dalsze puchnięcie, do tego granica długu publicznego oraz odsetki od długów, rosnące już bezrobocie, i długo by tak można było wymieniać. Fakt jakaś kasa z unii jest ale to też niepewna i na pewno nie wieczna, tak że będzie raczej gorzej.

    A wiadomo podnoszenie podatków doraźnie może i pomorze (coby tylko w statystykach ślicznie było, puki my u władzy) jednak długofalowo chyba się wszyscy zgodzą zwalnia gospodarkę a to z kolei zmniejsza wpływy, ludzie (firmy) ubożeją i tak błędne koło...

    dlatego ja z Tombulą na blogu czasami sobie marudzimy, co to może się stać :D

    jednak z natury to optymiści, może być że umiarkowani ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spokojnie, przeżyliśmy ruska przeżyjemy i tuska...

      Usuń