wtorek, 21 lutego 2012

Dziewczyna ładna - pracy szuka

Znajoma szwagra nie miała pracy, szukała jej już ponad pół roku albo i dłużej, bez efektu. Dziewczyna młoda, ładna, kumata, bez widocznych przeciwwskazań do zatrudnienia np. w roli sprzedawczyni, itp. Rodzina jednak już powoli miała dość jej bezrobocia i związanego z tym deficytu finansowego. Brat dziewczyny załatwił jej w końcu wejście na rozmowę kwalifikacyjną w jednym z salonów komórkowych - miasto małe, posad aż tyle nie ma, więc i ta praca byłaby atrakcyjna - na pewno o niebo atrakcyjniejsza niż siedzenie na garnuszku u mamusi.


Rozmowa kwalifikacyjna odbyła się, wszystko w porządku, stanowisko prawie pewne (znajomi znajomych, itp.) i pada ostatnie pytanie: "Za jakie wynagrodzenie chciałaby Pani tu do nas przyjść?" Dziewczyna odpowiada, że absolutne minimum 1200 zł na rękę, i to w okresie początkowym.

Pracy nie dostała, z tego co wiem dalej siedzi u mamusi na garnuszku. Bardzo narzeka.

45 komentarzy:

  1. I jaki z tego morał? Bo wydaje mi się, że 1200 zł za 8 godzin pracy przez 5 dni w tygodniu ( plus coś tam w sobotę ) to doprawdy nie jest wygórowane żądanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Morału we wpisie nie daję żadnego - celowo - aby nie narzucać żadnego zdania czytelnikom. Chcę wysłuchać waszej opinii.

    Asia i Wojtek - swoją drogą to przypadek z waszego regionu, więc powinniście mieć bardziej wyrobione zdanie na temat wynagrodzeń tamże.

    Mój szwagier i brat dziewczyny załamują ręce i pukają się w głowę, że spaliła łatwą i lekką pracę wygórowanym - według nich - żądaniem.

    Ja sam jestem pracodawcą - i o swoich problemach z zatrudnianiem także wkrótce wspomnę - znają je może ci czytelnicy, którzy znają mnie np. z Agepo, jeszcze sprzed prowadzenia tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze wiem, jak żałosne są oferowane zarobki. Rozumiem opisywaną przez Ciebie dziewczynę. Sama, lata temu odrzuciłam wydawałoby się dobrą i pewną pracę. Za grosze i nie spełniającą moich ambicji. Ściągnęłam tym na siebie dezaprobatę niemal całej rodziny. A jednak zdecydowałam się pójść inną drogą. Może trudniejszą, ale nie zmuszającą do rezygnacji z marzeń, ambicji, godziwych i umożliwiających normalne życie zarobków. I nie żałowałam ani przez moment. Bo moim zdaniem za uczciwą pracę należy się uczciwe wynagrodzenie.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Chłopaki myślą i przekonują inaczej - według nich dziewczyna zamiast siedzieć cały dzień u mamy w kuchni i narzekać - mogłaby w tym czasie siedzieć w salonie komórkowym, słuchać radia, czytać gazety, itp., czasem obsłużyć klienta, i przynosić do domu - spracowanej matce - choć tego tysiaka.

    OdpowiedzUsuń
  5. 1200-1400 to nie jest kwota za która da życa. Taka praca możliwa jest na przetrzymanie trudnego okresu 2-6 miesięcy(zdobycie doświadczenia) itp. ale nie da sie za taką kwotę funkcjonowac, rozwijac, mam tu na myśli np. odkładanie jakieś pieniążków.

    Pracując dłuższy czas za takie pieniądze..człowiek popada we flustrację...bo cały czas każdą złotówke musi oglądac z kilku stron zanim ją wyda. A co jeśli zdarzy się coś nieprzwidzanego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ona nie utrzymywałaby się za te pieniądze. Mieszkałaby z matką i nawet jakby dołożyłaby połowę z tego tysiaka to i tak zostałoby jej z 500 zł. Zawsze można coś z tym zrobić w związku z przyszłością np. zapisać się na jakiś język obcy, na jakiś kurs doszkalający, na raty robić prawo jazdy czy jakieś inne rzeczy , dzięki którym miałaby szansę na inną lepiej płatną pracę. Ewentualnie co miesiąc ładować te pięć stów w kosmetyki i lepsze ciuchy, by złapać bogatego chłopa z mieszkaniem czy domem :))

      Usuń
  6. Zgadzam się, jednak według mnie taka praca i mała kwota na start jest lepsza niż bezczynne siedzenie i popadanie w coraz większą frustrację.

    Potem można szukać lepszej i lepiej płatnej pracy.

