poniedziałek, 31 grudnia 2012

Długa podróż samochodem - kilka wskazowek jak przejechać oszczędnie i bezpiecznie.

Jestem po drugiej ok. 500 km podróży przez Polskę. Jako ciekawostkę podam, że dokładnie, co do ułamka kilometra środkowy jej punkt stanowi Gniezno, i to bliska okolica centrum, czyli wedle podań miejsce pierwszej stolicy Polski.

sobota, 29 grudnia 2012

Oszczędny transport publiczny przyszłości i likwidacja tramwajów.

Ten post publikuję w związku z moim najnowszym wpisie na „realnym minimalizmie“ i wzmiance o tym jak powinien wyglądać oszczędny i ekologiczny transport miejski w przyszłości.  Pobawimy się dzisiaj w planistów i urbanistów i zastanowimy się jaki transport publiczny byłby najlepszy.

Post przeniesiony:

Transport publiczny przyszłości i likwidacja tramwajów.

 

piątek, 28 grudnia 2012

Oszczędzanie w czasie Świąt.... Święta właściciela małej firmy.


Ostatnio nie pisałem zbyt wiele, jednak byłem zajęty pracą - tak, mimo przerwy świątecznej, człowiek, który pracuje na własny rachunek musi także myśleć o swoich sprawach, nie da się wszystkiego odpuścić, najeść się do upadłego, opić piwem, wywalić nogi na fotel i oglądać produkcji w stylu „Kevin sam w domu“ przez kilka świątecznych dni.

niedziela, 23 grudnia 2012

500 km przez Polskę.

Przejechałem wczoraj 500 km przez Polskę, wciąż jest to doświadczenie specyficzne i pełne niespodzianek. To co niezmienne od jakiegoś czasu uderza jest mnogość wszelkiego rodzaju pułapek policyjnych, aktywnych fotoradarów, tajniaków w nieoznakowanych autach...

sobota, 22 grudnia 2012

Nie chodź na zakupy na głodniaka - trzy fakty

Jak obiecałem powracam do tematów oszczędnościowych, choć dalej będzie odrobinę o psychologii. Otóż już dawno zauważyłem, że jeśli chodzę na zakupy głodny - moje decyzje zakupowe są jakieś dziwne (z późniejszej perspektywy). Dotyczy to nie tylko kupna jedzenia, choć tu problem jest największy, ale także kupna innych produktów.

piątek, 21 grudnia 2012

Żarówki LED - realne problemy i rzeczywiste oszczędności

O technologii LED jako takiej powiedziano już w internecie chyba wszystko, zatem nie chcialbym w tym poście odkrywać Ameryki na nowo, tylko jak najszybciej przejść do rzeczy - czyli konkretnych wniosków z moich poszukiwań i eksperymentów z LED.
 
Charakterystyka światła, barwa światła i zdrowie
Oczywiście, zanim napiszę o oszczędności, muszę wspomnieć o zupełnie innej charakterystyce światła LED, nie będę się rozwodził nad uzasadnieniem naukowym, natomiast jest ono wyraźnie inne, charakterystyczne, w większości żarówek LED bardziej skupione, choć są już LEDy z odpowiednią optyką w części niwelujace ten efekt. Światło LED po prostu trzeba polubić, albo zrezygnować z tej technologii. Bardzo ważna jest barwa światła, którą należy dobrać odpowiednio do potrzeb. Osobiście do zastosowań domowych polecam barwę ciepłą poniżej 3300K, do zastosowań technicznych/awaryjnych i latarek barwę zimną powyżej 5000K.
Na temat oświetlenia LED jest wiele kontrowersji dotyczących wpływu na zdrowie i psychikę, a wiemy że to jest bezpośrednio związane z oszczędnością (problemy zdrowotne=duże koszty). Są przeciwnicy i zwolennicy w tej kwestii. Polecam zbadać temat samodzielnie, natomiast jedno jest pewne - bezpośredni skupiony strumień światła LED skierowany na oczy może je uszkodzić! Nie instaluj zatem punktowych LEDów jeśli masz ciekawskie dzieciaki, które wlezą wszędzie, we wszystko wsadzą ręcę, itp.

Rzeczywiste oszczędności przy zastosowaniu LED
Żarówka LED mimo symbolicznego zużycia prądu może zastąpić jedynie niskiej mocy żarówki tradycyjne bądź halogeny. Według reklam 1W LED odpowiada max. mocy 8W, jednak z uwagi na zupełnie charakterystykę i barwę światła w rzeczywistości w twoim systemie może to być np. relacja 1W do 5 - 6W.

I teraz drodzy czytelnicy, proszę samodzielnie policzyć ile możemy zaoszczędzić instalując LED o mocy 2,5W w miejsce halogenu 20W, proszę pomnożyć to przez średni czas używania, cenę jednej kilowatogodziny (czyli kosztu użycia urządzenia 1000W przez 1h), a także ceny dobrej jakości żarowki LED wynoszącej w porywach nawet do 30-40 zł (ceny wahają się nieustannie, bo wciąż jest to nowa technologia). Tym, którym nie chce się liczyć podam, że czas potrzebny tylko na sam zwrot zakupu żarówki LED musi być liczony nie w miesiącach, ale raczej latach, ponieważ dodatkowo potrzebny nam jest...

...prawidłowo zaprojektowany system oświetlenia LED,
a taki system to niestety dodatkowe koszta, o czym dość często zdają się "zapominać" sprzedawcy zachwalający szybkie korzyści i oszczędności związane z zakupem w ich sklepie. Drogie przecież żarówki LED 230V wpięte w system bez odpowiedniej stabilizacji napięcia i ukladu przeciwprzepięciowego padają jak muchy. Pytanie tylko czy żarowka LED 230V padnie kilka dni, czy kilka miesięcy po zakupie. Minimum co musimy zrobić to zakup i wpięcie między zasilanie a dajmy na to lampkę z żarówką LED dobrej listwy antyprzepięciowej kosztującej do kilkudziesięciu zł.

Ciekawym rozwiązaniem może być jednak zastosowanie systemu oświetlenia LED 12V, z odpowiednio dobranym transformatorem oraz zabezpieczeniami. W każdym razie system oświetlenia uwzględniający LED 230V lub LED 12V najlepiej zaprojektować od podstaw, np. przy budowie lub remoncie domu, od początku myślac właśnie o tej, a nie innej technologii.

Realne zastosowania domowe w chwili obecnej:
To raczej jeszcze nie samodzielne oświetlenie jako takie, ale raczej doświetlenie, światła dekoracyjne, światła punktowe, czy delikatne "złamanie mroku" np. w oświetleniu otoczenia naszego domu, lub w lampce nocnej. Korzystnie jeśli zastosujemy żarówki LED w lampkach palacych się całą noc bez przerwy, bo wtedy nasza kalkulacja oszczędnościowa zacznie mieć sens.

Z powodu niskiego zużycia prądu LEDy będą miały ekonomiczny sens w drogich, awaryjnych lub alternatywnych instalacjach 12V z użyciem fotowoltaniki (panele sloneczne PV), lub energii wiatrowej.

Alternatywy
Jeśli nie posiadasz instalacji realnie dostosowanej do żarowek LED, to w zastosowaniach dodatkowych, które opisałem powyżej lepsze będzie zastosowanie świetlówek kompaktowych, w zastosowaniach wewnątrz domu lepsze efekty oszczędnościowe przyniesie odpowiednia optymalizacja istniejących rozwiązań.

P.S. Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!!! Tak... to prośba dokładnie do Ciebie... jeśli spodobał Ci się mój wpis i dostarczył cennych informacji - polub profil mojej strony na Facebooku!!!  https://www.facebook.com/RacjonalneOszczedzanie

Zobacz także nową wersję tego bloga pod nowym adresem: OSZCZEDZANIE.INFO.PL - na pewno zyskasz dzięki temu więcej wartościowych informacji, które pozwolą oszczędzić Ci pieniędzy!
 

środa, 19 grudnia 2012

Zmiana w polityce komentarzy - Moderacja - Oświadczenie dla czytelników z firm.

Drodzy czytelnicy, jestem z wami od blisko dwóch lat i prowadzę tego bloga dość konsekwentnie trzymając się pewnych reguł, a ostatnio dużo inwestując w bloga w sensie tematycznym i jakościowym.

Mam nadzieję, że dzięki temu dobrze się tu bawicie oraz macie okazje odnaleźć praktyczne wskazówki jak oszczędzić wasze pieniądze i podnieść sobie jakość i komfort życia.

Skończył się jednak okres, gdzie dysponowałem dużą ilością czasu na regularne pisanie kilku postów dziennie i uczestnictwo w gorących dyskusjach na blogosferze, a także sumienne pilnowanie porządku komentarzy. To kosztuje sporo wysiłku.

wtorek, 18 grudnia 2012

Postanowienia noworoczne... a właściwie świąteczne.

Nadchodzi czas postanowień noworocznych, myślenia o zmianach w naszym życiu, w oczekiwaniu na magiczną datę 1.1.2013 snujemy plany i obiecujemy sobie zmianę - ja jednak zniecierpliwiony zacząłem już teraz... co konkretnie?

niedziela, 16 grudnia 2012

Promocja? Czyli kiedy kupić taniej.

Rynek i handel rządzi się swoimi prawami, dla zakupowicza mogą one wydawać się niezrozumiałe, ale za wszystkim stoi przemyślana strategia marketingowców.

Niedawno rozmawiałem z pewną specjalistą od marketingu, klientką. Została ona wezwana do przeglądnięcia stoiska kosmetycznego w podległej placówce...

Jak oszczędzać pieniądze? Jak oszczędzać czas? ...czyli garść aktualności.

Czytelnicy którzy zaglądają tu od dawna zapewne widzą, że ostatnio ukazuje się mniejsza ilość postów, oznacza to jednak, że na blogu więcej się dzieje "pod maską silnika". Ostatnio zmieniam tu dużo, zmiany nie zawsze mogą być dostrzegalne dla czytelnika ponieważ dotyczą raczej "bazy" do mojego dalszego blogowania. Co konkretnie?

środa, 12 grudnia 2012

Czy kąpiel w wannie jest oszczędna?

Już nie raz podejmowaliśmy kwestię oszczędzania wody i odpowiedź na tytułowe pytanie jest jedna i prosta: NIE.

Mimo wszystko remontując swoją łazienkę (demolka do gołych ścian) założyłem ponownie wannę. Tym razem najprostszy model z tworzywa (jest przyjemniejsze w dotyku niż metal i oszczędniejsze). Wanna daje mi wybór - czy chcę wziąć kąpiel, czy prysznic. Czy chcę wykorzystać wannę do prania, wpuszczenia do niej karpia, czy w innych niecnych celach :>

wtorek, 11 grudnia 2012

Dlaczego nie jadam w restauracjach (a właściwie jadam jak najrzadziej).

Witam, korzystając z nowego formatu bloga, a mianowicie zawijania tekstu mogę napisać jedną, dwie rzeczy, których nie miałem śmiałości napisać w ostatnim poście na ten temat Jedzenie w restauracjach - czego nie zamawiać.

