sobota, 14 lipca 2012

Diesel czy benzyna?.... oraz trochę wniosków motoryzacyjnych.

Ostatnio zastanawiam się nad zmianą samochodu i ponownie nad kwestią silnika. Diesel czy benzyna? to jest jeden z podstawowych problemów, przed którymi stajemy wybierając nowe auto. Nie chcę też za bardzo powtarzać się, natomiast chcę przypomnieć poprzednie posty na ten temat: Diesel kontra benzyna - to się robi chore, artykuł, który krytykuję coraz większa komplikację i wrażliwość silników diesla, oraz to co zainteresuje was najbardziej: Czy silnik Diesla jest oszczędny?

Powiem, że ostatnio mój wybór jest na korzyść benzyny. Skoro wiecie, że w pewnym sensie jestem minimalistą - domyślacie się, że moją sympatie przyciąga rozwiązanie prostsze i mniej skomplikowane.

Paliwo i silnik to nie jest zresztą najważniejszy koszt użytkowania samochodu, istotnym kosztem ostatnio stają się mandaty i wszelkie łapanki policyjne, o czym już pisałem i proszę mi nie mówić, że można ich uniknąć jeżdżąc przepisowo... nie można.

Szczególnie jadąc na wakacje gąszcz ograniczeń, wzajemnie sprzecznych znaków, zakazów parkingu, parkingów płatnych wyraźnie pokazuje, że kierowcy jako grupa społeczna są wdzięcznym obiektem dojenia dla sitwy i władzy na każdym szczeblu. Do gmin po rząd w Warszawce.



Jak można temu zapobiegać? Częściowo można instalując CB-rado, zaopatrując się w inny "ostrzegacz" GSM lub GPS przed fotoradarami i częstymi miejscami kontroli i łapanek policyjnych. Najlepszym jednak środkiem zapobiegawczym jest myślenie i nieufność wobec znaków, przepisów i "czucie pisma nosem" jeśli chodzi o możliwe pułapki policyjne, przygotowane skrupulatnie z myślą o niedzielnych kierowcach i turystach.

13 komentarzy:

  1. Jako kierowca zielono bury się powymądrzam, a co! :P

    Oczywiście przy niemal identycznej cenie za litr ON i 95 samochód na benzynę jest tańszy mimo wyższego spalania. Ja ostatnio na dzielnej Skodzince nie przekraczam 6/100 ale to przez pogodę.

    Ok, 3 lata jazdy to mało (zwłaszcza że jeżdżę gdy muszę bo mnie to nie podnieca w żaden samczy sposób) ale jednak jazda z przepisami nie jeden raz zapewniła mi spokój. I gdy mam jechać 50 to jadę 50 a nie 59 bo tak niby można. Zresztą pozorny zysk czasu na takim czymś jest faktycznie pozorny.

    Co do ostrzegania o foto. Od 1 stycznia nie ma atrap a każdy foto jest poprzedzony stosowna tabliczką więc dla chcącego nic trudnego.

    Co do wykluczających się znaków to jest to prawda. Bardzo często są całkowicie bzdurne znaki postawione i ewidentnie widać że to po prostu zapomniane po jakichś robotach, ale cóż stoi więc obowiązuje. Można natomiast zadzwonić na policję i zgłosić takowy znak i bardzo często jest on usuwany.

    A co do parkingów płatnych to niestety nic na to nie poradzimy. A łupią na nich ostro :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dosłownie 100m od mojego domu jest tabliczka ostrzegająca o fotoradarze

      fotoradaru nie ma i nigdy nie było, atrapy ani prawdziwego

      Usuń
  2. Ja to zwykle w terenie zabudowanym jeżdżę 65-70km/h i ciągle trafia mi się jakiś matoł siadający na tylnym zderzaku. Czasami ktoś dostaje furii za mną i zaczyna trąbić. :) Jeżdżę głównie po krajowej dwójce, na trasie od W-wy do Mińska Maz., bo tam ostatnio ulokowałem się z firmą. Trasa jest taka, że rzadko można wyprzedzać, są wysepki, ciągła linia itp, a limit to przeważnie 50km/h. Nie wiem tylko czy to powód abym jechał 90km/h bo jakiś tirowiec strasznie się spieszy.
    50km/h jak Ty nie wyrobiłbym psychicznie, chyba by mnie ktoś po złości wreszcie najechał.
    Co do atrap to jest ich jeszcze mnóstwo. Wystarczy przyjechać się DK7 z Radomia do Krakowa, chyba 20 atrap stoi.
    Znaków drogowych mogłoby być zdecydowanie mniej. Po co znaki dziecka z lizakiem przy przejściach, nie wystarczy sam znak informujący o przejściu? Przykładów można mnożyć, wystarczy spojrzeć jak wyglądają boczne drogi w Reichu. Właściwie jedyne znaki jakie się spotyka, to pierwszeństwa przejazdu i teren zabudowany.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wracając do tematu posta. Ja niedawno wybrałem diesla, wcześniej miałem benzynę+gaz. Diesel wychodzi drożej pod każdym względem, droższe paliwo, droższy zakup, droższe przeglądy. Teoretycznie do bez sensu jeżeli porównać z gazem, z benzyną trochę lepiej, ale trzeba sporo jeździć, by to miało sens.
    CB używam tylko na dalszej trasie, na trasach codziennych antena leży sobie w bagażniku, bo ciągle słyszałem groźby co mi zrobią jak nie będę szybciej jechał. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie nigdy nikt nie popędzał kiedy jechałem z CB