    Poza tym - wygodne funkcjonowanie za taką kwotę na prowincji jest możliwe przez długi czas, w metropolii to nie do pomyślenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jasne! Najlepiej jak będzie jak najwięcej takich "chętnych łosi", to będzie można i najniższą krajową płacić i żądać nie-wiadomo-jakich kwalifikacji.

    Na miejscu laski, to bym sobie permakulturowy ogródek założył i warzywa w mieście (lub przez net)sprzedawał.

    Salon 2 razy zatrudni jakąś głupią i zdesperowaną biurwę, która rzuci robotę w-tri-miga, a za 3 razem zatrudni właściwą osobę za właściwą stawkę.

    Masz czas, to sobie teraz biuro sam sprzątasz, braknie Ci go - Brak będzie łosi - to zatrudnisz kogoś za wyższą stawkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. 1. odnośnie biura - nie uważam aby efektywna stawka 50 zł/h na rękę, za pracę lekką - zmopowanie gresu - to była praca dla łosia

    2. Na miejscu laski to może bym także eko ogródek założył i sprzedawał warzywa - czemu nie - praca jak każda inna - byle nie obciążać matki finansowo i psychiczne - i wreszcie wystartować.

    3. Inne są realia w dużych i małych miastach.

    4. Nie uważam młodych praktykantów - z kwalifikacjami, ale bez doświadczenia - przyuczających się do realnej pracy za najniższą krajową za łosi. Szacunek dla młodszych - pracowitych kolegów i koleżanek - którzy wreszcie odrywają się od cyca mamy.

    OdpowiedzUsuń
  9. 1. Nie - zakładając, że dasz więcej roboczogodzin. Jeśli zapewnisz ich 36 to sam od siebie jeszcze klamki wypucuję ;-)
    Popracujesz na tym stanowisku, zobaczysz jak Ci idzie. Zrobisz rachunek zysków i strat.

    2. Howgh!

    3. Ludzie z małych miast też wyjeżdżają, wiesz?
    Jak laska ma zarobić na wakacje, weekendy?
    W co ty wierzysz? w odległy awans? Zacznie pracować, dostosuje swe potrzeby do otrzymywanego wynagrodzenia i tak już będzie "ciągła".
    A koncern będzie zarabiał krocie zatrudniając świetnie wyedukowanych Łosi za grosze :-(

    Można jednak udać się do UE, gdzie średnio kumaty Polak, prezentuje poziom szybko wiodący go w górę.

    Dlaczego biurwa w Wawie ma dostawać x razy wyższe wynagrodzenie? Ilość pracy wykonują podobną, pozostaje kwestia kosztów własnych.

    Fabryki na Bielanach Wrocławskich były gotowe płacić dużo więcej, gdy brakło chętnych do pracy za 1200 PLN, ale .. taniej jest zwzić Łosi (z okolic do 70 km)

    4. Uważam, że każdy taki absolwent powinien wyjechać, zobaczyć jak wygląda kultura pracy, warunki, wrócić i z "obywatelskiego obowiązku" na kilku rozmowach kwalifikacyjnych parsknąć śmiechem słysząc oferowaną kwotę i .. wyjść nie czekając na koniec rozmowy.

    Kwestia popytu i podaży. Nawet w naszym chamskim sarmackim padołku pracy, przed kryzysem objawiły się pozytywne zmiany (choćby to, że zaczęto podawać kwotę wynagrodzenia w zamieszczanych informacjach o wakatach)

    4. Ja uważam, że podejmowanie pracy poniżej swych kwalifikacji bez jasno pokazanej ścieżki rozwoju i tak prowadzi do frustracji człeka. I przez to staje się łosiem.

    To specyfika polskiego absolwenta: nie ma kontaktu z realnymi potrzebami i wymaganiami pracodawców.
    Ja nie chcę by znał książki na pamięć, ja chcę by umiał myśleć, znaleźć i powiązać znalezione informacje i je przetworzyć.

    za 1200 PLN poszedł bym do tej pracy, jakbym mieszkał z rodzicami i nie miał konkretnych wydatków. Za mniej - już nie. To i tak finansowa równia pochyła.

    OdpowiedzUsuń
  10. I właśnie o takiej sytuacji jak napisałeś na końcu jest ten post.

    Z resztą o absolwentach jest już kolejny wpis.

    Co do sprzątania biura będę się upierał że to dobra oferta - istnieje bowiem coś takiego jak praca dorywcza. Inteligentni etatowcy, emeryci, uczniowie albo ci młodzi na starcie w ten sposób dorabiają.

    25 zł to około połowa dniówki etatowca za 1200 zł. Nie mówię o emeryturze. A to dosłownie wskok na 20-30 minut pomachać mopem. 30 zł też by się z tego zrobiło w tzw. brudnym sezonie bez problemu.