Osoby wrażliwe, które mogą się czuć obrzydzone detalami, proszę o nie klikanie napisu, "czytaj więcej" a jeśli jakimś cudem otworzyły cały post, można w tej chwili zrezygnować - nie chcę nikomu psuć dnia...

niedziela, 9 grudnia 2012

Przebudowa blogów i jeszcze coś o małej przedsiębiorczości.

Przebudowuje swoje blogi dwoma metodami. Pierwsza metoda to pójście na pewien spontan i nie krępowanie się z żadnymi pomysłami, które mi tylko przyjdą do głowy. Zauważyłem, że zbytnie rozmyślanie nie jest tu dobre - skoro mam jakiś koncept, to go po prostu realizuję w ramach posiadanych rezerw czasowych. Jeśli za długo będę się zastanawiał nad czymś to wystąpi efekt "negatywnego doskonalenia", czyli im dłużej coś poprawiasz, tym większe prawdopodobieństwo, że coś schrzanisz.

sobota, 8 grudnia 2012

Minus 10 stopni? Jak na tym można zaoszcżędzić.

Temperatura w okolicach minus 10 stopni to dla wielu z was wydatki, intensywniejsze ogrzewanie domów i mieszkań, itp. Jednak to także, z drugiej strony, możliwość zaoszczędzania pieniędzy...


Przypominam tutaj jeden z popularniejszych artykułów, który mówi jak można wykorzystać mróz do WYPRANIA tkanin NA SUCHO. Jest to sposób dość dobry, oszczędny, praktykowany przeze mnie od kilku lat.

Kolejna sprawa - nie wiem, czy zauważyliście - że taki mróz oznacza zmniejszenie się ilości wszelkich choróbsk, gryp, infekcji i innych paskudztw. Mróz dosyć skutecznie wymraża wszelkie dziadostwo, oczywiście wypada dbać o to, by się nie przeziębić.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Dlaczego mieszkanie w bloku jest lepsze niż własny dom.

Dotychczas zawsze dyskutowaliśmy o kupnie i/lub budowie własnego domu oraz korzyściach z tym związanych. Jeśli chodzi o kwestię ambicjonalno-emocjonalną to mój wybór na przyszłość jest oczywisty - własny dom z pięknym ogrodem, jednak jeśli wziąć pod uwagę kilka kwestii mieszkanie wydaje się korzystniejsze. Dlaczego?

Na początku studiów pracowałem w agencji nieruchomości przez okres około roku, moje wrażenia zdają się być cały czas aktualne.


1. Mobilność: W dzisiejszych czasach młodzi profesjonaliści często zmieniają miejsce zamieszkania - obecnie nie raz jedzie się za pracą do innego miasta, w pewnym sensie jestem tego przykładem. Własne mieszkanie łatwiej sprzedać niż dom, zdecydowanie łatwiej -- a nawet jeśli nie możemy, lub nie chcemy sprzedać można je wynająć, samemu wynajmując coś w innym mieście - tam gdzie dostaliśmy pracę. Dom strasznie trudno komuś wynająć, a potencjalnie najemcy domów nieraz bywają problemowi (statystyka).

2. Większa "płynność" tej inwestycji: Z powodów wyżej wymienionych mamy większą swobodę jeśli potraktujemy lokum jako inwestycję. Dom to często mrożenie kapitału na wiele lat. Dom wymaga remontów i większej troski - czyli większych nakładów do utrzymania dobrego stanu. Obecnie rozpatruję przeprowadzkę do innego miasta - jest to całkiem realne, bo nie jestem uwiązany domem.


3. Wygoda mieszkania: O ile latem wszystko przemawia za domem, najlepiej z dala od centrum miasta, kiedy robi się zimno, szaro i buro, a malownicze dróżki zamieniają się w błotniste nie wiadomo co, mieszkanie w mieszkaniu w mieście wydaje się wygodniejsze. Z reguły: nie musisz się martwić o takie kwestie jak ogrzewanie, sprzątanie klatki schodowej i przyległości budynku, kwestie administracyjne, remonty budynku, itp. Płacisz i masz - prosty układ. Oszczędność czasu.

Podałem trzy proste argumenty na rzecz mieszkania - a co wy na to?

sobota, 1 grudnia 2012

Paliwo Arktyczne ON

Ostatnio temperatura ewidentnie spada poniżej zera i czas zadbać o silnik Diesla, jeszcze wczoraj miałem 3/4 baku paliwa przejściowego i dylemat, czy wyjeździć to jakoś i zalać paliwo zimowe, czy zrobić coś innego.

Artykuł przeniosłem tutaj: http://oszczedzanie.biz/blog/paliwo-arktyczne-on-na-statoil/


wtorek, 27 listopada 2012

McDonald's i logika promocji. Więcej za mniej.

Właśnie zostałem poproszony o pojechanie do McDonald's i kupienie paru rzeczy do szybkiego przekąszenia, szczerze mówiąc sam dla siebie, pojechałem najpierw do Tesco i kupiłem makrelę w galarecie z warzywami za ok. 5 zł i 400g pistacji za ok. 28 zł, co jak co - nie jest to tajemnicą dla stałych czytelników - wolę osobiście nieco inne produkty niż McDonald's.


Moje zamówienie w maku to była tortilla z sosem miodowo musztardowym i małe frytki, jednak tutaj do głowy przyszła mi ostatnia dyskusja, która toczy się na Korzystnych Zakupach - mianowicie rozmowa o tym, że czasem więcej produktów można kupić taniej niż mniej.

Generalnie zapytałem o zestaw i otrzymałem prawie dokładnie w tej samej cenie tortillę, średnie frytki zamiast małych i butelkę 0,5l wody mineralnej gazowanej (jeśli by ktoś nie wiedział można tam zamiast coli robionej z koncentratu zamówić po prostu wodę mineralną albo wybraną herbatę Lipton).

I jaka jest w tym logika promocji? Jaka logika zakupów - dlaczego im się opłaca sprzedawać więcej produktów taniej niż mniej produktów?

Zobaczcie na blog K-Z, że to nie odosobniona praktyka.

sobota, 24 listopada 2012

Promocja w Tesco - noc zabawek - 50% zwrotu!!!

Witam, dziś szybka notka na temat ostatniej promocji w Tesco - w tym sezonie noc wyprzedaży zabawek została przedłużona do trzech nocy. Przypominam tym, którzy nie wiedzą o co chodzi, że za wydane pieniądze na zabawki Tesco zwraca 50% sumy w bonach towarowych.

Dla tych którzy mają w rodzinie dzieciaki, którym kupują prezenty na gwiazdkę jest to nie lada okazja - przynajmniej w tamtym roku można było kupić za niezłe pieniądze dużo zabawek - niektórzy nawet brali je hurtem i potem sprzedawali z zyskiem w internecie.

Nie weźmiesz mnie na piękne oczy :P

Wczoraj nasz lokalny Tesco został wymieciony, ale jedna ciekawa rzecz zwróciła naszą uwagę. Niektóre zabawki, które przed promocją były wystawiane w "swoich cenach" na czas promocji zmieniły swoje etykietki. Dotyczy to relatywnie niewielu zabawek, ale klocki, którymi byłem zainteresowany i które normalnie kosztowały 86 zł, teraz kosztują 119 zł (-50% do wykorzystania w bonach ważnych od grudnia).

Tak więc - osobom napalonym na zakup dużych ilości zabawek w promocjach polecam na zimno i bez emocji przekalkulować ceny i nie kupować w nadmiarze czy na zapas.

P.S. Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!!! Tak... to prośba dokładnie do Ciebie... jeśli spodobał Ci się mój wpis i dostarczył cennych informacji - polub profil mojej strony na Facebooku!!!  https://www.facebook.com/RacjonalneOszczedzanie

Zobacz także nową wersję tego bloga pod nowym adresem: OSZCZEDZANIE.INFO.PL - na pewno zyskasz dzięki temu więcej wartościowych informacji, które pozwolą oszczędzić Ci pieniędzy!


piątek, 23 listopada 2012

Kalkulacja oszczędności i liczenie wydatków - jak to robić.

Niedawno wspomniałem o tym, że nie liczę w moim oszczędzaniu każdego paragonu i każdego wydatku, ponieważ byłoby to zbyt czasochłonne, a czas to pieniądz, nieprawdaż?
Jednak wielu z nas chce mieć kontrolę nad wydatkami - nawet do poziomu pojedynczego paragonu - jak to zatem zrobić sensownie, bez popadania w przesadę i wpisywania każdego świstka do arkusza kalkulacyjnego?

Moim zdaniem jest na to sposób, o ile wydatki są relatywnie podobne w rożnych okresach wystarczy te okresy zliczyć i pomnożyć.
Przykład: Jeśli moje wydatki  żywieniowe na coffee break i lunch, czyli w ojczystym języku, na obijanie się w pracy i podjadanie w przerwach, są relatywnie podobne na przestrzeni całego miesiąca to przecież wystarczy przeliczyć ile wydaję w dniu zajętym pracą aż po późny wieczór, w którym nie zdążę nawet wskoczyć do domu przed wieczornym treningiem oraz ile wydaje w dniu "lekkim". Wystarczy uśrednić, przemnożyć, pomyśleć czy to się mniej więcej zgadza i mam prognozowany całokształt wydatków w całym miesiącu.
Wtedy także pojawia się refleksja! Gdybym choćby co drugi dzień zamiast kupować napoje w sklepach przyniósł sobie z domu termos pełen herbaty?
Napój, najczęściej jakiś sok lub jogurt pitny kosztuje min. 2 zł, mały termos herbaty nie jest jednak zupełnie za darmo, podgrzanie wody, dwie torebki dobrej herbaty, umycie termosu i kubka - ile to kosztuje łącznie? Powiedzmy, że nie więcej niż 50gr. Jeśli 3x w tygodniu przerzucę się na własny trunek zaoszczędzę 4,5 tygodniowo, czyli 18 zł miesięcznie. Jeśli uwzględnić, że w czasie wizyty w sklepiku statystycznie częściej sięgnę po jakiś inny produkt, niekoniecznie dobry dla mojej diety, 20 zł to spokojnie szacowana oszczędność.

Preferuję właśnie takie podejście niż gorliwe zliczanie każdego wydatku, lub skrupulatna kalkulacja każdej oszczędności, choć rozumiem, że niektórym osobom łatwiej robić to drugie.

A co Ty co tym myślisz? Napisz w komentarzu :)

Le Grand - czyli podróbka zielonego Jacobsa z Biedronki.

Ostatnio poszukiwałem w miarę delikatnej parzonej kawy i znajoma poleciła mi Le Grand z Biedronki. Jest to kawa typu Arabica, rzekomo w 100%, opakowanie wygląda bardzo podobnie do zielonego Jacobsa i jest "de facto" jego biedronkową podróbką. Koszt to około 7 zł za 250g.