      ale może to nie okolice warszawskie

      Usuń
  4. Jakoś zawsze jeździłem na benzynie, (jedyny wyjątek to mały traktorek zrobiony domowym sposobem na starym silniku andrychowskim – praktycznie nie do zajechania:)

    Dzisiejsze diesele są zbyt delikatne, ale patrząc na nowe auta był kiedyś taki test w gazecie opisany ten sam model samochodu – bodajże opel ale nie pamiętam bo to ponad pół roku temu czytałem diesel vs benzyna. Chodziło głównie o to co jest tańsze i wyszło praktycznie na to samo. Jeździli tankowali, ubezpieczali, naprawiali... i podsumowali.

    Mimo wszystko ja wolę benzynę.

    OdpowiedzUsuń
  5. A czemu w tytule nie ma... czy gaz? Od zawsze jeździmy na gazie i sobie chwalimy. Owszem, nieco więcej się go zużywa, niż benzyny, ale jest zawsze o połowę tańszy. Jak by nie liczyć, wychodzi taniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mówiłem kiedyś - nie wypowiadam się na blogu na tematy, których nie znam

      myślę o terenówce benzynowej z gazem od jakiegoś czasu, na razie na myśleniu się kończy, ale kto wie...

      Usuń
  6. Witaj,
    Od zawsze kupowałam silniki Diesla, od czasu wzrostu cen paliw jestem w kropce i kolejne auto raczej będzie na benzynę. Ceny aut z Dieslem są o wiele wyższe, a trwałość - niekoniecznie większa.

    Pozdrowienia!

    Będę wdzięczna za głosowanie w Kocim Konkursie, głosować można od dziś od 5 rano do piątku 20.07. do godz. 20.00!

    Tutaj link do głosowania :)

    http://klubkotajasna8.blogspot.com/2012/07/gosowanie-gosowanie-gosowanie.html

    Będę wdzięczna za głosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. p.s. dla ułatwienia: mój kot ma numer 30 i występuje pod imieniem Kicia M.! :)

      Usuń
  7. Jak to czlowiek zmienia czasami zdanie :-)
    Rok temu pisalam, ze nie jestem przekonana do diesla i mimo duzych przebiegow, nie planuje zmiany.
    http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.co.uk/2011/01/czy-silnik-diesla-jest-oszczedny.html

    Tymczasem w ciagu kilku tygodni stane sie prawdopodobnie posiadaczem diesla w atrakcyjnym opakowaniu :-)

    Teraz jezdze okolo 5tys km miesiecznie, co rocznie da 60tys (90% po autostradzie). Chociaz nie planuje jezdzic tak duzo dluzej niz kolejne 7-8 miesiecy. Koszty benzyny dalej mnie nie ruszaja.

    Skusilam sie na diesla, bo: sa bardzo tanie umowy leasingowe na pewien model i leasing nowego auta wyjdzie mi taniej niz wykupienie z leasingu trzylatka, ktorym teraz jezdze.

    Nie przejmuje sie takimi rzeczami jak filtr DPF, bo leasing bedzie tylko na 2 lata bez mozliwosci wykupu. Czyli jezdze, oddaje auto i biore sobie nastepne.

    Inny aspekt to mozliwosci zminimalizowania wizyt na stacji benzynowej, bo jezdzenie co 2,5 dnia jest po prostu upierdliwe. Musze miec zawsze tyle w baku, zeby przejechac caly dystans, bo po drodze mam tylko drogie stacje na autostradzie i nie chce tracic czasu na przystanki. Mam nadzieje, ze z diesla uda mi sie wycisnac tankowanie co 4 dni czyli minimum 900km (+ 50km rezerwy). Oczywiscie pod warunkiem, ze nie bede szalec gdzies po drodze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj benzyniak odjechal w sina dal. Diesel w kartach, jak tylko znajdzie sie dostepny egzemplarz.

      Usuń
  8. Jak się doda do siebie wszystkie wydatki związane z posiadaniem samochodu plus mandaty, to okazuje się, że jest to najbardziej kosztowny element życia człowieka. Kiedyś wystarczył koń i stary wóz... bez benzyny.

    OdpowiedzUsuń