    Problem, że to SPRZĄTANIE! Prestiż = 0

    Z ulotkami nie ma już problemu za radykalnie niższą stawkę za godzinę.

    OdpowiedzUsuń
  11. I jeszcze jedna myśl co do ostatniego - jest sytuacja - mieszkasz z rodzicami, nie masz NIC jak ta panna, nawet żadnych pieniędzy na bilet lotniczy za granicę i start tamże, zero rezerw na start wymarzonego permakulturowego ogródka (kupno działki pracowniczej na zadupiu to min. tysiak), przejadasz pensję mamy.

    Pojawia się po raz pierwszy od pół roku praca za 1000 zł na rękę na start.

    Rozumiem, że odrzucasz ją i parskasz śmiechem pracodawcy w twarz (ha, uważaj, że to się nie rozniesie po małym mieście!).

    OdpowiedzUsuń
  12. A czy ta dziewczyna ma jeszcze coś do zaoferowania prócz tego że jest ładna? Może ma feler, którego ani ty ani reszta szanownych dżentelmenów nie widzicie. Uroda nie jest tu akurat kluczowym wymaganiem jak sądzę, więc nie wiem zupełnie czemu dałeś taki tytuł. O facecie też byś napisał że kolega chociaż przystojny to nie dostał pracy w salonie bo miał wygórowane żądania finansowe?

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli będziesz tu do nas zaglądać częściej to zobaczysz, że czasem tu sobie żartujemy.

    I tenże tytuł jest oczywiście żartobliwy.

    A jeśli chodzi o to co naprawdę myślałem to:
    dziewczyna zadbana, patrząc z boku fajna i bez żadnych dziwactw - po prostu normalna dziewczyna z miasta

    nie tyle o tą urodę chodzi, ale o jakiś gust i zadbanie o siebie (ale bez paranoi) - to samo dotyczy mężczyzny - o czym mowa w poście o markach

    OdpowiedzUsuń
  14. W życiu bym nie poszedł do roboty za 1200 i to bardzo dobrze, że ludzie za takie superokazje grzecznie dziękują. Wystarczy przecież przejechać przez granicę i spokojnie za proste prace fizyczne dostanie się od Helmuta 5x więcej. Dla mnie praca poniżej 2-3 tysięcy to psucie rynku i nieuczciwa konkurencja, jako takie powinno być to piętnowane. Godzenie się na tak żałosne zarobki to jeden z elementów wpływających na to jak tutaj w naszej Polszy wygląda. Dodać do tego powszechną modę na kupowanie na krechę powodującą, że ceny wszystkiego szybują w kosmos oraz poput na politycznych populistów, kłamców i lewaczków i już mamy obraz cywilizacyjnej zapaści. Jak niby ma być lepiej jeśli ludzie dają się dymać na każdym kroku? Na studiach przez kilka miesięcy byłem na bezpłatnej praktyce i chociaż miałem co do tego wątpliwości i znajomi pukali się w głowy to w ogólnym rozrachunku mi się opłacało bo po tych kilku miesiącach zdobyłem pierwszą sensowną robotę z zarobkami jakie pukający się w głowy często nie mieli jeszcze długo po studiach. Tylko to była prawdziwa praktyka, czegoś się faktycznie uczyłem, gdybym miał odbierać telefony to wolałbym siedzieć w chacie a na wakacje pojechać na szparagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw piszesz, że praca za niskie zarobki jest żałosna, a dalej że sam byłeś na darmowej praktyce i dzięki temu zyskałeś w ostatecznym rozrachunku.

      Dlaczego zakładasz od razu, że praca tej dziewczyny byłaby stratą czasu. A może zawiązałaby tam jakieś nowe znajomości, dzięki którym w ciągu kilku miesięcy zmieniłaby pracę na lepszą ? Poza tym:

      "gdybym miał odbierać telefony to wolałbym siedzieć w chacie a na wakacje pojechać na szparagi."

      Wybacz, ale żałosne to jest siedzenie w domu i nie pracowanie a także robienie za robola u jakiegoś Niemca czy Anglika. A potem ludziska się dziwią, że z Polaków się nabijają w Niemczech i nas nie szanują. Niby jak mają to robić, skoro to Polacy robią u Niemców za roboli, a nie odwrotnie. Cholerka, wojna się skończyła a Polacy dalej arbeit, arbeit na rzecz rasy panów :)) Tylko, że teraz Polacy sami się tam pchają, nie trzeba ich łapać i zawozić siłą :))

      Dla Ciebie jej praca to byłyby tylko odbierane telefony. Ja widzę szansę na nowe kontakty, jakieś firmowe szkolenia, które w ostatecznym rachunku posunęły by ją (przepraszam za słowo) do przodu.