Kawa w przeciwieństwie do najtańszej biedronkowej parzochy (której jeszcze nie próbowałem) jest opakowana w ładniejsze, zielone pudełko i nie zawiera logo sieci. Analiza etykietki wskazuje jednak na markę wewnętrzną koncernu Jeronimo Martins.

Bo się nie napił kawy przed jazdą...

Kupiłem z pewnym sceptycyzmem - no bo nic nie ma prawa pobić klasyka, otworzyłem hmmm pachnie dobrze, zaparzyłem hmmm smakuje dobrze, jest aromatyczna i delikatna. Jak na razie zostaje.

Mój werdykt - kupić i spróbować - a konkurencje smaku z Jacobsem najlepiej porównać w ślepym teście, czyli poprosić kogoś o przyrządzenie dwóch kaw, ale by wam nie mówił która jest która :>

Z klasykiem się na razie pożegnałem, na rzecz parzochy z biedry...

Na co dzień piję klasyczną Astrę nisko-drażniącą, jednak raz na jakiś czas na pewno kupię sobie Le Grand z Biedronki. Nie jestem aż tak wielkim koneserem kaw i fanem klasycznej marki, aby mieć z tego powodu jakieś wyrzuty.

niedziela, 18 listopada 2012

Narzędzia oszczędnościowe - arkusz kalkulacyjny.

Myślę, że arkusz kalkulacyjny to jest najłatwiejszy i najbardziej naturalny (oczywisty) program, w którym możemy sobie przeliczyć nasze oszczędności. Używanie i obsługa arkusza jest dosyć prosta, o ile ktoś nie przesypiał zajęć z informatyki, lub nie złamał blokad sieci uczelnianej, by zamiast uczyć się flirtować na czatach z koleżankami, to nie będzie miał problemu.

Do prostych przeliczeń oszczędności oczywiście najlepiej użyć narzędzia oszczędnego, dostępnego za darmo - polecam LibreOffice Calc. Przykład poniżej - po kliknięciu na obrazek ukaże się wam pełnowymiarowy LibreOffice (główny następca słynnego OpenOffice).


Wpisywanie, sumowanie, czy zastosowanie prostych formułek znacznie ułatwi nam przeliczenia i kontrolę nad naszymi finansami.

Jak używać arkusza kalkulacyjnego? Jak właściwie sumować wydatki? Jak je grupować oraz identyfikować?

O tym wkrótce.

Tymczasem powiedzcie mi, jakich narzędzi wy używacie do oszczędzania? Czy jest to szuflada z paragonami i zeszyt? Czy jest to coś bardziej skomplikowanego?


sobota, 17 listopada 2012

mBank mSaver - promocja 7% dla dotychczasowych klientów

Wprowadzając ofertę/promocję mSaver bank nieźle nakombinował z gwiazdkami kruczkami limitami, ograniczeniami tworząc produkt co najmniej dziwny, którego opanowanie wymaga dozy dziennikarstwa śledczego połączonego z rozwiązywaniem jakiejś łamigłówki logicznej.


Otóż pod pewnym warunkiem rację może mieć jednak koleżanka Magda, z którą dyskutowałem przy pierwszym poście o mSaver.

Dziś to sprawdziłem - owszem możliwe jest wpłacenie na ten rachunek ok. 9000 zł na raz + włączenie zasilenia rachunku na 100 zł miesięcznie, z opcją 7% dla dotychczasowych klientów!

Muszą być jednak ku temu spełnione dwa extra warunki!!!

1. Musi być aktywowana promocja mSaver osobną dyspozycją, realizacja tej dyspozycji nie zawsze jest natychmiastowa - trzeba poczekać na jej potwierdzenie (u mnie odbywa się to e-mailem).

2. Kiedy już potwierdzenie przyjdzie, musimy dopilnować, aby w danym miesiącu kalendarzowym na nasze konto wpłynęło minimum 1000 zł, ale uwaga! nie mogą to być pieniądze z jakichkolwiek rachunków własnych i powiązanych w mBanku - nie jestem nawet pewien (a dość długo rozmawiałem dziś z konsultantką i wypytywałem o wszelkie opcje) czy mogą to być przelewy wewnętrzne z mBanku - jedyną pewną opcją są wpłaty we wpłatomatach i z innych banków.

Limity!

Oczywiście to by było zbyt piękne, by było prawdziwe!
a) Promocja trwa tylko 6 miesięcy!
b) zostaje zniesiony miesięczny limit wpłat max. 2999 zł, jednakże ogólne saldo rachunku mSaver nie może przekroczyć sumy 10000 zł nawet o 1 grosz.

Także wygląda na to, że koleżanka Magda będzie mogła przez krotki, kilkumiesięczny, okres cieszyć się 2% brutto więcej z sumy ok. 9000 o ile dopilnuje aby na jej konto wpływał minimum tysiąc miesięcznie extra, który jednakże już nie będzie mógł być wpłacany na mSaver, a jedynie np. na eMax plus lub lokaty (zakładając, że pozostajemy przy lokatach) - jeśli jest to pensja to skorzystanie ze specjalnej promocji jest sensownym rozwiązaniem.

Przebrnąłem dziś przez to wszystko i sam aktywowałem wspomnianą promocję, choć raczej dla celów recenzji dla tego bloga i satysfakcji, niż oczekiwania kokosów z konta mSaver. To mimo wszystko marne korzyści i obwarowane zbyt wieloma warunkami - potwierdza to w dalszym ciągu moją wcześniejszą tezę.

Zarabianie na lokatach się skończyło.

P.S. Na dziś polecam kilka słów jak to pracę rozpoczynałem dawno, dawno temu, na blogu o firmie: http://zalozenie-firmy.blogspot.com/2012/11/freelancing-home-office-mikrofirma.html

P.S.#2 Coś w języku obcym o Suśle i wakacjach (nie po naszemu na razie piszę tylko dla geeków i innych ludzi odjechanych na punkcie komputerów): http://linuxeurope.blogspot.com/2012/11/opensuse-vs-debian-planning-my-holidays.html

piątek, 16 listopada 2012

Oszczędzanie na jedzeniu - jak to robić z głową.

Jedzenie i picie to spora część naszego budżetu - co jakiś czas podejmuję temat oszczędzania na jedzeniu wskazując kierunki oszczędzania, preferowany kierunek mojego oszczędzania na jedzeniu to kierunek jakościowy - a więc mam do wyboru dwa warianty zakupowe:


1. Kiełbasa piknikowa z supermarketu - zawartość mięsa 16%, reszta to białko sojowe, MOM, emulgatory, woda, i mnóstwo elementów oznaczonych w stylu E000... moczona w płynie wędzalniczym...

2. Kiełbasa swojska z zaufanej produkcji o 100% (albo przynajmniej dominującej) obecności mięsa, wędzona na naturalnym dymie olchowym...

To zdecydowanie preferuję zamiast kupienia hurtem całego wielkiego opakowania piknikowej zaledwie jeden kawałek swojskiej! Co... że niby mało?!

Po pierwsze jeśli wrzucić piknikową na grilla to wytapia się, czy raczej wyparowuje do objętości malutkiego korniszona , a nawet jeśli nie to zawartość, która jest w środku to jakieś kaszowate nie wiadomo co. Ja wiem, że przy hurtowej ilości taniego piwa z marketu i to wchodzi dobrze, ale czy zależy nam na takiej oszczędności?

Po drugie do jednego kawałka dobrej, swojskiej kiełbasy wolę sobie dokupić:
- pudełko dobrej surówki (albo zrobić ją samemu - tanio!),
- wrzucić na rzeczonego grilla czy patelnię trochę cebuli i plastry cukinii (tanio!),
- dodać kiszone ogórki,
- kupić pełnoziarniste pieczywo.

Objętościowo wyjdzie nawet więcej jedzenia niż w przypadku worka kiełbasy piknikowej! Człowiek nie koń, żołądek ma ograniczoną pojemność.

Tanie produkty gorszej jakości mogą powodować efekt "jedzenia oczami" - zjadamy dużo - dużo... i jeszcze więcej... bo tanio. Czy jednak nie lepiej kupić/zjeść mniej i lepszej jakości? Przeliczając wyjdzie to oszczędniej.


P.S. Na założeniu firmy coś ku ostudzeniu zapałów osób, które chcą firmy pozakładać:
http://zalozenie-firmy.blogspot.com/2012/11/jaki-biznes-zaozyc-jaka-firma.html

czwartek, 15 listopada 2012

Kuchenka gazowa czy elektryczna?

Od dzieciństwa jestem przyzwyczajony do kuchni gazowej, długo używałem też kuchni węglowej oraz kuchenek elektrycznych - te ostanie głównie na urlopach i wakacjach. Dziś porównam gaz i elektrykę w kuchni.


Jeśli chodzi o kulinaria to bezapelacyjnie wygrywa gaz, zerowa bezwładność, natychmiastowa regulacja, duża moc - to wszystko sprawia, że w większości profesjonalnych restauracji na świecie dominuje gaz. Z punktu bezpieczeństwa jednak - gaz to dziadostwo, bardziej niebezpieczne niż kuchnia węglowa/na drewno. Mimo nawaniania gazu kilkukrotnie zdarzyło mi się ulatnianie gazu - na szczęście relatywnie szybko zauważone - bądź od zdmuchnięcia płomienia, jego zalania, bądź też przez nieuwagę przy regulacji. To jest powodem, dla którego w moim przyszłym domu będę mocno zastanawiał się nad rezygnacją z kuchni gazowej.

Do używania kuchni elektrycznej jestem przyzwyczajony, ostatnio używałem jej choćby przez 2 tygodnie urlopu. Mimo używania dość dobrej jakości, nowoczesnej kuchenki ze szklaną płytą i wszelkimi możliwymi bajerami, dalej zauważałem dużą bezwładność cieplną i gorszą regulację niż przy gazie. Zaletą jest jednak brak płomienia, duża higiena (przy szklanej płycie), bezpieczeństwo. Wadą jest cena gotowania, co w wymienionym przykładzie skłania właścicieli kuchenki do gotowania w drugiej taryfie lub/i przygotowania potraw szybkich w przyrządzeniu. Nie jest to rozwiązanie oszczędne i w przyszłości raczej się takim nie stanie.


P.S. Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!!! Tak... to prośba dokładnie do Ciebie... jeśli spodobał Ci się mój wpis i dostarczył cennych informacji - polub profil mojej strony na Facebooku!!!  https://www.facebook.com/RacjonalneOszczedzanie
Zobacz także nową wersję tego bloga pod nowym adresem: OSZCZEDZANIE.INFO.PL - na pewno zyskasz dzięki temu więcej wartościowych informacji! 


środa, 14 listopada 2012

Praca jako agent ubezpieczeniowy lub tzw. asystent agenta. Akwizytor w MLM. Konsultantka firmy kosmetycznej.

Dziś napiszę co myślę o tej pracy jeśli chodzi o rozwój zawodowy młodego człowieka. Otóż ma ona swoje dobre i złe strony z przewagą tych ostatnich. Nie jest to praca dla każdego i nie każdy będzie potrafił odnaleźć w niej korzyści.