      Nie przyjdzie Ci do głowy że te telefony, to byłaby jej taka "darmowa praktyka", która mogłaby w jakikolwiek sposób kiedyś odmienić jej życie, tak jak Twoja darmowa praktyka odmieniła Twoje życie.

      Patrzysz na szklankę i widzisz, że jest w połowie pusta. Ja widzę, że jest w połowie pełna.

      Pozdrawiam Cię serdecznie :)
      Mariusz

      Usuń
  15. Nie rozumiem etycznej spiny wkoło pracy za 1200zł.
    Jak przyciśnie życiowa sytuacja i perspektyw innych nie widać to co w tym złego? Lepiej pracować za 1200 i rozglądać się za czymś lepszym niż nie robić nic lub kraść.
    Zwłaszcza, że taka robota to raczej nie jest na etat i można ją szybko rzucić bez żalu.

    Inna rzecz, że imho nie ma nic bardziej żałosnego niż etyczny idealista-buntownik na garnuchu rodziny. Ja wiem, że taka praca zabija psychicznie w długim okresie i przyczynia się do utrwalenia patologii rynku pracy ale jak jest ciężko i w domu się nie przelewa, długi rosną etc to może lepiej mieć 1200 w garści niż 10000k w śmiałych planach za rogiem?

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam pojęcia co u bohaterki postu ostatnio słychać, ale temat odświeżam - kolejny z cyklu praca/biznes/życie do przeglądnięcia raz jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszyscy macie rację. Jako zdecydowana kapitalistka - chociaż biedaczka bez wielu sukcesów w wieku 31 lat, co dla wielu jest antonimem kapitalisty - stwierdzam, że:

    a) pracodawca ma prawo ustalić stawkę, jaka mu się żywnie podoba

    b) państwo tak doi pracodawców i obciąża ich rozmaitymi kosztami, że niech się niektórzy zastanowią, dlaczego ci nie oferują za dużo swoim pracownikom

    Ale jestem nie tylko kapitalistką. Jestem przede wszystkim człowiekiem.

    Dlatego też:

    c) stawka 1200 zł netto to minimum, na jakie powinniśmy się godzić u większego przedsiębiorcy za PEŁNY etat


    A tak w ogóle to opowiadam się za olewaniem tego zas...nego państwa i pracą na czarno.


    Kira

    OdpowiedzUsuń
  18. mimo wszystko, parząc z perspektywy, ja będąc w potrzebie i bez możliwości manewru - jak ta koleżanka - wziąłbym tą posadę nawet za znacznie mniejsze pieniądze "na rękę"/na pół etatu, itp. i po jakimś okresie próbnym/sprawdzeniu się rozmawiał o podwyżce (niekoniecznie udokumentowanej)

    swoją drogą - to była praca w miasteczku, gdzie 1200 na rękę na pozycję startową to naprawdę było przynajmniej rok temu dużo - aaaa no tak, chcesz kosić większą kasę na etacie na starcie - nie ma problemu - dojeżdżaj codziennie po 60km do dużego miasta! (ta koleżanka nie chciała dojazdów!)

    inna sprawa - o wiele łatwiej wyskoczyć na lepsze stanowisko, z gorszego stanowiska, niż z bezrobocia na lepsze stanowisko

    i to jest fakt

    a choćby referencje zyskane na głupich komórkach (grzeczna, solidna, nie kradła) w małym miasteczku, gdzie się przedsiębiorcy znają, to kapitał

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja rzekne tak: jesli na rozmowie kwalifikacyjnej jest zapytanie o oczekiwane zarobki to najlepiej zapytac, jaka stawke oferuje firma. A jak sie nie ma doswiadczenia zawodowego (jak mniemam, owa rzeczona mloda, ladna doswiadczenia takowego nie posiada) to z wymarzona stawka nie ma co wyskakiwac, tylko zacisnac zeby i poczekac do czasu az bedzie mozna poprosic o podwyzke. A tak, bez pracy, bez kasy i bez zdobywania doswiadczenia rzeczona mloda, ladna wrocila do punktu wyjscia.