Pierwsza sprawa jest taka, że lepsza jest taka praca akwizytora niż żadna, szczególnie dla młodego człowieka z aspiracjami, który dopiero wchodzi na rynek pracy. Mimo iż zazwyczaj młody adept nie otrzyma za nią wynagrodzenia, lub wynagrodzenie będzie małe (część prowizji) jest to jakiś kontakt z szeroko pojętym biznesem, finansami, marketingiem, MLM, kwestiami samoorganizacji, planowania... takie biznesowe wyjście na świat - trudne bo trudne, ale dla niektórych bardzo fajne - poczują się jak ryba w wodzie.

O ile młody czytelniku/czytelniczko zachowasz do tego rezerwę i sceptycyzm, zachowasz zimną krew i własne niezależne myślenie na huraoptymistyycznych lekko sekciarskich szkoleniach, jak najszybciej poszukasz dla siebie korzyści (niekoniecznie finansowych) na początek może ci się to spodobać i być odskocznią w dalszy biznes.

To samo się generalnie tyczy wszelkich marketingów wielopoziomowych, MLM, akwizytorstwa finansowego.

Druga sprawa jest taka, że w tej pracy przeważają negatywy i mogą zarobić jedynie nieliczni. W ubezpieczeniach, szczególnie ubezpieczeniach na życie obowiązuje zasada, że budujemy/planujemy sobie sieć kontaktów zaczynając od własnej rodziny i znajomych oraz dalszych znajomych wciskając im nasze "rewelacyjne" produkty. Jeśli są to kosmetyki popularnej sieci Avon, Oriflame, FM itp. to żaden problem - ot, twój wujek, ciotka i żona kuzyna będą po prostu mieli jedną fiolkę kosmetyku więcej na swojej półce - nawet jeśli zapłacą odrobinę więcej niż za podróbkę w supermarkecie nic złego się nie stanie - a ty zarobisz, może nawet będziesz zadowolona/y z wypłaty. Jeśli jednak naciągniesz tych samych ludzi na "rewelacyjny produkt finansowy" w stylu ubezpieczenia na życie a firma ubezpieczeniowa (co raczej pewne) wydoi ich finansowo - to twoje relacje rodzinne i pośrednio zawodowe będą złamane na wiele lat, co skutecznie może ci utrudnić jakikolwiek rozwój dalszej kariery!!!

Dlatego o ile nie sprzedajemy względnie niedrogich preparatów ziołowych czy kosmetyków w sieci MLM - w żadnym razie nie wierzymy podręcznikom do MLM i NIE BUDUJEMY struktury wśród rodziny i znajomych, a nawet wśród mieszkańców mniejszego rodzinnego miasta - bo po co sobie potencjalnie bruździć na przyszłość.

Jeszcze raz powtórzę: jeśli sprzedasz jako akwizytor MLM preparat ziołowy BongoBongo wujkowi Zenkowi, to mimo iż zapewne BongoBongo jest nieco przepłacony w stosunku do analogicznego preparatu z zielarni - to może się zdarzyć, że wujek Zenek weźmie zakup do siebie, zajmie się na poważnie swoim zdrowiem, ograniczy papierosy, zacznie więcej spacerować i w niedzielę pić szklankę czerwonego wytrawnego do obiadu zamiast butelki podłej wódy z tej niskiej półki w Pierdonce... w efekcie ciocia Marianna będzie dumna z męża i zadowolona z kontaktu z tobą - wniosłeś do ich rodziny coś dobrego. Jeśli natomiast naciągniesz ich na przewalone ubezpieczenie, lub fundusze wysokiego ryzyka na których nieźle stracą - to marny twój los wśród rodziny i znajomych. Zyskasz już na zawsze etykietę krętacza i złodzieja.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Świnka skarbonka!

Świnka skarbonka na dobre zagościła w moim życiu! Prowadząc takiego bloga jak ten, jestem winien czytelnikom pewną dozę profesjonalizmu, nieprawdaż? Dotychczas rolę skarbonek spełniały u mnie dwa drewniane kuferki - jednak profesjonalista w oszczędzaniu powinien mieć rasową, profesjonalną, prawdziwą i oryginalną świnkę skarbonkę.... i koniec!


Na moim regale stoi zatem wielka porcelanowa świnka z otworem na monety. Skarbonka ma możliwość otwarcia - jest specjalny otwór na dole, który otwiera się dość trudno, ale nie trzeba jej rozbijać.

Postanowiłem, że w śwince będą lądować wszelkie monety poniżej 50 groszy, a jeśli w portfelu będzie ich dużo - także 50 groszówki. Dlaczego?

Po pierwsze unikam dzięki temu wypychania portfela (świnka jest już u mnie kilka dni, a kuferki od dawna) , po drugie mam efekt obcinania końcówek z zakupów - to co nieudolnie próbował nam wprowadzić mBank programem mSaver jest urzeczywistnione w lepszym, realnym wydaniu.

Co zrobię z oszczędnościami? To co zawsze - wydam na jakiś ekstra zakup, ewentualnie sprezentuję coś komuś bliskiemu (a co? nie jestem jakaś skąpa świnia). Zagospodarowanie wielkiej ilości drobniaków nie jest problemem - wrzucę je do maszyny liczącej w automatycznej kasie Tesco, chociażby...

A jak wygląda Twoja skarbonka?

niedziela, 11 listopada 2012

Oprocentowanie mSaver - mBank nie zaszalał na tym rachunku!

Cały czas otrzymuje sygnały co do rachunku mSaver. Najwyraźniej jest to marketingowy zabieg mBanku aby zachęcić nowych klientów, jednak jest tu w sumie tyle gwiazdek i warunków, że rachunek oszczędnościowy mSaver zdarzył obrosnąć internetowymi mitami... rozprawmy się z nimi - porozmawiajmy o oprocentowaniu:


Na początku przypomnijmy co nieco - to jest już trzeci post o mSaver - zerknijmy na poprzednie:

1. Czy w ogóle brać ten rachunek? Z gorącą dyskusją: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2012/11/oszczedzanie-na-msaver-czy-skorzystac.html

2. Przemyślenia po eksperymentalnym założeniu mSavera i konfrontacją z telekonsultantką mBank: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2012/11/jak-zaozyc-msaver-czy-msaver-sie-opaca.html

Jedna z koleżanek w komentarzach sugeruję, że snuje domysły co do rachunku mSaver - proszę bardzo - nie jest łatwo to odszukać, ale można:

Korzystam ze strony:

http://www.mbank.pl/informacja/#cats=p/1/oprocentowanie/konta//oprocentowanie/konta.html


Tabele na dzień 11.11.2012 (swoją drogą z okazji Dnia Niepodległości wam też życzę kufla pysznego polskiego piwa i chwili relaksu!)


mSaver
standard od 3 000 PLN1 3,60%
premium do 3 000 PLN2 5,00%


1 Oprocentowanie standardowe naliczane jest w przypadku gdy suma miesięcznych zasileń rachunku będzie równa lub wyższa 3 000 PLN (dotyczy miesiąca kalendarzowego) oraz gdy całkowite saldo rachunku przekroczy kwotę 49 999,99 PLN.
2
Oprocentowanie premium naliczane jest w przypadku miesięcznego zasilania rachunku kwotą nie większą niż 2 999,99 PLN. W przypadku przekroczenia tej kwoty,  zostanie przywrócone oprocentowanie standardowe (dotyczy miesiąca kalendarzowego).

Przypominam, że aby dotrzeć do pułapu 7%, czy marketingowe 9% dla nowych klientów, należy spełnić kolejną rewię warunków, kruczków i gwiazdek!!! Przypomina to jakąś sesję eliminacyjną, czy inną selekcję!!!

W świetle powyższego zupełnie nie ma sensu opcja zaokrąglania transakcji dokonywanych w mBank. Warunkowo możemy dopuścić odkładanie jakiegoś procenta z naszych transakcji w mBank, o ile nie mamy tych transakcji zbyt wiele.

Jak widać mBank postanowił ukarać dotychczasowych klientów obniżając im o 2% możliwe osiągi promocyjne... postanowił także obniżyć oprocentowanie oszczędzających zbyt gorliwie... spadkiem oprocentowania do wielkości nie przewyższającej zwykłego rachunku eMax plus.

Rozumiem, że reklamy w TV są całkiem sympatyczne i miło powiedzieć znajomym, że się ma konto w mBanku i to genialne subkonto mSaver.... ale rzeczywistość jest brutalna.  Sorry moi drodzy - nie ma kokosów.

sobota, 10 listopada 2012

Jak założyć mSaver? Czy mSaver się opłaca? Realne oprocentowanie.

Jestem akurat klientem mBanku, więc założenie nowych kont, subkont czy produktów inwestycyjnych tamże nie jest dla mnie jakimś wielkim wyzwaniem. W poprzedniej dyskusji o mSaver pojawił się argument, że opisuję produkt, którego sam nie mam.  No cóż, mam wystarczającą wiedzę aby ocenić taki produkt i to bynajmniej nie dlatego, że prowadzę bloga o oszczędzaniu, ale proszę bardzo to nie jest żadne wyzwanie (wybranie się na dzisiejszy trening to było dla mnie wyzwanie!)...

Kolejną ciekawą koncepcją były słowa Magdalaeny:

 "... w pierwszej promocyjnej fazie te 7% dla stałych klientów to jednak bardzo dobra oferta. Wybrałam odkładanie symbolicznych 100 zł na koniec miesiąca, a następnie przelałam tam nieco ponad 9.000 zł (promocyjne oprocentowanie jest na pół roku do 10.000 zł)...." 

OK,  mam chwilę, a jestem na tyle zmęczony po treningu, że  nic sensownego nie zrobię (a zakładanie rachunku mSaver bynajmniej nie uważam za wielce sensowne)... dzwonię na mLinię ...jeśli ktoś się nie wstydzi - uważam że tak najłatwiej założyć mSaver...



...a jak założyć mSaver z poziomu panelu administracyjnego - Oszczędzanie > Regularne Oszczędzanie, przejście do przycisku o składanie wniosku na dole wyświetlanej strony, pod symulacjami... (mało klarowne jak dla mnie)

1. Pytam ile kosztuje prowadzenie mSaver i jego założenie - jest to bezpłatne.

2. Pytam do jakiej kwoty jest zaokrąglenie, ktoś tu mówił o 2 zł - niestety - miła pani konsultatka mówi mi, że jest to 10 zł i koniec. To durna oferta, zbyt zniekształca strukturę wydatków.

3. Pytam jaką kwotę regularnie mogę zadeklarować do przelewu miesięcznego z eKonta na mSaver? Dowolną rożna od zera, 1 zł nie ma sprawy - ustalam sobie na razie 10 zł miesięcznie.

4. Nie deklaruję odkładania % moich transakcji, mimo iż może się na to zdecyduję, jak już - zrobię sobie taką niby-symulację oszczędzania z Cashback w innym banku.