    OdpowiedzUsuń
  20. no zgadzamy się tutaj, jak widać nie każdy z poprzednich komentujących zgadza się z nami :>

    OdpowiedzUsuń
  21. w tej sytuacji zrezygnować z takiej pracy to nieporozumienie, no i na miejscu tych co pracę załatwiali z polecenia to bym się delikatnie mówiąc - wkurzył

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie wiem jak bym postąpił na miejscu tej dziewczyny, ale powiem jak wyglądało to u mnie. W 1999 roku miałem możliwość pracy na taśmie w Philipsie 6 dni w tygodniu po 8 godzin. Zarobki niecałe 600 zł. Kiedy zwalniałem się po 2 latach (2001) zarabiałem tam jakieś 620 zł. Dlaczego wziąłem tę pracę ?
    1. małe mazurskie miasteczko i "zero" pracy
    2. kupiłem sobie spokój w domu (mieszkałem z rodzicami, więc byłem w stanie dokładać się do domu)
    3. mogłem studiować w Olsztynie (licencjat) i "marzyć", że po studiach uda mi się znaleźć lepiej płatną pracę.
    Fabryce oddałem 2 lata życia. Ale było warto. Już w 2001 roku mając tylko licencjat zostałem członkiem grupy zawodowej, która jest najbardziej krytykowana w Polsce (nauczyciel he he :). Podsumowanie: obecnie pracuję 4 godziny dziennie (wiejska szkółka, mało dzieci, nędza z godzinami) i zarabiam zdecydowanie więcej niż zarobiłbym nawet teraz w Philipsie na taśmie.
    I jeszcze jedno: ja też nie chciałem iść do pracy na taśmę, ale wytłumaczyłem sobie to tak: lepiej dać 2 kroki do tyłu, aby wziąć większy rozpęd i skoczyć do przodu niż siedzieć na dupie i narzekać czekając na mannę z nieba. Tak, tak, tym cofaniem się to było dla mnie myślenie, że ja wielki pan student będę musiał pracować w fabryce he he. Na szczęście takie myślenie szybko mi przeszło, a po dwóch latach wykonałem swój skok i jest dobrze. Pozdrawiam wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  23. "4 godziny dziennie (wiejska szkółka, mało dzieci, nędza z godzinami) i zarabiam zdecydowanie więcej niż zarobiłbym nawet teraz w Philipsie na taśmie."

    Masz jednak dzięki temu pewną bazę finansową, opłacone ubezpieczenie i jeśli chciałbyś, na tyle wolnego czasu aby zająć się drobnym biznesem - i to na legalu.

    Nie każdy poza wielkimi miastami ma taki luksus.

    OdpowiedzUsuń
  24. Masz rację :) Tylko chyba źle sformułowałem ten fragment, który zacytowałeś. Chodziło mi o to, że kiedyś pracowałem 8 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu za 600 zł miesięcznie, a teraz pracuję o połowę godzin mniej i zarabiam 4 razy tyle co w Philipsie (w tamtych czasach) i jak dla mnie jednego to na razie mi wystarczy :) Ale czasu rzeczywiście mam sporo i myślę jakby go sensownie spożytkować (stworzyć dodatkowe źródło gotówki, by szybciej spłacić kredyty). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Szukala pracy ponad pol roku, musiala sobie ZALATWIC "wejscie" na rozmowe kwalifikacyjna na pozycje sprzedawczyni w jakims sralonie. Chciala minimalna krajowa.

    ZA DUZE WYMAGANIA??? Ludzie, obudzcie sie. Co, moze jeszcze ma doplacac do tego, ze dostanie prace?????

    Ale spoko, w Polsce nie ma kryzysu i jest dobrze. No.

    Kiedys, dawno temu, jak bylam po studiach, myslalam podobnie jak autor notki. W efekcie pracowalam za 900 PLN z czego 700PLN musialam wydac na dojazy, a mieszkalam kątem za darmo u znajomych. Na cala reszte musialo mi starczyc 200PLN.

    Po wyemigrowaniu wreszcie zobaczylam, co to znaczy NORMALNY poziom zycia: ze moge sobie wynajac kawalerke sama, nie liczyc na cudza łaske; ze moge normalnie kupic zarcie, dojechac do pracy, ze stac mnie na samochod, benzyne do niego, komputer oraz - CO ZA FANABERIA - odlozyc sobie jakas kase. Ba, nawet jakis ciuch czy kosmetyk kupic.

    Od tamtego czasu uplynelo juz kilkanascie lat, ale widze ze w Polsce niewiele sie zmienilo - poza wąska uprzywilejowana grupa oligarchow i urzędoli panstwowych panuje bida z nedza.
    A ludzie, oczywiscie, maja za duze wymagania. Przeciez moglo byc jak za komuny, gdzie puste polki, kolejki od piatej rano a szynka na boze narodzenie tylko, prawda? I co taka panna narzeka? Powinna sie w ogole cieszyc, ze ma co mamusia do gara wlozyc, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo a Argentynie to lepiej??? He???

      Cała wolność polega na tym, że w gruncie rzeczy w tym socjal-syfie jest na tyle luk, że sprytny gringo się zdoła urządzić :P

      Toż to samo ja am tutaj.