5. Teraz pomysł koleżanki - otóż oprocentowanie mSaver wynosi 5% na chwilę obecną i tyle, nie ma cudów. Można warunkowo uruchomić warunkową promocję do 7%, ale trzeba zadeklarować minimalne wpływy na eKonto w wysokości 1000 zł przez dany okres.

Miesięcznie można maksymalnie przesłać tylko do 3000 zł wpłat dodatkowych na mSaver,  aby podpadało to pod te ultra cudne 9% czy choćby lekko cudne 7% (a bez tych megapromocji pod te - także promocyjne - 5%),  więc przypuszczam, że jeśli koleżanka przesłała jednorazowo 9000 na swój mSaver to patent z 7% nie będzie działał, mamy więc de facto limit wpłat na mSaver.

Oczywiście 7% jest do podanej przez koleżankę kwoty oraz tylko na pewien okres, z resztą tak jak przewidywałem nie znając szczegółowych warunków. Szereg gwiazdek w tej ofercie niestety nie daje efektu takiego jak hotel z wieloma gwiazdkami.

Podsumowując - naprawdę nic specjalnego, ten mSaver. Dodatkowe, krótkotrwałe bonusy to nic rewelacyjnego.

Pozostaje to jedynie jakąś ciekawą propozycją dla osób którzy mają trudności z zachowaniem dyscypliny w oszczędzani

piątek, 9 listopada 2012

Moje kosmetyki #2 - Dezodoranty: Korsarz Arctic, Playboy London

Kontynuuję dziś przegląd szafki z kosmetykami, jako osoba racjonalnie oszczędzająca mam zimne i racjonalne podejście do takich rzeczy jak marka i lans, o czym mogliście się przekonać już nie raz. Skład kosmetyków, który posiadam odzwierciedla to podejście.

Dziś kolejna porcja informacji.

1. Korsarz Arctic - jest to seria bardzo tanich kosmetyków z niższych półek supermarketów i tu powiedzmy sobie prawdę, Wśród tanich kosmetyków dużo jest totalnego szajsu, który wykręca nos, natomiast możemy to znaleźć prawdziwe perełki, albo przynajmniej przyzwoite produkty, do takich należy seria Korsarz Arctic.


Dezodorant kosztuje około kilku zł, zgodnie z opakowaniem otrzymujemy zapach chłodny i odświeżający. Nie spodziewajmy się po tej cenie mega atrakcji, zapach jest bardzo poprawny, nawet miły, ale dość płaski - odświeża, maskuje dobrze zapachy które chcielibyśmy zamaskować (np. okolice treningu, czy awaryjne odświeżenie się). Byłoby dobrze, aby np. moi starsi sąsiedzi używali choćby takich tanich kosmetyków, a tak przez 15 minut czuję który sąsiad przeszedł przez klatkę schodową.


2. Dezodorant Playboy London to już wydatek rzędu minimum kilkunastu zł, ale oczywiście kupiłem go w jakiejś promocji wiązanej , w której cena spadła poniżej 10 zł. Zapach przesuwa się bardziej w stronę słodyczy, czuję w nim delikatny kwiat i korzeń, ale nadal to jest wyraźna męska nuta, jest dość świeży - nie jest przy tym zbyt słodki, tak jak np. typowe kosmetyki z serii Diesel - to kolejny Playboy, który zdaje egzamin. W sam raz na jakieś wyjście na miasto. Jest ok.

Jak widać nie potrzeba wielkich wydatków i mega marek, aby zachować osobistą higienę, a oszczędzanie nie oznacza żulostwa i chodzenia w oparach smrodku różnego pochodzenia.

I jeszcze jedna sprawa - na stronie Blogi konsumenckie - katalog macie całą kolumnę poświecona zdrowiu i urodzie - zapraszam.

czwartek, 8 listopada 2012

Oszczędzanie na mSaver - czy skorzystać?

Ostatnio zastanawiałem się nad otwarciem rachunku mSaver w mBank, po krótkich przemyśleniach dałem sobie spokój. Owszem produkt jest innowacyjny, kierowany do osób, które mają z z taką czynnością jak regularne oszczędzanie problemy, po prostu "kasa się och nie trzyma", a dokonują dużo operacji bankowych, ale ja do takich osób nie należę.


mSaver daje możliwości "oszczędzania podczas" wykonywania operacji takich jak płatności kartą, przelewy, czy wypłaty z bankomatu - podczas tych czynności z góry określona suma, albo zaokrąglenie jej do pełnej 10 trafia na specjalne konto - podobne w funkcjonowaniu do eMax plus i nieco wyżej oprocentowane...

...w teorii coś fajnego, w praktyce?

- Nie odpowiadają mi proponowane metody zaokrągleń czy przekazywania sum na mSaver, rzecz osobistych preferencji, rzecz gustu można by rzec, nie powinno to odstraszyć zainteresowanych od tego konta,

- Tylko jeden przelew z mSaver na główne konto w miesiącu jest bezpłatny, jednak to tak samo jak w eMax plus, czyli "nic groźnego",

- generalnie poza pierwszym okresem promocji tego produktu, nie liczę na kokosy większe niż na eMax plus, skoro jest to dość podobne nierealne jest na dłuższą metę premiowanie tego produktu przez bank,

- Brak mi klarowności i przejrzystości w przedstawieniu tej oferty na stronie mBank oraz niejasność jeśli chodzi o dostęp do niej z konta mBank - długo nie mogłem nigdzie znaleźć jakie są opłaty za konto mSaver (okazało się, że za podstawowy mSaver nic się nie płaci)  Generalnie mam wrażenie, że przy tak dużym nakładzie na reklamę jest to skonstruowane celowo, aby wepchać zainteresowanych w ramiona konsultantów telefonicznych, którzy potem namolnie będą nas namawiać na inne produkty bankowe takie jak mSaver plus, który już darmowy nie jest (opłata miesięczna i mnóstwo kruczków, ale o tym kiedy indziej).

Nie lubię kontaktu z konsultantami i telemarketerami - raz o coś zapytasz - odnotują to w systemie - nie przestaną cię męczyć telefonami. Przerabiałem to, zadzwoniłem z zapytaniem o jakiś produkt - namolni akwizytorzy męczyli mnie i rodzinę z produktami ubezpieczeniowymi... długo...

Generalnie dla osoby świadomie oszczędzającej mSaver nie jest rewelacją, tu tak naprawdę bank nie daje nam nic - człowiek napala się na reklamę w TV, przed oczyma staje jakaś forma cashbacku, czy dodatkowego premiowania naszych wydatków przez bank, a to nici z tego - tu sami płacimy na własne oszczędności.

Znacznie lepiej według mnie jest mieć pełną kontrolę nad własnym kontem głównym (eKonto) i zdefiniować sobie płatności na kilka rachunków eMax plus. Świadome oszczędności i ewentualne samodzielne przelewanie ich na wyznaczone konta - to jest to.

A jakie są wasze opinie o mSaver?

środa, 7 listopada 2012

Znaczenie marki i eleganckiego wyglądu w biznesie.

Ten post pierwotnie miał trafić na http://zalozenie-firmy.blogspot.com/ czy nawet http://realny-minimalizm.blogspot.com/, ale...

OK, wklejamy tutaj, na główny blog!



Jako dorabiający student z aspiracjami obserwowałem kolegów i koleżanki i zacząłem snobować się na wielkiego biznesmena, mimo iż to nie miało pokrycia w rzeczywistości (jak z reszta u rówieśników).

A więc ważne było, aby na biurku czy w boksie biurowym (najpewniej w uczelnianej czytelni) rozłożyć...
- markowy długopis lub ekskluzywne pióro, wyjmowane z gustownego etui,
- obok musiał leżeć elegancki planner z najnowszej linii biznesowej,
- następnie markowy, dobrej klasy kalkulator,
- kiedy pojawiły się komórki, oczywiście w miarę nowoczesny (czyli w tym przypadku najlepszy) telefon,
- do tej czytelni musiałem dotrzeć ubrany formalnie, lub półformalnie (dobry garnitur - często),
- całości dopełniały markowe buty...
-...oraz markowy płaszcz z wielbłądziej wełny, markowy szal, markowa czapka czy kaszkiet....

Słowem pełen szał i pełen wypas.

Ale mówiąc wprost, ten cały lans przykrywał (w sensie finansowym i biznesowym) niewiele więcej niż goły studencki tyłek!

Parę lat później robiąc za całkiem akceptowalne pieniądze zlecenia  dla jednej czy drugiej wielkiej firmy w swoim własnym biurze pomyślałem o tym okresie i rozejrzałem się naokoło.

- pod ręka leży zwykły długopis z kiosku a w plastikowym kubku kilka innych długopisów reklamowych zazwyczaj sprezentowanych przez kontrahentów,
- planner z supermarketu za 8,99 zł w skajowym etui,
- prosty kalkulator - reklamówka, znów prezent od klienta,
- komórka najprostsza typu mała stara nokia - byle dzwonił i trzymał akumulator,
- siedzę sobie ubrany w jakieś dżinsy i koszulkę,
- buty, właściwie najpewniej jakieś sandały, bo tak najwygodniej,
- na wieszaku wisi polar i kurtka turystyczna i to niekoniecznie najmodniejszej w sezonie firmy górskiej czy sportowej...

...a tak w ogóle siedząc wtedy miałem nogi wywalone na biurko i generalnie głęboko w poważaniu ten cały biznesowy bajzel, prawdę mówiąc dla jednego czy drugiego klienta mógłbym wyglądać nawet jak Ghandi po wyjściu z kąpieli w Gangesie... co prawdę mówiąc także się zdarzało... bo nie raz "byłem" na ważnej telekonferencji w samych majtkach i skarpetkach... a co... ciepło było...

Klientowi, jednemu czy drugiemu, zależało głównie na tym, aby zlecenia były w terminie, tanio i żeby jak najdłużej móc opierdzielać się z terminowymi płatnościami. Innemu kontrahentowi zależało głównie na tym by przed piątkiem godz 17.00 oddelegować mojej firmie jak najwięcej zaległych spraw i nie siedzieć w biurze ani sekundy więcej, tylko jak najszybciej wylądować na jakiejś imprezie i upić się po tygodniu pełnym stresów.

Wszystkie zewnętrzne znamiona biznesowe, o których wspomniałem nie miały najmniejszego znaczenia w tamtej sytuacji, przez pewien czas nawet z rozpędu utrzymywałem "starą infrastrukturę" potem nie miało to czasu i sensu... pozerstwo przestało mnie interesować... moja uwaga skupiała się na tym, aby wygospodarować jakiś czas na własne życie i choćby odrobinę treningu, by do reszty nie skapcieć w tym biznesowym bagnie!

Nadęta żaba w swoim bagnie.

Dobra moi drodzy, o czym jest ten artykuł? Czy mówię wam, że macie robić swój biznes w sandałach i szortach? NIE! (chyba, że bardzo tego chcecie!), czy mówię wam, że możecie zaniedbywać swój wizerunek w biznesie? NIE! (to w gruncie rzeczy niebezpieczne, iść pod prąd wbrew stadu), czy mówię wam, że macie wyrzucić garnitury, krawaty, markowe sprzęty i cały lans w dążeniu do jakiegoś realnego minimalizmu? NIE! (zamiast wyrzucać, lepiej wykorzystać).

Ten artykuł jest o tym, jak pewne rzeczy mogą się przewartościować i stracić znaczenie, a całe to pompatyczne profesorskie ględzenie o robieniu biznesu może zostać zastąpione prawdziwym robieniem biznesu.


wtorek, 6 listopada 2012

Kosmetyki dla faceta - przegląd szafki; Adidas Pure Game, Old Spice Classic, Adidas Dynamic Pulse...

Zapewne wielu z was jest ciekawych jakich kosmetyków obecnie używam, jako Człowiek Racjonalnie Oszczędzający - dzisiaj zrobimy mały przegląd mojej kosmetyczki, a przynajmniej zaczniemy ją przeglądać.



1. Trzymam właśnie dość dużą butelkę Adidas Dynamic Pulse, woda toaletowa, kolor kosmetyku jest lekko fioletowy, zapach świeży, ale nie mentolowy, lekko kwiatowy, dosłownie śladowa ilość czegoś korzennego - zdecydowanie neutralny biznesowo zapach, dobry i do firmy i na siłownię. (Jestem tradycjonalistą i nie lubię zbyt intensywnych zapachów w biznesie.)

2. W pracy w szufladzie trzymam dezodorant Old Spice Classic, jak nazwa mowi zapach klasyczny. Jaki koń jest każdy widzi, więc opisywanie tego zdecydowanie korzennego popularnego zapachu mijałoby się z celem. Tego zapachu albo się nie lubi, albo się lubi. Mimo, że jest to nieoptymalny zapach pod kątem biznesu - zbyt wyrazisty - czasem dla odświeżenia się nim psiknę.

3. W łazience na półce mam dezodorant Adidas Pure Game, zapach świeży, sportowy, bardziej roślinny niż Dynamic Pulse, jednak bardziej drzewny niż kwiatowy, także wyczuwam śladową nutę korzenną, ale także cytrusy.

4. ....

... cztery? hmmm... o... widzę, że wkopałem się w rozległy temat. Z uwagi na pasję kosmetyczną Kobiety to zaledwie czubek góry lodowej. Wybrałem te trzy kosmetyki, ponieważ kupiłem je sobie sam (samodzielnie!) i wszystkie z nich były w megapackach albo opakowaniach większych niż klasyczne, przez co cena wyszła minimum 50% mniej niż normalnie w sklepie. Nie podam ich teraz dokładnie - z resztą, pewnie promocje i przeceny, kiedy zostały kupione są już dawno nieaktualne.

Będę kontynuował temat. Na razie czas trochę odpocząć po treningu...



Jak oszczędzać na kosmetykach - niemiecka oszczędność

(...) Tym razem będzie o niemieckiej oszczędności (...)

Temat kosmetyków zapewnie jednak zainteresuje drogie Panie.

Podejrzane za Odrą - drogie kremy w tubkach
Z rodzinnych relacji z pobytów o przyjaciół zza Odry, dowiedziałem się że niemieckie gospodynie są bardzo oszczędne jeśli chodzi kosmetyki w plastikowych tubkach. Ponoć posiadają specjalne zaciski czy klipsy, które zapinane na tubce pozwalają ją wycisnąć do ostatniej kropelki. Dotyczy to np. pasty do zębów, a w szczególności drogich kremów w tubkach. Przy braku klipsa, skończona tubka jest jeszcze rozcinana nożyczkami.

Jakiś żart, pomyślałem, a nawet jeśli nie to przynajmniej obciach i skąpstwo... Myślałem tak, do chwili kiedy nie wziąłem wyciśniętej do zera tubki drogiego kremu od żony i pamiętając o opowieśiach zza miedzy nie rozciąlem sam takiej tubki. Ilość kremu, która była w środku zadziwiła mnie kompletnie - a jednak Niemcy mieli rację.

Czy producenci robią nas w konia?
Z małych tubek, w których sprzedawane są np. drogie kremy regeneracyjne, nie sposób wycisnąć deklarowanej na opakowaniu ilości. Zawsze pozostaje spory procent specyfiku, którego nie jesteśmy w stanie za Chiny Ludowe wykorzystać i wyrzucamy go do śmieci - a w przypadku bardzo drogich kosmetyków to nawet strata do kilku zł na opakowaniu.

Możecie nazwać mnie skąpcem, tak jak ja myślałem o Niemcach, jednak obecnie nie pozwalam "moim paniom" wyrzucać tych zużytych opakowań, rozcinam je i używam zawartość po goleniu, albo do smarowania rąk, nawet przez kilka dni z jednej tubki. Efekty są rewelacyjne, ponieważ całą zimę latam bez rękawiczek, a do prac fizycznych nie lubię wkładać rękawic ochronnych, moje ręce były w stanie masakrycznym - obecnie są gładkie jak pupcia niemowlęcia.

Tak czy inaczej, czy to uczciwe sprzedawać bardzo drogi produkt, którego nie jesteśmy w stanie zużyć w całości.
Na czym jeszcze producenci robią nas w konia?

niedziela, 4 listopada 2012

Nadrabianie zaległości - organizacja czasu.

Dziś bardzo krótko i na temat. Niedziela,, niedzielą, ale postanowiłem ponadrabiać trochę zaległości organizacyjnych, głównie jeśli chodzi o styk pracy i życia prywatnego. Dzień jest spokojny (jak na razie) telefony nie dzwonią, mam nadzieję, że będę mógł się wyłączyć i zrobić swoje.


Sam fakt powstawania zaległości jest czymś nad czym będzie trzeba popracować - to nie jest dobre zjawisko - znak, że w moim systemie organizacji jest jakiś drobny błąd. Przeanalizuję sobie to wspomagając się literaturą o samoorganizacji i zarządzaniu. To taka uczelniano-kursowo-motywacyjna papka informacyjna, którą człowiek zna, ale którą warto od czasu do czasu sobie przypomnieć...

No cóż, dopijam kawę i zaraz czas się brać do roboty. Dwie rzeczy do polecenia, o ile jeszcze nie czytaliście.

1. Gruntowny i kompleksowy post, gdzie analizuje moje własne blogowania pod kątem "straty czasu: Blogowanie a oszczędzanie czasu. Czas to pieniądz!

2. Notka o tym, jak brak czasu wpłynął na mój wybór systemu operacyjnego (ale to coś tylko dla komputerowców): Jaki Linux... i dlaczego Ubuntu?

3. Miałem kolejna przerwę regeneracyjną i dalszy ciąg rozmyślań o oszczędzaniu czasu zamieściłem tutaj: Oszczędzanie czasu właściciela malej firmy.

sobota, 3 listopada 2012

Ziarnko do ziarnka... siła drobnych oszczędności.

Kilka razy pisałem wam o zachowaniach osób zamożnych, na przykład całkiem majętnego znajomego znajomych, który zawiózł do miasteczka duży worek puszek po piwie z wielkiej weekendowej imprezy... a co się ma marnować? Po pierwsze wywóz odpadów na wsi kosztuje (płaci się za każdy kontener) po drugie to kolejne parę złotych do przodu.


Obserwuję sobie często zachowania osób, które coś mają, a przynajmniej żyją w dostatku i te osoby często nie pogardzą drobną oszczędnością, czy drobna korzyścią. Obserwuję zachowania osób niezamożnych, czy nawet biednych i widzę, że oni lubią szastać kasą, a przynajmniej zahulać, kiedy tylko pojawi się gotówka, lubią pojechać z wydatkami na całego. Jednocześnie ci 'biedni' nie potrafią schylić się po drobne leżące u ich stóp - wiecznie czekają na 'coś wielkiego'...


P.S. Chciałbym serdecznie podziękować koledze z Bloga Konsumenckiego ZOLES za wysłuchanie moich słów odnośnie reklam na blogach i za wykupienie modułu reklamowego (boks/link do kolegi jest w oknie AdTaily powyżej, pod nagłówkiem bloga). Strona kolegi debiutuje, ale już można przeczytać kilka fajnych wpisów - przypomina mi to moje początki. Zapraszam!

wtorek, 30 października 2012

Zarabianie na blogach i podejście Amerykanina

W kwestii "zarabiania" na blogach, czy tej lub innej aktywności w internecie prowadzę sobie właśnie miłą dyskusję. Słowo "zarabianie" biorę w cudzysłów bo moje blogi są prowadzone dla hobby, nie dla zysków, natomiast być może zamiast słowa "zarabianie" właściwsze byłoby określenie "zabawa".

Blogowanie to dla mnie wciąż próbowanie czegoś nowego, nawiązywanie relacji, odświeżanie sobie"spraw komputerowych" po latach poza branżą "internetową". Słowem, jakieś doświadczenie zabawowo-edukacyjne.  Choć to się może zmienić.



Ale do rzeczy. Nie tak dawno rozmawiałem sobie z pewnym Amerykaninem i zdziwiło mnie gdy przy mnie zastanawiał się nad dotacją na jeden z niszowych "projektów" linuksowych które testował.  Ponieważ projekt mu się podobał - chciał się przyczynić do jego rozwoju w przyszłości - czuł, że płaci za "produkt" dla siebie.

Dla każdego Polaka normą jest pobranie płyty instalacyjnej (skoro jest za darmo i legalnie) oraz cieszenie się, że dostał coś za friko, normą jest niepłacenie za pobrany program shareware czy open source, normą jest naginanie licencji (używanie niekomercyjnych freeware dla potrzeb firm) i wyszarpywanie wszystkiego za darmo.

Ktoś powie - my jesteśmy biedni - Amerykanin mógł sobie pozwolić na tego dolara przesłanego PayPalem na wspomniany projekt. Tymczasem widzę wokoło dużo marnotrawstwa, niegospodarności, czy wydawania pieniędzy w nadmiarze na rzeczy niepotrzebne i zbytkowne. Nie tu rzucać przykładami, można by przytoczyć ich dużo. Kluczem jest zatem mentalność i nastawienie się na wydawanie, bo w miejsce gdzie kolega Amerykanin przesłał dolara większość moich znajomych stać aby przesłać złotówkę - ale tego nie robią! Przyzwyczailiśmy się do "załatwiania" i kombinowania, jak nasi rodzice za komuny, nie do wydawania.

W tym samym czasie mocno funkcjonuje określenie "brudny pieniądz", cwany "prywaciarz" czy określanie ludzi zarabiających pieniądze nazwą pewnej mniejszości etniczno-religijnej.

Powoli staram się to przerywać, przynajmniej w moim otoczeniu - mówię o pieniądzach, wparciu ulubionych blogów, zakupie reklam i linków, itp. otwarcie - staram się także, aby osoby współpracujące ze mną (blogowo) coś namacalnego i realnego zyskały - jeśli się da - także pieniądz - bo dlaczego nie? Dlaczego w miejsce powszechnego dziadowania i wyżulania nie zacząć zachowywać się jak mój kolega Amerykanin?