      A na nieopierzenie nie ma lekarstwa, trzeba doświadczenie zdobyć.

      Usuń
    2. Tak, w Argentynie lepiej, bo bezrobocie wsrod osob wykwalifikowanych nie istnieje.
      Niepismienny stroz, ktory pilnuje budynku 6 dni w tygodniu jest w stanie ze swojej pensji wyzyc, czego nie da sie powiedziec o absolwencie studiow wyzszych w Polsce zatrudnionym w sklepie za lada za minimalna krajowa.

      Usuń
    3. wyżyć to się da PL ze zbierania butelek i puszek

      pytanie czy potem starczy na wódkę i imprezy

      Usuń
    4. Sam sobie odpowiedz na to pytanie. Pensja niewykwalifikowanego to jest ok 3500-4000 peso, czyli w przeliczeniu 2500-3000 zł. Ale dla porównania kosztów życia przelicznik raczej 1:1. 2000 peso to jest jakieś niewyobrażalne dziadostwo, a jak mówiłem znajomym tutaj, że w Polsce ludzie zarabiają czasem tylko 1000 zł to reakcja była w stylu- no tak, w tej Europie to teraz straszna nędza, gorsza niż kiedy tu był kryzys

      Usuń
    5. to są w moich okolicach w PL dochody fachowca-budowlańca, który robi na fuchach - samodzielnie

      aha, sami pisaliście, że na prowincji, poza stolicą, te zarobki nie są już takie wesołe

      Usuń
  26. Witaj futrzaku ! Urzędol państwowy , znaczy się nauczyciel, się kłania :). Przeczytałem Twój komentarz i generalnie zgadzam się co do tego, że w Polsce nie jest Zachód, to fakt, ale ciśnie mi się na język kilka myśli.
    Mieszkałaś kiedyś w małym mieście w Polsce dajmy na to na Mazurach (jeden z najbiedniejszych regionów Polski) ? Uwierz szukanie pracy przez pół roku w takim mieście to jeszcze nie jest tak źle :), ja w swoim kiedyś szukałem dwa lata i nie mogłem znaleźć. I teraz co ? Powinniśmy w Pomorskiem, Mazurskim czy Podkarpackim zaorać wszystkie miasta poniżej 100 tysięcy mieszkańców i przerzucić kilka milionów ludzi na Warszawkę czy do Związku Socjalistycznych Republik Europejskich ? Takie małe pytanie retoryczne :)

    "Szukala pracy ponad pol roku, musiala sobie ZALATWIC "wejscie" na rozmowe kwalifikacyjna na pozycje sprzedawczyni w jakims sralonie."

    Ja czytając ten fragment odniosłem inne wrażenie: że dziewczynie raczej nie chce się szukać pracy i w końcu bez jej wiedzy (na początku) jej brat się wkur ... i postanowił na siłę wygnać ją z domu (załatwić jej pracę), ale mogę się mylić. Jestem facetem po 30. i jak dzisiaj czasami wspomnę czasy gdy w wieku np. 20 lat szukałem pracy, to raczej robiłem to tak aby nie znaleźć, bo na garnuszku mamusi dupa mi do fotela przyrosła.

    "Ale spoko, w Polsce nie ma kryzysu i jest dobrze. No."

    Powiedz to tym 3 milionom Amerykanów, którym banki odebrały domy i wylądowali w kartonie, że u nich nie ma kryzysu, bo kryzys jest tylko w Polsce.

    "Kiedys, dawno temu, jak bylam po studiach, myslalam podobnie jak autor notki. W efekcie pracowalam za 900 PLN z czego 700PLN musialam wydac na dojazy, a mieszkalam kątem za darmo u znajomych. Na cala reszte musialo mi starczyc 200PLN."

    Kiedyś znajomy kumpla przez 3 lata w Belgii spał na materacu w wypożyczonym garażu, szamał przysłowiowe zupki chińskie i w 3 lata odłożył bodajże 80.000 zł (mogę się mylić co do kwoty na polskie) i założył po powrocie do Polski jakiś sklep czy firmę. Czasami poświęcenie owocuje. Czasami.

    "Po wyemigrowaniu wreszcie zobaczylam, co to znaczy NORMALNY poziom zycia: ze moge sobie wynajac kawalerke sama, nie liczyc na cudza łaske; ze moge normalnie kupic zarcie, dojechac do pracy, ze stac mnie na samochod, benzyne do niego, komputer oraz - CO ZA FANABERIA - odlozyc sobie jakas kase. Ba, nawet jakis ciuch czy kosmetyk kupic."