Pecunia non olet.

poniedziałek, 29 października 2012

Apel do "podmiotów komercyjnych", czyli jakie to grube "biznesy" robię na blogach!

Moi drodzy, wiem że to czytacie, wiem że niejeden posiadacz firmy, spec od pozycjonowania czy innego marketingu zerka na tego bloga i myśli jakie to ja wielkie biznesy strugam na moich blogach, wszakże popularne są w miarę, licznik powoli dobija do 500 tyś. odsłon...

...może sobie kombinuje jeden z drugim, że ja jestem wielki macho blogowy i nie ma nawet co ze mną rozmawiać, bo nie te progi na maluczkich nogi...

...tymczasem ja jestem zwykłym autorem bloga, a w Polsce autor blogów to naprawdę nie jest fucha ani wielki lans, a licznik $ w panelach reklamowych jakoś nie bije ze zdumiewającą prędkością.



Tym bardziej nie ma co kombinować i publikować swoich linków w komentarzach, czy w archiwach, w nadziei, że ja tego nie zauważę i przyniesie to jakieś korzyści za friko. Niestety, nieautoryzowane linki i polecenia firm kasuję, nie toleruje żadnego cwanego marketingu, tj. wirusowego, partyzanckiego, memowego, czy co tam w mądrych książkach piszą.

Po prostu trzeba napisać na maila: rwks(małpka)tlen.pl i się dogadać... można... nie jestem wielkim potentatem i odpisuję każdemu chętnemu do zakupienia reklam. Niezależnie jak wielkim budżetem dysponuje.

Ceny "legalnych" reklam są ogólnie rzecz biorąc niskie, (można sobie zerknąć na panel AdTaily na górze strony ile kosztuje reklama tutaj), więc tym bardziej nie warto tracić czasu, waszego i mojego oraz wpisywać teksty reklamowe w komentarzach, które i tak zostaną wykasowane.

W świetle powyższego dziękuję takim reklamodawcom jak np. Wybieram Konto (boks na AdTaily) czy Plannerowi Finansowemu (boks z kulkami na AdTaily powyżej), którzy dosłownie za kilka zł wykupili sobie reklamy na dłuuugo. Cenię sobie takich sponsorów.

niedziela, 28 października 2012

Echa konkursu: Odkładaj oszczędności na koncie oszczędnościowym.

To jeszcze nie wszystkie z wyróżnionych odpowiedzi, natomiast dziś jestem w temacie, który poruszył flamaster, laureat ostatniego konkursu oszczędzania.


Moim sposobem na oszczędzanie jest odkładanie zaoszczędzonych pieniędzy na kocie oszczędnościowym (np. emax plus). Uważam, że realne oszczędności są widoczne wtedy gdy są oddzielone od dostępnych pieniędzy na co dzień. Dlatego przelewam nawet najdrobniejsze sumy na oddzielne konto jakie uda mi się zaoszczędzić - np. nie kupiłem gazety czy batonika. Do tego konta dokładam również wszystkie cashback'i które uda mi się zdobyć (ostatni dzięki Sync). Nawet po zmniejszeniu abonamentu telefonicznego różnica po między starym, a nowy abonamentem ląduje na owym koncie. To jest tylko kilka przykładów zasilania mojego konta oszczędnościowego. Dzięki tej praktyce po kilku miesiącach można zobaczyć efekty swojej "pracy" - po niecałym roku od rozpoczęcia tej "procedury" uzbierało się na całkiem przyzwoite wakacje zagraniczne dla jednej osoby. Podsumowując - bardziej mnie motywuje zbierająca się konkretna kwota (możliwa do zobaczenia na oddzielnym koncie), niż świadomość zaoszczędzenia 10 zł schowanych do portfela, które i tak zostanie wydane. 

Przez długi czas nie poruszałem tu tematyki związanej z kontami i bankami, widząc przesyt tego typu postów na okolicznych blogach, natomiast sam robiłem i do pewnego stopnia postępuję tak jak flamaster.

Posiadam oddzielne konto emax oraz kilka kont emax plus (oraz jego ekwiwalenty w Inteligo) właśnie w celu przechowywania oszczędności.

Moje oszczędzanie nie jest obecnie tak konsekwentne* jak kolegi, natomiast potwierdzam - oszczędzone pieniądze wyglądają najlepiej na wydzielonym koncie, które do tego procentuje co miesiąc.

*(z powodów praktycznych rozbiłem oszczędzone sumy na kilka sub-kont, niektóre oszczędności przelewam sobie na IKE, szczególnie po rezygnacji z ubezpieczeń na życie)

Mam także kolejną sugestię, którą mogą wykorzystywać autorzy blogów, studenci, osoby dorabiające poza pensją - wszelkie dodatkowe zarobki, lub ich umówioną część, o ile nie jest reinwestowana - także warto sobie wrzucić na jakiś emax plus, lub inne konto tego typu.

piątek, 26 października 2012

Echa konkursu: w roli głównej Tofalaria, alkohol i słodycze.

Kolejnym postem konkursowym, który zdecydowaliśmy się wyróżnić jest post Tofalarii, autorki bloga  http://tofalaria.blogspot.com/. Tu jednak nie chodzi o naszą znajomość - koleżanka po prostu dostała ekstra punkt od jury konkursowego (zapewne ktoś o skłonnościach łasucha miał tu coś do powiedzenia).

Ostatnio moja metoda na oszczędzanie to powstrzymanie się przed kupnem gotowych słodyczy oraz alkoholu (to ostatnie nie jest wielkim problemem, choć lubię wino, a to wydatek ok. 20 zł, więc znaczna oszczędność). Słodycze lubię, jestem psem na słodycze, nigdy nie przechodzę obok nich obojętnie (a także nie przejeżdżam obojętnie rowerem jeśli chodzi o ścisłość), jednak są one dość drogie, a w dodatku napakowane dziwnymi składnikami jak guma guar albo syrop glukozowy, o zgrozo! Jak sobie radzę ze swoim nałogiem? Jeśli najdzie mnie ochota na coś słodkiego, to zjadam np. trochę kaszy z miodem, garść rodzynek, jabłko z miodem, naleśnika z domowym dżemem, albo wypijam naturalne kakao... bez cukru! Raz w tygodniu piekę jakieś domowe ciasto. Myślę, że w moim żywnościowym budżecie robi to ogromną różnicę!

Jeśli chodzi o mnie nie powstrzymuję się przed zakupem alkoholu, jestem jednak piwoszem, a można kupić dobrej jakości regionalne piwo (eko- naturalne, cudne w smaku, itp.) już ok. 3 zł albo czasem nawet taniej. nawet jeśli popełnię w piątkowy wieczór powiedzmy dwa Noteckie, jest to i tak wydatek rzędu poniżej 5 zł, jeśli chcę się napić dobrego piwa (napić! nie upić się) z kimś z rodziny, czy znajomych nadal jest to poniżej 10 zł. W relacji do wina za 20 zł duża różnica.


Napisałbym, że słodyczy nie jem w ogóle, ale jakimś cudem właśnie wyjadłem modemu pokoleniu trochę gorzkiej czekolady, kilka orzechów w czekoladzie i jedno monte. Spokojnie, za godzinę będę to odrabiał na siłowni! Zatem słodyczy jem mało, powiedzmy :)




czwartek, 25 października 2012

Echa konkursu, kolega kujacik oszczędza na skarpetkach :)

Bardzo spodobał nam się patent Sebastiana (kol. kujacik) na oszczędzanie. Patent nie tylko wywołuje uśmiech na ustach, ale przede wszystkim jest po prostu genialny w swojej prostocie i praktyczności:


Mój mały patent na oszczędność. Staram się mieć wszystkie skarpetki takie same (zawsze kupuję wielopaki, najlepiej z jakimś znakiem szczególnym). A to dlatego, że gdy zepsuje się jedna sztuka, to spokojnie mogę połączyć tą drugą z dowolną inną, zamiast ją wyrzucać. W ten sposób zakup 10 par takich samych starcza na zdecydowanie dłużej niż 10 par różnych. Daje to też pewną oszczędność czasu po wysuszeniu prania - nie trzeba dobierać i porównywać ze sobą, co przy czarnych skarpetach jest dość mozolne.
Wiecie co? A ja jeszcze trochę pamiętam te czasy, gdzie po skarpetki stało się w długich kolejkach, a "zepsutych" skarpetek się nie wyrzucało, tylko kobiety w domu (mamy, babcie, siostry) je starannie cerowały, aby starczyły chłopu czy dzieciakom na dłużej. To były czasy!

środa, 24 października 2012

Echa konkursu. Oszczędzanie według nevermind.

Obiecałem uhonorować wybrane wypowiedzi konkursowe poza podium, oczywiście jeszcze raz dziękuję w imieniu swoim oraz organizatorów wam wszystkim. Dziś odniosę się do patentów nevermind, autorki bloga: http://subiektywnieowroclawskiejkuchni.blox.pl


Jak oszczędzam? Nie mam telewizora, a każdego kto ma TV namawiam do włączania tylko wtedy gdy coś ogląda (a nie że leci cały dzień, a prąd płynie, rachunek rośnie)

1. Jak dobrze wiecie, mimo że telewizor mam i używam, jego ograniczanie budzi moją sympatię - dokładnie tak robię jak koleżanka pisze - włączam jedynie kiedy coś oglądam. Ostatnio zresztą mało oglądam, czasem wieczorem trochę sportów walki.

Ostatnio zaczęłam w domu używać laptopa na baterie - półtora h wytrzyma, a jeśli siedzę dłużej to ładuje gdy mi się bateria wyczerpie (wcześniej miałam non stop w kontakcie, bateria grzała się cały czas)

2. Jest jeszcze lepszy patent - jeśli używam lapka jako stacjonarny - lepiej zupełnie wymontować baterię i schować do szuflady. To co koleżanka robi, może skrócić czas życia baterii, ja mimo wszystko wolę "grzać" - bo moich sprzętów, dobrze "konserwowanych" używam wiele lat.

Nie włączam nigdy paru sprzętów na raz np. radio plus laptop - muzyki mogę posłuchać z komputera, po co naraz dwa odbiorniki?

3. To jest dobry patent, jeśli jednak mamy net mobilny, lepiej włączyć radio. Słuchanie muzyki przez net powoduje wzrost transferu za który płacimy.

Aha.Największa oszczędność. Do pracy idę z gotowym jedzeniem, obliczyłam że zamawiając jedzenia do biura, latając po drożdzówki w czasie przerwy i automatu ze słodyczami traciłam prawie 300 zł miesięcznie. Teraz przynajmniej o 2/3 mniej.

4. Ten patent spodobał mi się najbardziej, chociaż moje wyrywanie się z biura ma także za zadanie dostarczyć mi trochę ruchu i powietrza, ale będę musiał o tym na serio pomyśleć.

czwartek, 11 października 2012

Ogłaszamy nowy KONKURS Racjonalnego Oszczędzania sponsorowany przez platformę Trejdoo.com!!!

Serdecznie zapraszamy na najnowszy konkurs Racjonalnego Oszczędzania sponsorowany przez platformę Trejdoo.com; partnerami konkursu na blogosferze są znane ogółowi czytelników blogi Kariera Rentiera (zwycięzca ostatniego konkursu R-O), Jak oszczędzać pieniądze (blog - laureat ostatniego konkursu), blog finansowy Kupowanie oraz blog Korzystne Zakupy, który cieszy się wśród naszych czytelników dużą popularnością!
Nagrodami w konkursie są 3 książki: „7 nawyków skutecznego działania”, „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności” oraz „Czas. 52 sposoby na to, by zaczął pracować dla Ciebie” – zwycięzcy będą mogli wybrać nagrodę.

Informacje o Trejdoo.com

Sponsorem konkursu jest Trejdoo.com, platforma wymiany walut, która pozwala na zawieranie transakcji między użytkownikami (to oni określają kurs wymiany). W ten sposób unikają oni kosztów tzw. spreadu. Trejdoo, jako jedyny serwis pozwala także na wymianę walut po aktualnym kursie rynkowym. Dodatkowo, umożliwia on zakładanie rachunków powierniczych ESCROW, gwarantujących bezpieczeństwo transakcji handlowych.

Niedawno Trejdoo.com uruchomiło Program Partnerski. Dzięki niemu każdy może zarabiać na transakcjach dokonywanych przez osoby, którym polecił platformę. Więcej informacji na temat Programu Partnerskiego znajdziesz TUTAJ.

Zadanie konkursowe

Aby wziąć udział w konkursie należy wykonać dwa proste zadania:



  • Odpowiedz na pytanie: Uczestnik programu partnerskiego Trejdoo otrzymuje prowizję od każdej transakcji dokonanej przez osobę poleconą. Ile procent wynosi ta prowizja? 
  • W komentarzu pod tym wpisem opisz jedną sztuczkę/sposób na oszczędzanie – taką, którą każdy z czytelników mógłby wykorzystać na co dzień.


  • Zwycięzcami konkursu będą 3 osoby, które poprawnie odpowiedzą na zadane pytanie oraz napiszą najciekawszą sztuczkę. Oceniać będziemy jej praktyczność, skalę oszczędności, którą umożliwia oraz poczucie humoru.

    Regulamin konkursu: link.


    P.S. Konkurs jest otwarty dla WSZYSTKICH czytelników zarejestrowanych w platformie Blogger/Google lub platformach kompatybilnych (umożliwiających komentowanie) jak np. Wordpress, nie jest wymagane członkostwo/rejestracja w gronie obserwatorów bloga Racjonalne-Oszczędzanie oraz partnerów, aczkolwiek byłoby to bardzo miłe dla naszego grona autorów. Zapraszamy!


    środa, 3 października 2012

    Ogrzewanie elektryczne

    Zbliża się powoli sezon grzewczy i tematy dot. ogrzewania także zagoszczą na tym blogu - napiszę dziś jednak coś, co wielu z was wyda się herezją - otóż ogrzewanie elektryczne też może być oszczędne!


    Naturalnie może być oszczędne w wyjątkowych, uzasadnionych przypadkach - bo przecież na ogół nie jest, nieprawdaż?

    Tak jest jednak w moim przypadku - sezonowo ogrzewam się lub dogrzewam podczas godzin pracy olejowymi grzejnikami elektrycznymi z Tesco, dokładnie takimi jak na obrazku powyżej. Koszt całej zabawy nie przekracza jednak z reguły 50 zł miesięcznie. Jak się już domyślacie - czas grzania nie przekracza zazwyczaj tych kilku godzin, a moc kilkuset W.

    Powodem jest źle zaprojektowany i niesprawny system ogrzewania gazowego, jednak z uwagi na kwestie własności budynku, sąsiedztwo i różne sprawy prawne - nie opłaca mi się w żadnym wypadku drążyć sprawy - prawdopodobnie kosztowałoby mnie to więcej czasu i nerwów niż wydanie w sezonie dodatkowych 50 zł miesięcznie.

    Rodzaje ogrzewania elektrycznego:


    Konwektor - zaletą jest niska cena, wadą ciągły metaliczny smrodek rozgrzanych sprężyn w rdzeniu urządzenia, kolejne wady to brak bezpieczeństwa, urządzenie trzeba nadzorować, przykrycie konwektora grozi pożarem, grzejnik jest niebezpieczny dla dzieci. Urządzenie posiada niemal zerową bezwładność cieplną. Moje zdecydowane NIE.


    Termowentylator
    - to właściwie lekko zmodyfikowany konwektor ze wszystkimi jego wadami, zaletą jest możliwość użycia do chłodzenia latem oraz skierowania strumienia ciepłego powietrza na dany punkt, znana od czasów komuny farelka jest także termowentylatorem.

    Promiennik
    - cena nieco wyższa niż konwektor, ale prócz braku smrodku ma jednak większość wad konwektora - także nie używamy jeśli w domu są dzieci, także jest niebezpieczny jeśli chodzi o zagrożenie pożarowe, także ma zerową bezwładność. Używanie promienników przypomina nieco grzanie się przy kominku, także można mieć takie urządzonko jeśli chcemy na promieniowanie podczerwone wystawić np. zbolałe korzonki. Generalnie jeśli chcemy doraźnie ogrzać tylko fragment dużego pomieszczenia - jest to jakieś rozwiązanie.

    Grzejnik olejowy - działa na takiej samej zasadzie jak klasyczny żeberkowy kaloryfer, z tą różnicą że zamiast wody rozgrzewa się w nim olej mineralny. Urządzenie jest z reguły o wiele bezpieczniejsze niż te wspomniane wyżej, można zostawić je bez nadzoru, posiada z reguły dobrą regulację i termostat - jak wiecie z poprzedniego posta - jest to mój wybór do doraźnego dogrzewania pomieszczeń. Warto wydać nieco więcej i kupić ten grzejnik - to i tak relatywnie mały wydatek z późniejszymi kosztami grzania elektryką.

    Być może mój opis powyżej jest dla wielu z was oczywisty, piszę jednak z myślą o tych, którzy stoją przed wyborem i szukają praktycznej porady.

    sobota, 29 września 2012

    Firefox czyli ognisty lisek?

    Nie mam czasu na kontynuację wątków emigranckich, może znajdzie się go więcej jutro, ale dziś muszę zabierać się za kolejny remont w pracy... tak... sobota wieczór, a przede mną więcej roboty niż ustawa przewiduje.

    Ale żeby nie przynudzać pokażę wam pewną ciekawostkę - większość Polaków myśli, że firefox, ikonka i maskotka znanej przeglądarki to rudy lis, co jest nieprawdą. Tak wygląda zwierzaczek zwany z angielska firefox.



    Prawda, że sympatyczna mordka?


    A tak wygląda nasz firefox w całej okazałości.

    Faktycznie temu zwierzaczkowi w biologicznej systematyce jest dość daleko do lisów.

    Jeśli chodzi o wątek komputerowy - polecane programy do zdobycia za darmo to odwiedźcie ten wątek.

    Możecie sobie jeszcze coś mojego przeczytać tutaj:

    Minimalizm czy racjonalne zarządzanie inwestycją? Coś o naszych mieszkaniach.



    piątek, 28 września 2012

    Realia życia w Polsce według Futrzaka.

    Już to kiedyś na blogu kiedyś pisałem - mimo wielu wpisów i dużej aktywności na blogach ja jeszcze żyję, zajmuje się innymi rzeczami poza komputerem, odpowiadam tak jak mi wygodnie i kiedy mi wygodnie.

    (Futrzak, odpowiedziałem na 2 kwestie z twojego komentarza, parę rzeczy ogólnych, być może napiszę coś więcej na temat główny - może teraz, może jutro, może nigdy. Spokojnie, to nie wyścig.)

    Aby nie było, że jesteś tu pokrzywdzona - oddaję Ci pełen głos w dzisiejszym poście.

     ... W Polsce owszem Wawa ma tak fatalna infrastrukture, ze jesli ktos nie mieszka i pracuje przy trasie metra to rzeczywiscie moze spedzac na dojazdach niesamowita ilosc czasu.

    ALe. To zalezy od konkretnego przypadku. Sa miasta z dobra komunikacja miejska (w Polsce np. Trojmiasto z niezastapiona SKM). Wtedy mieszkanie w miescie ma zalety. Po pierwsze, jest wiekszy rynek wynajmu. Nagle wypowiedzenie umowy przez wlasciciela nie urasta do granic katastrofy, bo mozna znalezc cos innego (w malym miasteczku to moze byc problem jak akurat wszystkie 10 mieszkan do wynajecia jest zajete i trzeba szukac w innej miescince, co wiaze sie z dojazdem). Poza tym nagla utrata pracy tez nie musi wiazac sie z przeprowadzka (te na ogol sa kosztowne) - bo ofert na rynku pracy tyle, ze cos sie nastepnego znajdzie w rozsadnym dystansie.

    Zycie w Polsce na wsi/malym miasteczku ma sens tylko w dwoch wypadkach: 

    1. ktos ma prace niezalezna od lokalizacji (dochod pasywny, praca zdalna etc.)
    2. ktos ma wystarczajaco duzo ziemii/infrastruktury zeby zarabiala ona na sensowne zycie

    W kazdym innym wypadku praca fizyczna w takiej okolicy moze byc pomyslem na dorobienie sobie czy zwiazanie konca z koncem, ale na normalne zycie nie wystarcza. Tym bardziej, ze transport publiczny poza duzymi miastami zamiera.
    Przyklad: 30 km od Lublina. Gdy chodzilam do szkoly sredniej, cala masa ludzi z promienia tych 30 km dojezdzala do Lublina do pracy. Byly autobusy PKS co godzine (robiace przy okazji za podstawe komunikacji miedzy pobliskimi wioskami), byl i pociag.

    Dzisiaj autobus jezdzi 2 razy na dzien, bilety sa bardzo drogie, do pracy ani w jedna ani w druga strone dojezdzac sie nie da. Ci, co nie mieli swojej ziemi/mieszkania na wiosce i zrodla dochodu wyprowadzili sie do Lublina, zeby jakos zyc.

    A i jeszcze jedno: dzieci i szkola. Jesli mieszka sie na wiosce, no to niestety ale bez wlasnego samochodu jest to problem, bardzo powazny. Male wiejskie szkolki pozamykano - nie ma juz tak, ze podstawowka co 3 km jest. Teoretycznie gmina powinna finansowac gimbusy, ale wiele gmin nie stac na to (zwlaszcza na scianie wschodniej), zreszta nawet jak stac to w zimie jak droga nie odsniezona autobus nie pojedzie i tyle. A home schooling w Polsce nie ma.
    ... 


     Aha, moi drodzy - koniecznie pamiętajmy, aby przeczytać ze zrozumieniem! :)

    P.S. Futrzak prowadzi bloga http://futrzak.wordpress.com/

    P.S.#2 I w końcu jakaś nowość - post pt. Białe ściany.