    No popatrz, mnie na to wszystko stać w małym 30-tysięcznym miasteczku na Mazurach - wynajmuję 50-metrowe mieszkanie, spłacam kredyty, stać mnie co 3 lata na nowego laptopa, mam TV LCD, kupuję ciuchy itp. No ale ja jestem urzędolem państwowym he he :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkalam w malym miasteczku na lubelszczyznie. Kiedy skonczylam szkole nawet dostanie pracy sprzataczki wymagalo znajomosci, takze wiem jak to jest.

      Co powinn zrobic ludzie w mazurskim, pomorskim czy innych rejonach biedy? Nie wiem. Nie jestem w rzadzie i nie zajmuje sie rozwiazywaniem problemow panstwa. Ja swoj problem rozwiazalam nie czekajac na panstwo i emigrujac tam, gdzie praca byla.

      Poswiecenie owocuje, jesli sie je robi Z GLOWA. Branie gownianej pracy w miejscu, ktore nie ma zadnych perspektyw, a ma za to kolejke bezrobotnych czekajacych na stanowisko dostane "po znajomosci" nie zaowocuje niczym - moze co najwyzej frustracja i obudzeniem sie z reka w nocniku za lat pare.

      Usuń
    2. proste, przyjechać z mazur na dolny śląsk

      a o sprzątaczkę - to JA się muszę prosić - na ogół bezskutecznie

      kumasz że u mnie w PL to sprzątaczki wybierają u kogo chcą pracować i za jakie stawki? nie odwrotnie

      Usuń
  27. "A ludzie, oczywiscie, maja za duze wymagania. Przeciez moglo byc jak za komuny, gdzie puste polki, kolejki od piatej rano a szynka na boze narodzenie tylko, prawda? I co taka panna narzeka?"

    Bo może ludzie pamiętają nie tylko lata 80. kiedy na półkach był ocet, ale też małą stabilizację Gomułki czy czasy (na kredyt to fakt) Gierka ?

    "Powinna sie w ogole cieszyc, ze ma co mamusia do gara wlozyc, prawda?"

    A mama powinna się cieszyć , że utrzymuje starą ... (tu pasowałoby wpisać nazwę pewnego zwierzątka wiejskiego, ale ja szanuje kobiety, więc tego nie zrobię :)) w domu i jej brat musi na siłę szukać jej pracy by w ten sposób pomóc ich wspólnej matce ?

    Wierz futrzaku, nie neguje że na Zachodzie jest lepiej, bo jest. To fakt. Ale z drugiej strony myślę, że wiele osób w Polsce jak ja ma też inne podejście do emigracji, życia na Zachodzie. Kiedyś było takie powiedzenie o stosunku do służby poborowej: Wolę taczką wozić gnój niż na baczność stać jak h.. Być może nie każdego kręci wyjazd na Zachód, bo wolą zarabiać mniej ale być u siebie. Mam rodzinę i znajomych, którzy mieszkają od lat na Zachodzie i w głębi serca czują się tam obcy a może nawet obywatelami drugiej kategorii (to po pierwsze). A po drugie z tym problem szukania pracy przez młodych. Wiesz, uczę w gimnazjum i uwierz mi, o postawie wobec życia i o wymaganiach jakie ma współczesna młodzież mógłbym z Tobą przegadać całą noc.

    A to, że młodzi na starcie będą zarabiać małe pieniądze ? Będą przynajmniej pokorni. Nie sztuką jest olewać dorosłych i kozaczyć, a coraz bardziej odnoszę wrażenie że tylko to zajmuje współczesną polską młodzież (oczywiście teraz uogólniam, są jak zawsze wyjątki).

    I jeszcze słówko o raju za granicą. Każdy widzi co innego. Jak rozmawiałem z kumplem siostry będąc w Paryżu to wiesz jaki mi Paryż odmalował ? Jakby to było prawie piekło na ziemi i nie ma jak w Polsce. Byłaś w Paryżu ? Czy według Ciebie jest on piekłem ? Bo dla mnie wygląda jak raj. A prawda, jak we wszystkim jak zwykle leży gdzieś po środku.

    Serdecznie Cię pozdrawiam :)
    Mariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam pośredni kontakt z młodzieżą szkolną, gimnazjalną i licealną w mieście poniżej 100tys. i ci powiem, że mało kto z nich (młodych) pracą się splamił

      pojedyncze przypadki

      Usuń
  28. „ skąd się bierze bogactwo” min. tego Pana czytuje i prosto ciekawie napisane, jeśli admin się zeźli to niech wykasuje linkowanie albo cały mój komentarz:

    http://forsal.pl/artykuly/522618,rybinski_skad_sie_bierze_bogactwo.html

    ciekawe która to praca tej dziewczyny i co ona potrafi?, bo ja i w Polsce wiem o pracy takiej gdzie nie ma kto robić a zarobki dobre, brak specjalistów, (chociaż to praca bardziej dla mężczyzn)

    i tylko fachowcy mogą sobie pozwolić na to aby praca "po nich łaskawie" przychodziła a, niektórym to się chyba wydaje że wogule powinno to wyglądać tak:

    -puk puk!
    -kto tam?
    -to ja praca czy byłby/łaby pan/i łaskawie przyjąć pracę za np. 4000 brutto? (podobno to średnia krajowa, buhahaha)
    -dobrze ale proszę dać mi dwa tygodnie do namysłu
    -będziemy czekać ....
    -do widzenia
    -do widzenia

    życzę wszystkim takich czasów - sobie też :)


    a po PRL`owski nepotyzm w niektórych dziedzinach gdzie szasta się pieniędzmi podatników to chyba nigdy się nie skończy, jak się nie ma szeroko rozstawionych „pośladków” albo jeszcze szerszych pleców..., i kończę w tym temacie bo mógłbym powiedzieć za dużo a potem będę tego żałował :)

    @ futrzak prawda to? ;)

    http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/bezrobocie-wysokie-ale-nie-mozna-znalezc-pracownikow,1762323,4199

    OdpowiedzUsuń
  29. linkowanie pasywne można - proszę bardzo - o ile nie jest to jawna komercha

    linkowanie aktywne 'a href'?
    hmm, komu jak komu, ale Tobie i Tombuli wolno i aktywne, u was są moje linki aktywne więc w czym dylemat?

    tak to właśnie działa :)

    w razie wątpliwości pisać na maila

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy cztery lata temu rzucałem bezpieczną pracę na etacie, moja mama załamywała ręce. Obecnie jestem na swoim, pracuję kilka godzin dziennie w domu, zarabiam dwa razy więcej niż na etacie. Na początku miesiąca, kiedy zdarzy się mniej zamówień, ogarnia mnie jeszcze coś w rodzaju strachu "z czego będę żył", mimo tego że zawsze wszystko kończy się dobrze, mam też spore oszczędności. To po prostu wieloletni etatowiec, przyzwyczajony do pensji, ciągle jeszcze we mnie drzemie. ale za kilka lat już pewnie nie będę miał takich napadów strachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli będziesz kontynuował strategię to za kilka lat wytrzymasz nawet kilka "suchych" miesięcy, bo po nich koniunktura i tak wróci do zadowalającego stanu

      nie raz tak miałem

      już się nie przejmuję

      Usuń
  31. @Mariusz:
    nie kazdy nadaje sie do emigracji i nie kazdy kraj dla emigranta jest przyjazny. Francja to akurat jeden z najgorszych wyborow.

    Ja nie pisalam o raju, ale o normalnym zyciu. Wysarczy porownac sobie przecietne pensje w roznych krajach UE i ih sile nabywcza z Polska.

    @arszu:
    o widze ze dziennikarze Interii zerzneli tekst z BBC upraszczajac i skracajac bardzo.
    Owszem berobocie w USA jest w tej chwili bardzo duze, tyle ze wiekszosc ludzi zostala zwolniona z branzy zwiazanych z budownictwem (krach na rynku nieruchomosci). Nieliczne fabryki, ktore jescze sa w Stanach nie sa w stanie wchlonac takiej rzeszy ludzi, a oni tez nie moga sie od reki przekwalifikowac do pracy, w ktorej wymaga sie obslugi specjalistycznych maszyn. Zeby zdobyc kwalifikacje do programowania maszyn przemyslowych nie wystarczy dwa lata community college (ktore JESZCZE sa w miare tanie dla rezydentow danego stanu). Prosze pokazac mi w Polsce czlowieka, co cale zycie robil w budowlance a teraz poszedl sobie na uniwerek i konczy studia magisterskie z informatyki. Zejdzmy moze na ziemie.

    Oczywiscie, jakiejs szmatlawej gazecie latwo jest walnac naglowek "bezrobocie wysokie ale nie mozna znalezc pracownikow" po czym skonkludowac, ze to ich wina bo praca jest.
    Tyle, ze w realu wyglada to inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Polsce problem jest inny, dostanie magistra to jak kalectwo, bo taki już nie pójdzie do pracy fizycznej, gdzie nie raz brak rąk do pracy

      ale będzie narzekał na bezrobocie (tj. brak opierdalackiej i symulowanej pracy za biurkiem z non stop otwartym Skype i GG na biurowym kompie)

      Usuń
  32. @futrzak dzięki za wyjaśnienie,czasami jakieś informacje się czytuje, raz lepsze raz gorsze, weryfikować nie jestem wstanie wszystkiego co przetrawię - dlatego pytałem :)

    OdpowiedzUsuń